sobota, 18 maja 2019

Powiało bigoterią!

W Chojnicach powiało bigoterią. Zespół Vader nie zagra w na festiwalu Inter Tony. Pełne informacje podało o tym Radio Weekend: https://weekendfm.pl/?n=78204&fbclid=IwAR2pSE9ESozmIdE9cGypeMX9iZ1RC_nLQt9s6vDP-wHIEIkU-z3QIzvA15c

Mam w tej sprawie swój komentarza, który zamieszczam poniżej, a jeszcze pod nim wklejam treść listu jaki wysłałem na skrzynkę Burmistrza Miasta Chojnice. 

Obecnie przeszkadza Vader, za chwilę będzie to pewnie Metallica, potem zablokują w Chojnicach dostęp do Black Sabbath  Lokalna władza goni w piętkę. Z jednej strony pieniądze na in vitro, z drugiej blokada dla występów Vadera w mieście i to ze strony Burmistrza określającego się jako "liberał" (dodam fakt obiektywny: liberał o postawach postkomunistycznych). Zabawne jest to, że i tak Burmistrz sponsoruje stypendia muzykom z Chojnic będącymi wykonawcami tego gatunku (death i thrash metal).
Narzuca mi się od razu taka analogia do czasów PRL, jak to władza chcąc gdzieś skanalizować kontestację młodzieżową pozwoliła na Jarocin i inne koncerty. Widać w Chojnicach zaczynamy się ścierać z "zamordyzmem kulturowym", bo i koncertować nawet nie wolno.
I na koniec. Wcale nie jestem fascynatem Vadera, ani Black Sabbath, choć lubię bardzo mocne dźwięki gitar. Problem jednak polega na tym, że kultura staje się elementem instrumentalnej wojny politycznej i rozgrywki o wpływy Burmistrza w świecie organizacji katolickich. Tym jednym, zdaje się na razie może, że nie istotnym ruchem, Burmistrz Chojnic przesunął się z pozycji liberała-postkomunisty na pozycję post-ZChN-u, i to jest naprawdę zabawne. To w ciągu 21 lat rządów Burmistrza jest chyba najbardziej groteskowy ruch, oddający najpełniej koniunkturalizm, którego się chwytał wielokrotnie. Blokowanie ekspresji kończy się zawsze jeszcze wyższym poziomem agresji, i sympatii dla "wykluczonych". Dlatego jest to błąd. Jeśli środowiska katolickie chciały walczyć o "dusze" w Chojnicach, to zamiast blokować Vadera, należało zaprosić tego dnia do Chojnic równie głośną gwiazdę kultury chrześcijańskiej i też wziąć na to pieniądze publiczne!
Rozumiem niepokój środowisk katolickich, ale na ten koncert ministranci i tak by nie poszli, a tylko ci, jak wskazują środowiska katolickie "sataniści", więc dlaczego nie mają oni prawa do tego koncertu, skoro także płacą podatki, a sam koncert jest artystyczną formą ekspresji nie związaną z nastawaniem na żadne symbole religijne?!?

Miasto finansuje in vitro, finansuje różne kontrowersyjne wydarzenia, jak choćby "dyskoteka pod gwiazdami", nikomu to wtedy nie przeszkadza. Miasto łoży miliony na piłkarzy, którzy nikomu w Chojnicach nic nie dali w sferze kultury. Jakoś też nie pamiętam, żeby organizacje katolickie wzięły w publiczną obronę dzieci z rodzinnych domów dziecka, gdzie dochodziło do dramatycznych sytuacji, co potrafiły pokazać ogólnokrajowe media! W chojnickich lokalach dochodzi do dantejskich scen, jakoś środowiska katolickie tematu nie podnoszą. W sprawie występu Vadera, górę wzięły uprzedzenia i stereotypy, a efekt będzie odwrotny do zamierzonego. Z pewnością dla środowisk katolickich Vader i zespołu tego gatunku muzycznego są przedstawicielami cywilizacji śmierci, ale z kolei dla tych środowisk Kościół jest przedstawicielem także takiej właśnie cywilizacji. Problem polega na tym, że jeśli zaczniemy ograniczać występy i działania jednych, to powstaje pytanie, jakie prawo do tej ekspresji mają inni? W Chojnicach środowiska katolickie nie protestują, ani księża nie protestują, kiedy Burmistrza kłania się i składa kwiaty mordercom Polaków - czerwonoarmistom, ale jak przyjeżdża Vader, to uruchamia się wszelkie możliwe instytucje i naciski, aby wywrzeć presję na władzy świeckiej. Żałosne! Opowiadam się za szacunkiem dla wszystkich grup społecznych, które nie nastają swoimi postawami na innych, które nie niszczą, a tworzą i ubogacają kulturę, nawet poprzez kontrkulturowe postawy i zachowania. 

Jeśli w jakiejś bliższej lub dalszej przyszłości, w końcu, uda się mieć wpływ decydujący na bieg spraw publicznych w Chojnicach, to deklaruję, że w Chojnicach w których będę rządził zagra każdy artysta muzyki heavy metal, trash, a nawet death metal! Podobnie jak zagrają z publicznym wsparciem Arka Noego, zespoły gospel, itd. 


Szanowny Panie Burmistrzu,

Jako obywatel, wyrażam swój protest i oburzenie dla blokady jaką założył Pan na występ zespołu Vader w Chojnicach. Pomimo tego, że nie jestem fascynatem tej muzyki, to krytycznie oceniam takie postawy, które ograniczają formy ekspresji artystycznej. Dziwię się też, że ulega Pan presji środowisk, które same korzystają z pełni wolności słowa, zrzeszania się, itd. Natomiast tej wolności odmawiają, z przyczyn czysto stereotypowych, innym grupom społecznym. 

Przypięcie łatki satanizmu wobec twórców muzyki tego formatu jest afrontem nie tylko wobec miłośników tego gatunku, ale także, chyba, wobec wszystkich otwartych umysłów. 

Proszę, aby rozważył Pan zmianę swej decyzji. Vader to zespół znany na całym świecie, Pana decyzja przysparza złego obrazu Miastu. Na pewno powodował się Pan dobrymi intencjami, ale pod namową ludzi żyjących stereotypem. Taką decyzję może Pan zmienić i dopuszczenie Vadera do koncertu będzie in plus dla Miasta i jego społeczności, nikomu to krzywdy nie przyniesie. Zresztą finansuje Pan z budżetu stypendia dla muzyków, którzy i tak publicznie grają Vadera, więc nie ma w tym i konsekwencji. 

Nie twórzmy obrazu Chojnic jako siedliska wstecznictwa, bo i tak w mediach krajowych mamy złą passę. 


Z pozdrowieniami,
Marcin Wałdoch

poniedziałek, 13 maja 2019

Spotkanie z europoseł Anną Fotygą

Szanowni Państwo,

W imieniu Stowarzyszenia Arcana Historii i swoim własnym, zapraszam na spotkanie z europoseł Anną Fotygą, które odbędzie się 20 maja (poniedziałek) o godz. 17.00 w CEW (stare młyny) przy ul. Piłsudskiego 30 a.

Europoseł Anna Fotyga, dba przede wszystkim o interes Polski w ramach UE. W mojej perspektywie do najważniejszych działań Anny Fotygi w ostatniej kadencji należały: działalność w Podkomisji Bezpieczeństwa i Obrony oraz aktywność w ramach Komisji Spraw Zagranicznych oraz Komisji Gospodarczej i Monetarnej. Do najgłośniejszych chyba podjętych przez europoseł Annę Fotygę kwestii zaliczyć należy próby przeciwdziałania wpływom rosyjskim w UE, godzącym też w pozycję Polski oraz ubieganie się o sprzedaż w Polsce artykułów tej samej jakości, w marketach wielkopowierzchniowych, jak i w marketach niemieckich czy francuskich, w Niemczech i we Francji. 

Zapraszamy na interesujące spotkanie z jedną z najbardziej aktywnych i doświadczonych polskich polityków.

piątek, 26 kwietnia 2019

Umywanie rąk

Miasto Chojnice w zelockim zapale zgłasza prawdopodobne naruszenia prawa w chojnickim przedszkolu nr 9. To nic, że Miasto Chojnice samo narobiło sobie piętrzących się kłopotów z system przedszkolnym. Oczywiście, niestety, to sam Burmistrz jest autorem i propagatorem pomysłów, które doprowadziły do całkowitej prywatyzacji wszystkich przedszkoli w mieście. Co się po drodze tej prywatyzacji, to ciężko opisać, warto jedynie zauważyć, że był to proces wielce bulwersujący i miał swe ostre zakręty, a Burmistrz to i promował do własności ostatniego przedszkola ludzi zgoła nierozsądnych. Chciałbym coś dobrego napisać o działaniach Burmistrza w tym kontekście, ale jak? Skoro fakty temu przeczą. 

Dziś o skandalu w chojnickim przedszkolu głoszą wszystkie media w Polsce, ale ratusz skutecznie umywa ręce od wszystkich przedszkolnych problemów, a to przecież władze miejskie rozregulowały cały system przedszkolny, niestety przy aplauzie albo i biernej zgodzie ówczesnej opozycji w Radzie Miejskiej: https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2019-04-26/rodzice-skarzyli-sie-na-przedszkole-w-chojnicach-dyrektor-rozwiazala-grupe/?ref=kafle&fbclid=IwAR1rwba8G4Y2wJGegIzN1La9KGCRRhIRxp6Vmy1cPnJfPR7R-UHg4pWFH2M


Przypomnę więc, jaką rolę w tym procesie odegrała strona społeczna w Chojnicach, przede wszystkim Stowarzyszenie Wspólna Ziemia i Stowarzyszenie Arcana Historii, które jako jedyne podmioty społeczne dostrzegły problem w prywatyzacji ostatniego przedszkola w Chojnicach, w którym obecnie wybuchł skandal: https://polityka-chojnice.blogspot.com/2015/10/przeciwko-prywatyzacji.html

W tej sprawie jest jeszcze dodatkowy epizod, Arseniusz Finster gwarantował publicznie, że kładzie głowę pod topór za dobrą opiekę nad dziećmi w sprywatyzowanym przedszkolu nr 9, warto o tym poczytać i zapytać Pana Burmistrza czy tę głowę, oczywiście w politycznym sensie położy pod topór:
https://pomorska.pl/prywatyzacja-przedszkola-nr-9-burmistrz-chojnic-spotkal-sie-z-rodzicami/ar/7244760  Obecnie zaś Burmistrz występuje w roli adwokata rodziców, można rzecz wobec katastrofy, której gwarantował swoją głową uniknąć...jakie to pokrętne, a pamięć rodziców i obywateli Miasta, jaka krótka...

Panie Burmistrzu, ja Pana proszę, żeby Pan oficjalnie i uroczyście przyznał, że popełnił Pan błąd prywatyzując chojnickie przedszkola i żeby Pan osobiście przeprosił rodziców i zagwarantował teraz dzieciom, wyrzuconym z przedszkola opiekę. 

Molestowanie moralne

Obserwowałem przebieg strajku nauczycieli (?), wczoraj na Starym Rynku w Chojnicach. Pierwszy problem tkwi w tym, że nie był to strajk samych nauczycieli, ale wspierały ich dwie inne grupy - władze samorządowe, był tam przecież i wypowiadał się Burmistrz Miasta, ale i niestety uczniowie chojnickich szkół. Wychodzi na to, że nawet swojego własnego strajku nauczyciele nie potrafią samodzielnie przeprowadzić i muszą mieć wsparcie zewnętrzne. 

Będę podtrzymywał to o czym wielokrotnie pisałem, nauczyciele posiadają w takich społecznościach jak chojnicka i tak wielką przewagę nad innymi grupami zawodowymi, między innymi dlatego, że to oni de facto dzierżą władzę w mieście (pisałem o tym tutaj i tutaj).  Widać po wczorajszym proteście,że z tych przewag w sposób wydatny korzystają, nawet w czasie protestów. Warto bowiem zauważyć, że w czasie trwania wczorajszej manifestacji Miasto Chojnice udostępniło siłami ChCK nauczycielom cały sprzęt - więc zapewne mikrofony, nagłośnienie, itd. Warto to zestawić z zachowaniem władz miasta, kiedy to protesty społeczne są rzeczywiście wyrazem żywiołowych postaw mieszkańców, a kiedy władze takie protesty w sposób niezgodny z prawem zagłuszały. Tak było przecież w 2011 r. (zobacz tutaj).

W mojej ocenie nauczyciele w Chojnicach dają się manipulować władzy samorządowej. Po pierwsze dlatego, że nigdy nie zorganizowali strajku, ani protestu wobec warunków pracy, które tworzy im lokalny samorząd. Przecież to nie kto inny, jak nauczycielka Marzenna Osowicka wielokrotnie podnosiła nieprawidłowości i niejasności w przyznawaniu dodatków do wynagrodzenia dla nauczycieli w chojnickich szkołach, w domyśle sugerując, że dodatki i to najwyższe otrzymują ci, którzy popierają aktualną linię polityczną burmistrza i dyrektorów szkół. Jakoś wtedy nauczyciele chojniccy nie potrafili walczyć o "swoje". Zlecone audyty stwierdziły wtedy, w 2015 r., że brak było nawet górnej granicy dla dodatków, a dyrektorzy mieli szeroką możliwość uznaniowego przyznawania dodatków do wynagrodzeń. Czy ktoś z nauczycieli, poza Marzenną Osowicką, interesował się wtedy tym tematem?

Słuchając tego co do powiedzenia miał wczoraj Burmistrz Miasta (urlopowany od dwóch dekad nauczyciel) w czasie manifestacji - władzy samorządowej, nauczycieli i uczniów (strajkują chyba wspólnie), można było dojść do wniosku, że manipulowanie przez samorząd wynagrodzeniami nauczycieli musi mieć swój kres. Burmistrz bowiem zapowiedział, że : "podjęto słuszną decyzję o zawieszenie strajku, nie będzie argumentów, że nauczyciele strajkują, wzięliśmy uczniów jako zakładników. Natomiast my zyskujemy czas...Rekompensaty za ten strajk. Nie możemy powiedzieć, że zapłacimy za ten strajk, bo byśmy łamali prawo...Ale możemy wypłacić pewne inne świadczenia zgodnie z prawem". Oznacza to nic innego, jak zapewnienie, że z pieniędzy gminnych władza samorządowa jednak za ten strajk nauczycielom zapłaci. Jest to nic innego jak kolejna odsłona wojny totalnej z PiS, i niestety dalsza finsteryzacja prawa lokalnego oraz postępującego w Chojnicach procesu podważania autorytetu władzy państwowej, co tworzy jakieś złudne wrażenie u osób niezorientowanych istnienia swoistej autonomii Chojnic w ustroju Polski. Nawołuję w tym miejscu Burmistrza do tego, aby z pomysłu rekompensat za strajk wycofał się, jeśli ma na względzie dobro Miasta Chojnic - bo koszty finansowe rekompensat mogą być bardzo wysokie, jeśli podda ktoś to działanie pod wątpliwość na drodze prawnej. Zapędy Burmistrza Chojnic do stawania przeciw PiS są powszechnie znane, podobnie jak próby finsteryzacji prawa, ale watro pamiętać o tym, że wiele razy Burmistrz nie miał racji w tym co głosił publicznie. Niech przykładem będzie proces prywatyzacji przedszkoli samorządowych, który według Butmistrza miał przebiegać bez problemów i z samymi korzyściami społecznymi, a mieliśmy lata procesów sądowych z przedszkolankami, dodatkowe koszty za złe decyzje polityczne, skandale w czasie prywatyzacji, oraz wreszcie ponowne powołanie cichcem jednego przedszkola samorządowego, bo system wymykał się z pod kontroli ratusza, co strona społeczna lata temu już prognozowała i za co była nękana. 

Czas sobie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego nauczyciele na co dzień nie walczą o swoje prawa, już tutaj w przestrzeni lokalnej, dlaczego nie próbują wypracować standardów swojej pracy w relacjach z gminami i powiatami, czyli jednostkami, które ich zatrudniają de facto. Dlaczego nauczyciele nie protestują wobec miejskich, milionowych, inwestycji na stadionie Chojniczanki, skoro to publiczne pieniądze, które mogłyby zasilić edukację i ich własne portfele (może jakiś nauczycielski protest wobec inwestycji milionów w podgrzewaną murawę)? Natomiast decydują się uczestniczyć w strajkach, które realnie podminowują ich pozycję społeczną, zawodową i finansową, szczególnie w relacji do głównego płatnika subwencji oświatowej, czyli do państwa. W Chojnicach ta subwencja ma się jak 4:1, w stosunku państwo-gmina. Deklaracje Burmistrza, który chce, powiedzmy to wprost, obejść prawo, aby wynagrodzić strajk ze środków publicznych jest niebezpiecznym dla lokalnej władzy rozwiązaniem w perspektywie prawomocności takich działań. Ta próba może Miasto słono kosztować. Osobiście, rozumiem, że nauczyciele muszą za coś żyć i chcą tego wsparcia, ale może wreszcie pierwszy raz się przekonają, że na działalności społecznej się nie zarabia, na niej się zawsze finansowo traci i zaprzeczanie temu prawu przez Miasto będzie dalszym pogłębianiem konformizmu nauczycieli, odmawianiem im podmiotowości i kontynuowaniem molestowania moralnego przez lokalne władze samorządowe wobec belfrów. Nauczyciel za wszytko chcieliby pieniądze, wczoraj usłyszałem na proteście, że jak jadą z dziećmi na wycieczki szkolne, to nikt im za to nie płaci. Takie słowa są jedynie obrazem, oderwania się od rzeczywistości kolejnej grupy społecznej. 

Ciekawe jak to jest, że my się potrafiliśmy przysłuchiwać protestom Burmistrza, nauczycieli i uczniów bez prób zagłuszania tego protestu, próbując zrozumieć cele i intencje manifestujących, a przecież cała centro-prawica jest metkowana w Chojnicach jako oszołomy! Jak pokazują przykłady z życia, trzeba być naprawdę niezłym oszołomem, żeby zachowywać się normalnie...


Zdjęcia z wczorajszego strajku:




Głos zabrał Burmistrz Miasta Arseniusz Finster, zapewniając zgromadzonych nauczycieli, i uczniów, że nauczyciele otrzymają remkompensatę za strajk.










sobota, 20 kwietnia 2019

Ważne refleksje papieża Benedykta XVI o kryzysie

List Benedykta XVI jasno wskazuje marksizm kulturowy, jako przyczynę upadku, nie tylko Kościoła katolickiego i jego kapłanów, ale i społeczeństwa zachodniego. Wysłuchałem tego z otwartym i krytycznym umysłem, rozważając, co czeka Zachód?

Serdecznie polecam czytelnikom mojego bloga:




piątek, 19 kwietnia 2019

Prawda a belfrów polityka

Nierzadko bywało tak w historii polityki, że pod pojęciem prawdy krył się czysty fałsz. Zresztą uznać należy słuszność poglądu według którego najzapalczywsze autorytety czystości moralnej, są zgniłkami prowadzącymi podwójne życie i wyznającymi podwójne standardy. Przykład prawdy jako fałszu, podręcznikowy wręcz, daje sowiecka gazeta "Prawda". Takich publikatorów zresztą, siewcy "prawdy" i dziś się nie wyrzekają. 

Próbując ocenić strajk nauczycieli w Chojnicach, naprawdę warto wyjść z ideologicznych butów postrzegania rzeczywistości, przestając łykać jak pelikany ideologiczną papkę podawaną przez lokalne media, i spojrzeć na ten stan rzeczy przez pryzmat głęboko racjonalny. Przede wszystkim więc oczywistością są następujące fakty: 

- nauczyciele zarabiają niewiele i wiele zarazem - to zależy z jaką grupą zawodową będziemy porównywać ich zarobki, pamiętać jednak należy, że średnia wynagrodzenia w Chojnicach jest na jednym z najniższych poziomów w woj. pomorskim, płace nauczycieli zaś są w ten sposób relatywnie wysokie w stosunku do środowiska w którym żyją. Średnie wynagrodzenie w powiecie chojnickim w 2017 r. wynosiło między 2960 zł a 3598 zł brutto, a wśród nauczycieli w Chojnicach jak podaje Urząd Miejski: kontraktowi 3542 zł brutto, mianowani 4264 zł brutto, a dyplomowani 5675 zł brutto, ogółem więc zarobki ponad powiatową średnią.  Przyznać należy, wynagrodzenia w Polsce są ogólnie na żałośnie niskim poziomie, ale nie zmieni tego wydzieranie pieniędzy przez jedną z grup innym, albo społem zamach na kasę publiczną. 

- wśród osób tworzących komitety strajkowe w poszczególnych szkołach są nauczyciele, którzy są słabymi w mojej ocenie pedagogami i niestety stanowili niechlubne przykłady nauczycielstwa, nie ma zaś w tych komitetach praktycznie nauczycieli, którzy zawsze byli zaangażowani w swoją pracę i ciszyli się wysokim autorytetem wśród uczniów. Dlaczego? Nie będę operował nazwiskami, bo nie chcę nikogo krzywdzić, po prostu pytam, dlaczego tak się sprawy mają? 

- nauczyciele posiadają prawa wyborcze i określone preferencje polityczne, są też często uwikłani w system zależności samorządowej, i to co ich najbardziej interesuje w mojej ocenie, to dogodzenie sobie na dwóch poziomach 1. bytowej; 2. spełnienia wyznawanych wartości politycznych. Niestety w miarę trwania strajku jasnym staje się prymat drugiego punktu nad pierwszym. Tutaj nie chodzi li tylko o podwyżki (kto nie chciałby wśród nauczycieli więcej zarabiać?!?), ale przede wszystkim chodzi tutaj o politykę. 

- chojnickie grona pedagogiczne, strakujące, to jak wynika z mojej obserwacji przede wszystkim zdeklarowani przeciwnicy PiS, umiarkowani antypisowcy i walczące grona postkomunistyczno-lewackie. Innych grup i jednostek w tym środowisku nie rozpoznaję. Równie dobrze, jak w obecnym strajku, to nauczyciele ci wezmą udział w "czarnych marszach", i wszystkich innych wymysłach centro-lewicy-liberalnej. Nigdy tych nauczycieli nie widziałem przy akcjach społecznych, przy patriotycznych w ogóle, bo zawsze potrafili się zasłonić swoją "bezstronnością" i "apolitycznością", ale teraz z zelockim zapałem plakatują szkoły i zamykają klasy. Myślę, że wkrótce po linii politycznego poparcia, dla politycznego strajku, będą mogli niedługo otrzymać wsparcie finansowe od chojnickiej Rady Powiatu oraz od Starosty Chojnickiego, podobnie zapewne będzie w mieście. 

- dowodem na to, o czym piszę powyżej są postawy samorządowców względem strajku nauczycieli. A ci, tak jak Burmistrz Miasta, czy starosta chojnicki Marek Szczepański, w sposób wręcz, z pozoru, bezrefleksyjny popierają strajk nauczycieli. Silą się też na różne gesty pomocy i zrozumienia dla "słusznego" strajku od pączków po racuszki ;), ale przypuszczam, że wkrótce pojawią się deklaracje finansowania tych strajków z pieniędzy samorządowych poprzez system nagród. Ciekawe tylko dlaczego Urząd Miejski w Chojnicach miał zawsze taki problem, żeby wskazać na jakich zasadach i komu przyznawano w szkołach, którym nauczycielom, nagrody i w jakiej wysokości - a była już radna Marzenna Osowicka jasno mówiła, że jest to kolejny system zależności i utrzymywania wpływów chojnickiego ratusza w lokalnej oświacie. Wtedy jakoś Burmistrz nie był skory do poparcia pedagoga przecież, czyli Marzenny Osowickiej. Zresztą Burmistrz sam nadal jest przecież urlopowanym, i to chojnickim, nauczycielem. Jeśli zaś pisać o starostwie, to ogólnie sprawa jest kłopotliwa, bo chojnickie licea nawet w rankingu wojewódzkim znajdują się nisko - na 16. miejscu II LO (i na 278. w Polsce) i na 45. I LO (i na 813. miejscu w Polsce) w rankingu Perspektyw 2019.  I jak napisałem wyżej, w mojej opinii w komitetach strajkowych w tych szkołach są przede wszystkim nauczyciele, którzy nie mają u uczniów autorytetu, a z lat kiedy uczęszczałem do tych szkół większość z tych nauczycieli zapamiętałem raczej w ciemnych barwach. Nie tylko jako niezbyt szeroko myślących, ale i jako konformistów lokalnego systemu władzy. Także ich udział w komitetach strajkowych nie dziwi mnie, a wręcz jest potwierdzeniem dawnych obserwacji. Postawę zaś samorządowców można uznać jasno, jako kolejny teatr wojny totalnej z PiSem. Tym razem bitwa toczy się w szkołach, ze szkodą dla dzieci. 


W mojej własnej ocenie, strajk w okresie matur i egzaminów jest nie fair i uderza w godność zawodu. Żeby nie było tak w przyszłości, że nauczyciele sami się przekonają jak bardzo upadł ich autorytet przez tak organizowany strajk polityczny zarówno w oczach uczniów jak i ich rodziców. Nauczyciele dali się wplątać w wojnę polityczną z której nikt nie wyjdzie z czystymi rękoma. Stali się nauczyciele chojniccy biorący udział w strajku swoistym lewarem do walki z PiSem, dla lokalnych antypisowskich elit politycznych, tym samym upolitycznili się i skrajnie dali się zmanipulować, bo być może część z nich naprawdę myśli, że to wsparcie ze strony lokalnych włodarzy to akt solidaryzmu w walce o wyższe płace!


Starosta Marek Szczepański, wybitny przykład chronicznej nienawiści do PiSu, który wspiera całym swym sercem chyba i profilem na pewno nauczycieli, którym chyba nie tak dawno wmawiano, że mogą stracić etaty, bo w powiecie brakowało środków? Może zamiast mebli za 66 tys. złotych, albo portalu http://www.bizneschojnice.eu/ (polecam tekst o tym "wirtualnym kretyństwie": tutaj), był to bezużyteczny przykład złego wydatkowania środków publicznych przez powiat, mógłby powiat te pieniądze przeznaczyć na podwyżki dla nauczycieli, dodatki, itd?


Stąd moi Państwo, źle się dzieje, że nauczyciele swoje osobiste poglądy polityczne i sympatie przekładają na szkołę i uczniów, pozwalając, aby walka polityczna wkraczała między ławki szkolne i rzutowała na przyszłości młodych ludzi. Bo nauczyciele rzekomo nie mają środków do życia i walczą, niby to, tylko o podwyżki!

czwartek, 18 kwietnia 2019

Demografia głupcze!

Problem chojnickiej demografii, w kontekście migracji, stał się na tyle nośny, że nawet Burmistrz z miejskim uczonym Zientkowskim zabrali się onegdaj za pisanie artykułu o migracji z Chojnic właśnie (tak to jest, jak filozof bierze się za problemy społeczne). Pomijając problem rzetelności ich ustaleń (albo jego braku), to co ukazali artykułem tym w "Zeszytach Chojnickich", było to, czego ukazać nie chcieli - więc fakt istnienia problemu, który próbowali wybielać. Konstatując, że migracja z Chojnicach to w zasadzie zjawisko marginalne. 

Liczba mieszkańców polskich miast, miasteczek i gmin jest skrzętnie notowana przez GUS. Jednak wszystko zależy od metodologii. Uważam, że dane przedstawiane przez GUS, powinny uwzględniać większą liczbę czynników, pozwalających oddawać lepiej liczbę ludności w stosunku do dynamiki zmian procesów migracyjnych (zarówno w obrębie państwa, jak i poza jego granice). 

Kilka lat temu pojawił się wskaźnik o którym chyba nikt wcześniej nie myślał, jako o możliwości choćby częściowej weryfikacji liczby ludności według danych GUS. Jak podaje GUS, liczba ludności Chojnic wnosiła na koniec 2017 r. 39 937 osób. Jeśli tę liczbę skonfrontujemy z liczbą osób, których zgłoszono w deklaracjach o wysokości opłat za gospodarowanie odpadami komunalnymi, to przeżyjemy szok. 

Jak poinformował mnie ratusz, liczba tych osób to rzeczywiście w Chojnicach zaledwie 33 397 osób. Wiemy przecież, że odprowadzenie odpłat śmieciowych jest obowiązkowe, i obowiązkowo należy podać liczbę osób zamieszkującą w lokalach. Oznacza to, że być może w Chojnicach mieszka prawie o 7 tys. osób mniej, na co dzień, aniżeli podają to oficjalne statystyki! Jeśli się dobrze nad tym zastanowimy, to czy może to nas dziwić? 

Po pierwsze bardzo duża liczba osób przebywa na emigracji zarobkowej poza Chojnicami, i w tym czasie na pewno nie są zgłaszani do opłaty śmieciowej. Ponadto studenci - których być może rodzicie również szukając oszczędności wykreślają ich z opłaty śmieciowej na czas trwania studiów. Po trzecie, Chojnice podlegają procesowi suburbanizacji - coraz większa liczba chojniczan mieszka na wsi w okolicach miasta. No i na samym końcu, wskazałbym oszustów, którzy po prostu jadąc na gapę koszty utylizacji przerzucają na innych. 

Zresztą, jak się ma do tego ponoć ponad tysiąc członków wspólnoty ukraińskiej w Chojnicach? I rosnąca grupa pracowników z innych państw?

Sytuacja demograficzna Chojnic jest zła, a fakt, które właśnie przedstawiłem powinny być ostatnim dzwonkiem do podjęcia bardzo zdecydowanych działań. Szczególnie w sferze polityki prorodzinnej - o czym napisałem tutaj. W każdym razie, Chojnice 40 tysięcy mieszkańców nie mają. Problem miejskim nie są fiananse miejskie - publiczne - długi publiczne zawsze były rolowane, a w Anglii roluje się je od XVII w. i nikt z tego powodu nie ucierpiał. Prawdziwym problemem naszej wspólnoty stała się demografia. 



Miejskie becikowe

Sen z powiek rządzących, we wszystkich już państwach cywilizacji zachodniej, spędza wizja załamującej się demografii. Starzejemy się, skąpo bardzo reprodukujemy i nie nadążamy za dynamiką zmian demograficznych poza Europą, a nasza część kontynentu pogrążona jest w wyjątkowej malignie, która wywołuje jakieś repulsywne odruchy tych samych rządzących, na różnych szczeblach władzy.

Stąd mamy takie kuriozalne rozwiązania, jak ładowanie setek tysięcy, a czasami milionów złotych w programy in vitro przez włodarzy samorządowych. Dobrym przykładem są Chojnice. 

Jak wiadomo powszechnie, bo wojna medialna przecież o chojnickie in vitro przetoczyła się po mediach ogólnopolskich, w Chojnicach program in vitro działa i jest finansowany przez Miasto. Żałować jedynie należy, że nasza miejska opozycja nie znalazła żadnych innych argumentów przeciw in vitro, aniżeli tylko te natury ideologicznej, w pośpiechu wyciągając ręce o pomoc do plebana. Co tylko dowodzi miałkości naszych radnych "opozycyjnych", którzy niestety od prawie już pół roku nie wyszli z  żadną godną uwagi inicjatywą. Przecież mamy 6 radnych PiS pod wodzą Bartosza Blumy! I słusznie mieszkańcy mówią na to - i co z tego?!?

Politykę prorodzinną, pronatalną, można prowadzić na różne sposoby. Rząd zdecydował o programie 500 plus i chwała im za to! Natomiast mało kto chyba wie, że regulacje prawne dozwalają wprowadzanie przez samorządy dodatkowych kwot, środków które byśmy określili jako świadczenia macierzyńskie. Chojnice tego nie robią (wypłaca się jedynie zapomogę z tytułu urodzenia dziecka na podstawie art. 15b ustawy o świadczeniach rodzinnych). Nie wprowadziły żadnego miejskiego funduszu finansowego wsparcia dla matek, natomiast wprowadziły in vitro, które jak dobrze pamiętam kosztuje budżet miejski ponad 200 tys. złotych. 

Stąd składam publicznie propozycję, aby powstał miejski program wsparcia macierzyństwa, poprzez wprowadzenie miejskiego świadczenia z tytułu urodzenia dziecka, czemu podstawę daje art. 22a ustawy o świadczeniach rodzinnych), które będzie finansowane przez budżet miejski. Nadto na podstawie art. 22b Rada Miejska może wdrożyć dodatkowy system świadczeń rodzinnych, i w tym względzie potrzebna jest poważna dyskusja w mieście - jak i kogo wspierać środkami miejskimi. W mojej opinii byłby to świetny bodziec dla walki z negatywnymi trendami demograficznymi w mieście. Taki program, przy wstępnym założeniu, że wiązałby się z wypłatą dla świeżo upieczonych mam z Chojnic dodatkowego tysiąca złotych z kasy miejskiej, kosztowałby miasto w granicach 500 tys. - 1 mln złotych. Jeśli są pieniądze na in vitro, to dlaczego Miasto dotąd nie stworzyło programu wsparcia naturalnych poczęć, i dlaczego miejska opozycja nie sięgnęła po argumenty merytoryczne w walce z koncepcją finansowania in vitro? 

Władza w Chojnicach nie myśli o dobru mieszkańców, tylko o uczestnictwie w światowej walce ideologicznej za pieniądze chojniczan. Opozycja niestety też nie myśli o dobru chojniczan, tylko o moszczeniu sobie miejsc w Radzie Miejskiej i dostępie do dodatkowego wynagrodzenia (dietetycy). 




środa, 17 kwietnia 2019

Zmiany na osiedlach i kulejąca demokracja lokalna

Na zebraniu ogólnym samorządu mieszkańców osiedla nr 10 Kolejarz-Prochowa obecnych było 18 osób. Na tym osiedlu mieszkają blisko 3 tys. osób. Niestety, zainteresowanych życiem osiedla jest tylko garstka. 

Powoli zachodzą pewne zmiany we władzach SMO, przykładowo dla Osiedla nr 10, zmienił się praktycznie cały zarząd poza pozostaniem w nim Karola Buławy. Jest więc nowy przewodniczący - Michał Gruchała, który wygrał wybory z Kazimierzem Drewkiem. 

Odpuściłem uczestnictwo w pracach Zarządu oraz w lokalnym samorządzie osiedlowym, choć będę wspierał kolegów. Powodem mojej niechęci do dalszej pracy dla osiedla jest ciągłe NIE, ze strony miasta na wszelkie proponowane inicjatywy i inwestycje. Czego kuriozalnym sztandarowym przykładem może być brak pięniędzy w kasie miejskiej na podwyższenie ogrodzenia na osiedlowym Orliku. Takich spraw, które kierowałem do Miasta, a które nie zostały podjęte, mógłbym tutaj wymieniać bez liku. Mam nadzieję, że te sprawy załatwi nowy Zarząd. 

Uważam, że zrobiłem dla Osiedla tyle ile mogłem, byłem inicjatorem np. akcji antysmogowej - chyba jedynej podjętej przez Miasto w odpowiedzi na propozycję Zarządu. Jako porażkę 4 latach pracy Zarządu uważam brak zdecydowanej postawy wobec obrony warzywniaka na Pl. Piastowskim, bo choć Zarząd zobowiązał przewodniczącego do sprzeciwu w czasie Rady Miejskiej, ten poparł pomysły likwidacji warzywniaka. Do dziś jestem też zbulwersowany sprawami funkcjonowania tzw. budżetów obywatelskich, gdzie dysponentami środków były samorządy osiedlowe. Niestety, ale i w tym lokalna władza maczała swe paluchy zbyt głęboko, i w sposób bezprawny w mojej ocenie dawała przyzwolenie na cofnięcie prawomocnych decyzji o wydatkowaniu tych środków - tak było na Os. Kolejarz - Prochowa, kiedy zdecydowaliśmy o rozbudowanie infrastruktury na tzw. Centralnym Placu Zabaw przy Jedności, ale wystarczyło wstawiennictwo sekretarki burmistrza, żeby zwołano w trybie specjalnym kolejne zebranie na którym zdecydowano o budowie placu zabaw na polach za osiedlem, gdzie nie ma ani infrastruktury, ani dobrego dostępu do tego placu dla pozostałych mieszkańców osiedla. 

Samorządy osiedlowe, to problem lokalnej władzy. Nie radzą sobie z nimi, ani w sensie ustroju, ani w sensie obsady. Każdy samorząd, który rzeczywiście chce coś robić jest skutecznie w mojej opinii blokowany. Szanse na inwestycje istnieją głównie tam, gdzie we władzach osiedli są ludzie lokalnego układu władzy, inne grona mogą inicjować nawet Dolinę Krzemową, ale zgody ze strony ratusza nie uzyskają, choćby ten nie miał dołożyć nawet złotówki. Niestety, taka postawa władz pogłębia niechęć obywateli do osiedlowej samorządności, czego dobitnym przykładem jest spadająca frekwencja w zebraniach ogólnych. 


poniedziałek, 25 marca 2019

Miasto bez planów na starość

Będzie spadać liczba urodzeń zarówno w powiecie chojnickim, jak i w samych Chojnicach. Po 2025 r. czeka nas ujemny przyrost naturalny (więcej zgonów niż urodzeń żywych). Nadto mamy ujemne saldo migracji z miasta. Nie chodzi tutaj tylko o migrację do podmiejskich wsi, ale też i o migracje zewnętrzne, czyli do Niemiec, Wielkiej Brytanii, itd. W 2030 r. liczba ludności w wieku poprodukcyjnym przekroczy w powiecie chojnickim, a w Chojnicach zapewne jeszcze szybciej, ponad 20% ludności. Udział dzieci (osoby w wieku przedprodukcyjnym) spadnie do poziomu poniżej 14% w powiecie (wobec ok. 20% obecnie) i pewnie do jeszcze niższej wartości w mieście. 

Chojnice, były i są w środku stawki średnich miast pomorskich i w tym względzie niewiele się zmieniło od czasów powojennych. Byliśmy 7 największym miastem wśród średnich miast Pomorza i pozostajemy 7 największym miastem wśród średnich miast Pomorza (może i 6 największym, jeśli wierzyć statystykom liczby ludności Sopotu, która wskazuje na ok. 36 tys. mieszkańców tego miasta). Jeszcze 10-15 lat temu, można było pisać i mówić o pozytywnych trendach demograficznych Chojnic, ale teraz ten trend pozytywny już nie jest. Mało jest też prawdopodobne, żebyśmy przekroczyli liczbę 40 tys. mieszkańców, raczej będzie nam mieszkańców powoli ubywać, lub będziemy utrzymywać tę liczbę na poziomie ok. 39 tys. w ciągu najbliższych dwóch dekad, chyba, że nastąpią nieprzewidywalne zjawiska. Bez względu na to, sytuacja jest niepewna, a sama liczba mieszkańców nie oddaje charakteru zmian w strukturze tzw. piramidy wieku ludności miasta. Ta bowiem może się zmienić znacząco - ubędzie dzieci i młodzieży. 

W strukturze ludności Chojnic występują dwa wyże demograficzne, zamykają się one obecnie w grupach wiekowych: 25-44 i 55-70. Ten drugi wyż demograficzny jest obecnie szczególnie istotny dla prowadzonych w Chojnicach polityk, szczególnie polityki senioralnej. Jak wiemy w Chojnicach często, to co robi władza lokalna, to jest odpowiednio nagłaśniane, kiedy władza tego chce, tak było też i z różnymi tzw. strategiami rozwoju. Stąd zainteresowałem się polityką senioralną w Chojnicach, czyli tym, czy Miasto i jego włodarze posiadają jakikolwiek projekt polityki senioralnej - więc nie tylko opieką, ale i aktywizacją ludzi starszych, których będzie błyskawicznie przybywać w mieście. 

Zadałem więc kilka pytań naszym włodarzom. Były to pytania o to, czy Miasto prowadzi politykę senioralną? Czy Rada Miejska wydała dokumenty prawa miejscowego odnoszące się do programów dedykowanych dla osób starszych? Czy Miasto Chojnice posiada lokalne dedykowane osobom starszym, tzw. lokale chronione? 

Okazuje się, jak wynika z odpowiedzi władz Miasta Chojnice, że Miasto nie posiada żadnej koherentnej wizji polityki senioralnej, a Rada Miejska nie podjęła żadnych uchwał w zakresie tej polityki - czyli Miasto nie podjęło dotąd przemyślanych działań związanych z zagrożeniem starzenia się społeczeństwa. Problem ten jest jedynie przesuwany na barki organizacji pozarządowych i jednostek takich jak MOPS, które prowadzą mało wydajne programy (tele opieka, kawa i herbata za 1 zł w jakiś mało dostępnych miejscach, opieka w domu dziennego pobytu, itd.). Stąd można powiedzieć, że Miasto skupia się na "łataniu dziur", więc na działaniach doraźnych, które mają uśpić czujność i sumienia nas wszystkich. Podjęte dotąd działania należy ocenić jako niewystarczające, a fakt braku ich koordynacji rzutuje negatywnie na obraz działania władz miejskich w zakresie polityki senioralnej, której faktycznie, jako ciężkiego do rozwikłania problemu, podejmować nikt nie chce. Być może też przez wzgląd na to, że rzeczywiste starzenie się społeczeństwa i ewentualne wyludnianie się Chojnic jest zbyt wyrazistym obrazem stojącym w kontrze do propagandy "rozwojowych Chojnic". 

Bez świadomie prowadzonej polityki senioralnej, Chojnice będą się osuwać, nawet w stosunku do innych miast pomorskich, nie wspominając o wielkich aglomeracjach. Ludzie starsi, to nie tylko problem społeczny i gospodarczy, ale i szansa, której władze Chojnic nie potrafią wykorzystać. Poprzez różne formy aktywizacji zawodowej i społecznej, Chojnice mogą wydatnie skorzystać z mieszkańców w wieku poprodukcyjnym. Niestety problemem mentalnym jest stanowisko władz miejskich (ale i opozycji), która nie konstruuje polityki senioralnej, a zagadnienie ludzi starszych jest rozumiane przez znaczenie pojęcia "problem", a nie "szansa". 

Kończąc ten post, apeluję, zarówno do władz miejskich, jak i do opozycji (która koncentruje się na ideologicznej wojnie, ale nie podejmuje żadnych konkretnych tematów - PiS w mieście to najsłabsza dotąd opozycja - dowodem tego niech pozostanie na razie fakt przespania walki o bonifikaty w procesie przekształcenia użytkowania wieczystego we własność) o stworzenie i wdrożenie po uprzednich konsultacjach polityki senioralnej, które będzie uwzględniać nieuniknione zmiany demograficzne przed którymi stoi nasze miasto.

Poniżej odpowiedź na moje pismo, potwierdzająca moje powyższe oceny:




sobota, 23 marca 2019

Próżni ludzie

Kilka lat temu wicestarosta, a obecnie starosta Marek Szczepański był chyba odpowiedzialny za postawienie portalu, gdzie reklamować nas miał w świecie "wirtualny asystent" Adam Chojnicki. Z tego projektu do dziś narywać się można do rozpuku, a nadal stanowi on świetny dowód braku rozumu w wydatkowaniu publicznych pieniędzy przez lokalnych platformensów. Szacowano kilka lat temu, kiedy portal powstawał, że Adam Chojnicki kosztował niebagatelne 330 tysięcy złotych!!! Każdy kto patrzył na tę stronę, a miał nieco pojęcia o tworzeniu stron, mówił wprost: to jakiś przekręt! O sprawie więcej można przeczytać tutaj: http://chojnice24.pl/artykul/8855/adam-chojnicki-nasz-wirtualny-kretyn/75/ W zgłoszeniu tej sprawy do prokuratury koszty jakie wskazał wnioskodawca skarżący projekt pt. Adam Chojnicki, wskazał na kwotę ok. 143 tys. plus 20 tys. http://www.chojnice.com/wiadomosci/teksty/Adam-Chojnicki-w-prokuraturze/3077

Ta idiotyczna i bezużyteczna  strona, za setki tysięcy złotych, działa dalej http://www.bizneschojnice.eu/ , będąc świadectwem partactwa i nieudolności . Warto więc się zastanowić, czym w kontekście Adama Chojnickiego jest zakup mebelków do gabinetu przez Marka Szczepańskiego za 66 tys. złotych??? Czy jest to głupota, czy jest to próżność władzy? 

W mojej ocenie jest to z pewnością zakup wygórowany, ale i oddający sposób rządzenia powiatem na styl bizantyjski. Marek Szczepański w mojej ocenie nie jest w stanie upilnować też działań dyrektora Leszka Bonny z chojnickiego szpitala, a to tylko przykład jakości ich pracy. Taki zakup meblowy, to jednak chyba więcej próżności, niż głupoty. Słusznie więc tę próżność ludzi władzy wytyka radna Dalecka, warto bowiem pamiętać, jak często Marek Szczepański mówił o oszczędnościach na sejsach rady powiatu, szczególnie w kontekście systemu oświaty...Natomiast 66 tys. na meble, znalazło się bez problemu. Bawić też musi próba zaniżania kwoty za meble, poprzez podawanie publicznie jej wartości netto. Tak objawia się chyba,  brak dojrzałości i poczucia odpowiedzialności.

Tutaj można zobaczyć wyposażenie gabinetu poprzedniego starosty (przyznać należy, że charakter wyposażenia miał charakter "roboczy" w przeciwieństwie do obecnego, który wygląda na "karciano-kawiarniany"):  http://starosta.gch.wkraj.pl/index.php?start=34273&desc=Gabinet%20Starosty&fbclid=IwAR3Ji-6aXuoY8szc5ndcs2qhHnGGo0YYAnirEtbtEAKUot0lN6s1xm6RDIg#/34273/0

Tutaj obecny wystrój: https://weekendfm.pl/?n=77188&-mebelki_dla_starosty&fbclid=IwAR2sxO-kjCXnjwrhvAML_9jE2LN1EIByD0ZCkeqPl1_cgrwHdb289pgz50o

piątek, 8 marca 2019

Kryminalizacja polityki

Jak się robi politykę?

Odpowiedź musi uwzględniać uwarunkowania polityki, takie np. jak system polityczny, reżim, itd. Jak wiadomo dzięki dużej autonomizacji samorządów, politykę lokalną i regionalną wiele różni od polityki szczebla krajowego, również w kontekście przyjętych zasad, konwenansów. Jest to po prostu polityka o dużo niższej kulturze politycznej, aniżeli ta, którą się prowadzi na wyższych szczeblach. 

Stąd na prowincji, do której niestety się zaliczamy, w oczach lokalnego establishmentu nie uchodzi między innymi krytykowanie władzy, które jest w dyskursie publicznym kryminalizowane. To znaczy, że obywatelom nie wolno monitorować działań władzy (przecież tak robią tylko oszołomy!), dalej nie uchodzi rozliczanie ludzi władzy z ich działań i patrzenie im na ręce (to robią jeszcze większe oszołomy!). Władza jest niezwykle rozjuszona i dotknięta, nierzadko osobiście - bo na naszej prowincji dla lokalnych kacyków układu politycznego - sprawy publiczne i sprawy prywatne, to jedna przestrzeń wyobraźni i działań praktycznych.  Każdy więc, kto zaczyna władzę krytykować jest w ten czy inny sposób zastraszany - medialnie, środowiskowo, itd. Zresztą znamy ten repertuar, oddający klimat lokalnego autorytaryzmu z posmakiem rzeczywistości totalitarnej, w której władza lokalna przenika wszystkie instytucje publiczne w dążeniu zyskania całościowego obrazu danego "niesfornego" obywatela. 

Z tymi praktykami zderza się obecnie, w mojej opinii, radna Mirosława Dalecka, która odważyła się ukazać oszustwo wyborcze Mariusza Palucha. Paluch bowiem startując do Rady Powiatu obiecywał "gruszki na wierzbie", czyli darmowe wejścia na basen dla wszystkich mieszkańców powiatu chojnickiego. Wiadomo, że z pozycji radnego powiatowego, a nawet członka Zarządu Powiatu, Paluch nie miałby, i rzeczywiście nie ma, żadnych instrumentów do realizacji swojego hasła wyborczego, stąd wije się jak piskorz. Raz atakuje, raz się przymila, bo w obliczu prawdy zachował się po prostu jak ktoś, kto na bazie oszukańczych obietnic dochodzi do władzy. Nie uderza to tylko w Palucha obnażając jego infantylne hasła, ale też i całą opcję polityczną w powiecie, która wzięła go na swoje listy - czyli Koalicji Obywatelskiej - PO i Nowoczesnej. Nie jest to zresztą jedyne hasło z ulotki wyborczej Palucha, którego ten nigdy nie zdoła zrealizować, bo nie ma ku temu instrumentów. Gdyby Paluch kandydował na burmistrza Chojnic lub do Rady Miejskiej Chojnic, to ok, można by uznać, że spełnienie takiego postulatu byłoby przynajmniej w zasięgu kompetencji ciała do którego Paluch aspiruje. 

Niestety Paluch nie potrafi się zachować jak odpowiedzialny i dorosły człowiek, który w obliczu prawdy powie - ok, oszukałem wyborców, bo chciałem dojść do władzy, to było nieuczciwe, przepraszam, przesadziłem. Nie, Paluch zaczyna dyskredytować jedyną radną, która miała odwagę zweryfikować Palucha i jego obietnice, działającą w interesie społecznym. Paluch zaczął grozić publicznie radnej za to, że ta upubliczniła dane kontaktowe do Palucha, które ten sam pozwolił upublicznić w Internecie i w przestrzeni publicznej. Paluch podał bowiem do siebie na stronach BIP zarówno numer telefonu, jak i w ciągu lat zestaw różnych maili. Niestety mamy też takie media, jak Radio Weekend, które bawi się w mojej opinii w medialnego adwokata "skrzywdzonego Palucha". W normalnej rzeczywistości społeczno-politycznej, nikt tych bzdur, i według mnie pomówień Palucha, na temat Daleckiej jakoby ta łamała prawo, nawet by nie powielił. Jednak jesteśmy być może świadkami tego, jak lokalny układ traktuje media i do jakiego stopnia jest w stanie wpływać na ich przekaz. 

Problem Palucha polega na tym, że jest to człowiek, który dawno powinien zejść ze sceny politycznej po licznych kompromitacjach, których był autorem w czasie, kiedy był Prezesem Parku Wodnego w Chojnicach, niestety Paluch jako prywatny przedsiębiorca też się według mnie nie odnalazł, co jasno wynika z jego oświadczenia majątkowego, dlatego Paluch powrócił do życia publicznego na jeszcze wyższej funkcji niż uprzednio, bo i miał poparcie Burmistrza Chojnic, a powiat jest obecnie takim swoistym kondominium, co najmniej trzech ośrodków lokalnej władzy. Zarówno jednak starosta, jak i wicestarosta nie są w mojej ocenie samodzielni w podejmowaniu decyzji. Świadectwem chyba już całkowicie zaburzonego obrazu rzeczywistości, którą ma według mnie Paluch są jego publiczne lamenty o narażaniu na szwank powagi pełnionego przez niego stanowiska, to zasługuje na miano dobrego dowcipu. Zachowanie i działania Palucha w mojej opinii, jego wypowiedzi, wypaczają rozumienie prawdy i etyki w sferze publicznej. To jest aberracja normalności i rzeczywistości. Takie postawy i działania są dobrze znane w marketingu politycznym, najprościej rzecz ujmując należy zrobić jak największy szum wokół niewygodnej prawdy bądź osoby, która ją głosi, żeby ludzie zainteresowani się inną wersją tej prawdy lub innym obrazem osoby, która ją głosi (vide słynne nożyce Golicyna). Stąd Paluch, za mówienie przez Dalecką prawdy, zarzuca jej publicznie łamanie prawa. Z logicznego punktu widzenia, skala manipulacji jest dla nas oczywista. 

Radnej Daleckiej należy się wszelkie wsparcie moralne za jej konsekwencję w obnażaniu kłamstw i obietnic bez pokrycia, których autorami są ludzie lokalnego układu władzy. Ubolewać zaś należy, że u nas nie ma samorządowców i polityków, lub jest ich tak mało, zdolnych uprawiać politykę zgodnie ze standardami demokracji, w tym z uznaniem prawa do otwartej krytyki oraz uznaniem prawa obywateli do patrzenia na ręce lokalnej władzy. Paluch obecnie, jako człowiek na stanowisku publicznym, swoją postawą wobec Mirki Daleckiej wypacza obraz demokracji - który dla obywateli staje się w przekazie bardzo jasny. Jest on taki, że za krytykę władzy, za mówienie prawdy o działaniach w sferze publicznej ludzi czeka sąd, prokuratura, itd. To jest niszczenie zrębów lokalnej demokracji i mam nadzieję, że w cyrku, który nam obecnie proponuje Paluch weźmie udział jak najmniej osób zajmujących decyzyjne stanowiska w instytucjach publicznych - nie dając tym samym zgody na niszczenie lokalnych zrębów demokratycznego życia. 

czwartek, 7 marca 2019

Czy leci z nami pilot?

Z pewnością wielu z was uwadze nie umknęła awantura jaka wybuchła wobec wysokości bonifikat za przekształcenia użytkowania wieczystego we własność. Sprawa była szczególnie głośna w związku z obietnicami prezydenta Trzaskowskiego, który mówił w kampanii wyborczej chyba o bonifikatach 98 i 99%, a po wyborach oznajmił, że bonifikaty będą w Warszawie znacznie niższe. Tam jednak PiS warszawski wziął sprawy w swoje ręce i walczył, jak przysłowiowy lew.

Podobnie jest i było w innych miastach, sprawa bonifikat i ich wartości wywoływała spore poruszenie. Praktycznie wszędzie. W Bydgoszczy również, tam Prezydent Bruski nie zgodził się na propozycje opozycji i zamiast 98% lub 99% postanowił wraz ze swoimi radnymi o bonifikatach, równych tym, jakie ustawodawca wskazał dla majątku przekształcanego na własności Skarbu Państwa - a w przypadku takich nieruchomości - bonifikaty są następujące - 60% bonifikaty za jednorazową wpłatę za przekształcenie w pierwszym roku obowiązywania ustawy o przekształceniu, 50% w drugim, itd. 

Na ten moment nie wiem, ile nieruchomości i jakiej wartości dotyczy przekształcenie z użytkowania wieczystego we własność na terenie Miasta Chojnice, ale wiem, ze 100% pewnością, że w Chojnicach opozycja - ani miejski PiS, ani PChS nie podjęły zagadnienia, nie walczyły o interes mieszkańców i mamy to co mamy, tzn. wariant równy temu jaki jest przewidziany dla majątków Skarbu Państwa, maksymalna bonifikata wynosi 60% w pierwszym roku, 50% w drugim, itd. 

Radny - Bartosz Bluma (który zasiada w Komisji Komunalnej i był na jej posiedzeniu, kiedy poruszano sprawę przekształceń) nie zająknął się nawet w tej sprawie. Podobnie w czasie Rady Miejskiej Mariusz Brunka, czyli lider PChS, czy inni radni, nikt nie podjął wątku i rajcy miejscy dali sobie i mieszkańcom narzucić system bonifikat skopiowany po prostu z ustawy, a przewidziany dla nieruchomości Skarbu Państwa, gmina więc w Chojnicach daje takie same bonifikaty jak Skarb Państwa. W mojej opinii postawa radnych jest zatrważająca, zero walki, zero zainteresowania, zero dbałości o pieniądze i portfel mieszkańców. Wiadomo bowiem, że przekształcenia kosztują i kosztować będą sporo, każdego, kto dotąd posiadał nieruchomość na zasadzie wieczystego użytkowania. 

Jak do tego doszło? 

Otóż było tak, projekt uchwały miejskiej w tej sprawie został przedstawiony 5 grudnia 2018 r. na posiedzeniu Komisji Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej. Tam dwóch zaprawionych finsterowców - Antoni Szlanga i Stanisław Kowalik sprawnie "pchnęli" projekt uchwały, a żadnych dyskusji nie było. Tylko ci dwaj radni zabierali w tej sprawie głos, oczywiście przepychając, bez głosu sprzeciwu opozycji mało korzystny dla mieszkańców plan:

"Przewodniczący Stanisław Kowalik – proszę Państwa, jeśli nie ma więcej spraw do Pani
Skarbnik, to byśmy podziękowali Pani. Również Pani dyrektor podziękujmy, nie zatrzymujemy.
Dziękujmy bardzo.
Proszę Państwa, procedujemy dalszy ciąg porządku naszego posiedzenia. Na 97 stronie jest
projekt uchwały w sprawie określenia warunków udzielania i wysokości stawek procentowych
bonifikat od opłaty z tytułu przekształcenia prawa użytkowania wieczystego gruntów
zabudowanych na cele mieszkaniowe w prawo własności tych gruntów. Chciałbym
przypomnieć, że to jest obligatoryjne z mocy ustawy, która narzuca nam zajęcie się tym
tematem. I tutaj w zasadzie nie mamy nic więcej do powiedzenia w tej materii. Czy ktoś z
Państwa jeszcze ma ewentualnie coś… Tu Pan dyrektor jest i mógłby dodatkowo coś
ewentualnie… Jeśli nie ma, to przyjmujemy do wiadomości.
 Przewodniczący RM Antoni Szlanga – ustawa likwiduje pojęcie dzierżawy wieczystej. Ta
uchwała nasza jest niejako pokłosiem ustawy dla wykonania tych zadań, które jawią się od
nowego roku".   - źródło: protokół posiedzenia Komisji GKiM. 

Następnie 17 grudnia 2018 r. uchwała trafiła pod obrady Rady Miejskiej. Niestety i tym razem, chojnicka opozycja w Radzie, nie zajęła głosu. O nic nie pytano, nic nie wnoszono. Przyjęto plan narzucony przez ekipę Burmistrza. Dla mnie, taka postawa jest wręcz niewiarygodna i stanowi czerwony alarm, wskazujący, że radni opozycji nie wnikają w najważniejsze dla mieszkańców zagadnienia, nie występują w imieniu interesu społecznego i dają sobą manipulować. Nawet wolę nie myśleć, że jest inaczej, i że wiedzą co się dzieje, bo to byłoby jeszcze gorszym scenariuszem. 

Oto zapis przebiegu, tego fragmentu obrad Rady Miejskiej:

"Ad. 21
Przewodniczący Antoni Szlanga – przedstawił projekt uchwały w sprawie określenia warunków
udzielania i wysokości stawek procentowych bonifikat od opłaty z tytułu przekształcenia prawa
użytkowania wieczystego gruntów zabudowanych na cele mieszkaniowe w prawo własności tych
gruntów.
Czy są jakieś pytania do tego projektu uchwały? Nie ma. W związku z tym przystępujemy do
głosowania.
Przystąpiono do głosowania nad Uchwałą Nr II/22/18 w sprawie określenia warunków udzielania
i wysokości stawek procentowych bonifikat od opłaty z tytułu przekształcenia prawa użytkowania
wieczystego gruntów zabudowanych na cele mieszkaniowe w prawo własności tych gruntów.

liczba oddanych głosów – 21
za – 21
przeciw – 0
wstrzymujących się – 0

Uchwała Nr II/22/18 w sprawie określenia warunków udzielania i wysokości stawek
procentowych bonifikat od opłaty z tytułu przekształcenia prawa użytkowania wieczystego
gruntów zabudowanych na cele mieszkaniowe w prawo własności tych gruntów została
przyjęta i stanowi załącznik nr 23 do niniejszego protokołu". - źródło: protokół z sesji Rady Miejskiej z 17 grudnia 2018 r. 

Oczywiście słowa Szlangi i Kowalika, były pewnym zniekształceniem sytuacji prawnej. Prawdą jest, że uchwałę należało podjąć, ale państwo nie narzuciło samorządom wartości bonifikat. Spokojnie więc, można było zaproponować mieszkańcom inne bonifikaty - wyższe - nie wyciągając mieszkańcom resztek pieniędzy z kieszeni, za coś, co i tak jest ich własnością! Niestety w tej sprawie postawa opozycji tylko wspomogła to niekorzystne działanie obozu władzy. 

Dlaczego chojnicka opozycja śpi, co robi Bluma, co robią inni radni PiS??? 

A jak było i jest w innych miastach? 

Warszawa - po walce radnych PiS - bonifikata wynosi 98%!!!

Gdańsk - 95% bonifikaty!

Gdynia - 90% bonifikaty.

W mojej ocenie - władza miejska przepchnęła przy cichej zgodzie opozycji tak niską bonifikatę, bo po prostu chojnickiego budżetu nie stać na bonifikaty jakie dają inne - lepiej zarządzane - miasta. Jest to ratowanie miejskiego budżetu kosztem mieszkańców. Chojnicka opozycja zachowała się po prostu nieodpowiedzialnie. Nawet nie żądała żadnych uzasadnień dla takiego systemu i działań władzy, co jeszcze prześpi chojnicka opozycja i ile jeszcze władza wyciągnie pieniędzy z kieszeni obywateli?  Chojnicki PiS, oraz pozostała przy życiu opozycja w RM - PChS, wykazali po raz kolejny całkowitą niemoc i brak intelektualnej gramotności, aby nadążyć za machinacjami miejskiej władzy. 

środa, 6 marca 2019

Precedens Palucha

Mariusz Paluch obiecywał w kampanii wyborczej darmowe bilety na miejski basen. To nic, że oszukiwał w ten sposób wyborców, tego oszustwa kampanijnego nie zauważyli koledzy z jego wielce obywatelskiej koalicji PO i Nowoczesnej, albo widzieć go nie chcieli. Przecież jako radny powiatowy, Paluch, nie miał żadnych szans na realizację takiego postulatu, a to w kampanii do Rady Powiatu postawił taką obietnicę wyborczą. Zresztą, to szerszy problem Chojnic, a może i Polski do jakiegoś niedawnego czasu. Politycy i samorządowcy nabierali na szumne hasła wyborcze od samego początku transformacji ustrojowej - było sto milinów od Wałęsy (których nigdy nie było), były i inne gruszki na wierzbie, a wyborcy uwikłani w trudy życia codziennego szybko puszczali w niepamięć kolejne obietnice. Niestety, sam Burmistrz Chojnic nie zrealizował wielu spośród swoich obietnic wyborczych, w tym i głównych haseł kilku kampanii do burmistrzowskiego fotela - o czym już wielokrotnie pisałem. Natomiast zebrał głosy. Dla demokracji zachodnich, do których przykładowo zaliczyć można Nową Zelandię, nie do pomyślenia jest, aby ktoś obiecywał "gruszki na wierzbie". Obietnice są realizowane, albo przynajmniej są rozliczane. Paluch niestety zapytany o swoją wyborczą obietnicę reagował - choćby wobec mnie - werbalną agresją. Przecież jak ktoś śmie weryfikować kłamstwa i oszustwa Palucha?!? W Chojnicach najczęściej, ani nie były realizowane, ani nie były rozliczane żadne obietnice wyborcze. Być może to się zmienia. 

Paluch bowiem ofiarował karnet na basen jednej z mieszkanek powiatu chojnickiego, zapowiadając ten gest publicznie na sesji Rady Powiatu. I obietnicę swą spełnił. O tym można dziś przeczytać na chojnice.tv i na chojnice24.pl.  Radna z kolei wystąpiła z listem otwartym do mieszkańców powiatu, informując mieszkańców, że Mariusz Paluch rozpoczął realizację swej obietnicy wyborczej o darmowych wejściach na miejski basen. Taką postawę należy zresztą uznać za odpowiedzialną, bowiem radna chciała chyba w ten sposób pomóc Mariuszowi Paluchowi w działaniach informacyjnych, tak aby wszyscy chętni mogli się po karnet zgłosić. Przecież wszyscy jesteśmy równi wobec prawa, a władza publiczna musi nas traktować równo. Nie może więc być chyba tak, że Mariusz Paluch spełni swą obietnicę wyborczą o darmowych wejściach na basen dla mieszkańców powiatu chojnickiego, tylko wobec jednej mieszkanki tego powiatu, czyli radnej Mirosławy Daleckiej. To byłoby jawnym złamaniem konstytucyjnych zasad! Dla wszystkich przecież jest to oczywiste. 

Problem jednak w tym, że Mariusz Paluch nie rozumie precendesu, który poczynił wobec radnej Mirosławy Daleckiej, bo na portalu wizjalokalna.pl zamieścił swoje oświadczenie w którym można między innymi przeczytać, że on nie ogłosił żadnego programu dystrybucji bezpłatnych karnetów do parku wodnego. Czym, chcąc nie chcąc, potwierdza, i ogłasza światu, że on nie traktuje wszystkich równo jako wicestarosta (ani odpowiedzialnie jako kandydat rzucający słowa na wiatr, lub wręcz oszukujący wyborców), tylko jednych traktuje równiej niż innych, a być może działanie Palucha, czyli wręczenie karnetu Mirosławie Daleckiej to działanie o zupełnie innym zabarwieniu? Dalecka słusznie zapytała Palucha o dowód zakupu tego karnetu, wiadomo przecież w Chojnicach, że Paluch jako prezes Parku Wodnego w Chojnicach karnety rozdawał, więc prawdopodobnie mógł je też sobie po prostu odebrać, czy tak było? Przypuszczam, że wkrótce się tego dowiemy. W sensie jednak formalnym, Paluch będzie musiał wytłumaczyć opinii publicznej na jakich podstaw prawnych nabył i przekazał karnet radnej Daleckiej. 

W całej tej sytuacji, i niemałym zamieszaniu, na uwagę zasługuje postawa Palucha, który złożył przecież obietnicę darmowego basenu dla mieszkańców powiatu chojnickiego. To znaczy, że ogłosił de facto program darmowych karnetów na basen (czemu obecnie zaprzecza publicznie - manipulując opinią publiczną), nie podał tylko w kampanii sposobu finansowania, ani dystrybucji czyli nie przedstawił rzeczywistego wykonania tego pomysłu, który objawił dopiero po tym, kiedy jednej z mieszkanek powiatu chojnickiego - Mirosławie Daleckiej - ofiarował, rzekomo zakupiony przez siebie, karnet. Tym samym wszystko stało się jasne,bo przecież to On obiecywał darmowe karnety, to On je rozdaje, i to On wypełnia w ten sposób swoją obietnicę wyborczą. Dlatego nie jest to żadna prywatna interpretacja radnej, którą teraz Paluch swoim sposobem zacznie pokrętnie oczerniać i ośmieszać w mediach, ale jest to sprawa stricte publiczna. Mariusz Paluch sam stworzył ważny precedens. Nie można spełnić obietnicy wobec jednego mieszkańca danego okręgu wyborczego, nie spełniając go wobec innych, którym się coś przyobiecało, bo w ten sposób po prostu łamie się prawo, i to konsytutcyjne o które przecież z taką zaciekłością i w obronie którego występuje niczym Rejtan cała ta Koalicja Obywatelska z której to do Rady Powiatu wszedł Mariusz Paluch. Dlatego Panie Paluch - powiedział Pan A, należy powiedzieć B, a potem C i tak dalej. W końcu spełnianie obietnic wyborczych to nie wstyd, a honor i przydatek na imieniu. 

Być może jest też tak, że Paluch zapętlił się w czasie i napisał o obietnicy, którą realizował jedynie jako Prezes Parku Wodnego w Chojnicach...a która była i jest nierealna i stanowi podręcznikowy przykład oszustwa wyborczego. Chyba, że Mariusz Paluch jednak ma zamiar realizować swój postulat i Mirka Dalecka jest pierwszą spośród tysięcy osób, którym Paluch zasponsoruje karnety na basen - wtedy - chylę czoła i oddaję honor Szanownemu Panu Wicestaroście Chojnickiemu za konsekwentne realizowanie obietnic wyborczych. 

Deficyt wartości wspólnotowych

Przerażony jestem linią, jaką obrały władze miejskie Chojnice w swej polityce nazewnictwa dla przestrzeni publicznej. O tych warzywno-owocowych inicjatywach, które trącą infatylną wizją świata przeczytać można tutaj.

Zdziwienie może wywoływać brak reakcji miejskiej opozycji na takie postawy władz. Oto, okazuje się chyba, że nie mamy bohaterów - rzeczywiście narodowych, nie mamy w dziejach dat ważnych, nie mamy ludzi nauki, nie było wielkich odkrywców, przywódców - w tym i duchowych. Stąd w wysoce świadomym gronie elity politycznej Chojnic dominują postawy chwały i uwielbienia wobec: bazylii, lawendy, herbat, imbiru, wanilii...Wydaje się, w szerszym ujęciu, że w ten sposób władza chce uniknąć ważnych rozmów ze społeczeństwem o postaciach i wydarzeniach istotnych dla dziejów Polski. To nic, że nadal nie mamy ulic wielkich i zasłużonych Polaków, o różnych związkach ideowych i postawach - ale choćby Romana Dmowskiego, Romana Rybarskiego, Edwarda Ambramowskiego, Stanisława Brzozowskiego, itd. 

Oczywiście, uciekając od powagi przestrzeni publicznej, wygodnie jest oddać się błogiej bezmyślności lawendy, imbiru, itd. Niestety w sensie społecznym, taka polityka nazewnicza w Chojnicach będzie miała negatywne skutki społeczne, pogłębiające zły stan świadomości społeczno-politycznej.