środa, 17 października 2018

500 plus według Arseniusza Finstera

Po debacie "burmistrzowskiej" organizowanej przez "Czas Chojnic" w moich rozmowach z lokalnymi samorządowcami przewija się jeden wątek...pytanie Leszka Redzimskiego do Arseniusza Finstera o Jego ocenę programu 500 plus. To pytanie wszyscy moi rozmówcy oceniają jako irracjonalne, nie na miejscu po prostu. 

Co na to pytanie Redzimskiego odpowiedział Burmistrz? Ogólnie: pochwala PiS za ten program, wytyka PO, że ta sama tego programu nie uruchomiła.

Uważam to pytanie Redzimskiego za jedno z bardziej istotnych pytań w tej debacie. Zastanówmy się bowiem jak w oczach elektoratu wypadła wypowiedź Finstera? Dotąd większość osób, które głosowały na kandydatów PiS do Rady Miejskiej jednocześnie oddawało swój głos na Finstera. Tak udzieloną odpowiedzią Finster za jednym ruchem dokonał dwóch rzeczy: (1) zapewnił sobie potencjalne poparcie znacznej części elektoratu PiS i (2) odtrącił elektorat liberalny. To może mieć poważne konsekwencje wyborcze...bo zbliżyło elektorat liberalny do Redzimskiego i oddaliło wyborców PiS od Bartosza Blumy. 

Być może jest to moja nadinterpretacja, ale obawiam się, że nie było to tak głupie pytanie na jakie wyglądało...

Renta polityczna

Wydaje się, że sposobów na prowadzenie kampanii wyborczej może być wiele, w sumie tyle ich rodzajów powiemy, ile ludzi, a przynajmniej ile komitetów wyborczych. 

Jeden z tych kandydatów - Arseniusz Finster zaskakuje mnie modelem przyjętej kampanii wyborczej, bo koncentruje się na odcinaniu kuponów, czyli realizuje tzw. rentę polityczną. 

Przypatrując się kampanii wyborczej obecnego Burmistrza odnosi się wrażenie, chyba uzasadnione, o braku dokonań Burmistrza w ciągu ostatnich przynajmniej czterech lat. W Jego materiałach wyborczych podkreśla się wciąż dawne dokonania, choć i tutaj bym dyskutował nad niektórymi "sukcesami", ale jak ktoś obserwuje co robi Burmistrz w kampanii to zdziwienie jest prawidłową reakcją. Chojniczanie mają głosować na Finstera, bo jest obwodnica, bo jest rynek, bo są kolorowe kamieniczki, bo jest ZZO Nowy Dwór, a poza tym? Niewiele więcej, a jeśli cokolwiek to na pewno nie z ostatniej kadencji Burmistrza. Przypominanie chojniczanom inwestycji sprzed lat nawet 10, to zwyczajna próba realizacji renty politycznej. Warto więc zapytać, czy przyjęto Polskę do Unii Europejskiej w 2004 roku za to, że Polacy wygrali bitwę pod Wiedniem w 1683 roku?

Burmistrz się wypalił, pokazał to też na debacie. Jest zmęczony, i nie jest w stanie się zmienić, chyba ani dla siebie, ani dla miasta. Jest zbyt późno. Mimo to po debacie pogratulowałem Burmistrzowi, bo Jego postawa była jednak powściągliwa, biorąc pod wzgląd Jego "historyczne występy". 

Odcinanie kuponów, realizacja renty politycznej niestety nie kończy się na odgrzewaniu "starych schabowych", bo Finster, po raz pierszy chyba jeśli się nie mylę - w materiałach wyborczych - patrz ulotki - w sposób bezpośredni atakuje swoich kontrkandydatów, wytyka ich słabości i wręcz można odnieść wrażenie ostrzega przed nimi (nami?). Jest to objaw świadomości poważnych słabości lub przynajmniej poczucia słabości politycznej. W mojej ocenie jest to też znak dla chojniczan - już ostatnie cztery lata były zmarnowane przez Finstera w konteście zarządzania Chojnicami - warto zapytać na ilu procesach w tym czasie był Finster? 

Wybierzmy sobie nowego Burmistrza, pozwólmy Finsterowi na wypoczynek w powiecie człuchowskim, skoro jest już renta polityczna, to może następnym krokiem powinna być emerytura? 

poniedziałek, 15 października 2018

Nasz program wyborczy

Prezentuję Państwu nasz program wyborczy, który wypracowaliśmy w ramach PiS Chojnice wspólnie, podczas wielu rozmów i rozważań o przyszłości Miasta Chojnice.

W powstanie tego programu mam swój spory udział i liczę, że za tę pracę wynagrodzicie mnie, Drodzy Chojniczanie, przy urnie wyborczej 21 października.

Dodam, że głos na PiS, to szansa realizacji takich programów jak: "Czyste Powietrze", Mieszkanie Plus (mieszkania komunalne), przekształcenie baszy Jutrzenki - Trzebiatowskiego w miejsce spotkań dla wielu artystów, granty dla najzdolniejszych chojnickich twórców, studentów, doktorantów ("Naukowy Tur"). Prowadzenie polityki senioralnej. Dalej: budowa żłobków, rozwój bazy sportowej, wprowadzenie zajęć z edukacji ekonomicznej, fundusz na rzecz utrzymania "Orlików", opracowanie wsparcia dla absolwentów, którzy chcą po studiach mieszkać w Chojnicach. Zielone Miasto - zwiększenie powierzchni terenów zielonych. Gazyfikacja osiedli. Wprowadzenie Chojnickiego Budżetu Obywatelskiego. Wprowadzenie Chojnickiej Karty Miejskiej. Reforma lub likwidacja Straży Miejskiej. Przebudowa niebezpiecznych skrzyżowań. Reorganizacja komunikacji miejskiej, itd.









OSTATNIE MIEJSCE (nr 9 - na ulotce jest błąd drukarski i widnieję przy nr 8) NA LIŚCIE W OKRĘGU NR 3


niedziela, 14 października 2018

Doktrynerzy

Z przerażeniem patrzę, jak do walki wyborczej włącza się ludzi kościoła, księży, najświętsze znaki, wielkie idee, a nawet samego Boga. Na drodze dla tych uzurpatorów władzy, którym nie przeszkadza, że pobierają pieniądze ze świeckich instytucji publicznych, zdaje się, że nic nie stoi, bo sięgną po każdą świętość, aby skupić na sobie uwagę. Ludzie, którzy społecznie w życiu palcem nie kiwnęli, nie wydali swoich prywatnych pieniędzy na żądną inicjatywę, nie rozumieją podstawowych pojęć, kategorii, ani nie mają dla nikogo szacunku, poza oddaniem pustym ideom, ci ludzie właśnie próbują wywołując silne napięcia i konflikty gromadzić wokół siebie elektorat! To jest więcej niż groźne. 

Jak czytam chore wynaturzenia na chojnickich portalach, ludzi mieniących się "naukowcami", to jestem zszokowany, zarówno poziomiem ich spekulanctwa intelektualnego, jaki i nie skrywaną niczym żądzą władzy. Jeśli ktoś w wyścigu wyborczym straszy obywateli karami boskimi, zaświatami i powołuje na świadków najwyższe prawdy i instytucje, to znaczy, to jest CZUB TOTALNY. Skąd ludzie ci biorą ten swój zelocki zapał rzekomej obrony wiary i czystości postępowań? Jakim prawem znowu wracają nas swymi tekstami do średniowiecza, ponownie mieszając porządki świecki z religijnym. Komu to ma służyć?

To są intelektualne prezentacje "elity" fanatyków z grodu tura, w skrócie doktrynerów, którzy sami sobie dali prawo określać czym jest dobro, a czym jest zło. 

sobota, 13 października 2018

"Pocałunek śmierci"

Tymi słowami zażartował sobie Mariusz Brunka z dobrych relacji z Arseniuszem Finsterem w czasie wczorajszej debaty "burmistrzowskiej". Myślę, że niechcący i podświadomie, tak właśnie zapowiedział publicznie swoją i burmistrza porażkę w nadchodzących wyborach. 

Wyborcy może nie mają szerszej orientacji, ale warto podkreślić fakt, że wczoraj rzekomy lider miejskiej opozycji był szeroko chwalony przez Burmistrza Chojnic, jako posiadający głęboką wiedzę o mieście i człowiek wart w tym względzie zaufania, do tego stopnia, że gdyby Finster sam nie startował to prawdopodobnie właśnie na Brunkę oddałby swój głos. Dla mnie osobiście jest to szok, że wyrazili publicznie to, co można było podejrzewać od samego początku trwania obecnej kadencji. Jak mówił Finster - On z Brunką ma doskonały kontakt, dobrze się dogadują i rozumieją. Rozumiecie Państwo? Finster z rzekomym liderem opozycji?!? 

Dlatego po wczorajszej debacie wiem jedno - Brunka nie jest ani liderem opozycji, ani człowiekiem na którego powinniśmy oddawać głos jako obywatele Chojnic. W moim odczuciu panowie tworzą sobie teatrzyk z rzekomych sporów na użytek mediów, ale tak naprawdę poklepują się po plecach i pokpiwają sobie z rzeczywistości. 

Apeluję, żebyście nie głosowali, ani na Finstera, ani na Brunkę. To nie jest przyszłość Chojnic, to nie jest żadna zmiana, to nie jest obietnica żadnej "ciężkiej harówki" na rzecz miasta. To będzie tylko dalszy PR i wpuszczanie przez tych kandydatów za kulisy władzy kolejnych ludzi, którzy dla Chojnic nic nie zrobili, ale z chęcią podłączą się do publicznych pieniędzy i możliwości kreowania biegu spraw w naszym kochanym mieście. Po wczorajszej debacie między Finsterem a Brunką w moim odczuciu można postawić znak równości - klepali się po plecach w przenośni - a do tego oboje wypadli równie słabo, choć warto zaznaczyć - poziom ogólny debaty był naprawdę bardzo wysoki. 

piątek, 12 października 2018

Flagowe osiągnięcie PChS?

Po wczorajszej debacie "burmistrzowskiej" organizowanej przez "Czas Chojnic", można odnieść wrażenie, że kandydat PChS do fotela burmistrza za kluczowe osiągnięcie PChS uważa rezygnację burmistrza Finstera z drugiego zastępcy. 

Zdjęcie z debaty "burmistrzowskiej" organizowanej przez "Czas Chojnic" w dniu 12.10.2018. Przy mikrofonie Mariusz Brunka kandydat PChS do stanowiska burmistrza Chojnic, autor zdjęcia: Marcin Wałdoch.

Dlatego pragnę napisać - jak to było naprawdę. 

Otóż temat drugiego wiceburmistrza Chojnic, to ja (wiem, że to brzmi komicznie - "to ja", ale co mam napisać skoro tak było)? podjąłem temat drugiego wiceburmistrza 11 listopada 2010 r. swoim wpisem na Chojnicki Blogu Politycznym pod tytułem Wiceburmistrz bez teki. W poście tym nie tylko ukazałem jak to jest z liczbą wiceburmistrzów w innych miastach, ale też ukazałem genezę tego, jak już wtedy uważałem patologicznego układu władzy. Było to na długo przed tym, kiedy w ogóle powołałem do życia PChS, a jakoś nikt inny przede mną w przestrzeni publicznej tego tematu nie drążył. Dziś jednak to Mariusz Brunka uważa za swoje/ich osiągnięcie! Kolejny dowód megalomanii i zawłaszczania sobie cudzej spuścizny bez mrugnięcia okiem. Natomiast ja wtedy w tym poście, w 2010 roku, kiedy Brunka jeszcze nie wiedział co to polityka miejska, napisałem między innymi, to: "Dla nowej Rady mam jedną propozycję - jeśli wszyscy deklarują, że nie chodzi o politykę, a o miasto i jego mieszkańców, to zrezygnować z tego politycznego stanowiska. A te PÓŁ MILIONA PRZEZNACZYĆ NA EDUKACJĘ!".

Co działo się dalej?

Nie startowałem w wyborach w 2010 r., chociaż szeroka koalicja ugrupowań prawicowych powołała Projekt Samorządność (PS nie mylić z PChS), którego nazwa była oczywiście moim wymysłem na czas kampanii - a starsi i bardziej doświadczeni samorządowcy jak Andrzej Mielke zaufali mi i poparli tę nazwę dla komitetu wyborczego. Już wtedy, w 2010 r. zawarłem w programie wyborczym dla PS, taki postulat, który dotyczył kandydata PS na burmistrza: "Dobrowolne złożenie oświadczenia o niepełnieniu urzędu więcej niż dwie kadencje kandydata na burmistrza - jeden zastępca burmistrza". Z PS do Rady Miejskiej wszedł między innymi Krzysztof Haliżak, a z PiS do Rady Miejskiej wszedł wtedy Bartosz Bluma, i to do tych dwóch radnych wysłałem maila z prośbą o podjęcie tematu drugiego wiceburmistrza, niestety nie udało się im nic wskórać, a to mail z 19 lutego 2011 r., kiedy nawoływałem w tej sprawie. Niestety moi koledzy tematu szerzej nie podejmowali:



Hej,
Wiadomość do : Krzysztof Haliżak, Bartek Bluma
Jest taka sprawa. W Chojnicach jest dwóch zastępców burmistrza i na to pozwala prawo. Ale ustawa o samorządzie gminnym jasno mówi, że obligatoryhmym jest tylko jeden burmistrz i dopuszcza sytuację w gminach powyżej 20 tys., stanowisko drugiego wiceburmistrza , ale jako funkcję nie związaną z zatrudnieniem w urzędzie!!! Czyli taki Zieliński, albo Pietrzyk mogą być na podstawie ustawy drugim wice, ale nie muszą otrzymywać wynagrodzenia. Egzegeza jest jednoznaczna i pozwala albo na płacanie drugiemu wiceburmistrzowi, albo na nie płacenie. Przy czym w sytuacji gdyby nie płacono mu, to odbierane mu są też kompetencje w kierowaniu administracją (któych praktycznie i teraz nie ma). Tym samym jest to droga do zachowania dla niego stanowiska, ale bez płacenia za niego 600 tys. w czasie trwania kadencji.
Tak Ci to wysyłam, żebyś wiedział,iż jest taka furtka. Bo wziąć pod uwagę trzeba, że i Pietrzyk i Zieliński z tego co mi wiadomo są EMERYTAMI!
Tutaj to co mówi ustawa w tym zakresie:
Uważam, że PiS i pozostałość PS - Krzysztof mogliby rozważyć podjęcie tego tematu.
Jeśli się sprawę naświetli, to można na pewno dużo wygrać. Trzeba pokazać podstawy prawne takich propozycji i zapytać, dlaczego płacimy skoro nie ma takiej konieczności.
Rzucam temat, nie zrozumcie mnie źle, niczego nie sugeruję. W necie znajdziecie sporo komentarzy prawników i politologów na ten temat.
Pozdrawiam

Marcin


No i co było dalej?

W tym czasie korespondencyjnie nawoływałem też chojnickich dziennikarzy do tego, aby podjęli temat drugiego wiceburmistrza w Chojnicach, aby wreszcie ktoś uciął tę polityczną synekurę, aby obudzono w opinii publicznej świadomość, że to stanowisko jest zbędne i cementuje tylko koalicję PO-Finster. Tematu długi nikt nie podejmował. Jedni uważali, że się mylę, inni nie chcieli urazić wiceburmistrzów, bo znali się z nimi. 

Dalej założyłem PChS, właśnie po to, aby stworzyć środowisko do realizacji i tego postulatu - czyli likwidacji stanowiska drugiego wiceburmistrza. W tych działaniach po przystąpieniu do PChS pomogła mi aktywnie, i działała na własną rękę w tym zakresie, tylko jedna osoba! Tą osobą był Radek Sawicki, który napisał na swoim blogu świetny tekst, a o sprawie z Radkiem dużo rozmawialiśmy i wymienialiśmy o temacie korespondencję. Kiedy jednak Radek Sawicki napisał tekst o drugim wiceburmistrzu? Otóż 9 listopada 2014 r. (okres wyborczy) w tekście Niewiedza czy manipulacja?, czyli 3 lata po tym, kiedy ja tę kampanię i uwagę opinii publicznej zwracałem na problem drugiego wiceburmistrza. 7 stycznia 2014 r. zadeklarowałem w mailu do jednego z kolegów z Arcan Historii, że: 


No popatrz... :) W takim razie PChS złoży wniosek też do burmistrza o zwolnienie jednego z dwóch wiceburmistrzów :)Wpisałem Cię na listę kandydatów z PChS z Twojego Osiedla.



M

Prawdą jest, że w 2014 r., kiedy PiS wraz  PChS i korwinowcami stworzyło koalicję wyborczą, której kandydatem na burmistrza był Mariusz Brunka, to członkowie PChS i Brunka programowo przyjęli likwidację jednego stanowiska wiceburmistrza. Przyjęli też inną moją ideę - którą już w 2010 r. implementowałem do kampanii Marcina Wenty - tzn. deklaracjęo dwukadencyjności. Dziś to wszystko, jak twierdzi Brunka, to osiągnięcia "Jego" PChS i Jego samego chyba. Ja zaś postulat ten miałem wypisany na ulotce wyborczej w 2014 r. jako członek PiS! Więc obecnie stanowisko jednego wiceburmistrza nie jest osiągnięciem jedynie PChS, a raczej PiS-PChS-korwinowców, dzięki mojej inicjatywie. Dlatego proszę Mariusza Brunkę, żeby w toku dalszej kampanii przedstawiał fakty zgodnie z prawdą, a nie w sposób pozostawiający wiele do życzenia, bo to nie Brunka był w Chojnicach inicjatorem likwidacji stanowiska drugiego wiceburmistrza, tylko tym inicjatorem był twórca PChS Marcin Wałdoch i jest to, podobnie jak koalicja wyborcza z 2014 r. osiągnięciem moim, a nie Brunki. Stanowisko zaś drugiego wiceburmistrza zostało w mojej ocenie zlikwidowane przez Finstera w wyniku długoletniego nacisku i budowania w opinii publicznej przekonania o marnotrawieniu w ten sposób środków publicznych, dlatego Finster, któremu poparcie znacznie spadło w 2014 r., postanowił zlikwidować zbędny politycznie balast. Udział w tym Brunki jaki jest, każdy widzi. 

Mam nadzieję, ze tym postem wyjaśniłem czytelnikom, chojniczanom, kto publicznie podjął i realizował postulat likwidacji drugiego stanowiska wiceburmistrza w Chojnicach! 

Jeśli takie są flagowe osiągnięcia PChS według Brunki, to PChS nie ma żadnych osiągnięć, bo chwalić się na konwencji wyborczej w 2018 r. cudzą inicjatywą, które została zrealizowana w 2014 r. to znaczy nie mniej, ni więcej, dać tylko dowód tego,że przez ostatnie 4 lata nic się nie robiło z czego można by się było publicznie pochwalić. Brunka - gratuluję osiągnięć! 



Reparacje wojenne dla Chojnic?

Niektórzy z czytelników, po przeczytaniu tego posta powiedzą, żebym się zdrowo puknął w sam środek głowy. Taka wizja mi jakoś nie przeszkadza, bowiem mam już wprawę w przyjmowaniu lawiny krytyki, czasami bowiem prawda wywołuje najżywsze emocje. 

W latach 1939-1945 trwałą II wojna światowa, Chojnice były w tym czasie atakowane kilkukrotnie (nie, nie dwukrotnie  jak się myśli o 1939 i 1945). Wiele z budynków prywatnych, jak i budynków użyteczności publicznej zburzyli w czasie walki lub okupacji, zarówno Niemcy jak i Sowieci. Z tego tytułu Miasto Chojnice nie otrzymało nigdy reparacji wojennych. Nie otrzymało też reparacji za skradzione i zniszczone dobra niematerialne. 

Byłem na spotkaniu z mecenasem Stefanem Hamburą w Bydgoszczy i zapytałem, czy w Jego opinii samorząd może pozwać o reparacje wojenne przed Sąd w Polsce Republikę Federalną Niemiec jako spadkobiercę prawnego III Rzeszy Niemieckiej i Federację Rosyjską jako spadkobiercę prawnego ZSRR. Odpowiedź mecenasa Hambury była jednoznaczna - tak, samorząd może wystąpić z takim pozwem i z pewnością pozew ten zostanie uwzględniony przez Sąd, a naprzeciw siebie staną pełnomocnicy Chojnic oraz RFN i Rosji. 

Dlatego uważam, to za wielkie zaniedbanie po 1990 r., żeśmy nigdy o repraracje wojenne się nie ubiegali, ani od Rosji, ani od Niemiec jako wspólnota. Musimy w przyszłości powołać zespół, który oszacuje i wyceni straty, które ponieśliśmy w wyniku II wojny światowej, a rachunek Chojnice winny wystawić Rosji i Niemcom. 

Oczywiście - zaraz zawyją syreny - to rewizjonizm! Nie, nic z tych rzeczy, to nie jest rewizjonizm, to próba uzyskania zadośćuczynienia, którego Niemcy i Rosjanie nigdy Chojnicom nie dali. Będę dążył do tego, aby taki pozew Chojnice wystosowały. Oczywiście, że możemy przegrać, oczywiście, że to zajmie czas, ale co jeśli wygramy i otrzymamy dziesiątki lub setki milionów reparacji? Czy wtedy też będziecie mi kazali puknąć się w głowę? Uważam, że bez zbędnego "kurzu politycznego" powinniśmy dochodzić swoich praw jako wspólnota lokalna. 

czwartek, 11 października 2018

Dziwna debata "burmistrzowska"

Dziś odbywa się o 18.00 debata "burmistrzowska", czyli wydarzenie organizowane przez "Czas Chojnic" w budynkach CEW w ramach obecnie toczącej się kampanii wyborczej. 

Myśląc o tej debacie w kontekście innych takich debat w przeszłości ma się wrażenie jej wyjątkowości. Na czym polega ta szczególna natura zbliżającego się dziś zderzenia przedwyborczego uczestników wyścigu o fotel burmistrza? 

Jest to debata dziwna, i inna od wszystkich, bo organizowana jest przez redakcję, której pracownik/współpracownik - Sławomir Maniawski - widniejący w składzie drużyny tego tygodnika -- jest jednocześnie Pełnomocnikiem Komitetu Wyborczego Wyborców Arseniusza Finstera (pisałem o sprawie w poście: Sojusz czwartej władzy

Warto się więc teraz zastanowić, jakie można mieć zastrzeżenia do takiej formuły. Po pierwsze należy pochwalić inicjatywę organizacji debat przez "Czas Chojnic", bo to zawsze jest duże wyzwanie organizacyjne, po drugie należy się zastanowić czy nie jest to znowu łamaniem standardów demokracji. Jak to może być, żeby debata była organizowana przez tytułu, którego człowiek jest pełnomocnikiem jednego z komitetów, wystawiających do tej debaty swego kandydata - tutaj mam na myśli oczywiście Arseniusza Finstera. 

Dlatego mam pewne obawy, uważam demokrację za ustrój w którym dążąc do przejrzystości winniśmy unikać konfliktów interesów, tutaj niestety ten konflikt widzę. Warto przecież przypomnieć zasady dzisiejszej debaty - w jednym z jej bloków, kandydaci dostają pytania od Redakcji. Czy nie można podejrzewać, że członek zespołu "Czasu Chojnic" a Pełnomocnik KWW Arseniusza Finstera, wie o tym jakie pytanie dostanie Arseniusz Finster? 

Być może się mylę. Byłbym wtedy pozytywnie zbudowany, gdybym mógł po przebiegu tej dzisiejszej debaty jasno stwierdzić, że trzymano się najwyższych standardów, a komitet Finstera grał czystymi kartami. Zresztą liczę, że i "Czas Chojnic" stanie na wysokim poziomie i potrafił odseparować Sławka Maniawskiego od wiedzy o pytaniach, które dziś otrzymają kandydaci na fotel burmistrza. 

środa, 10 października 2018

Źle wycięte okręgi

W najbliższych wyborach samorządowych do Rady Miejskiej wybierzemy po 7 radnych z 3 okręgów, ale są one tak podzielone, że najważniejsza dzielnica w mieście - centrum jest poszatkowana między te 3 okręgi i uważam to za błąd. Można było pokusić się o wyodrębnienie centralnego okręgu wyborczego w mieście. Stare Miasto zasługiwałoby na swoich odrębnych i można rzecz - dedykowanych - przedstawicieli w Radzie Miejskiej. Widać z tej perspektywy o problemie ubogiego w rzeczy samej centrum Chojnic nikt dotąd nie pomyślał. Wpisanie Chojnic na listę zabytków kultury to nie jest "małe piwo" ;)

wtorek, 9 października 2018

Na SOR nie byłem

Muszę przyznać, że poczułem się zaskoczony, kiedy odebrałem zaproszenie na uroczyste otwarcie nowego budynku SOR w chojnickim szpitalu. Jestem przedstawicielem Wojewody Pomorskiego przy Radzie Społecznej naszego szpitala, ale mam pewne zasady, których się trzymam - nie lubię nadętych imprez, a szczególnie jestem im przeciwny w okresie wyborczym. To przysłowiowe lansowanie się na publicznym kapitale. Gdyby dyrektor szpitala nie był politykiem, gdyby nie startował do sejmiku wojewódzkiego, to przyznam, rozważyłbym zaproszenie, zakłądając jeszcze, że i ja sam bym nie startował w wyborach. Niestety w Chojnicach brakuje kultury politycznej. Każda okazja, a szczególnie ta za publiczne środki jest wykorzystana do przedstawiania sylwetek polityków i samorządowców - jako tych bohaterów, którzy niby coś zbudowali. Oni nic nie zbudowali! Wszystko powstaje z podatków, a zarządzanie szpitalem przez dyrektora Bonnę pozostawia wiele do życzenia. Osobiście jestem zwolennikiem jego odejścia ze stanowiska na rzecz jakiegoś rzutkiego i politycznie nie uwikłanego menedżera (nie myślę bynajmniej o sobie, od lat powtarzam, że nie chcę być dyrektorem chojnickiego szpitala). 

Ze sprawą otwarcia SOR z pompą w okresie wyborczym wiążę się szersze zagadnienie prowadzenia kampanii wyborczej w Chojnicach. Znowu króluje - plakat. Warto się zapytać - gdzie byli ci wszyscy kandydaci z plakatów i reklam, którzy się dziś tak reklamują, kiedy chodziło o sprawy miejskie i społeczne??? Naprawdę, kiedy czytam o osobach, które startują po prostu - nie znam większości z nich,a w chojnickiej polityce jestem od dekady! 

Dlatego mogę napisać wprost i otwarcie - do obecnej kampanii wyborczej podszedłem na luzie. Działam, robię swoje, monitoruję działania władzy, przedstawiam pewne propozycje dla miasta,ale na kampanię wyborczą nie wydam więcej niż 100 zł! Dlaczego? Bo po prostu nie warto przekupywać wyborców, warto skupić się na tym, co rzeczywiście możemy zrobić, a wyborcy niech się skupią na rzeczywistych dokonaniach i kompetencjach kandydatów. Niektórzy z kandydatów nie ujawniają nawet swojego wykształcenia, oni po prostu są - demagodzy- prowadzący na przykład swoje listy wyborcze. Uważam, że wyborcy mają pełne prawo widzieć o nas wszystko co wiąże się z działalnością publiczną - więc i to jakie mamy kwalifikacje do działań w sferze publicznej. Oczywiście, demokraja to taki piękny ustrój, który pozwala na udział w życiu publicznym ludziom różnych sfer i zawodów - i super - dlatego nie warto utajniać tych informacji -apeluję w ten sposób do tych osób z billboardów o upublicznienie informacji o swoim wykształceniu. 

Śmiałe pomysły i nasze ograniczenia

W mojej opinii w obecnej kampanii wyborczej brak jest u głównych liderów wyścigu wyborczego śmiałych pomysłów na miasto. Z jednej strony są propozycje, które najkrócej można określić jako ogólnikowe, to znaczy kandydaci proponują poprawę jakości życia, więcej czegoś tam, mniej czegoś innego, ale nie mówią nic o konkretach, lub bardzo niewiele. 

Mnie zaś nurtują zagadnienia "wielkich pytań" - tych, na które odpowiedzi mogą stanowić o przyszłości naszego Miasta. Potrzebujemy do tego nie tylko wielkiej i wspaniałej wizji, ale i konkretnych ścieżek prowadzących do ich realizacji. Dlatego też potrzebujemy wspólnoty, która będzie zdolna na bazie zaufania stworzyć odpowiednie standardy (takie jak przejrzystość życia publicznego), które pozwolą nam na osiągnięcie wyższego poziomu życia w różnych przestrzeniach naszej aktywności. 

Zaufanie i uznanie jest bowiem wszystkim czego w mojej ocenie potrzebujemy, jako lokalna wspólnota do zainicjowania realnych przemian. Warto bowiem sobie zerknąć na fora internetowe, jak nisko leży kultura wypowiedzi w Chojnicach. Jakim językiem posługują się kandydaci do różnych ciał, jak niska jest u niektórych z nich nie tylko wiedza, ale i stopień poszanowania dla odmiennych opinii. Każdy z nas potrzebujemy w Chojnicach uznania jego pracy, zasług, życia i zaangażowania, jeśli chcemy tworzyć wspólnotę zdolną obdarzać się też zaufaniem. To co pisze może się wydawać pewnie śmieszne, bo sam powyżej napisałem, o braku konkretów u niektórych z kandydatów. Więc wyłożę to dosadnie - konkretem jest uznanie i szacunek oraz zaufania dla każdego mieszkańca Chojnic, dla każdego działacza, dla ludzi wszystkich zawodów i zajęć. Nie musimy się kochać, nie musimy się nawet lubić, ale nie możemy się niszczyć, a niestety rządy w mieście przez ostatnie dekady uznaję, za destrukcyjne dla życia społecznego, a tym samym dla życia gospodarczego naszego Miasta. I nie obarczam tutaj winą tylko i wyłącznie Burmistrza, bo byłbym w tym niesprawiedliwi, po prostu my - chojniczanie - tak trochę mamy, że zazdrościmy ludziom lepszym, wybijającym się, ale zamiast dążyć do osiągania też wysokich celów, to niektórzy z nas skłaniają się do łożenia swej energii na niskie pobudki - na niszczenie innych. Na rzucanie pod nogi wszystkich możliwych przeszkód, byle ktoś, z kim się światopoglądowo nie zgadzamy, nie osiągnął sukcesu. Takiej postawy nie można uznać za dobrą, nie można uznać za korzystną, trzeba nam ją raz na zawsze odrzucić i zakceptować fakt, że są ludzie od nas lepsi w tym co robimy, ale jeśli będziemy pracowali nad sobą (a nie nad niszczeniem innych), to może w jakiejś niedalekiej przyszłości ich prześcigniemy i będziemy górować nad innymi wiedzą, majętnośćią, mądrością. To wszystkie walory są wypadkową ciężkiej pracy nad sobą. 

Dlatego chciałbym właśnie takich Chojnic, gdzie wszyscy będziemy kibicować tym, którzy, czy ich lubimy, czy ich nie lubimy, starają się wybić ponad przeciętność swoją pracą, będziemy im pomagać i bęziemy zdolni jako wspólnota ich wspomagać w takich dążeniach. 

Wierzę w siłę woli, w to, że jako chojniczanie możemy wiele osiągnąć i wydać jeszcze wiele znamienitych postaci, które przysłużą się do rozwoju cywilizacyjnego Polski, ale może i całego świata. Po prostu musimy się wspierać, a do tego potrzebujemy się wzajemnie uznawać i wspierać, niezależnie od tego do czego dążymy. Musimy też zgodzić się na to, że w przyszłości prawdopodobnie zastąpią nas ludzie jeszcze młodsi i jeszcze lepsi, posiądający jeszcze większy zasób wiedzy i możliwości. Niestety temu wszystkiemu nigdy nie sprzyjają układy gospodarczo - polityczne i kurczowe trzymanie się władzy z naginaniem zasad demokracji, z próbami dyskredytacji ludzi opozycji, z niszczeniem ich, a to właśnie musieliśmy obserwpwać przez wiele lat. 

Proszę wszystkich chojniczan, żeby głosowali zgodnie ze swoimi preferencjami, ale żeby nie stawiali ślepo swoich głosów na listach. Stawiajcie na ludzi, którzy naprawdę chcą coś robić dla lokalnej wspólnoty, dla ludzi, którzy są szczerze oddani Miastu i idei integracji wspólnoty. Musimy skończyć z postkomunizmem i jego wartościami raz, i na zawsze. 

Mnie też wiele osób nie lubi, nie szanuje, a więcej nawet działa od lat przeciwko mnie. Dostaję wiele maili i komentarzy w których się mi na potęgę ubliża, grozi i poniża się mnie. Tych informacji nie publikuję, bo uważam, że ci którzy to robią czytają mojego bloga i chciałbym aby wiedzieli, że zawsze mogą się zmienić, a ja nie będę publikował dowodów ich słabości, bo to właśnie niszczy wspólnotę i nakręca dyskurs nienawiści. Musimy się nauczyć respektować swoje odmienności - na tym polega też demokracja - na pluralizmie poglądów, który jest o wiele bardziej ożywczy, aniżeli zaduch wspólnoty myśli i idei w zamkniętym pomieszczeniu, murem stojący do wszystkich innych idei. 

Niedawno czytałem o badaniach w których udowodniono, że ostatnie 200 lat postępu gospodarczego Zachodu to wcale nie wyniki rozwoju technologicznego, gdyż w pierwszym rzędzie był to wynik siły idei Zachodu - te napędzają wynalazców i ludzi techniki. Potrzebujemy humanizmu i podejścia humanistycznego, także w Chojnicach, jak nigdy wcześniej dla wyzwolenia w nas idei postępu, zmian, i prawdziwego rozwoju. 


Pół wieku Milenium

Dzięki uprzejmości Instytutu Pamięci Narodowej przekażę do Miejskiej Biblioteki Publicznej w Chojnicach książkę: Pół wieku Milenium. Religijne, polityczne i społeczne aspekty obchodów tysiąclecia chrztu Polski (1956-1966-1967) . 

Jest to doskonale wydane opracowanie naukowe o charakterze historycznym i politologicznym odnoszące się do wydarzeń i zjawisk z okresu obchodów milenijnych w latach 1966/1967 w Polsce. Książka jest bardzo obszerna, ukazano w niej działalność i postawy zarówno przedstawicieli instytucji PRL, jak i Kościoła rzymskokatolickiego oraz obywateli w tamtym czasie. W pracy pod redakcją dra Bartłomieja Noszczaka znajduje się również mój artykuł o obchodach milenijnych w "kraju kiwi". 

Chojniczanom i zarazem Czytelnikom w Miejskiej Bibliotece Publicznej życzę przyjemnej lektury.

niedziela, 30 września 2018

Wirtualne głosy

Można wirtualnie oddać głos na swojego faworyta w wyborach samorządowych, polecam wspierać swoich kandydatów: https://www.portalsamorzadowy.pl/wybory-2018/miasto/chojnice,523.html

Wyborcze pęta

Tak sobie pomyślałem, jak to w czasie wyborów najbliższych niektórzy mogą posunąć się do różnych form szantażu na wyborcach. Sposobów zapewne jest wiele, ale jeden, który mi właśnie zaświtał powoduje, że postanowiłem się nim podzielić, a jednocześnie dać radę wyborcom - jak nie dać się wpuścić w wyborcze pęta i zrobić sobie jaja z satrapów, którzy by was drodzy wyborcy przymuszali do głosowania na siebie przez to jednocześnie nastając na zasadę tajności wyborów.

Załóżmy więc taką wersję zdarzeń: dzwoni kandydat na burmistrza (albo radnego) do swoich znajomych i mówi (jako efekt ogólnie niskiego zaufania w mieście) "Słuchaj ja wiem, ty będziesz na mnie głosował jak zawsze, ale wiesz jak bym chciał żebyś sobie w kabinie wyborczej zrobił zdjęcie z kartą do głosowania i tam chcę widzieć, że postawiłeś na mnie - odpowiada wyborca - Słuchaj nie ma sprawy, możesz na mnie liczyć, wyślę ci takie zdjęcie, bo zawsze robię co chcesz, dobrze o tym wiesz przecież jestem ci oddany na każdej linii". No i kończy się rozmowa, milknie telefon. Kandydat jest szczęśliwy, bo zmobilizował swojego zwolennika,  i dzwoni dalej po ludziach, żeby żądać głosowania z potwierdzeniem przez MMS albo info ma Messengera - przecież jak każdy szanujący się w Chojnicach "polityk" musi znać wyniki demokratycznych wyborów, zanim ludzie pójdą do urny ;) Do wyborów już wiele czasu nie ma, a do obdzwonienia kilka tysięcy ludzi. No i co ten wyborca i inni mogą w takiej sytuacji zrobić? 

Otóż opracowane przez nasz think tank remedium na taką sytuację jest następujące. Podaję instrukcję, zakładając, że musimy wysłać zdjęcie takiej karty z głosem na kogoś, bo inaczej ucierpimy bardzo w różnych dziedzinach życia. Robimy więc tak: stawiamy krzyżyk przy nazwisku kandydata, który nas do tego zmusił, po czym robimy zdjęcie i wysyłamy MMS lub info na messengerka, po czym stawiamy drugi krzyżyk przy dowolnym innym nazwisku kandydata na burmistrza, w ten sposób nasz głos jest nieważny - nie będziemy wspierali opresji, a jednocześnie unikamy ewentualnych represji jak nasz znajomy dojdzie do władzy i przyczyniamy się do wzrostu prawdopodobieństwa, że typ nie akceptujący zasad demokracji do władzy nie dojdzie. Tak wypełnioną kartę wrzucamy do urny, o zmianach dokonanych na karcie nie informujemy uporczywego kandydata/kandydatkę. 

Nie pozwólmy na łamanie tajności wyborów! Każdy ma prawo głosować zgodnie ze swoimi sumieniem!

Oto bardzo prosta i praktyczna instrukcja, jak wybrnąć z bardzo podbramkowej sytuacji wyborczej :)

Nadto jeśli ktoś wymaga od wyborców, aby ci wysyłali mu zdjęcia z wypełnioną kartą wyborczą, to należy powiadomić o takim fakcie odpowiednie organy ścigania. W mojej opinii takie praktyki, to przestępstwo i nikt nie ma prawa żądać takiego działania od swoich wyborców. 


Tajność wyborów? Tak - ale po co - pytają chojniccy politycy? ;)
Zdjęcie: https://en.wikipedia.org/wiki/Secret_ballot

piątek, 28 września 2018

Internetowi "protestanci": ACTA 2

Gdybym tylko był w Polsce, to 5 października w piątek wziąłbym udział w proteście przeciwko ACTA 2. Zachęcam do uczestnictwa wszystkich, którym na sercu leży wolność słowa, oraz wolność działania w Internecie przy poszanowaniu praw osób trzecich. ACTA 2, to projekt ograniczeń, które doprowadzić mogą w konsekwencji do nie tylko załamania się wolności słowa, ale i przez to do zaniku aktywności gospodarczej w Internecie - czego chyba nie dostrzega się zbyt często. Dlatego protestujmy, brońmy swojego prawa do wyrażania opinii, kreowania i działania w wirtualnej rzeczywistości. 

Załączam plakat, pobrany z konta FB Tomasza Szlachetki: