niedziela, 27 grudnia 2015

Instytucjonaliści a klientelizm

Utarło się w przestrzeni wyjałowionej przez lata socrealizmu, że społeczeństwo z jednej strony władzą gardzi z drugiej chyli przed nią czoła i uznaje jedynie tylko to, co związane z instytucją publiczną. Wiąże się to w odbiorze powszechnym z wysokim prestiżem i finansową zasobnością.

Idąc tą droga, pozbawieni minimum krytycznego oglądu rzeczywistości i łasi na poklask w towarzystwie "autorytetów" rangi burmistrza czy starosty wychowywani są kolejni apologeci klientelizmu, którzy za wydanie książeczki, artykuliku, czy jakąś synekurkę skłonni są uczestniczyć w pracach "osłonowych" władzy chojnickiej. System finsterowskich siłowników i sieć synekur politycznych nie są wystarczające do zabezpieczenia władzy w atrofii, dlatego władza podejmuje wysiłki tworzenia organizacji i instytucji "osłonowych", które niczym PRL-owskie organizacje młodzieżowe mają zapewnić wybranym świetlaną przyszłość i rozwój. Negatywnym skutkiem tych paktyk jest ściąganie mądrości do poziomu głupoty i konieczność rozpatrywania twórczości wybranych osób z wyraźnych rozdzieleniem dzieła od osoby, czego właśnie władza chciałaby unikać wpajając społeczeństwu takie rozumienie sfery kultury w mieście w której to osoba równa się dzieło, a dzieło oznacza osobę. Dokonując takiego zrównania otrzymuje się dogodne narzędzie "windowania" i "glebienia" poszczególnych osób. Jednym będzie się odmawiać zakupu ich książek za 100 zł, aby innym zasponsorować wydanie, być może nawet wartościowego dzieła, za kilka tysięcy złotych. Przy tym pozostaną nadal niejasne kryteria doboru oraz oceny, która w dość partykularny sposób dokonywana będzie przez "dworskiego mędrka", który wydaje pieniądze publiczne poza systemem grantów, mówiąc zwykle "tą książkę". Skądinąd z zakresu nauk społecznych, recenzowaną przez inżyniera budowy maszyn. Tworząc w ten sposób "autorytet na użytek" w sposób symboliczny dokonuje się oplatania ośrodka władzy kolejną siecią, tak aby niemożliwym stało się dla "gawiedzi" przeniknięcie do istoty jego działań. Władza w atrofii pozbawiona jest autentycznych autorytetów, ale ciągle zdolna jest do "brania w jasyr" poszczególne jednostki wykazujące się odpowiednim stosunkiem ambicji i spolegliwości. Wszystko to dzieje się z potrzeby społecznej legitymizacji działań władzy, której wątpliwe autorytety wynikają z zakupionych dyplomów i osiągania szczebli wykształcenia w okresie siwienia skroni, gdzie bardziej aniżeli merytoryka, ciężka praca i rozwój liczy się już życiowe doświadczenie i posiadanie "systemu dojść i możliwości". 

Ta smutna chojnicka rzeczywistość dokonuje się z udziałem osób młodych, które zajmowały się przecież zagadnieniami szczytnych idei i myśli, dziś jednak broczą ramię w ramię w kieracie pracy dla utrzymania wizerunku władzy, która żywi i w nadziei pozwoli na panowanie nad innymi. Czym ten realizowany program, będący jednocześnie równolegle prowadzony do depolityzacji społeczeństwa ma się zakończyć? Otóż reprodukcją elit, bez zmiany jakościowej ich samych i naszej demokracji lokalnej. Dlatego patrzę na te wydarzenia z politowaniem, bo to ludzie zostali "zmiażdżeni" i sprowadzeni działaniami władzy "do partetu" i pozostają bez sił własnych na wydzwignięcie się do poziomu godności, gdzie nie trzeba publicznie przyklaskiwać kłamstwom, które nabierają mocy instytucjonalnej, a spektakl, który się kreuje wydaje się być przeniesionym żywcem z desek jakiegoś podrzędnego teatru. Źle się dzieje, bowiem ludzie chcący odkrywać prawdę o życiu i świecie, w przestrzeni lokalnej legitymizują swoimi postawami i zachowaniami kłamstwa instytucjonalne, umacniając społeczną zmowę milczenia nad prawdą o której wszyscy wiemy, jaka jest. Całemu spektaklowi przyklaskuje niestety lokalny "Stańczyk", który niby gani, niby chwali, ale sam nie wie, ani do czego dąży, ani do czego prowadzi, bo jak nie może być dobrze, to niech chociaż będzie zabawnie :)


czwartek, 24 grudnia 2015

Święteczna refleksja

Cieszyć się należy ze świątecznej atmosfery, mnie osobiście raduje brak tradycji przy okazji Bożego Narodzenia, która umożliwiałaby władzy miejskiej znowu noszenie Krzyża ulicami miasta, albo "dzieciątka Jezus". Choć kto wie, może jakiś niezbyt gramotny człowiek wpadnie i niedługo na taką formę promocji włodarzy. Na razie jednak spędźmy w spokoju zbliżające się Święta,  jedyne z których władza nie czyni sobie publicznej promocji.

Wesołych Świąt!

środa, 23 grudnia 2015

Co z lokalną demokracją?

Według samego Arseniusza Finster, jak pisze na swoim koncie Facebook, gdzie uaktywnia się tylko wtedy, kiedy grozi mu już całkowicie utrata zaufania publicznego, albo kiedy szuka poparcia w elektoracie: "Wbrew szerzonym opiniom, demokracja w Chojnicach ma się dobrze. I jestem z tego bardzo rad".


Chciałbym się do tej opinii burmistrza odnieść. Otóż w czasie kampanii samorządowej 2014 r. burmistrz Finster wyrzucił mnie ze znajomych i fanów swojej strony internetowej na Facebooku (http://polityka-chojnice.blogspot.com/2014/10/cenzor-finster.html), a jakiś czas temu sprawdzałem czy burmistrz nadal interesuje się utrzymywaniem otwartych relacji i kontaktu z mieszkańcami: (http://polityka-chojnice.blogspot.com/2015/08/facebook-umar-stary.html). 

Dziś na Facebooku, chciałem zabrać głos w jednej z dyskusji, jaka toczyła się dwa dni temu na koncie burmistrza Finstera, ale okazało się, że Cenzor działa tak dobrze, że pomimo tego, iż w Chojnicach "demokracja ma się dobrze", to nadal jestem zablokowany i nie wolno mi zabierać głosu na koncie burmistrza Finstera. Rzeczywiście demokracja w rozumieniu Finstera ma się dobrze, szczególnie respektowany jest pluralizm myśli i poglądów oraz swoboda ich wyrażania.

W mojej jednak opinii, demokracja lokalna w Chojnicach ma się jak najgorzej. Jeśli w ciągu roku nie zdjęto ze mnie cenzury na koncie burmistrza, to oznacza kontynuacje praktyk autorytarnych i wykluczających.

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Atrofia władzy

Atrofia - to w przyrodzie zjawisko zaniku, obumierania, wiądu między innymi z braku czynności.

Sytuacja, jaka powstała po referendum zmusiła nawet chojnickiego burmistrza do reaktywacji Jego konta na Facebooku. Jest to tylko objaw, głębokiego kryzysu w jakim znalazła się drużyna Finstera.

Być może uczynię nieco przejaskrawioną analogię, położenia Finstera do stanu w jakim znalazła się ekipa Jaruzelskiego w 1988 r., kiedy wiadomym już było, że władza osuwa się mu z rąk, a i na pomoc radzieckich towarzyszy nie mógł już liczyć. W nowych warunkach politycznych w Polsce, Finsterowi też już z zewnątrz nikt nie pomoże utrzymać władzy. Nie przyjedzie prezydent Polski, obecnie przecież Andrzej Duda i nie poklepie Finstera po ramieniu, dodając mu przy tym nieco powagi i prestiżu, bo Arseniusz Finster to jaskrawy zwolennik postkomunistów i Platformy Obywatelskiej. Ten etap kariery, masowych spotkań z mieszkańcami przy prominentnych politykach ma już za sobą. A lokalnie...

No właśnie, lokalnie przez wzgląd na swoją długoletnią politykę wyniszczania, braku umiejętności kooptacji i nawiązywania dialogu staje się aktorem politycznym w potrzasku. W referendum zagłosowało za rozwiązaniem SM prawie 25% dorosłych obywateli miasta, zaledwie kilka procent więcej wybrało Arseniusza Finstera w 2014 r. na burmistrza Chojnic. Obecna władza otrzymała dwa silne ciosy od opozycji, które ciężko będzie zneutralizować - pierwszym było "odbrązowienie" wyników wyborczych Arseniusza Finstera, które dzięki wystawieniu jednego kandydata przez ugrupowania i siły opozycyjne zdołały odebrać ponad 30% głosów chojnickich wyborców burmistrzowi, to było przedstawiając obrazowo - wstawienie nogi między drzwi a futrynę ratusza. Cios drugi wyprowadził komitet referendalny, który w sprawie SM uzyskał ogromne poparcie ponad 7 tysięcy mieszkańców. I to było wciśnięcie kolana i rąk pomiędzy futrynę a drzwi ratusza. Jaki będzie trzeci...i ostatni krok? Kto go postawi? W tej mierze procentuje zjawisko roproszonego przywództwa, które dominuje po stronie opozycji.

O atrofii władzy Finstera świadczy to, że nie był zdolny do zmobilizowania swojego elektoratu (jeśli jeszcze takowy posiada), bo ok. 4% głosów przeciwko likwidacji SM słabo ma się do 96%. I nie można uwierzyć w zapewnienia Finstera, że nie poszła głosować większość, która likwidacji nie chciała, bo sam rozmawiałem z ludźmi, którzy nie poszli na wybory z lenistwa, ale likwidacji SM chcieli. Społeczeństwo wypowiedziało Finsterowi posłuszeństwo, a jego akolitów można policzyć dokładnie jest ich w mieście około 200, to Ci, którzy poszli głosować przeciwko likwidacji. Jest więc kilka czynników świadczących o atrofii władzy w Chojnicach:

- brak umiejętności/możliwości mobilizacji zwolenników;
- brak własnych idei i pomysłów poleganie na polityce pastiszu;
- brak zaplecza, korzystanie z grupy ludzi dość już jednak zaangażowanych wiekiem, którzy "Słońca nie poruszą";
- zmiana polityczna pozbawiająca wpływu na aparat władzy państwowej, co ogranicza pole ewentualnej represji czy nacisków na opozycję;
- wypalenie się modelu władzy bazującej na przywództwie autokratycznym, wizji człowieka władzy omnipotencyjnego - zbyt wiele błędów wykazała już opozycja, żeby w taki obraz ktoś wierzył;
- brak możliwości zmierzenia się z lawiną nowych inicjatyw opozycji;
- znika zjawisko strachu przed publicznym wyrażaniem postawy negacji wobec działań władzy lokalnej.

Problemem obecnej władzy może być autentyczna niechęć, i jak na razie brak potrzeby, nawiązywania dialogu z ludźmi władzy. Ujmując to dosłownie, Finster i jego obóz władzy, pomimo posiadanej większości i mocy decyzyjnych w aparacie urzędniczym miasta, przeszli do defensywy i nie są zdolni do podjęcia żadnej szerszej inicjatywy społecznej, bo są wypaleni/zrezygnowani i pozbawieni wizji, innej niż ta, która skrapla im skronie, a wiąże się już tylko z jedną myślą - "jak utrzymać się przy władzy"? To jest równia pochyła. Jej innym wymiarem będzie rozchwianie zaufania w lokalnym aparacie władzy i strefie wpływów, bo to drugi ogromny cios w ciągu roku. Wszyscy zdają sobie sprawę, że po trzecim liczeniu, będzie koniec walki. I co wtedy? Jak zachowają się siłowniki Finstera?

Na nic utyskiwania burmistrza, w polityce liczą się fakty dokonane i skarżenie się w mediach na formę ulotek, na język przeciwników politycznych na ich działania, przez kogoś, kto przez lata nie cofał się przed tymi i podobnymi metodami, nie przebierał w słowach i czynach, jest groteskowym obrazem płaczu dziecka wobec tragedii, jaka rozgrywa się na oczach wszystkich. Używając słów Finstera, parafrazując je: "stare drzewo umiera".

3...


Wola ludu

Jesteśmy po pierwszym w historii Miasta Chojnice, referendum lokalnym. Przede wszystkim ogromnym, pozytywnym, zaskoczeniem jest wynik i frekwencja. Chyba przez lata daliśmy sobie wmówić wizję świata narzucaną przez Arseniusza Finstera, wizję w której zakłada się, że chojniczanie nie mają nic do powiedzenia. Ta wizja upadła. Ponad 24% głosujących, ponad 7 tysięcy dorosłych chojniczan poszło głosować w referendum, to sukces komitetu referendalnego. 

Oczywiście wyniki są niewiążące, ale już wiadomo, iż mogą mieć wpływ na decyzje władz miejskich. Ciężko bowiem będzie zlekceważyć głos ponad 7 tysięcy osób. Warto w tym miejscu przypomnieć, że na Arseniusza Finstera zagłosowało w 2014 r. niewiele więcej osób, bo ok. 8,7 tys. Warto mieć to porównanie na względzie, podejmując kolejne decyzje. Opozycja okrzepła, a Kamil Kaczmarek wraz z Arturem Eichenlaubem zrobili to, czego nikt w Chojnicach nie potrafił zrobić przez lata, po prostu porwali za sobą tysiące ludzi. I z tym faktem ciężko dyskutować. 

Niemniej stało się też tak, jak przypuszczałem, referendum nie rozwiązało konfliktu, a co więcej stanie się nowym kamieniem milowym dość rozwojowego scenariusza dalszej walki politycznej w mieście. 

Jak odpowiada ratusz?

W ratuszu skończyła się chyba pewna era. Świadectwem tego niech będzie poniższy dokument.





niedziela, 20 grudnia 2015

W kleszczach demokracji iluzorycznej

W ogólnym sensie śmieszą spory wokół Trybunały Konstytucyjnego, wiadomo bowiem, że sędziowie TK, to ludzie o określonych poglądach, czego wyraz daje przewodniczący tego kolegium. Zmiany w TK, powołanym zresztą za pośrednictwem ustępstw i podejścia do transformacji przez ekipę Jaruzelskiego, muszą po prostu zajść. Podnoszenie larum przez środowiska "Gazety Wyborczej" i Nowoczesnej.PL wokół TK jest dość groteskowe, zakładając, że nie urządzali manifestacji, kiedy rządy PO-PSL nie wykonywały wyroków TK. Wtedy też trzeba było urządzać manify!

Niestety, jest to zaledwie akt symboliczny - obrona TK, nie w imię społecznego interesu i obrony demokracji, ale raczej, jako rozwaga nad naruszonym w oczach establishmentu "sacrum państwa demokratycznego", na co każdy przeciętny obywatel musi zapewne zareagować. Tylko dlaczego, jakoby, obrona TK staje się obroną grup interesów skupionych wokół "Gazety Wyborczej" i Nowoczesnej?

W tym wszystkim ujawnia się taki paradoks: ludzie mają wystąpić w obronie demokracji (władzy ludu), kreowanej ustawodastwem i orzecnictwem, które zabezpieczało interesy wybranych grup społecznych. Stąd trzeba nam wiedzieć, że demokracja, jako taka nie istnieje, jest to iluzoryczne pojęcie mające na celu wpojenie ludziom, iż ich postawy, działania, życie i zachowania mają znaczenie dla kształtu kreowanego ładu politycznego, gdy tymczasem życie toczy się dwutorowo - według porządku prawnego i rzeczywistych wpływów politycznych kreowanych przez elity oraz w sferze iluzorycznej demokracji rzekomo uwzględniających "wolę ludu" o którego poparcie zabiega się tylko w trakcie przesileń politycznych, a konkretniej próbuje się wydobyć od ludzi głos "za" interesem wąskiej grupy społecznej, albo i tylko jednostek. Demokracja, jako taka, albo już od dawna nie istnieje, albo zwyczajnie wypaliła się jej idea na tym etapie rozwoju cywilizacyjnego.

czwartek, 17 grudnia 2015

Studia Chojnickie

Z przyjemnością informuję, że Stowarzyszenie Arcana Historii od 2016 r. rozpocznie wydawanie periodyku naukowego (rocznika) pod tytułem "Studia Chojnickie". Będzie to tytuł w którym wychodzić będą przede wszystkim prace autorów, którzy skupili się w nich na tematyce chojnickiej. 

Wszystkich zainteresowanych publikacją artykułów zapraszam do kontaktu: marcin.waldoch@gmail.com, jednocześnie informuję, że artykuły zaczniemy zbierać od 1 marca, będzie je można nadsyłać do 1 czerwca 2016 r. Wskazówki dla autorów wkrótce zostaną podane w odrębnej formie. 


środa, 16 grudnia 2015

Podważanie demokracji

Burmistrz Finster wprawił się w praktykach podważania demokracji. Działo się tak kilkukrotnie w przeszłości, warto przypomnieć kwestię zakłócania zgromadzenia publicznego, które wspólnie organizowwały Arcana Historii i Wspólna Ziemia w 2011 r. w Chojnicach. Kiedy my byliśmy z tubami ręcznymi na Starym Rynku, tam czekał już na nas burmistrz Finster z głośnikami o dużej mocy z Chojnickiego Domu Kultury. Dość to groteskowe rozumienie demokracji. Obecnie Finster namawia, żeby nie brać udziału w głosowaniu, jawnie zniechęca i podważa ideę referendum. Namawia ludzi, aby nie dali wyrazu swoim poglądom. W domyśle zamyka im usta i odbiera prawo do głosu. 

Ciekawe, że Finster nie namawiał do pozostawania w domach, kiedy były wybory prezydenckie w 2010 r., gdy prezentował swojego Idola Bronisława Komoworskiego na Starym Rynku w Chojnicach. Dlaczego wtedy nie mówił: "nie warto brać udziału w głosowaniu, bo władzę i tak przejęli ludzie odpowiedzialni za katastrofę smoleńską i oni teraz będą rządzić, a to są moi bardzo dobrzy przyjaciele". Dlaczego Arseniusz Finster nie zniechęcał wyborców do udziału w demokratycznym akcie głosowania w czasie wyborów samorządowych, kiedy wystawiał swój komitet? Przecież wiadomo było, że ludzie wybrani z jego komitetu, to będzie zestaw burmistrzowskich kukiełek i te wybory nic nie zmienią. Dlaczego wtedy namawiał do głosowania? Namawiał przecież i to wielokrotnie. 

Być może jest tak dlatego, ze burmistrz Chojnic nie zna najprostszych mechanizmów demokracji i nie odróżnia czynnego prawa wyborczego od biernego prawa wyborczego, kojarząc pierwsze z udaniem się do urny wyborczej, a drugie z pozostawaniem w domu, taką swą wiedzę ujawnił dziś w Radio Weekend. Indolencja totalna i człowiek z tak niskim poziomem wiedzy merytorycznej od kilkunastu lat zarządza Chojnicami!

W Chojnicach w związku z praktykami, jakie się ujawniły wokół referendum trzeszczy kręgosłup demokracji, a tym, który go niszczy jest Arseniusz Finster. Dlatego warto wziąć udział w referendum, aby pokazać, że głos każdego z nas, każdego obywatela ma znaczenie i nie można postępować, tak jak postępuje burmistrz Finster, który nawołuje do pozostawania w domach! Pokażmy mu siłę demokracji! Te praktyki władzy niczym się nie różnią od tych, jakie znają wszystkie dyktatury. Naczelnym tego wyznacznikiem jest odmawianie głosu i przy tym, co jest ironią niesłychaną, powoływanie się na prawo demokracji. Ale czy Jaruzelski wprowadzając stan wojenny nie powoływał się na demokrację? Czy pacyfikujący huty i kopalnie nie powoływali się na demokrację? Finster miał takich nauczycieli i takich ma doradców, którzy demokracji uczyli się od komunistów, byli komunistami, a od takich politruków właśnie, jak Szlanga, Ostrowski i Pietrzyk lub Włodzimierz Deluga demokracji uczył się Arseniusz Finster. Ten człowiek nie widzi nic poza własną władzą i żądżą jej utrzymania bez względu na społeczne koszty. 

Idźmy na referendum, bo o prawo do głosu walczyli Polacy wielokrotnie i to prawo należy szanować. Po debacie w Radio Weekend, Finster - Kaczmarek (zapis debaty: http://weekendfm.pl/?n=57292&-finster_kaczmarek_straz_miejska ), liczę na tłumny udział chojniczan w głosowaniu 20 grudnia.



Źródło: Facebook Manipulator Chojnicki

wtorek, 15 grudnia 2015

Między Scyllą i Charybdą

W Odysei Homera występuje postać legendarnego Odyseusza, który płynąc przez Morze Egejskie musi kluczyć pomiędzy dwoma potworami - Scyllą i Charybdą. Mit ten stał się synonimem ciężkiego wyboru, pomiędzy dwoma zgoła złymi rozwiązaniami. Myślę, że przed takim wyborem staniemy 20 grudnia w Chojnicach.

Po obejrzeniu wczorajszej debaty Finster - Kaczmarek w chojnice.tv 


jestem przekonany o dychotomii problemu Straży Miejskiej w Chojncach. Z pewnością nikt do siebie nie przekonał, a Panowie wymienili na tyle dużo ciosów, że obydwaj nie wyszli bez szwanku dla swych wizerunków z tej debaty. 

W wyniku refleksji nad słowami i postawami obu, więcej powstaje zwątpienia w człowieku, aniżeli chęci udziału w jakiejkolwiek formie aktywności społecznej. Z jednej strony oczywistym jest, że są przypadki w których z burmistrzem Chojnic do sądu trzeba iść, ale są i sytuacje w których mądrzej jest dla wszystkich zrezygnować ze sporu sądowego, który toczy się o przysłowiową "pietruszkę", wywołując jedynie poruszenie społeczne i w efekcie apatię lokalnej społeczności, która aktywność społeczną utożsamia z walką przed Temidą. Dlatego też, występuje w tym konflikcie wokół Straży Miejskiej nieusuwalna dychotomia - argumenty za i przeciw oraz spowodowany tym ruch społeczny w postaci komitetu referendalnego i opór władzy przed radykalną zmianą, będą musiały ze sobą współistnieć, jako element "doskonałej chojnickiej rzeczywistości". Konflikt, który narósł i się wytworzył jest nierostrzygalny i chojniczanie nie pomogą żadnej ze stron, bo naraziliby istniejący stan rzeczy - dychotomiczny podkreślam - na szwank. Myślę, że tak z powodu niskiego zaangażowania społecznego, jak i z powodu zniechęcenia sporami, frekwencja może być nie tylko niska, ale nawet bardzo niska. Obawiam się, że inicjatorom ciężko będzie "wyciągnąć z domów", więcej, jak 3 tysiące ludzi. Pomimo profesjonalnej kampanii, zbytnia agresywność i ewidentne zagrania marketingowe, nie licujące ze szczytnym celem, podkopały wiarygodność przedsięwzięcia. 

Osobiście żałuję, że żaden z Panów nie odpowiedział na moje pytania, które uznałem za kluczowe - Kamil Kaczmarek nie odpowiedział, co stało za decyzjami powoływania Straży Miejskiej w latach 90. (powoływał się jedynie na nieokreślone idee), a burmistrz Chojnic nie umiał odpowiedzieć jasno, co stanie się z pracownikami SM, gdyby tę formację rozwiązano. Bez tej wiedzy podejmowanie, jakiejkolwiek decyzji jest niemożliwe. Oto bowiem, Kaczmarek chce rozwiązania czegoś, czego genezy nie zna i celów przez to nie potrafi określić, a Finster z góry zaznacza, iż planu nie ma na wypadek rozwiązania SM, czyli nie jest roztropnym gospodarzem, ale raczej wyrachowanym politykiem. Obaj nie tylko zmuszają społeczeństwo do rejsu pomiędzy Scyllą i Charybdą, ale jednocześnie sami błądzą w tańcu walki politycznej, który z interesem społecznym ma niewiele wspólnego. 

Zagłosuję za rozwiązaniem Straży Miejskiej i zrobię tak z kilku powodów:
- Finster nie dokona żadnej reorganizacji tej instytucji i odwołanie Straży Miejskiej skoro stało się elementem walki politycznej, to musi nim być - czyli jak najwięcej ludzi musi zagłosować za rozwiązaniem SM, aby wpłynąć na zarządzanie miastem, być może wtedy Finster zacznie respektować głosy o naprawę sytuacji, zanim przyjdzie mu gasić kolejny pożar;
- SM do roku 2015 nie miała żadnych dzielnicowych i jest to zabieg przedreferendalny, pomysł dzielnicowych wyszedł zresztą ode mnie. Niemniej Finster go zaakceptował, ale w sposób niegodziwy, bo nie ujawnia, ani On, ani Straż Miejska, że dzielnicowych w SM nigdy wcześniej nie było;
- Komendant SM wystawiał mandaty, choć jego formacja nie zadbała, podobnie jak ratusz o prawidłowe oznakowanie drogowe, to znaczy, że formacja ta przywiodła jakąś część mieszkańców i gości do szkody (mandaty), pomimo tego Finster nawet nie odwołał komendanta;
- w SM pracuje zbyt wiele osób, jeśli bowiem nagle jest ok. 10 dzielnicowych, to co robi pozostałych ponad 20 strażników? 
- SM nie ewoluuje od lat 90. XX w., w żaden sposób zakres jej funkcji nie jest w stanie sprostać wyzwaniom, jakie stoją przed lokalną społecznością w drugiej dekadzie XXI w., gdy jest tak zarządzana i zorganizowana jak obecnie;
- SM i jej komendant przez kilkanaście lat lekceważyli komunikowanie się z mieszkańcami;
- SM nie podejmuje akcji w kluczowych dla bezpieczeństwa lokalnej społeczności momentach - sam byłem świadkiem zdarzenia, kiedy pod ratuszem toczyła się rozróba, a Strażnicy nie wychodzili z ratusza i w strachu oczekiwali na policję...;
- utrzymywanie formacji, która daje specjalne gratyfikacje jej funkcjonariuszom, którzy z kolei w żaden specjalny sposób nie narażają się dla naszego bezpieczeństwa, zdrowia i dobrobytu, jest bezcelowe. 

Być może likwidacja SM, to pierwszy krok do zmiany burmistrza, bo obawiam się, że bez zmiany na fotelu burmistrzowskim nie możemy myśleć o jakichkolwiek zmianach w zarządzaniu miastem, co w trakcie walki referendalnej udowodnił zarówno Finster, jak i SM. Problemem Chojnic nie jest Straż Miejska, problemem Chojnic jest burmistrz Arseniusz Finster. Próba likwidacji SM, to leczenie objawów, bez namysłu nad przyczynami. Warto jednak, tym razem, podjąć choćby walkę z objawem szerszej choroby drążącej to miasto... 

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Urzędnicza samowolka

Obowiązkiem kancelaryjnym jest, to aby urzędnicy zgodnie z instrukcją kancelaryjną nadawali sprawom przez siebie prowadzonym numer sprawy. Pozwala to na rzetelne prowadzenie spraw, archiwizowanie, ale i rozliczanie urzędników i władze z pracy i podjętych działań na podstawie wytwarzanej w Chojnicach dokumentacji. Jak się niedawno okazało, jeden z urzędników ratusza dr Przemysław Zientkowski otrzymał w tej sprawie pouczenie od burmistrza Arseniusza Finstera (http://polityka-chojnice.blogspot.com/2015/10/pouczenie-dla-zientkowskiego.html). Niestety, ale burmistrz poucza swojego urzędnika, ale sam postępuje niezgodnie z Rozporządzeniem PRM z dnia 18 stycznia 2011 r. w sprawie instrukcji kancelaryjnej, jednolitych rzeczowych wykazów akt oraz instrukcji w sprawie organizacji i zakresu działania archiwów zakładowych.

Takie praktyki umożliwiają władzy, w pewnej mierze, unikanie odpowiedzialności, bowiem pismo, które nie jest opatrzone znakiem sprawy, stawia poważny problem dotyczący statusu takiego pisma. Urzędnik, który w godzinach pracy podpisał się pod nim i wysłał to do opinii publicznej i konkretnego adresata, będzie udowadniał, że wysłał pismo...prywatnie. Dlatego urzędników zobowiązano do odpowiedniego prowadzenia spraw kancelaryjnych. Niestety burmistrz Arseniusz Finster daje zły przykład swoim urzędnikom i z rozbrajającą szczerością wyznaje, że: 

"[...] oświadczenia burmistrza nie mają nadawanych numerów sprawy". 


Znikome jednostki

Urząd Miejski w Chojnicach na moje pytanie o to, jaka jest liczba pracowników w jednostkach budżetowych odpowiedział, że takiej wiedzy nie posiada. Zadałem dokładnie, takie pytanie:

Korzystając z zapisów Ustawy o dostępie do informacji publicznej składam zapytanie o:

- liczbę pracowników zatrudnionych na dzień 30.09.2015 r. na podstawie umowy o pracę, jak i na podstawie umów cywilno-prawnych w jednostkach budżetowych Urzędu Miejskiego w Chojnicach, które wymienione są w Biuletynie Informacji Publicznej: http://bip.miastochojnice.pl/98.html

Odpowiedź UM: "[...] Urząd Miejski w Chojnicach nie posiada informacji na wnioskowany temat".

Do jednostek budżetowych UM w Chojnicach zalicza się: szkoły podstawowe, gimnazja, żłobek miejski, Ośrodek Profilaktyki Rodzinnej, Miejska Komisja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej (jednostki budżetowe UM: http://bip.miastochojnice.pl/98.html) . Na te instytucje Miasto rokrocznie przekazuje dziesiątki milionów złotych, ale...Urząd Miejski i władza miejska nie ma posiada informacji o tym, jaka w tych jednostkach jest liczba pracowników. Jak bardzo z tym kontrastuje zainteresowanie burmistrza Chojnic liczbą członków chojnickich stowarzyszeń. Poszukiwanie u innych ludzi, kiedy nie ma się wiedzy o liczbie etatów w podległych jednostkach budżetowych? 

Na same szkoły podstawowe i gimnazja w mieście przeznacza się w projekcie na 2016 r., 32 mln złotych, ale UM nie ma wiedzy o liczbie pracowników! Ciekawy też przypadek Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych z prawie milionowym budżetem! Ile osób tam pracuje?

Stąd powstaje moje pytanie w jaki sposób Urząd Miejski projektuje budżet na działanie jednostek budżetowych, nie znając, choćby tak ważnego parametru, jak liczba pracowników w tych jednostkach? Nie mówiąc już o tym, że burmistrz Chojnic wypowiada się na konferencjach o etatach nauczycielskich w szkołach i groźbach problemów, jakie mają powstać podczas likwidacji gimnazjów w związku z redukcjami etatów... Interesująca kwestia w kontekście tego, że jednostki budżetowe muszą podawać UM dane do wykonania budżetu.

Dobrze, że Urząd Miejski jest w stanie podać ile osób pracuje w ratuszu miejskim..., a pracuje tam obecnie ok. 250 osób!


W związku z taką odpowiedzią UM, zadałem dziś kilka dodatkowych pytań:


Na podstawie Ustawy o dostępie do informacji publicznej składam zapytanie o to:

- na jakiej podstawie Urząd Miejski wylicza budżet dla jednostek budżetowych;

- na podstawie jakich danych Urząd Miejski wylicza budżet dla jednostek budżetowych;

- w jaki sposób następuje rozliczenie budżetu na wynagrodzenia, pomiędzy Urzędem Miejskim w Chojnicach, a jednostkami budżetowymi?


niedziela, 13 grudnia 2015

Stan wojenny w Chojnicach

Stan wojenny wprowadzony na terenie całego państwa 13 grudnia 1981 r., spowodował i w Chojnicach ogromne zmiany społeczne i polityczne. 

14 grudnia załoga WKS "Mostostal" w Chojncach podjęła próbę organizacji strajku okupacyjnego, która nie powiodła się, gdyż inicjatorom i załodze zagrożono pacyfikacją strajku przez wojsko zgromadzone wokół zakładu. W innych chojnickich zakładach myślano o wszczęciu strajku, ale na idei się skończyło. Zdawano sobie sprawę z wielkiego niebezpieczeństwa, jakie wiązało się z wyrażeniem oporu wobec władzy ludowej w warunkach stanu wojennego. Dlatego nie podjęto strajku w PKP, ani też w innych przedsiębiorstwach. W wyniku wprowadzenia stanu wojennego, internowano z Chojnic trzech działaczy "Solidarności", tj. Stanisława Dembka, Ludwik Gólskiego i Zbigniewa Reszkowskiego. Lista internowanych zawierała jeszcze wcześniej dwa dodatkowe nazwiska chojnickich działaczy, którzy jednak uniknęli internowania. Internowanych oskarżono o działalność przeciwko porządkowi publicznemu. 

Podkreślić trzeba, że wprowadzenie stanu wojennego było niezgodne z ówcześnie nawet, obowiązującym prawem. Wprowadzono rządy junty wojskowej, powierzając władzę pozakonstytucyjnemu organowi, jakim była Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego (WRON). W ten sposób w apogeum weszły różnorakie formy represji politycznych, dla których rok 1981 nie był, ani końcem, ani początkiem, a po prostu symbolem z którym do dziś nie uporaliśmy się, jako naród i społeczeństwo dziedzicząc poprzez pamięć zbiorową złe nawyki, którymi społeczeństwo przesiąkło pod "sowieckim butem" po 1944 r. 

Do dziś, wydarzenia stanu wojennego na ziemi chojnickiej nie zostały przedstawione w literaturze, wiele wątków czeka też na wyjaśnienie i zbadanie. Być może na 35. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego (2016 r.) uda się wydać monografię stanu wojennego na ziemi chojnickiej. 


środa, 9 grudnia 2015

Niechciany rezultat referendum

Nawet jeśli referendum zyska sobie wymaganą frekwencję, czyli 30% uprawnionych do głosowania i wypowiedzą się oni za rozwiązaniem Straży Miejskiej, to i tak nie doprowadzi to, do zaoszczędzenia przez Miasto Chojnice 2 milionów złotych rocznie. Przypuszczam, że część pracowników SM nadal pozostanie pracownikami Urzędu Miejskiego, ale zostaną poupychani w różnych wydziałach, albo...czego inicjatorzy nie biorą pod wzgląd burmistrz utworzy w ramach UM Wydział na przykład ds. Bezpieczeństwa Publicznego i proszę mi wierzyć, choć to brzmi jak groteska, to jest to możliwe. Burmistrzem nadal będzie Arseniusz Finster i nadal będzie miał miażdżącą przewagę w Radzie Miejskiej, a przyczyn takiego działania można się jedynie domyślać. Z pewnością byłyby one przykryte, retoryką chęci "ocalenia ludzi od bezrobocia" oraz "przerażającym wzrostem liczby przypadków zakłócania porządku", itd. Nikt też nie rozważył dość kuriozalnej sytuacji, że zaraz po rozwiązaniu SM... uparty burmistrz może ją ponownie powołać do życia :)

Niemniej idę na referendum i będę głosował za rozwiązaniem SM. 

Migracje chojnickie

Ostatnio zgromadziłem interesujące dane, których szerszą interpretację przygotowuję w formie artykułu naukowego, podzielę się jednak z Czytelnikami pewnymi spostrzeżeniami.

Przyjrzałem się bliżej skali migracji, tzw. migracji zewnętrznej, czyli poza granice państwa z Miasta Chojnice, jak i z powiatu chojnickiego za lata 2002-2014. Okazało się, że dla migracji na pobyt stały, czyli według przyjętej definicji są to takie migracje, które wymagają od migrantów, aby w biurze ewidencji ludności dokonali po przybyciu z miejsca nowego zamieszkania wymeldowania związanego z wyjazdem za granicę. Jest to więc poważna i nieodwołalna często decyzja, wiążąca się po prostu ze stałą zmianą miejsca zamieszkania. Zjawisko to nie obejmuje więc tzw. migracji czasowej, wyjazdów do pracy sezonowej, czy nawet na dłuższy okres. Nie obejmują, prezentowane tutaj przeze mnie dane, tych migracji, które są migracjami wewnętrznymi, powiedzmy z Chojnic do Gdańska czy innych miejsc w Polsce. Oznacza to, że przedstawiane przeze mnie dane obejmują jedynie to, jakby rzec, najtwardsze zjawisko migracji. I co się okazuje? Otóż dla lat 2002-2014 z powiatu chojnickiego ubyło w wyniku migracji zewnętrznej dokładnie 567 osób! Saldo migracji dla wskazanego okresu nie było dodatnie (czyli imigracja nie przeważała nad emigracją) w żadnym roku kalendarzowym. Jest to dość przerażające zjawisko. Na interpretacje przyjdzie czas w formie artykułu naukowego. Na razie nie zdradzam przyczyn, czynników oraz wniosków. Niemniej mieszkańcy ziemi chojnickiej wyjeżdżają, a jeśli pominąć saldo migracji, to z powiatu chojnickiego wyjechało w tym czasie 838 osób!!! Migracje na pobyt stały, to jedynie wierzchołek "góry lodowej", ujawniają jednak ogólną tendencję, negatywną w odniesieniu do migracji ludności ziemi chojnickiej. 

Szczegóły prezentuje poniższy wykres i tabela.