środa, 18 kwietnia 2018

Nasze potrzeby

Bez radykalnych posunięć w sferze publicznej nie uda się zmienić Chojnic na miasto bardziej nowoczesne, przyjazne mieszkańcom i otwarte na turystów oraz nowy biznes. Najistotniejsza zapewne pozostanie kwestia jakości życia, którą można podnieść w kilku krokach. 

Przede wszystkim należy postawić na transport publiczny. Dobrze byłoby, gdyby władze miejskie przyjrzały się przypadkowi Jaworzna i tamtejszej polityce bezpieczeństwa w ruchu drogowym. 

Jest też kilka inicjatyw, które mogą uatrakcyjnić Chojnice oraz odciążyć nas od korków. Kiedy powstanie nowy dworzec autobusowo - kolejowy, należy rozważyć możliwość wprowadzenia miejskiego roweru. Jednocześnie należy ograniczać miejsca parkingowe i zniechęcać zmotoryzowanych do ruchu aut w kierunku centrum. To na pewno napotka na opór, ale z czasem mentalność się zmieni, kiedy ludzie dostrzegą dobrodziejstwo braku aut w centrum miasta - jeśli taki pomysł ktoś wdroży w życie. 

Wciąż zastanawia mnie fenomen chojnickiej komunikacji publicznej - bardzo niska liczba kursów, i linie "przez Rzym na Krym". 

Miasto winno też poważnie podejść do tematu smogu z pieców centralnego ogrzewania, bo mieszkańcy grzeją nawet wiosną i latem wodę rozpalając w piecach czym się da - można to zaobserwować nawet w Śródmieściu. Jest to problem poważny i dotyka nas wszystkich, więc może Miasto pofatygowałoby się o własny program dofinansowania wymiany pieców CO? Bierne czekanie na kolejne rozdania z funduszy zewnętrznych nie zmieni tragicznego stanu powietrza. Są potrzebne natychmiastowe i zdecydowane ruchy.

Ze zdumieniem też obserwuję, a dotąd sprawy nie komentowałem, to co się dzieje wokół Chojnickiego Centrum Kultury. Ta inwestycja to "sto nieszczęść". Nie dość, że najpierw przepadł projekt na który Miasto wydało ok. 600 tys. (Balturium), to od lat obserwujemy dość nieporadne wykonanie inwestycji własnymi siłami. O co i komu chodzi w sprawie ChCK, to chyba ciężko jednoznacznie stwierdzić, głosy są różne, a Chojnice nie mają ani kina, ani miejsca dla wydarzeń kulturalnych. 

Rozważyć należy być może umorzenia od podatków od nieruchomości dla przedsiębiorców chojnickich. Dobrą ideą jest zachęcenie do inwestycji w Chojnicach firm, które posiadają portfolio produktów z branży high-tech oraz usług z tej branży. 

Dla tych, którym dobro publiczne i rozwój naszego Miasta leży na sercu, wdzięcznych tematów odwołujących się do potrzeb mieszkańców Chojnic jest bez końca. Należy się tylko nad nimi pochylić i zastanowić się od czego zacząć...Stąd mam nadzieję na kampanię wyborczą, która będzie wysypem pomysłów na Chojnice. 

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Kampania wyborcza KWW Marcina Wałdocha rozliczona

Postanowieniem Komisarza Wyborczego z dnia 12 kwietnia 2018 r. przyjęto sprawozdanie KWW Marcina Wałdocha z wyborów uzupełniających w dniu 10 grudnia 2017 r. 

Poczułem się w obowiązku w ten sposób poinformować o sprawie opinię publiczną. 

Dziękuję raz jeszcze osobom z mojego komitetu za pomoc w kampanii oraz wszystkim piętnastu osobom, które oddały na mnie głos. 

Rzecznik Pewnych Spraw w Chojnicach

Już w środę do Chojnic przyjeżdża namaszczony głosami liberałów i postkomunistów na Rzecznika Praw Obywatelskich w 2015 r. Adam Bodnar. Człowiek, którego zachowania i wypowiedzi wzbudzają w wielu środowiskach, nawet lokalnych, głęboką niechęć. 

Problem z obecnym rzecznikiem jest taki, że dr Adam Bodnar, stał się więcej aktywnym politykiem, niż polskim ombudsmanem. Najczęściej chyba stosowaną formą wypowiedzi RPO w sprawach publicznych jest komunikat skierowany do rządzących: "Nie dam się zastraszyć"! Rzecznik bowiem usłyszał od rządzących, że ze stanowiska powinien odejść, a pewnym jest, że gdyby PiS był w stanie pozyskać 3/5 głosów w Sejmie, to Bodnar już tego stanowiska od dawna by nie zajmował. 

Warto wspomnieć, że Bodnar pisał za granicę nieobiektywne opinie dotyczące sytuacji w Polsce, wskazując, że powstały mechanizmu nie sprzyjające poszanowaniu praw człowieka. W ocenie PiS, Bodnar nie reprezentuje interesu wszystkich Polaków, tylko pewnej grupy Polaków. Bodnar wdał się i aktywnie uczestniczy w konflikcie politycznym na linii Zjednoczona Prawica - PO, Nowoczesna i opłotki. 

Najgorsza jednak sprawa z Bodnarem jest taka, że jako polityk, bo do postawy ombudsmana mu dalej niż bliżej, wypowiada się nawet na tematy o których powinien milczeć nie pytany. Przykładem niech będzie to, że Bodnar oskarżył naród polski o współuczestnictwo w Holokauście! [Później przepraszał za swoje słowa]. Przy tym jedncześnie deklarując, że w żadne polityczne rozgrywki on się wciągnąć nie da. 

Nie bez echa pozostają także konflikty w które się wdał Adam Bodnar jeszcze jako członek Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, warto wspomnieć między innymi konflitk z dr Piotrem Gontatczykiem i to jak Helsińska Fundacja pisała donosy na Gontarczyka. W zasadzie można uznać, że Bodnar to takie uosobienie rozumienia praw człowieka przez PO. To rozumienie praw człowieka przez PO pamiętamy doskonale - ataki z pałkami, strzelbami na gumki oraz prowokacje na Marszach Niepodległości, inwigilacja obywateli, itd. Bodnar nie potrafi wspiąć się na wyżyny stanowiska, które przyszło mu pełnić i więcej jest przywiązany do swych lewicowych wartości w mojej ocenie. Narzuca się tutaj kwestia podejścia RPO do łamania prawa do wolności wyznania - to katolicy uskarżają się, że ich prawa są łamane.Rzecznikowi też posłowie wprost zarzucili, oceniając pracę RPO, że Bodnar broni nie tyle interesów obywateli co interesów kasty sędziowskiej. RPO też nigdy, jak zdołałem sprawdzić, nie reagował na udział czynnych sędziów w protestach politycznych. Z pewnością ten RPO jest bohaterem dla PO, Nowoczesnej i kanap politycznych, bo jedyne jego dokonania na polu swej działalności można sprowadzić do publicznego i politycznego sprzeciwu wobec władzy Zjednoczonej Prawicy. Nic dziwnego, prawica nie głosowała za takim RPO.  

Bodnar to na pewno najbardziej kontrowersyjny RPO od czasów powstania instytucji RPO w Polsce w 1987 r. i nie dzieje się tak dlatego, że Bodnar swą piersią broni praw człowieka i obywatela w Polsce, ale dlatego, że sam daje wiele świadectw, iż zbytnio związał swój system wartości i ideologicznego zapośredniczenia z pełnionym stanowiskiem, które wymaga wyjścia poza swój kontekst socjalizacyjny. Mnie osobiście zastanawia, ile razy RPO próbował włączyć się w wyjaśnianie spraw samospaleń w Polsce, gdzie są jasne znaki, że to łamanie praw człowieka w różnych obszarach doprowadziło obywateli do tak ostatecznych aktów. 

Mam też osobiste doświadczenia z RPO, kiedyś kierowałem skargę do wcześniejszego RPO prof. Ireny Lipowicz, która również, podobnie jak Bodnar była wybrana głosami PO. Oczywiście w mojej sprawie RPO odmówił mi pomocy. Chodziło o sprawę wyłączenia mnie przez Miasto z możliwości uczestnictwa w pracach komisji grantowych, tutaj znajdziecie artykuł o tej sprawie. Ta sytuacja i późniejsze postawy Bodnara utwierdziły mnie w przekonaniu, że w Polsce RPO jest instytucją zabezpieczeającą nie tyle obiektywne rozumienie praw człowieka według Powszechnej deklaracji praw człowieka oraz praw człowieka i obywatela gwarantowanych przez Konstytucję RP, ale raczej RPO zabezpiecza pewną ideologicznie ugruntowaną wizję praw człowieka, nie uniewersalną, ale właśnie ideologiczną. Na gruncie polskim jest to wersja praw człowieka w optyce polskich liberałów i postkomunistów. Taką wersję realizuje również bieżący RPO w mojej ocenie. Jest to osoba na "wojnie ideologicznej", co ma niewiele wspólnego z walką o człowieka, jego prawa i godność osobistą.

Problemem nie jest ten czy inny rzecznik, ale problem ma naturę systemową, szczególnie to w jaki sposób się wybiera RPO. Gdyby bowiem zwolnić z tego obowiązku parlament, to może RPO przestaliby prezentować linię ideologiczną zgodną z aktualnie rządzącymi. Najlepszym bowiem rozwiązaniem jest oddać wybór RPO w ręce komitetu w którym zasiadaliby przedstawiciele przede wszystkim organizacji pozarządowych. 


niedziela, 15 kwietnia 2018

Rusza przedwyborcza karuzela

Najbliższe wybory samorządowe będą zgoła inne od poprzednich. Wcale nie dlatego, że bardzo zmieniły się sympatie wyborców, albo przez wzgląd na lawinowy wzrost nowych ofert politycznych w przestrzeni Chojnic, po prostu zmieniły się zasady gry wyborczej. 

Byłem jedną z osób, która poprzez między innymi dwa artykuły naukowe stanowiące analizę systemu JOW w wyborach samorządowych, przedstawiała rządzącym postulaty konieczności powrotu do ordynacji proporcjonalnej. Przemawiała za tym ruchem przede wszystkiem kwestia niskiej reprezentacji wyborców w systemie JOW oraz bardzo wysokiego stopnia koncetracji władzy przez zwycięskie komitety wójtów, burmistrzów i prezydentów - tzw. prezydencjonalizm samorządowy. Obecnie więc mamy powrót do warunków ordynacji proporcjonalnej, negatywnie w nowej ordynacji oceniam zaś wydłużenie kadencji do 5 lat, to wpłynie na jeszcze niższą dynamikę życia politycznego w przestrzeniach lokalnych. Nieodżałowanym zaniechaniem jest zgoda stronników ordynacji proporcjonalnej na taką zasadę, długiej 5 letniej kadencji. Innym wymiarem jest wprowadzenie (w sumie to powrót do) kadencyjności organów wykonawczych, wiadomo więc, że co by się nie działo z Burmistrzem Chojnic na pewno, jeśli nie w najbliższych i kolejnych wyborach, to pożegnamy się za 10 lat. Szczęśliwie też, wreszcie, uniemożliwiono równoległy start kandydatom na fortele wójtów, burmistrzów i prezydentów na stanowiska radnych powiatowych i do sejmików wojewódzkich. W końcu skończy się sztuczne pompowanie list. 

Nowa ordynacja to też nowe wyzwania dla lokalnych sił politycznych. Do Rady Miejskiej będziemy mieli w mieście 3 okręgi wyborcze, w każdym po 7 mandatów, a listy będą składały się z 9 kandydatów z danej opcji politycznej. Walka polityczna przyjmie więc diametralnie inny obraz niż 4 lata temu. Najbardziej więc będą się znowu liczyły "lokomotywy" list, czyli tzw. "biorące jedynki". W mojej ocenie poza partiami politycznymi w Chojnicach nikt poza KWW AF i PChS nie będzie w stanie zbudować list i wysunąć samodzielnie kandydatów. Nadto, przed każdym podejmującym wyzwanie i zakładającym własny komitet na terenie miasta stanie próg min. 5% w skali miasta. 

Za kulisami rozpoczęła się przedwyborcza karuzela, krążą nazwiska "jedynek" oraz kandydatów na fotel burmistrza. Osobiście zachęcam wszystkich do startu, a gdyby ktoś chciał porozmawiać o swoim ewentualnym starcie w najbliższych wyborach samorządowych i nie wie "co i jak" od strony technicznej, to serdecznie zapraszam do kontaktu. Prawdopodobnie będę startował do Rady Miejskiej, jeśli ktoś będzie chciał mnie wesprzeć, to również zapraszam. 

piątek, 13 kwietnia 2018

Piwo pod chmurką w Chojnicach?

Gminy otrzymały na podstawie tzw. ustawy o wychowaniu w trzeźwości, która była ostatnio nowelizowana, poważny instrument regulacji spożycia alkoholu. Tym samym Rada Miejska Chojnic może między innymi zakazać sprzedaży alkoholu w godzinach od 22.00 do 6.00. Innym uprawnieniem gminy stała się możliwość wskazywania przestrzeni publicznych w których piwo będzie można spożywać pod chmurką. O ile z namiastki prohibicji w postaci zakazu sprzedaży alkoholi w godzinach nocnych nie korzystałbym, to z możliwości wydzielania miejsc do picia alkoholu pod chmurką warto skorzystać, jeśli zapewni się bawiącym tam osobom...choćby dostęp do toalet. 

Z nocną prohibicją sprawa nie jest łatwa, bowiem nie raz mieszkańcy kamienic wokół sklepów monopolowych zgłaszali pretensje o nocny hałas i brak poczucia bezpieczeństwa, więc choć osobiście jestem przeciwny jakimkolwiek formom zakazów, to warto aby Miasto przyjrzało się temu problemowi bliżej, co ułatwi podjęcie odpowiedniej decyzji. 

Doskonałą przestrzenią, gdzie warto zezwolić mieszkańcom na publiczne spożywanie alkoholu jest w Chojnicach Park 1000 lecia. Warto, aby radni rozważyli taką ewentualność już na najbliższej sesji, bo mamy sprzyjającą pogodę na spotkania w plenerze. 

piątek, 6 kwietnia 2018

Dla kogo jest polityka?

Pensje posłów w dół...pensje samorządowców w dół. 

"Do polityki nie idzie się dla pieniędzy", "Celem polityki nie jest bogacenie się polityków". - Jarosław Kaczyński. 

Od dawno krytykowano nagrody dla Rządu RP Beaty Szydło, ale jakoś umykało wielu obserwatorom to co działo się w samorządach, gdzie wójtowie, burmistrzowie oraz prezydenci zarabiali w zasadzie ogromne pieniądze. Stąd do polityki pchali się nie Ci, którzy potrafili coś konkretnego zaproponować, ale ci przede wszystkim, którzy chcieli się dorobić. Stąd zamiast ideowców, profesjonalistów i ludzie znających się na polityce w lokalnej polityce mamy nadwyżki osób, które nie są w stanie zaproponować żadnej rzetelnej pracy na rzecz spraw publicznych. 

Jeśli słowa Jarosława Kaczyńskiego nie są populizmem, a rzeczywistą troską o odczucia społeczne, to należy temu przyklasnąć. 

Martwić może jedynie to, że ekipa rządząca ulega presji społecznej, a to może tworzyć negatywne zjawiska, takie jak zubożenie polityków, które będzie skutkowało narastaniem zjawiska korupcji. Wiadomo bowiem, że wynagrodzenia posłów na przykład wcale nie są wysokie w stosunku do tzw. średniej krajowej. Z jednej więc strony jest to ruch konieczny dla utrzymania władzy, z drugiej jego koszty są ciężkie do przewidzenia. Natomiast politycznie jest to doskonały wybieg przeciwko totalnej propagandzie opozycji. Ścierają się na pewno dwie skrajne wizje - wynagradzania polityków nadto w stosunku do tego co zarabia się w gospodarce narodowej, kontra minimalizm - próba nacisku na pracę ideową dla państwa i administracji publicznej. Z pewnością, co prezes Kaczyński musi wiedzieć, głos ludu stoi za wizjami odebrania wszelkich apanaży politykom. Niestety lud nie wie, że mogą być tego negatywne konsekwencje w perspektywie długofalowej. 

Mnie osobiście natomiast najbardziej cieszy element obniżenia wynagrodzeń samorządowców, bo ci rzeczywiście często rządząc w gminach zadłużonych, nielicznych, biednych, zarabiali w stosunku do obywateli danych gmin kwoty niewyobrażalne dla przeciętnego mieszkańca takich gmin. Zarobki wójtów i burmistrzów oraz prezydentów powinny być w jakiejś mierze powiązane z wynikami demograficzno-ekonomiczno-społecznymi osiąganymi w danej gminie. 

Oczywiście propozycje prezesa Kaczyńskiego nie podobają się lokalnym samorządowcom na czele z Burmistrzem Chojnic: https://www.weekendfm.pl/?n=70847&-gorzej_niz_prl_ . Warto aby wyborcy się nad tym pochylili. PiS proponuje spłaszczenie płac samorządowcom, ale ci, pomimo, ze deklarują, iż pracują dla idei, to jednak bronią nie idei, a wysokich zarobków...


Wokół setnej rocznicy niepodległości

Powolne ruchy władz Miasta wokół obchodów setnej rocznicy niepodległości muszą niepokoić. Zastanawiające bowiem jest to, skąd taka opieszałość u władz Miasta? Przecież setna rocznica to doskonały moment nie tylko do uczczenia faktu niepodległości, ale i do odpowiedniego zaprezentowania się władz mieszkańcom. Miasto dysponuje obecnie prawie 200 milionowym budżetem, a nie stworzono jak dotąd żadnego kompleksowego programu obchodów uroczystości. Mówi się o powołaniu jakiegoś społecznego komitetu, który ma koordynować wydarzenia kulturalne związane z obchodami odzyskania niepodległości, ale jaki jest sens takich komitetów? Czy naprawdę komuś przeszkadza to, że w jednym czasie na przykład odbywa się 5 imprez? W moim przekonaniu trafią one do różnych środowisk i nie warto temu przeciwdziałać. To jest wyraz społecznej spontaniczności i oddolnych działań. Problem natomiast widzę w samej postawie władz miejskich, rozumiem to, że władze mają na głowie wysyp problemów, ale do setnej rocznicy należało się już wcześniej przygotować. Czy mieszkańcy mają odnieść wrażenie, że tylko oni radują się z niepodległego bytu RP? Natomiast władze samorządowe raczej nie są skore do wykładania środków i sił na obchody o tak wysokiej randze? Taka postawa będzie tylko utwierdzać środowiska radykalne w twierdzeniach, że ten układ władzy w mieście i powiecie ma niewiele wspólnego z polską racją stanu. 

Dlatego apeluję do władz Miasta Chojnice, zaprezentujcie w końcu rzetelny program obchodów setnej rocznicy niepodległości Polski. Władze Chojnic potrafiły z pompą obchodzić wiele innych pomniejszych rocznic, choć partnerstwo z niemieckim miastem, czy współpracę z białoruskim, ale coś niemrawo zabierają się za setną rocznicę niepodległości. Od Miasta tej rangi, które ma jakieś ambicje ponad lokalne, należy oczekiwać uroczystości na wysokim poziomie organizacyjnym i merytorycznym, który sprosta oczekiwaniom mieszkańców.

środa, 4 kwietnia 2018

O projekt pozytywny

Moi niedawni koledzy i polityczni kamraci, dziś oskarżają mnie jakieś "romanse" z Burmistrzem Chojnic. Szczególnie wyrywny w tym względzie jest nie kto inny, a chojnicki Harry Potter. Infantylność tych ocen, a może wręcz przeciwnie ich wyrafinowany cel manipulacji opinią publiczną wymaga mojej reakcji.

Otóż moje wystąpienia przeciwko działaniom PChS, tak samo jak samo moje odejście z PChS to był protest przeciwko kłamstwom serwowanym mi przez wiele miesięcy w cztery oczy przez Brunkę. To był mój akt sprzeciwu, protestu wobec tego jak Brunka kamuflował rozmowy Zientkowskiego, który podjął pracę w ratuszu, jak to się mówiło, jako człowiek z opozycji - choć z PChSem miał tyle wspólnego co nic. PChS nie sprawdził się, bo to środowisko dało się zdominować i zmanipulować Brunce, który znalazł sobie posłusznego klakiera w postaci swego młodszego kolegi. To był początek mojej niechęci do tego środowiska. Dalej to już tylko utwierdzanie mnie w słuszności przekonania, że idea PChS została całkowicie wypaczona, a środowisko to jest politycznie zdegenerowane i choć niesie na sztandarze wzniosłe hasła (nota bene napisane przeze mnie), to w praktyce działania społecznego i politycznego stosuje metody czysto manichejskie. Dawni koledzy i koleżanki uskarżają się na mnie na lewo i prawo, że ja piorę brudy publicznie, że niszczę PChS, itd. Niestety nie rozumiejąc, że sprawy publiczne muszą być wyjaśnianie publicznie. Nie poruszam spraw prywatnych. 

Nie znaczy to, co będę podkreślał, że stałem się jakimś stronnikiem bądź sojusznikiem Finstera. Otóż nie, nie stałem się nim. Stanąłem jedynie na pozycji politycznego pragmatyzmu, który nakazuje mi popierać to co użyteczne dla Miasta Chojnice, przeciwko temu co dla Miasta w mojej ocenie jest złe i degradujące lokalną społeczność. Nie stawiam się w roli arbitra, ale raczej próbuję wskazać, że na tę okoliczności, na tę sytuację polityczną potrzebna jest "trzecia droga". Totalna wojna z Burmistrzem, któremu nie można odmówić wkładu w rozwój Miasta, który to wkład oceniam in plus, jest wojną na wyniszczenie, które nie przynosi nic Miastu. Burmistrz ma możliwość dyktowania standardów i warunków gry politycznej, ale nadal zdaje się być przywiązany do anachronicznej idei konfliktu na osi my - oni, ja - wy. Tym sposobem dochodzi tylko do coraz mocniejszych konfliktów na linii PChS i Burmistrz, które będą być może eskalowały, bo to rok wyborczy. Ja w tym konflikcie udziału brać nie chcę i nie biorę. Raz dlatego, że PChS to środowisko jak napisałem zdegenerowane politycznie, które obróciło się przeciwko swoim ideałom, a nawet po koleżeńsku przeciwko mi jako pomysłodawcy zagarniając szyld i organizację bez pytania o legitymację do takiego działania. Po drugie dlatego, że PChS nigdy nie wsparł poważnych działań i wysiłków na rzecz jawności życia publicznego w Chojnicach, a które to wysiłki zaprowadziły mnie przed Sąd, gdzie szczęśliwie wygrałem sprawy sądowe. Po trzecie dlatego, że wśród członków PChS - szczególnie tych nadających ton PChSowi obecnie, jak Kaczmarek i Brunka, nie ma elementarnej uczciwości politycznej, a kultura polityczna jest w stadium raczkowania. Na porządku dziennym jest przywłaszczanie sobie cudzych idei, pomysłów, planów i propozycji, i podawanie ich bez zająknięcia jako swoich. Nie akceptuję tego. Podobnie, jak nie akceptuję działań takich jak PChS zaprezentował w kampaniach wyborczych, zarówno w sierpniu (gdzie komitet wyborczy PChS - oszukał zarówno wyborców jak i kontrakandydatów faulując na scenie politycznej wyższymi wydatkami), jak i w grudniu, kiedy Kornelia Żywicka wykorzystywała przez swoich kolegów z PChS spotkanie osiedlowe do promowania kandydatury w wyborach uzupełniających.

Konkludując, to, że nie gram z PChSem w jednej drużynie, nie znaczy, że gram w innej z Finsterem. To, że nie gram z Finsterem, nie znaczy, że gram z PChSem. Wierzę, że ta "trzecia droga" jest możliwa, jest to droga powolnej ewolucji lokalnego systemu władzy w kierunku coraz to odważniejszego demokratyzowania jego mechanizmów i zwiększania partycypacji obywateli w działaniach społecznych i publicznych. Kilka lat temu rzuciłem hasło: "postarajmy się o centrum logistyczne w Chojnicach" - dziś przeczytałem w ostatnim "Chojniczaninie", że Burmistrz poczynił kroki ku umożliwieniu takiej inwestycji w Chojnatach. Nie wiem skąd u Burmistrza ten pomysł, ale to jest dobra droga. Z jednej więc strony władzę nadal należy monitorować, ale nie można się odcinać od dialogu i współodpowiedzialności za sprawy publiczne chwytając się przy tym metod, które się samemu publicznie potępia (vide PChS). Dlatego mam głęboką nadzieję, że najbliższe wybory zmienią poważnie układ w Radzie Miejskiej. 

piątek, 30 marca 2018

Faux pas?

Jak podaje "Czas Chojnic" lokalni baronowie Platformy Obywatelskiej (PO) uskarżają się mediom na brak możliwości udziału w spotkaniach z prezydentem Andrzejem Dudą, kiedy ten odwiedził ziemię chojnicką. 

A uskarża się nie byle kto...wicestarosta Marek Szczepański i Leszek Bonna. Ten drugi nazwał nawet sposób organizacji wizyty prezydenta swoistym faux pas. Panów nie wpuszczono na spotkanie z prezydentem, bo jak podaje burmistrz Brus ci nawet się nie zapisali na listę gości, ale co tam przecież zawsze i wszędzie dla tych "baronów" drzwi stały otworem. Obecnie jednak okazuje się, że należą do tej samej kategorii obywateli jak pozostali mieszkańcy. To musi być dla nich bolesne, ujmujące ich godności, to jest jak zimny prysznic...

W ocenie tej postawy dwóch lokalnych "baronów" PO pomocne powinno być odniesienie do ich własnych postaw. Otóż, kiedy na posiedzeniach Rady Społecznej Szpitala Specjalistycznego w Chojnicach stawiam panom pytania, to ci w pośpiechu zamykają takie posiedzenie. Mają też zwyczaj nie udzielania mi odpowiedzi, albo stosowania pokrętnych wymówek. Z tego co pisze "Czas Chojnic" panowie z Platformy chcieli prezydentowi przedstawić sytuację w regionie. Szczególnie do tego upoważniony czuł się Leszek Bonna, który chyba chciał prezydentowi opowiedzieć o konfliktach interesów na ziemi chojnickiej? Czy o to chodziło? Panowie też pewnie chcieli wyznać skruchę i podzielić się sprawami, które w nich dwóch szczególnie uderzają - jak choćby kwestia zarządzania chojnickim szpitalem, czy może niewybredne ataki na ludzi lokalnej opozycji? Może Szczepański chciał opowiedzieć jak można przejmować władzę pomimo tego, że się wraz z starostą dostało głosów w wyborach tyle co kot napłakał? Może Szczepański chciał doradzić prezydentowi jak zamówić stronę internetową za kilkaset tysięcy złotych, która będzie bezużyteczna (vide: Adam Chojnicki). Czyżby Szczepański chciał panu prezydentowi wyjaśnić co stało się w starostwie tego feralnego sierpniowego dnia, kiedy nawałnica uderzyła w ziemię powiatu chojnickiego? Hmm, a może jednak miał zamiar wyjawić kto rzeczywiście ponosi odpowiedzialność za brak reakcji w starostwie w odpowiednim czasie? Itd. Do tego może Szczpański chciał wraz z Bonną opowiedzieć  licznch szyderstwach i pokątnyche oraz jawnych atakach na PiS, które nie licują z powagą sprawowanych stanowisk. 

Osobiście cieszę się, że ci dwaj, nie mieli możliwości przedstawić żadnego swojego zdania prezydentowi, bowiem zwykle nie mają nic ani ciekawe, ani mądrego, a tym bardziej nic prawdziwego do powiedzenia. Natomiast nadętych bufonów, kierujących się w działaniach publicznych partykularnym interesem swoich rodzin i znajomych jest w Polsce w dostatku i nie byłoby warto prezydentowi poświęcać czas dla takich ludzi, którzy zresztą regularnie podejmują krytykę i podejmowali krytykę Andrzeja Dudy. Może Szczepańskiemu należy przypomnieć jego wystąpienie ze Starego Rynku w 2016 r. w grudniu? Co tam Szczepański wykrzykiwał? Kto pamięta? A może Szczpański cierpi na jakieś rozdwojenia jaźni? Czy nie jest tak, że ci ludzie w swym konformizmie są skłonni pojawić się w towarzystwie każdego, kto ma władzę? Gdyby ci ludzie mieli kręgosłupy polityczne i jąkąkolwiek wiedzę o polityce, to miast łasić się do prezydenta z przeciwnego obozu powinni stanąć z banerami, gwizdkami i zaprotestować swoje prawdziwe poglądy, a nie jak takie bezkręgowce łasić się do tego, kto akurat ma władzę, byle znaleźć się w telewizorze lub gazecie...Ta sytuacja obrazuje jak dalecy od autentyzmu w wyrażanych postawach są tacy ludzie jak Szczepański i Bonna, jak łatwo za władzę i obrazek w TV byliby w stanie opowiedzieć się przeciwko własnemu nawet elektoratowi, który na prezydenta Andrzeja Dudę nie głosował. Szanowni wyborcy Bonny i Szczepańskiego, dla tych panów liczy się tylko władza! 

To jest właśnie to, co mnie i ludzi naszej strony politycznej odróżnia od tych sitw lokalnych, my idei i wartości nie sprzedajemy za tani lans, a parcie na szkło jest daleko w tyle za głównymi ideami za którymi się opowiadamy. 


środa, 28 marca 2018

Cywilizacja życia czy śmierci?

W Chojnicach radni zadecydowali (przy niewielkiej większości, 12 głosów za), że Miasto będzie finansować w pewnym zakresie program in vitro dla mieszkańców. 

Są środowiska, jak wokół ks. Chyły, które idąc za Nim akt ten nazywają "cywilizacją śmierci", są też i ludzie - mieszkańcy, którzy cieszą się z tego posunięcia Burmistrza, bo to chyba Jego autorski pomysł, aby w Chojnicach było in vitro. 

Dla mnie ta sprawa jest wielowymiarowa i uważam, że należy ją rozpatrywać nie z perspektyw ideologicznych, ale z perspektywy zobowiązań jakie ma władza samorządowa i ogólnie władza z wybory wobec rządzonych. 

Po pierwsze, program in vitro jest znakiem rozwoju, a nie upadku cywilizacji. Kościół katolicki częstokroć wspierał obskuranckie postawy, tak samo też robi w tym momencie. Dla wielu małżeństw in vitro jest ostatecznym ratunkiem. 

Po drugie, kwestia przeznaczenia na ten program przez Radę Miejską 225 tys. zł budzi moje zastrzeżenia. Miasto bowiem nie posiada środków, jak twierdzą urzędnicy, żeby wykonać inne pilne zadania w sferze społecznej, choćby takie jak konserwacja i naprawa "Orlików" z których korzystają setki osób. I tak nie ma od lat kilku tysięcy w budżecie na to, żeby podwyższyć ogrodzenia "Orlików", czy zająć się zniszczonymi siatkami i nawierzchnią na której za chwilę piłkarze zaczną łamać sobie nogi. 

Po trzecie, finansowanie najpierw in vitro, zanim się nie rozpocznie działań zmierzających do zaoszczędzenia tych pieniędzy na inne wydatki jest dla mnie nieporozumieniem. W pierwszej kolejności należało bowiem zabezpieczyć środki pod otwarcie przedszkola samorządowego, bo to na pewno wygenerowałoby długoterminowe oszczędności dla kasy Miasta. 

Po czwarte, z perspektywy interesu społecznego, in vitro jest daleko na liście priorytetów przed którymi mamy bardziej prozaiczne zagadnienia - nikt bowiem nie powstrzymuje Miasta od utworzenia na przykład programu dofinansowania własnymi środkami wymiany kotłów grzewczych na ekologiczne, ale ... Miasto wybiera in vitro.

Po piąte, kwestia przesunięcia środków publicznych na in vitro jest partykularną decyzją wsparcia naprawdę niewielkiej grupy społecznej osób, które nie mogą posiadać dzieci. Z jednej więc strony to naprawdę szczytne, ale zarazem budzi pytanie, czy inne grupy społeczne muszą godzić się na takie rozdysponowanie środków publicznych?

Po szóste, z politycznego punktu widzenia Burmistrz, będą przede wszystkim politykiem, zyskał w ten sposób poparcie grup liberalnych, ale stracił zarazem grup konserwatywnych i religijnych. Nie jestem też przeświadczony czy działanie to wynika z troski o mieszkańców czy raczej z politycznej kalkulacji w kontekście innych bardziej palących potrzeb, które jednak nie są tak nośne medialnie jak kwestia in vitro.

Po siódme, i chyba to będzie najbardziej obrazowe dla czytelników, tworzenie i wdrażanie programu in vitro w Chojnicach można porównać do decyzji o wydatkach na program lotów kosmicznych lub energię atomową w państwie trzeciego świata, gdzie brakuje środków na podstawowe potrzeby mieszkańców, ale na pewno inwestycje w program kosmiczny podniosą dumę obywateli z postępowości ich władzy, choćby był to postęp ledwie pozorny. 

Nazywanie zaś tej inicjatywy znakiem cywilizacji śmierci jest poważnym nadużyciem. Śmieszyć zaś muszą głosy opozycji, która chciałby w Chojnicach usłyszeć więcej głosów od "ekspertów" na temat in vitro. Jakbyśmy w Chojnicach mogli rozstrzygnąć wątpliwości tej naukowej i etycznej natury tychże zabiegów. Przy okazji zaś głosowania nad uchwałą w tej sprawie uwidoczniły się głębokie podziały ideologiczne i światopoglądowe w Radzie Miejskiej nieodpowiadające codziennemu obrazowi postaw politycznych chojnickich radnych. 

wtorek, 20 marca 2018

Prezydent wszystkich Polaków?

Po dzisiejszej wizycie Prezydenta RP Andrzeja Dudy w Rytlu i regionie Chojnic, odnoszę wrażenie, że Andrzej Duda, to rzeczywiście Prezydent wszystkich Polaków. Przecież witali Jego nawet zagorzali zwolennicy PO, lewicowcy, a nawet postkomuniści, żeby nie wypalić wprost, że po prostu stare komuchy. 

Pamiętamy kampanię prezydencką Andrzeja Dudy, wtedy w Chojnicach nie było nikogo na płycie Starego Rynku poza działaczami PiS i zwolennikami prezydentury Dudy, którzy w większości rekrutowali się z obozu centro-prawicowego. 

Dzisiejsze strzelanie sobie fotek z Prezydentem RP Andrzejem Dudą przez różne postaci należy określić jako najwyższą formę koniunkturalizmu i próby legitymowania samych siebie w obliczu państwa i jego instytucji. Nawet ludzie, którzy nie szczędzili słów gorzkich wobec Pana Prezydenta, między innymi w mediach społecznościowych, dziś przepychali się do zdjęcia z głową państwa. 

Pozostanę ambiwalentny w ocenie tej wizyty na ziemi chojnickiej, z jednej bowiem strony, cieszyć należałoby się, że Prezydent RP zyskuje sobie poklask szerokich środowisk, z drugiej jednak wiedząc jakie to są środowiska, ciągle próbuję trzymać się myśli, iż tak właśnie powinno być - Prezydent RP, to prezydent nas wszystkich, od lewa do prawa. Niestety nie spodziewam się, że środowiska te szczerze popierają Andrzeja Dudę, a z drugiej strony obóz prezydenta zdaje mi się poszukiwać szerokie wsparcia w narodzie na bazie niedawnych spięć na linii Pałac Prezydencki - Kwatera PiS. Niestety blizny po tym sporze są po obu stronach głębokie, a przepaść też jakby zasypana jedynie doraźnie. Może to oznaczać, że Prezydent RP jest aktualnie "wygrywany" przez środowiska, które de facto przegrały z Nim wybory prezydenckie i to byłoby dopiero paradoksalne, ale wcale nie tak bardzo niemożliwe, jak się nam obecnie wydaje...Każda wielka siła polityczna w Polsce chce mieć bowiem "swojego człowieka pod żyrandolem".  Zaś lokalnie, środwiska inicjatywy powołania gminy Rytel, wizytę tę będą próbowały wykorzystać do wsparcia swoich celów politycznych, nawet jeśli Prezydent RP odwiedził Rytel nie dla sołtysa, ale dla podkreślenia swojego zainteresowania losami tej ziemi i jej ludu. 

sobota, 17 marca 2018

O zbrodniach Stalina na Polakach

Dziś (16 marca 2018) odbyło się spotkanie w Chojnicach i Tucholi z dr. Tomaszem Sommerem, które odbyło się przy wydatnym wsparciu, między innymi, posła Aleksandra Mrówczyńskiego. Obejrzeliśmy film Rozstrzelać Polaków i wysluchaliśmy dr. Sommera, który przybliżył nam arcana Operacji antypolskiej w ZSRS. Na zdjęciu Tomasz Sommer i Marcin Wałdoch z Arcan Historii.

Tomasz Sommer i Marcin Wałdoch, 16 marca 2018 r. w Chojnicach. Fot. Dawid Prochowski

Poniżej poglądowy materiał IPN o "operacji polskie", którą dr Sommer preferuje nazywać "antypolską" i ciężko się z nim nie zgodzić w tej interpretacji, gdyż były to działania wymierzone w Polaków, ale nie były przez Polaków prowadzone. 

piątek, 16 marca 2018

Na gruncie ideowym

Z rzadka w przestrzeniach lokalnych przykłada się jakąkolwiek wagę do wpływu myśli i idei na działania w sferze polityki. Raczej przyjmuje się, że w polityce lokalnej działamy jakoś z doskoku, aby osiągnąć doraźne interesy. Często też sami lokalni aktorzy polityczni nie rozumieją czym powodowane są ich postawy, a bez tej umiejętności chłodnej oceny swoich zachowań popadają w skrajny fanatyzm swoich poglądów czym tylko wzmacniają trywialne konflikty o przysłowiową pietruszkę. Można rzec, że walki w polityce lokalnej zdają się być walką ślepców, którym do rąk dano całkiem poważne narzędzia. Kiedy nasi lokalni politycy podejmują jakąś decyzję, częstokroć nie wykazują nawet zrozumienia dla swoich własnych wyborów, nie znają bowiem zespołu wartości na których w danej sytuacji bazują. Postaram się podać tego przykłady. Dla obserwatorów zaś życia politycznego niejasnymi zaś pozostają czynniki kształtujące lokalną politykę, decyzje odczytywane są jedynie przez pryzmat interesów grupowych lub jednostkowych nawet i widziane są nierzadko jako przypadkowe lub podejmowane ad hoc. 

Właśnie z tej perspektywy, analizy ideowej, próby wyłonienia fundamentów ideowych głównych ugrupowań na chojnickiej scenie politycznej piszę ten tekst. 

W Chojnicach, co nie będzie dla nikogo raczej novum, nikt dotąd nie stworzył żadnej nowej idei lub myśli politycznej. Oznacza to, że nasze publiczne spory i dyskursy, choć wiążące się z problemami i przestrzenią lokalną mają swe osadzenie w nurtach myśli politycznej znanej i recypowanej, albo na świecie, albo przynajmniej w Polsce. Stąd też do tych nurtów należy zaliczyć liberalizm (oraz neoliberalizm), konserwatyzm (w tym i klerykalizm), libertarianizm, socjalizm, feminizm, ruchy ekologiczne (zieloni), postkomunizm, komunizm, nacjonalizm (w tym i klerykalizm), i dyskusyjny w ujęciu go jako ideologii populizm. 

Aktualnie mamy na scenie politycznej w Chojnicach kilka ugrupowań politycznych. Zacznę od reprezentacji partyjnych przejawiających oznaki życia, będą to: PiS (konserwatyzm socjalny - tak nazywam ideologię partii rządzącej); PO (neoliberalizm, najbardziej spójny w swej postawie zgodnie z ideologią tej partii jest Leszek Bonna); Kukiz (mieszanka idei libertariańskich z dodatkiem w pewnych propozycjach etatyzmu - czyli udziału państwa w życiu obywateli, populistyczne odwołania do woli tłumu, ludu), ugrupowania wywodzące się z Unii Polityki Realnej (libertarianizm, ruch wolnościowy, monarchizm), PSL (agraryzm, socjalizm). Natomiast władza w świecie lokalnym pozostaje w gruncie rzeczy w rękach zdeklarowanych ludzi apartyjnych, takich jak obecny Burmistrz i Mariusz Brunka. Dlatego jeśli traktować tych przedstawicieli komitetów wyborczych lub stowarzyszeń jako kolejne przykłady, to Burmistrza należy określić jako liberała, a Brunkę jako skrajnego konserwatystę, a nawet monarchistę (choć przeszłość ma wyraźnie komunistyczno-socjalistyczną jako były członek komunistycznych organizacji młodzieżowych na toruńskim UMK). O ile członkowie partii politycznych w Chojnicach wykazują w miarę zbieżną postawę ideową - przykładowo Tomasz Szlachetka i jego koledzy z Kukiz. Członkowie PiS, PO podobnie. Choć oczywiście i w partiach będzie spore zróżnicowanie poglądów, czego sam mogę być przykładem. Jestem członkiem PiS, ale nie uważam się za konserwatystę, raczej idee oświeceniowe mnie inspirują. Twardo też opowiadam się za rozdziałem działań publicznych od Kościoła katolickiego, czyli za rozdziałem tego co świeckie i tego co związane ze sferą religii, co zapewne plasuje mnie w sensie obyczajowym na "pisowskiej lewicy". Z PiSem łączy mnie przede wszystkim wrażliwość społeczna (socjalizm, o którym mówię - "socjalizm marchewki lub wędki, nie kija i nie ryby"), jak i polityka historyczna (patriotyzm i tzw. "zdrowy nacjonalizm" o którym mówił prymas Wyszyński). Dla mnie istotny jest najbardziej duch republikański oraz wierność imponderabiliom nie tyle tylko narodowym, co raczej państwowym. Mogę więc się określić jako państwowca. Za tym też idzie moja wiara, że prawidłowo - więc w oparciu o idee solidaryzmu społecznego - zorganizowane państwo jest czynnikiem nie tylko rozwoju społecznego i narodowego, ale też jednostkowego. 

Wracając do lokalnych stowarzyszeń oraz komitetów wyborczych, które przejawiają duży eklektyzm ideowy, to należy wskazać na PChS jako na lokalny fenomen. O ile bowiem pozostanie dla mnie fenomenem takie zjawisko jako udział Burmistrza w uroczystościach religijnych Kościoła katolickiego, a jednocześnie nieskrępowane popieranie byłych komunistów przy przyjmowaniu liberalizmu gospodarczego, to jednak PChS bije na głowę Burmistrza swym eklektyzmem ideowym. Świadczą o tym nie tylko osoby skupione w środowisku PChS, ale i podejmowane działania - z jednej więc strony kiedyś PChS podejmował postulat obniżania cen wykupu mieszkań komunalnych dla osób już je zajmujących, co należy uznać za postulat z gruntu socjalistyczny, z drugiej zaś prezentuje postawy zgodne z logiką polityki neoliberalnej obiecując po objęciu władzy działki z bonifikatą 75%. Jak ktoś słusznie zauważył, żeby kupić taką działkę nawet za 1 zł, trzeba jeszcze posiadać co najmniej kilkaset tysięcy na budowę domu, lub wykazywać taką zdolność kredytową. Jest to więc postulat skierowany do wyższej wartstwy klasy średniej, która jest w Chojnicach bardzo wątła. Na takiej reformie miejskiej zyskaliby tylko najbogatsi. Przedmiotem zainteresowań PChS było też gospodarowanie mieniem publicznym, co można uznać za przejaw idei solidaryzmu spolecznego, zgodnego z ideą obywatelskości. Troski o sprawy publiczne. Jednak kiedy spojrzymy na chęć likwidacji Straży Miejskiej przez członków tego środowiska, to znowu wybijają się myśli libertariańskie, ideologii ograniczania wydatków publicznych i udziału instytucji publicznych w życiu chojniczan, tym samym i silnego udziału haseł populistycznych. W sferze obyczajowej PChS pozostaje pozornie neutralny, choć oczywistym jest, ze dzieje się tak zarówno przez wzgląd na doświadczenia osobiste jego członków, jak i na pewien koniunkturalizm - zgodne jest to bowiem z duchem czasów, aby dać ludziom żyć swobodnie. Gdyby jednak bliżej przyjrzeć się wywpowiedziom przedstawicieli stowarzyszenia, to są oni bigotami (pozorna wolność obyczajowa objawia się szczególnie silnymi atakami na style życia obce konserwatywnym wzrocom), co w mojej ocenie jest niebezpiecznym połączeniem z ideami obywatelskimi. Z pewnością i w PChS są odstępstwa od norm, jak zapatrywania Kamila Kaczmarka, który jest w sferze ideowej narodowcem i libertarianinem oraz klerykałem. Kościół i rodzina dla takich osób to główne punkty odniesienia, choćby nie afiszowali się z tym publicznie. Nie przekłada się to jednak, w mojej ocenie, na rzeczywistą wrażliwość społeczną. Raczej jest to butna postawa, i złudna, "jednostki sprawczej, kierowanej wolą boga". W działaniach PChS nie widać działań o charakterze charytatywnym, pomocowym (wyjątek to może nieudana akcja okulary dla Afryki), których było nieco w działaniach zarówno SAH jak i PiS (książki dla Polaków na Litwie, nieodpłatne akcje edukacyjne; a w PiS szczególnie warta wspomnienia Szlachetna Paczka). Nawet liberał Burmistrz angażuje się przecież w akcje charytatywne - przykładem może być przecież Bank Żywności (jakkolwiek by nie oceniać działalności tej instytucji). Co więcej w odniesieniu do spraw życia, na styku obyczajowości i gospodarki, gdzie przemożną rolę odgrywa środowisko, to w samym PChS są dwa bieguny - jeden wyznaczony przez konserwatyzm (a czasami mam wrażenie wręcz negacjonizm Brunki) i drugi przez ekologizm lub zieloną politykę Radka Sawickiego.

Działania neoliberałów, do których w Chojnicach zaliczają się przede wszystkim nuworysze tacy jak Bonna czy Skaja, to środowisko skupione wokół PO i skoncentrowane na idei zysku finansowego, który jest na pierwszym miejscu ich działalności publicznej i temu celowi podporządkowują oni każdy aspekt swojej obecności w sferze publicznej, choćby kryła się on za woalem różnych pośrednich akcji charytatywnych. Burmistrz niestety też jest neoliberałem, bo nikt inny jak on sam godził się na umarzanie podatków od nieruchomości dla firm, po których w Chojnicach już nic nie pozostało. Podobnie krytycznie należy oceniać Burmistrza pochlebstwa pod kierunkiem chojnickich przedsiębiorców - dorobkiewiczów, którzy nie troszczą się o zakres społecznej odpowiedzialności prowadzonej działalności. W sferze obyczajowej Burmistrz również nie pozostaje neutralny, a może zostać uznany za "postępowca", którego lewica, szczególnie postkomuniści, zechce wznosić na ramionach za inicjatywę in vitro w mieście. W tym miejscu może warto przypomnieć, że bolszewicy w swym rewolucyjnym zapale zezwalali na demontaż wszelkich instytucji - małżeństwa, rodziny, a nawet na nieskrępowaną aborcję, ale szybko dokonali odwrotu od tych idei, a ich prekursorów zamykali w szpitalach psychiatrycznych i tak po ugruntowaniu się władzy w rękach Stalina ponownie najważniejsza była rodzina i ponownie zakazano aborcji. Do środowiska neoliberałów należy też zaliczyć właścicieli lokalnych portali informacyjnych: chojnice.com i chojnice24.pl. Choć chojnice.com wydają się być bardziej "lewicowe", a chojnice24.pl bardziej prawicowe, to w rzeczywistości media te promują dyskurs neoliberalny. 

Swoją aktywność zaznaczając środowiska feministyczne, szczególnie pobudzone przez retorykę antyrządową, czego wyraz dają na "czarnych protestach" broniąc swych praw, choć nikt realni na nie nie nastawał dotąd. Są wśród inicjatorów tych środowisk przede wszystkim przedstawiciele wszelkich środowisk postkomunistycznych i neoliberalnych, które w mojej ocenie, poprzez wołanie o w obronie "prawa do zarządzania macicą" legitymują na innych polach dokonywanie wyzysku siły roboczej o dość tradycyjnym podejściu do kwestii rozrodczości i aborcji.  Na drugim biegunie plasują się środowiska "radiomaryjne", związane też z ChRS w Chojnicach, są to oczywiście środowiska skrajnie konserwatywne, klerykalne o wizji dość statycznego społeczeństwa, będącego odzwierciedleniem "boskiego porządku na ziemi", dlatego tak ciężko temu środwisku przychodziło przyswajanie idei społeczeństwa obywatelskiego w mojej opinii, choć oczywiście wykazywało własną silną działalność społeczną. 

Warto, analizując życie polityczne miasta, pamiętać o poważnych i silnie odgrywających w naszym życiu rolę, zapośredniczeniach ideowych, choć aktorzy polityczni rzadko zdają sobie sprawę na poziomie lokalnym z sił myśli, które kierują ich działaniami. 

Dopóty w Chojnicach władza będzie w rękach środowisk neoliberalnych, dopóki obywatele nie zrozumieją, że ani ludzie tej ideologii, ani sama ta ideologia nie dba o społeczeństwo jako całość, ani o jednostki nie posiadające większego kapitału i wpływu na rzeczywistość. 

Może nie brakuje tutaj miejsca, ale zabrakłoby chyba miejsca, na dokonanie kompleksowej oceny chojnickich osób publicznych pod kątem ideowym, a studium takie byłoby rzeczywiście niezwykle interesujące i może warto się kiedyś o nie pokusić (do czego zachęcam i czytelników). Na pewno takie oceny jak powyżej, są pobieżne i stanowią tylko pewne generalizacje, stąd wydaje mi się wynika potrzeba wykonania głębszej i szerszej analizy postaw politycznych i ich tła ideowego w Chojnicach w jakiejś bliskiej przyszłości. Szkodą bowiem dla społeczeństwa jest sytuacja w której dajemy sobie wmawiać, że działania w sferze publicznej nie są polityką, nie są związane z polityką, ani nie oznaczają polityki, kiedy rzeczywiście są samym sednem polityki, nawet jeśli krzyczy się "Budujmy mosty, nie róbmy polityki". Ten, kto się od polityki i rozmowy od niej najsilniej odżegnuje, ten ją, zgodnie ze swoimi celami, właśnie wprowadza po cichu w życie. 


środa, 14 marca 2018

Kolejny dowód nieudolności i dyletanctwa

Radna powiatowa Mirosława Dalecka wychwyciła kolejny dowód na to, że Rada Społeczna Szpitala Specjalistycznego w Chojnicach wykazuje się całkowitym dyletanctwem i brakiem zaangażowania w swoje działania, a szczególnie dotyczy to wicestarosty Marka Szczepańskiego. 

O sprawie można poczytać na stronie chojnice24.pl

Nie będę więc referował artykuły Moniki Szymeckiej, dodam jedynie, że mnie na tym spotkaniu Rady Społecznej nie było w dniu 20 czerwca 2017 r. Przed każdą Radą Społeczną analizuję dokładnie dokumentację i zgłaszam swoje uwagi na Radzie, ale tego dnia na posiedzeniu akurat nie byłem. Zresztą moje uwagi co do funkcjonowania szpitala i pracy dyrektora Leszka Bonny są zbywane, wyśmiewane i zamiatane pod dywan. Dlatego między innymi nigdy nie poparłem planu finansowego szpitala, a moja najczęstsza postawa to albo wstrzymywanie się od głosu, albo twardy sprzeciw. Od dawna pisałem, że Bonnę należy odwołać, ale jest to niemożliwe, bo ma on polityczne zaplecze w postaci powiatowej koalicji, która obsadza stanowisko dyrektora szpitala, a ciężko byłoby wyobrazić sobie sytuację, że polityczny podwładny Leszka Bonny, czyli Marek Szczepański byłby skłonny odwołać swojego partyjnego szefa ze stanowiska dyrektora chojnickiego szpitala. Na tym politycznym układzie zyskują tylko partyjni koledzy z PO, nikt poza nimi, czego dobitnym dowodem jest odkrycie Mirki Daleckiej. 

Mam nadzieję, ze chojnice24.pl wskażą w swym sensacyjnym artykule, że nie przyłożyłem ręki do zatwierdzenia sprawozdania z skarg, sugestii i podziękowań wobec dyrektora, które przedstawiono do Rady Społecznej Szpitala Specjalistycznego w Chojnicach w dniu 20 czerwca 2017 r. 

Dowód na to, że na tym posiedzeniu nawet nie byłem, a jak widać, kiedy mnie nie ma na tych posiedzeniach to dzieje się tam surrealizm, bo zatwierdza się podziękowania za zgony, znajduje się tutaj w postaci załącznika nr 1 do protokołu, a jest to lista obecności na posiedzeniu w dniu 20 czerwca 2017 r. 

Dodam, że jestem całą sytuacją zbulwersowany. Na dokładkę czekam trzeci miesiąc na odpowiedź na pytania, które zadałem na piśmie zarówno dyrektorowi chojnickiego szpitala, jak i Markowi Szczepańskiemu. Tych odpowiedzi do dziś nie widziałem i ich nie otrzymałem. 

poniedziałek, 12 marca 2018

Płaczą nad swym losem

Na chojnice24.pl ukazał się najbardziej stronniczy artykuł jaki do tej pory w ogóle czytałem i do tego najbardziej zakłamujący rzeczywistość polityczną w Chojnicach. Tendencyjny i napisany zgodnie z interesem politycznym PChS. Artykuł znajduje się tutaj.

Artykuł w całej swej treści jest atakiem na chojnicki PiS, a w zasadzie, czego czytelnicy mogą nie wiedzieć i nie rozumieć, to wyraz krokodylich łez środowiska PChS, które chciałoby się przykleić do chojnickiego PiS, na co zgody w chojnickim PiS nie będzie. 

Oskarżanie chojnickiego PiS przez autora artykułu Dlaczego w Chojnicach nie ma dobrej zmiany? jest całkowicie nietrafione. Może zacznijmy od tego, że środowisko chojnickiego PiS - w mojej choćby osobie - powołało do życia takie stowarzyszenie jak PChS, a także zainicjowało wiele działań daleko wykraczających poza kontekst religijno-patriotyczny w którym to tylko chojnicki PiS widzi autor posta. Jakie to były inicjatywy? Może przypomnę, że to właśnie ja rozpocząłem działania związane z monitoringiem działalności pana Janowskiego na mieniu komunalnym, za co ten w efekcie stracił mandat radnego. Do tego jako członek PiS zapobiegłem działalności tandemu Brunka-Zientkowski na mieniu publicznym, bo panowie jako koledzy podpisywali umowy będące wyrazem głębokiego konfliktu interesów. 

Jeśli zaś chodzi o wybory z 2014 r. To Drodzy Państwo, to nie środowisko PChS, ale moja własna inicjatywa leżała za tym, że PiS poszedł w wyborach razem z PChS, i to nie PiS, ale PChS w tych wyborach się nie sprawdziło. Przecież to kandydat PChS Brunka przegrał najlepiej "ustawione politycznie" wybory w Chojnicach po 1989 r. Na to, że ten sojusz wyborczy był moją inicjatywą są liczni świadkowie. I proszę mi uwierzyć PiS miał bardzo dobre i szczere intencje wobec PChS, do czasu, do kiedy nie okazało się, że po wyborach Brunka zaczął wieszać psy i koty na PiS i jego członkach, co wcale nie przeszkadzało mu wpraszać się na spotkania członków PiS. 

Wróćmy więc na ziemię. Jeśli zaś chodzi o wybory uzupełniające, to autor tego tendencyjnego tekstu zapomniał o kilku istotnych szczegółach. PChS wygrał wybory uzupełniające w sierpniu 2017 r. bo złamał prawo i wydał na kampanię wyborczą więcej środków, aniżeli pozwala na to prawo, zamiast 1 tys. PChS złamał zasady gry wyborczej i wydał 3,2 tys. zł. Podobnie zresztą PChS postąpił w wyborach grudniowych, gdzie Kornelia Żywicka robiła spotkania mieszkańców osiedla Hallera w okresie wyborczym, a ponadto stowarzyszenie nie widziało problemu w promowaniu swojej kandydatki w budynkach instytucji należących do gminy miejskiej Chojnice. To takie małe "lewary" działalności politycznej PChS i rzeczywistej listy dokonań członków tego stowarzyszenia. 

Artykuł w całej swojej treści jest bardzo czytelną formą publicznego nacisku na środowisko PiS, a szczególnie na posła Mrówczyńskiego, aby niby to w obliczu dziejowej konieczności niby w obliczu dziejowych wyzwań, ale rzeczywiście pod szantażem środowisk PChS, PiS miał teraz się otworzyć na współpracę z tym środowiskiem. 

Odpowiadam prosto i wyraźnie - PChS w tej formule i z taką postawą jaką prezentuje - również jako stowarzyszenia kradnącego pomysły innym (Brunka ostatnio i sprawa Karty chojniczanina) - nie prezentuje żadnych wartości, które warto byłoby PiSowi wspierać. 

Dodam też, że w środowiskiu PiS monitorowane są działania wielu osób publicznych pod kątem ich działalności. Nieprawdą więc jest kolejna teza autora, o tym, jakoby PiS w Chojnicach w ogóle nie zajmował się działalnością Leszka Bonny. Co więcej znowu próbuje się wykorzystać postać Mirki Daleckiej do doraźnej gry politycznej, różnicując ją ze środowiskiem PiS. Przecież - co podkreślę ponownie - PChS w ogóle znalazł się na liście do powiatu, dzięki sojuszowi z PiS. PiS politycznie niczego nie zawdzięcza temu eklektycznemu tworowi w którym pierwsze skrzypce grają obecnie narodowiec spod flagi ONR i dawny działacz socjalistyczny spod sztandaru ZSMP. 

Proponuję członkom PChS, aby przestali napędzać na siebie kolejne środowiska i wzięłyli się za porządną robotę samorządową, bo efektów prac PChS nie ma żadnych. Zero nowych uchwał, zero alternatyw dla Chojnic, poza durnymi pomysłami i chodzeniem po szaletach dla dzieci w chojnickich szkołach.

Faktem zaś jest i sam o tym na blogu pisałem, że komitet PiS Chojnice jest bierny w sferze obywatelskiej, jako komitet właśnie. Natomiast warto się chyba też skupić na pewnych osiągnięciach chojnickiego posła - przykładem niech będzie planowana modernizacja linii kolejowej do Chojnic, w tym jej elektryfikacja.

Dodam też, że rolą posła nie jest tworzenie w lokalnych środowiskach podporządkowanych sobie struktur politycznych, ani nawet szersze ingerowanie w sprawy lokalne. Poseł reprezentuje naród, nawet nie tylko swojego okręgu wyborczego, ale po prostu naród w Sejmie RP i oczekiwanie od jakiegokolwiek posła, że ten będzie się parał budowaniem lokalnej polityki jest z gruntu niepoważne. Zadaniem posła jest uczestniczenie w działaniach na rzecz państwa i o randze krajowej, a nie tylko lokalnej. Jeśli zaś chodzi o prawdopodobne już radowanie się przy szampanie z bliskiego zwycięstwa Finstera, to powinniśmy wszyscy podziękować wszyscy tandemowi Brunka-Kaczmarek, bo to właśnie ten egzotyczny duet skłócił i pognębił szersze scenariusze po stronie opozycyjnej, uniemożliwiając poprzez swoje postawy jakiekolwiek warianty współpracy.