wtorek, 12 grudnia 2017

13 grudnia w Chojnicach

Pamiętajmy o tej dacie: 13 grudnia 1981 r. 

Stan wojenny został wprowadzony na obszarze całej Polski, wtedy formalnie w PRL. Udało mi się zebrać już wiele materiałów, wspomnień i relacji, dotarłem do dokumentów o tym jak wprowadzano stan wojenny w Polsce i co działo się w Chojnicach i na ziemi chojnickiej w stanie wojennym. Niestety, choć materiały zbieram od trzech lat, to nadal nie udało mi się napisać z tego choćby artykułu, ale wierzę, że przed kolejną rocznicą zdołam to zrobić. 

Na ten moment, po zapoznaniu się z częścią materiałów, twierdzę, że w grudniu 1981 r. ukonstytuowała się ekipa władzy, która miała wpływ na chojnicką rzeczywistość długo po upadku reżimu komunistycznego i zachowała swoje wpływy poprzez świadome przejście przez proces transformacji. Wygląda to z lokalnej perspektywy tak, jakby dzięki stanowi wojennemu przygotowano się też do procesów prywatyzacji i przejścia dużej liczby wpływowych komunistów do samorządu oraz do sektora przedsiębiorstw prywatnych - na tzw. "majątku za złotówkę". Być może kiedyś uda się przybliżyć ten proces w detalach. 

"Dnia 13-go, wykluła się WRON-a czarna z jaja czerwonego"!

Powyborcze refleksje

Jedna z myśli, która nie daje mi spokoju po wyborach dotyczy tragicznie niskiej frekwencji w okręgu nr 10. Około 10% wyborców przy urnie, to upadek demokracji, wstyd po prostu dla chojniczan, ale i poza miasto. Czy rzeczywiście mieszkańcom, którzy nie głosowali, zależy jedynie na ciepłej wodzie w kranie? Dlaczego mają "w nosie" samorząd i wybory? Czy był zbyt mały wybór wśród kandydatów? Czy czymś zniechęciliśmy wyborców? Co się stało? Może mieszkańcy tego okręgu pozostawią jakiś rzeczowy komentarz w tej sprawie? 

Swoistą okolicznością jest fakt, tego, że na tym osiedlu przewodniczącą jest Kornelia Żywicka, jedna z liderek PChS. Stowarzyszenia, które się chwali, że od wielu lat przykłada się do aktywizacji obywatelskiej? Jak im ta aktywizacja wychodzi, skoro do urny na ich przede wszystkim zawołanie idzie ledwie 10% wyborców? Jest się czym szczycić, naprawdę?

No i słowa Brunki dla "Gazety Pomorskiej", że te wybory pokazały, iż liczą się dwie siły w mieście PChS i drużyna Finstera. Rzeczywiście fanfary w obliczu klęski to specjalność Brunki, który w 2014 r. popsuł własną kampanię wyborczą. Spójrzmy na to obiektywnie, być może jest tak, że agresywne zachowania ludzi PChS i obozu Finstera zamiast zachęcać do udziału w wyborach to zniechęciły mieszkańców? Przecież czytało się o jakichś przepychankach między ludźmi KWW AF i PChS. Groźbach i co tam jeszcze? Oskarżeniach wzajemnych. Brunka pomija jeden zasadniczy fakt, w wyborach sierpniowych PiS zebrał ok. 18% głosów, obecnie zebrałem ok. 14%. Nie jest więc tak jakby chciał Brunka, że na scenie pozostanie KWW AF i PChS. Jeśli wrócimy do ordynacji proporcjonalnej to uważam, że PiS zbierze najmniej te właśnie ok. 15% głosów w mieście, a taki wynik zapewni co najmniej 3 mandaty, choć uważam, że PiS zdobędzie w skali miasta w 2018 r. ok. 18-22% głosów, a to przełoży się na 5 mandatów w Radzie Miejskiej. PChS nie przekroczy tego progu i uzyska być może podobne poparcie. Brunka po zwycięstwie Macieja Kasprzaka stracił kontakt z rzeczywistością i uzurpuje sobie prawo do bycia "jedyna opozycją w mieście". Nie jest nią i nie był, ideowo i w odniesieniu do myśli politycznej jest na mieliźnie, co udowodnił dosadnie w ciągu trzech lat "memłania" w Radzie Miejskiej - efektów zero - co też w 2018 r. dokładnie podsumuję. 

Pamiętajcie Państwo, a będę to powtarzał jak mantrę, to ja założyłem PChS, nadałem mu cele i program ideowy od którego Brunka i ekipa odeszli bardzo daleko. Obecnie PChS faszyzuje słowami i postawą Brunki sferę publiczną - już nie tylko Kaczmarek, ale i cały PChS staje się lustrzanym odbiciem ekipy Finstera...choć, jak przywykłem wspominać ostatnimi czasy, z Finsterem można usiąść do konstruktywnej rozmowy nad przyszłością Miasta. Z Brunką rozmowy nie ma, ten człowiek zapomniał czym jest dialog. Jego ulubionym orężem ostatnio stał się język nienawiści. Taka postawa nie ma nic wspólnego z ideą społeczeństwa obywatelskiego. Najsmutniejsze zaś jest to, że w trakcie kampanii wyborczej PChS nie ograniczył się do walki z Finsterem, ale słowami Brunki poniżał mnie i znieważał w oczach opinii publicznej, wręcz wyrażał oburzenie z samego faktu mojego startu. Przecież jak śmiałem w totalizującym umyśle Brunki w ogóle założyć komitet i startować z tego okręgu? Jakim prawem? Brunka, to ja Ci odpowiem publicznie - prawem demokracji. Prawem uczestnictwa w życiu publicznym. Do którego niby to publicznie nawołujecie, ale zaraz jak ktoś spoza waszego sanhedrynu z niego skorzysta to Brunka biczuje taką osobę publicznie. Zamiast cieszyć się - że to większy wybór dla mieszkańców, szersza oferta, wzrost demokracji i rywalizacji. 

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Wydano ostrzeżenie

Marcin Łęgowski, radny, który powraca niczym bumerang do Rady Miejskiej udzielając wywiadu Radio Weekend, stwierdził, że cieszy się z ostrzeżenia, które dostały osoby siejące dyskusję. Spektakularny jest to znak zachęty dla wszystkich milczków i klakierów władzy, siedźcie cicho, bo będzie ostrzeżenie, a jak nie ostrzeżenie - to później co? 

Według radnego Łęgowskiego "normalni ludzie nie dają na to przyzwolenia" - czyli normalni, to ci ludzie w odczuciu Łęgowskiego, którzy siedzą cicho w domu, biernie i karnie słuchają komunikatów władzy i podążają za jej wskazaniami. 

Poza tym radny czytający prawdopodobnie z kartki swój komentarz dla lokalnej rozgłośni, mógł dać komuś ten ośmieszający go tekst do konsultacji, bo w całym swym wydźwięku brzmi on złowieszczo i zwyczajnie idiotycznie. 

Pamiętajcie chojniczanie - wydano już dla was ostrzeżenie, jednomyślność albo...ostrzeżenie! Poziom przerażający i bliższy zabitej dechami dziurze, aniżeli 40 tys. miastu o jakichś aspiracjach.

WeekendFM:https://www.weekendfm.pl/?n=68977&chojnice_-komentarz_zwyciezcy_wyborow_uzupelniajacych_w_chojnicach

niedziela, 10 grudnia 2017

Po wyborach: komentarz


Wieczór wyborczy w mini skali za nami. Czas na poważne podsumowanie.

Wyniki wyborów uzupełniających 10 grudnia 2017 r. do Rady Miejskiej w Chojnicach: 106 oddanych głosów, 105 ważnych. 50 głosów na Marcina Łęgowskiego z KWW Arseniusza Finstera; 40 głosów na Kornelię Żywicką z PChS, 15 głosów na mnie z KWW Marcina Wałdocha. 

Co myślę o tych wyborach i ich wynikach?

Po pierwsze przerażająco niska frekwencja, liczyłem na 15%, a nawet tyle nie osiągnęliśmy i to jest porażka wszystkich trzech komitetów wyborczych. Frekwencja na poziomie 10% to obraz upadku kultury politycznej w naszym mieście. 

Po drugie otrzymałem 14,3 % głosów, z jednej strony można powiedzieć porażka, i tak jest to wyborcza przegrana, ale z drugiej strony tylko ja byłem w pełni niezależnym kandydatem, który założył swój, po raz pierwszy, komitet wyborczy.

Po trzecie, siły opozycji otrzymały łącznie 52,4% głosów, co jest dla mnie zadowalającym wynikiem. Wskazać przecież trzeba, że założyłem PChS lata temu, a do tego teraz powołałem własny komitet wyborczy i choć podzieleni, to stanowimy większą siłę niż Arseniusz Finster.

Po czwarte, były to chyba najdroższe wybory w historii Chojnic. Pomimo tego, że każdy komitet mógł wydać tylko do 1 tys. złotych na kampanię, jasnym dla mnie jest, że wyłożenie ok. 3 tys. za 105 głosów, to niespotykana dotąd skala nakładów. Zwykle w wyborach samorządowych "płaci" się za głos ok. 3-5 zł, a tym razem jest to 10x wyższa kwota!!! 

Po piąte, głosy tych 15 osób, które oddały na mnie głos, nie będą zmarnowane. Jako jedyny kandydat stworzyłem program wyborczy.  Niestety, w okręgu znalazło się tylko 15 racjonalnych i świadomych wyborców. Wiadomo, że Marcin Łęgowski będzie mechanicznie, nadal, podnosił rękę na wskazanie Burmistrza w sposób zupełnie bezrefleksyjny, a Kornelia Żywicka nie miała żadnego programu, poza tym, że wypisała cele PChS, które słowo w słowo są mojego autorstwa, a gdyby weszła do rady to byłaby posłuszna innemu autokracie - Mariuszowi Brunce, bo niestety sama ma niewiele do powiedzenia na temat spraw społecznych i publicznych. 

Właśnie - Brunka. Mariusz Brunka nie dość, że w kampanii wyborczej nie wykazywał się nigdy błyskotliwością i sam zepsuł swoją własną kampanię w 2014 r., kiedy go silnie wspierałem, to jeszcze obecnie prowadzi wobec mnie szeroką kampanię negatywną wraz ze swoim Kamilkiem. Obaj, choć nic w Chojnicach nie wytworzyli, co miałoby pozytywny i masowy oddźwięk, to obarczają mnie winą za własną porażkę i przegraną Kornelii Żywickiej. Panowie i Panie - za swoje wyniki wińcie siebie. Natomiast chciałbym wskazać, że wiele osób informowało mnie o niestosownych i bardzo niemerytorycznych uwagach Brunki na mój temat w czasie kampanii wyborczej. Ten podstarzały kawaler, będący fanem kotów i odgrywający w Radzie Miejskiej przez przynajmniej dwa lata rolę Stańczyka nadwornego znalazł sobie ostatnio upodobanie w atakowaniu mnie. Być może jest to wynik frustracji w związku z tym, że w Radzie Miejskiej jest typowym przedstawicielem bezradnego radnego, który poza próbami wkładania kija w szprychy i rzucaniem piaskiem po oczach nie potrafił jak dotąd wykreować żadnego projektu, który zostałby przez Radę Miejską przegłosowany. Język zaś którym się posługuje Brunka, to taki żargon typowo uliczny, pełny pogardy, i myślę, że po najbliższych wyborach jedynie na ulicy Brunka będzie mógł się dzielić swoimi niewybrednymi uwagami i spostrzeżeniami. Człowieka bowiem o takiej kulturze nikt nie powinien już traktować poważnie. Panowie Brunka i Kaczmarek w tej kampanii zajęli się przede wszystkim sprawami osobistymi i obyczajowymi, liczeniem kandydatom dzieci i określaniem różnych preferencji i umięjetności. W zapale swojego przemysłu pogardy jaki uruchomili nie mieli jak dotąd czasu na stworzenie żadnego programu dla Chojnic. Natomiast mieli czas, jak Kaczmarek na wysyłanie mi niewybrednych insynuacji w prywatnych wiadomościach, jakieś zniuansowane zastraszanie mnie. Do tego znaleźli też czas na, jak zawsze, bezsensowne batalie sądowe z Arseniuszem Finsterem, które tylko zniechęciły wyborców do udziału w głosowaniu. Z przykrością muszę przyznać, że wyższą kulturą wykazali się nawet przeciwnicy z KWW Arseniusza Finstera. Niestety nienawiść Brunki i Kaczmarka do mnie zeszła na jakiś nihilistyczny poziom i myślę, że wiele osób to obserwuje z pogardą i niedowierzaniem. Powiem wprost i po chłopsku - tym facetom po prostu odbiło. Przejawianie przez te dwie postaci chęci monopolizacji sceny politycznej, uzurpowania sobie prawa do bycia jedyną opozycją w mieście i łaszenie się na władzę bez programu, to elementy postawy, które na pewno zostały krytycznie ocenione przez wyborców. Wyborcy powinni mieć jak największy wybór ugrupowań, programów, itd. Niestety PChS tego nie rozumie i staje się organizacją faszyzującą sferę publiczną, co jest równie groźne jak zjawiska, które sami krytykują i które wiążą z ekipą władzy Arseniusza Finstera. Mam coraz bardziej wrażenie, że gdyby Ci ludzie z PChS kiedykolwiek wygrali wybory, to można będzie jasno powiedzieć, odnosząc to do społecznośći lokalnej, że: "zamienił stryjek, motykę na kijek". Dlatego dla mnie przeciwnikami na scenie publicznej są zarówno PChS, jak i Arseniusz Finster, ale z Burmistrzem okazuje się, można konstruktywnie rozmawiać, z PChSem nie ma o czym, tam jest tylko język pogardy. 

Dziękuję też za poparcie ChRS i PiS. Ciężko zmierzyć jakie miało ono przełożenie w tym okręgu, czy było wartością dodaną czy też, nie, ale nie wypierałem się tego, że jestem z PiS i że uzyskałem poparcie kolegów z ChRS, choć założyłem swój własny komitet. Ta kampania to poważne doświadczenie i sygnał przed przyszłymi wyborami. Z ok. 15% poparciem można uzyskać kilka mandatów w Radzie Miejskiej w ordynacji proporcjonalnej. W końcu Chojnice będą na drodze do tego, aby stać się Perłą Pomorza.

Szczególnie zaś dziękuję za pomoc i udział w pracach komitetu wyborczego: Zbigniewowi, Tomkowi, Krzysztofowi oraz Ani i Łukaszowi. 

Pierwszą sprawą jaką będę próbował poruszyć w kontekście Osiedla Hallera będzie budowa parkingu o kilku poziomach, tak aby w końcu udało się rozwiązać palący dla osiedla problem. 

piątek, 8 grudnia 2017

O kampanii wyborczej

Dziś dobiega końca kampania wyborcza w wyborach uzupełniających do Rady Miejskiej w Chojnicach.

Tytułem jej podsumowania, chciałbym się podzielić kilkoma refleksjami. Zaskoczył mnie brak informacji o wyborach na nowej stronie Urzędu Miejskiego w Chojnicach - żadnej zachęty dla obywateli? Pozytywnie zaś jestem nastawiony działaniami w czasie kampanii ze strony wszystkich komitetów wyborczych. Uważam, że wspólnie zrobiliśmy wszystko co było możliwe, aby do urny poszło jak najwięcej wyborców z okręgu. Niestety obawiam się, że frekwencja nie przekroczy 15%, ale mogę się mylić. Z pewnością nie przekroczy 30%, ale jeśli wyjdzie ponad 20%, to i tak będzie trzeba uznać za duży sukces i wynik pracy komitetów wyborczych. 

Moim przeciwnikom - kontrkandydatom, życzę powodzenia, a wyborcom życzę, żeby 10 grudnia wygrał najlepszy program dla Chojnic! 

Zero ofiar

Czasami naprawdę nie warto tracić czasu i energii na wyważanie otwartych drzwi. Mam na myśli chojnickie problemy z bezpieczeństwem pieszych w ruchu drogowym - czyli ofiarami na przejściach i potrąceniami pieszych.

W Jaworznie, mieście dwukrotnie większym od Chojnic, wdrożono wiele rozwiązań infrastrukturalnych, które zredukowały liczbę ofiar do zera. Proponuję więc, abyśmy z rozwiązań jaworznickich skorzystali. Na artykuł o sprawie natknąłem się przypadkowo u kolegi Krystiana na Facebooku :) 

Polecam lekturze, bo doświadczenia jaworznickie wskazują jasno, możemy dzięki racjonalnemu podejściu ocalić życia wielu ludzi w mieście. Skorzystajmy więc z rozwiązań jaworznickich: http://www.brd24.pl/infrastruktura/jaworzno-czyli-najbezpieczniejsze-miasto-polsce-liczbe-smiertelnych-wypadkow-zredukowali-zera/