sobota, 12 marca 2016

Karuzela stanowisk

Znowu niecichnące zamieszanie wokół konkursu, który  zorganizowano w Chojnicach. Tym razem opinia publiczna wyraża swoje wątpliwości, wokół sprawy konkursu na dyrektora szkoły specjalnej w Chojnicach. 

Wygląda na to, że podobnie jak w innych przypadkach promują się i zabezpieczają koledzy. W mojej opinii takie działania, pomimo utrzymania fasadowości zasad konkursowych są jawnym konfliktem interesów i promowaniem synekur politycznych, co źle świadczy o lokalnej władzy. To w interesie starosty chojnickiego powinno być, takie zorganizowanie konkursu na stanowisko, który by nie wzbudzał podejrzeń i wątpliwości, który by nie wzburzał ogółu mieszkańców. 

Niestety, ale ten konkurs, to nie jest przypadek jednostkowy. Taka niezdrowa praktyka utarła się już w Chojnicach, że niczym w dobie PRL-u, ludzie z układów politycznych, którzy nie sprawdzili się na jednym stanowisku otrzymują inne alternatywne, także kierownicze stanowisko. Mówiło się o tym, że to taka "karuzela stanowisk" i taką właśnie praktykę obserwuje się od lat, nie zaprzestano z tym procederem nawet w okresie transformacji ustrojowej i nie zaprzestaje się nadal. Przykład byłych burmistrzów Czerska, którzy dzięki swoim kolegom z drużyny politycznej utworzyli sobie bezpieczną przystań w chojnickim starostwie jest ewidentny.

Natomiast w przeszłości było takich zdarzeń więcej i to Stanisław Skaja był w tym okresie starostą. Przypomnę kontrowersyjną sprawę konkursu na dyrektora Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie, gdzie startował jeden kandydat, wcześniej dzięki łasce politycznej pełniący obowiązki dyrektora tej instytucji, czyli Andrzej Gąsiorowski obecnie także radny miejski (o bardzo ciekawym komunistycznym życiorysie politycznym). W 2007 r. starostwo powiatowe rozpisało konkurs na stanowisko wcześniej powierzone Andrzejowi Gąsiorowskiemu. Na uwagę zasługuje fakt, że Andrzejowi Gąsiorowskiemu powierzono stanowisko dyrektorskie pod pewnymi warunkami, miał się dokształcić w przedmiocie swojej pracy. Dostał na to rok. Czy każdy z nas na rynku pracy miałby taką szansę? Myślę, że to pytanie retoryczne. Można tutaj sobie prześledzić, jak przebiegał ten konkurs:http://bip.powiatchojnice.pl/Article/get/id,18235.html,  http://bip.powiatchojnice.pl/Article/get/id,18292.html .Na stronach Biuletynu Informacji Publicznej chojnickiego starostwa nie znalazłem żadnej informacji o rzekomych kontrkandydatach Andrzeja Gąsiorowskiego. 

Praktyki takie występują także w mieście Chojnice. Dość wskazać tutaj stanowisko pełnomocnika burmistrza ds.rozwoju i współpracy naukowej, a był to konkurs skrojony pod sylwetkę kandydata, który wygrał i wskazywały na to wszystkie dane zawarte w ofercie konkursowej. 

Chojnicka władza na dobre zadomowiła się w urzędach, różnego typu instytucjach. W ten sposób właśnie wygrywają kolejne wybory. Przecież na radnych Komitetu Wyborczego Wyborców Arseniusza Finstera (gdzie zresztą należy Andrzej Gąsiorowski), którzy mają w radzie 16 mandatów, głosowało zaledwie...ok. 3500 osób (na tych którzy znaleźli się w Radzie Miejskiej), natomiast Ci ludzie mają władzę totalną w mieście. Jeśli brać pod wzgląd fakt, że w chojnickich urzędach i instytucjach im podległych pracuje nawet do 2 tys. osób, a mam tutaj na myśli ratusz, starostwo, MZK, Wodociągi, szkoły, itd. to biorąc tylko pod wzgląd współmażonka takich osób, oznacza to, że mamy ok. 4 tys. głosów - to jest tzw. "polityczny samograj". Im władza z rąk nie ma prawa się wyślizgnąć - w ich mniemaniu. Największe "przedsiębiorstwo w Chojnicach", to właśnie stanowiska w administracji publicznej i podległych jej placówkach. Ci ludzie głosują sami na siebie i dzięki funkcjonującej od niedawna jednomandatowej ordynacji wyborczej (JOW) są w stanie wygrywać kolejne wybory. Jeśli ktoś z siłowników Finstera wyborów nie wygra, nie musi się martwić - dla takiego osobnika zawsze znajdzie się przytulna synekurka w strukturach tego "przedsiębiorstwa". Najwierniejszym zaś dodatkowo tworzy się możliwość zasiadania w różnego typu spółkach tworzonych na mieniu komunalnym, tak by zasiadając w radach nadzorczych mogli sobie trochę "dorobić" dla wygodniejszego życia. 

Jeśli większość nie zmobilizuje się, to taki stan rzeczy będzie w mieście trwał w nieskończoność. Podkreślam, Finster rządzi dzięki zmobilizowanej mniejszości, o jego sukcesie decyduje ok. 3-4 tysiące jego żelażnego elektoratu, ludzie z układu politycznego, którzy bezpośrednio, bądź pośrednio czerpią z tego faktu zyski.   


środa, 9 marca 2016

Przywróćmy proporcje

W Radzie Miejskiej Chojnic teoretyczny skład opozycji skurczył się w 2014 r. w wyniku wyborów samorządowych z 6 mandatów z okresu wyborów 2010 r. (Prawo i Sprawiedliwość 3 oraz Chrześcijański Ruch Samorządowy 2 i Projekt Samorządność, a potem reprezentant Korwina 1) do 2 mandatów (Projekt Chojnicka Samorządność) i 1 mandatu ChRS, który ciężko obecnie uznać za opozycję, ale jest to reprezentacja interesów pewnej grupy wyborców.

Od 2012 r. w Chojnicach obowiązuje ordynacja większościowa z jednomandatowymi okręgami wyborczymi (JOW) na mocy Uchwały Rady Miejskiej z 22 października 2012 r. Nr XXV/268/12 (16 głosów było za, przy niestety 4 wstrzymujących się, nikt nie był przeciwko tej uchwale). Według Arseniusza Finstera zmiana ordynacji wyborczej z proporcjonalnej (kiedy były listy wyborcze, a miasto podzielono na 3 okręgi wyborcze - uwzględniające wcześniejsze granice osiedli według uchwały z czerwca 2002 r. i późniejszych zmian, obecnie miasto ma okręgi "szatkujące" osiedla) na większościową w okręgach jednomandatowych, to miała być "wyższa forma demokracji". Skończyło się tym, że mamy wyższą formę dyktatury, bowiem jeszcze więcej grup społecznych i jednostek oraz ich interesów wykluczonych jest z decydowania o losach miasta w wyniku przyjęcia ordynacji większościowej i 21 okręgów wyborczych. Badania politologiczne udowodniły, że stosowanie wyborów większościowych w okręgach jednomandatowych jeszcze bardziej, aniżeli wybory proporcjonalne marginalizują różne grupy interesu i grupy społeczne. Oznacza to też w ujęciu matematycznym, że w tak przyjętej ordynacji wygrywa najsilniejszy komitet, zgarniając jeszcze więcej, aniżeli wygrałby przy ordynacji proporcjonalnej. Na tej własnie metodzie, która według mnie była jawną socjotechniką Arseniusza Finstera i jego siłowników wsparto zwycięstwo w wyborach 2014 r. Ludziom wmówiono, że 21 okręgów w mieście to "wyższa forma demokracji". Spójrzmy na dane empiryczne z trzech lat wyborczych do Rady Miejskiej (lata 2006 i 2010 to wybory proporcjonalne, a 2014 r. to wybory większościowe w okręgach jednomandatowych). Miernikiem ukazującym, że wybory większościowe w okręgach jednomandatowych nie sprzyjają demokracji, a raczej są utrwalaczem status quo jest liczba głosów tzw. "zmarnowanych", czyli oddanych na kandydatów i komitety, które nie dostały się do Rady Miejskiej.

W 2006 r. 

Do Rady Miejskiej swoich kandydatów wystawiło 7 komitetów. W wyniku wyborów 5 z 7 komitetów wprowadziło swoich radnych. Było to komitety: KW Platforma Obywatelska RP (4 mandaty), KW SIS "Samorządni" (4 mandaty), KWW Arseniusza Finstera Program 2010 (9 mandatów przy uzyskanych 31,89% głosów dla komitetu), KWW Stowarzyszenie "WFS" (2 mandaty) i KW ChRS (2 mandaty). Głosów "zmarnowanych" 1582, bowiem tyle głosów padło łącznie na kandydatów dwóch komitetów, tj. SLD i KWW "Niezależni w Chojnicach". 

W 2010 r. 

Do Rady Miejskiej kandydatów wystawiło 5 komitetów. Z 5 komitetów 4 wprowadziły do Rady Miejskiej swoich kandydatów. KWW Arseniusza Finstera Program 2014 uzyskał 45,21% głosów i 10 mandatów (tylko jeden mandat więcej, aniżeli w 2006 r. pomimo tego, że uzyskali blisko 14% wyższe poparcie). Liczba głosów zmarnowanych wyniosła 803, bo tyle dokładnie głosów padło na kandydatów SLD, które nie wprowadziło żadnego kandydata do Rady Miejskiej. 

W 2014 r. 

W tym feralnym roku, dokonała się katastrofa w wersji miejskiej, właśnie z powodu wprowadzenia w 2012 r. okręgów jednomandatowych i ordynacji większościowej. 

W 2014 r. zarejestrowano 7 komitetów wyborczych, w tym tylko 1 komitet wyborczy jednoosobowy, czyli zgody z ideą ordynacji większościowej. Oznacza to, że pomimo zmiany ordynacji, żadnej demokratyzacji w tym względzie i skoku ilościowego rejestrowanych komitetów nie było. W 2006 r. również zarejestrowano 7 komitetów, a w 2010 r. 5. Oznacza to, że nie nastąpiła żadna zmiana trendu w ilości rejestrowanych komitetów. 

Przypadek wyborów z 2014 r. jest o tyle specyficzny, że można podać dwa alternatywne mierniki "zmarnowanych głosów". Jeden uwzględniający tylko fakt braku wprowadzenia kandydatów przez cały komitet wyborczy, wtedy będzie mowa o kandydatach PiS, SLD oraz KWW "Osiedla Budowlanych" i dla takiego wyliczenia liczba głosów zmarnowanych wynosi 1769 głosów i jest to najwyższy wynik zmarnowanych głosów spośród wszystkich prezentowanych trzech głosowań. Jednak niedoskonałością takiego prezentowania liczby zmarnowanych głosów  jest wpisywanie się tej prezentacji w logikę list wyborczych, których przecież w wyborach większościowych i jednomandatowych nie ma! 

Jeśli więc zaprezentować liczbę "zmarnowanych głosów" w wyniku głosować w 21 okręgach większościowych, to okaże się, że mamy do czynienia z wyborczym armagedonem, bo w 2014 r. liczba zmarnowanych głosów w wyborach samorządowych do Rady Miejskiej w Chojnicach wyniosła nie 1769 głosów, ale aż 6431 głosów i proszę sobie uświadomić, że oddano tylko 11881 głosów ważnych!!! Oznacza to, że rządzi mniejszość, nawet biorąc pod wzgląd nie tylko uprawnionych do głosowania, ale tych którzy z tego prawa skorzystali. To rządzi mniejszość, spośród tych na których głosowano!!! I to jest Panie Finster ten "wyższy poziom demokracji"???

W tych wyborach z 2014 r. KWW Arseniusza Finstera uzyskał łącznie 4214 głosów (choć nie wszyscy kandydaci weszli do Rady Miejskiej). Oznacza to, że przy poparciu wśród głosujących na poziomie 35,47% KWW Arseniusza Finstera otrzymał...16 mandatów. Przy wyborach proporcjonalnych z takim wynikiem wyborczym KWW Finstera mógłby liczyć zaledwie na...8-10 mandatów. 

Dodatkowo ujemnym zjawiskiem związanym z wprowadzeniem ordynacji większościowej i wyborów jednomandatowych w wyborach do Rady Miejskiej w Chojnicach jest dużo niższa liczba osób korzystających z biernego prawa wyborczego (prawa wybieralności). W 2006 r. do Rady Miejskiej w Chojnicach startowało 220 kandydatów przy frekwencji 49,23%, a w 2010 r. startowało 169 kandydatów i frekwencja 47,26%, kiedy w 2014 r. startowało zaledwie 82 kandydatów,a frekwencja wyniosła 40,59%.  

Przedstawione dane wyraźnie wskazują, że przyjęta przez Radę Miejską w Chojnicach ordynacja wyborcza w 2012 r. krzywdzi lokalną wspólnotę, poprzez to, że negatywnie wpływa na:

- poziom aktywności obywatelskiej
- frekwencję wyborczą
- liczbę osób korzystających z biernego prawa wyborczego (prawo wybieralności, tj. startu w wyborach)
- wielka liczba zmarnowanych głosów
- paradoks Rady Miejskiej w której 16 radnych tworzących realnie władzę w mieście wybranych zostało głosami nikłej mniejszości głosujących.

Są to dane alarmujące i Rada Miejska w Chojnicach natychmiast powinna przyjąć uchwałę o wprowadzeniu 3 okręgów wyborczych i ordynacji proporcjonalnej do czego ma pełne prawo, a w świetle zaprezentowanych danych nawet obowiązek, chyba, że burmistrza Chojnic i "jego rada" chcą w ogóle wyeliminować z Chojnic proces wyborczy i rywalizację polityczną spychając swoją polityką na margines większą część społeczeństwa, które nie znajduje swojej reprezentacji w przyjętej ordynacji wyborczej. 

Dlatego jeśli Arseniusz Finster opowiada się za "wyższą formą demokracji", to wnioskuję, aby "jego" Rada Miejska, bo uważam, że ośrodek decyzyjny w Chojnicach nie mieści się już w ratuszu, tam jest tylko cykliczny teatrzyk kukiełek akceptujących pro forma decyzje, które zapadły poza Radą Miejska, przywróciła ordynację proporcjonalną, taką jaka funkcjonowała przed 2012 r.

Jak zwykle więc, słowa burmistrza Arseniusza Finstera znaczą inną rzeczywistość, aniżeli można byłoby po tych słowach wnioskować. Miało być więcej demokracji, jest przytłaczająca większość w Radzie Miejskiej oparta na głosach nikłej mniejszości przy urnie. Kolejny dowód, że to co dla Arseniusza Finstera jest białe, to w rzeczywistości okazuje się być czarne.






Opracowanie własne: kopiowanie i powielanie przedstawiony wykresów jest zabronione, chroni je prawo do własności intelektualnej i bez zgody autora nie może być powielane.




Ural

9 marca 1945 r. NKWD przy 49 Armii ZSRS aresztowało mojego dziadka. Według rozkazów Berii, szefa NKWD, zarówno on, jak i ok. 1200 innych mieszkańców powiatu chojnickiego kwalifikował się, jako osoba stwarzająca zagrożenie na tyłach wojsk sowieckich w czasie gdy trwała jeszcze II wojna światowa. Do której zakończenia brakowało zaledwie 2 miesiące. W domu pozostawił żonę i dwójkę dzieci. 

Zaraz po aresztowaniu wraz z innymi więźniami politycznymi został przewieziony do więzienia w Chojnicach, skąd transportem kolejowym wywieziono go i jego współtowarzyszy niedoli w otwartych węglarkach na Ural. Transport ten jechał do punktu docelowego stacji Czelabińsk ze stacji Ciechanów prawie miesiąc. 15 kwietnia wcielono mojego dziadka do batalionu pracy numer 3 w łagrze numer 506 w Czelabińsku. Na Uralu mój dziadek pracował przy wyrębie tajgi. 

Z łagru został zwolniony dopiero 30 października 1945 r., więc dopiero 5 miesięcy po zakończeniu II wojny światowej wrócił do Chojnic. W przeciwieństwie do setek innych chojniczan i mieszkańców ziemi chojnickiej, którzy z Uralu już nie wrócili. 

W okresie II RP mój dziadek był cieślą, jako taki brał udział przy budowie polskiej Gdyni. Jego brat zginął, jako jeden z pierwszych obrońców ziemi chojnickiej 1 września 1939 r. dowodząc oddziałem polskiej Straży Granicznej w Zamartem.

Okres przed II wojną światową. Mój dziadek, pierwszy z lewej. 

Drugi z lewej mój dziadek przed II wojną światową, wraz ze swoim bratem, funkcjonariuszem Straży Granicznej. Doręgowice, pow. chojnicki, ok. 1938 r. 

wtorek, 8 marca 2016

Kauzyperdzi 2

Dziś otrzymałem z Policji korespondencję, która potwierdza moje wcześniejsze słowa. Twierdziłem, że w 2015 r. nie spełniłem wymaganego 30 dniowego terminu zgłoszenia Marszu Pamięci Żołnierzy Wyklętych w Chojnicach, który odbył się 1 marca 2015 r. Podobnie też w 2016 r. z dokumentami ruszyłem około dwóch tygodni przed planowanym na 5 marca 2016 r. W zeszłym roku, ani Policja, ani starosta nie odmówili Arcanom Historii prawa do marszu. Pomimo przyjęcia przeze mnie takiej samej procedury, jak w 2016 r., w tym roku ze starostwa przyszła odmowa, a starosta wskazuje Komendę Wojewódzką Policji, jako podmiot, który sprawę umorzył, bo nie spełniłem 30 dniowego terminu składania dokumentacji przed dniem w którym stowarzyszenie miało wykorzystać drogi publiczne w sposób szczególny. Dlaczego więc w 2015 r. Arcana Historii dostały zgodę zarówno z Policji, jak i ze Starostwa Powiatowego oraz z Miasta Chojnice?

W kontekście tego zdarzenia, widać jak na dłoni, że prawo traktowane jest przez instytucje publiczne instrumentalnie, a 30 dniowy termin wymagany Prawem drogowym, to tylko "zasłona dymna", według mnie politycznych motywacji odmowy Arcanom Historii organizacji Marszu Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Jest to ewidentnie wynik złej woli politycznej władz lokalnych.

Oto dokument z Policji:


BIP w Centrum bez aktualizacji

W związku z tym, że Centrum Park Chojnice Sp. z o. o. prowadzi w mojej opinii Biuletyn Informacji Publicznej naruszając obowiązujące w tym zakresie prawo, wezwałem dziś Starostę Chojnickiego do usunięcia praktyk naruszających prawo.

Treść mojej skargi do Starosty Chojnickiego znajduje się poniżej:


                                                           SKARGA
WEZWANIE DO PODJĘCIA DZIAŁANIA – ZOBOWIĄZANIE DO PODJĘCIA KROKÓW  W CELU USUNIĘCIA NARUSZANIA PRAWA I UWZGLĘDNIENIA SKARGI

            Panie Starosto!

            Ustawa o dostępie do informacji publicznej z 2001 r. w artykule 3 zawiera zapis, którym ustawodawca obliguje do udzielania informacji publicznej, przyznaje tym samym obywatelom prawo do niezwłocznego uzyskania informacji publicznej od instytucji publicznych, bądź instytucji korzystających ze środków publicznych.  Natomiast artykuł 9 wskazanej ustawy w całości ukazuje obowiązek prowadzenia Biuletynu Informacji Publicznej i bieżącego aktualizowania zawartych w nim informacji przez instytucje publiczne, celem udostępnienia zasobów informacji . Brak dostępu do informacji postrzega się w rozwiniętym społeczeństwie informacyjnym, jako znak możliwości zaistnienia korupcji i przeczy idei przejrzystości w dysponowaniu środkami publicznymi.
            Tymczasem w instytucji publicznej, jaką jest Centrum Park Chojnice Sp. z o. o. ul. Huberta Wagnera  1, 89-600 Chojnice nie prowadzi się BIP (adres: http://bip.parkwodny.chojnice.pl/) w sposób zgodny z Ustawą o dostępie do informacji publicznej w tym znaczeniu, że:
- BIP Centrum Park Chojnice Sp. z o. o. nie publikuje informacji o aktualnych przetargach i konkurach/zamówieniach/rekrutacjach oraz ich wynikach
- BIP Centrum Park Chojnice Sp. z o. o. nie publikuje informacji o wszystkich swych przetargach/konkursach/zamówieniach z przeszłości, co powinno znaleźć się na stronie BIP, są tam zaledwie wybiórcze informacje z lat 2009, 2010, 2011 i 2013, kiedy spółka istnieje od 2002 r.
- BIP Centrum Park Chojnice Sp. z o. o. nie publikuje rejestru umów cywilno-prawnych
            W związku z powyższym, wnoszę jak na wstępie o usunięcie praktyk naruszających prawo w Centrum Park Chojnice Sp. z o .o.  w tym względzie bowiem Pan Starostwa posiada odpowiednie uprawnienia. Niebywałym jest to, że spośród 14 lat działalności spółki na jej stronie BIP znajdują się niepełne dane z zaledwie czterech lat jej działalności. Od 3 lat nie ma żadnej nowej informacji, a Dziennik Zmian w BIP Centrum Park Chojnice Sp. z o. o., wykazuje, że jedyne akcje jakie podjęto na stronie, dotyczyły zmian w strukturze strony i zmian redakcyjnych i zapadały w miesiącach październik-grudzień 2015 r. Nic nie działo się według Dziennika Zmian na stronie BIP, ani wcześniej, ani później. Jednak z mediów wiadomo, że Centrum Park Chojnice Sp. z o. o. prowadzi szeroką i żywą działalność z wykorzystaniem środków publicznych.


                                                                                  Marcin Wałdoch

piątek, 4 marca 2016

Plastelina ideologiczna

Długa droga Arseniusza Finstera do władzy, zaczęła się kiedy był młodym chłopakiem za wszelką cenę dążącym do władzy. 

Rozpoczynał swoją przygodę, próbując pozyskać sobie środowiska "Solidarności" w których szukał wsparcia swoich ambicji. Nie znalazł tam wsparcia, przeszedł na stronę komunistów chojnickich, którzy promowali młodego człowieka wierząc, że na dziesiątki lat zapewni im w Chojnicach "parasol ochronny" i będzie strażnikiem ich interesów - różnie pojmowanych.

Choć należał do Sojuszu Lewicy Demokratycznej (SLD) i jako kandydat tej partii startował z Koalicyjnego Komitetu Wyborczego Sojuszu Lewicy Demokratycznej - Unii Pracy na fotel burmistrza Chojnic w 2002 r.. Wygrał wybory, bo SLD, partia postkomunistów była wtedy w Polsce na fali i miała władzę w kraju. Nie przeszkadzało Arseniuszowi Finsterowi, to, że SLD i AWS "Solidarność" to dwa różne bieguny. Szukał swojej drogi i zaplecza politycznego w Chojnicach okazalo się, że postkomuniści lepiej potrafili wykorzystać jego cechy osobiste dla zabezpieczenia swoich interesów politycznych.

Kiedy spada popularność SLD, Arseniusz Finster odcina się od partii, dzięki której zawdzięczał swoje pierwsze wyborcze zwycięstwo w 2002 r. w wyścigu o urząd burmistrza. W mojej opinii zawdzięczał SLD i wynikającym z tego znajomościom z władzą państwową znacznie więcej, ale o tym jeszcze napiszę w najbliższym czasie. W niejasnych warunkach politycznych zdecydował się startować, jako kandydat "niezależny" tworząc komitet wyborców, który jednak pozbywając się metki SLD rekrutował swych kandydatów w znacznej mierze z obozu postkomunistycznego. Na listach wyborczych nie brakowało komunistów z krwi i kości. Arek Finster był już "ich człowiekiem". 

Na fali popularności Platformy Obywatelskiej (PO), zaczęło następować postępujące zbliżenie z tą formacją chojnickiego burmistrza. Zaczął popierać kandydatów do Sejmu RP z list PO, a nawet jego koledzy przenikali do struktur partii i stawali się kandydatami na różne szczeble życia samorządowego. Bliskość z PO przerodziła się w ideę zawłaszczenia, Arek Finster wyobrażał sobie że PO jest już w jego rękach na lokalnej scenie w 2010 r., kiedy jednak trzaskając mu przed nosem drzwiami, pozbawił go złudzeń Pan "tik-tak", czyli Sławomir Nowak, odmawiając Finsterowi takich wpływów w PO, jakich ten się spodziewał po swoim koalicjancie w Radzie Miejskiej. Od tamtego momentu, była to miłość z przymusu. Entuzjastycznie rozdmuchiwana w okresie wizyt Marszałka i potem Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego z którym Finster nawet siadał na jednej ławeczce, nie zważając w ogóle, że idee Komorowskiego nie mieściły się w perspektywie jego niedawnych sojuszników z...SLD. Ważne, że był u władzy. 

W 2015 r. Arseniusz Finster przeliczył się, pełen nawyków arogancji i wręcz pogardy dla środowisk niepodległościowych, a bliski sowietofilstwu, zlekceważył wizytę w Chojnicach przyszłego Prezydenta RP dra Andrzeja Dudy, a w kampanii wyborczej do Sejmu RP popełnił kolejny błąd i biegał z materiałami wyborczymi PO po chojnickim rynku, licząc, że zachowa swoje wpływy w partii władzy, która jednak zmuszona została przez wyborców do przejścia do opozycji. Nie ograniczył się jednak do popierania PO, ale wystąpił jako zagorzały aktywista partyjny, atakując posłów PiS za rzekome nieprawidłowe parkowanie w czasie Prezydenta RP Andrzeja Dudy w Chojnicach. 

Teraz po swych przejściach i wieloletnich przepoczwarzeniach Arseniusz Finster, jak przystało na "plastelinę ideologiczną", chce się rzucić w ręce PiS, abyśmy mu ukształtowali choćby na kilka lat kręgosłup tak, aby przystawał do wizji rzeczywistości, jaką promuje PiS. Nie dostrzega jednak ogromnego problemu, jakim jest sam On. Nikt Arseniusza Finstera w PiS już nie potrzebuje, nie potrzebują Go też Chojnice. Dał się poznać, jako nieugięty autokrata, satrapa i sabadryta, który poświęcał swe życia publiczne i czas na kierowanie propagandą pogardy wobec ludzi opozycji. Wykorzystywał w tym celu wszelkie dostępne mu środki. Niczym nie różnił się w tym od najlepszych propagatorów systemu III RP szczebla krajowego, czasami nawet ich przerastał. Z takimi ludźmi PiS postanowił walczyć, aby ludzie którzy byli w swych postawach antydemokratyczni usunąć z życia publicznego. Arseniusz Finster nie otrzyma od PiS najmniejszego kredytu zaufania. Sam się przypiął po 2002 r. do grona postkomunistów i sowieckiej interpretacji historii i dziejów. Z tym piętnem i czołobitnością wobec wrogów Polski w nowej rzeczywistości politycznej dla Arseniusza Finstera nie ma miejsca, przynajmniej nie na stanowisku burmistrza. Jeśli jeszcze brać pod wzgląd bezkarną działalność Jego wieloletnich siłowników, która wcześniej czy później zostanie ukazana i rozliczona, PiS będzie ostatnim w Polsce środowiskiem chętnym do rozmowy z burmistrzem, który nie potrafił reagować na zło, któremu wręcz firmował. Nawet plastelina ma ograniczoną datę ważności.

Można byłoby stwierdzić, że Arseniusz Finster, to zwyczajny karierowicz. Nie jest tak, bo to karierowicz niezwykły, podający się za burmistrza wszystkich chojniczan zawsze występuje w interesie wąskiej grupy interesu, najczęściej związanego z interesami tych, którzy są przy władzy na szczeblu państwowym. Nie ma to ani nic wspólnego z samorządnością, ani z demokracją lokalną.

Dotychczasowe praktyki Finstera - dzielenie środowisk, wygrywanie jednych przeciw drugim, są dla nas zbyt widoczne i znane, żeby ktoś miał się po raz kolejny wciągnąć w gry politycznej "gospodarza, a nie polityka" Arseniusza Finstera. Game Over!

czwartek, 3 marca 2016

Kauzyperdzi

Jest takie określenie na kiepskiego lekarza - konował, na prawnika - kauzyperda.

Własnie powiatowi i policyjni kauzyperdzi ukazali nam w jaki sposób pojmują prawo.

W 2015 r. kiedy rejestrowałem w imieniu Stowarzyszenia Arcana Historii Marsz Pamięci Żołnierzy Wyklętych, to robiłem to mniej więcej w takim samym terminie, jak obecnie. Czyli ok. 2-3 tygodnie przed marszem. Na marsz dostałem w ostatnim momencie zgodę, zarówno z Policji, jak i ze starostwa powiatowego. W tym roku rejestracji marszu odmówiono. Co więcej, na Policji poinformowano mnie, że KPP w Chojnicach nie może w sprawie marszu nic zrobić, ale w zeszłym roku Kartę Uzgodnień naszego marszu podpisano pod koniec lutego na chojnickiej komendzie Policji.

W tym roku, choć działałem tak samo, jako w roku ubiegłym starosta chojnicki i Policja odmówili nam rejestracji marszu. Dlaczego w zeszłym roku wydano zgodę? Dlaczego w zeszłym roku dostałem z Policji podpis zastępcy komendanta KPP Chojnice Tomasza Kąkolewskiego w dniu 17 lutego 2016 r., a w tym roku odmówiono mi rejestracji Marszu? Czy w zeszłym roku władze liczyły na kompromitację naszego środowiska, na to, że przyjdą przysłowiowe "trzy osoby na krzyż"? Przyszło ponad 200 osób, więc w tym roku władza lokalna po prostu obawiał się popularności tego przedsięwzięcia. Zabrakło dobrej woli. Nie ma przepisu, który by uniemożliwiał rejestrację marszu nawet 3 dni przed jego zgłoszeniem. O tym dokładnie chojnicka władza wie. Jeśli natomiast w zeszłym roku zgodę wydano, a wnioski wpłynęły poniżej 30 dni przed rozpoczęciem Marszu, to pytaniem jest to, czy złamano prawo, czy nie?

W każdym razie, marszu nie będzie. Dziękuję chojnickiej Policji i staroście Stanisławowi.









środa, 2 marca 2016

Brak samodzielności

W Chojnicach zaistniał lata temu poważny problem, który utrwalony został praktykami władzy przez lata następujące.

Radni miejscy tak uzależnili się od majątku komunalnego, że wszystko czego "dokonali", wiązało się najczęściej z wykorzystaniem zasobów miejskich. W mieście nawet nie funkcjonuje zbyt wiele niezależnych organizacji pozarządowych, bo te które coś wydają na przykład, to robią to za pieniądze miejskie. Tylko z tym wiąże się poważny problem prawny, gdyż radni miejscy uzyskują w ten sposób korzyści, które nie zawsze muszą oznaczać materialny zysk. Możliwość publikacji swoich prac, czy możliwość wyjazdów lub ewentualnie inne formy promocji swojej osoby czy zyskiwania dorobku w związku z zasiadaniem w Radzie Miejskiej i  jednoczesną "pracą społeczną" dzięki środkom publicznym tworzy jawny konflikt interesów w lokalnej wspólnocie. Nasi radni niestety tego nie rozumieją. Uważają, że są uprawnieni do tego, żeby jednocześnie odbierać dietę, decydować we własnych sprawach i do tego bogacić się lub budować sobie dorobek życia z wykorzystaniem mienia komunalnego o którym przecież już decydować obiektywnie nie mogą. W Czersku właśnie wygasza się mandat pewnej radnej, która tych zasad nie chce zrozumieć. Prawdopodobnie do wygaszenia kolejnych mandatów radnych dojdzie wkrótce, ale tym razem odbywać się to będzie w Chojnicach, wśród członków Wysokiej Rady Miejskiej Chojnic, którzy w swym uzależnieniu politycznym od burmistrza, to co publiczne zatarli z tym, co prywatne. 

poniedziałek, 29 lutego 2016

Protegowany 2

W swoich oświadczeniach majątkowych Mariusz Paluch za 2014 r. do tego stopnia poświadczał nieprawdę, że aż do Urzędy Miejskiego w oświadczeniu wpisał, że zgromadził środki pieniężne w kwocie 10.000 zł, ale w tym samym dniu składając oświadczenie majątkowego w Starostwie Powiatowym w Chojnicach wpisał, że żadnych środków nie zgromadził. Kolejne dowód poświadczania nieprawdy przez Mariusza Palucha. Oświadczenia dostępne są na stronach BIP Urzędu Miejskiego w Chojnicach i Starostwa Powiatowego w Chojnicach - linki podałem w poprzednim poście. 

sobota, 27 lutego 2016

Protegowany

Mariusz Paluch - protegowany, jeden z najbardziej ekscentrycznych siłowników Finstera, który wsławił się w Chojnicach pomysłami nie z tej ziemi. Przypomnę, ulubieniec Finstera, lansował budowę piramidy w Chojnicach, chciał bić rekordy Guinessa w różnych idiotycznych konkurencjach. Jego pozornie kwiecisty język, jest tak erudycyjny, jak jego wypowiedzi w lokalnych mediach, między innymi w komentarzach, gdzie zwykł pisać "CAPS LOCKIEM". To są jednak moje subiektywne oceny, gorzej prezentują się obiektywne fakty dotyczące działalności publicznej radnego Mariusza Palucha. Jego uwielbienie dla Finstera i tych praktyk władzy mają znamiona idolatrii.

Mariusz Paluch, prezes Centrum Park Sp. z o. o. od chwili powołania spółki do życia, wsławił się wieloma bon-motami. 

Ostatnio burmistrzowski protegowany, podobnie, jak jego pryncypał nie potrafią przedstawić rejestru wyjazdów za korzystanie z publicznego środka lokomocji, czyli samochodu, jaki Centrum Park Sp. z o. o. kupił jakiś czas temu i którego naprędce się pozbył: http://chojnice24.pl/artykul/21790/rekontrola-na-basenie/ .

Nie jest to jednak jedyna wątpliwa sprawa, bo na długiej liście znaków zapytania jest i pozycja najnowsza, właśnie postanowiłem złożyć zawiadomienie do Prokuratury Rejonowej w Chojnicach w sprawie podejrzewanego przeze mnie poświadczenia nieprawdy w Oświadczeniu majątkowym Mariusza Palucha. Sprawa jest o tyle specyficzna, że Mariusz Paluch składa Oświadczenie majątkowe zarówno do Urzędu Miejskiego (z tego tytułu, że jest prezesem Centrum Park Sp. z o. o.), jak i do Starostwa Powiatowego (bo jest członkiem zarządu powiatu). I według mnie, te dwa Oświadczenia są rozbieżne. Chodzi o Oświadczenia majątkowe z 2014 r. W jednym z nich, tym złożonym do powiatu Mariusz Paluch wykazuje, że jest członkiem rady nadzorczej Gminnego Przedsiębiorstwa Komunalnego Sp. z o. o. w Konarzynach, ale w oświadczeniu z 2014 r., które złożył w Urzędzie Miejskim w Chojnicach nie wykazał tego źródła przychodu/dochodu. W mojej opinii jest to przestępstwo polegające na poświadczaniu nieprawdy. Korekty, jak wynika z dokumentów zamieszczonych na stronach urzędowych Mariusz Paluch nie zdołał zrobić i na korektę już czas minął...Liczę na to, że wymiar sprawiedliwości podejmie tę sprawę, która jest ewidentnym przypadkiem niejasności wokół Mariusza Palucha, członka Komitetu Wyborczego Wyborców Arseniusza Finstera i szefa ostatniej kampanii wyborczej Arseniusza Finstera. 

Oświadczenia majątkowe Mariusza Palucha z 2014 r. online:

Urząd Miejski w Chojnicach: http://bip.miastochojnice.pl/50.html

Starostwo Powiatowe w Chojnicach: http://bip.powiatchojnice.pl/Article/id,1739.html

Rada nadzorcza spółki w Konarzynach: http://bip.konarzyny.pl/Article/get/id,16047.html




środa, 24 lutego 2016

Partnerstwo miast

W moim przekonaniu Chojnice w ramach ruchu partnerstwa miast, pomijają jeden istotny wątek życia społecznego. Otóż nic nie mówi się o Polakach - o Polonii w tych miastach parnerskich z którymi nawiązujemy stosunki, a to uważam za poważne zaniedbanie. Przez pryzmat tego problemu dostrzegam też dość zaskakujący dobór partnerów do współpacy, bo ciężko mi dociec jakie interesy łączą nas z niektórymi miastami partnerskimi. 

Chciałbym w związku z tym zaproponować, aby Chojnice nawiązały stosunki partnerskie z miastami w trzech następujących państwach: Irlandia, Wielka Brytania (Anglia, Szkocja) oraz USA. Szczególnie z partnerstwa z miastami w Irlandii i Wielkiej Brytanii pożytków może być wiele, biorąc pod wzgląd, jak wielki jest to rynek pracy dla emigrantów ziemi chojnickiej. 

Spośród wielu miast, jakie znam w Anglii, to zaproponowałbym do wyboru: Nottingham, Lincoln, Bristol, Southampton, ale myślę, że nasi emigranci mogą też zaproponować wiele innych miast i coś w Chojnicach wybierzemy. Najpierw więc, zająłbym się tworzeniem relacji z miastem angielskim. Tam gro naszych ziomków jest. Warto tę inicjatywę podjąć, do czego zachęcam Burmistrza Miasta Chojnice. 

wtorek, 23 lutego 2016

Skarga do ZUS-u

Wygląda na to, że nie ma co kierować skarg na chojnickich radnych, burmistrza itd. do Rady Miejskiej, ani do przewodniczącego, bo tą są ciała połączone w chojnickim systemie władzy i krzywdy sobie nie zrobią. Mieszkańcom natomiast wmawiają, licząc na ludzką ciemnotę, że "na radnego siły nie ma". Mi też tak przewodniczący Rady Miejskiej Mirosław Janowski odpowiedział, że na zachowanie Marka Bony nie ma się co skarżyć i choć jest nieprzykładne, to radnych oceniają wyborcy. Jest to wierutna bzdura i hołdowanie fałszywej interpretacji prawa na użytek pewnych gremiów. Właściwa interpretacja jest taka, że na radnego skargę składa się do wojewody, podobnie jak na organ uchwałodawczy. Przykładem na to, że na radnego składa się skargę do wojewody jest skarga na Mirosława Janowskiego skierowana do wojewody pomorskiego w sprawie wygaszenia mu mandatu w związku z tym, że prowadzi działalność z wykorzystaniem mienia miejskiego w naszej ocenie. 

Postawa radnych z Komitetu Wyborczego Wyborców Arseniusza Finstera zmusza do dość żartobliwej relfeksji. Wkrótce skargi na burmistrza, albo radnych będę słał do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, bo przypuszczam, że ta instytucja będzie wiedziała, co z nimi zrobić w oparciu o zapisy Kodeksu postępowania administracyjne i wyśle je do właściwego organu, czego nie potrafią zrobić władze Miasta Chojnice. Zachowanie "drużyny Finstera", to taki łabędzi śpiew...

poniedziałek, 22 lutego 2016

Gospodarz. Nie polityk

Dzień dobry :) Na wspaniały humor z rana:


Niezłomni w Chojnicach

"NIEZŁOMNI WYKLĘCI 1944-1963" Plenerowa wystawa w formie banerów poświęcona Żołnierzom Niezłomnym - przybliżająca sylwetki polskich bohaterów, którym po wielu latach przywracany jest należny szacunek i pamięć. Wystawa ta zostanie nam użyczona przez Stowarzyszenie Traugutt z Pruszcza Gdańskiego i zagości na chojnickim Starym Rynku w okresie 1-7 marca 2016. Wystawa w Chojnicach znajdzie się dzięki Sławomirowi Sawickiemu (Sławko Start Sawicki). Dziękujemy Sławkowi i kolegom z Pruszcza Gdańskiego! Poniżej kilka zdjęć wystawy z Pruszcza Gdańskiego.






Sytuowanie

Zauważyliście tę niesamowita umiejętność władz lokalnych do "sytuowania polityki"? W procesie prowadzonej przez siebie depolityzacji, wiec szerokiego frontu zniechęcają do brania udziału w życiu społecznym i politycznym,  jednym z narzędzi władz jest sytuowanie. Dzięki posiadanej nad opozycją przewadze instytucjonalne dokonuje się sytuowania zdarzeń, czyli ich umiejscowiania w czasie i przestrzeni w odpowiednim kontekście. Stąd wielokrotnie obserwowaliśmy w przeszłości, jak dyskredytowano w oczach opinii publicznej przeciwników politycznych Arseniusza Finstera. 

W ten sposób postąpiono z: Mariuszem Janikiem (którego burmistrz nazwał w telewizji klaunem); Marzenną Osowicką z której zrobiono osobę niezrównoważoną (wychodziła przez okno, co nagłośniono i nadano odpowiednią narrację); Andrzeja Mielke (którego oskarżono o czyny nieobyczajne na basenie miejskim); Piotra Pawlickiego (któremu ktoś skutecznie pomógł stracić dobre imię); Piotra Puchalskiego (który był redaktorem "Kuriera Chojnickiego" i stracił wszystko, co miał); Mariusza Brunkę (którego się teraz skutecznie kryminalizuje w mediach chojnickich); Radka Sawickiego (którego burmistrz zaatakował słownie publicznie na jednej z imprez w Hoteliku Piast); Kamila Kaczmarka (którego skutecznie skryminalizowano za próby "otwarcia" samorządu - patrz Straż Miejska i walka o publikację umów cywilno-prawnych) i wiele, wiele innych osób, które stanęły na drodze chojnickiej władzy. 

Opozycji odmawia się prawa do korzystania z miejsc publicznych - nam (SAH) odmówiono sali obrad w ratuszu na promocję Słowa Młodych w 2010 r. Jeśli szykuje się jakąś debatę, to jedynie sytuowaną, wiec w odpowiednim gronie, ustawieniu, przekazie medialnym itd. Sytuuje się też ludzi opozycji zarówno na konferencjach prasowych, jak i w pismach o randze ogólnej wysyłanych do mediów z urzędu jako "oświadczenia", które są przykładem urzędnicze samowolki i jawnej walki politycznej z opozycją metodami urzędniczymi.

Sytuowanie łączy się też z "upupianiem", czyli nakładaniem etykiet na określone osobowości. Ten jest "ekscentryk", tamten "oszołom", inny to "sadzonka" lub "suchy korzeń", albo "chuligan". Raz przyklepaną etykietkę dzięki sytuowaniu ciężko ściągnąć przez lata. Celem sytuowania jest całkowita dyskredytacja przeciwników politycznych. Zamiast wikłać się w ciężkie i być może społecznie owocne dyskusje z opozycją, władza w swych postkomunistycznych metodach prowadzi skutecznie proces wyjałowiania opozycji. I dotyczy to niestety każdej sfery życia ludzi z opozycji, nie tylko tutaj mowa o telefonach do pracodawców, próby wyniszczania były podejmowane w każdej sferze życia. 

Dlatego mam prośbę, abyśmy jednak zaczęli rozmawiać i dyskutować, otwarcie rywalizować o sympatię obywateli, mieszkańców naszego miasta i powiatu, bo taka jest istota demokracji, że zaufanie społeczne zyskuje się dobrymi działaniami, a nie czarną propagandą. W tym postkumunistycznym środowisku, brak jest akceptacji dla demokracji.