wtorek, 20 sierpnia 2019

Dlaczego nie ma chojnickiej Rady Seniorów?

Wiele rzeczy i spraw w naszym mieście rozumie się na opak. Jednym z kolejnych przykładów takiej sytuacji jest element tzw. polityki wobec osób starszych. Już wcześniej ustaliłem, że Miasto Chojnice polityki senioralnej nie posiada i nie prowadzi (tutaj).  

W 2013 r. ustawodawca wprowadził zapis do ustawy o samorządzie gminnym (art. 5 c), który pozwala na powołanie przez rady gminne rad seniorów. Rady seniorów mają co prawda tylko zadanie opiniodawcze i inicjatywne, ale w starzejącym się społeczeństwie demokratyczna reprezentacja seniorów przy Radzie Miejskiej, wraz z reprezentacją środowisk zajmujących się sprawami osób starszych i zjawiskami starzenia się społeczeństwa, mogłaby pozytywnie wpłynąć na jakość pracy Urzędu Miejskiego i stanowionego przez Radę Miejską prawa, co wydaje się być sprawą oczywistą. Co więcej, nowelizacja ustawy pozwala na powołanie rad seniorów przy jednostkach pomocniczych gminy, czyli w przypadku Chojnic przy Zarządach Osiedli.  

Do niedawna byłem przekonany, że taką właśnie Radę Seniorów już od lat mamy w Chojnicach. Wnioskowałem tak bazując na źródłach medialnych:

- doniesieniach, takich jak te: http://chojnice24.pl/artykul/19132/rada-seniorow-popiera-finstera/ , kiedy to Burmistrz Chojnic chwalił się poparciem jakie w trakcie kampanii wyborczej udzielała mu, rzekomo, chojnicka Rada Seniorów. 

Jak się jednak okazuje takiej Rady Seniorów w Chojnicach nie ma. Istnieje tylko z nazwy, formalnie bowiem Rada Miejska w Chojnicach nigdy nie powołała Rady Seniorów w Chojnicach, nigdy nie stworzono też statutu takiej instytucji, czyli wybrano ścieżkę pozornego działania, bowiem Burmistrz Finster publicznie występuje przecież w otoczeniu rzekomych rajców z Rady Seniorów. Jak się okazuje taka "Rada Seniorów" w Chojnicach, to tylko stowarzyszenie, którego powołanie nie ma nic wspólnego z ustawą o samorządzie gminnym i inicjatywą ustawodawcy dążącego do pobudzania integracji osób starszych ze wspólnotami lokalnymi. W mojej zaś opinii, jest to sprytny wybieg lokalnej władzy, która powołała być może w ten sposób "Radę Seniorów" bez korzystania z ścieżki formalno-prawnej. Tym samym istnieje "Rada Seniorów" będąca po prostu kolejnym środowiskiem zupełnie zależnym, jako stowarzyszenie, od lokalnej władzy. Nadal jednak jest to tylko stowarzyszenie, a nie Rada Seniorów przy Radzie Miejskiej. 

Stowarzyszenie Rada Seniorów z adresem przy Starym Rynku 1 w Chojnicach jest rzeczywiście wpisane w KRS: http://www.krs-online.com.pl/stowarzyszenie-rada-seniorow-krs-693412.html . Jaki charakter ma to stowarzyszenie najlepiej widać po jego składzie, a jest tam Janusz Paczkowski ("zasłużony": https://13grudnia81.pl/sw/form/r404080585,5327.html) czy nawet Kazimierz Ostrowski (http://polityka-chojnice.blogspot.com/2014/07/ludzie-finstera-cz-i-kazik-z-ormo.html).  Dzięki temu władza miejska z łatwością może budować w opinii publicznej przekonanie o posiadaniu poparcia dla swych działań przez "Radę Seniorów". Problem jednak w tym, że nie jest to odpowiednia i przewidziana przez ustawodawcę instytucja, która mogłaby występować w roli "Rady Seniorów" przy Radzie Miejskiej w Chojnicach, i ten stan spraw należy naprawić w ten sposób, żeby odpowiednią Radę Seniorów powołać. 

Poniżej prezentuję pismo z UM w Chojnicach potwierdzające moje powyższe ustalenia, Jednocześnie informuję, że skierowałem wniosek do Rady Miejskiej w Chojnicach o powołanie do życia rzeczywistej Rady Seniorów w Chojnicach, zgodnie z zapisami ustawy o samorządzie gminnym:







-

poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Błędne decyzje PiS

Dochodzi do paradoksalnej sytuacji w której PiS, będąc u szczytu swojej popularności podejmuje złe decyzje w sprawie list wyborczych. Tak się dzieje przynajmniej w naszym okręgu wyborczym. 

Pierwszy raz, od wielu lat, kandydatką do Sejmu RP w naszym okręgu nie będzie Dorota Arciszewska-Mielewczyk, która kandyduje do Senatu, ale poza naszym okręgiem. Zaś z okręgu do Senatu do którego zalicza się powiat chojnicki kandydatem do Senatu jest Dariusz Drelich, który nie dość, że w czasie nawałnicy w Rytlu w 2017 r. zasłyną niefortunnymi wypowiedziami, to dla Chojnic, literalnie, nie zrobił nic. Zresztą zupełnie przeciwnie do Doroty Arciszewskiej-Mielewczyk, która ponad dekadę wspierała różne lokalne inicjatywy w Chojnicach. 

Do tego dostajemy listę PiS na której nie ma nikogo, kto prezentowałby stanowisko nie tylko zgodne z linią patriotyczną, ale też i nikogo kto działałby rzetelnie na rzecz Chojnic. Mamy za to na liście PiS kandydatów, którzy jak poseł Mrówczyński słyną w Polsce z organizowania różańca, albo innych mniej lub bardziej płochliwych akcji skutkujących ogólną szyderą. 

W tych warunkach zmuszony jestem do kolejnego kroku politycznej apostacji z PiS. Już nie tylko nie jestem członkiem tej partii, ale też i nie znajduję ludzi godnych wsparcia w naszym okręgu wyborczym. Bo kogo mamy wspierać? Mrówczyńskiego, który stał się lokalnym baronem partyjnym, zupełnie oportunistycznie nastawionym wobec lokalnych układów władzy? 

Zresztą będąc w PiS byłem wielokrotnie odciągany od akcji społecznych przez innych posłów, choćby takich jak nieżyjąca Jolanta Szczypińska, która dzwoniła do mnie z prośbami-groźbami, abym nie organizował pewnej akcji społecznej związanej z kontrą wobec wystąpień antyrządowych w Chojnicach. Dlatego PiSu w tym układzie, w naszym okręgu, nie da się wspierać. Przetestowałem to empirycznie. Jest nadto wiele innych spraw, których PiS w Chojnicach z niewiadomych powodów, zresztą pod wodzą wszystko wiedzącego eks - dyrektora matematyka Mrówczyńskiego nie chce podjąć i nigdy nie podejmie. PiS w naszym okręgu, poza Gdynią, jest zupełnie oderwany od sfery społecznej, od społeczeństwa obywatelskiego i od realnych problemów życia codziennego i społeczności lokalnych. W Chojnicach PiS prezentowany jest przez aparatczyków partyjnych, którzy nigdy nie zmienią swoich postaw. 

Wspieram PiS jako partię władzy w Polsce. Niestety, nie mogę tego poparcia nijak przełożyć na głos w nadchodzących wyborach, bo w naszym okręgu nie mam na kogo oddać głosu, bo nikt z tej listy nie prezentuje sfery społecznej, ani nie dba o interesy lokalnych społeczności. Apeluję do wszystkich, którzy oddali na mnie głos w ostatnich wyborach, do wszystkich, którym na sercu leży dobro naszej małej ojczyzny, aby nie oddawali głosu na Aleksandra Mrówczyńskiego. Może znajdziecie kogoś innego na tej liście spośród kandydatów PiS, kto zyska Wasze poparcie, ale ja dotąd takiej osoby nie widzę. Odebrano nam po prostu dobrego reprezentanta, którym była Dorota Arciszewska-Mielewczyk, zawsze, tak jak to było w przypadku prywatyzacji chojnickich przedszkoli, realnie zaangażowana w sprawy chojnickie. 


środa, 10 lipca 2019

Odwołać Gąsiorowskiego!

[Ten tekst powstał rok temu, ale nie był dotąd przeze mnie publikowany, w związku z zakoczeniem postępowania wobec oskarżonego i wydaniem wyroku, uznałem, że bez uszczerbku dla całego procesu mogę swój artukuł opublikować. W czasie roku od czasu, kiedy pisałem niniejszy tekst światło dzienne ujrzały nowe fakty. Jedno w mojej opinii jest pewne, odpowiedzialność za efektywność działania PCPR ponosi dyrektor tej placówki, który winien ustąpić ze stanowiska oraz złożyć mandat radnego Rady Miejskiej w Chojnicach, ponieważ, w mojej opinii, poważnie zawiódł on pokładane w nim zaufanie].

Kilka miesięcy temu wybuchła poważna afera, związana z zarzutami molestowania seksualnego w jednym z Rodzinnych Domów Dziecka koło Chojnic (materiał video telewizji Polsat tutaj). Działalność takich instytucji podlega dozorowi Powiatowych Centrów Pomocy Rodzinie (te zaś podlegają starostom). Opozycja w Radzie Powiatu, nazwała ten skandal między innymi (cyt. za chojnice24.pl) "niewłaściwym nadzorem nad rodzinami zastępczymi" - rzekłbym - mało powiedziane. 

Pokrzywdzona kobieta (wówczas, w 2013 r., małoletnia dziewczyna) twierdzi, że była molestowana we wspomnianym Rodzinnym Domu Dziecka o którym jest mowa w materiale telewizji Polsat, a także w lokalnych mediach jako echo programu z Polsatu. Z jej wypowiedzi wynika, że o sprawie informowała Policję w 2013 r. O rzekomym przestępstwie wiedziała również Prokuratura Rejonowa w Chojnicach oraz pracownicy PCPR-u, w tym dyrektor tej instytucji Andrzej Gąsiorowski już w 2013 r. - tak przecież wynika ze słów i starosty oraz z tego co mówił dyrektor PCPR.

Do tych pierwszych aktów molestowania i bicia dzieci miało dochodzić już w latach 2011-2013 (tekst z "Gazety Pomorskiej" tutaj). Starosta chojnicki Stanisław Skaja publicznie przyznał na tej samej Radzie Powiatu w dniu 26 kwietnia 2018 r. na której wypowiadał się Andrzej Gąsiorowski, że wiedział o prowadzonych sprawach prokuratorskich, a warto wskazać, że w 2013 r. prawdopodobnie poszkodowana kobieta wycofała lub zmieniała swoje zeznania na temat molestowania, stąd efekty pracy prokuratury w 2013 r. po pierwszych sygnałach o molestowaniu były żadne. Jednak zwrócić należy uwagę, że sprawa była prowadzona w Prokuraturze Rejonowej w Chojnicach.

Na Radzie Powiatu w kwietniu 2018 r. starosta Skaja powiedział: "Ja, tylko mogę powiedzieć...o sytuacjach, o tym przypadku wcześniejszym [2013 r. - przyp. M.W.], gdzie była sprawa w sądzie. Nie wiem, której to dziewczynki było...o tym wiedziałem. Wiedziałem o tym...oczywiście, że tak". Gąsiorowski na tej samej sesji wtóruje staroście i mówi tak: "Musimy zacząć od roku 2013, bo od niego jakby to wszystko się zaczęło. W momencie kiedy ta dziewczyna została przejęta przez policję i złożyła stosowne zeznanie rodzina natychmiast została pozbawiona dzieci. Dzieci zostały interwencyjnie umieszczone w innych rodzinach zastępczych decyzją Sądu Wydziału Rodzinnego w Chojnicach. To nie była nasza decyzja bezpośrednio, myśmy poinformowali Sąd Rodzinny, a Sąd Rodzinny podjął taką decyzję wydając postanowienie, które myśmy wykonali. Przez ten czas organy ścigania policja i prokuratura badały tę sprawę. I to jest kwestia tygodnia, bo tak to wyglądało, w ciągu tygodnia otrzymaliśmy postanowienie z Sądu, że w związku z tym, że Prokuratura umorzyła tą sprawę dla dobra dzieci przywraca się ją do tej rodziny. To nie znaczy, że my odetchnęliśmy z ulgą, że nic się nie stało. Ta rodzina w dalszym ciągu była pod naszym nadzorem. I to takim zwiększonym". - Gąsiorowski opowiada w ten sposób o zdarzeniach, które miały ponoć miejsce w 2013 r.

Jak twierdzi w materiale Polsatu z 2018 r. poszkodowana, zeznania wycofała w 2013 r. w trosce o swoje rodzeństwo, które nadal przebywało w rodzinnym domu dziecka. Nie ukrywa również, że była nakłaniana do wycofania zeznań. Ostrzegano ją, że w sprawę zamieszane są osoby, które mają poważne wpływy i wszystko i tak zostanie zamiecione pod przysłowiowy dywan. 

Dla mnie znakiem zapytania są rzeczywiste działania podjęte przez chojnickie Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie i i dyrektora tej placówki Andrzeja Gąsiorowskiego w 2013 r. Z jednej bowiem strony, wiemy, że sprawa była w prokuraturze już w 2013 r., z drugiej wiemy, że prokuratury o sprawie nie informował ani starosta, ani chojnicki PCPR.

Obecnie radny miejski i nadal dyrektor PCPR, stwierdził na sesji Rady Powiatu 26 kwietnia, że instytucja którą kieruje zwiększyła działania kontrolne i pracę nad rodziną w której mieszkała pokrzywdzona dziewczyna. To ona w 2013 roku zgłosiła molestowanie.Gąsiorowski przyznał więc publicznie, że miał informacje w 2013 r.o tych "ciemnych rewelacjach", które później na skalę ogólnopolską ujawnia telewizja Polsat w 2018 r. Gąsiorowski twierdzi też, iż już po pierwszym zgłoszeniu o możliwych nieprawidłowościach w rodzinie, PCPR podjął działania takie jak: przydzielenie specjalnego koordynatora tej rodzinie, a nadto rozmowy psychologa z dziećmi (dowód na te słowa stanowi zarówno zapis sesji Rady Powiatu jak i materiały prasowe, jak tutaj z chojnice24.pl). Niestety, ale osoba, która była już w 2013 r. wskazana jako seksualny dewiant, przez kobietę przebywającą w tej rodzinie, została aresztowana dopiero w 2017 r., a po 2013 r. też rzekomo doszło do kolejnych już wcześniej zarzucanych aktów seksualnych i bicia. Czy doszłoby do tej tragedii i traumatycznych przeżyć młodej dziewczyny i innych nieletnich, gdyby PCPR podejmował w 2013 r. i później działania o których mówił publicznie Gąsiorowski? Dlaczego wówczas nie rozwiązano Rodzinnego Domu Dziecka, który jak wynika z dzisiejszych informacji nie istnieje już. Wydaje się że takie kroki należało podjąć natychmiast. Czy w związku z tym zaniedbano obowiązki służbowe i konieczne procedury w tym przypadku? 

W świetle dokumentów, które uzyskałem od Mariusza Janika powstają kolejne pytania. Dlaczego Mariusz Janik interesował się tymi sprawami, po prostu - bo ktoś mu zgłosił taki problem w 2013 r., jak mówi Janik, ktoś zgłosił się o pomoc w tej sprawie do niego w tamtym czasie. Słowa Gąsiorowskiego z zarówno z 2013 r. (na piśmie) i z 2018 r. na sesji Rady Powiatu wydają się budzić wiele wątpliwości. Wynika z  tych dokumentów, że Gąsiorowski w listopadzie 2013 r. twierdził zgoła co innego niż w 2018 r.

Wtedy, w 2013 r., kiedy już sprawa była zgłoszona na policji przez rzekomo molestowaną dziewczynę, Gąsiorowski odpowiada Janikowi, że do PCPR nie trafiły żadne informacje o przypadkach przestępstw seksualnych w podległych Jemu placówkach w latach 2000-2013. Natomiast jak wynika z zapisu sesji Rady Powiatu i z mediów Gąsiorowski zapewniał, że PCPR w 2013 r. podjął wszelkie konieczne działania i objął tą rodzinę specjalnym, powiedzmy "nadzorem". 
I co myśleć o tym wszystkim w kontekście przywołanych i prezentowanych przeze mnie teraz informacji i znajdujących swoje potwierdzenie w poniżej prezentowanych dokumentach?

Niestety podobna sprawa jest ze starostwem powiatowym w Chojnicach. Starosta bowiem w 2018 r. deklarował, że wiedział o postępowaniach prokuratorskich w sprawie i mówi, że wiedział też o tym pierwszym postępowaniu, więc z 2013 r., a co ciekawe w piśmie z 2013 r. starostwo stwierdziło, że w tej właśnie rodzinie, która stanie się "bohaterem" programu Polsatu w 2018 r., w 2013 r. żadnych nieprawidłowości nie stwierdzono?!? Jeśli byłaby to prawda, to dlaczego miałby PCPR przeprowadzać dodatkowe działania z rodziną, o których to słownie na sesji Rady Powiatu w 2018 r. zapewniał Gąsiorowski, iż były one podjęte w 2013 r? Jak już wiadomo w 2013 r. podobną linię jak starostwo prezentował PCPR - żadnych przestępstw seksualnych PCPR nie odnotował w podległych placówkach, a starostwo nie dopatrywało się w tym czasie żadnych nieprawidłowości w rodzinie, która prowadziła niesławny Rodzinny Dom Dziecka - tak wynika z pism. Obecnie jednak buduje się taki obraz, że podjęto wszystkie możliwe działania, a jednak do tragedii prawdopodobnie i tak później doszło. Czy tylko mi się wydaje, czy rzeczywiście coś w tej sprawie się nie klei? 

Dyrektor PCPR powinien zostać odwołany ze stanowiska przez starostę chojnickiego zaraz po ujawnieniu tego skandalum już w 2013 r.! Oczywiście dyrektor PCPR, ten czy inny, nie będzie mógł być osobiście odpowiedzialny za akty molestowania w placówkach w których przebywają nieletni, ale taki jest cel działalności PCPR i jej dyrektora, aby nadzorować takie placówki i działać bez zbędnej zwłoki.

To on musi tworzyć i nadzorować warunki przeciwdziałające występowaniu takich aktów. W tym względzie, instytucjonalnie, PCPR i Gąsiorowski ponieśli porażkę w mojej ocenie. Ponadto warto, aby zarówno starostwo jak i odpowiednie organy wzięło pod wzgląd w obecnie prowadzonych postępowaniach poniższe pismo z PCPR z 2013 r. z którego wynika, że dla PCPR-u w 2013 r. w listopadzie żadnego przestępstwa seksualnego w rodzinnych domach dziecka na terenie powiatu się nie dopatrzył. Dziwne prawda? Przecież Gąsiorowski sam przyznał na Radzie Powiatu w 2018 r., że po sygnałach o nieprawidłowościach wskazaną rodzinę objęto specjalnym "nadzorem", wysłano psychologów, itd. Są tutaj więc dostrzegalne pewnie nieścisłości - jak to bowiem jest możliwe, że sprawa o której jest głośno w 2018 r. w zasadzie jakby nie istniała dla urzędników w 2013 r., choć działa się właśnie na przestrzeni lat 2011-2013 jak twierdzi rzekomo poszkodowana?

Najważniejsze zaś jest to, że sam PCPR w latach 2010-2013, nigdy nie zgłaszał żadnych przestępstw seksualnych do prokuratury i to uważam jest "gwóźdź programu", bo skoro Gąsiorowski publicznie twierdzi, że w 2013 r. były sygnały o molestowaniu i problemach w tej rodzinie, na kanwie czego powstał materiał Polsatu, a PCPR podjął działania, to dlaczego sprawy PCPR nie skierował do prokuratury już w 2013 r.???

Czy w świetle pism ze Starostwa Powiatowego w Chojnicach oraz z PCPR w Chojnicach starosta Stanisław Skaja oraz radny miejski z Chojnic i zarazem dyrektor PCPR w Chojnicach Andrzej Gąsiorowski mówili całą prawdę o działaniach podległych im instytucji, i ich własnych w czasie sesji Rady Powiatu Chojnickiego w dniu 26 kwietnia 2018 r.? Z pism, które publikuję, wynika przecież, że żadnych nieprawidłowości w tej rodzinie nie odnotowało starostwo powiatowe w Chojnicach...co w świetle dzisiejszej wiedzy powinno budzić nasze zdziwienie.

Zapis audio z tej Rady Powiatu Chojnickiego jest tutaj.

1. Pisma z PCPR w Chojnicach z 2013 r. z podpisem dyrektora tej instytucji, czyli Andrzeja Gąsiorowskiego:

2. Pismo w sprawie ze starostwa powiatowego w Chojnicach.






Taktyka i strategia Chojnice 1939

Jest wiele tematów, które wymagają opracowania, jak choćby raport o stanie gminy miejskiej Chojnice. Choć dawno po sesji, to warto będzie ukazać ten dokument w krytycznym świetle, bo dotąd nikt tego analitycznie nie dokonał, a przedstawione uwagi opozycji uważać trzeba za zbyt pobieżne dla rozumnego objęcia spraw miejskich.

Tymczasem, chciałbym Was zainteresować...planszową grą strategiczną, którą wyda Taktyka i Strategia. Jest to gra BlitzKrieg 1939 "Guderian", a w niej, z tego co widzę na mpach jakie publikuje wydawca, i z żetonów gry, będzie możliwość symulacji walk 1 września z ziemi chojnickiej. W tym i obrony Chojnic, walki pod Krojantami, itd. Zapowiada się więc prawdziwa gratka dla lokalnych strategów i miłośników historii. 

Dlatego serdecznie już dziś polecam Waszej uwadze stronę i FB producenta gry, bo gra wychodzi o 4.45 w nocy 1 września, symbolicznie na 80. rocznicę wybuchu II wojny światowej! 

piątek, 28 czerwca 2019

W ratuszu nieźle płacą

Interesując się zagadnieniami lokalnego rynku pracy, nie można pominąć sytuacji u jednego z największych chojnickich pracodawców, czyli w chojnickim Urzędzie Miejskim. 

Jak się okazuje wynagrodzenie w ratuszu jest na relatywnie wysokim poziomie w stosunku do tego, jakie uzyskuje się na terenie miasta (ok. 3500 zł brutto średnio miesięcznie wg portalu polskawliczbach.pl) czy powiatu chojnickiego. 



wtorek, 25 czerwca 2019

Śmierć demokracji i narodziny mini-PRL

Od lat utyskuję na niskie zaangażowanie społeczne w Chojnicach i wielokrotnie diagnozowałem przyczyny takiego stanu rzeczy. Jednak dopiero upadek idei ruchów miejskich w Chojnicach, takich choćby jak PChS oraz niezależnych od władzy lokalnej stowarzyszeń doprowadził mnie do smutnego wniosku, że oto doczekaliśmy się realnych owoców - empirycznych dowodów - na stan rzeczy do którego dążyła władza lokalna. To znaczy, władza lokalna dążyła do objęcia swoimi wpływami i zależnością wszystkich środowisk, inicjatyw społecznych oraz likwidacji społecznej sfery autonomii, która mogłaby zaburzyć proces autorytarnego wdrażania decyzji politycznych w życie w postaci uchwał i innych aktów o randze prawa miejscowego. W ten sposób ośrodek w ratuszu zmonopolizował przestrzeń publiczną. Choć władza wygrała ze stroną społeczną, to w długiej perspektywie rachunek tej przegranej, nie bitwy, ale przegranej wojny zapłaci lokalna społeczność. 

Chojnice przypominają mi obecnie taki mini-PRL. Pojawiło się względne wrażenie stabilizacji, nie ma wrażenia sprzeciwu, rzeczywiste problemy społeczne i gospodarcze są zamiatane pod dywan, władza to krąg zamknięty, nad prawdę wyżej ceni się lojalność w kłamstwie, nie ma społecznych głosów sprzeciwu. Powstała iluzja, która będzie niosła wysokie koszty społeczne. 

Swoistym symbolem tego stanu rzeczy jest zejście ze sceny Mariusza Brunki, nie ważne z jakich przyczyn, ważne jest to, iż jest to znak zmiany priorytetów samego Brunki, który przecież sam kreował siebie na symbol zmian i oporu społecznego. To jest koniec pewnej epoki, trwającej około dwóch kadencji, epoki w której najpierw wzrastało i później wygasało społeczne ogniwo zdolne wzniecić ducha obywatelskości w chojniczanach. Pozostał popiół, z którego niestety nie wzniesie się Feniks odnowy z logiem PiS na skrzydłach. 6 radnych PiS w Chojnicach przeplata swoją działalność kompromitacją i trywialnośćią. A to wojny ideologiczne, a to religijne, zero realnych i ważnych propozycji. Brak prób realizacji i kreowania własnego programu, można odnieść wrażenie, że to koncesjonowna przystawka włodarza Chojnic. 

Efektem tej śmierci będzie kryzys i społeczna próba wyjścia z kontrą, ale na razie to społeczność Chojnic musi przejść czas próby i doświadczyć tego, czego doświadczali liderzy opozycji. Autorytarny styl rządzenia w świecie lokalnym niepodważalnie wiąże się z kategorią strachu i siły. Właśnie to strach przed użyciem siły skutecznie zniechęca, nikłe na razie, chęci konfrontacji z władzą lokalną. Strach przed represjami władzy samorządowej jest głównym czynnikiem zniechęcających chojniczan do sfery publicznej i aktywnego udziału w życiu samorządu

Skutki tego stanu rzeczy można obserwować w zerowej frekwencji na zebraniach osiedlowych, zerowym zainteresowaniu konsultacjami społecznymi i zerowym zainteresowaniu do wystąpienia liderów społecznych i politycznych w czasie absolutorium. Jest to jednak rzekomy brak zainteresowania, bowiem jest ono, ale na razie pod płaszczem strachu przed prześladowaniami. Przed rozprawami sądowymi za jedno nieopatrznie wypowiedziane słowo, czy za jedną niepoprawną ideę. Władza lokalna osiągnęła swój cel. Jest sama na polu. Jednak polityka to nie pole walki, to przestrzeń dialogu i walki ideowej, koncepcyjnej. Nasza władza lokalna będzie się musiała teraz konfrontować z najgroźniejszym wrogiem na każdej scenie politycznej - z milczeniem, brakiem publicznego zainteresowania, alienacją społeczeństwa od ratusza, a to będzie prowadzić do powolnego procesu delegitymizacji i upadku. Dla osób wierzących w zmianę, teraz nastał czas w którym nie powinni robić nic, poza obserwacją i inwestowaniem w rozwój osobisty, tak aby być gotowym, jeśli będą mieli taką wolę do udziału w społecznym i miejskim fermencie z którego na pewno wyłoni się to co będzie rozpoznane jako nowe. Zaduch PRL, ciepła woda w kranie, grill, a nawet wyloty do Egiptu, zaczną nudzić chojniczan wcześniej niż można to sobie wyobrażać. 

sobota, 22 czerwca 2019

Ptasi gaj

Nie zdołałem przybyć na konsultacje społeczne prowadzone w chojnickim ratuszu w sprawie zagospodarowania Wzgórza Ewangelickiego, ale przed konsultacjami rozmawiałem z osobami, które na pewno na konsultacjach były. Niestety w prasie lokalnej nie znalazłem dotad żadnych relacji z przebiegu spotkania. 

Od lat lokalna społeczność zastanawia się jak wypędzić te "wredne" gawrony ze Wzgórza Ewangelickiego. Uważam taką postawę za zgoła błędną. To taki nasz problem mentalny, ze wszystkim chcemy walczyć. W mojej opinii najlepszym rozwiązaniem byłoby stworzenie w tym miejscu ptasiego gaju, ściągnięcie części ścieżek, które są między drzewami i w jakimś stopniu zamknięcie terenu w ten sposób, że stałby się mało przystępny. 

Populacja gawrona w Chojnicach, jak dowodzą biolodzy, a czytałem artykuły naukowe o tym zagadnieniu, jest prawdopodobnie drugą największą taką populacją na Pomorzu. Ptaki te poza tym, że stołują się na ZZO Nowy Dwór, to wykonują także wiele pozytywnej pracy w ekosystemie w którym się znajdują. Dlatego warto przestać walczyć z naturą. 

czwartek, 6 czerwca 2019

Lewy czerwcowy

Uraz. 

Tak mógłbym streścić moje wrażenia wobec obchodów jakie zorganizowali lokalni samorządowcy wobec czerwca 89. 

Nie dość, że organizatorami byli ci, którzy na plecach komunistów doszli do władzy, to jeszcze obchody miały iście polityczny wymiar, bo poza jednostkami nie zaproszono żadnych środowisk przeciwnych na linii politycznej obecnej władzy, ale jednak będących zwolennikami zmian czerwca 89. 

Sprawę odbieram wręcz osobiście, poświęciłem bowiem nie mało czasu, bo ok. 2 lat, na napisanie książki Chojnicki czerwiec '89. Jakoś nikt wcześniej, ani Miasto, ani ci mecenasi miejscy sztuki, nauki i kultury, tematyki tej nie podejmowali. Niestety, jako persona non grata, nie otrzymałem nawet zwyczajnego zaproszenia na imprezę upamiętniającą te wydarzenia. Co przyznam traktuję jako poważny afront. Poza tym, drobnym faktem, władze nie zaprosiły też nikogo z ludzi czerwca 89, ani z "Solidarności" okresu 1980-1981, kto jest krytyczny wobec lokalnej władzy, co też uwłacza idei przemian, które się dokonały w Polsce w ostatnich trzech dekadach. 

Warto może wspomnieć, że moja książka znajduje się nawet na stronach Archiwum Przełomu - jedynej instytucji poświęconej transformacji ustrojowej, która dokonywała się w latach 1989-1991. Dla lokalnych włodarzy nie ma to znaczenia, bo wygrywają uprzedzenia przed merytorycznymi przesłankami i rzeczywistą pracą. Podsumować można to tak - środowisko nasze dostało "lewego czerwcowego" 5 czerwca 2019 r.  od lokalnej władzy. 

Wszystkim, którzy jeszcze nie poznali arcan wydarzeń z czerwca 89 na ziemi chojnickiej polecam elektroniczną wersję mojej książki: https://www.academia.edu/33703837/Chojnicki_czerwiec_89._Studium_lokalne_fali_uderzeniowej_procesu_demokratyzacji_M._Wa%C5%82doch_Chojnice_2017_ss._182

Książka ta 8 czerwca będzie dostępna, w wersji drukowanej, w czasie obchodów realizowanych przez Związek Solidarności Polskich Kombatantów w Chojnicach. Zapraszamy tego dnia na godz. 11.00 do Chojnickiego Centrum Kultury. 


sobota, 25 maja 2019

Liberalizm urojony

Nasz burmistrz lubi powtarzać, że jest liberałem. Tym wpisem chciałbym Państwu, jak i Burmistrzowi, wskazać, jak bardzo błędne jest twierdzenie o liberalizmie Arseniusza Finstera.

Najpierw należy wskazać czym liberalizm jest, a jest to ideologia polityczna. Cechuje ona osoby o określonych postawach politycznych i sprzyjaniu wartościom, takim jak: społeczeństwo otwarte (obywatelskie), uznanie zasad demokracji w życiu publicznym, uznanie wolności jednostkowej i ducha indywidualizmu, krytyczne stanowisko wobec wartości wspólnotowych (antysolidaryzm), sprzyjanie wolnemu rynkowi i własności prywatnej, odejście od dogmatów wiary na rzecz praw rozumowych, znajdujących racjonalne uzasadnienie. Ponadto liberalizm to otwartość na inność, uznanie dla zupełnej swobody ekspresji myśli i poglądów. Uznać więc można, że liberalizm oznacza pewne ułożenie stosunków społecznych w różnych obszarach życia - społecznego, gospodarczego, politycznego. Liberalizm przesiąknięty jest ideami ducha oświeceniowego, o czym w zasadzie rzadko się pamięta utożsamiając ten nurt często zaledwie z postulatami wolności gospodarczej. Po II wojnie światowej, po okresie kryzysów paliwowy lat 70. dominować począł neoliberalizm wyrosły na ideach Miltona Friedmana, który w zasadzie uprzedmiotowił i utowarowił nie tylko rzeczy, usługi, ale i ludzi. Teraz już wiemy czym jest liberalizm. Skonfrontujemy, więc model liberalizmu z praktyką polityczną Burmistrza Miasta Chojnice. 

I. Liberalizm gospodarczy. 

Tutaj szczególnie rzuca się w oczy kilka przykładów rzekomego liberalizmu włodarza Chojnic. Zaliczyć do nich należy: oddanie lodowiska bez konkursu wskazanej firmie prywatnej; nie tak dawne umorzenia podatków od nieruchomości dla wielkich przedsiębiorstw w Chojnicach; zlecanie podmiotom publicznym zadań, które z powodzeniem mogłyby realizować przedsiębiorstwa wolnorynkowe; transferowanie wysokich kwot na działalność Chojniczanki; tworzenie projektów kosztochłonnych za środki publiczne z udziałem środków z UE (baszta w fosie to idealny przykład). Mam też wrażenie, że Burmistrz zbyt osobiście angażował się w lobbowanie określonych podmiotów życia gospodarczego w przeszłości. Burmistrzowi bliżej do mieszanki postaw socjal-neoliberała, niż do liberalizmu gospodarczego. Uznać można, że gdzie to możliwe tam lokalna władza ingeruje w wolny rynek - gdyby władze były tak liberalne, za jakie się podają, dawno zlikwidowałyby taki choćby ZGM, gdzie ludzie płacą dekadami za mieszkania. Taki ustrój gospodarczy jaki panuje w Chojnicach jest najgorszym z możliwych - tam gdzie można zyskać głosy tam króluje socjalizm. Tam gdzie można byłoby wzbogacić ludzi, tam nie można bo króluje za zgodą władz neoliberalizm. W formie pośredniej koszty takich postaw ponoszą mieszkańcy. W mojej opinii, paradoksalnie, polityka miejsca niszczy nawet III sektor, bo z jednej strony angażując się w sferę wydawniczą napędza koniunkturę rynku - rzekomo dbając o kulturę - ale jednocześnie stara się przejąć władzę symboliczną nad tą przestrzenią wygrywając kapitałem z narracją małych stowarzyszeń i samodzielnych twórców. Takie odgórne niszczenie inicjatyw oddolnych. Być może Burmistrz czuje się liberałem gospodarczym, ale w praktyce rządzenia jest socjalistą i neoliberałem gospodarczym. Sprzeczne to, ale możliwe na gruncie majątku publicznego. 

II. Liberalizm polityczny - uznanie dla pluralizmu. 

Uznania dla pluralizmu politycznego nie było za tych rządów w Chojnicach nigdy. Nie będę się rozpisywał - ale liczne procesy, a między innymi o zagłuszanie protestów społecznych przez władzę miejską są najlepszym dowodem lokalnego pluralizmu politycznego. Pluralizm jest jedynie wtedy popularny w Chojnicach, kiedy ktoś nastaje na poglądy i linię miejskiej władzy. Wtedy podnoszą się głosy potrzeby tolerancji i uznania dla poglądów politycznych - ale tylko tych wyrażanych przez lokalną władzę. 

III. Liberalizm obyczajowy. 

Kolejna sfera podwójnych standardów. Publicznie deklarowana neutralność światopoglądowa ugina się pod ciężarem praktyk - dawniejsze noszenie krzyża na procesjach Drogi Krzyżowej, oficjalny udział we wszystkich ważnych uroczystościach liturgicznych, publiczna walka z rzekomym satanizmem (case Vadera). I zderzenie z tym - lobbowane za finansowanie miejskim dla in vitro! Skarżenie do sądów wolności ekspresji i poglądów innych pod rzekomym i jakże tendencyjnie wytartym zarzutem o szerzeniu mowy nienawiści. Powiem tak, ci którzy mają odwagę walczyć z ideami zabijania dzieci - SŁOWEM - są większymi liberałami niż Burmistrz, który odmawia im prawa do publicznego wyrażania stanowiska. Wygląda to tak, że liberalizm obyczajowy ma swoje ściśle określone granice i obowiązuje chyba jedynie w przestrzeni prywatnej, bowiem w publicznej Burmistrz liberałem na pewno nie jest. Niestety w tym względzie bliżej mu do bigota, aniżeli do liberała. 

Chciałbym, aby burmistrz Chojnic był obyczajowym liberałem, politycznym demokratą i gospodarczym wolnościowcem posiadającym resztki zmysłu o konieczności ponoszenia odpowiedzialności społecznej przez gminę. Niestety, takiego burmistrza nie mamy. Burmistrz mówiąc, że jest liberałem, daje dowód definicji pustego słowa. Niestety, wielu wyborców na ten rzekomy liberalizm Burmistrza nabrało się niejednokrotnie. 

sobota, 18 maja 2019

Powiało bigoterią!

W Chojnicach powiało bigoterią. Zespół Vader nie zagra w na festiwalu Inter Tony. Pełne informacje podało o tym Radio Weekend: https://weekendfm.pl/?n=78204&fbclid=IwAR2pSE9ESozmIdE9cGypeMX9iZ1RC_nLQt9s6vDP-wHIEIkU-z3QIzvA15c

Mam w tej sprawie swój komentarza, który zamieszczam poniżej, a jeszcze pod nim wklejam treść listu jaki wysłałem na skrzynkę Burmistrza Miasta Chojnice. 

Obecnie przeszkadza Vader, za chwilę będzie to pewnie Metallica, potem zablokują w Chojnicach dostęp do Black Sabbath  Lokalna władza goni w piętkę. Z jednej strony pieniądze na in vitro, z drugiej blokada dla występów Vadera w mieście i to ze strony Burmistrza określającego się jako "liberał" (dodam fakt obiektywny: liberał o postawach postkomunistycznych). Zabawne jest to, że i tak Burmistrz sponsoruje stypendia muzykom z Chojnic będącymi wykonawcami tego gatunku (death i thrash metal).
Narzuca mi się od razu taka analogia do czasów PRL, jak to władza chcąc gdzieś skanalizować kontestację młodzieżową pozwoliła na Jarocin i inne koncerty. Widać w Chojnicach zaczynamy się ścierać z "zamordyzmem kulturowym", bo i koncertować nawet nie wolno.
I na koniec. Wcale nie jestem fascynatem Vadera, ani Black Sabbath, choć lubię bardzo mocne dźwięki gitar. Problem jednak polega na tym, że kultura staje się elementem instrumentalnej wojny politycznej i rozgrywki o wpływy Burmistrza w świecie organizacji katolickich. Tym jednym, zdaje się na razie może, że nie istotnym ruchem, Burmistrz Chojnic przesunął się z pozycji liberała-postkomunisty na pozycję post-ZChN-u, i to jest naprawdę zabawne. To w ciągu 21 lat rządów Burmistrza jest chyba najbardziej groteskowy ruch, oddający najpełniej koniunkturalizm, którego się chwytał wielokrotnie. Blokowanie ekspresji kończy się zawsze jeszcze wyższym poziomem agresji, i sympatii dla "wykluczonych". Dlatego jest to błąd. Jeśli środowiska katolickie chciały walczyć o "dusze" w Chojnicach, to zamiast blokować Vadera, należało zaprosić tego dnia do Chojnic równie głośną gwiazdę kultury chrześcijańskiej i też wziąć na to pieniądze publiczne!
Rozumiem niepokój środowisk katolickich, ale na ten koncert ministranci i tak by nie poszli, a tylko ci, jak wskazują środowiska katolickie "sataniści", więc dlaczego nie mają oni prawa do tego koncertu, skoro także płacą podatki, a sam koncert jest artystyczną formą ekspresji nie związaną z nastawaniem na żadne symbole religijne?!?

Miasto finansuje in vitro, finansuje różne kontrowersyjne wydarzenia, jak choćby "dyskoteka pod gwiazdami", nikomu to wtedy nie przeszkadza. Miasto łoży miliony na piłkarzy, którzy nikomu w Chojnicach nic nie dali w sferze kultury. Jakoś też nie pamiętam, żeby organizacje katolickie wzięły w publiczną obronę dzieci z rodzinnych domów dziecka, gdzie dochodziło do dramatycznych sytuacji, co potrafiły pokazać ogólnokrajowe media! W chojnickich lokalach dochodzi do dantejskich scen, jakoś środowiska katolickie tematu nie podnoszą. W sprawie występu Vadera, górę wzięły uprzedzenia i stereotypy, a efekt będzie odwrotny do zamierzonego. Z pewnością dla środowisk katolickich Vader i zespołu tego gatunku muzycznego są przedstawicielami cywilizacji śmierci, ale z kolei dla tych środowisk Kościół jest przedstawicielem także takiej właśnie cywilizacji. Problem polega na tym, że jeśli zaczniemy ograniczać występy i działania jednych, to powstaje pytanie, jakie prawo do tej ekspresji mają inni? W Chojnicach środowiska katolickie nie protestują, ani księża nie protestują, kiedy Burmistrza kłania się i składa kwiaty mordercom Polaków - czerwonoarmistom, ale jak przyjeżdża Vader, to uruchamia się wszelkie możliwe instytucje i naciski, aby wywrzeć presję na władzy świeckiej. Żałosne! Opowiadam się za szacunkiem dla wszystkich grup społecznych, które nie nastają swoimi postawami na innych, które nie niszczą, a tworzą i ubogacają kulturę, nawet poprzez kontrkulturowe postawy i zachowania. 

Jeśli w jakiejś bliższej lub dalszej przyszłości, w końcu, uda się mieć wpływ decydujący na bieg spraw publicznych w Chojnicach, to deklaruję, że w Chojnicach w których będę rządził zagra każdy artysta muzyki heavy metal, trash, a nawet death metal! Podobnie jak zagrają z publicznym wsparciem Arka Noego, zespoły gospel, itd. 


Szanowny Panie Burmistrzu,

Jako obywatel, wyrażam swój protest i oburzenie dla blokady jaką założył Pan na występ zespołu Vader w Chojnicach. Pomimo tego, że nie jestem fascynatem tej muzyki, to krytycznie oceniam takie postawy, które ograniczają formy ekspresji artystycznej. Dziwię się też, że ulega Pan presji środowisk, które same korzystają z pełni wolności słowa, zrzeszania się, itd. Natomiast tej wolności odmawiają, z przyczyn czysto stereotypowych, innym grupom społecznym. 

Przypięcie łatki satanizmu wobec twórców muzyki tego formatu jest afrontem nie tylko wobec miłośników tego gatunku, ale także, chyba, wobec wszystkich otwartych umysłów. 

Proszę, aby rozważył Pan zmianę swej decyzji. Vader to zespół znany na całym świecie, Pana decyzja przysparza złego obrazu Miastu. Na pewno powodował się Pan dobrymi intencjami, ale pod namową ludzi żyjących stereotypem. Taką decyzję może Pan zmienić i dopuszczenie Vadera do koncertu będzie in plus dla Miasta i jego społeczności, nikomu to krzywdy nie przyniesie. Zresztą finansuje Pan z budżetu stypendia dla muzyków, którzy i tak publicznie grają Vadera, więc nie ma w tym i konsekwencji. 

Nie twórzmy obrazu Chojnic jako siedliska wstecznictwa, bo i tak w mediach krajowych mamy złą passę. 


Z pozdrowieniami,
Marcin Wałdoch

poniedziałek, 13 maja 2019

Spotkanie z europoseł Anną Fotygą

Szanowni Państwo,

W imieniu Stowarzyszenia Arcana Historii i swoim własnym, zapraszam na spotkanie z europoseł Anną Fotygą, które odbędzie się 20 maja (poniedziałek) o godz. 17.00 w CEW (stare młyny) przy ul. Piłsudskiego 30 a.

Europoseł Anna Fotyga, dba przede wszystkim o interes Polski w ramach UE. W mojej perspektywie do najważniejszych działań Anny Fotygi w ostatniej kadencji należały: działalność w Podkomisji Bezpieczeństwa i Obrony oraz aktywność w ramach Komisji Spraw Zagranicznych oraz Komisji Gospodarczej i Monetarnej. Do najgłośniejszych chyba podjętych przez europoseł Annę Fotygę kwestii zaliczyć należy próby przeciwdziałania wpływom rosyjskim w UE, godzącym też w pozycję Polski oraz ubieganie się o sprzedaż w Polsce artykułów tej samej jakości, w marketach wielkopowierzchniowych, jak i w marketach niemieckich czy francuskich, w Niemczech i we Francji. 

Zapraszamy na interesujące spotkanie z jedną z najbardziej aktywnych i doświadczonych polskich polityków.

piątek, 26 kwietnia 2019

Umywanie rąk

Miasto Chojnice w zelockim zapale zgłasza prawdopodobne naruszenia prawa w chojnickim przedszkolu nr 9. To nic, że Miasto Chojnice samo narobiło sobie piętrzących się kłopotów z system przedszkolnym. Oczywiście, niestety, to sam Burmistrz jest autorem i propagatorem pomysłów, które doprowadziły do całkowitej prywatyzacji wszystkich przedszkoli w mieście. Co się po drodze tej prywatyzacji, to ciężko opisać, warto jedynie zauważyć, że był to proces wielce bulwersujący i miał swe ostre zakręty, a Burmistrz to i promował do własności ostatniego przedszkola ludzi zgoła nierozsądnych. Chciałbym coś dobrego napisać o działaniach Burmistrza w tym kontekście, ale jak? Skoro fakty temu przeczą. 

Dziś o skandalu w chojnickim przedszkolu głoszą wszystkie media w Polsce, ale ratusz skutecznie umywa ręce od wszystkich przedszkolnych problemów, a to przecież władze miejskie rozregulowały cały system przedszkolny, niestety przy aplauzie albo i biernej zgodzie ówczesnej opozycji w Radzie Miejskiej: https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2019-04-26/rodzice-skarzyli-sie-na-przedszkole-w-chojnicach-dyrektor-rozwiazala-grupe/?ref=kafle&fbclid=IwAR1rwba8G4Y2wJGegIzN1La9KGCRRhIRxp6Vmy1cPnJfPR7R-UHg4pWFH2M


Przypomnę więc, jaką rolę w tym procesie odegrała strona społeczna w Chojnicach, przede wszystkim Stowarzyszenie Wspólna Ziemia i Stowarzyszenie Arcana Historii, które jako jedyne podmioty społeczne dostrzegły problem w prywatyzacji ostatniego przedszkola w Chojnicach, w którym obecnie wybuchł skandal: https://polityka-chojnice.blogspot.com/2015/10/przeciwko-prywatyzacji.html

W tej sprawie jest jeszcze dodatkowy epizod, Arseniusz Finster gwarantował publicznie, że kładzie głowę pod topór za dobrą opiekę nad dziećmi w sprywatyzowanym przedszkolu nr 9, warto o tym poczytać i zapytać Pana Burmistrza czy tę głowę, oczywiście w politycznym sensie położy pod topór:
https://pomorska.pl/prywatyzacja-przedszkola-nr-9-burmistrz-chojnic-spotkal-sie-z-rodzicami/ar/7244760  Obecnie zaś Burmistrz występuje w roli adwokata rodziców, można rzecz wobec katastrofy, której gwarantował swoją głową uniknąć...jakie to pokrętne, a pamięć rodziców i obywateli Miasta, jaka krótka...

Panie Burmistrzu, ja Pana proszę, żeby Pan oficjalnie i uroczyście przyznał, że popełnił Pan błąd prywatyzując chojnickie przedszkola i żeby Pan osobiście przeprosił rodziców i zagwarantował teraz dzieciom, wyrzuconym z przedszkola opiekę. 

Molestowanie moralne

Obserwowałem przebieg strajku nauczycieli (?), wczoraj na Starym Rynku w Chojnicach. Pierwszy problem tkwi w tym, że nie był to strajk samych nauczycieli, ale wspierały ich dwie inne grupy - władze samorządowe, był tam przecież i wypowiadał się Burmistrz Miasta, ale i niestety uczniowie chojnickich szkół. Wychodzi na to, że nawet swojego własnego strajku nauczyciele nie potrafią samodzielnie przeprowadzić i muszą mieć wsparcie zewnętrzne. 

Będę podtrzymywał to o czym wielokrotnie pisałem, nauczyciele posiadają w takich społecznościach jak chojnicka i tak wielką przewagę nad innymi grupami zawodowymi, między innymi dlatego, że to oni de facto dzierżą władzę w mieście (pisałem o tym tutaj i tutaj).  Widać po wczorajszym proteście,że z tych przewag w sposób wydatny korzystają, nawet w czasie protestów. Warto bowiem zauważyć, że w czasie trwania wczorajszej manifestacji Miasto Chojnice udostępniło siłami ChCK nauczycielom cały sprzęt - więc zapewne mikrofony, nagłośnienie, itd. Warto to zestawić z zachowaniem władz miasta, kiedy to protesty społeczne są rzeczywiście wyrazem żywiołowych postaw mieszkańców, a kiedy władze takie protesty w sposób niezgodny z prawem zagłuszały. Tak było przecież w 2011 r. (zobacz tutaj).

W mojej ocenie nauczyciele w Chojnicach dają się manipulować władzy samorządowej. Po pierwsze dlatego, że nigdy nie zorganizowali strajku, ani protestu wobec warunków pracy, które tworzy im lokalny samorząd. Przecież to nie kto inny, jak nauczycielka Marzenna Osowicka wielokrotnie podnosiła nieprawidłowości i niejasności w przyznawaniu dodatków do wynagrodzenia dla nauczycieli w chojnickich szkołach, w domyśle sugerując, że dodatki i to najwyższe otrzymują ci, którzy popierają aktualną linię polityczną burmistrza i dyrektorów szkół. Jakoś wtedy nauczyciele chojniccy nie potrafili walczyć o "swoje". Zlecone audyty stwierdziły wtedy, w 2015 r., że brak było nawet górnej granicy dla dodatków, a dyrektorzy mieli szeroką możliwość uznaniowego przyznawania dodatków do wynagrodzeń. Czy ktoś z nauczycieli, poza Marzenną Osowicką, interesował się wtedy tym tematem?

Słuchając tego co do powiedzenia miał wczoraj Burmistrz Miasta (urlopowany od dwóch dekad nauczyciel) w czasie manifestacji - władzy samorządowej, nauczycieli i uczniów (strajkują chyba wspólnie), można było dojść do wniosku, że manipulowanie przez samorząd wynagrodzeniami nauczycieli musi mieć swój kres. Burmistrz bowiem zapowiedział, że : "podjęto słuszną decyzję o zawieszenie strajku, nie będzie argumentów, że nauczyciele strajkują, wzięliśmy uczniów jako zakładników. Natomiast my zyskujemy czas...Rekompensaty za ten strajk. Nie możemy powiedzieć, że zapłacimy za ten strajk, bo byśmy łamali prawo...Ale możemy wypłacić pewne inne świadczenia zgodnie z prawem". Oznacza to nic innego, jak zapewnienie, że z pieniędzy gminnych władza samorządowa jednak za ten strajk nauczycielom zapłaci. Jest to nic innego jak kolejna odsłona wojny totalnej z PiS, i niestety dalsza finsteryzacja prawa lokalnego oraz postępującego w Chojnicach procesu podważania autorytetu władzy państwowej, co tworzy jakieś złudne wrażenie u osób niezorientowanych istnienia swoistej autonomii Chojnic w ustroju Polski. Nawołuję w tym miejscu Burmistrza do tego, aby z pomysłu rekompensat za strajk wycofał się, jeśli ma na względzie dobro Miasta Chojnic - bo koszty finansowe rekompensat mogą być bardzo wysokie, jeśli podda ktoś to działanie pod wątpliwość na drodze prawnej. Zapędy Burmistrza Chojnic do stawania przeciw PiS są powszechnie znane, podobnie jak próby finsteryzacji prawa, ale watro pamiętać o tym, że wiele razy Burmistrz nie miał racji w tym co głosił publicznie. Niech przykładem będzie proces prywatyzacji przedszkoli samorządowych, który według Butmistrza miał przebiegać bez problemów i z samymi korzyściami społecznymi, a mieliśmy lata procesów sądowych z przedszkolankami, dodatkowe koszty za złe decyzje polityczne, skandale w czasie prywatyzacji, oraz wreszcie ponowne powołanie cichcem jednego przedszkola samorządowego, bo system wymykał się z pod kontroli ratusza, co strona społeczna lata temu już prognozowała i za co była nękana. 

Czas sobie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego nauczyciele na co dzień nie walczą o swoje prawa, już tutaj w przestrzeni lokalnej, dlaczego nie próbują wypracować standardów swojej pracy w relacjach z gminami i powiatami, czyli jednostkami, które ich zatrudniają de facto. Dlaczego nauczyciele nie protestują wobec miejskich, milionowych, inwestycji na stadionie Chojniczanki, skoro to publiczne pieniądze, które mogłyby zasilić edukację i ich własne portfele (może jakiś nauczycielski protest wobec inwestycji milionów w podgrzewaną murawę)? Natomiast decydują się uczestniczyć w strajkach, które realnie podminowują ich pozycję społeczną, zawodową i finansową, szczególnie w relacji do głównego płatnika subwencji oświatowej, czyli do państwa. W Chojnicach ta subwencja ma się jak 4:1, w stosunku państwo-gmina. Deklaracje Burmistrza, który chce, powiedzmy to wprost, obejść prawo, aby wynagrodzić strajk ze środków publicznych jest niebezpiecznym dla lokalnej władzy rozwiązaniem w perspektywie prawomocności takich działań. Ta próba może Miasto słono kosztować. Osobiście, rozumiem, że nauczyciele muszą za coś żyć i chcą tego wsparcia, ale może wreszcie pierwszy raz się przekonają, że na działalności społecznej się nie zarabia, na niej się zawsze finansowo traci i zaprzeczanie temu prawu przez Miasto będzie dalszym pogłębianiem konformizmu nauczycieli, odmawianiem im podmiotowości i kontynuowaniem molestowania moralnego przez lokalne władze samorządowe wobec belfrów. Nauczyciel za wszytko chcieliby pieniądze, wczoraj usłyszałem na proteście, że jak jadą z dziećmi na wycieczki szkolne, to nikt im za to nie płaci. Takie słowa są jedynie obrazem, oderwania się od rzeczywistości kolejnej grupy społecznej. 

Ciekawe jak to jest, że my się potrafiliśmy przysłuchiwać protestom Burmistrza, nauczycieli i uczniów bez prób zagłuszania tego protestu, próbując zrozumieć cele i intencje manifestujących, a przecież cała centro-prawica jest metkowana w Chojnicach jako oszołomy! Jak pokazują przykłady z życia, trzeba być naprawdę niezłym oszołomem, żeby zachowywać się normalnie...


Zdjęcia z wczorajszego strajku:




Głos zabrał Burmistrz Miasta Arseniusz Finster, zapewniając zgromadzonych nauczycieli, i uczniów, że nauczyciele otrzymają remkompensatę za strajk.










sobota, 20 kwietnia 2019

Ważne refleksje papieża Benedykta XVI o kryzysie

List Benedykta XVI jasno wskazuje marksizm kulturowy, jako przyczynę upadku, nie tylko Kościoła katolickiego i jego kapłanów, ale i społeczeństwa zachodniego. Wysłuchałem tego z otwartym i krytycznym umysłem, rozważając, co czeka Zachód?

Serdecznie polecam czytelnikom mojego bloga:




piątek, 19 kwietnia 2019

Prawda a belfrów polityka

Nierzadko bywało tak w historii polityki, że pod pojęciem prawdy krył się czysty fałsz. Zresztą uznać należy słuszność poglądu według którego najzapalczywsze autorytety czystości moralnej, są zgniłkami prowadzącymi podwójne życie i wyznającymi podwójne standardy. Przykład prawdy jako fałszu, podręcznikowy wręcz, daje sowiecka gazeta "Prawda". Takich publikatorów zresztą, siewcy "prawdy" i dziś się nie wyrzekają. 

Próbując ocenić strajk nauczycieli w Chojnicach, naprawdę warto wyjść z ideologicznych butów postrzegania rzeczywistości, przestając łykać jak pelikany ideologiczną papkę podawaną przez lokalne media, i spojrzeć na ten stan rzeczy przez pryzmat głęboko racjonalny. Przede wszystkim więc oczywistością są następujące fakty: 

- nauczyciele zarabiają niewiele i wiele zarazem - to zależy z jaką grupą zawodową będziemy porównywać ich zarobki, pamiętać jednak należy, że średnia wynagrodzenia w Chojnicach jest na jednym z najniższych poziomów w woj. pomorskim, płace nauczycieli zaś są w ten sposób relatywnie wysokie w stosunku do środowiska w którym żyją. Średnie wynagrodzenie w powiecie chojnickim w 2017 r. wynosiło między 2960 zł a 3598 zł brutto, a wśród nauczycieli w Chojnicach jak podaje Urząd Miejski: kontraktowi 3542 zł brutto, mianowani 4264 zł brutto, a dyplomowani 5675 zł brutto, ogółem więc zarobki ponad powiatową średnią.  Przyznać należy, wynagrodzenia w Polsce są ogólnie na żałośnie niskim poziomie, ale nie zmieni tego wydzieranie pieniędzy przez jedną z grup innym, albo społem zamach na kasę publiczną. 

- wśród osób tworzących komitety strajkowe w poszczególnych szkołach są nauczyciele, którzy są słabymi w mojej ocenie pedagogami i niestety stanowili niechlubne przykłady nauczycielstwa, nie ma zaś w tych komitetach praktycznie nauczycieli, którzy zawsze byli zaangażowani w swoją pracę i ciszyli się wysokim autorytetem wśród uczniów. Dlaczego? Nie będę operował nazwiskami, bo nie chcę nikogo krzywdzić, po prostu pytam, dlaczego tak się sprawy mają? 

- nauczyciele posiadają prawa wyborcze i określone preferencje polityczne, są też często uwikłani w system zależności samorządowej, i to co ich najbardziej interesuje w mojej ocenie, to dogodzenie sobie na dwóch poziomach 1. bytowej; 2. spełnienia wyznawanych wartości politycznych. Niestety w miarę trwania strajku jasnym staje się prymat drugiego punktu nad pierwszym. Tutaj nie chodzi li tylko o podwyżki (kto nie chciałby wśród nauczycieli więcej zarabiać?!?), ale przede wszystkim chodzi tutaj o politykę. 

- chojnickie grona pedagogiczne, strakujące, to jak wynika z mojej obserwacji przede wszystkim zdeklarowani przeciwnicy PiS, umiarkowani antypisowcy i walczące grona postkomunistyczno-lewackie. Innych grup i jednostek w tym środowisku nie rozpoznaję. Równie dobrze, jak w obecnym strajku, to nauczyciele ci wezmą udział w "czarnych marszach", i wszystkich innych wymysłach centro-lewicy-liberalnej. Nigdy tych nauczycieli nie widziałem przy akcjach społecznych, przy patriotycznych w ogóle, bo zawsze potrafili się zasłonić swoją "bezstronnością" i "apolitycznością", ale teraz z zelockim zapałem plakatują szkoły i zamykają klasy. Myślę, że wkrótce po linii politycznego poparcia, dla politycznego strajku, będą mogli niedługo otrzymać wsparcie finansowe od chojnickiej Rady Powiatu oraz od Starosty Chojnickiego, podobnie zapewne będzie w mieście. 

- dowodem na to, o czym piszę powyżej są postawy samorządowców względem strajku nauczycieli. A ci, tak jak Burmistrz Miasta, czy starosta chojnicki Marek Szczepański, w sposób wręcz, z pozoru, bezrefleksyjny popierają strajk nauczycieli. Silą się też na różne gesty pomocy i zrozumienia dla "słusznego" strajku od pączków po racuszki ;), ale przypuszczam, że wkrótce pojawią się deklaracje finansowania tych strajków z pieniędzy samorządowych poprzez system nagród. Ciekawe tylko dlaczego Urząd Miejski w Chojnicach miał zawsze taki problem, żeby wskazać na jakich zasadach i komu przyznawano w szkołach, którym nauczycielom, nagrody i w jakiej wysokości - a była już radna Marzenna Osowicka jasno mówiła, że jest to kolejny system zależności i utrzymywania wpływów chojnickiego ratusza w lokalnej oświacie. Wtedy jakoś Burmistrz nie był skory do poparcia pedagoga przecież, czyli Marzenny Osowickiej. Zresztą Burmistrz sam nadal jest przecież urlopowanym, i to chojnickim, nauczycielem. Jeśli zaś pisać o starostwie, to ogólnie sprawa jest kłopotliwa, bo chojnickie licea nawet w rankingu wojewódzkim znajdują się nisko - na 16. miejscu II LO (i na 278. w Polsce) i na 45. I LO (i na 813. miejscu w Polsce) w rankingu Perspektyw 2019.  I jak napisałem wyżej, w mojej opinii w komitetach strajkowych w tych szkołach są przede wszystkim nauczyciele, którzy nie mają u uczniów autorytetu, a z lat kiedy uczęszczałem do tych szkół większość z tych nauczycieli zapamiętałem raczej w ciemnych barwach. Nie tylko jako niezbyt szeroko myślących, ale i jako konformistów lokalnego systemu władzy. Także ich udział w komitetach strajkowych nie dziwi mnie, a wręcz jest potwierdzeniem dawnych obserwacji. Postawę zaś samorządowców można uznać jasno, jako kolejny teatr wojny totalnej z PiSem. Tym razem bitwa toczy się w szkołach, ze szkodą dla dzieci. 


W mojej własnej ocenie, strajk w okresie matur i egzaminów jest nie fair i uderza w godność zawodu. Żeby nie było tak w przyszłości, że nauczyciele sami się przekonają jak bardzo upadł ich autorytet przez tak organizowany strajk polityczny zarówno w oczach uczniów jak i ich rodziców. Nauczyciele dali się wplątać w wojnę polityczną z której nikt nie wyjdzie z czystymi rękoma. Stali się nauczyciele chojniccy biorący udział w strajku swoistym lewarem do walki z PiSem, dla lokalnych antypisowskich elit politycznych, tym samym upolitycznili się i skrajnie dali się zmanipulować, bo być może część z nich naprawdę myśli, że to wsparcie ze strony lokalnych włodarzy to akt solidaryzmu w walce o wyższe płace!


Starosta Marek Szczepański, wybitny przykład chronicznej nienawiści do PiSu, który wspiera całym swym sercem chyba i profilem na pewno nauczycieli, którym chyba nie tak dawno wmawiano, że mogą stracić etaty, bo w powiecie brakowało środków? Może zamiast mebli za 66 tys. złotych, albo portalu http://www.bizneschojnice.eu/ (polecam tekst o tym "wirtualnym kretyństwie": tutaj), był to bezużyteczny przykład złego wydatkowania środków publicznych przez powiat, mógłby powiat te pieniądze przeznaczyć na podwyżki dla nauczycieli, dodatki, itd?


Stąd moi Państwo, źle się dzieje, że nauczyciele swoje osobiste poglądy polityczne i sympatie przekładają na szkołę i uczniów, pozwalając, aby walka polityczna wkraczała między ławki szkolne i rzutowała na przyszłości młodych ludzi. Bo nauczyciele rzekomo nie mają środków do życia i walczą, niby to, tylko o podwyżki!