poniedziałek, 15 lutego 2021

Jak będzie wyglądał świat po pandemii?

Zainteresowanych geopolitycznymi skutkami pandemii zapraszam na darmowe webinarium organizowane przez Centrum Doktryn i Szkolenia Sił Zbrojnych oraz Uniwersytet Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy. 


W trakcie webinarium gośćmi będą dr Jacek Bartosiak (Strategy&Future), dr Jacek Raubo (UAM w Poznaniu) oraz dr Marcin Wałdoch. 


Link do rejestracji na webinarium oraz dane szczegółowe znajdują się pod tym linkiem: 

https://cdissz.wp.mil.pl/pl/articleswazne-4/swiat-po-pandemii-covid-19/


Myślę, że również dla chojniczan wnioski płynące z naszej wymiany myśli i wiedzy mogą być niezwykle interesujące i wartościowe poznawczo. 

poniedziałek, 8 lutego 2021

Organizacja kontrolowana?

W Chojnicach coraz głośniej działa Chojnicki Alarm dla Klimatu, i można byłoby się z tego faktu cieszyć, gdyby nie to, że przy głoszeniu słusznych w zasadzie haseł i postulatów organizacja funkcjonuje nieco bardziej jako tzw. GONGO (czyli samorządowo zorganizowana organizacja pozarządowa), aniżeli rzeczywista organizacja społeczna. 

Dlaczego może to stanowić jakikolwiek problem dla społeczności Chojnic? Otóż sprawa ta wygląda w ten sposób: w organizacji tej według KRS zasiadają osoby, które są powiązane z lokalnymi władzami, między innymi Bożena Stępień radna powiatowa z ramienia PO (KO) jest w zasadzie członkiem lokalnego kręgu ludzi władzy, bowiem jest w powiatowej koalicji, a starostą jest Marek Szczepański z PO (KO) - którym w mojej opinii steruje Burmistrz Chojnic. Dodatkowo organizacja ta ma bardzo szeroki i ułatwiony, tak uważam, dostęp do środków publicznych, bowiem bez najmniejszych problemów otrzymuje granty i środki na swoją działalność - co przyznali sami członkowie Chojnickie Alarmu dla Klimatu na środowej konferencji prasowej przed ścianą Odejewskich na rondzie "Solidarności". Poza tym, organizacja ta była w stanie sprowadzić na płytę Starego Rynku dzieci szkolne w ramach strajku klimatycznego. Życzę powodzenia w takich działaniach, temu, kto chciałby krytykować lokalne władze, a jednocześnie korzystać z ich środków, to się nie uda. Życzę też powodzenia temu, kto chciałby wynająć na jakąś swoją kampanię "ścianę Odejewskich" w Chojnicach przy rondzie "Solidarności", a kto jest krytykiem lokalnych układów władzy, to też się nie uda. 

Chojnicki Alarm dla Klimatu powstał niedługo po tym, jak założyłem na FB grupę Chojnicki Alarm Smogowy, był to chyba 2015 r. Temat smogu stał się po prostu zagadnieniem politycznym. Moja diagnoza jest taka, że Chojnicki Alarm dla Klimatu powstał w jakiejś mierze z inspiracji lokalnego układu władzy, bo pojawił się problem polityczny, które zagospodarowanie może dawać trampolinę polityczną określonym osobom oraz skupić na nich uwagę mediów. 

Mam w tej sprawie spory dysonans poznawczy, bowiem jak napisałem wyżej, Chojnicki Alarm dla Klimatu podnosi społecznie istotne kwestie w sferze publicznej. Uważam jednak, że zarówno forma funkcjonowania tej organizacji, przyjęty model jej funkcjonowania - czyli na pasku pieniędzy samorządowców ( a pamiętajmy nie da się walczyć ze smogiem w Chojnicach nie krytykując lokalnych władz, które zawaliły całkowicie na linii antysmogowej nie robiąc nic przez lata pomimo apeli jakie płynęły z opozycji oraz z inicjatyw takich jak Chojnicki Alarm Smogowy), skład władz stowarzyszenia, gdzie są nauczyciele (pracownicy przez szkół prowadzonych przez samorządy), ludzie władzy - np. Bożena Stępień, wskazują, że organizacja ta jest niczym innym jak pasem transmisyjnym woli ludzi władzy i lokalnego układu władzy do społeczeństwa. Dokonuje się to, co dokonywało się w Chojnicach wielokrotnie. Dochodzi do monopolizacji ważkiego zagadnienia społecznego poprzez organizację GONGO, dzięki czemu ważkie zagadnienia społeczne i polityczne "ugrzecznia się" i "upupia", a na pewno władza próbuje uzyskać kontrolę nad przekazem medialnym i ewentualnymi ruchami społecznymi w potencjalnie groźnej dla siebie przestrzeni życia politycznego. 

Dlatego zalecam ostrożność i krytyczny odbiór wszelkich akcji i inicjatyw Chojnickiego Alarmu dla Klimatu, którą uważam za GONGO, będącą na pasku lokalnego układu władzy. Pamiętajmy bowiem, że na spotkaniu konferencyjny w ostatnią środę 3 lutego przy rondzie "Solidarności" w Chojnicach ze strony zebranych członków stowarzyszenia Chojnicki Alarm dla Klimatu nie padły żadne słowa krytyki pod adresem władz miejskich lub powiatowych, które przez lata nie robiły nic w sprawie smogu w Chojnicach, ale za to wybudowały murawę na "Chojniczance" za 6 mln zł, za co można by wymienić ponad 1 tysiąc pieców węglowych. To już powinno być dla opinii publicznej wystarczającym dowodem na to, że organizacja ta jest na pasku władzy. Poza tym zebrani wspominali o inicjatywach prośrodowiskowych w Chojnicach, ale nie wspomnieli, ani o Wspólnej Ziemi Radka Sawickiego, ani o Chojnickim Alarmie Smogowym. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta - bo to są inicjatywy ludzi opozycji, więc tych, którzy są przeciwnikami finansujących Chojnicki Alarm dla Klimatu osób. Poprzez takie inicjatywy jak Chojnicki Alarm dla Klimatu ma się wrażenie, że władza przegląda się we własnym lusterku. Jest to też wynikiem braku zdolności chojnickiej władzy do utrzymywania i prowadzenia dialogu z opozycją polityczną, wobec której zwykle stosowano środki szerokiego wachlarzu represji, zamiast dialogu, żeby było więc z kim rozmawiać tworzy się tzw. opozycję koncesjonowaną, zwłaszcza poprzez takie GONGO. 

Polecam zapis konferencji Chojnickiego Alarmu dla Klimatu na portalu chojnice.tv: http://chojnice.tv/wideo-6109-Protestowali_przeciwko_smogowi,_ale_i_te%C5%BC_przeciw_wycince_drzew_i_rozbudowie_tartaku_w_Rytlu

niedziela, 7 lutego 2021

Inwestycyjne etapy na "Chojniczance"

Chojnice to najbardziej zamglone miasto w Polsce. Niektórych to może szokować, ale starzy chojniczanie wiedzą, że to jest prawda. Można by więc wiele obywatelskiej ślepoty zrzucić na tę chojnicką mgłę przez którą nie do końca widać, gdzie i dlaczego płyną miejskie pieniądze. Ostatni, dość jednak wyraźny przepływ miał miejsce na stadion "Chojniczanki". Około 6 mln złotych popłynęło w ogrzewaną murawę boiska przy Mickiewicza, która jak się okazuje ogrzewana nie jest. 

Nie trzeba było długo czekać na głupie wyjaśnienia ze strony władz chojnickiego klubu. Okazuje się bowiem, że gdy sprawa stała się głośna a jej kuriozalność oczywista wśród chojniczan, MKS wziął w obronę swojego dobroczyńcę Burmistrza Miasta. Władze klubu twierdzą bowiem, że umówione były na wszystko z burmistrzem - etapami! Nastąpił więc moment w którym chojniczanie mają wreszcie przyznać wobec lokalnej władzy i działaczy "Chojniczanki", że są głupcami i przyjmą każdą, nawet najbardziej wierutną bzdurę za dobrą monetę w sprawie bezsensownej inwestycji na Mickiewicza. Warto więc odpowiedzieć Chojniczance i władzom miejskim, co się o tym myśli. Osobiście, jako chojniczanin, mam do tego prawo. Po pierwsze "Chojniczanka" w bezwstydny sposób wyciąga ręce po publiczne pieniądze, ogromne pieniądze, kiedy Miasto boryka się z wieloma problemami społecznymi i gospodarczymi, a mieszkańcy borykają się z życiem w mieście źle zarządzanym. Gdzie ważniejsze jest podgrzanie murawy za 6 mln złotych, aniżeli stworzenie za te pieniądze np. racjonalnego programu wymiany pieców węglowych. Rachunek jest prosty, gdyby tylko dać 6 tys. na jedno gospodarstwo domowe to mamy w Chojnicach 1 tys. domów, które przestaną zatruwać powietrze. Czy to dużo? Tak, to bardzo dużo, to więcej aniżeli łącznie jest domów na Osiedlu Kolejarz i Prochowa. Warto zapytać działaczy "Chojniczanki" - Panowie jak się czujecie z tym, że wyciągacie z biednego Miasta od relatywnie biednych ludzi miliony na realizację swoich piłkarskich marzeń? Czy wszyscy u was w rodzinach grają w piłkę od żony przez dzieci poprzez teściów, wujków i ciotki, że nie odczuwacie żadnego dyskomfortu, że nikt nie mówi wam, że postępujecie niewłaściwie, nierozsądnie, że szkodzi Chojnicom i rozwojowi tego Miasta? Czy wy naprawdę tego nie dostrzegacie? 



Dlaczego w Chojnicach dzieje się tak, że obywatele nie mają żadnego wpływu na podejmowane decyzje w Radzie Miejskiej? Żadnego wpływu na decyzje Burmistrza? Po części jest tak dlatego, że Burmistrz w swym autorytarnym podejściu nie uwzględnia głosu opozycji, ale przede wszystkim dlatego, że skutecznie zwalczył wszelką zorganizowaną i obywatelską opozycję w mieście, a cały dyskurs polityczny po prostu zmonopolizował poprzez system swoich siłowników. Czy przypomina to jakiś znany i autorytarny system rządów na świecie? Z pewnością tak. 

Zastanówmy się też komu będzie w Chojnicach służyła inwestycja Miasta za 6 mln w murawę Chojniczanki? Na pewno klubowi, to byłaby prawda, gdyby podgrzewanie było w ogóle możliwe, ale obecnie nie jest! Komu jeszcze? Kibicom! Tak, to też byłaby prawda, ale klub z II ligi nie potrzebuje podgrzewanej murawy! Ktoś mógłby podnieść argument - że Chojniczanka na pewno będzie w I lidze! Być może, że tak, ale być może, iż nie. Póki piłka jest w grze, wszystko jest możliwe. Niemniej, żaden racjonalnie myślący władca (celowo) Miasta nie wydałby 6 mln z budżetu miejskiego na infrastrukturę, która nawet nie działa! A jednak wydał. Teraz jeszcze będziemy świadkami wciskania nam kitu, zgodnie z którym takie irracjonalne działanie było uzgodnione z Burmistrzem, czyli wynika z tego, że Burmistrz zgodził się "wtopić" 6 mln zł w klub, bez żadnych gwarancji, że murawa będzie w ogóle potrzebna, bo dał się namówić grupie piłkarskich fanatyków i uwierzył w ich wizję?!? 

Odpowiedź może być prozaicznie prosta. Inwestycja na "Chojniczance", podobnie jak wiele innych działań i ruchów w Chojnicach nie będzie służyć chojniczanom jako ogółowi wspólnoty lokalnej, ale ludziom bogatym. W jaki sposób? Otóż w mojej ocenie ta inwestycja jest formą pomocy dla już bogatych w tym, aby mogli zarobić i stać się jeszcze bogatsi. I nie ma to nic wspólnego z dobrem chojniczan, a impertynenckie stanowisko władz "Chojniczanki" jest kolejnym świadectwem na to, jak źle dzieje się w Chojnicach. Najbardziej idiotyczna inwestycja w Chojnicach jest przez działaczy klubu brana w obronę i to jeszcze przy nawoływaniu do opanowania, racjonalności i obiektywizmu wobec krytyków Burmistrza Miasta! Chojniczanie nie mają najmniejszego wpływu na działania władz, a wszelkie głosy z forum publicznego są wyciszane i marginalizowane i tym sposobem może dostrzec jak kończy się sobiepaństwo - ładowaniem kasy w "błoto". Wpływ na decyzję Burmistrza Miasta Chojnice i jego popleczników w Radzie Miejskiej mają tylko i wyłącznie wąskie grupy wpływu. Przede wszystkim są to lokalni biznesmeni oraz ludzie o szerokich koneksjach środowiskowych. Takie procesy decyzyjne nie mają nic wspólnego z demokracją. Burtmistrz wielokrotnie się zarzekał, że jedyny układ jaki ma to z chojniczanami, ale nie jest to prawda, bo dorozumiany układ z chojniczanami byłby realny tylko wtedy, gdyby Burmistrz brał pod uwagę wolę chojniczan, ale tak nie jest. Liczą się tylko wpływy, kontakty, znajomości i kasa, to są najważniejsze czynniki wpływające na procesy decyzyjne w Chojnicach. Cała reszta argumentów to stek łgarstw. Niestety społeczeństwo obywatelskie w Chojnicach jest zbyt słabe, żeby na jakimkolwiek etapie rozliczyć Burmistrza z jego samo-rządów. 

piątek, 22 stycznia 2021

Czy będziemy trzecią Hiroszimą?

Burmistrz Chojnic nie wie już po jakie argumenty sięgać, żeby usprawiedliwić kuriozalne i wręcz w mojej opinii szkodliwe działania polegające na wydatkowaniu publicznych milionów na podgrzewaną murawę. Sięgnął więc po argument ilościowy (czyli taki jaki najbardziej lubi nasz skrupulatny Burmistrz, tonący w szczegółach niczym sklepowy subiekt). Burmistrz stwierdził, że Chojnice są wśród grupy tylko 40 miast w Polsce, które posiadają podgrzewaną murawę! Miast zaś, jak wylicza Burmistrz jest 968 w państwie polskim. Dlatego, mniemać należy, że jest to wyróżnienie. 

Jednak błąd myślenia Burmistrza polega na tym, że czyni z złego działania i szkodliwych poczynań atut, atut, którym zamierza się chwalić - na takiej oto zasadzie, że im mniej jest miast w Polsce, które mają coś tak złego i idiotycznego jak w Chojnicach, tym lepiej dla chojniczan! 

Nie ukrywam, obawiam się tej logiki. Czekam bowiem w trwodze, na chwilę, w której Burmistrz zechciałby jeszcze bardziej wyróżnić miasto, nie tylko na tle miast polskich lub europejskich, ale w gronie planetarnym! Niestety wydaje mi się, że jedyną drogą do tego, byłaby zapowiedź Burmistrza, że wszystkie środki budżetowe Miasto Chojnice przeznacza na konstrukcję bomby atomowej, która spadnie na Chojnice, dzięki czemu będziemy w gronie zaledwie trzech miast na świecie, na które spadły bomby atomowe, ale tylko jedynym, które wydało na to własne środki! 

poniedziałek, 18 stycznia 2021

Ziemia dla bogaczy

Od lat powtarzam, że Chojnice są tak zarządzane, że biedni w tym mieście muszą płacić za bogatych. Jest i kolejny przykład, bo Miasto Chojnice zbywa ziemię na działki, jak mówi burmistrz "w cenie rynkowej".  O sprawie informują media (tutaj).


Chcesz kupić ziemię w Chojnicach? Bez 200 zł za metr2 nie podchodź Ceny miejskiej ziemi są tak wysokie dlatego, że napędza je nieprawidłowa polityka miejska. Władze sprzedają ziemię publiczną w cenie rynkowej, przecząc zupełni misji gminy i pogłębiając kryzys i drożyżnę na rynku nieruchomości, negatywnie wpływając też na strukturę społeczną i pauperyzując mieszkańców. To co robi Miasto, to zwykła niegodziwość wobec mieszkańców, to zaprzeczenie misji jaką ma gmina. Skoro Miasto stać na 6 mln za murawę dla piłkarzy, to dlaczego miasta nie stać na zdroworozsądkowe podejście do zbycia gruntów? Np. za 20% ceny rynkowej dla osób, które nie posiadają żadnej nieruchomości? 180 zł za m2, to cena dla nowobogackich bananów, którzy kupią sobie 25 działkę i za rok wystawią ją na sprzedaż za 250-300 zł, całkowicie wypaczając lokalny rynek. Zarządzanie Chojnicami to jest dno. Ponadto spójrzcie na to miejskie ogłoszenie, Miasto zbywa też działki usługowo-handlowe w tym miejscu, pokusze się o stwierdzenie, że Miasto ma już tam inwestora na oku, który postawi...piękne bloki, albo szeregowce w cenie apartamentów w Sopocie. Tak popsuty rynek nieruchomości, jak popsuty jest w Chojnicach, tak popsuty jest np. w Warszawie, ale Chojnice to nie Warszawa! Powinniśmy jako mieszkańcy dążyć do naprawy tej sytuacji. Ziemia zbywana przez Miasto to ziemia publiczna i śmiem twierdzić, że Miasto wręcz nie ma prawa zbywać jej w cenie wyjściowej - jako cenie rynkowej.

Jeśli burmistrzowi Chojnic jest tak blisko do praktyk wolnorynkowych, to nasuwa się kilka pytań - dlaczego Miasto przez lata dokładało miliony do basenu prowadzonego przez Palucha, zamiast sprzedać Park Wodny wraz z jego prezesem? Dlaczego Miasto nie pytając mieszkańców o zgodę, tylko posługując się swoimi kukiełkami w Radzie Miejskiej akceptuje wydatki milionów złotych z miejskiej kasy na klub zaciężnych kopaczy MKS "Chojniczanka"? Dlaczego "Chojniczanka" nie radzi sobie samodzielnie na wolnym rynku jako podmiot prowadzący działalność gospodarczą? Dlaczego jedynym podmiotem jaki ma sobie radzić według Burmistrza Chojnic na wolnym rynku jest po prostu statystyczny chojniczan, który za ziemię publiczną - miejską, ma płacić ceny rynkowe?

Miasto wystawiając ziemię w takiej cenie rynkowej, wpływa znacząco na ceny nieruchomości w regionie, a mieszkańców pauperyzuje w ten sposób, że ci na wiele lat zmuszeni są do zaciągania kredytów, bo za działkę zamiast zapłacić np. 30 tys. muszą zapłacić 150 tys. Chojnice w ten sposób stają się rajem dla bankierów, deweloperów (których wszyscy znamy, przecież ci z chęcią wspomogą kampanie wyborcze wybranej przez siebie opcji), oraz dla nowobogackich bananów i spekulantów, którzy grają z chojnicką władzą w jednej lidze. Chojnice to nie jest miasto dla mieszkańców. Ci bowiem są, statystycznie, tylko od tego, żeby płacić podatki z których władza funduje swoje Bizancjum w postaci np. Straży Miejskiej, koncertów pod gwiazdami, doładowań pieniędzy dla Parku Wodnego, albo umorzeń podatków dla wybranych za które płacą wszyscy. Do tego oczywiście za sprawne płacenie podatków, Miasto ofiaruje dobrotliwie mieszkańcom działki w cenie rynkowej, tzn. działki te i tak kupi tylko wąska grupa osób, która skupuje regularnie ziemię w Chojnicach i okolicach korzystając z przewagi kapitału. No, a jak ktoś gminu już będzie chciał działeczkę jednak kupić, to do nowobogackiego będzie się musiał udać po wcześniejszej wizycie w banku i wzięciu na siebie kredytu na 30 lat. Następnie taka osoba będzie posłusznym i cichym obywatelem, bo zobowiązania w które wpędza mieszkańców polityka miejskich władz powodują, że nikt nie chce uczestniczyć w lokalnej "demokracji", bo wszyscy trześą się ze strachu, że jeden telefon z ratusza w gospodarce i polityce centralnie planowanej wystarczy, aby kredyt uwiązany niczym głaz do szyi zatopił utrapieńca, który śmiał wystąpić przeciw władzy i tak się koło zamyka. Warto jeszcze rozważyć, co Miasto daje w zamian za takie ceny na rynku nieruchomości - a daje: brak perspektyw na stabilną i dobrą pracę; zanieczyszczenie środowiska; brak polityk sektorowych; nastawienie antyobywatelskie; zły stan dróg; płatne parkingi w każdej strefie śródmiejskiej; słabą edukację; brak transparentności - rzeczywiście takie praktyki władzy na pewno przyciągną inwestorów - niestety tylko tych co zawsze, tylko tych z którymi władza żyje za pan brat.


Drodzy chojniczanie, jeśli nie zaczniecie myśleć, to finał historii Miasta będzie taki, że stanie się nie tylko literackim, ale rzeczywistem folwarkiem.

środa, 13 stycznia 2021

Murawa na "Chojniczance" nie jest podgrzewana

Wiele się nasłuchaliśmy z ratusza o różnorakich uzasadnieniach "topienia" milionów złotych w zaciężny klub kopaczy piłki MKS "Chojniczanka". Podobnie było, kiedy konsternację wywołała inwestycja miejska w stadion polegająca na tym, że Miasto Chojnice wydało prawie 6 milionów złotych na podgrzewaną murawę. 

Jak się jednak okazuje jest pewien problem, murawa na "Chojniczance" nie jest podgrzewana. W związku z tym pojawiają się kolejne pytania - po co była inwestycja za 6 mln złotych, która w ogóle nie funkcjonuje (brak źródła ciepła)? Czy to celowe "topienie" milionów złotych w klub piłkarski, czy to efekt mizernego zarządzania miejskim majątkiem (jeden z wielu przykładów)? 

Lokalnym mediom oraz samorządowcom proponuję, żeby podjęli ten temat, bowiem jest on nie tylko zaskakujący, ale i wstrząsający i powinien zostać dogłębnie zbadany. Miasto wydało bowiem około 6 milionów złotych na podgrzewaną murawę, która podgrzewana nie jest, bo Miasto z nikim nawet nie podpisało umowy na dostarczenie energii dla podgrzania murawy. Czy ktoś o tym słyszał od władz "Chojniczanki" albo od chojnickich burmistrzów, którzy tak kochają chojnicki klub piłkarski? 

Ile jeszcze jest takich "uzasadnionych" z punktu widzenia ratusza inwestycji w mieście? 

Poniżej zamieszczam odpowiedź z chojnickiego ratusza na moje zapytania - tam odpowiedzi znajdziecie czarno na białym. 



Warto też wysłuchać wypowiedzi z marca 2019 r. dyrektora Domozycha nt. ewentualnej budowy instalacji podgrzewanej murawy, bez źródła ciepła, co uznał wtedy za bezsensowne: (od 28 minuty): http://www.chojnice.tv/wideo-4348-Na_Komunalnej_o_podgrzewanej_murawie_i_rewitalizacji_Wzg%C3%B3rza_Ewangelickiego

czwartek, 31 grudnia 2020

Arcana imperi

Kończący się rok 2020 ubiegł w cieniu koronawirusa, a w przestrzeni lokalnej pod znakiem tajności działań władzy lokalnej. I nad tym chojniczanie powinni się skupić w 2021 roku, aby działania władz samorządowych były w naszej małej ojczyźnie bardziej przejrzyste, żeby nie było tak, że decyduje się o nas, bez nas. Żebyśmy nie pozwalali władzy samorządowej na kpienie z obywateli, np. poprzez składanie obietnic bez pokrycia, albo poprzez traktowanie urzędów publicznych w samorządach jako dostępu do rzadkich dóbr publicznych. Żebyśmy nie pozwalali, poprzez milczącą zgodę, na nakładanie w mieście nowych danin i jednoczesne zwalnianie z nich ludzi, którzy są mili oku władzy. Jest więcej niż pewne, że transparentność działań władzy, prowadzi do wzrostu zaufania obywateli do instytucji publicznych, wzmaga rozwój gospodarczy i wspiera ogólną prosperitę, dlaczego więc mamy taki problem z przejrzystością lokalnych układów władzy? Otóż odpowiedzią niech będzie taka konstatacja, że poprzez tajność i opresję, próbuje się utrzymać władzę w sposób daleki od standardów demokracji, która w naszej lokalnej przestrzeni, jeszcze gorzej niż w skali państwa, stała się już dawno fasadą, a chojniczanie w dużej mierze uzależnieni od lokalnych układów wolą milczeć, niż podnosić głos na niesprawiedliwe traktowanie czy nadużycia władzy. 

Mam na 2021 rok, takie idealistyczne życzenie, wypływające z...encykliki Gaudium et spes Pawła VI aby w przestrzeni lokalnej zrealizował się właśnie taki idealny typ działalności publicznej. Tego wszystkim chojniczanom:  

"Ci, którzy posiadają talent do działalności politycznej lub mogą się do niej nadać, a jest to sztuka trudna i zarazem wielce szlachetna, niech się do niej sposobią i oddają się jej nie myśląc o własnej wygodzie lub zyskownym stanowisku. Niech występują przeciw uciskowi ze strony jednostki lub samowładztwu i nietolerancji partii politycznej, działając roztropnie i nienagannie pod względem moralnym, a niech poświęcają się dobru wspólnemu w duchu szczerości i słuszności, owszem z miłością i odwagą polityczną".

Popatrzcie, jak dalekie są to postulaty od tych, którzy w Chojnicach ciągle krzyczą o chrześcijaństwie... i dzierżą władzę w samorządzie. 

wtorek, 29 grudnia 2020

Odmowa informacji trafi do SKO

27 października 2020 r. Burmistrz Miasta Chojnice odmówił mi dostępu do informacji publicznej nt. podmiotów którym umorzył podatki od nieruchomości, o czym poinformował opinię publiczną za pośrednictwem "Czasu Chojnic" (pisałem o sprawie szerzej tutaj). Burmistrz swoją decyzję uzasadnił tym, że żądane przeze mnie informacje są objęte tajemnicą skarbową. Przypomnę, że chodzi o ponad 20 podmiotów, którym Burmistrz umorzył podatki od nieruchomości na kwotę około 100 tys. zł, a niedługo potem Jego Radni Miejscy podnieśli podatki lokalne! Dlatego opinia publiczna ma prawo wiedzieć, komu i na jakich zasadach Burmistrz Chojnic umarza podatki od nieruchomości. Stąd moje żądanie o dostęp do informacji publicznej.

28 grudnia odebrałem decyzję Burmistrza i trafi ona w drodze odwoławczej do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Słupsku. Burmistrz nie miał prawa odmówić mi dostępu do informacji publicznej w powyższej sprawie, a przy tym naruszył w mojej opinii liczne przepisy i w sposób nieuprawniony powołała się na tajemnicę skarbową. 

Według mnie Burmistrz Chojnic uporczywie utrudnia dostęp do informacji publicznej, kiedy chodzi o kwestie umorzeń od podatków od nieruchomości, a jego postawa nie sprzyja ani transparentności działań władzy lokalnej, ani zaufaniu mieszkańców do lokalnego samorządu. 

29 grudnia zostanie złożone moje odwołanie do SKO. Prędzej czy później, dowiemy się, komu i na jakich zasadach Burmistrz Chojnic umarza podatki, bo wbrew temu jak chciałby Burmistrz i lokalna władza nie jest to tajemnicą skarbową, a są to informacje jawne, które powinny być znane opinii publicznej. Tym bardziej, że mowa tutaj o środkach publicznych i myślę, że chojniczanie chcą wiedzieć, komu się umarza podatki, kiedy na wszystkich pozostałych nakłada się dodatkowe daniny w mieście. Zapytajmy sami siebie, dlaczego Burmistrz tak usilnie broni dostępu do informacji o podmiotach, którym ze środków publicznych umorzył podatki? 


Treść pisma do SKO:


Marcin Wałdoch


Samorządowe Kolegium Odwoławcze w Słupsku

za pośrednictwem:    Burmistrza Miasta Chojnice

                                   Stary Rynek 1
                                   89-600 Chojnice

Znak: OR.1431.86.2020

Odwołanie
od decyzji z 27 października 2020 roku

Na podstawie art. 127 § 1 i 2 ustawy z dnia 14 czerwca 1960 r. Kodeks postępowania administracyjnego (tekst jedn. Dz. U. z 2020 r. poz. 256) (dalej: „KPA”) w związku z art. 16 ust. 2 ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej (tekst jedn. Dz. U.
z 2020 r. poz. 2176) (dalej: „UDIP”) wnoszę odwołanie od:

-       decyzji Burmistrza Miasta Chojnice z 27 października 2020 roku o odmowie udostępnienia informacji publicznej (dalej: „Decyzja”).

Decyzję zaskarżam w całości i zarzucam Burmistrzowi Miasta Chojnice (dalej: „Organ”):

1)     naruszenie art. 7, art. 8 § 1, art. 77 § 1 KPA poprzez niewyjaśnienie wszystkich okoliczności faktycznych, niezebranie i nierozpatrzenie całego materiału dowodowego,

2)     naruszenie art. 16 ust. 2 pkt 2 UDIP w związku z art. 107 § 2 KPA poprzez niezawarcie w Decyzji imion, nazwisk i funkcji osób, które zajęły stanowisko w toku postępowania o udzielenie informacji publicznej,

3)     naruszenie art. 61 ust. 1 oraz art. 61 ust. 3 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej (dalej: „Konstytucja RP”) poprzez ograniczenie prawa do informacji, pomimo że nie zachodzi w istocie potrzeba ochrony żadnej z wartości wskazanych w ww. przepisach, a więc dokonanie ograniczenia niespełniającego konstytucyjnych warunków, w szczególności warunku proporcjonalności,

4)     naruszenie art. 5 ust. 1 UDIP w związku z art. 293 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. Ordynacja podatkowa (tekst jedn. Dz. U. z 2020 r. poz. 1325) (dalej: „OP”) w związku z art. 37 ust. 2 ustawy z dnia 27 sierpnia 2009 r. o finansach publicznych (tekst jedn. Dz. U. z 2019 r. poz. 869) (dalej: „UFP”) w związku z art. 37 ust. 1 pkt 2 lit. f UFP, poprzez błędne przyjęcie, że w sprawie zachodziła podstawa do odmowy udostępnienia informacji publicznej
z uwagi na tajemnicę skarbową, podczas gdy żądane przeze mnie informacje taką tajemnicą nie są objęte,

5)     naruszenie art. 37 ust. 1 pkt 2 lit. f UFP poprzez błędne przyjęcie, że ustanowiony w tym przepisie obowiązek podania określonych informacji do publicznej wiadomości, wyłącza stosowania UDIP i udostępnienie informacji na wniosek.

Wnoszę o uchylenie zaskarżonej Decyzji i przekazanie sprawy do ponownego rozpatrzenia przez Organ.

Uzasadnienie

1.           Stan faktyczny

1.1.      20 września 2020 roku za pośrednictwem poczty elektronicznej na adres Urzędu Miasta Chojnice zwróciłem się do Burmistrza Miasta Chojnice z wnioskiem o udostępnienie informacji publicznej w zakresie – wykazu podmiotów, którym Burmistrz Miasta Chojnice umorzył podatek od nieruchomości, o czym poinformował opinię publiczną m.in. za pośrednictwem Tygodnika „Czas Chojnic”. W szczególności wniosłem
o udostepnienie wykazu takich podmiotów wraz z ich nazwą i numerem NIP, podstawą umorzenia podatku od nieruchomości oraz kwotą umorzonego podatku od nieruchomości dla każdego z takich podmiotów, a także o udostępnienie kopii wniosków o umorzenie podatku, z którymi podmioty takie zwróciły się do Burmistrza Miasta Chojnice.

1.2.      2 października 2020 roku Organ przesłał na mój adres e-mail zawiadomienie, w którym poinformował mnie o braku możliwości załatwienia mojego wniosku w terminie 14 dni. Jednocześnie dodał on, że: „nowy termin załatwienia sprawy wskazuje się na 30 dni od daty odbioru niniejszego zawiadomienia”.

1.3.      9 października 2020 roku Organ zawiadomił mnie o możliwości zapoznania się
z materiałem dowodowym zgromadzonym w sprawie w terminie 7 dni od otrzymania zawiadomienia.

1.4.      19 października 2020 roku Organ ponowił ww. zawiadomienie wskazując dodatkowy
7 dniowy termin na zapoznanie się z materiałami zgromadzonymi w sprawie.

1.5.      Decyzją z 27 października 2020 roku – znak: OR.1431.86.2020, Organ odmówił udostępnienia żądanej przeze mnie informacji publicznej. Uzasadniając swoje rozstrzygnięcie wskazał on, że żądane przeze mnie informacje objęte są tajemnicą skarbową, a ja nie jestem jednym z podmiotów wskazanych w OP, które mogą uzyskać dostęp do takich informacji. Powołując się na art. 37 UFP Organ wskazał, ze podanie informacji wykraczającej poza zakres wskazany w tym przepisie stanowiłoby jego naruszenie.

2.           Dotrzymanie terminu na wniesienie odwołania

Organ skan swojego rozstrzygnięcia przesłał na mój adres e-mail, czego nie można uznać za właściwe doręczenie. W związku z tym pismem z dnia 22 grudnia 2020 r.  zwróciłem się do Organu o prawidłowe doręczenie decyzji.

Decyzja została doręczona do mnie listem poleconym w dniu 28 grudnia 2020 r.

Zgodnie z art. 129 § 2 KPA odwołanie wnosi się w terminie czternastu dni od dnia doręczenia decyzji stronie, a gdy decyzja została ogłoszona ustnie – od dnia jej ogłoszenia stronie. Przez doręczenie, należy rozumieć takie doręczenie, które nastąpiło w procedurze opisanej w art. 39-49 KPA. Przesłanie decyzji na mój adres e-mail nie stanowiło takiego doręczenia. Wszak nie wyraziłem na takie doręczenie decyzji zgody, o której mowa
w art. 391 § 1 pkt 2 KPA, a przesłana na mój adres e-mail decyzja nie była podpisana kwalifikowanym podpisem elektronicznym, stosownie do art. 107 § 1 pkt 8 in fine KPA.

Tym samym odwołanie należy uznać za wniesione w terminie.

3.           Uzasadnienie zarzutów odwołania

3.1.      Naruszenie przepisów procedury

W pierwszej kolejności podnieść należy zarzuty naruszenia przepisów postępowania, których dopuścił się Organ przy wydawaniu zaskarżonej Decyzji.

Organ nie wyjaśnił w sposób wyczerpujący stanu faktycznego sprawy, jak również nie zgromadził i nie rozpatrzył całego materiału dowodowego. W konsekwencji rozstrzygnął sprawę na podstawie niepełnego materiału dowodowego.

Dla rozstrzygnięcia niniejszej sprawy istotne było przede wszystkim ustalenie kręgu podmiotów, którym Organ umorzył podatek od nieruchomości. Konieczne było ustalenie nie tylko tożsamości tych podmiotów, ale przede wszystkim wysokości umorzonego im podatku. Okoliczność ta ma bowiem istotne znaczenie w kontekście oceny czy informacja na temat umorzenia podatku takiemu podmiotowi będzie podlegała podaniu do publicznej wiadomości na podstawie art. 37 ust. 1 pkt 2 lit. f UFP. To z kolei ma dalsze konsekwencje – jeżeli bowiem informacja podlega upublicznieniu, to tym samym dane objęte taką informacją nie podlegają tajemnicy skarbowej, która to stanowiła powód odmowy udostępnienia informacji publicznej przez Organ.

Organ powyższych ustaleń nie poczynił, a przynajmniej nie ujawnił tego w uzasadnieniu decyzji, co w istocie ma ten sam skutek i oceniane musi być jako naruszenie przepisów procedury administracyjnej, a konkretnie naruszenie art. 7, art. 8 § 1, art. 77 § 1 KPA.

W skarżonej Decyzji zabrakło też wskazania imion, nazwisk i funkcji podmiotów, które zajęły stanowisko w toku postępowania o udostępnienie informacji publicznej, co stanowi naruszenie art. 16 ust. 2 pkt 1 UDIP.

3.2.      Podstawy ograniczenia prawa do informacji

Prawo do informacji stanowi podmiotowe, konstytucyjne, prawo obywatelskie, które przewidziane zostało w art. 61 Konstytucji RP. O randze tego prawa świadczy też jego umiejscowienie w Powszechnej deklaracji praw człowieka z 1948 r., Międzynarodowym pakcie praw obywatelskich i politycznych z 1966 r., Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności z 1950 r., czy też w Karcie praw podstawowych Unii Europejskiej.

Waga prawa do informacji nakazuje, aby wszelkie jego ograniczenia były interpretowane w sposób ścisły. We wszelkich sprawach związanych z prawem do informacji należy opowiadać się za wykładnią prokonstytucyjną, która będzie urzeczywistniać to prawo, dając pierwszeństwo jawności przed niejawnością działania administracji. Warto przytoczyć w tym miejscu pogląd Naczelnego Sądu Administracyjnego wyrażony
w wyroku z 3 maja 1985 r. sygn. akt: II SA 112/85, który wskazał:
„jeżeli przepis szczególny wprowadza dla określonych w nim sytuacji i w przewidzianych w nim warunkach możliwość ograniczenia praw obywatela, stosowanie tego przepisu w drodze analogii do sytuacji innych niż w nim wymienione, choćby nawet były to sytuacje zbliżone, jest niedopuszczalne”, a także pogląd wyrażony w wyroku WSA w Opolu
z 7 sierpnia 2018 r. sygn. akt: II SAB/Op 61/18: „z ustawy o dostępie do informacji publicznej wynika jako norma podstawowa zasada domniemania jawności”.

Niniejsze rozważania są istotne dla oceny zaskarżonej Decyzji.

Ograniczenie konstytucyjnego prawa do informacji może bowiem nastąpić wyłącznie ze względu na określone w ustawach ochronę wolności i praw innych osób i podmiotów gospodarczych oraz ochronę porządku publicznego, bezpieczeństwa lub ważnego interesu gospodarczego państwa, o czym stanowi art. 61 ust. 3 Konstytucji RP. Ponadto zgodnie z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP ograniczenie takie musi wynikać z ustawy i musi być konieczne w demokratycznym państwie, a także nie może naruszać istoty prawa do informacji.

Zgodnie z art. 5 ust. 1 UDIP prawo do informacji publicznej podlega ograniczeniu
w zakresie i na zasadach określonych w przepisach o ochronie informacji niejawnych oraz o ochronie innych tajemnic ustawowo chronionych. Ponadto na podstawie art. 5
ust. 2 UDIP ograniczenia prawa do informacji mogą wynikać z prywatności osób fizycznych lub tajemnicy przedsiębiorcy.

W niniejszej sprawie Organ wskazał, że odmowa udostępnienia informacji publicznej,
a więc w praktyce ograniczenie prawa do informacji, następuje z uwagi na tajemnicę skarbową. Twierdzenie takie nie jest jednak zasadne, bowiem żądanych przeze mnie informacji nie chroni tajemnica skarbowa, o czym szerzej w pkt 3.3 uzasadnienia. Tym samym Organ dopuścił się ograniczenia prawa do informacji z naruszeniem warunków konstytucyjnych.

3.3.      Tajemnica skarbowa

Uzasadniając swoje rozstrzygnięcie Organ wskazał, że żądane przeze mnie informacje nie mogą być ujawnione z uwagi na tajemnicę skarbową. Organ uznał, że wykaz podmiotów, którym umorzył podatek od nieruchomości z podaniem ich nazwy, numeru NIP, kwoty umorzonego podatku wraz z uzasadnieniem takiego umorzenia, wchodzi
w zakres udostępnienia informacji o indywidualnych dokumentach składanych przez podatników.

Organ wskazał też, że zarówno jego decyzje, jak również indywidualne wnioski wraz
z identyfikacją strony będącej osobą fizyczną lub prawną, składane przez podatników
w sprawach o udzielenie ulgi podatkowej, objęte są aktami postępowania podatkowego, które na podstawie art. 293 § 1 pkt 3 i § 2 OP stanowią tajemnicę skarbową i nie podlegają upublicznieniu. Jednocześnie zdaniem Organu teza ta znajduje potwierdzenie w treści art. 37 ust. 1 pkt 2 lit. f UFP, który to ogranicza zakres informacji podawanej do publicznej wiadomości przez organy podatkowe.

Z tymi twierdzeniami Organu nie sposób się zgodzić.

Ustawodawca art. 37 ust. 2 w związku z art. 37 ust. 1 lit. f UFP przesądził, że tajemnicy skarbowej nie narusza podanie do publicznej wiadomości wykazu osób prawnych
i fizycznych oraz jednostek organizacyjnych nieposiadających osobowości prawnej, którym w zakresie podatków lub opłat udzielono ulg, odroczeń, umorzeń lub rozłożono spłatę na raty w kwocie przewyższającej łącznie 500 zł, wraz ze wskazaniem wysokości umorzonych kwot i przyczyn umorzenia.

Zakres mojego wniosku niewątpliwie wpisuje się w zakres danych, które mocą ww. przepisów zostały wyłączone spod tajemnicy skarbowej. Swoim wnioskiem zwróciłem się bowiem o wykaz podmiotów, którym umorzono podatek od nieruchomości ze wskazaniem ich nazwy, NIP, podstawy umorzenia podatku oraz kwoty umorzonego podatku.

Nawet przyjmując literalne brzmienie ww. przepisów, które wskazuje, że spod tajemnicy skarbowej wyłączone są tylko dane podmiotów, którym umorzono podatek w kwocie przewyższającej łącznie 500 zł, to niewątpliwie większość podmiotów, którym Organ umorzył podatek – w zakresie objętym moim wnioskiem - będzie wpisywała się w ten katalog. Z informacji prasowej[1] wynika bowiem, że Organ wydał 29 decyzji administracyjnych o umorzeniu podatku na łączną kwotę przekraczającą 91 tys. zł. Już zatem prosta kalkulacja wskazuje na to, że przynajmniej większość z tych podmiotów korzystała z umorzenia podatku w kwocie przewyższającej 500 zł.

Niezależnie od tego wskazać należy, ze również wobec podmiotów, które skorzystały
z umorzenia podatku w kwocie niższej niż 500 zł, Burmistrz powinien udostępnić żądane przeze mnie informacje.

Skoro ustawodawca przewidział obowiązek upublicznienia, a zatem podania do szerszej wiadomości niż w przypadku udostepnienia na wniosek, informacji o podmiotach, którym umorzono podatek w kwocie powyżej 500 zł, to nie ma podstaw do przyjęcia,
że informacja o podmiotach, którym umorzono podatek poniżej tej kwoty nie stanowi informacji publicznej. Trudne do zaakceptowania byłoby też uznanie, że skoro ustawodawca wyjmuje spod tajemnicy skarbowej informacje o podmiotach, które korzystają z umorzenia zobowiązania podatkowego w kwocie powyższej 500 zł, to tajemnica taka obejmuje nadal zobowiązania poniżej tej kwoty. Taka wykładnia prowadziłaby do zawężenia prawa do informacji, które byłoby niezgodne
z prokonstytucyjną wykładnią przepisów, a także prowadziłoby do ograniczenia, które nie spełnia konstytucyjnych warunków, w szczególności warunku proporcjonalności. Nie sposób bowiem przyjąć, że uzasadnione w demokratycznym państwie prawa jest ograniczenie prawa do informacji o podmiotach, którym umorzono zobowiązania podatkowe poniżej 500 zł, podczas gdy informacje o podmiotach, którym umorzono zobowiązania powyżej tej kwoty mają być jawne.

Warto wskazać też na wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Rzeszowie, który w wyroku z 18 września 2019 r. sygn. akt: II SA/Rz 829/19 wskazał: „jeżeli bowiem ustawodawca nakłada na organy obowiązek upublicznienia informacji o udzielonych ulgach powyżej 500 zł, to tym bardziej zezwala na udostępnienie na wniosek informacji o ulgach poniżej 500 zł”.

W związku z tym trzeba stwierdzić, że Organ błędnie uznał, że żądane przeze mnie informacje w zakresie wykazu podmiotów, którym Organ umorzył podatek od nieruchomości, objęte są tajemnicą skarbową i jako takie nie podlegają udostępnieniu.

Przyjmując nawet, że wnioski o umorzenie podatków złożone przez podmioty, które ubiegały się o taką ulgę – które stanowiły drugi element mojego wniosku - nie stanowią informacji publicznej lub podlegają ograniczeniu z uwagi na tajemnicę skarbową, Organ powinien rozpatrzyć mój wniosek w pozostałym zakresie, który dotyczy – co wyżej wskazałem – informacji, które taką tajemnicą objęte nie są.

3.4.      Udostępnienie informacji na wniosek

Organ w swoim uzasadnieniu wskazuje, że ustawodawca zobowiązuje go do podania do publicznej wiadomości wykazu, o którym mowa w art. 37 ust. 1 pkt 2 lit. f UFP. Jednocześnie wskazuje on na to, że na takie upublicznienie ma on czas do 31 maja następnego roku. Jak się wydaje, Organ z tego przepisu wyprowadza wniosek, że skoro musi upublicznić dane w trybie przewidzianym w przepisach UFP, to nie musi stosować do takich informacji UDIP, a więc nie musi ich udostępniać na wniosek.

Stanowisko takie nie jest jednak właściwe.

Upublicznienie informacji stanowi przejaw najszerszej transparentności finansów publicznych, która służyć ma ogółowi społeczeństwa i dzięki której każda osoba, bez żadnego wysiłku, może poznać informację o podmiotach, które korzystają z pomocy publicznej – ulgi w spłacie zobowiązań podatkowych, a w tym przypadku z umorzenia podatku. W żadnym jednak wypadku nie można mówić, że przez samo zobowiązanie organu do upublicznienia pewnych informacji, ustawodawca wyłącza w tym zakresie stosowanie przepisów UDIP.

Uwzględniwszy zasadę jawności administracji publicznej, należy przyjąć,
że ustawodawca nakładając na organy skarbowe obowiązek podania pewnych informacji do publicznej wiadomości nie wyłączył w tym zakresie stosowania UDIP. Do czasu,
aż informacja taka zostanie upubliczniona w trybie przewidzianym w UFP, nie ma przeszkód, aby uzyskać ją na wniosek o udostępnienie informacji publicznej. Jak wskazał Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 18 lutego 2014 roku, sygn. akt: I OSK 2129/13: „jeżeli ustawodawca regulując materię podatkową nie wprowadza zakazu udostępniania określonej informacji, a wręcz przeciwnie – pozwala na upublicznianie informacji dotyczących zwolnień podatkowych, wówczas informacja taka, jeśli nie funkcjonuje w obiegu publicznym w sposób umożliwiający zapoznanie się z nią, winna zostać udostępniona zainteresowanemu na jego wniosek”.

Reasumując należy stwierdzić, że obowiązek upublicznienia informacji nie wyłącza udostępnienia jej na wniosek, szczególnie w sytuacji, gdy na dzień składania takiego wniosku nie została ona jeszcze upubliczniona. Jednocześnie należy stwierdzić, że skoro ustawodawca wyraża zgodę na upublicznienie takiej informacji, to tym bardziej wyraża zgodę na jej udostępnienie na wniosek.

***

Zważywszy na powyższe, wnoszę jak na wstępie.

 

_____________________________
Marcin Wałdoch

 



[1] https://czas.tygodnik.pl/pl/11_wiadomosci/9596_umorzyl-29-firmom.html


poniedziałek, 28 grudnia 2020

System i jego posłuszni obrońcy: przypadek szpitalnych telewizorów

Chcą coś naprawić, należy się zastanowić dobrze z kim chcemy pracować. Jak stare porzekadło niesie, lepiej z mądrym stracić, niż z głupim zyskać. Niestety Sejm RP nie jest instytucją z którą da się łatwo i rozumnie współpracować ze stopy obywatelskiej, obawiać się nawet należy, że Sejm RP jest swego rodzaju machiną dziwactw. Wrzucając do niej racjonalne argumenty, można jedynie otrzymać coś na wspak, coś irracjonalnego i popsutego, a uważanego przez tę instytucję za poprawę sytuacji. Taki wniosek wysnuwam po tym, jak rozpatrzono jedną z moich petycji. 

W lutym, dobiegającego do końca roku 2020 złożyłem do Sejmu RP petycję o zniesienie w polskich szpitalach systemu tzw. płatnej telewizji. Sejm petycję przyjął, ale rozpatrzył ją dopiero w ostatnim czasie. Przyczyną tak późnego rozpatrzenia mojej petycji było nic innego, jak kryzys z którym się borykamy w czasach pandemii. O sprawie płatnych telewizji szpitalnych i moim sprzeciwie wobec tego niesprawiedliwego systemu pisałem wielokrotnie (tutaj i tutaj). Temat był też podejmowany przez media ogólnopolskie, oczywiście nie te głównego nurtu, które nigdy nie odważą się godzić w "system" jako taki. 

Na moją petycję odpowiedział Wicemarszałek Sejmu RP Włodzimierz Czarasty (o ironio!). Odpowiedź jest taka, że warto ją zacytować i wytłuścić, po czym przejdę do kwestii bardziej złożonych i związanych z przebiegiem posiedzenia Komisji ds. Petycji Sejmu RP. 

Pan wicemarszałek śmiał był napisać, co następuje: "Komisja po dyskusji, uznała, że nie jest możliwe wprowadzenie rozwiązań postulowanych w przedmiotowej petycji, ponieważ szpitale nie dysponują własnymi odbiornikami telewizyjnymi, lecz wynajmują powierzchnię podmiotom zewnętrznym, zapewniając pacjentom płatny dostęp do telewizji. W opinii Komisji należy rozważyć możliwość poprawy dostępności telewizji w szpitalach dla osób o niższych dochodach. Z uwagi na zakres przedmiotowej problematyki, przekraczający kompetencje jednego działu administracji rządowej, Komisja postanowiła wystąpić do Prezesa Rady Ministrów". 

Skupmy się teraz na kilku ważnych argumentach, acz kuriozalnych - nie można spełnić moich postulatów likwidacji tv płatnych w szpitalach, bowiem szpitale nie mają własnych odbiorników - Eureka! Przecież właśnie dlatego wystąpiłem do Sejmu RP z petycją, aby szpitale nabyły własne odbiorniki. Dalej, Komisja nie widzi szans na realizację moich postulatów - które miały uprościć obywatelom życie i ulżyć w codziennych wydatkach - dlatego - UWAGA - Komisja złoży dezyderat do Premiera RP, żeby tv w szpitalach była szerzej dostępna dla "osób o niższych dochodach". To już jest całkowita aberracja mojego postulatu likwidacji płatnej tv. Teraz okaże się, że dzięki mojej petycji będziemy się do szpitala zgłaszali z PIT-em, albo z wyciągiem z konta lub zaświadczeniem o zarobkach i na sali będziemy wypełniali formularze o swoim stanie majątkowym. Polski Sejm, to przypadek beznadziejnej bezmyślności, ludzi oderwanych zupełnie od realiów życia codziennego - tak można pomyśleć, ale obawiam się, że prawda jest jednak bardziej zawoalowana. Poniżej zamieszczam skan pisma od...socjalisty Włodzimierza Czarzastego, któremu chyba powinno zależeć na spełnianiu postulatów społecznych? No i socjaliści mój postulat spełnią, ale na swój sposób - znowu chcą zamiast system uprościć, to będą komplikować, zamiast obniżać koszty dla państwa i obywateli, to będą je podwyższać i przerzucać na państwo. Wiadomo bowiem, że takie rozwiązanie nic nie zmieni w systemie o którym pisze, poza być może tym, że pieniądze do firm, które zdzierają przez szpitale albo i wraz ze szpitalami pieniądze z pacjentów popłyną też z kasy państwowej, która zapłaci za "osoby o niższych dochodach". Zupełnie nie o to chodziło. Jednak żeby odkryć genezę takiego stanowiska "Sejmu", należy nam zajrzeć na to, co działo się na Komisji ds. Petycji, na której rozpatrywano moje postulaty. 



Przechodząc do komentarza nad przebiegiem posiedzenia Komisji ds. Petycji, zachęcam do samodzielnego zapoznania się z zapisem video, które dostępne jest online (tutaj , od 13:29). 

W posiedzeniu udział wzięło 12 posłów. Przewodniczył Sławomir Jan Piechota z KO (PO).  W zasadzie poza przewodniczącym głos w sprawie mojej petycji zabrała jedynie jedna posłanka, też z KO(PO), tj. Anna Wasilewska (była wiceprezydent Olsztyna u kontrowersyjnego prezydenta Czesława Małkowskiego) oraz stały doradca Komisji, były minister polityki społecznej w rządzie Marka Belki w 2004 r., wcześniej związany z innymi lewicowymi - postkomunistycznymi rządami np. Leszka Millera, czyli Krzysztof Pater. 

Na posiedzeniu, ani razu nie zabrał głosu w sprawie nikt z PiS, choć jest to przecież kwestia społeczna i stosunkowo wrażliwa. Nie było też nikogo z Konfederacji, ale też nikt z Konfederacji nie uczestniczy w pracach Komisji ds. Petycji, a ja nie znałem terminu rozpatrywania mojej petycji, żeby poinformować któregoś z posłów Konfederacji. 

Według poseł Anny Wasilewskiej z KO, która referowała moją petycję, firmy zewnętrzne płacą abonament za każdy odbiornik tv, który jest w szpitalach - przyznam, że jest to dla mnie nowość i chciałbym zobaczyć na to dowody. Mam bowiem zupełnie inne informacje i dowody na nie w postaci nawet korespondencji z firmami, które same przyznają, że takiego abonamentu nie płacą. 

Stały doradca Komisji Krzystof Pater podniósł, że opłaty są wysokie. Natomiast w ocenie tego eksperta zniesienie systemu płatnych telewizji pozbawiłoby pacjentów możliwości oglądania telewizji - odpowiem, że może to byłoby też lepsze rozwiązanie, aniżeli zezwolenie na oglądanie telewizji za pieniądze i dalsze dzielenie społeczeństwa według ich stanu majątkowego przez wzgląd na odbiorniki tv w szpitalach? Jak stwierdził Krzysztof Pater istotna część tych pieniędzy, ale nikt nie wie jaka część - jak sam mówi - ale na pewno istotna, trafia do szpitala. To ma być argument za trwaniem tego chorego systemu? Zupełnie więc się nie liczy na jakich zasadach te pieniądze są wyciągane na salach szpitalnych z kieszeni pacjentów? Co na to rząd Zjednoczonej Prawicy? Argumenty Krzysztof Patera są nic nie warte. Otóż jeden tv kosztuje obecnie około 500 zł brutto, taki 32 calowy, który jest w sam raz do szpitalnych sal. Taniej jest kupić te telewizory szpitalom, niż płacić za oglądanie tych telewizji pacjentom. Poza tym, o czym pisałem już wcześniej, nikt nie ma właściwej kontroli nad przepływem pieniędzy w tych szpitalnych telewizjach, co przyznał zresztą sam Krzysztof Pater. Więc nad czym tu się zastanawiać i dlaczego nie zlikwidować tego chorego systemu? Jeśli byłoby tak, że papier toaletowy byłby za pieniądze do skrzynki w szpitalach, to posłowie również uznali by, że najważniejszym kryterium oceny funkcjonowania takiego systemu płatnego papieru toaletowego byłby szpitalny udział w zyskach? 

W spotkaniu mieli wziąć udział przedstawiciele Mediów Narodowych (KRRiTV), ale nie udało im się połączyć. Być może państwo zbyt słabo ich finansuje, żeby zechcieli się wypowiedzieć w tej sprawie przed sejmową komisją? 

W mojej opinii, posłowi nie zgłębili zagadnienia, spychając kwestię rzeczywistego  procesu decyzyjnego na Kancelarię Premiera RP. Nie wiem w czyim interesie występowali członkowie Komisji - posłowie i ekspert, ale na pewno nie w interesie obywateli, bo ich argumenty były bezpodstawne. Dyskusja która toczyła się wśród posłów KO i stałego eksperta, była podszyta tym, czym jest ideologia tego ugrupowania, czyli kwestią liberalizmu gospodarczego - a przekładając na język potoczny - na kwestię zapewnienia zysku dla elit i na dalsze obciążanie państwa, kolejnymi kosztami. 

Szybciej telewizja odejdzie do lamusa, zanim w polskim systemie politycznym i prawnym dojdzie do korzystnych dla pacjentów zmian w zakresie płatnych telewizji szpitalnych.  Posłowie, co wnioskować można po ich rachitycznej dyskusji nad zagadnieniem, wychodzą albo z błędnych, albo z mylnych przesłanek, nie posiadają dogłębnej wiedzy o sprawie, nad którą mają wszcząć proces decyzyjny zmierzający do poprawy położenia obywateli i funkcjonowania służby zdrowia. 

Jest to sytuacja bulwersująca i nie pozostawię jej bez dalszego biegu, wkrótce ta historia i konkretne propozycje w sprawie szpitalnych telewizji trafią na mównicę sejmową. 

czwartek, 10 grudnia 2020

Pseudo - Euroentuzjaści

Takie rzeczy tylko w Chojnicach - samorządowcy związani z PO - jak Marek Szczepański, Arseniusz Finster, Kopczyński, i jeszcze kilku innych sieją w Chojnicach panikę "polexitową" i budują swój kapitał polityczny na gaszeniu w mieście światła i jednocześnie podświetlaniu w tym czasie Chojnickiego Centrum Kultury flagą i barwami unijnymi. Czy to kabaret? Nie, to według mnie, bardzo przemyślana strategia. 

Przecież ci panowie (i niektóre panie) z PO tak zarządzają nieudolnie Chojnicami i pakują miliony w błoto - tutaj mogłaby się zacząć długa wyliczanka - ale niech będzie np. zamykanie i sprzedaż przedszkoli samorządowych, tylko po to, żeby kilka lat później po licznych przegranych procesach za miliony miejskie otwierać nowe przedszkole samorządowe! Tak właśnie zrobiła ekipa burmistrza Chojnic - muszą jakoś skorzystać na zamieszaniach w relacjach Polska - UE, bo wiedzą, że tą swoją nieudolnością doprowadzili do emigracji tysięcy osób, które pracują w dużej mierze w Niemczech, więc oczywiście nie byłoby fajnie, gdyby Polska z Unii wyszła - a tego Polska chce w domyśle działań tych PO-wczyków. Co ciekawsze, ludzie ci bronią P R A W O R Z Ą D N O Ś C I! Każdy chyba racjonalnie myślący i obserwujący sprawy publiczne w Chojnicach wie, że praworządność w wykonaniu lokalnej elity jest kpiną z prawa. Już nie wspominając nawet ich podejścia do demokracji i zasad pluralizmu. 

Znowu więc, jak przypuszczam, bazując na najniższych instynktach lokalni włodarze budują sobie kapitał polityczny, śmiejąc się po pracy ze szklaneczką whisky w dłoni, z kabaretu w którym biorą udział i który jednocześnie reżyserują. 

wtorek, 8 grudnia 2020

Jak Paluch walczy z infamią?

Tragikomedia Paluchowa nabiera przedświątecznego tempa. 

Mariusz Paluch zapowiedział w lokalnej gazetce władzy, że rzekomo będzie realizował swój postulat wyborczy o darmowych wejściówkach na basen w Chojnicach. Oczywiście są to same przekłamania i kolejny przykład nowomowy Palucha, nie wiadomo co jest kłamstwem, a co prawdą - więc wszystko jest być może prawdą - tak chciałby Paluch. Jednak, prawdą jest, że obietnice Palucha są wątpliwej jakości. Paluch na wyborczych kłamstwach doszedł do władzy w powiecie i na tych samych kłamstwach kontynuuje swoją działalność "społeczną". Obecnie na łamach "Chojniczanina" Paluch próbuje walczyć ze społeczną infamią, która spotkała go za wyborcze kłamstwa w ulotce. 

Mnożą się liczne pytania - szczególnie o to, jakie podstawy prawne i finansowe ma działanie Palucha i Parku Wodnego w Chojnicach? Jakim sposobem Mariusz Paluch, wicestarostwa chojnicki, użył Parku Wodnego do realizacji swoich wyborczych obietnic? Czy każdy ma prawo wykorzystać mienie publiczne do realizacji swoich wyborczych obietnic? Czy tylko Paluch? 

Ponieważ w Chojnicach nie ma opozycji, ani w Radzie Miejskiej, ani w Radzie Powiatu (poza Mirką Dalecką), bo tzw. opozycja znowu dała się sfraternizować lokalnemu systemowi władzy, to, to co obecnie wyrabia się w Chojnicach, przypomina jakieś XIX wieczne miasteczko na dzikim zachodzie. 





wtorek, 1 grudnia 2020

Koszty miejskiej propagandy

Burmistrz głosi wszem i wobec, że tnie koszty w związku z pandemią - i podnosi mieszkańcom podatki, żeby Miasto mogło jakoś tam zapiąć budżet. Jak zwykle w naszym mieście, to co mówi Burmistrz to jedno, to co robi, to drugie, a to co myśli - to trzecie. 

Otóż wywiad z Burmistrz opublikował z datą 22 sierpnia 2020 roku "Express Biznesu". W tekście pod tytułem Dwie dekady intensywnego rozwoju pojawia się wiele nieściłości, przekłamań, ale i zwykłej burmistrzowskiej propagandy, ale o tym za chwilę.

Główny bowiem problem stanowi to, że Miasto Chojnice zapłaciło "Expressowi Biznesu", a konkretnie spółce PR Media Group Sp. z o. o. Al. Zwycięstwa 24, 80-219 Gdańsk 3075,00 zł za ten właśnie wywiad! (proszę sprawdzić Rejestry Umów Cywilno-Prawnych UM za 2020 rok, Wydział Programów Rozwojowych i Współpracy Zagranicznej, poz. 13).

Proszę bardzo wywiad każdy może przeczytać tutaj.  

Przejdę teraz do głównych tez z wywiadu z Burmistrzem. 

1. Burmistrz twierdzi, że w Chojnicach nie występuje zjawisko bezrobocia, bo są prężne zakłady pracy  - wszyscy wiemy, że to wierutna bzdura, ale żeby przekupić rzeczywistość Burmistrz zaprosił kogoś z gdańskiej spółki, kto to powielił. Burmistrz powiedział: "...i problemów z bezrobociem w naszym mieście nie ma". Ciekawe, co na to ci wszyscy, którzy z Chojnic wyjechali za pracą zagranicę i do innych dużych miast? I ci, którzy pracy nie mają - a tych jest coraz więcej.  Zgadzacie się z Burmistrzem? 

2. Burmistrz twierdzi, że lepiej dla Chojnic, że znajdują się w województwie pomorskim, bo w bydgoskim według Burmistrza kłóciły się ze sobą zawsze dwa miasta - Toruń i Bydgoszcz - problem w tym, że Burmistrz zapomniał, że przed 1999 r. istniały dwa odrębne województwa - bydgoskie i toruńskie. Choć zgadzam się z tezą, że dla Chojnic lepiej, że trzymają się województwa pomorskiego.

3. Burmistrz twierdzi, że istnienie odrębnej gminy wiejskiej wokół Chojnic to samo dobro - zgadzam się z tym, ale czy mnie pamięć myli, skoro pamiętam, że to własnie Burmistrz Finster był stronnikiem wizji zjednania gminy wiejskiej i miejskiej w jedną gminę? 

4. Według Burmistrza pociągiem do Trójmiasta jeździ się 2,5 do 3 godzin! Wiem, że Burmistrz pociągami nie jeździ, ale może by się przejechał z Chojnic do Gdańska PKP Regio, połączenie  w ciągu od 1:54 do 2:13. Zgadzam się jednak, że połączenie powinno być szybsze. Tylko nie zapominajmy, że nie mamy elektryfikacji.

5. Burmistrz narzeka na kwestie podatkowe i udział samorządu w finansowaniu z rządu centralnego. To taka właśnie moralność pomorskich samorządowców - chcieliby z państwa worki pieniędzy, ale jednocześnie chcieliby maksimum uprawnień i samorządności...bez odpowiedzialności. Z drugiej strony Burmistrz chciałby pieniądze dzielić lokalnie. Uśmiać się można z tej dziecinnej naiwności i takiego roszczeniowego podejścia do finansów publicznych. Na co Burmistrz chciałby te kolejne pieniądze wyrwane z Państwa, na więcej takich pseudo wywiadów? 

6. Burmistrz chwali się, też że umarzał podatki przedsiębiorcom i osobom fizycznym - pytanie tylko komu? Bo tego nadal się nie dowiedziałem. Szkoda, że Burmistrz nie pochwalił się zamiarami podnoszenia jednocześnie podatków lokalnych! 


Teraz, Drodzy Czytelnicy, zapraszam do przemyśleń, komentarzy i głębszej refleksji nad postawą Burmistrza Miasta Chojnice. Co Wy na to? 

czwartek, 26 listopada 2020

Chorujesz? Zapłacisz za parking!

Chojnicki szpital przymierza się do uruchomienia płatnego parkingu, w sieci jest już dokumentacja przetargowa. Nie wiem co robi przedstawiciel wojewody - obecny - przy Radzie Społecznej, ale w mojej ocenie jest to tragikomiczna sytuacja, w której pacjenci mają płacić za parkingi przed szpitalem, dobrze wiemy ilu starszych ludzi - emerytów choruje, teraz jeszcze zapłacą za parking, zresztą wszyscy będziemy płacić. Widać, że dyrekcja szpitala nie ma nadal pomysłu na prowadzenie tej lecznicy. W szpitalu już trzeba płacić za oglądanie telewizji. Teraz będzie trzeba za parking, a za niedługo...no właśnie, za co? 

Wkrótce napiszę o sprawie więcej. 

wtorek, 24 listopada 2020

Jakość życia spada, opłaty rosną!

Chojniccy radni z ekipy burmistrza Arseniusza Finstera poparli dramatyczny pomysł podniesienia podatków lokalnych o 5%. 

Miasto zamiast myśleć o tym jak ulżyć mieszkańcom (na razie burmistrz ulżył tylko bliżej dla mnie nie ustalonym 21 podmiotom umarzając podatki od nieruchomości), myśli tylko o tym jak kontynuować normalną działalność nawet kosztem obywateli. To nic, że biznes lokalny siada i upada, czego dowodem są liczne apele sklepikarzy i innych handlarzy oraz przedsiębiorców innych branż do mieszkańców, aby ci pomogli im przetrwać. W tym samym czasie Miasto podnosi podatki. Czego jeszcze więcej trzeba, żeby jasno stwierdzić, że to są złe władze samorządowe? Burmistrz twierdzi, że nie miał innego wyjścia, a wzrost wpływów z tytułu podniesienia podatków to około 1 mln złotych. Suma śmiesznie nikła w kontekście wartości budżetu Chojnic. Warto więc zapytać - czy tego 1 mln nie trzeba byłoby wyciąg od ludzi, gdyby na przykład burmistrz podejmował dobre i racjonalne decyzje? Na przykład, moze nie było warto wydawać pieniędzy na nowe przedszkole samorządowe przy szkole nr 3? Może warto byłob zlikwidować Straż Miejską i na tym oszczędzić? Może warto byłoby znieść diety dla radnych na czas tej kadencji? Może warto byłoby wstrzymać chwilowo jakąś inwestycję, żeby dać ludziom przetrwać? Te 5% więcej, może oznaczać, że niektórzy nie zwiążą końca z końcem, a miasto zyska na siłę marny 1 milion złotych. Radni PiS w Radzie Miejskiej głosowali przeciwko podniesieniu podatków lokalnych - co uznaję za heroizm tej grupy, zwykle przyjmującej postawę obojętną wobec kluczowych zagadnień polityki miejskiej. 

Inną prawdą o tych działaniach może być to, że jednak ten 1 mln dla miasta to są obecnie wielkie pieniądze, bo stan kasy miejskiej jest w opłakanym stanie? 

niedziela, 25 października 2020

Cała prawda o chojnickim układzie

Burmistrz mówił wielokrotnie, że jedyny układ jaki ma, to ten z mieszkańcami - obywatelami Chojnic. Czy Chojnice są "w posiadaniu" układu politycznego, który nie wynika jednak z woli chojniczan? Co stoi za konfliktem na linii Janik - Finster? Jaką rolę odgrywają pieniądze lokalnych przedsiębiorców w karierach politycznych ludzi obozu władzy? Kim jest Leszek Bonna? Jak znalazł się w polityce? W jaki sposób Mariusz Paluch dostał się do polityki? Czym był wesoły "samochodzik Guzelaka"? Dlaczego burmistrz zakłócał protesty? Skąd wziął się pomysł na prywatyzację przedszkoli samorządowych? Dlaczego ludzie Finstera czczą Czerwoną Gwiazdę? Na czym polega partnerstwo miast? Z jakich przywilejów władzy korzystają lokalni samorządowcy? Jak układa się listy wyborcze do miasta i powiatu, i kto o tym decyduje? Dlaczego niektórzy zniknęli z lokalnej polityki? Czy tylko wybrani mają prawo prowadzić biznes w Chojnicach? Co wspólnego lokalna władza ma z handlarzami samochodów? Dlaczego Finster robił doktorat w Moskwie? Jaką rolę w utrzymaniu lokalnego układu władzy mają dawne koneksje z Służbami Bezpieczeństwa PRL? Dlaczego przewodniczącym Rady Miejskiej jest były ORMOwiec? Skąd w Chojnicach problemy ze znalezieniem pracy? Czy w Chojnicach istnieje mafia narkotykowa? Czy istniała mafia lekowa? Dlaczego miasto inwestuje w Chojniczankę? Co stało się w chojnickim hospicjum Bonny? Ile zarabiają chojniccy lekarze? Czy każdy poseł wpada w sidła chojnickiego układu władzy? Jak wyglądają kulisy chojnickich kampanii wyborczych? Dlaczego niektórzy radni stracili mandaty w Radzie Miejskiej? Jak obsadza się stanowiska kierownicze? Co wspólnego ma miejskie ciepłownictwo z prywatnym szkolnictwem wyższym? Jak wygrywa się przetargi? Dlaczego w Chojnicach nie ma opozycji? Czyje są media? Jak rozdaje się granty w mieście? Czy sekretarka burmistrza może decydować o budowie placu zabaw? Dlaczego mamy bezsensowne nazwy ulic? Dlaczego miasto weszło w konflikt z działkowcami? Ile przedszkoli trzeba zamknąć, żeby otworzyć jedno nowe? Czy ktoś powinien oddać pieniądze za zmarnowane projekty (Balturium)? Komu i dlaczego burmistrz udzielił umorzeń od podaktów? Czy chojnicka policja jest instrumentem w rękach lokalnego układu? Kto kupuje mieszkania komunalne z bonifikatą? Dlaczego w Chojnicach jest smog i kto dymi najbardziej? Skąd wzięły się apartamenty na chojnickim basenie? Czy ludzie władzy niszczą swoich przeciwników politycznych? Ilu chojniczan jest na emigracji? Dlaczego po remontach ulic jest gorzej niż przed nimi? Czy chojnicka prokuratura jest bezstronna, a sędziowie? Czy przy budowie dróg publicznych istnieje problem korupcji? Dlaczego po remontach dróg jest gorzej niż przed nimi? Jakie znaczenie dla karier mają koligacje rodzinne? Ile spółek Skarby Państwa jest w powiecie chojnickim? Czy bracia Kaczyńscy prowadzili interesy na ziemi chojnickiej? Czy chojnicki układ "trzęsie" sąsiednimi powiatami? Dlaczego białoruska telewizja emitowała programy o "chojnickiej rewizji historii II wojny światowej"? 

Kto właściwie rządzi miastem? 

Odpowiedzi na te i na wiele więcej pytań, znajdzie się w mojej nowej książce - która nie będzie książką naukową, ale literaturą faktu. 


Od kilku lat przygotowuję do wydania książką pt. Cała prawda o chojnickim układzie, do jej wydania finalnie przekonały mnie wydarzenia związane z chojnickim hospicjum i rozległą działalnością Leszka Bonny.