piątek, 25 kwietnia 2014

Chojnickie prawybory do Europarlamentu

W dniu 1 maja od godz. 10.00 do 17.00 trwać będą organizowane na Starym Rynku w Chojnicach prawybory do Parlamentu Europejskiego. Będę miał przyjemność prowadzić te prawybory. 

Zachęcam wszystkich do udziału, przede wszystkim będzie to niepowtarzalna być może, okazja do bezpośredniego zapoznania się z najważniejszymi politykami polskiej sceny, którzy też udowodnili już swoje miejsce i przydatność w ramach struktur UE lub którzy właśnie będą aspirować do pracy w parlamencie unijnym.

Dzięki prawyborom wyborcy będą mieli okazję bliżej zapoznać się z kandydatami. Będą na miejscu reprezentanci wszystkich Komitetów, które będą startować do Parlamentu Europejskiego. Każdy będzie mógł dogłębnie zapoznać się z programami partii oraz poszczególnych kandydatów, będzie miejsce na rozmowy w cztery oczy. 

Serdecznie Państwa zapraszamy!

czwartek, 24 kwietnia 2014

Akademia Khana

W sieci dostępne jest narzędzie nazywane Akademią Khana. Jest to akadamie zbudowana na idei według której wszyscy maja mieć możliwość uczenia się niezależnie od miejsca w jakim przebywają.

Nauczyciele mogą monitorować na bieżąco postępy w nauce. Szczególnie chodzi tutaj o postępy w matematyce. 

Podobno uczniowie osiągają niesamowite wyniki. Polecam Waszej uwadze: www.khanacademy.org

Kolejny etap wkradania się technologii w nasze umysły i dokonywania w nas samych dehumanizacji, ale cóż zrobić? Korzystać! :)

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Granice prywatności

Świat w którym żyjemy zdaje się, wkroczył nam do sypialni. Wszystko co mogło być dotąd sferą naszej prywatności zostaje wystawione na publiczny ogląd. Z jednej strony obserwujemy pewne ustępstwa władzy umożliwiające monitoring jej działań, z drugiej strony władza rekompensuje sobie te ustępstwa poprzez monitorowanie naszego życia prywatnego. 

Nie będę się rozpisywał o inwigilacji w Internecie, bo ta przyjmuje takie rozmiary, że 2/3 osób które spotykam w bibliotekach, na uczelniach, targach ma zaklejone kamery w laptopach...

Pewien filozof, twórca koncepcji utylitaryzmu Jeremy Bentham, był jednocześnie wynalazcą Panoptikonu - przestrzeni dzięki, której na przykład więzniowie mogliby być monitorowani non - stop przez służbę więzienną - choć nie był to efekt technologicznych możliwości w tamtym czasach (XVIII/XIX w.) a raczej wynik zmyślnej konstrukcji architektonicznej i oddziaływania na psychikę więźniów.

W XXI w. władza zniosła w dużej mierze psychiczną presję na subordynowanie samych siebie, a więcej stworzyła wrażenie pełnej wolności jednostki - bo posiada narzędzia technologiczne do obserwacji człowieka/obywatela w jego "naturalnym środowisku".

W to wszystko jak zwykle wkracza wielki kapitał, któremu najnowsze wynalazki dostępne są od ręki. Dzięki czemu wielkie korporacje jak Google (z którego platformy teraz korzystam) od 2007 r. tworzy projekt "Street View" - czyli zrzuty z poziomu ulicy, wzbogacające mapy Google. Uwidacznia się wielce problematyczna sprawa przy tej okazji. Otóż już nie tylko władza nas monitoruje - nie ta w naszym państwie, nie ta w naszym powiecie, ale wszystkie służby obcych państw mogą zajrzeć nam do ogródka, konkurencja może podpatrzeć czym jeździmy, a złośliwa teściowa może się przyjrzeć jak dbamy o czystość chodnika. Władza została na pozór rozproszona. Każdy może nas teraz przywoływać do porządku i subordynować, a my sami możemy sobie tę sytuację nawet rekompensować poprzez władanie innymi. Umożliwia nam to Google. 

Wszystkim chojniczanom zalecam zajrzeć na Street View na Google Maps, aby przyjrzeć się czy kamery Google nie ujęły czasem czegoś z naszego podwórka, czego nie chcemy pokazać światu. Oni nie pytają o zgodę na publikację "naszych zdjęć", ale zawsze można zażądać od Google usunięcia niechcianych obrazów. Żyjemy w dobie społeczeństwa sieci. Nie chcę wartościować (i nie robię tego), ale przejście w erę społeczeństwa informacyjnego i opartego na wiedzy, każdego z nas będzie jeszcze słono kosztować, a skutki tego nieuniknionego procesu są dla jednostki ludzkiej według mnie niejasne z perspektywy dnia dzisiejszego. 

piątek, 18 kwietnia 2014

Do Niej w Wielki Piątek

Trzy strofki

Nie bluźń, żem zranił Cię, lub jeszcze ranię,
Bom Ci ustąpił na mil sześć tysięcy;
I pochowałem łzy me w Oceanie,
Na pereł więcej...!

[...]
C.K. Norwid

czwartek, 17 kwietnia 2014

Industrialny mit

Wielokrotnie słyszeliśmy nawoływania do ściągania do Chojnic zakładów produkcyjnych. Jakiś czas temu na blogu zaznaczyłem, że nie ma szans na zainteresowanie żadnego potężnego producenta inwestycją w Chojnicach.

Wskażę na negatywne strony ewentualnych wielkich inwestycji przemysłowych w Chojnicach. Przede wszystkim środowisko, poza tym, będziemy mieli ogromny problem z samym pracodawcą. Nikt kto zainwestowałby środki nie zrobi tego bez rozpoznania faktycznego składu osób na rynku pracy. Wiadomo, że w Chojnicach nie spotkamy na masową skalę specjalistów z branży high - tech, ani też wysoko wykwalifikowanych menedżerów. Taki stan rzeczy może spowodować, że jedyne inwestycje jakich możemy się spodziewać (przemysłowe), to byłyby takie, które nastawione byłyby na wyzysk taniej siły roboczej.

To spostrzeżenie może być o tyle istotniejsze, że jednocześnie wskazuje nam problem, którego śladu nie ma co szukać w ogóle w strategii miasta Chojnice 2020r. Jedyna szansa dla Chojnic, jedyna też w perspektywie nie tylko roku 2020, ale też i następnych dekad to kształcenie na potęgę. To wspieranie wysiłków edukacyjnych i sprzyjanie rozwojowi małej przedsiębiorczości oraz sferze organizacji pozarządowych w których wykreować mogą się wielorakie dynamiki rozwojowe ukierunkowane na różne sektory przemysłowe.

Brzmi utopijnie, wiem. Podam jednak przykład z historii, który może potwierdzać te twierdzenia. W epoce rozwoju industrialnego, czyli w XIX w. to przede wszystkim wiedza zadecydowała o tym, że Wielka Brytania stała się lokomotywą światowej gospodarki, choć obok wiedzy trzeba też wskazać na adaptacje na gruncie brytyjskim, powolne, ale jednak przyjmowane, haseł Rewolucji Francuskiej przy jednoczesnej dużej swobodzie działalności gospodarczej (która przykładowo była bardzo ograniczona wtedy w Rosji, czy wręcz koncesjonowana państwowo w Prusach). Spójrzmy bliżej naszych czasów, rozwój przemysłowy w epoce Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej wiązał się często z przemieszczaniem tysięcy ludzi z rejonów tradycyjnie przemysłowych (robotnicy, technicy, inżynierowie) na tereny nie mające tradycji przemysłowych - jak z Włocławka na przykład do Chojnic. Dziś miejskimi inwestycjami, czy nawet przy wsparciu pieniędzy z Unii (które wpędzają miasto w kredyty), w "twardą" infrastrukturę nie dogonimy świata i nie wzbogacimy mieszkańców, a co więcej to jest droga do katastrofy. 

Obecnie jesteśmy świadkami procesu drenaży mózgów - wielu chojniczan znajduje się na światowych rynkach finansowych, realizuje się w drodze kariery naukowej w najlepszych uczelniach Polski i świata. To są jednostki. Z jednej strony jednostki te znalazły się w globalnym krwiobiegu, z drugiej strony, potwierdzają, że Chojnice w tym krwiobiegu nie mają swego miejsca. 

Jedyną więc drogą dla miasta wydaje się ogromna inwestycja w edukację i naukę. Uważam, że nawet za cenę cięć inwestycji w infrastrukturę różnego typu, w promocje, w renowacje, miasto musi postawić wszystko na karty pod znakiem edukacja i społeczeństwo obywatelskie. Czy przypadkiem jest, że bogate społeczeństwa Zachodu (gdzie praktycznie nie ma już zakładów przemysłowych, a produkcja to zaledwie 1/5 PKB kraju) charakteryzuje wysoki stopień wykształcenia oraz ogromne zaangażowanie społeczne (relatywizuję nieco, ale duży to stopień w porównaniu z polskim). 

Zadaniem więc dla nas nie jest budowa kolejnych obwodnic, nie jest nim nawet renowacja dworca, nie jest nim inwestycja w MKS Chojniczanka. Naszym zadaniem jest inwestycja w mieszkańców. Powinniśmy znacząco podnieść jakość kształcenia. Należy wdrożyć (w miarę możliwości programowych) przedmioty pozwalające na wpojenie wiedzy o przedmiotach specyficznych i wręcz szczegółowych, nie stroniąc od rozbudowy funduszy na darmowe zajęcia pozalekcyjne za które nauczyciele będą sowicie wynagradzani. To jest strategia dla Chojnic, która przynosić będzie dla miasta zyski w perspektywie dużo dalszej, aniżeli lat 6 czy 20. Jeśli nie będziemy podążali w tym kierunku staniemy się bardzo, ale to bardzo, zaściankowym i prowincjonalnym miastem pomimo dostępu do Internetu, galerii i teatru Pana Szlangi. Trzeba zacisnąć potężnie pas, zdobyć się na wiele wyrzeczeń (wiem jakże niepopularne hasła)! i naprawdę miasto możemy wspólnie zmienić. 

Jeśli będziemy naprawdę świetnie wykształceni jako społeczność, nie jako jednostki, wolni i uczestniczący w życiu społecznym i politycznym to w przyszłości możemy spodziewać się inwestycji zewnętrznych, który znacząca wpłyną na wzrost jakości życia w Chojnicach, przede wszystkim w sensie gospodarczym. Nie wiem, czy to będą inwestycje w zakłady przemysłowe, być może tak, ale nie będą to zakłady zatrudniające "przy taśmie" i budujące swój zysk w oparciu o wyzysk taniej siły roboczej. W przypadku mylności tych twierdzeń, wysokie wykształcenie nikomu na pewno nie zaszkodzi i pieniądze i tak się zwrócą, bo ludzie Ci nie będą stanowili i tak taniej siły roboczej, gdziekolwiek by się nie udali w przyszłości.

Będę wpływał na to, aby te postulaty znalazły swe odbicie w programie wyborczym Projektu Chojnicka Samorządność. 

Post-ideologiczne refleksje

W Chojnicach po wizycie Mateusza Piskorskiego pozostał niesmak.

Przez swoje kłamstwa i brak kultury - nie przedstawił nawet w skrócie swojegi resume - doszło do awantury, która skończyła się wyjściem z sali Kamila Kaczmarka, a potem wyjściem moim.

Kremlowski ideolog przemawiając w Chojnicach powoływał się na autorytet nauki, szczególnie politologii. Stąd zarzuciłem Panu Piskorskiemu, że kłamie, manipuluje i wprowadza w błąd słuchaczy, będąc jednocześnie moskiewskim agentem wpływu w Polsce. 

Człowiek ten jeździ po państwach dyktatorskich - jak Syria, Sudan, Białoruś i legitymizuje rządy autokratów bądź despotów, do tego jest wyznawczą różnej maści poglądów, które przybrane są w panslawistyczną humoreskę. Jest to o tyle groźne, że próbuje sprzedać na przykład pod tytułem wykładu "Polska polityka wschodnia" idee głoszone przez Kreml i tamtejszego ideologa Aleksandra Dugina. 

Udałem się na ten wykład tylko dlatego, aby dać zgromadzonym tam możliwość konfrontacji poglądów Pana Piskorskiego z obiektywną wiedzą politologiczną, ale nie było ku temu szans i możliwości, bo w powstałej atmosferze kłamstwa, fałszywych przesłanek i żałosnych intelektualnie argumentacji mogła jedynie narastać złość. Do tego Pan Piskorski był w towarzystwie dwóch wyjątkowo krzykliwych akolitów swojej nauki, którzy zdaje się mają pełnić na takich spotkaniach role porządkowe - to na pewno może sprzyjać dialogowi. Tym bardziej, że Ci akolici do zgromadzonych zwracają się w najlepszych przypadkach na "Ty". 

Durne to było i to bardzo. Tak niskiego i płytkiego poziomu nie widziałem i nie słyszałem jeszcze nigdy. Każdy ma prawo głosić swoje poglądy i nie w tym, rzecz, że odmawiam tego prawa Panu Piskorskiemu. Ale kiedy przykładowo idę głosić mój sprzeciw przeciwko składaniu kwiatów przez burmistrza pod Czerwoną Gwiazdą to nie mówię, że robię to z naukowego punktu widzienia, ale wprost wskazuje na pobudki ideologiczne i historyczne. 

Ci którzy nie byli, niech nie żałują. Poniżej link do materiału z zajścia:

http://chojnice.tv/wideo-305-Relacja_ze_spotkania_z_Mateuszem_Piskorskim_

wtorek, 15 kwietnia 2014

V kolumna w Chojnicach

Do Chojnic zajeżdża były rzecznik prasowy Samoobrony, a dziś osoba reklamująca się "politolog". Więcej, jako specjalista od geopolityki (niczym rosyjski guru Aleksandr Dugin). Jest to osoba głęboko skompromitowana w oczach każdego Polaka. Mówię to wprost, do Chojnic przyjeżdża agent rosyjskiego wpływu i jako taki będzie przeze mnie uważany. 


Zastanówmy się, dlaczego Pan Piskorski przyjeżdża do Chojnic, a wspiera poglądy o tym, że:

1. Wejście Ukrainy do współpracy gospodarczej z UE, będzie dla Ukrainy zabójstwem.

2. Przewrót na Ukrainie był sponsorowany i przeprowadzony przez zewnętrzne siły.

3. Wyrażał krytykę wobec zaangażowania się Polaków w ruch niepodległościowy Ukraińców.

4. Unia Europejska nie może zrekompensować Ukraińskich strat gospodarczych w wyniku utraty rynków w Rosji.

5. Pan Piskorski jest medialną twarzą putinowskiej, skompromitowanej, telewizji Russia Today. 

6. Pan Piskorski jest zwolennikiem Putinowskiej i Duginowskiej koncepcji Eurazjatyckiej "integracji" co oznacza, że jest to zwolennik rosyjskiego ekspancjonizmu, ponieważ poza Rosją nie ma innego państwa forsującego "integrację" od Władywostoku po Lizbonę.

7. Pan Piskorski prezentuje poglądy anty - euroatlantyckie obliczone na rozbicie związków UE - USA, a co więcej na dezintegrację UE. 

8. I teraz jak mawia pan Samoobrona "first and foremost": wspieranie przez Pana Piskorskiego interesów rosyjskich w Polsce jest naruszeniem polskiej racji stanu. Takie wystąpienia podlegać powinny obstrukcji społecznej (ale i prawnej). Nie chodzi już tutaj o wolność słowa, ale o sianie propagandy rosyjskiej. Bo nie da się ukryć, że przez usta Piskorskiego płynie prorosyjska propaganda. 



Bardzo dobrze Pana przywitamy. Reasumując Pan Piskorski jest ewidentnym "agentem wpływu rosyjskiego", którego przywiało teraz do Chojnic. Nazywanie tego Pana "political scientist" jest wielką pomyłką, jest to osoba, podobnie jak Dugin, zaangażowana w sianie propagandy podtrzymywanej pseudonaukowymi założeniami. Nikt w Chojnicach nie powinien poddać się tej propagandzie. Odpowiedź jest jasna na postawione na wstępie pytanie, Pan Piskorski przyjeżdża do Chojnic niczym V kolumna w czasach przedwojennych. 

Warto zaznaczyć, że Pan Piskorski nazywa Platformę Obywatelską i Prawo i Sprawiedliwość organizacjami pro - banderowskimi (a więc sprzyjającymi godzeniu w dobro Polski)? Kierowane przez Niego Europejskie Centrum Analiz Geopolitycznych to organizacja funkcjonująca na marginesie polskiej politologii. Wskazać należy, że głównym ośrodkiem w tym zakresie jest Instytut Geopolityki Leszka Sykulskiego, choć oczywiście nikt nie broni prawa do zakładania stowarzyszeń. Niemniej śmieszne jest, że w Russia Today Pana Piskorskiego przedstawia się jako dyrektora think - tanku działającego w zakresie geopolityki. Niestety nie mogłem się też doszukać w sieci artykułów naukowych Pana Piskorskiego, ani wykazu Jego publikacji, co tym bardziej wskazuje mi na to, że czas poświęca na politykowanie zgodne z interesem Rosji. 

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Resortowe Dzieci Chojnice

Jest potwierdzenie, 27 czerwca 2014 roku w piątek odbędzie się w Chojnicach spotkanie z Dorotą Kanią, autorką książki Resortowe Dzieci, która bije w księgarniach rekordy sprzedaży. 

Spotkanie organizuje Stowarzyszenie Arcana Historii oraz Prawo i Sprawiedliwość przy współudziale członków Klubu "Gazety Polskiej" w Chojnicach.

Już dziś serdecznie zapraszam, więcej szczegółów podamy wkrótce!

niedziela, 13 kwietnia 2014

Chojnickie Prawybory do Parlamentu Europejskiego

W dniu 1 maja odbędą się Prawybory do Parlamentu Europejskiego. PChS wysłał zaproszenia do wszystkich komitetów wystawiających swoich kandydatów do PE. 

Zobaczymy kto zadeklaruję swój udział. 

Z pewnością będzie to doskonała okazja do zapoznania się z kandydatami, programami ich partii. 

W pewnej mierze będzie to też barometr poparcia dla konkretnych partii w naszym regionie.

Już dziś zapraszam 1 maja od godz. 10.00 do 17.00 na spotkania z kandydatami oraz do oddania głosu na swoich faworytów.

Wcześniej prawybory organizowały w Chojnicach w 2007 r. Stowarzyszenie Arcana Historii i w 2011 r. Projekt Chojnicka Samorządność. To będą pierwsze w Chojnicach prawybory do Europarlamentu.

Z ramienia PChS jestem koordynatorem prawyborów, jeśli miałby ktoś w związku z ich przebiegiem, pytania, podpowiedzi, itd. proszę pisać lub dzwonić. 

czwartek, 27 marca 2014

Myślmy globalnie, działajmy lokalnie

Myślenie o lokalności, samorządności w oderwaniu od warunków w jakich żyjemy w ujęciu globalnym, byłoby absolutnie oderwane od kontekstu, a tym samym błędne.

Dlatego rozważając możliwości działania w skali samorządu musimy myśleć w kategoriach sieci, w kategoriach społeczeństwa, którego jesteśmy elementem i będziemy nim tak długo, jak tylko długo będziemy trzymać rękę na pulsie współczesnych przemian.

Niewątpliwie tytuł mojego posta wpisuje się w zawołania alterglobalistów i przyznam szczerze, że chyba mógłbym siebie samego określić jako alterglobalista, któremu bliskie są: zawołania o wzmacnianie społeczności lokalnych szczególnie w wymiarze kulturowym (gdzie u nas ciągły brak nauczania o historii regionu, jego kulturze); odrzuceniu determinizmu w myśleniu o tym co czeka naszą wspólnotę lokalną (naprawdę możemy jako grupa społeczna i jednostki odnaleźć się na arenie współczesności, to zależy od nas); wykorzystaniu zdobyczy technologii do walki o społeczeństwo obywatelskie w dobie globalizacji; powszechna zgoda na pluralizm światopoglądowy; powiązania mechanizmów ekonomicznych z potrzebami społecznymi. 

Co z tego wynika dla Chojnic? Chyba pewne odmitologizowanie naszej rzeczywistości. Trzeba zrozumieć, ze w dobie globalizacji, my w Chojnicach, nie mamy szansy na ściągnięcie do siebie, do Chojnic wielkich zakładów przemysłowych. Tutaj nie powstanie ani kolejna fabryka VW, ani telewizorów. Jedyne co można zrobić w tej kwestii to: edukować, wspomagać i odciążać przedsiębiorców lokalnych. Czyli wzmacniać konkurencyjność już istniających firm, wręcz udostępniając im mienie publiczne i środki publiczne jeśli tylko miałoby to doprowadzić do redukcji bezrobocia i spełniania postulatów alterglobalistycznych. Jeśli w Chojnicach postawimy na wzmocnienie finansowania nauczania języków obcych, na pełną współpracę samorządu z firmami lokalnymi, na wspierania promowania wyrobów i rynku lokalnego na rynku międzynarodowym, Tylko, że ta pomoc z samorządu nie może skutkować kolejnymi willami, super autami i życiem na high - life dla niewielu, a musi przyczyniać się do ogólnego wzrostu stopy życia chojniczan, który jest bardzo łatwo zmierzyć. 

Kiedy globalizacja rozpoczynała się na dobre, a można chyba mówić o czasach wielkich odkryć geograficznych, to właśnie wtedy już uwidaczniał się dobitnie proces, który do dziś w kapitalizmie światowym ma decydującą rolę - znaczenie swoistości produktów lokalnych i regionalnych (przywożono do Europy, tylko dla przykładu:  pieprz, kakao, tytoń). Oczywiście w świecie wysokich technologii, Internetu nie chodzi o hodowanie specjalnej odmiany marchwi, która rosłaby nacią w dół...Ale o wspomaganie wszystkich bez wyjątku przedsiębiorców, z naciskiem na firmy produkcyjne i działające w sektorze high - tech, a powstające czy istniejące już w Chojnicach. Czyli z jednej strony, powinniśmy zgodzić się na kapitalizm i globalizm (no nikt z nas nie pojedzie chyba protestować jako antyglobalista - choć jednego takiego znam z Chojnic ;), a z drugiej strony trzeba przestać myśleć kategoriami mitów, że ktoś tutaj przyjdzie i zainwestuje miliardy, a Chojnice staną się Dubajem. To się nie stanie. W tym cała tkwi tajemnica kapitalizmu, że trzeba wytworzyć lokalnie coś co sprzeda się w skali globalnej, w innym wypadku można jedynie liczyć na postawienie fabryki sznurowadeł, która stanie się tak zwanym sweatshopem - miejscem ciężkiej pracy i niskiej płacy. 

Wydaje mi się, że PChS swym projektem gospodarczym rozłoży ekipę Finstera na łopatki, a miasto postawi w końcu do pionu. Polityka traktowania miasta i mieszkańców jak maszynki wyborczej, która też bazowała na zaciąganiu kredytów pod inwestycje unijne odejdzie w przyszłości w zapomnienie. To jest droga donikąd. Od kilkunastu lat miasto boryka się z ogromnym zadłużeniem, a jedynie co burmistrz z tym robi to zgadza się na powstawanie kolejnych marketów, Biedronek (skądinąd bardzo lubię te sklepy, ale kiedyś lubiłem osiedlowe sklepiki - których już nie ma), czy innych dyskontów, za cenę braku możliwości kreowania lokalnej ekonomii. Stajemy się rynkiem zbytu i taniej siły roboczej. Gdzie ludzie całują innych po rękach za pracę choćby mieli pracować na szaro czy w niegodziwych warunkach. Czas z tym skończyć. Ze zjazdami (nie wiadomo na jakich podstawach) na parkingi przy marketach kolegów i z budowaniem specjalnych ulic na prywatne, luksusowe, osiedla za pieniądze publiczne również.


Jan Paweł II i "Święty" Finster

Fot. www.ch24.pl, MZ, http://chojnice24.pl/artykul/17882/honorowy-obywatel-i-swiety/#comments



Nic mi do wiary burmistrza Chojnic. Jednak o czymś muszę napisać, kiedy widzę burmistrza z tym obrazkiem (przypomnę, ch24, link do art. pod zdjęciem, właśnie poinformowało o zangażowaniu się miasta w spotkanie na Starym Rynku w związku z kanonizacją Papieża Polaka) to muszę się ustosunkować.

Byłem tam wtedy w Pelplinie jako dziecko. Widziałem Was. Dziś też Was widzę, ale dziś wiem kim jesteście i wiem, że wszystko to co robicie pod znakiem krzyża, robicie tylko i wyłącznie dla zebrania głosów wyborczych. Jak można w XXI w. wykorzystywać ludzką wiarę, do przekonywania o swoim autorytecie? Dlaczego burmistrz, nosi krzyż podczas Drogi Krzyżowej z innymi włodarzami. Czy nie czuje , że to jest taki tani "lans"? Co Wy, którzy piliście z x. Madziągiem macie do powiedzenia i pokazania, co byłoby godne naśladowania? Dlaczego z jednej strony nic nie zrobicie w sprawie bezrobotnych, głodnych i biednych ludzi, a z drugiej mówicie o Janie Pawle II? Przeżycie dla burmistrza było niesamowite, jak w oko w oko stał z Papieżem? Szkoda, że obecnie burmistrz jest w stanie nawet pokazać się ze zdjęciem Papieża, ale jakoś o Jego naukach nie widzę śladu w postępowaniu burmistrza. Pro - społeczne, głęboko współczujące i miłosierne słowa i czasami postawy Papieża wobec najuboższych, zrównanie siebie (podobnie jak to czyni papież Franciszek) do poziomu trędowatego, tego nie zobaczymy u burmistrza Finstera. Burmistrz Finster, woli przekazywać ponad 100 tysięcy złotych rocznie z kasy miasta na basztę jednego malarza Jutrzenki - Trzebiatowskiego, woli topić miliony w basienie i woli elitarne spotkania w zamkniętej baszcie, ewentualnie w kręgu innych osób Trzymających Władzę. Jednocześnie manipulowane jest każdego dnia i społeczeństwo jako całość i każdy pojedyńczy obywatel. Czy naciski, telefony do rodzin, pozwy, szkalowanie prasowe na zamówienie, byłoby zgodne z nauką Papieża, który popierał od samego początku zryw "Solidarności"?  W tym samym czasie jednak z uporem zeloty będzie nosił Krzyż i będzie też maszerował w pochodach Trzech Króli. 

Tutaj nie chodzi o kłótnię do prawa do wizerunku Papieża. To tylko fotografia. Tutaj chodzi o znaczenie ważniejszą rzecz, o manipulowanie symbolami celem utrzymania władzy. Poza tym, nie podoba mi się głębokie zaangażowanie w relacje z Kościołem rzymskim człowieka, który do dziś nie zawołał ani razu "moja wina, moja bardzo wielka wina". Zawsze tylko na podorędziu ma zawołania typu "x to wichrzyciel", "PChS to źli ludzie", "x to nikczemnik",  i takie tam laurki.

Robienie z wiary widowiska organizowanego przez władzę publiczną, jest niedopuszczalne. Od tego jest Kościół rzymski i jeśli Kościół rzymski nie pozwalał sobie kiedyś na to, aby władza publiczna angażowała się w jakikolwiek sposób w życie Kościoła rzymskiego, to powstaje pytanie, co takiego stało się z Kościołem rzymskim, że dziś krzyż noszą funkcjonariusze publiczni? Kościół walczył o wolność i swoją i wolność tego państwa, a dziś jak się na to patrzy, to ma się wrażenie, że wśród kleru dominują postawy, które doprowadziłyby do stanu w którym krzyż na Drodze Krzyżowej nosiliby Gomułka, Gierek, Kania i Jaruzelski o innych kanaliach i mordercach nie wspominając. 

Niech Kościół w Chojnicach zorganizuje spotkanie i transmisję w związku z kanonizacją Jana Pawła II, z chęcią wezmę w tym udział jako obywatel miasta, ale w spektaklu władzy, gdzie wizerunek Jana Pawła II staje się zakładnikiem tej władzy udziału nie wezmę. 

środa, 26 marca 2014

Szara strefa w prekariacie

Kiedyś na blogu wrzuciłem post o prekariacie, czyli koncepcji teoretycznej mającej dużą wartość wyjaśniającą naszą dzisiejszą rzeczywistość. 

W perspektywie niestabilności ekonomicznej, której de facto podlegamy obecnie wszyscy, choć wiadomo, że jedne grupy są mniej na nią narażone jak inne. To faktem jest, że jedynym miernikiem tej niestabilności może być oś czasu, otóż jedni (najczęściej ludzie młodzi), żyją "od dziś do jutra", ci w średni wieku i mający stałe zatrudnienie "od pierwszego do pierwszego". Przedsiębiorcy mniejsi "od faktury do faktury", więksi od "zamówienia publicznego do kolejnego zamówienia publicznego". A korporacje to już żyją "od rynku x do rynku y", bo taka jest logika hiper - kapitalizmu, który żyje tylko dopóki się rozwija i rozprzestrzenia. Nie jest jednak istotne w walce tego abstrakcyjnego bytu o byt (czyli kapitalizmu), ilość poświęconych istnień ludzkich dla swej własnej ekspansji. 

Widać to w Chojnicach. Miasto, które umiera. Nie dość tego, że jest podobnie jak setki innych polskich miast ofiarą rozwoju kapitalizmu, to będąc w rękach obecnej grupy rządzącej jest też "dociskane" od wewnątrz. Rośnie więc szara strefa pracowników i pracodawców. Mógłbym zacząć wyliczać firmy, które w powiecie chojnickim utrzymują się z pracy "na szaro". Winni? Władze, kapitalizm i mentalność ludzi biznesu. Bo szefowie najczęściej kiedy mają dodatkowe 100 tysięcy w kieszeni to kupują Mercedesa, a nie myślą o czymś skromniejszym i jakiejś formie funduszu socjalnego (do którego małych zakładów przecież zmusić nie idzie), nie myślą tez o umowach o pracę na czas nieokreślony. 

Coraz częściej nadzieję na lepszy stan rzeczy widzę tylko w postawie poszczególnych jednostek. Trzeba po prostu postępować inaczej w każdej dziedzinie naszego życia, żeby pozbyć się tych post - sowieckich naleciałości i kompleksów wyrażanych w życiu na pokaz, które tak jeszcze uwielbia chojnicka władza i elitka. 

Czy naprawdę przyjemnie jeździ się Mercedesami, BMW, Audi za setki tysięcy złotych patrząc na biedę swoich sąsiadów? Oczywiście - każdy zawoła - "ja zarobiłem"! Być może tak, ale w dużej mierze akumulacja znacznego kapitału jest możliwa tylko dzięki poleganiu na pracy innych osób, umożliwia to zaistnienie stosunku pracy, który też rodzi pewne zobowiązania o których jak mi wiadomo zapominają chojniccy przedsiębiorcy. 

O skali szarej strefy nie będę pisał, bo jest wiele mierników bazujących na różnych ujęciach teoretycznych. Prawda jest taka, ubożejemy wszyscy, a w perspektywie zbliżającego się konfliktu z Rosją faktyczne ubóstwo będzie dotykać kolejne warstwy społeczne. Tusk mówi, żeby nie kupować jeszcze cukru, popieram, cukru nie kupujcie, bo to na nic, ale mąkę i konserwy z długim terminem własności naprawdę się przydadzą w czasie, kiedy już nawet na szaro nikt nie dorobi nawet na herbatkę. Przywiązywanie się do własności i jej pojęcia zawsze przynosiło wiele rozczarowań. Podobnie będzie i tym razem. Im wcześniej Prekariusze zaczną działać wspólnie, tym lżej będzie znieść efekty, których źródła gdzieś tam tkwią w tak zwanej "szarej strefie" rynku pracy, nie tylko w Chojnicach,ale ogólnie w świecie Zachodu. 

poniedziałek, 24 marca 2014

Tatuś pomógł?

Wyobraźcie sobie taką scenę jak z tandetnego amerykańskiego filmu. 

Dzieciak w wieku licealnym z kumplami bierze narkotyki, a to amfa, a to gandzia, a to jakieś groszki. Starsi wiedząc, że wącha postanawiają odciąć od źródła dochodu smarkacza. 

Ale młody jest inteligentny (bystry po ojcu?), organizuje z kolegami zorganizowaną grupę przestępczą i napada na lokalne sklepiki aby uciułać na narkotyki. Tworzy wraz z kompanami zgraną paczkę lokalnych rabusiów, a zabawa i przyjaźń między nimi rozwija się w najlepsze.

Niestety...pech chciał, że zabawa dobiega końca, policjanci złapali złodziejów. Wszyscy trafiają na kilka miesięcy za kratki. Raptem, jeden z chłopków zostaje wypuszczony z więzienia za kaucją 40 tysięcy (a co tam, Stary zarabia, to jego dwie, no może trzy pensje). 

Reszta chłopaków siedzi. Trwa budowanie strategii obrony dla wyciągniętego z pierwszych opałów chłopaka. Wtem ojciec wpada na super pomysł! Odwróćmy to co złe na naszą korzyść!

I postanawiają udowodnić w sądzie, że chłopak po pierwsze ma żółte papiery! No zwariował od złego towarzystwa! Namawiali go! On jest z dobrej rodziny! Wszystkiemu winni koledzy!

Kilka lat później ten sam chłopak zabija na przejściu dla pieszych matkę z dzieckiem, znowu był ostro nawąchany, ale niestety tata już nie może pomóc...te czasy minęły.

To taka, bajka z morałem.

Cienka czerwona linia

To nie będzie post o doskonałym filmie, to będzie post jak to często u mnie na blogu o nieudolności lokalnej władzy. 

Jest rok 2003, trwa sesja Rady Miejskiej Chojnic, mówi Radny Andrzej Mielke:

"[...] Następne oświadczenie, które jest związane z otrzymanym projektem budżetu na 2004 rok. Przedstawiony nam projekt budżetu miasta na 2004 rok potwierdza przewidywania opozycji wyrażanej wielokrotnie, że Burmistrz Miasta prowadzi politykę nieodpowiedzialnego zadłużania miasta. Na najbliższe lata zwiększa się deficyt budżetowy, a zmniejszają się dochody, wzrasta kryzys finansów publicznych miasta, prognoza długu publicznego do 2015 roku, zaznaczam 2015, wskazuje na konieczność, uciekanie się inaczej mówiąc, do zawierania dziesięcioletnich zobowiązań finansowych, a wszystko to po to, aby nie przekroczyć granicznej wysokości długu publicznego gminy oraz rocznej kwoty spłaty zadłużenia. Pytamy, na podstawie, jakiego to upoważnienia i przyzwolenia zawiera się kredyty obciążające spłaty następne kadencje władz. Proponowane zadłużenie budżetu uniemożliwi następnym władzom kształtowanie polityki gospodarczo-społecznej do 2015 roku".

I teraz moje pytanie, co w tym mieście zmieniło się realnie od 2003 roku? Według mnie nic, nadal zadłużanie miasta przez burmistrza, nadal brak rozsądnej wizji miasta, nadal manipulowanie opinią publiczną. Winnym stanu, tragicznego stanu miasta i jego mieszkańców jest burmistrz miasta Chojnice, nikt inny. Słowa wypowiedziane w 2003 roku przez radnego Andrzeja Mielke są po dziś dzień aktualne!
 

piątek, 21 marca 2014

Skarga chojnicka

Bywa, że w walce na argumenty powodujemy, iż mieszkańcy Chojnic tracą pewność o co walczymy, o co walczy Projekt Chojnicka Samorządność?

PChS nie walczy o władzę dla władzy, nie walczy też o stołki i apanaże. Jest coś takiego jak pojęcie dobra wspólnego, które z tego co obserwuję bliskie jest myśleniu wszystkim członkom PChS-u. Każdy o tym dobru wspólnym mówi, nawet burmistrzowi się zdarzało. Tylko, że znaczenie tego pojęcia stało się zupełnie niejasne i dobro wspólne pomylone zostało z dobrem własnym za publiczne środki.

Dziś możemy obserwować, jak władza w Chojnicach i cała klasa polityczna stosuje przeróżne wybiegi od socjotechniki po wyborcze kalkulacje mające utrzymać niektórych chojnickich satrapów u sterów władzy.

Zapomniano w działalności politycznej o działaniu dla idei, a zastąpiono działanie to próbą konserwacji systemu, którego się jest beneficjentem. Stanowiska obejmowane z wyboru, nie są dane raz na zawsze i nikt nie ma prawa trwać przy nich jeśli nie wypełnia celów wyznaczonych ideami związanymi z dobrem ogółu. Kto uprawia prywatę, ten powinien przepaść w najbliższych wyborach. Tej prywaty i złodziejstwa nie brakuje. Wy, którzy to czytacie, wiecie o czym ja piszę. Wiele razy z Wami rozmawiałem i nie raz przyznawaliście, że w złodziejstwie bierzecie udział. Strach tylko hamuje wszystkich w Chojnicach przed głośnym wyrażaniem tego o czym wszyscy wiedzą. Miasto jest na tyle małe, duszne i zepsute, że ten kto palcem wskazałby złodzieja, zaraz by też musiał odprowadzić do więzienia połowę swojej rodziny. Zabijacie to miasto i winni jesteście temu stanowi rzeczy na jaki w swej hipokryzji wszyscy narzekacie.

Czy naprawdę nie ma wyjścia z tej choroby w którą wpadło to miasto? Czy rzeczywiście musi ono być trawione przez nowotwór, który przekłada się na masową migrację, niskie zarobki, ogólną biedę? 

W latach Rzeczpospolitej Obojga Narodów, ks. Piotr Skarga mówił, że nie złoto i bogactwa świadczą o potędze państwa, ale ich wolności w Rzeczpospolitej. Dziś oczywiście wolność pojmuje się inaczej, ale też i jasno się wskazuje, że tam gdzie społeczeństwo obywatelskie jest rozwinięte, gdzie działają organizacje pozarządowe, gdzie ludzie uczestniczą w życiu publicznym, w polityce wręcz na skalę masową, tam też i społeczeństwa są bogate (wystarczy spojrzeć na listę Wskaźnika Rozwoju Społecznego/Ludzkiego, gdzie prym wiodą państw o dużej aktywności obywatelskiej mieszkańców). Otwartość na zmianę, prawda i umiejętność do przyznania się do błędów przeszłości może być dla Chojnic jedyną drogą do realnego wyzwolenia i zmiany nie tylko klimatu społecznego, ale i gospodarczego. Są w świecie miasta niewielkie, które słynną z witalności, z przedsiębiorczości mieszkańców. Nie ma takich miast chyba w Polsce. Może Chojnice mogą być pierwszym miastem, realnie równych sobie ludzi, zdolnych do zezwalania sobie nawzajem na politykowanie, na partycypację w działaniach społecznych? Bądźmy przeciwnikami, adwersarzami idei, propozycji, ale nie wrogami i oprawcami naszych oponentów. 

Przypomnieć warto słowa ks. Skargi: "Was Bóg podniósł na wysokie urzędy: nie dla was, abyście sami swoich pożytków pilnowali, ale dla ludu, który wam Pan Bóg powierzył, abyście nam sprawiedliwość i pokój, który od Pana Boga bierzecie, dawali".

Oczywiście słowa ks. Skargi to XVI wiek. Jedna prawda jest w nich ponadczasowa, urzędów publicznych i władzy nikt nie ma prawa sprawować we własnym imieniu i dla własnych korzyści.

Pamiętajcie chojniccy Panowie: "Lepszy szacunek niż wielkie bogactwo, lepsze uznanie niż srebro i złoto".