niedziela, 19 sierpnia 2018

Bezpartyjny koń trojański? Czy Klajna gra solo?

W Chojnicach ujawniła swoją działalność nowa organizacja Bezpartyjni.org, lub Bezpartyjni Ruch Samorządowy. W swej odsłonie ogólnopolskiej ta organizacja ma wyraźne zabarwienie post-platformiane. Na liście osób wspierających, bądź członków Bezpartyjnych są przecież takie tuzy polityki jak niedawny prezydent Poznania Ryszard Grobelny, inni wśród "bezpartyjnych" to ludzie pozbawieni realnego wpływu na politykę w skali państwa, ale skutecznie tworzący rzeczywistość samorządową w swoich "małych ojczyznach". Motyw powstania Bezpartyjnych? Niestety, zamiast rzetelnego programu - jedynie JEDNA przesłanka i to bardzo negatywna - otóż Bezpartyjni zauważają, że do partii politycznych w Polsce nie należy około 98% Polaków, więc oni zakładają Bezpartyjnych. Dla mnie to jak twierdzenie, że 90% Polaków nie kradnie, więc warto założyć mafię. Ogólnie to budowanie mitologii "samorządności" na bazie niechęci wobec instytucji państwa demokratycznego. Kolejny znak pogłębiania się sobiepaństwa w Polsce, gdzie tym zelotom samorządności wydaje się, że samorząd i państwo, to dwie zupełne niezależne od siebie instytucje...państwowe. Być może dlatego obserwujemy jak samorządowy w Polsce stają się rzeczywiscie udzielnymi księstwami, z usłużnymi sądami, prokuratorami, policją i urzędami wszelkiej maści, które działają na telefon, tego czy innego burmistrza, wójta, prezydenta.  

Budowanie w Polsce różnych ruchów politycznych i społecznych na przesłankach, właściwie antypaństwowych i antydemokratycznych jest bardzo powszechne, a na takich według mnie opierają się Bezpartyjni. Jest bowiem tak, że demokracja przedstawicielska budowana jest właśnie przez partie polityczne, a rugowanie partii politycznych z przestrzeni samorządowych, to rzeczywisty odwrót, a nie powrót demokracji. Żaden z takich ruchów nie uzyska bowiem w skali ogólnopolskiej poparcia, który pozwoli mu na przejęcie władzy,ale dość skutecznie będzie szerzył postawy antypaństwowe i antypartyjne, ergo antydemokratyczne. Choć w samych partiach politycznych demokracji jest jak na lekarstwo - o tym wiadomo od dawna, to właśnie partie polityczne są jedynym gwarantem utrzymania ładu politycznego i głupio zaczynać działalność od negatywnej przesłanki, budując w Polakach dalszą niechęć do "partyjniactwa". 

Bez partii politycznych nie ma zabawy w demokrację. 

Chojnicka odsłona Bezpartyjnych jest dla mnie zagadką, bowiem przewodzi jej radny Jacek Klajna, który wszedł do Rady Miejskiej z KWW Arseniusza Finstera przecież. To rodzi moje pytanie, czy Jacek Klajna będzie budował w Chojnicach struktury samorządowe Bezpartyjnych konkurencyjnie do KWW Arseniusza Finstera, czy też Bezpartyjni będą przystawką w KWW Arseniusza Finstera, a może na odwrót - obóz  burmistrza wejdzie do tej organizacji??? Czy to znak rozmału w obozie Burmistrza? Najgorszy scenariusz, to ten, kiedy Bezpertyjni służyliby tylko Finsterowi do kaptowania rzeczywiście bezpartyjnych obywateli, którzy mimowolnie staną się wyborczymi "siłownikami" komitetu Finstera... 

Jeśli zaś, pomimo tego co domniemam powyżej, pan Jacek Klajna wybrał drogę niezależności i rzeczywistej "bezpartyjności", to naprawdę gratuluję i życzę powodzenia. 

piątek, 17 sierpnia 2018

Czy lekarze są trzeźwi?

Wcale mnie nie zdziwił artykuł w "Czasie Chojnic" o nietrzeźwym lekarzu, który w stanie upojenia pełnił swój dyżur. Nie dziwi mnie też to, że lekarz ów był wcześniej zatrudniony w Chojnicach. Pacjencji, znajomi, bliższe i dalsze osoby nie raz opowiadały mi o chojnickich lekarzach, którzy wyraźnie trącili zapachem trawionego alkoholu, będąc w pracy. 

Pytaniem więc pozostanie, ale nie bez odpowiedzi, jak sprawa ma się obecnie w chojnickim szpitalu? Czy dyrekcja widzi problem alkoholizmu wśród chojnickich medyków, czy takiego problemu nie ma, albo go nie dostrzega? Sprawie warto się przyglądać, tym bardziej, że ludzie ci decydują o naszym życiu i przy tych zarobkach, które oferuje im społeczeństwo winni zachować nie tylko trzeźwość umysłu, ale i odpowiednią postawę etyczną w pracy.

Zastanawiające w relacji z "Czasu Chojnic" o lekarzu na gazie jest to, że jest to lekarz anonimowy, nie znajdziemy w tekście, ani wzmianki tożsamości lekarza. Nie wiadomo więc, kto był tym "gazownikiem na służbie". Innym budzącym zdumienie fragmentem relacji o interwencji policji w Czersku jest ta część artykułu w której redaktor twierdzi jakoby lekarz nie naraził "na szczęście" życia i zdrowia pacjentów!?! Dla mnie taka relacja to oczywiste wybielanie tej postaci w oczach opinii publicznej i kolejny dowód na to, że obok kasty prawniczej w Polsce, mamy też niestety do czynienia z kastą lekarzy, którym jak widać wszystko uchodzi gładko. Proszę sobie wyobrazić, że ten lekarz byłby na przykład mężem, jakiejś znanej opozycjonistki w Chojnicach!!! Na pewno w gazecie i lokalnym radio znalazłyby się jego inicjały, a może i pełne dane, wraz z próbą uzyskania stanowiska od małżonki. Ot, takie to są chojnickie standardy. Tym czasem, jak znam życie, ów lekarz zostanie przeniesiony - lub sam się przeniesie, do kolejnej placówki medycznej, i tam też będzie pił na umór, bo przecież i tak nikt się nie odważy w lokalnych mediach napisać jasno kim jest ta osoba. Mam żal do dziennikarza "Czasu Chojnic", że nie podał publicznie imienia i inicjałów nazwiska. Tego wymagałaby rzetelność dziennikarska i wymóg informowania opinii publicznej. Wybielanie prasowe jednak na nic się zda, bowiem w mieście wszyscy już wiedzą, kim był ów "gazownik"!

Pacjentów, którzy wyczują woń alkoholu od lekarzy lub innych pracowników szpitala, nakłaniam do natychmiastowego kontaktu z policją. Wiadomo, że dyrektorowi umykały uwadze takie praktyki jak na przykład sprzedaż papierosów na terenie szpitala, być może nie widzi też problemu nietrzeźwych medyków, jeśli taki problem rzeczywiście jest tak powszechny jak wskazują "miejskie legendy"? 

niedziela, 12 sierpnia 2018

Konsumpcja czy Konstytucja?

Konstytucja! To coraz częstsze zawołanie środowisk pozbawionych realnego wpływu na władzę i bieg zdarzeń na szczeblu państwowym. To hasło nowych "wykluczonych" i "rozczarowanych". Pamiętać bowiem należy o tym, że to polityka i suweren, czyli obywatele państw, są twórcami prawa. Tworzą przez swych przedstawicieli normy i je kodyfikują. Mogą je też zmieniać, a zasadą demokracji liberalnych i przedstawicielskich jest wola większości z uwzględnianiem woli mniejszości. Tę zasadę w Polsce przestrzega się. Gorzej jednak, jeśli myli się pojęcia - otóż dla wielu osób, którym media zrobiły budyń z mózgu, w Polsce Rząd Polski, rzekomo łamie konstytucję. Tak przecież mówią w TVN24, a nawet w jakimś "Washington Post", czy różnych Nju Jorkerach...więc dla pewnej liczby obywateli jest to prawda. Mamy więc poważny problem, bo ruch jaki narasta wokół "konstytucji" i jej rzekomej obrony, przez tych, którzy ją naprawdę łamali i łamią ją nadal, tworzy złudne wrażenie, że w Polsce dzieje się coś złego. Nic takiego się nie dzieje. Dzieją się od kilku lat rzeczy zaskakująco dobre. Szczególnie jeśli bierzemy pod wzgląd rozumienie polskiej racji stanu, to są to rzeczy niespotykane od czasów przedrozbiorowych, Polska staje się państwem na tyle niezależnym i samodzielnym na ile pozwala rzeczywistość gloablizacji. Niestety to narusza liczne interesy światowej finansjery, wielkich koncernów, a nawet małych i średnich lokalnych rzezimieszków, którzy wyrośli na fali neoliberalizmu w okresie transformacji ustrojowej. To co dzieje się w sferze symbolicznej w polityce lokalnej w różnych miastach i miasteczkach Polski budzić powinno grozę. To jak ogniska rokoszu, skrajna i źle rozumiana samorządność staje się lęgowiskiem postaw antypaństwowych, oto rady różnego szczebla bronią zarobków lokalnych samorządowców, pomimo tego, że rząd postanowił o ich obniżce. Dla lokalnych elit, to był skandal, ale skanadalem dla nich nie są ich własne przewinienia, ich skandali nie ma, bo nimi nikt nie żyje, nikt ich nie chce nawet ruszać i odkrywać, bo to po prostu niebezpieczne. To grozi ostracyzmem społecznym w lokalnych społecznościach, to grozi wykluczeniem. Więc złapali się jedynego szeroko rozumianego w Polsce hasła konstytucja - czyli, że władza łamie jakieś tam prawa, a że władza się elicie neoliberalnej i postkomunistycznej nie podoba, to ta napędza falę "konstytucji". 

Te żałosne spektakle przekładają się nawet na dosłownie rozumianą scenę publiczną, kiedy to za nasze pieniądze - za pieniądze obywateli, występują różne kapele, zespoły i artyści, i zakładają sobie koszulki na napisem KONSTYTUCJA. W mojej ocenie sponsorowanie agitacji politycznych ze środków publicznych kanałami poza prawnymi, są niezgodne z prawem. Jeśli bowiem samorząd zaprasza na występ kapelę, to płaci jej za jej repertuar, nie za manifestację polityczną. Wiadomo przecież, że gdyby Ci muzycy założyli sobie koszulki z napisem "PiS", zamiast "konstytucja", to byliby nie otrzymali nawet przewidzianej umową gaży, a ze sceny zniosła by ich jakaś lokalna straż miejska lub gminna, tego lub innego lewacko-neoliberalnego watażki samorządowego. Niestety takie gorszące spektakle widać nawet w przestrzeni lokalnej, na co zgody nie może być. Należy podkreślac, że jest to działanie niezgodne z prawem, a na pewno z powszechnie przyjętymi normami uczciwości w działaniach gospodarczych (płacę tylko za to, co jest przedmiotem umowy), chyba, że samorządy płacą za manifestacje polityczne pod płaszczykiem wspomagania kultury? 

Przykład występu z Charzyków w ostatnich dniach zespołów muzycznych jest ilustracją tej dramatycznej sytuacji w jakiej znalazły się środowiska, które straciły władzę w 2015 r., ponieważ nie mają niczego do zaproponowania Polakom w społecznościach lokalnych, to jedyne paliwo polityczne jakie im pozostało wykorzystują na całego, krzycząc "konstytucja". 

Członkowie społeczeństwa ukierunkowani na konsumpcję, nie konstytucję, są tylko w stanie przełknąć taki skandal, i to bez najmniejszego grymasu. 

Jak napisano na profili ChojniceTV na FB: "Perły i Łotry w konstytucyjnych koszulkach na szantach w Charzykowach".

Link do tej żałosnej manifestacji politycznej za publiczne pieniądze: http://chojnice.tv/wideo-4014-W_konstytucyjnych_koszulkach_Per%C5%82y_i_%C5%81otry_%C5%9Bpiewa%C5%82y_%60Burz%C4%99%60

Pojęcie sprawiedliwości społecznej w Chojnicach

Niewiele trzeba szukać, aby natknąć się na ciekawe informacje odnoszące się do pojęcia sprawiedliwości społecznej w naszym mieście. Wyborcy oddając swój głos, często, choć zapewne nie zawsze, kładą swe poparcie dla opcji politycznej bardziej dając się przyciągać marketingiem politycznym, populistycznymi hasłami, aniżeli rzeczywistym programem. Po prostu - obietnice królują. W ten sposób głosują nawet przeciwko interesom własnym jak i grupy społecznej do której przynależą. W skali polityki krajowej można takie przykłady mnożyć - będzie to choćby ciche poparcie Kościoła katolickiego dla PiS, choć PiS, z wyjątkami jest ugrupowaniem laickim, dalekim od realizacji katolickiej nauki społecznej, bo bliższy jest w tym względzie liberalizmowi w odniesieniu do sfery społecznej i obyczajowej i socjalizmowi w odniesieniu do sfery gospodarczej (chyba też z przejawami kapitalizmu państwowego - patrz grupy zbrojeniowe), kiedy Kościół odwrotnie - ideowo wspiera wolną przedsiębiorczość i samoorganizację, ale w sferze obyczajowej jest tradycyjny i zachowawczy. W zasadzie jest to zderzenie dwóch modeli odnoszących się do alokacji dóbr - model liberalny będzie wzmagał dystrybucję (teoria skapywania bogactwa)- a model socjalny redystrybucję dóbr. 

Wracając do Chojnic. Jak sprawiedliwość społeczną rozumieli i rozumieją lokalni politycy? Czy są bliżsi w swej postawie nurtowi, który sprawiedliwość wiąże z wolnością jednostkową czy z równością społeczną? Jest to zagadnienie na ciekawą pracę naukową, ale postaram się kilka przypadków przedstawić w formie publicystycznej, żebyśmy mieli w Chojnicach nieco więcej jasności na temat: "jak lokalni politycy i samorządowcy rozumieją sprawiedliwość społeczną"?

Zgodnie ze swoimi postulatami sprawiedliwość społeczną w ujęciu obecnej opozycji w Radzie Miejskiej, czyli z stanowiskiem radnych PChS rozumieć można w perspektywie liberalizmu gospodarczego. Działacze tego stowarzyszenia najczęściej bowiem podnoszą publicznie zalety inicjatyw indywidualnych, alternatywnie tych wychodzących z społeczeństwa obywatelskiego w procesie zmiany i podnoszenia poziomu życia. Proponują też rozwiązania, które będą na pozycji uprzywilejowanej stawiały osoby już posiadające jakiś majątek, osoby reprezentujące klasę średnią i wyższą (propozycje wyprzedaży działek miejskich z upustami dla tych, którzy chcą w Chojnicach budować swoje domy).

W ugrupowaniu Burmistrza Finstera sprawiedliwość społeczna jest zawsze reprezentowana z perspektywy grupy posiadającej władzę - więc swoistego utrzymywania status quo. Dla Burmistrza i Jego obozu sprawiedliwym jest wypłacanie na przykład swojemu koledze kilku tysięcy złotych za robotę DJ-a pod chmurką. Według tego obozu, zgodnie z wymogami populizmu, sprawiedliwie jest wspierać sportowców zrzeszonych w klubach piłkarskich i sam klub, ale już nie jest sprawiedliwym utrzymywanie przez Miasto Chojnice przedszkola samorządowego. Z perspektywy tego kręgu osób, polityka silnie łączy się z gospodarką lokalną, a cały ten system podtrzymują różnorakie "siłowniki" Finstera w różnych obszarach, które mają przyczyniać się do legitymowania i utrzymywania władzy przez obóz, który Chojnicami rządzi od 1998 r. Dlatego środowisko to pozyskało już stopień mistrzowski w dystrybucji dóbr publicznych w taki sposób, aby minimalizować szanse utraty władzy. Zresztą taka strategia wobec dysponowania dobrami publicznymi nie jest niczym nadzwyczajnym dla grup trzymających władzę. W ujęciu ideologicznym szkoła rządzenia Finstera, to adaptacja liberalizmu w wersji neo z naleciałościami warunków postkomunistycznych. Jednostka ludzka jest w tej wizji niewiele znaczącą jednostką statystyczną, chyba, że gwarantuje jeszcze więcej dóbr i prestiżu dla grupy trzymającej władzę. Wszystkie inne jednostki, to jednostki statystyczne, uwzględniane przede wszystkim w procesie gry wyborczej.

Nie można w tym zestawieniu pomijać sojuszników politycznych Finstera, którzy faktycznie przynależą do Jego obozu, jeśli nie z miłości i wspólnoty poglądów, to po prostu z pobudek czysto negatywnych - strachu przed utratą władzy (tym też objawia się postkomunizm, że nie daje pełnej zgody na demokratyczne mechanizmy, takie właśnie jak alternacja władzy). Do tego grona zaliczyć trzeba zarówno lokalnego barona PO, czyli Leszka Bonnę, jak i starostę Stanisława Skaję. PO jaką ideologię posiada, to już każdy po latach rządów tej partii rozumie doskonale, jest to neoliberalizm (zysk ponad wszystko). W wydaniu chojnickim jest to wizja zysku ponad wszystkie inne wartości - nie liczą się przyjęte reguły i normy społeczne. Na porządku dziennym jest konflikt interesów, który przyjmowany jest z dobrem inwentarza świata polityki, chodzi przecież o zysk. Na drodze do zysku nie mogą stanąć tak trywialne bariery jak normy i wartości. Dlatego można robić interesy z małżonką, czy kolegami z partii, a nawet być po linii partyjnej szefem własnego szefa, co gwarantuje nietykalność na politycznym stołku. Środowisko to lubi popisywać się indolencją i ignorancją, a nawet chamstwem, kpiąc sobie z "ludu chojnickiego" w sposób zupełnie otwarty. Dla nich milionowe straty zarządzanych przez nich przedsiębiorstw, nie są stratami, tylko na przykład jakąś "amortyzacją", itd. Gdyby nie działanie społeczne, moje i moich dawnych kolegów, to ich poplecznicy dalej pełnili by swoje stołki siejąc społeczne zgorszenie. Ci ludzie kierują się groteskowym założeniem hasła "skapywania". Usprawiedliwiają swoją działalność zasłoną dymną  - wyrażaną poglądem o bogaceniu się wraz z nimi i dzięki nim, szerokich rzesz społecznych. Jest to prosta zasada według, której neoliberał tworzący miejsca pracy i zakładający kolejne przedsiębiorstwa daje ludziom dochód i im więcej kumuluje bogactwa, tym więcej może dla mas spaść z "pańskiego stołu". Dobrze wiemy, jak wsteczne i poronione jest takie myślenie, szczególnie w warunkach lokalnych społeczności tonących w zależnościach postkomunizmu, gdzie wolny rynek oznacza tyle co posiadanie telefonów do odpowiednich osób.

Ostatnim godnym wspomnienia i mającym w obecnych warunkach znaczenie na lokalnej scenie politycznej środowisku jest PiS. Partia rządząca przede wszystkim jako jedyna partia polityczna w III RP dotrzymała obietnic wyborczych! W sensie ideologicznym PiS prezentuje stanowisko socjalno-konserwatywne. Oznacza to troskę o obywateli na różnych szczeblach drabiny społecznej, ale rzeczywiście w największym stopniu troskę o tych, którzy mogą czuć się ofiarami globalnego i polskiego uderzenia neoliberalnej doktryny szoku, która zasiała swoje spustoszenie w państwach Europy Środowo-Wschodniej. Jak wiadomo, nie ominęła i takich miejscowości jak Chojnice. PiS nigdy nie miał znaczącego wpływu w mieście na politykę lokalną. Nie stało się też tak w latach 2005-2007. Dlatego dopiero teraz chojniczanie mają szansę wprowadzić do Rady Miejskiej taką liczbę radnych z listy PiS, która będzie wystarczająca do uzyskania realnego wpływu na proces podejmowania decyzji w mieście. W Chojnicach jest wiele osób, które cierpiały i cierpią niedostatek i biedę, nie tylko z powodu rządów PO w Polsce, ale i z wyniku złego alokowania dóbr publicznych w Chojnicach, który to sposób daleki jest od pojęcia sprawiedliwości społecznej w kanonie myśli socjalno-konserwatywnej.

Na scenie politycznej Chojnic są potencjalnie tylko dwa środowiska polityczne, które mogą gwarantować rozwój zamiast stagnacji, i prawdę zamiast kłamstw. Jedną z tych grup jest PiS, a drugą, może być PChS, jeśli wróci na łono myśli i charakteru ideowego, który zakreśliłem tej organizacji już w pierwszym jej regulaminie z którym została najpierw zarejestrowana.

W mojej opinii Arseniusz Finster nadal ma spore szanse na utrzymanie stanowiska burmistrza, i to niestety nie na 4, a na 5 kolejnych lat, ale Rada Miejska w ordynacji proporcjonalnej może stać się miejscem dla silnej opozycji, a być może i sama Rada Miejska będzie w większości w opozycji do Arseniusza Finstera. I taki scenariusz uważam za najbardziej korzystny dla Miasta Chojnice na kolejne 5 lat. Dopuszczam myśl, że Finster będzie nadal Burmistrzem, ale Rada Miejska będzie nasza, przez co Finster będzie wiązany w swoich czasami irracjonalnych decyzjach.

W Chojnicach na jesień sprawiedliwości stanie się zadość, jeśli spełni się hasło: "Nasza Rada, Wasz Burmistrz".




wtorek, 3 lipca 2018

Omijanie prawa

Kolejna rada opowiedziała się przeciwko Rządowi RP, przeciwko Sejmowi i przeciwko władzy w Polsce. Jest to niestety Rada Miejska w Chojnicach. Oczywiście radni z uporem maniaka, twierdząc, ze w Polsce łamie się demokrację, to postanawiają nie obniżać burmistrzowi Chojnic wynagrodzenia, tylko omijając prawo prowadzą do sytuacji w której wynagrodzenie to zmienia się symbolicznie. Ponownie też usłyszeć można było kuriozalne wyjaśnienia - otóż burmistrz "takiego" miasta nie może zarabiać zaledwie "takich" pieniędzy czyli nieco ponad 10 tys. złotych, bo to odpowiedzialna i prestiżowa funkcja. Jasne, ale idąc tym tokiem myślenia, to starosta powinien zarabiać 30 tys. wojewoda 300 tys., a premier to nie wiem, może i 3 mln miesięcznie. 

To co się dzieje, to jest oczywiste omijanie prawa i uchwały te będą z pewnością zaskarżane i uchylane, bo to omijanie prawa. Większość obecnych radnych jest niezdolna do samodzielnego myślenia, dali tego dobitny wyraz na ostatniej sesji. Zachowanie opozycji też nie było lepsze, pewnym tylko pozytywnym przejawem był sam fakt głosowania, kiedy opozycja jednak dała wyraz woli przestrzegania prawa, choć uznała je za złe prawo. 

W ten właśnie sposób lokalne rady jednostek samorządu terytorialnego dolewają oliwy do ognia podziałów społecznych w Polsce, jątrzą i dla swych pryncypałów są w stanie stawiać się w roli niemal przestępców - umyślnie - w mojej ocenie łamiąc prawo przez jego omijanie. 

Po ludzku zaś patrząc a sprawę, nie jest fair, że Zjednoczona Prawica wprowadza takie prawo w trakcie trwania obecnej kadencji, trzeba było je wprowadzić od trwania nowej kadencji po jesiennych wyborach i nie byłoby ono takim paliwem ideologicznym przeciwko PiS jakim stało się obecnie. W samorządach zaś straszny beton zasiada, nie są to ludzie, którzy chcieliby jakiegoś realnego postępu i zmian społecznych, a raczej realizacji wizji własnych środowisk i ciągłego internalizowania zysków z posiadania władzy i przerzucania kosztów jej pełnienia na społeczeństwo. Przecież bądźmy szczerzy, włodarze poza wynagrodzeniem mają też szereg innych apanaży w postaci wyjazdów, telefonów, kart służbowych, itd. Dlatego ich opór nie jest realnie wobec tych około 2 tys. złotych, które mieli stracić, ale raczej jest to opór wobec władzy centralnej, która przecież ma prawo ingeroać w samorządy terytorialne, chyba, ze komuś się wydaje, że istnieje taka autonomia, że dana gmina funkcjonuje autonomicznie względem instytucji państwa, ale się wtedy grubo myli w swojej ocenie. 

piątek, 29 czerwca 2018

Wielka mistyfikacja - "gmina" Rytel

Od sierpnia zeszłego roku słuchamy, oglądamy i ulegamy fali naporu medialnego bohatera z Rytla sołtysa Łukasza Ossowskiego, który zagląda do naszych mieszkań z telewizji, radio i internetu. Mnie osobiście nic bardziej nie razi, jak rzucanie szumnych haseł przy jednoczesnej całkowitej ignorancji dla faktów. Piszę o tej sprawie od miesięcy - gminy Rytel nie będzie, choć spadają za to na mnie ciosy, bo według wielu "uczepiłem się kolejnej osoby". Nawet zdążyłem te swoje poglądy o braku przesłanek dla powołania gminy Rytel, na podbudowie faktograficznej zaprezentować na konferencji naukowej, a pisarski wynik tej analizy wkrótce ujrzy światło dzienne. 

Z Czytelnikami bloga podzielę się tylko jednym znaczącym argumentem, ale chyba swoistym ultima ratio. Argument to z którym ciężko wejść w dyskusję, bo jest absolutny i ostateczny. 

Już tłumaczę o co chodzi. Otóż podstawą powołania nowej gminy są zapisy Ustawy o samorządzie gminnym i inne ustawy szczegółowe. Od pewnego czasu społeczności lokalne w sprawach ich dotyczących, w tym w sprawie utworzenia nowej gminy wnioskują o przeprowadzenie referendum. Tak też stało się w przypadku Rytla, sołtys zainicjował ze swoim środowiskiem zbieranie podpisów wśród mieszkańców, a to niechybnie miałoby doprowadzić do referendum i zgodnie z nadziejami sołtysa do powstania gminy Rytel. Niestety, ale inicjatorzy nie dokonali żadnych niezbędnych kroków formalnych na drodze do powołania gminy Rytel, poza oczywiście robieniem szumu medialnego są po prostu w punkcie zero. Dla powstania nowej gminy są dwa warunki zaporowe to: liczebność mieszkańców przyszłej gminy, która to nie może być mniejsza od najmniejszej pod względem liczby mieszkańców gminy w Polsce oraz wartość podstawowego podatku dochodowego w przyszłej gminie w przeliczeniu na mieszkańca. Ten pierwszy warunek Rytel spełnia, ale drugiego prawdopodobnie nie spełnia. Jednak, żeby ustalić to ostatecznie, trzeba dokonać dogłębnej analizy, którą w polskich warunkach wykonuje wojewoda. Dlaczego wojewoda? Bo tak stanowi prawo, choć swoistą luką jest to, że GUS nie posiada danych na temat podstawowego podatku dochodowego dla mieszkańców sołectw (patrz dokument poniżej). Jednak, aby tak się stało - aby wykonano analizę, to PRZED, zbieraniem podpisów o referendum i przed jakimikolwiek działaniami inicjatorzy utworzenia gminy powinni się zwrócić do wojewody właściwego o wykonanie analizy możliwości utworzenia gminy na pożądanym przez nich obszarze. Nigdy takich wniosków nikt z inicjatorów z Rytla nigdzie nie wysłał (i jak sensacyjnie to brzmi w konfrontacji z zapewnieniami inicjatorów, że rozmawiali już o sprawie zarówno z wojewodą, ministrem, a mało tego z Prezydentem RP - można zapytać teraz - i co z tego?). Oznacza to, że nie dość, że robi się szum medialny wokół sprawy, a z tego czyni się swoistą trampolinę władzy, to na dodatek po prostu jest to manipulacja opinią publiczną, bowiem inicjatorzy nie zadbali zupełnie o sprawy formalne. Uważam, że jest to dowód na to, że inicjatorzy tylko pozornie pragną powołania gminy Rytel, a chodzi o nic innego jak o rozgłos wokół określonych osób, który ma się stać trampoliną do władzy w najbliższych wyborach. W tym kontekście warto tylko zapytać, po co wciąga się w zbieranie podpisów ludzi pod czymś, co nie ma żadnych podstaw formalnych??? Warto mieć na względzie to co napisałem, bo to ma odzwierciedlenie w orzecznictwie sądów administracyjnych, bez analizy wykonalności projektu utworzenia nowej gminy wykonanej przez wojewodę, nie ma mowy o utworzeniu nowej gminy. W mojej ocenie jest to ponury żart z mieszkańców. Nawet nie wierzę w niekompetencję i brak wiedzy, ale uważam całą aferę za działanie celowe, całkowicie podporządkowane logice tegorocznych wyborów samorządowych. Pamiętajmy, że minęło 10 miesięcy od kiedy rzucono hasło "gminy" Rytel na bazie niezadowolenia sołtysa wobec działań państwa i gminy w okresie sierpniowej nawałnicy. Początkowo jak się sprawie przyglądałem, to myślałem, że chodzi tylko o skok po władzę i utworzenie własnej gminy, zdobycie władzy nad "pieczątkami", a tu proszę, fakty rzucają nowe światło na sprawę. Prawdopodobnie chodzi o skok po władzę, ale do już od dawna istniejących gmin i powiatów...Jakby nie było, szanse na powołanie gminy Rytel wynoszą okrągłe 0. Dlatego proszę mieszkańców, aby nie tracili energii na działania inicjowane wokół tej sprawy, bo ta sprawa nie ma żadnych podstaw formalnych i jest tylko dalszym pompowaniem wizerunku jednego człowieka i jego środowiska, który próbuje zrobić karierę medialną i polityczną. 

Na powyżej zaprezentowane okoliczności, przedstawiam poniższą dokumentację, potwierdzającą fakty o których napisałem, a które ustaliłem po korespondencji z Urzędem Wojewódzkim w Gdańsk i i Urzędem Miejskim w Czersku. Wniosek jest oczywisty - gminy Rytel nie będzie, a prawdopodobnie, nigdy jej nawet nie miało być. 


1. Pismo z Urzędu Wojewódzkiego w Gdańsku.

2. Pismo z Urzędu Miejskiego w Czersku. 


3. Pismo z Urzędu Statystycznego w Gdańsku. 



sobota, 23 czerwca 2018

Sobiepaństwo samorządowe

Czyści niczym łza, dbający o etyczność życia publicznego i poszanowanie prawa w każdym aspekcie życia społecznego, lokalni włodarze z oburzeniem przyjęli "dyktatorski" nakaz Sejmu RP o obniżeniu wynagrodzeń wójtom, burmistrzom, starostom. Podniosły się słuszne przecież głosy krytyki, jak bowiem może ta "okupacyjna" władza polska dopuszczać się takich czynów wobec "autonomicznych" samorządów w Polsce, żeby obniżać zarobki "zworników" lokalnych układów? Tych kacyków postkomuny, którzy tak dobrze dbają o interesy pasących się na groszu publicznym nowobogackich bonzów, którzy wszem i wobec krzyczą, że są biznesmenami, bo są milionerami, bo się sami dorobili! I teraz ten wredny pisowski atak, na ikony układów lokalnych, to jak zamach, zresztą kolejny zamach - na demokrację! Bo jak można panu wójtowi, panu staroście, panu burmistrzowi taką potwarz wyrządzić, żeby głosować za odjęciem mu pieniędzy. Jak zagłosować za POWSZECHNIE OBOWIĄZUJĄCYM PRAWEM, czyli za obniżeniem o 20% wynagrodzenia swojego politycznego mocodawcy, wójta, burmistrza albo starosty i nie popaść w niełaskę? Oj, nie da się, tego się nie da zrobić. Trzeba więc walczyć słowem i czynem z tą "polską okupacją", bo samorząd w Polsce to synonim po prostu sobiepaństwa. Stąd więc panie i panowie sobiepaństwo, za skandal uznają obniżkę pensji bonzów samorządowych o 20%, bo to....populizm. Każdy myślący człowiek kula się ze śmiechu, który przeplata dygotem wzgardy dla tej łżej elity, która instrumentalnie rozumie i stosuje prawo polskie do swoich własnych potrzeb. Psubraty, które nie mają nigdy względu dla interesów i potrzeb społecznych, ale chroniąc swoje interesy zgodzą się na każdą podłość i występek wobec czystego rozumu.