wtorek, 20 września 2016

Będą siatki, walczę o chodnik

Kilka tygodni temu, w okresie wakacyjnym wysłałem serię pism do Urzędu Miejskiego w Chojnicach, aby podwyższono siatki na Orliku na Osiedlu Kolejarz. Poza tym, walczę o budowę chodnika lub utwardzenie ścieżki biegnącej przez plac w centrum Osiedla Kolejarz. Na razie nie ma pewności czy ten chodnik powstanie, ale być może zostanie zrealizowany w ramach tzw. budżetu obywatelskiego (który oczywiście obywatelski niestety nie jest). O postępie spraw będę informował. 

niedziela, 18 września 2016

Chojnicka afera reprywatyzacyjna

Nie tylko Warszawa ma problemy z nieruchomościami.

Zapewne wiele osób zastanawia się, jak to jest, że Finster i jego klub przepychają budżet, który następnie korygują w ciągu roku, bo nie wykonuje się planu sprzedaży mienia komunalnego, a Burmistrz z rozbrajającą szczerością ujawnia, że tak się "planuje na górkę", żeby "zbilansować wydatki"? Jednocześnie w mediach chojnickich można przeczytać, że "dobrze sprzedają się działki na Metalowcu", "dobrze pod osiedle Trapezowe". Sprawę mieszkań komunalnych w Chojnicach jeszcze podejmę, na razie skupmy się na tym, co przynosi "dochód" Miastu, czyli działki na wspomnianych osiedlach.

Warto więc przypomnieć, jak doszło do przekształcenia własności gruntów pod działkami na Osiedlu Metalowiec, według mnie jest to poważna afera, która powinna zostać wyjaśniona, aby ujawnić, komu rzeczywiście zależało na likwidacji dotychczasowej formy własności. Polecam artykuł, który ujawnia zawiłości tego procesu i tworzy wielce kontrowersyjny obraz:


Dlaczego nazywam to reprywatyzacją? To również wkrótce wyjaśnię. Na razie warto zdać sobie sprawę, że sprzedaż nieruchomości Miasto na terenach Metalowca i za Metalowcem zarobić może ok. 30 milionów złotych (te tereny mają łącznie ok. 35,5 h, jak dowiedziałem się z artykułu do którego linkuję powyżej). Dlatego nazywam to aferę, wyrugowano Polski Związek Działkowców, aby uzyskać dla Miasta bardzo dogodne źródło przychodu. 

sobota, 17 września 2016

Manipulacje dekomunizacją

Ponownie, jak to wiele razy w dziejach Polski bywało, obserwujemy, jak pewne środowiska ideologicznie związane raczej z interesami dalekimi od polskiej racji stanu, starają się ocalić swój kręgosłup polityczny w przestrzeni publicznej. 

Wiadomo, że w życie weszła tzw. ustawa dekomunizacyjna. Dlatego mam propozycję, abyśmy nie manipulowali - to apel do radnych z komitetu Finstera - zapisami ustawy. 

Dowiedzieć się bowiem można z chojnice.com: http://www.chojnice.com/wiadomosci/teksty/Ulica-14-lutego-z-dopiskiem-1945/17105#respond , że dwójka radnych z tego komitetu, proponuje zamienić nazwę ulicy 14 Lutego na ... 14 Lutego 1945. Moi drodzy Czytelnicy, to nie jest żart! Takie ma plany komitet Finstera. I tak ma wyglądać dekomunizacja w Chojnicach. To są czcze życzenia.

Gwarantuję, że nazwa 14 lutego zginie dzięki ustawie dekomunizacyjnej z przestrzeni publicznej Chojnic. Na pewno nie będziemy w Chojnicach więcej czcili daty (i to z doprecyzowaniem do 1945 roku!), zwycięstwa jednego totalitaryzmu (komunizmu - stalinizmu), nad drugim (nazizmem-hitleryzmem). Porachunki totalitaryzmów zostawmy na kartach historii, a w przestrzeni publicznej uwolnijmy się od upiorów przeszłości. W dziejach Polski jest dość chlubnych dat, które możemy uczcić na tej ulicy. Poza tym, nie zgadzam się, aby datą 14 lutego 1945 roku przypominać chojniczanom o: grabieży, zabójstwach członków rodzin, gwałtach, wywózkach na Ural, katowaniu i represjach oraz niszczeniu mienia przez Sowietów w Chojnicach.

Nie będzie w Chojnicach ulicy 14 lutego, ani 14 lutego 1945 roku. Nie dlatego, że ja się nie zgadzam i protestuję, ale dlatego, iż prawo tak stanowi. Manipulowania ustawą też nie przejdzie. Narzucony przez Sowietów Komunizm upadł, a miejsce jego czczenia może być jedynie w przydomowych kapliczkach finsterowców. 


piątek, 16 września 2016

Potrzebne szersze zainteresowanie

Jestem coraz bardziej przekonany, że Chojnice potrzebują swoich dziejów napisanych w języku angielskim. Współczesna lingua franca, może zapewnić nam bardzo wiele korzyści. Oczywiście to nie może być tylko broszura, jakie dotąd wydawano w języku angielskim o naszym mieście. To powinna być książka z prawdziwego zdarzenia, ukazująca rzeczywisty obraz zawiłych dziejów naszego miasta. Być może, kiedyś, takowa pozycja powstanie, na pewno będę orędownikiem takiej idei. 

czwartek, 15 września 2016

Zerowa wiarygodność

Redaktor naczelny "Czasu Chojnic" po raz kolejny daje dowód braku wiarygodności podawanych przez siebie informacji. 

W nowym numerze tygodnika znajdziecie artykuł o tym, że zostałem wskazany przez Pana wojewodę pomorskiego, jako przedstawiciel wojewody przy Radzie Społecznej Szpitala Specjalistycznego w Chojnicach. 

Niestety Pan Michał Rytlewski twierdzi w "Czasie Chojnic", że jestem asystentem społecznym Joanny Arciszewskiej-Mielewczyk. Przyznam, przeczytałem to kilka razy, aby się upewnić, że mnie zmysły nie wprowadzają w błąd. Pozostaję jednak w niedowierzaniu, jak redaktor największego tygodnika w powiecie, może pisać takie nieprawdy i przekłamania? Kim jest owa Joanna Arciszewska-Mielewczyk i czemu ma służyć przekręcanie imienia posłanki? 

Do całej treści artykułu odniosę się wprost: oczywista manipulacja opinią publiczną, z jaką się nie spotkałem nigdzie w mediach. Wypowiedzi osób, które dawały swój głos do innych mediów miały dla mnie zupełnie inny wydźwięk - czułem pełną chęć współpracy, po artykule Rytlewskiego czuję wręcz atmosferę wrogości, którą mam nadzieję przełamiemy poprzez realną współpracę bez względu na podziały polityczne. Jeśli tak ma wyglądać dziennikarska robota w Chojnicach, to jestem zdania, że to jest uczestnictwo w polityce, a nie praca dziennikarska. Przede wszystkim zaś nie rozumiem braku rzetelności dziennikarskiej u Michała Rytlewskiego. Joanna Arciszewska-Mielewczyk, to na pewno nie poseł Dorota Arciszewska-Mielewczyk i na pewno nie jestem asystentem żadnej Joanny. Do "Czasu Chojnic" wysłałem prośbę o sprostowanie tego błędu w następnym wydaniu tygodnika. 

Pomimo tego, że w Chojnicach są środowiska, którym zależy na "sianiu wiatru", to ja osobiście zapewniam, że liczą się dla mnie najbardziej ludzie, mieszkańcy i Chojnice, i z pełną odpowiedzialnością przyjmuję każdą pracę społeczną dla dobra mieszkańców. Nastawiam się na WSPÓŁPRACĘ i godne reprezentowanie Pana wojewody oraz ochronę interesów chojnickiej placówki i obywateli. 

Po artykule Rytlewskiego rozumiem, że poza rzeczywistymi problemami, będzie się też trzeba mierzyć z tymi wyimaginowanymi przez ludzi, którym zależy na zamieszaniu i "dorabianiu gęby". Skoro idą tą drogą, to na początku powinni jednak podawać prawdziwe informacje, a nie wprowadzać czytelników w błąd. Dla mnie polityczne pisarstwo Michała Rytlewskiego ma zerową wiarygodność, a "Czas Chojnic" to taki tygodnik "skandalisty", poziom lokalnego "Faktu". Chociaż "Fakt" ma jednak większą wiarygodność w moich oczach.

piątek, 9 września 2016

Niby w mieście, a jednak na wsi

Dziś w "Gazecie Pomorskiej" można przeczytać, o swoistej "wojnie o mieszkańców", którą toczy miasto Chojnice z gminą wiejską Chojnice. 

Logika konfliktu wcale mnie nie zaskakuje. Wójt z Burmistrzem walczą na różnych polach, o inwestorów również, a teraz nasila się przeciąganie liny o mieszkańców. Obliczem tej walki są działki budowlane, Chojnice pod rządami Burmistrza zatracają swój miejski charakter i stają się niczym innym, jak "wsią w mieście". Dlatego, tak trudno miastu wygrać konkurencję z gminą wiejską. Miasto ma swoje atuty, których ratusz nie wykorzystuje, do tych atutów należy budownictwo mieszkaniowe wielorodzinne, które w Chojnicach leży odłogiem. TBS nie zaspokoi popytu na nowe mieszkania, a warunki tam proponowane jednak skłaniają mieszkańców do życia na wsi, nie w mieście. Chojnice zatracają tym samym charakter miasta, a stają się "ogrodami działkowymi". Przecież większość terenów budownictwa mieszkaniowego zajmują w Chojnicach już domki jednorodzinne. Nie buduje się, ze sporadycznymi wyjątkami, prawdziwych kamienic w sercu miasta, a od lat 70. XX w. praktycznie nie powstała żadna dzielnica typowo miejska w Chojnicach(można się spierać o początki Osiedla Rzepakowe, czy jak wola inni Pogodne). Budujemy masowo domki jednorodzinne, a to powoduje zajmowanie coraz większej powierzchni (bo dziś działka 500 metrów kwadratowych nikogo nie zadowala). Tym samym zaczyna brakować ziemi w mieście, między innymi pod inwestycje. W tle tego konfliktu z gminą wiejską Burmistrz jest aktorem w wielu przedziwnych spektaklach, jak w tym, który toczy się nadal wokół działek "Metalowiec". Przecież wiadomo, że namawiano mieszkańców do rozbudowy altan, a chwilę potem gmina wystąpiła do sądu z zarzutem, iż działkowcy i PZD łamią własny statut - bo dokonuje się tam samowoli budowlanej (do której władze zachęcały!), żeby odebrać związkowi działkowców tę ziemię i przyległe do ogródków 15 hektarów. Teraz zaczynam rozumieć, tę "spekulację działkami". Jednak jest to droga donikąd. Jeśli z gminą wiejską będzie się walczyć jej własnymi narzędziami - czyli ziemią, której w mieście jest po prostu mniej, to miasto tę walkę przegra (no i przegrywa już od lat). Wygrać mieszkańców można jedynie świadomym kształtowaniem przestrzeni miejskiej i tworzeniem w mieście infrastruktury charakterystycznej dla miasta, a nie dla wsi. 

Chojnice potrzebują poważnej wizji rozwoju budownictwa komunalnego, tworzenia nowych osiedli miejskich, a nie ciągłej rozbudowy przedmieść, które (o zgrozo!), mają jeszcze coraz częściej za swe sąsiedztwo zakłady przemysłowe (przecież koło Osiedla Kolejarz projektuje się powstanie wielkiego zakładu przemysłowego) -pewnie dlatego Burmistrz mieszka w powiecie człuchowskim, na tzw. Zielonych Wzgórzach. Wszystko to oznacza, że nie ma, pomimo ciągłych zapewnień istnienia strategii rozwoju, żadnej spójnej wizji rozwoju miasta (sam Burmistrz porzucił miasto w którym widocznie nie znalazł już żadnej atrakcyjnej lokacji). Co gorsza na konflikt z gminą o mieszkańców, nakładają się coraz bardziej dla mnie niezrozumiałe i partykularne interesy ludzi władzy i grup z nią związanych. 

środa, 7 września 2016

Co za kino!

Od kilku lat wiadomym było, że ChDK (obecnie ChCK), będzie wymagał nowej siedziby. Podejścia były różne, pamiętamy Balturium. Niestety, pomimo wydatku ok. 500 tys. zł na projekt Balturium, Miasto nie zadbało o choćby koncepcyjne rozwiązanie na wypadek remontu lub wyburzenia starej sali kinowej. Nie wiem, czy ok. 5 lat, to za mało czasu, aby znaleźć odpowiednie miejsce w Chojnicach na kino tymczasowe? 

W ten sposób przez rok kina nie będzie, albo będzie jakaś jego namiastka, bo znowu, jak to w Chojnicach, problem rozwiązuje się poprzez rzucanie różnych protez ad hoc. 

Deficyt sal kinowych w regionie jest potężny. Kina nie ma w Człuchowie, Tucholi, ani w Sępólnie Krajeńskim. Dodając teraz do tego Chojnice okazuje się, że 4 powiaty w regionie pozbawione będą czynnego kina. Jeśli dobrze liczę, to potencjalne wydatki na kino mieszkańców w liczbie ok. 250 tys. pozostaną na rok w kieszeniach naszych ziomków. Niektórzy pewnie pozwolą sobie na wyjazd, od czasu do czasu, do Gdańska lub Bydgoszczy, ale brak kina będzie odczuwalny. Szkoda, że pozwala się na takie zaniedbania. Skoro x gmin, potrafiło złożyć się na wspólne wysypisko śmieci, to może czas złożyć się na porządne kino w Chojnicach?

piątek, 2 września 2016

Zmarnowana szansa

Było o zmarnowanych pieniądzach, teraz "słowo" o zmarnowanych szansach, pewnie nie o wszystkich, ale o jednej dużej wagi.

Od wielu dekad trwają debaty o tym, gdzie też zaczęła się II wojna światowa. Sprawę tę, nieco przez przypadek ustaliliśmy wraz z Andrzejem Lorbieckim pisząc Chojnice 1939, okazuje się bowiem, że wojna wybuchła w Chojnicach o godzinie 4.23. Niemcy wydali swym wojskom rozkaz do ataku na 4.45 1 września 1939, ale na wielu odcinkach frontu prowadzono ataki wyprzedzające, zarówno żeby wykorzystać element zaskoczenia, jak też dla zdobycia dogodnych pozycji dla wojsk. Wiadomo, że do Chojnic na stację kolejową wjechał pociąg pancerny, podstawiony podstępem w miejsce pociągu pośpiesznego relacji Berlin-Królewiec. To właśnie z tego pociągu wyskoczyli żołnierze niemieccy, którzy o 4.23 zaczęli walkę w Chojnicach. Był to przykład wykorzystania przez Niemców polskiej lojalności w dochowywaniu umów międzynarodowych, bo Polacy zapewnili Niemcom prawo wjazdu tego pociągu na stację w Chojnicach. Pociąg ten o 4.15 przejeżdżał w kierunku Chojnic ze stacji Wierzchowo (Firchau) o czym niemiecki dyżurny ruchu poinformował polską stronę. Niemcy wjechali do Chojnic na peron 2 stacji i opanowali na kilka godzin dworzec. 

Niewykorzystaną, zmarnowaną wręcz przez władze lokalne szansą na promocję miasta jest przemilczenie tych ustaleń. Gdybyśmy bowiem potrafili dobrze promować tę prawdę, to Chojnice byłby obecne jako miejsce wybuchu II wojny światowej w historiografii nie tylko polskiej, ale i światowej. Z pewnością nie ma co marzyć o przeniesieniu do Chojnic uroczystości z Westerplatte, nawet nie byłbym zwolennikiem takich pomysłów, ale uważam, że o godzinie 4.23 na chojnickim dworcu każdego 1 września należy prowadzić uroczystości przypominające ten ważny moment w dziejach narodu, który też symbolizuje silne związki Chojnic z ojczyzną. Nie będzie to jednak możliwe przy biernej postawie władz miasta i powiatu. Dlatego jeśli zmieni się władza w Chojnicach, to powinniśmy też pomyśleć o przywróceniu należnego miejsca Chojnicom w historii Polski, a uroczystości na chojnickim dworcu powinny być tak ważne, jak te na Westerplatte.

Niestety chojnicka władza, tylko dlatego, że Wałdoch o czymś pisze, pomija ważne zagadnienia i spycha je na margines. Szkoda, to szkodzi nie mi, ale naszemu miastu. 

Polecam mój artykuł o wybuchu II wojny światowej w Chojnicach: http://pl.blastingnews.com/felietony/2016/09/nieznane-fakty-ii-wojna-swiatowa-wybuchla-w-chojnicach-o-godzinie-4-23-001093319.html .

sobota, 27 sierpnia 2016

"Polscy kombatanci" i sowieckie braterstwo broni

W Chojnicach istnieje Koło Miejsko-Gminne Związku Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych, jest to przepoczwarzona forma dawnego komunistycznego Związku Bojowników o Wolność i Demokrację (ZBoWiD). Trzeba rozumieć, kto był członkiem ZBoWiD, a byli to byli UB-ecy, żołnierze Ludowego Wojska Polskiego, którzy walczyli z Żołnierzami Wyklętymi. Ogólnie rzesza "obrońców władzy ludowej". Tym też jest nadal Związek Kombatantów RP, gdzie poza zmianą szyldu, niewiele się zmieniło od czasu ZBoWiD. Szefami ZBoWiD, byli między innymi tacy emerytowani wojskowi jak gen. Józef Kamiński, odpowiedzialny za pacyfikację robotników w Poznaniu w 1956 r. czy też masakry na Wybrzeżu w 1970 r. 

Obecnie, a musiałem spojrzeć w kalendarze, żeby się upewnić, czy aby na pewno nie cofnąłem się w czasie o jakieś 40 lat, chojniccy "zbowidowcy", nadal nawiązują do swojej "chlubnej karty". Od kolegi otrzymałem zdjęcia, jak to przed kilkoma dniami dosłownie (czyli sierpień 2016 r.), chojniccy "kombatanci" oddawali cześć i chwałę Sowietom w Bornym Sulinowie, dawnej bazie wojsk sowieckich w Polsce, pozostawiając tam wiązanki z szarfami. Pytam więc, gdzie ci "zbowidowcy" byli, kiedy w ostatnią drogę odprowadzano ppłk. Zygmunta Szendzielarza w Warszawie, gdzie są ci "kombatanci RP", kiedy trzeba uhonorować ofiary katów komunistycznych, gdzie są, kiedy wspominamy najazd Sowietów w 1939 r. Wtedy ich nie ma, ale podobnie, jak nasz chojnicki burmistrz, są wyznawcami historii pisanej w Moskwie. Podkreślę, nie mam nic przeciwko osobistym, różnorakim, poglądom, ale składanie, takich hołdów grupowo i w imieniu "RP" jest chyba znaczącym nadużyciem symboli. Jeśli leżący tam "Iwan", był towarzyszem broni chojnickich "zbowidowców", to naprawdę ciekawe w jaki sposób zginął w 1946 r. i jaki był ich wspólny szlak bojowy? Czy razem z nimi ganiał po pomorskich lasach za oddziałami mjr. "Łupaszki"? Czy razem utrwalali sowiecką okupację nad Polską? Czy razem bronili "władzy ludowej"? ZBoWiD dawny, to siedlisko osób bardzo mocno ideologicznie związanych jednak z dawnym ustrojem i ciężko jest mi się pogodzić, że składają polskie wstęgi w Bornym Sulinowie, które jest symbolem sowieckiej okupacji nad Polską. Przypominam sobie też dokładnie, że ci ludzie towarzyszą miejskim władzom w różnych uroczystościach, co jest chyba naturalne, skoro ta władza miejska oddaje pokłony czerwonej gwieździe. Te środowiska się nawzajem uzupełniają, mają wspólny korzeń ideologiczny. Z pewnością ciężko im się żyje z myślą, że Polska wybiła się na niepodległość...być może dziś czują się więźniami politycznymi RP...Doprawdy nie wiem, jak można się uważać, za "kombatanta RP", jeśli się walczyło przeciwko niepodległości Polski ramię w ramię z Sowietami. Jeśli ten związek zajmuje budynki będące własnością komunalną w mieście, to powinien je w najbliższym czasie opuścić. W Chojnicach Sowietom usługi przestaliśmy świadczyć w 1993 r., kiedy ostatni żołnierze radzieccy opuszczali Polskę, dziwne, że nie zabrali ze sobą towarzyszy broni tych "kombatantów RP" ze ZBoWiD.





czwartek, 25 sierpnia 2016

Zmarnowane miliony

Oczywiście, ta lista jest dłuższa, ale to są sprawy bezdyskusyjnie wskazywane, jako te które przyczyniły się do marnowania publicznych środków w mieście:

1. Balturium - projekt nowego centrum kultury w Chojnicach, który pomimo poświęcenia mu około 500 tys. złotych poszedł do szuflady, bo nie osiągnięto nim zakładanego celu, czyli uzyskania dofinansowania.

2. Projekt na przedszkole na os. Kaszubskim - projekt z czasów, kiedy w mieście jeszcze gościła racjonalność. Planowano zbudować przedszkole na os. Kaszybskim w tym celu zlecono projekt, który powstał, zapłacono za niego, ale nigdy z niego nie skorzystano, bo zamiast tego w Chojnicach, znaną i pokrętną logiką, zaczęto prywatyzować wszystkie przedszkola. Kosztów tego projektu jeszcze nie znam, ale spróbuję go ustalić.

3. Przyłącze energetyczne na Osiedlu Kolejarz - w 2010 r. zapowiedziano nagle w okresie zimowym, że powstanie na jednym z boisk Orlik w Chojnicach tzw. Biały Orlik, czyli lodowisko. Miasto pośpiesznie zainwestowało ok. 25 tys. złotych w specjalne przyłącze energetyczne i odśnieżanie boiska, ale już o lodowisku zapomniano, Biały Orlik nigdy nie powstał, łącza w przewidzianym celu nigdy nie wykorzystano. Wydano 25 tysięcy, ale jednocześnie odmówiono mieszkańcom sąsiadujących z Orlikiem domów jednorodzinnych podwyższenia ogrodzenia boiska Orlik przez wzgląd na...brak środków na ten cel.

4. Wykonanie koncepcji drogowej wokół byłej fabryki mebli - pamiętacie szumne zapowiedzi o nowej galerii (jedna z licznych koncepcji Burmistrza Chojnic) na terenach Chojnickiej Fabryki Mebli pomiędzy ulicami Towarową i Gdańską? Niestety, nic z tego nie wyszło, choć burmistrz Finster udzielił umorzenia podatków od nieruchomości spółce, która miała się zając budową galerii na kwotę ok. 750 tys. złotych!!! Miasto zaś wykonało projekt koncepcji drogowej dla tego miejsca. Do tego osoba, która była lokalnym rzecznikiem spółki Gabi (która miała tam budować galerię), stanęła chwilę później do przetargu o miejskie przedszkole, co skończyło się ogólnym skandalem. Faworyzowany w prasie przez Finstera kandydat do prowadzenia byłego przedszkola samorządowego nr 9, okazał się być nieuczciwym człowiekiem, który według doniesień prasowych zlecił kradzież własnego auta...

Czy naprawdę chcemy takich Chojnic, gdzie miliony złotych "idą bokiem", jak przyjęło się potocznie mówić, tylko przez brak wiedzy i umiejętności lokalnych samorządowców? Dobra zmiana - dobrze pojęta - musi także zawitać do Chojnic. Niestety wydaje mi się, że o wielu innych skandalach opinia publiczna po prostu nie wie i tylko determinacja jednostek może doprowadzić do ich ujawnienia. 


wtorek, 23 sierpnia 2016

Świadomość miasta

Problem tożsamości współczesnego człowieka wiąże się z wieloma czynnikami związanymi z globalizacją. Można winę za świadomościowe wykorzenianie się jednostek, składać na barki choćby neoliberalizmu, konsumeryzmu, swoistego oportunizmu, ale też chęci wiązania się ludzi z tym, co "na fali", a może i postępującej nadal amerykanizacji życia.

Jednak, to wybór samoświadomościowy jest determinujący, wobec tego co się dzieje w świecie. Możemy przecież uznać, że jednak dla nas miasto, jest przestrzenią z której nie tylko korzystamy, żyjemy w niej, ale też i aktywnie ją rozwijamy i ubogacamy. Do tego potrzeba swoistego przeniesienia energii życiowej. Dlatego warto, abyśmy przykładali więcej wagi do atrybutów identyfikacji z przestrzenią miejską.

Z przekonaniem można stwierdzić, że w promieniu 70 km od Chojnic nie ma drugiego ośrodka miejskiego z takim potencjałem, z taką historią i z takimi możliwościami rozwoju. Niestety wiele osób z Chojnic wyemigrowało i ubogacają życie innych ośrodków miejskich. Upatruję przyczyny tego stanu rzeczy w prozaicznej może konstatacji o braku świadomości miasta, jako jednym z czynników, które przyczyniają się do porzucania grodu tura.

Dlatego, od lat próbuję przekonać różne środowiska do konieczności wprowadzenia do szkół chojnickich, ale podobnie może się stać przecież w innych regionach czy miastach, przedmiotów związanych z nauczaniem historii regionalnej i lokalnej oraz wiedzy o regionie, tylko w ten sposób może się udać umocnić tkankę społeczną na poziomie lokalnych społeczności. Jaki bowiem jest stan świadomości chojniczan o roli Chojnic w II RP przed wybuchem II wojny światowej, co wiedzą o procesie stalinizacji miasta, co o sprawach nacjonalizacji i przejmowania majątków przez komunistów na ziemi chojnickiej, a co o działalności opozycji demokratycznej w mieście w okresie PRL. W większości narracja medialna odnosząca się do przełomowych zdarzeń dotyczy tego, co wydarzyło się na szczeblu państwa, ale rzadko mówi się o wysiłku milionów ludzi na prowincji o ich życiu codziennym.

W Chojnicach problem dbałości o pamięć o historii najnowszej jest doskonale znany. Sprawę próbowali podjąć historycy - nauczyciele i niektórzy radni miejscy, jak Leszek Pepliński. Niestety bezskutecznie. O sprawie pisały też lokalne media, a wnioski o braku w Chojnicach choćby miejsca w muzeum z ekspozycją o historii najnowszej są, jak najbardziej słuszne. Warto się z jednym takim tekstem zapoznać:
http://www.chojnice.com/wiadomosci/teksty/Najnowsza-historia-na-cenzurowanym/2083

W bliskiej przyszłości, być może, uda się wdrożyć plan takiego nauczania do chojnickich szkół. Nie stanie się to jednak za obecnej ekipy władzy, bo w niej nie ma woli na takie działania, zresztą doskonale znają już te propozycje i dotąd nie podjęli żadnych działań z tym związanych. Pobudzenie świadomości mieszkańców o ich mieście i jego historii jest warunkiem rzeczywistego rozkwitu życia gospodarczego i kulturalnego w naszym mieście. Jednym z wielu, ale w mojej ocenie bardzo ważnym. 

Dziedzictwo Sierpnia '80

Często spotykałem się z potocznym rozumieniem wydarzeń Sierpnia '80. Jeśli było potoczne, to często tej potoczności towarzyszyła również stereotypowość. Niska była świadomość wkładu chojnickich środowisk w rozwój i działalność nowego ruchu społecznego "Solidarność", dlatego w 2015 r. napisałem książkę, przy wydatnym wsparciu i życzliwości dawnych działaczy "Solidarności" udało się ją nawet wydać w 2015 r. 

Z całością książki można się zapoznać pod podanym niżej linkiem, a dziś warto wspomnieć, że właśnie 23 sierpnia 1980 r. po raz pierwszy w Sierpniu '80 pracy odmawiają robotnicy WKS "Mostostal" w Chojnicach:

Strona książki na Facebooku:https://web.facebook.com/O-chojnicki-karnawale-Solidarno%C5%9Bci-294973424198590/?pnref=story

Całość książki online: https://www.academia.edu/15053791/O_chojnickim_karnawale_Solidarno%C5%9Bci_._Kszta%C5%82towanie_si%C4%99_i_rola_nowego_ruchu_spo%C5%82ecznego_w_warunkach_lokalnych_1980-1981_M._Wa%C5%82doch_Chojnice_2015_ss._265

czwartek, 11 sierpnia 2016

Wataha 2016

Dobrym zwyczajem, środowisko patriotów Pomorza Gdańskiego, zaprasza wszystkich młodszych i starszych patriotów na trzy dni patriotycznego spotkania, gdzie będzie można uzyskać mnóstwo informacji o tym, co się rzeczywiście dzieje w Polsce. W tym roku koncerty: Tadka Firmy Solo; Pawła Piekarczyka i Leszka Czajkowskiego.