wtorek, 6 kwietnia 2021

Obywatelska zapaść

Chojnice przeżywają swoje czarne dni, przynajmniej w odniesieniu do kondycji społeczeństwa obywatelskiego. Najlepiej świadczy o tym brak budżetu obywatelskiego o czym informują media regionalne (tutaj). 

Argumenty władz Chojnic o tym, że to pandemia jest winna brakowi budżetu obywatelskiego można włożyć między bajki. Od dawna wiadomo o niechęci władz miejskich wobec jakichkolwiek inicjatyw obywatelskich, a tym bardziej wobec wizji ewentualnego upodmiotowienia mieszkańców - do czego poza wzrostem świadomości potrzebne są po prostu pieniądze. Chojnice wyglądają blado na tle innych miast regionu i fakt ten powinien być wstydliwy dla ratusza, ale nie będzie, ponieważ chojnickie władze na każdy argument i fakt, znajdą kłamliwy i gołosłowny kontrargument. Czy ten, kolejny, przykład słabej pozycji miasta Chojnice w regionie jest dla rządzących Chojnicami kolejnym świadctwem przewag Chojnic wobec innych ośrodków, co ma usprawiedliwiać astronomiczne ceny działek w Chojnicach i regionie?

Sprawie winna jest też opozycja, która dała już w przeszłości dowód swojego braku zainteresowania kwestiami społeczeństwa obywatelskiego (tutaj). W przeszłości Arseniusz Finster próbował wiązać budżety obywatelskie z budżetami miejskich osiedli, ale to była bardzo nieudana próba tworzenia z budżetów obywatelskich pasów transmisyjnych woli ratusza do mieszkańców osiedli (tutaj), złowieszczym przykładem tego jak Finster traktował te budżety było umożliwienie mieszania się w sprawy wykorzystania środków z takich budżetów np. jego sekretarce, która potrafiła dzięki protekcji burmistrza dyktować Radzie Osiedla lokalizację inwestycji "obywatelskiej" w postaci placu zabaw przy ul. Sybiraków.  Takie, i inne, postawy były wystarczającą dyskredytacją "budżetów obywatelskich" w ówczesnej formie. 

Kilka lat temu zadeklarowałem Burmistrzowi Chojnic swoją pomoc w stworzeniu Chojnickiego Budżetu Obywatelskiego (ChBO). O konieczności wprowadzenia ChBO pisałem już kilka lat temu (tutaj) i wprowadziłem ten postulat w okresie wyborczym do postulatów, między innymi PiS. Wprowadzenie w Chojnicach budżetu obywatelskiego nie jest zadaniem fizyki kwantowej i przy odrobinie dobrej woli politycznej ze strony władz miasta byłoby bardzo proste. Niestety, tej woli nie widać. Czas to powiedzieć bez zbędnego owijania w bawełnę, ekipa Burmistrza nie chce w Chojnicach budżetu obywatelskiego. Dopóki Chojnicami włada ta ekipa, ważniejsza od ogółu mieszkańców pozostanie murawa Chojniczanki.  

środa, 31 marca 2021

Toksyczne dotacje

Mam ambiwalentne stanowisko wobec dotacji unijnych. Forma działania spółki InnoBaltica, która właśnie dzięki serwilizmowi chojnickich radnych z klubu Finstera, wejdzie prawdopodobnie w kooperację z miastem w tworzeniu zintegrowanego systemu na jeden bilet przekonuje mnie, że nie tylko środki samorządowe ale i dotacje unijne mogą być wykorzystane dla celów budowy "misia".  O sprawie informuje Chojnice24.pl. Warto też wysłuchać zapisu z RM Chojnice w tej sprawie na Chojnice.tv .

Jak to jest z tym biletem na wszystkie środki lokomocji? No super...super. Gdyby nie to, że podobne aplikacje są już na rynku i są dla użytkowników darmowe. Ciekawe też dlaczego Chojnice i inne samorządy w pomorskim mają płacić za dostęp do systemu, skoro te aplikacje będą instalowali indywidualni użytkownicy, a nie miasto. Poza tym, czy ktoś kto przyjedzie do Chojnic ze Śląska nie będzie miał dostępu do aplikacji, czy np. taki Rybnik też będzie musiał wpłacić 4 mln złotych za to, że dwóch mieszkańców Rybnika skorzysta z aplikacji? Nie zastanawia też nikogo, że takie rzeczy dzieją się bezprzetargowo, że nie ma żadnych konkursów na realizację takiego projektu, który to konkurs byłby rozpisany przez np. Urząd Marszałkowski? Ile taki projekt realnie kosztowałby na rynku, może warto było najpierw sprawdzić ceny u istniejących na rynku firm informatycznych? Lansowanie tego projektu przez ludzi związanych z pomorską PO jest dla mnie wystarczającym świadectwem niejasności...i wielu domniemań. Sprawie powinna się przyjrzeć prokuratura, zarówno przez wzgląd na kwestie finansowania tego projektu, jak i przez wzgląd na niejasny i według mnie dyskusyjny w świetle prawa proces decyzyjny, który jasno wskazuje na "lobbing gabinetowy" u wójtów, prezydentów, burmistrzów...i zapewne radnych. Jak takie działania mogą popierać niektórzy radni burmistrza jak Bogdan Kuffel, albo Kazimierz Jaruszewski, tego nie zrozumiem nigdy. 

Dla mnie sprawa InnoBaltica jest jedną z dziesiątków jak nie setek kuriozalnych przedsięwzięć - w moim mniemaniu mających na celu tylko i wyłącznie drenowanie kieszeni podatnika pod pozorem budowania kolejnych wirtualnych "rozwiązań". Jak to według mnie wygląda, jak mogą wyglądać takie projekty? Samorządy składają się na wkład finansowy dla takiej spółki (ten proces jest oczywiście gwarantowany politycznie, bo według mnie w tej spółce są ludzie związani blisko z Urzędem Marszałkowskim w Gdańsku), następnie spółka taka występuje do UE o dotację na projekt. W mojej ocenie, to jest polityczno - gospodarczy majstersztyk, w tym sensie, że kto powinien, ten na takich projektach na pewno zarobi. Problem jednak w tym, znowu w mojej ocenie, że projekty takie są zupełnie zbędne dla społeczeństwa i dla infrastruktury, ale niezwykle konieczne dla utrzymania wysokiego poziomu życia ściśle określonych osób. W pełnym blasku poprzez takie działania widać szkodliwość "eurokracji". Sytuacji Chojnic i postępowania władz Chojnic należy się nadal bardzo bacznie przyglądać, bo słabość chojnickiej opozycji powoduje, że władze miejskie mało rezolutnie angażują publiczne środki. Warto, przy tej okazji, pochwalić działania chojnickiego PiSu, który zdobył się w Radzie Miejskiej na odwagę i zagłosował przeciwko przystąpieniu do InnoBaltica. 

poniedziałek, 29 marca 2021

Książka o chojnickim układzie władzy

Kilka miesięcy temu zapowiedziałem książkę o chojnickim układzie władzy. Początkowo chciałem napisać książkę publicystyczną, ale zdecydowałem, że będzie to poważniejsza praca politologiczna, a moim głównym celem będzie oddanie rzeczywistego i krytycznego obrazu życia politycznego w Chojnicach. Chciałbym poinformować moich Czytelników, że książka powstaje, ale ukaże się później niż to zapowiadałem. Powodów jest wiele, ale jednym z naczelnych jest to, że piszę też równolegle inne książki politologiczne. 

Na ten moment ujawnić mogę, że książka bazuje na bardzo obszernym materiale dokumentacyjnym i na pewno będzie pierwszym takim opracowaniem o chojnickiej polityce w XXI wieku. Tego typu publikacji nie ma też raczej dla innych miast i regionów Polski, bo uwagę badaczy zajmują raczej bardziej uniwersalne problemy niż życie lokalne, mnie jednak, jak wiecie, świat lokalny, samorządowy, interesuje niezwykle głęboko od wielu lat. 

Fala ogłupienia

Pod płaszczykiem modernizacji systemu komunikacji wiceArseniusz, chce udziału Chojnic w spółce "InnoBaltica", Chojnice uzyskają w ten sposób dostęp do ... aplikacji za jedyne 3,6 mln złotych do 2028 r. 

Jak czytam o takich durnych propozycjach, to nie dziwię się, że w mieście nie ma środków na żadne racjonalne i potrzebne cele. Przykład? Podwyższenie siatek na boiskach Orlik, tak żeby piłki nie wpadały w domy jednorodzinne - na to środków nie ma, ale jest na aplikację 3,6 mln złotych, bo tak sobie postanowi i uzna za stosowne wydać taką kwotę wiceburmistrz Kopczyński. Być może takie wydatki to normalność dla Kopczyńskiego, ale nawet w Chojnicach ludzie mają na tyle rozumu, żeby taki wydatek nie przeszedł. Myślę, że nawet burmistrzowscy radni powinni pójść po rozum do głowy i położyć kres bezsensownej aktywności wiceburmistrza Kopczyńskiego, który w swoich pomysłach powoli zaczyna dościgać swojego kolegę z basenu, czyli Mariusza Palucha. Panowie - oficjalnie to napiszę - puknijcie się w głowę i to zdrowo. Nie będę się doszukiwał drugiego dna takich kuriozalnych zamierzeń jak udział w aplikacji FALA, po prostu uznam, że jesteście bardzo niemądrzy. 

piątek, 26 marca 2021

Co się dzieje z Galerią Jutrzenki Trzebiatowskiego?

Powstała około dekadę temu, otwierana z wielką pompą, zapowiadana jako serce kultury chojnickiej i Mekka artystów - Galeria Jutrzenki Trzebiatowskiego chyba umarła i zatarły się po niej ślady na mapie Chojnic, pozostały tylko rachunki dla Miasta Chojnice? 

Pamiętam, że koszt remontu baszty, która mieści Galerię Jutrzenki Trzebiatowskiego wyniósł około 1 mln zł. Ponadto Miasto wzięło na siebie utrzymanie tego obiektu oraz jego kustosza, a Jutrzenka Trzebiatowski oddał swe dzieła Miastu, zachowując prawa do lokalu w baszcie. Do dziś uważam, że dla Miasta Chojnice był to tragiczny interes. Zarówno w znaczeniu społecznym jak i gospodarczym. Nie dość, że wpakowano około miliona złotych środków publicznych w "domek zabaw i wystaw" dla jednego człowieka, to jeszcze miejsce to faktycznie stoi puste i raczej nie służy już nikomu i niczemu, poza tym, że jest przy głównej arterii miasta pomnikiem przerośniętego ego dwóch ludzi - Jutrzenki Trzebiatowskieg i Finstera, który chciał się nieco ugrzać w świetle "sztuki". Żałosne, małomiasteczkowe i szkodliwe społecznie działanie, w mojej ocenie, z których zresztą słynie nasz włodarz. 

Jak sytuacja wygląda po latach? Otóż Miasto Chojnice już nie prowadzi nawet od 2015 r. ewidencji o odwiedzinach w Galerii Jutrzenki Trzebiatowskiego, ale płaci ze środków publicznych na utrzymanie "tego domku dla jednego malarza". Czy to nie jest kolejny przykład tego jak źle zarządzane są Chojnice? 

Obecnie zaś jest na horyzoncie kolejna Galeria Jutrzenki Trzebiatowskiego, ale ... w gminie Siennica Różana na Lubelszczyźnie. Zaskakujące prawda? O sprawie napiszę wkrótce więcej, ale dziś tylko zdradzę, że i w tej gminie chore pomysły włodarzy samorządowych rozpalają wyobraźnię mieszkańców, na myśl o tym, że z pieniędzy publicznych przeznaczone będą być może miliony na kolejne mauzoleum dla jednego artysty malarza - Jutrzenki Trzebiatowskiego.  Czy wielki "przyjaciel" Chojnic znudził się już swoją galerią w Chojnicach? 



sobota, 13 marca 2021

Grzeją nas Niemcy

W TVP zagrzmiało, że ciepłownictwo w wielu miastach Pomorza Zachodniego, lubuskiego no i z Pomorza Gdańskiego...Chojnice są w rękach kapitału niemieckiego. Oznacza to, że popularnie nazywany w Chojnicach zakład ciepłownictwa "MZEC" jest w rękach Niemców. Czy to powinno nas martwić, że poplecznicy PO sprzedali te zakłady i są one obecnie w rękach Niemców? Rozważmy to.

Zapewne chodzicie na zakupy do Lidla? Kapitał niemiecki. Jeździcie VW, Audi? Niemieckie. Kupujecie w Biedronce? Portugalska. Lista jest długa i tak działa globalizacja. Z tym, że...

Ciepłownictwo to jednak jeden z sektorów kluczowych dla bezpieczeństwa i uważam, że w tym jest problem pogrzebany (albo palony...). 

Niestety sprawa przejęcie przez kapitał prywatny MZEC była w Chojnicach podnoszona lata temu, w krytycznym świetle, ale nikt tematu nie drążył, nie badał, nie interesował się. Stało się, co się stało. Kto jest winny? W mojej opinii winny jest zarówno lokalny układ władzy jak i ... PiS. Przypomnę bowiem, że to nie kto inny a PiS dał szansę lokalnym watażkom na trzymanie się stołków jeszcze przez 10 lat, nawet jeśli już przyspawani do nich byli od lat 20, bo PiS przestraszył się samorządów, kiedy zaproponowano, że będzie obowiązywało wsteczne ograniczenie kadencji. A to właśnie należało zrobić. Państwo polskie, czego jestem pewien, nie ma sił i środków, żeby śledzić wszystkie ciemne i szare interesy w jakie są zaangażowani lokalni samorządowcy w Polsce, którzy traktują gminy i powiaty jak księstwa. Dlatego tylko to brutalne oderwanie od stołków i rozerwanie chorych układów lokalnej władzy było szansą, żeby walczyć z takimi sytuacjami jak te w których dochodzi do przejmowania kluczowych branż przez niemiecki kapitał. Na domiar złego chojniccy radni miejscy, nie inaczej jak w poprzednich kadencjach, nie zajmują się sprawami istotnie ważnymi dla miasta, tylko wybierają sprawy bezpieczne, powiedziałbym "chodnikowe", tak żeby nie naruszać interesów lokalnego układu władzy. No i mamy efekty. 

Jak to było, kiedy MZEC prywatyzowano? Jedynym klubem radnych około 20 lat temu, który się temu procesowi przeciwstawiał w Chojnicach był, dawno już zapomniany, ZChN. Warto poczytać: https://weekendfm.pl/?n=3469

Jeśli ktoś jeszcze wierzy, że przypadek "MZEC" jest odosobniony, to chciałbym jednak, żeby się obudził. Nie, to nie jest odoosobniony przypadek, tak wygląda zarządzanie Chojnicami. Miasto sprywatyzowało MZEC i to jest istotny problem, któremu także warto byłoby się lepiej przyjrzeć - jak ten proces prywatyzacji wyglądał?  Sprawą zajmowało się kiedyś NIK na wniosek posła Walendziaka: https://weekendfm.pl/?n=7540

W świetle tych zdarzeń - teraz humorystycznie - nowego znaczenia nabiera brak grzania z "MZEC" dla płyty na stadionie Chojniczanki. Być może Burmistrz Finster winien wcześniej zadzwonić do niemieckiego Burmistrza Emsdetten i poprosić o zgodę na wykorzystanie energii z miejskiej ciepłowni... Podobno Niemcy są mili dla Polaków, kiedy się ich odpowiedni o coś poprosi. 

O sprawie, jak dotąd, lokalnie napisano na chojnice.tv: http://chojnice.tv/wideo-6196-MZEC_Chojnice_jest_w_sp%C3%B3%C5%82ce_Szczeci%C5%84ska_Energetyka_Cieplna._By%C5%82o_o_nich_w_Wiadomo%C5%9Bciach_TVP

sobota, 6 marca 2021

Nie dajcie się wkręcić w trapez

Chojnicki ratusz ogłosił przetarg na działki położone na tzw. trapezie, czyli za osiedlem Metalowiec przy ul. Bytowskiej. Przyznać trzeba, że to jest bardzo dobra lokalizacja na nieruchomość. Jednocześnie ceny tych nieruchomości, wywoławcze, są skandalicznie wysokie. Miasto ogłasza bowiem sprzedaż w cenie wyjściowej 180 zł za metr kw. 

Dlatego chciałbym zwrócić uwagę chojniczan i innych zainteresowanych tymi działkami, żeby nie brali w nim udziału. Takie działania władz miejskich, które polegają na wyciskaniu ostatnich pieniędzy z obywateli należy wprost bojkotować. Zauważcie jaka jest argumentacja ratusza - działki są w takiej cenie, bo to atrakcyjny teren, a za część pieniędzy zbudujemy infrastrukturę. To jest logika wolnorynkowa i super! Gdyby nie to, że gmina, w tym przypadku Miasto Chojnice nie jest powołana do robienia interesu na mieszkańcach, tylko dla dbania o dobrostan wszystkich obywateli. W przetargu, który proponuje Miasto, ceny działek osiągną zapewne jeszcze wyższy pułap, przypuszczam, że może i dojdzie do 300 zł za metr. Ta sytuacja jest jednak tragiczna w skutkach dla obywateli, bo nakręca drożyznę w Chojnicach i włodarze biorą  w tym procesie pośrednio udział.  

Teren tzw. trapezu jest jednym z niewielu ostatnich terenów w mieście, które można poddać takiej rozbudowie na budownictwo jednorodzinne - jeśli się mylę, proszę władze miejskie o korektę i wskazanie innego miejsca, gdzie działki będą w cenach dostępnych dla obywateli. Dlatego misją Miasta powinno być, dalekie od socjalizmu o które mnie zaraz zaczną oskarżać włodarze, stworzenie programu sprzedaży działek miejskich w cenach i na zasadach, które będą gwarantowały równy dostęp do nich na jasno określonych zasadach, ale nie kierujących się kryterium ceny u mechanizmami rynkowymi, bo jeśli mamy się takimi kierować, to proponuję zostawić basen miejski, Chojniczankę i kilka innych podmiotów na pastwę wolnego rynku. Skoro drożyznę w sprzedaży publicznej nieruchomości usprawiedliwia się zyskiem finansowym, dlaczego w ten sposób nie podchodzi się do innych przedsięwzięć? Według mnie dlatego, że niektórzy nauczyli się zarabiać na tym, na czym wszyscy inni tracą. 

Obecnie mamy bowiem do czynienia z sytuacją w której Miasto bierze udział, być może nieświadomie, według mnie wraz z deweloperami w nakręcaniu spirali cen nieruchomości w Chojnicach, co pauperyzuje mieszkańców. Chojniczanie bowiem, inaczej aniżeli np. w Człuchowie, Tucholi, Sępólnie, Czersku lub innych miastach w regionie muszą płacić np. za działkę około 1 tysiąca metrów kwadratowych około 200 tys. złotych (a realnie pewnie jeszcze więcej). Kto zyskuje? Tylko i wyłącznie developerzy oraz banki, tracą natomiast mieszkańcy. 

Takie podejście do zarządzania Miastem jest zwyczajnie szkodliwe, sprzyja spekulantom, wielkiemu biznesowi, ale nie ludziom, którzy mają przed sobą jedynie wizję pracy na kredyty. Fenomenem jest dla mnie trzymanie się kurczowe chojniczan ekipy władzy firmowanej przez Arseniusza Finstera, którego działanie i cele widać na przykładzie tego jak Miasto organizuje przetarg na sprzedaż działek "na trapezie". Czy naprawdę chojniczanie żyją syndromem sztokholmskim i tak kochają swoich prześladowców, że zapłacą miliony Miastu i deweloperom za możliwość mieszkania w mieście bez większych perspektyw? Bo Miasto Palucha, Finstera i tej ekipy, to miasto braku perspektyw dla zwyczajnych mieszkańców Chojnic. Oczywiście dla wybranych znajdą się synekury i konfitury władzy. 

piątek, 5 marca 2021

Co się dzieje w chojnickim szpitalu?

 Mirosława Dalecka, dzięki swej dociekliwości i sumienności w pełnieniu mandatu radnego uratowała sytuację wielu pracowników chojnickiego szpitala. Niestety władza w powiecie z PO (KO) bardzo słabo zarządza, licho po prostu chojnicką lecznicą, a chojnicki starosta - jak wskazała radna Dalecka, w sposób mało rzetelny przedstawia protokół z prac Rady Społecznej chojnickiego szpitala. 


Warto obejrzeć debatę na sesji rady powiatu chojnickiego: http://www.chojnice.tv/wideo-6165-Radni-powiatowi-zapoznali-sie-ze-sprawozdaniem-Rady-Spolecznej-szpitala?fbclid=IwAR0g1MZGw5Tn3j3FpXOEhhpDzyX0zTcBlUzm0zIV7aCkR6IjJ82Za6LwT00

poniedziałek, 15 lutego 2021

Jak będzie wyglądał świat po pandemii?

Zainteresowanych geopolitycznymi skutkami pandemii zapraszam na darmowe webinarium organizowane przez Centrum Doktryn i Szkolenia Sił Zbrojnych oraz Uniwersytet Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy. 


W trakcie webinarium gośćmi będą dr Jacek Bartosiak (Strategy&Future), dr Jacek Raubo (UAM w Poznaniu) oraz dr Marcin Wałdoch. 


Link do rejestracji na webinarium oraz dane szczegółowe znajdują się pod tym linkiem: 

https://cdissz.wp.mil.pl/pl/articleswazne-4/swiat-po-pandemii-covid-19/


Myślę, że również dla chojniczan wnioski płynące z naszej wymiany myśli i wiedzy mogą być niezwykle interesujące i wartościowe poznawczo. 

poniedziałek, 8 lutego 2021

Organizacja kontrolowana?

W Chojnicach coraz głośniej działa Chojnicki Alarm dla Klimatu, i można byłoby się z tego faktu cieszyć, gdyby nie to, że przy głoszeniu słusznych w zasadzie haseł i postulatów organizacja funkcjonuje nieco bardziej jako tzw. GONGO (czyli samorządowo zorganizowana organizacja pozarządowa), aniżeli rzeczywista organizacja społeczna. 

Dlaczego może to stanowić jakikolwiek problem dla społeczności Chojnic? Otóż sprawa ta wygląda w ten sposób: w organizacji tej według KRS zasiadają osoby, które są powiązane z lokalnymi władzami, między innymi Bożena Stępień radna powiatowa z ramienia PO (KO) jest w zasadzie członkiem lokalnego kręgu ludzi władzy, bowiem jest w powiatowej koalicji, a starostą jest Marek Szczepański z PO (KO) - którym w mojej opinii steruje Burmistrz Chojnic. Dodatkowo organizacja ta ma bardzo szeroki i ułatwiony, tak uważam, dostęp do środków publicznych, bowiem bez najmniejszych problemów otrzymuje granty i środki na swoją działalność - co przyznali sami członkowie Chojnickie Alarmu dla Klimatu na środowej konferencji prasowej przed ścianą Odejewskich na rondzie "Solidarności". Poza tym, organizacja ta była w stanie sprowadzić na płytę Starego Rynku dzieci szkolne w ramach strajku klimatycznego. Życzę powodzenia w takich działaniach, temu, kto chciałby krytykować lokalne władze, a jednocześnie korzystać z ich środków, to się nie uda. Życzę też powodzenia temu, kto chciałby wynająć na jakąś swoją kampanię "ścianę Odejewskich" w Chojnicach przy rondzie "Solidarności", a kto jest krytykiem lokalnych układów władzy, to też się nie uda. 

Chojnicki Alarm dla Klimatu powstał niedługo po tym, jak założyłem na FB grupę Chojnicki Alarm Smogowy, był to chyba 2015 r. Temat smogu stał się po prostu zagadnieniem politycznym. Moja diagnoza jest taka, że Chojnicki Alarm dla Klimatu powstał w jakiejś mierze z inspiracji lokalnego układu władzy, bo pojawił się problem polityczny, które zagospodarowanie może dawać trampolinę polityczną określonym osobom oraz skupić na nich uwagę mediów. 

Mam w tej sprawie spory dysonans poznawczy, bowiem jak napisałem wyżej, Chojnicki Alarm dla Klimatu podnosi społecznie istotne kwestie w sferze publicznej. Uważam jednak, że zarówno forma funkcjonowania tej organizacji, przyjęty model jej funkcjonowania - czyli na pasku pieniędzy samorządowców ( a pamiętajmy nie da się walczyć ze smogiem w Chojnicach nie krytykując lokalnych władz, które zawaliły całkowicie na linii antysmogowej nie robiąc nic przez lata pomimo apeli jakie płynęły z opozycji oraz z inicjatyw takich jak Chojnicki Alarm Smogowy), skład władz stowarzyszenia, gdzie są nauczyciele (pracownicy przez szkół prowadzonych przez samorządy), ludzie władzy - np. Bożena Stępień, wskazują, że organizacja ta jest niczym innym jak pasem transmisyjnym woli ludzi władzy i lokalnego układu władzy do społeczeństwa. Dokonuje się to, co dokonywało się w Chojnicach wielokrotnie. Dochodzi do monopolizacji ważkiego zagadnienia społecznego poprzez organizację GONGO, dzięki czemu ważkie zagadnienia społeczne i polityczne "ugrzecznia się" i "upupia", a na pewno władza próbuje uzyskać kontrolę nad przekazem medialnym i ewentualnymi ruchami społecznymi w potencjalnie groźnej dla siebie przestrzeni życia politycznego. 

Dlatego zalecam ostrożność i krytyczny odbiór wszelkich akcji i inicjatyw Chojnickiego Alarmu dla Klimatu, którą uważam za GONGO, będącą na pasku lokalnego układu władzy. Pamiętajmy bowiem, że na spotkaniu konferencyjny w ostatnią środę 3 lutego przy rondzie "Solidarności" w Chojnicach ze strony zebranych członków stowarzyszenia Chojnicki Alarm dla Klimatu nie padły żadne słowa krytyki pod adresem władz miejskich lub powiatowych, które przez lata nie robiły nic w sprawie smogu w Chojnicach, ale za to wybudowały murawę na "Chojniczance" za 6 mln zł, za co można by wymienić ponad 1 tysiąc pieców węglowych. To już powinno być dla opinii publicznej wystarczającym dowodem na to, że organizacja ta jest na pasku władzy. Poza tym zebrani wspominali o inicjatywach prośrodowiskowych w Chojnicach, ale nie wspomnieli, ani o Wspólnej Ziemi Radka Sawickiego, ani o Chojnickim Alarmie Smogowym. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta - bo to są inicjatywy ludzi opozycji, więc tych, którzy są przeciwnikami finansujących Chojnicki Alarm dla Klimatu osób. Poprzez takie inicjatywy jak Chojnicki Alarm dla Klimatu ma się wrażenie, że władza przegląda się we własnym lusterku. Jest to też wynikiem braku zdolności chojnickiej władzy do utrzymywania i prowadzenia dialogu z opozycją polityczną, wobec której zwykle stosowano środki szerokiego wachlarzu represji, zamiast dialogu, żeby było więc z kim rozmawiać tworzy się tzw. opozycję koncesjonowaną, zwłaszcza poprzez takie GONGO. 

Polecam zapis konferencji Chojnickiego Alarmu dla Klimatu na portalu chojnice.tv: http://chojnice.tv/wideo-6109-Protestowali_przeciwko_smogowi,_ale_i_te%C5%BC_przeciw_wycince_drzew_i_rozbudowie_tartaku_w_Rytlu

niedziela, 7 lutego 2021

Inwestycyjne etapy na "Chojniczance"

Chojnice to najbardziej zamglone miasto w Polsce. Niektórych to może szokować, ale starzy chojniczanie wiedzą, że to jest prawda. Można by więc wiele obywatelskiej ślepoty zrzucić na tę chojnicką mgłę przez którą nie do końca widać, gdzie i dlaczego płyną miejskie pieniądze. Ostatni, dość jednak wyraźny przepływ miał miejsce na stadion "Chojniczanki". Około 6 mln złotych popłynęło w ogrzewaną murawę boiska przy Mickiewicza, która jak się okazuje ogrzewana nie jest. 

Nie trzeba było długo czekać na głupie wyjaśnienia ze strony władz chojnickiego klubu. Okazuje się bowiem, że gdy sprawa stała się głośna a jej kuriozalność oczywista wśród chojniczan, MKS wziął w obronę swojego dobroczyńcę Burmistrza Miasta. Władze klubu twierdzą bowiem, że umówione były na wszystko z burmistrzem - etapami! Nastąpił więc moment w którym chojniczanie mają wreszcie przyznać wobec lokalnej władzy i działaczy "Chojniczanki", że są głupcami i przyjmą każdą, nawet najbardziej wierutną bzdurę za dobrą monetę w sprawie bezsensownej inwestycji na Mickiewicza. Warto więc odpowiedzieć Chojniczance i władzom miejskim, co się o tym myśli. Osobiście, jako chojniczanin, mam do tego prawo. Po pierwsze "Chojniczanka" w bezwstydny sposób wyciąga ręce po publiczne pieniądze, ogromne pieniądze, kiedy Miasto boryka się z wieloma problemami społecznymi i gospodarczymi, a mieszkańcy borykają się z życiem w mieście źle zarządzanym. Gdzie ważniejsze jest podgrzanie murawy za 6 mln złotych, aniżeli stworzenie za te pieniądze np. racjonalnego programu wymiany pieców węglowych. Rachunek jest prosty, gdyby tylko dać 6 tys. na jedno gospodarstwo domowe to mamy w Chojnicach 1 tys. domów, które przestaną zatruwać powietrze. Czy to dużo? Tak, to bardzo dużo, to więcej aniżeli łącznie jest domów na Osiedlu Kolejarz i Prochowa. Warto zapytać działaczy "Chojniczanki" - Panowie jak się czujecie z tym, że wyciągacie z biednego Miasta od relatywnie biednych ludzi miliony na realizację swoich piłkarskich marzeń? Czy wszyscy u was w rodzinach grają w piłkę od żony przez dzieci poprzez teściów, wujków i ciotki, że nie odczuwacie żadnego dyskomfortu, że nikt nie mówi wam, że postępujecie niewłaściwie, nierozsądnie, że szkodzi Chojnicom i rozwojowi tego Miasta? Czy wy naprawdę tego nie dostrzegacie? 



Dlaczego w Chojnicach dzieje się tak, że obywatele nie mają żadnego wpływu na podejmowane decyzje w Radzie Miejskiej? Żadnego wpływu na decyzje Burmistrza? Po części jest tak dlatego, że Burmistrz w swym autorytarnym podejściu nie uwzględnia głosu opozycji, ale przede wszystkim dlatego, że skutecznie zwalczył wszelką zorganizowaną i obywatelską opozycję w mieście, a cały dyskurs polityczny po prostu zmonopolizował poprzez system swoich siłowników. Czy przypomina to jakiś znany i autorytarny system rządów na świecie? Z pewnością tak. 

Zastanówmy się też komu będzie w Chojnicach służyła inwestycja Miasta za 6 mln w murawę Chojniczanki? Na pewno klubowi, to byłaby prawda, gdyby podgrzewanie było w ogóle możliwe, ale obecnie nie jest! Komu jeszcze? Kibicom! Tak, to też byłaby prawda, ale klub z II ligi nie potrzebuje podgrzewanej murawy! Ktoś mógłby podnieść argument - że Chojniczanka na pewno będzie w I lidze! Być może, że tak, ale być może, iż nie. Póki piłka jest w grze, wszystko jest możliwe. Niemniej, żaden racjonalnie myślący władca (celowo) Miasta nie wydałby 6 mln z budżetu miejskiego na infrastrukturę, która nawet nie działa! A jednak wydał. Teraz jeszcze będziemy świadkami wciskania nam kitu, zgodnie z którym takie irracjonalne działanie było uzgodnione z Burmistrzem, czyli wynika z tego, że Burmistrz zgodził się "wtopić" 6 mln zł w klub, bez żadnych gwarancji, że murawa będzie w ogóle potrzebna, bo dał się namówić grupie piłkarskich fanatyków i uwierzył w ich wizję?!? 

Odpowiedź może być prozaicznie prosta. Inwestycja na "Chojniczance", podobnie jak wiele innych działań i ruchów w Chojnicach nie będzie służyć chojniczanom jako ogółowi wspólnoty lokalnej, ale ludziom bogatym. W jaki sposób? Otóż w mojej ocenie ta inwestycja jest formą pomocy dla już bogatych w tym, aby mogli zarobić i stać się jeszcze bogatsi. I nie ma to nic wspólnego z dobrem chojniczan, a impertynenckie stanowisko władz "Chojniczanki" jest kolejnym świadectwem na to, jak źle dzieje się w Chojnicach. Najbardziej idiotyczna inwestycja w Chojnicach jest przez działaczy klubu brana w obronę i to jeszcze przy nawoływaniu do opanowania, racjonalności i obiektywizmu wobec krytyków Burmistrza Miasta! Chojniczanie nie mają najmniejszego wpływu na działania władz, a wszelkie głosy z forum publicznego są wyciszane i marginalizowane i tym sposobem może dostrzec jak kończy się sobiepaństwo - ładowaniem kasy w "błoto". Wpływ na decyzję Burmistrza Miasta Chojnice i jego popleczników w Radzie Miejskiej mają tylko i wyłącznie wąskie grupy wpływu. Przede wszystkim są to lokalni biznesmeni oraz ludzie o szerokich koneksjach środowiskowych. Takie procesy decyzyjne nie mają nic wspólnego z demokracją. Burtmistrz wielokrotnie się zarzekał, że jedyny układ jaki ma to z chojniczanami, ale nie jest to prawda, bo dorozumiany układ z chojniczanami byłby realny tylko wtedy, gdyby Burmistrz brał pod uwagę wolę chojniczan, ale tak nie jest. Liczą się tylko wpływy, kontakty, znajomości i kasa, to są najważniejsze czynniki wpływające na procesy decyzyjne w Chojnicach. Cała reszta argumentów to stek łgarstw. Niestety społeczeństwo obywatelskie w Chojnicach jest zbyt słabe, żeby na jakimkolwiek etapie rozliczyć Burmistrza z jego samo-rządów. 

piątek, 22 stycznia 2021

Czy będziemy trzecią Hiroszimą?

Burmistrz Chojnic nie wie już po jakie argumenty sięgać, żeby usprawiedliwić kuriozalne i wręcz w mojej opinii szkodliwe działania polegające na wydatkowaniu publicznych milionów na podgrzewaną murawę. Sięgnął więc po argument ilościowy (czyli taki jaki najbardziej lubi nasz skrupulatny Burmistrz, tonący w szczegółach niczym sklepowy subiekt). Burmistrz stwierdził, że Chojnice są wśród grupy tylko 40 miast w Polsce, które posiadają podgrzewaną murawę! Miast zaś, jak wylicza Burmistrz jest 968 w państwie polskim. Dlatego, mniemać należy, że jest to wyróżnienie. 

Jednak błąd myślenia Burmistrza polega na tym, że czyni z złego działania i szkodliwych poczynań atut, atut, którym zamierza się chwalić - na takiej oto zasadzie, że im mniej jest miast w Polsce, które mają coś tak złego i idiotycznego jak w Chojnicach, tym lepiej dla chojniczan! 

Nie ukrywam, obawiam się tej logiki. Czekam bowiem w trwodze, na chwilę, w której Burmistrz zechciałby jeszcze bardziej wyróżnić miasto, nie tylko na tle miast polskich lub europejskich, ale w gronie planetarnym! Niestety wydaje mi się, że jedyną drogą do tego, byłaby zapowiedź Burmistrza, że wszystkie środki budżetowe Miasto Chojnice przeznacza na konstrukcję bomby atomowej, która spadnie na Chojnice, dzięki czemu będziemy w gronie zaledwie trzech miast na świecie, na które spadły bomby atomowe, ale tylko jedynym, które wydało na to własne środki! 

poniedziałek, 18 stycznia 2021

Ziemia dla bogaczy

Od lat powtarzam, że Chojnice są tak zarządzane, że biedni w tym mieście muszą płacić za bogatych. Jest i kolejny przykład, bo Miasto Chojnice zbywa ziemię na działki, jak mówi burmistrz "w cenie rynkowej".  O sprawie informują media (tutaj).


Chcesz kupić ziemię w Chojnicach? Bez 200 zł za metr2 nie podchodź Ceny miejskiej ziemi są tak wysokie dlatego, że napędza je nieprawidłowa polityka miejska. Władze sprzedają ziemię publiczną w cenie rynkowej, przecząc zupełni misji gminy i pogłębiając kryzys i drożyżnę na rynku nieruchomości, negatywnie wpływając też na strukturę społeczną i pauperyzując mieszkańców. To co robi Miasto, to zwykła niegodziwość wobec mieszkańców, to zaprzeczenie misji jaką ma gmina. Skoro Miasto stać na 6 mln za murawę dla piłkarzy, to dlaczego miasta nie stać na zdroworozsądkowe podejście do zbycia gruntów? Np. za 20% ceny rynkowej dla osób, które nie posiadają żadnej nieruchomości? 180 zł za m2, to cena dla nowobogackich bananów, którzy kupią sobie 25 działkę i za rok wystawią ją na sprzedaż za 250-300 zł, całkowicie wypaczając lokalny rynek. Zarządzanie Chojnicami to jest dno. Ponadto spójrzcie na to miejskie ogłoszenie, Miasto zbywa też działki usługowo-handlowe w tym miejscu, pokusze się o stwierdzenie, że Miasto ma już tam inwestora na oku, który postawi...piękne bloki, albo szeregowce w cenie apartamentów w Sopocie. Tak popsuty rynek nieruchomości, jak popsuty jest w Chojnicach, tak popsuty jest np. w Warszawie, ale Chojnice to nie Warszawa! Powinniśmy jako mieszkańcy dążyć do naprawy tej sytuacji. Ziemia zbywana przez Miasto to ziemia publiczna i śmiem twierdzić, że Miasto wręcz nie ma prawa zbywać jej w cenie wyjściowej - jako cenie rynkowej.

Jeśli burmistrzowi Chojnic jest tak blisko do praktyk wolnorynkowych, to nasuwa się kilka pytań - dlaczego Miasto przez lata dokładało miliony do basenu prowadzonego przez Palucha, zamiast sprzedać Park Wodny wraz z jego prezesem? Dlaczego Miasto nie pytając mieszkańców o zgodę, tylko posługując się swoimi kukiełkami w Radzie Miejskiej akceptuje wydatki milionów złotych z miejskiej kasy na klub zaciężnych kopaczy MKS "Chojniczanka"? Dlaczego "Chojniczanka" nie radzi sobie samodzielnie na wolnym rynku jako podmiot prowadzący działalność gospodarczą? Dlaczego jedynym podmiotem jaki ma sobie radzić według Burmistrza Chojnic na wolnym rynku jest po prostu statystyczny chojniczan, który za ziemię publiczną - miejską, ma płacić ceny rynkowe?

Miasto wystawiając ziemię w takiej cenie rynkowej, wpływa znacząco na ceny nieruchomości w regionie, a mieszkańców pauperyzuje w ten sposób, że ci na wiele lat zmuszeni są do zaciągania kredytów, bo za działkę zamiast zapłacić np. 30 tys. muszą zapłacić 150 tys. Chojnice w ten sposób stają się rajem dla bankierów, deweloperów (których wszyscy znamy, przecież ci z chęcią wspomogą kampanie wyborcze wybranej przez siebie opcji), oraz dla nowobogackich bananów i spekulantów, którzy grają z chojnicką władzą w jednej lidze. Chojnice to nie jest miasto dla mieszkańców. Ci bowiem są, statystycznie, tylko od tego, żeby płacić podatki z których władza funduje swoje Bizancjum w postaci np. Straży Miejskiej, koncertów pod gwiazdami, doładowań pieniędzy dla Parku Wodnego, albo umorzeń podatków dla wybranych za które płacą wszyscy. Do tego oczywiście za sprawne płacenie podatków, Miasto ofiaruje dobrotliwie mieszkańcom działki w cenie rynkowej, tzn. działki te i tak kupi tylko wąska grupa osób, która skupuje regularnie ziemię w Chojnicach i okolicach korzystając z przewagi kapitału. No, a jak ktoś gminu już będzie chciał działeczkę jednak kupić, to do nowobogackiego będzie się musiał udać po wcześniejszej wizycie w banku i wzięciu na siebie kredytu na 30 lat. Następnie taka osoba będzie posłusznym i cichym obywatelem, bo zobowiązania w które wpędza mieszkańców polityka miejskich władz powodują, że nikt nie chce uczestniczyć w lokalnej "demokracji", bo wszyscy trześą się ze strachu, że jeden telefon z ratusza w gospodarce i polityce centralnie planowanej wystarczy, aby kredyt uwiązany niczym głaz do szyi zatopił utrapieńca, który śmiał wystąpić przeciw władzy i tak się koło zamyka. Warto jeszcze rozważyć, co Miasto daje w zamian za takie ceny na rynku nieruchomości - a daje: brak perspektyw na stabilną i dobrą pracę; zanieczyszczenie środowiska; brak polityk sektorowych; nastawienie antyobywatelskie; zły stan dróg; płatne parkingi w każdej strefie śródmiejskiej; słabą edukację; brak transparentności - rzeczywiście takie praktyki władzy na pewno przyciągną inwestorów - niestety tylko tych co zawsze, tylko tych z którymi władza żyje za pan brat.


Drodzy chojniczanie, jeśli nie zaczniecie myśleć, to finał historii Miasta będzie taki, że stanie się nie tylko literackim, ale rzeczywistem folwarkiem.

środa, 13 stycznia 2021

Murawa na "Chojniczance" nie jest podgrzewana

Wiele się nasłuchaliśmy z ratusza o różnorakich uzasadnieniach "topienia" milionów złotych w zaciężny klub kopaczy piłki MKS "Chojniczanka". Podobnie było, kiedy konsternację wywołała inwestycja miejska w stadion polegająca na tym, że Miasto Chojnice wydało prawie 6 milionów złotych na podgrzewaną murawę. 

Jak się jednak okazuje jest pewien problem, murawa na "Chojniczance" nie jest podgrzewana. W związku z tym pojawiają się kolejne pytania - po co była inwestycja za 6 mln złotych, która w ogóle nie funkcjonuje (brak źródła ciepła)? Czy to celowe "topienie" milionów złotych w klub piłkarski, czy to efekt mizernego zarządzania miejskim majątkiem (jeden z wielu przykładów)? 

Lokalnym mediom oraz samorządowcom proponuję, żeby podjęli ten temat, bowiem jest on nie tylko zaskakujący, ale i wstrząsający i powinien zostać dogłębnie zbadany. Miasto wydało bowiem około 6 milionów złotych na podgrzewaną murawę, która podgrzewana nie jest, bo Miasto z nikim nawet nie podpisało umowy na dostarczenie energii dla podgrzania murawy. Czy ktoś o tym słyszał od władz "Chojniczanki" albo od chojnickich burmistrzów, którzy tak kochają chojnicki klub piłkarski? 

Ile jeszcze jest takich "uzasadnionych" z punktu widzenia ratusza inwestycji w mieście? 

Poniżej zamieszczam odpowiedź z chojnickiego ratusza na moje zapytania - tam odpowiedzi znajdziecie czarno na białym. 



Warto też wysłuchać wypowiedzi z marca 2019 r. dyrektora Domozycha nt. ewentualnej budowy instalacji podgrzewanej murawy, bez źródła ciepła, co uznał wtedy za bezsensowne: (od 28 minuty): http://www.chojnice.tv/wideo-4348-Na_Komunalnej_o_podgrzewanej_murawie_i_rewitalizacji_Wzg%C3%B3rza_Ewangelickiego

czwartek, 31 grudnia 2020

Arcana imperi

Kończący się rok 2020 ubiegł w cieniu koronawirusa, a w przestrzeni lokalnej pod znakiem tajności działań władzy lokalnej. I nad tym chojniczanie powinni się skupić w 2021 roku, aby działania władz samorządowych były w naszej małej ojczyźnie bardziej przejrzyste, żeby nie było tak, że decyduje się o nas, bez nas. Żebyśmy nie pozwalali władzy samorządowej na kpienie z obywateli, np. poprzez składanie obietnic bez pokrycia, albo poprzez traktowanie urzędów publicznych w samorządach jako dostępu do rzadkich dóbr publicznych. Żebyśmy nie pozwalali, poprzez milczącą zgodę, na nakładanie w mieście nowych danin i jednoczesne zwalnianie z nich ludzi, którzy są mili oku władzy. Jest więcej niż pewne, że transparentność działań władzy, prowadzi do wzrostu zaufania obywateli do instytucji publicznych, wzmaga rozwój gospodarczy i wspiera ogólną prosperitę, dlaczego więc mamy taki problem z przejrzystością lokalnych układów władzy? Otóż odpowiedzią niech będzie taka konstatacja, że poprzez tajność i opresję, próbuje się utrzymać władzę w sposób daleki od standardów demokracji, która w naszej lokalnej przestrzeni, jeszcze gorzej niż w skali państwa, stała się już dawno fasadą, a chojniczanie w dużej mierze uzależnieni od lokalnych układów wolą milczeć, niż podnosić głos na niesprawiedliwe traktowanie czy nadużycia władzy. 

Mam na 2021 rok, takie idealistyczne życzenie, wypływające z...encykliki Gaudium et spes Pawła VI aby w przestrzeni lokalnej zrealizował się właśnie taki idealny typ działalności publicznej. Tego wszystkim chojniczanom:  

"Ci, którzy posiadają talent do działalności politycznej lub mogą się do niej nadać, a jest to sztuka trudna i zarazem wielce szlachetna, niech się do niej sposobią i oddają się jej nie myśląc o własnej wygodzie lub zyskownym stanowisku. Niech występują przeciw uciskowi ze strony jednostki lub samowładztwu i nietolerancji partii politycznej, działając roztropnie i nienagannie pod względem moralnym, a niech poświęcają się dobru wspólnemu w duchu szczerości i słuszności, owszem z miłością i odwagą polityczną".

Popatrzcie, jak dalekie są to postulaty od tych, którzy w Chojnicach ciągle krzyczą o chrześcijaństwie... i dzierżą władzę w samorządzie.