czwartek, 24 stycznia 2019

Dekomunizacyjna kwadratura koła

Kwestia zmian nazw ulic, zgodnie z ideą i ustawą tzw. dekomunizacyjną, wydaje się być dla polskich sądów istną kwadraturą koła.

Wreszcie NSA wydał uzasadnienie dla postanowienia, zgodnie z którym zamiast ulicy Witolda Pileckiego, mamy w Chojnicach ulicę Stanisława Rolbieckiego, który należał do partii komunistycznych i nadto, w mojej ocenie, utrwalał system totalitarny w przestrzeni lokalnej. No ale...sędziowie NSA wiedzą lepiej i w zasadzie postanowili pozostawić nam ulicę Stanisława Rolbieckiego po odwołaniu jakie wniosło Miasto Chojnice, bo...teraz uwaga, proszę usiąść...

Według NSA, fakt nadania nazwy Stanisława Rolbieckiego w 1997 r. przez demokratycznie wybraną Radę Miejską Chojnic jest najlepszym dowodem na to, że Rolbiecki zapisał się w pamięci chojniczan innymi dokonaniami niż szerzenie komunizmu. Tylko żałuję, że NSA nie znał składu tej "demokratycznie wybranej" Rady Miejskiej Chojnic z 1997 r., która była radą lewicową-centrową (w mojej ocenie postkomunistyczną z domieszką działaczy katolickich o lewicowych odchyleniach). Nic dziwnego więc, że takiego sobie znaleźli patrona, jakie wyznawali wartości, a teraz - o ironio - stanowi to uzasadnienie dla sądu o demokratycznym wyborze mieszkańców. Kuriozum w czystej postaci. 

Na tym przykładzie oczywistym jest zbyt wysoki poziom trudności zadania pt. "dekomunizacja" dla polskich sądów administracyjnych, które wyraźnie nie radzą sobie z zadaniem i swoje subiektywne oceny stawiają ponad fakty i prawdę historyczną. 

Z całością, kuriozalnego w mojej ocenie z perspektywy prawdy historycznej, uzasadnienia można się zapoznać pod adresem: http://orzeczenia.nsa.gov.pl/doc/61DF8545DA . 

Doświadczenia z Rady Społecznej chojnickiego szpitala

Wraz z końcem kadencji Rady Powiatu, wygasła też moja kadencja w Radzie Społecznej Szpitala Specjalistycznego w Chojnicach. 

O tym, że wojewoda pomorski nie powoła mnie na kolejną kadencję rady, jako swego przedstawiciela, dowiedziałem się z mediów, ze strony chojnice.tv.  Zaiste, to bardzo symptomatyczne podsumowanie dwóch lat współpracy w ramach Rady Społecznej, warto, aby społeczeństwo miało świadomość kilku uwarunkowań.

Po pierwsze praca przedstawiciela wojewody przy jednostkach lecznictwa publicznego jest nieodpłatna, po drugie, przedstawiciel nie dysponuje żadnymi specjalnymi uprawnieniami, a tylko jednym zwyczajnym głosem, jak każdy inny członek Rady Społecznej przy chojnickim szpitalu. 

Podczas posiedzeń Rady i poza posiedzeniami starałem się zrobić wiele, aby usprawnić, ulepszyć działanie szpitala. Między innymi starałem się o tzw. karetkę dla szpitala, robiłem co mogłem, aby wyrugować płatną telewizję ze szpitala, zwracałem uwagę na konflikt interesów związany z działaniem przedsiębiorstw wokół szpitala, które prowadzone są po linii rodzinno - towarzyskiej, zgłosiłem szpital do programu cyfryzacji (aby zmniejszyć kolejki w szpitalu), który zainicjowali dla służby zdrowia parlamentarzyści, zwracałem uwagę na problem realizacji recept w chojnickich aptekach, przeciwstawiałem się wprowadzeniu płatnego parkingu, walczyłem z łamaniem prawa na terenie szpitala, proponowałem dyżury w szpitalu jako przedstawiciel wojewody (nie było zgody dyrekcji), inicjowałem spotkania z dyrekcją i kierownikami jednostek szpitalnych, poruszałem sprawę spalarni szpitalnej, monitorowałem sprawę pracy i płacy ratowników, przygotowałem interpelację poselską z propozycją zmiany prawa w zakresie kompetencji instytucji przedstawicieli wojewodów przy jednostkach lecznictwa publicznego itd. Niestety z tego wszystkiego niewiele wynikało, bo jak napisałem powyżej - miałem jeden głos i zero sprzymierzeńców w Radzie. Natomiast przewodniczący Rady Społecznej w reakcji na moje pytania potrafił zamknąć obrady. Obecnie to chojnicki starosta, co można uznać, za poważna porażkę demokracji. 

Problemy z rzetelnym pełnieniem mandatu przyznanego mi przez Wojewodę Pomorskiego, nie tylko odnoszą się do Chojnic, ale i do pozycji systemowej przedstawicieli wojewodów w ramach lecznictwa publicznego. Otóż, kiedy planowałem stworzyć stowarzyszenie z innymi przedstawicielami wojewodów przy jednostkach lecznictwa publicznego problemem okazało się uzyskanie do nich kontaktów z Urzędu Wojewódzkiego, który dał mi zaledwie listę imion i nazwisk. Ponadto sam pan Wojewoda Pomorski nie był zainteresowany spotkaniem ze mną i rozmową na tematy chojnickiej służby zdrowia, ale nie to jest najgorsze, bo proszę zdać sobie sprawę, że to krzesło przedstawiciela Wojewody Pomorskiego mogłoby w zasadzie stać puste, bowiem w Urzędzie Wojewódzkim nikt nie interesuje się, nikt nie koordynuje pracy przedstawicieli wojewodów przy szpitalach, którzy według ustawy winni wzmacniać rolę nadzorczą i kontrolną wojewodów. Jest to instytucja posiadająca wszelkie cechy instytucji "na papierze". Pomimo tego, dbając o interes społeczny wypełniałem swój mandat. Niestety nie udało mi się być na wszystkich spotkaniach rady, ale zawsze, jeśli nawet byłem nieobecny to czytałem protokoły i analizowałem dokumentację, wysłałem także mnóstwo zapytań o dostęp do informacji publicznej w sprawach szpitala do starostwa i do chojnickiej placówki służby zdrowia. 

Te lata dały mi świadomość ogromu nieprawidłowości w funkcjonowaniu chojnickiego szpitala, z którymi nikt nawet nie ma zamiaru się mierzyć. Ot, taką mamy sytuację, że dyrektorem szpitala jest osoba nieusuwalna w obecnym układzie politycznym. Leszek Bonna jest bowiem partyjnym szefem Marka Szczepańskiego - czyli starosty posiadającego większość w Radzie Powiatu, a tylko starosta i Rada Powiatu mogą zmienić osobę na stanowisku dyrektora chojnickiego szpitala. 

Utrata mojego miejsca w Radzie Społecznej to kwestia stricte polityczna. Każdorazowo przedstawicielem wojewody staje się osoba związana z partią rządzącą, ponieważ wystąpiłem z PiS, to pomimo mojego zaangażowania nie ma dla mnie już miejsca w Radzie Społecznej. Bardzo oczywista i zrozumiała konsekwencja mojego wyjścia z partii. Tylko, że ja z PiS nie rezygnowałem bo jestem przeciwko partii, tylko przeciwko lokalnemu baronowi PiS, który doprowadza do dalszej erozji demokracji w warunkach lokalnych prowadząc tak politykę partii w mieście i powiecie, że PiS wszystko przegrywa i kompromituje się swoją biernością w Chojnicach. Zresztą w ramach lokalnego PiS sprawy szpitala również były i jak widać są, tematem marginalnym - kiedy zbytnio brałem się za krytykę któregoś z oddziałów to miałem telefony od posła, który był w bliskich relacjach z jakimiś ordynatorem i uważał go za świetnego specjalistę - to nic, że w tym samym momencie otrzymywałem skargi od pacjentów szpitala na ten sam oddział, i na tego samego ordynatora. Polityka PiS w Chojnicach i posła PiS w Chojnicach jest identyczna do tej prowadzonej przez ekipę Finstera i Bonny - po prostu wygrać kolejne wybory i utrzymać się na stołku. Konformizm, który nie może zadowalać nikogo racjonalnie spoglądającego na sprawy społeczne. 

Natomiast otrzymanie informacji o takiej decyzji wojewody z mediów, a wygłoszonej ustami przeciwnika politycznego, za którego uważam p. Szczepańskiego, jest kolejnym przejawem mojej iluzorycznej wcześniej wiary w możliwość współpracy z PiS, będąc poza szeregami partii. Po wielokroć usiłowałem zainteresować różne instytucje naszym szpitalem i jego położeniem, poświęciłem na to wiele godzin i dni własnej pracy, a w zamian otrzymałem publiczną "dymisję" z ust głównego przeciwnika PiS w powiecie. 

Publicznie deklaruję, że nadal będą społecznie monitorował działalność chojnickiego szpitala. Obywatele, jeśli tylko chcą, mogą prowadzić monitoring władzy bez konieczności uczestnictwa w działaniach partyjnych, tego czy innego stronnictwa. Sytuację chojnickiego szpitala oceniam jako złą, a nawet tragiczną, i uważam, że będzie się ona pogarszała, przez wzgląd na królujące synekury i nepotyzm. Niestety z przyczyn uwarunkowań politycznych, nikt w Chojnicach nie jest w stanie wpłynąć na inne funkcjonowanie szpitala, a poza Chojnicami nikt nie jest zainteresowany chojnickim szpitalem - uwierzcie mi, sprawdziłem to w ciągu dwóch ostatnich lat. 

sobota, 19 stycznia 2019

Kiedy darmowy basen?

Na tytułowe pytanie na razie próżno szukać odpowiedz. Jak się bowiem okazuje starostwo powiatowe nic nie wie w sprawie ewentualnych działań naszego najzdolniejszego menedżera wicestarosty Mariusza Palucha w zakresie zniesienia opłat za wstęp na chojnicki basen. Odpowiedzi starostwo są godne pożałowania i ciężko je uznać za prawidłową odpowiedź na zapytanie o dostęp do informacji publicznej, skarżył jednak sprawy do WSA nie będę, bo byłoby to dalsze "kopanie się z koniem". Sami oceńcie jak bardzo obecny wicestarosta "robi w konia" swoich wyborcówm najlepszy dowód, że w kampanii wyborczej można obiecywać "gruszki na wierzbie". Dziwne, że nikt z tej chojnickiej "elity" nie postanowił jeszcze jak Wałęsa obiecać w kampanii 100 milionów dla każdego. Przecież po wyborach ludzie by zapomnieli o sprawie, a ważne, że zdobyło się upragniony stołek. Być może wicestarosta Paluch jest obecnie pochłonięty rozwiązywaniem patowej sytuacji parkingu przed starostwem. Jest to, zaiste, palący dla lokalnej społeczności problem. 

Starostwu postawiłem poniższe zapytania: 

- działania wicestarosty Mariusza Palucha zmierzające do zniesienia opłat za wstęp na basen w Centrum Park w Chojnicach dla mieszkańców powiatu chojnickiego;

- przewidywany termin od kiedy dzięki Mariuszowi Paluchowi mieszkańcy powiatu będą mogli korzystać z darmowego wstępu na basen w Centrum Park w Chojnicach;

- informację czy Starostwo Powiatowe w Chojnicach, powiat chojnicki lub zarząd powiatu oraz rada powiatu posiada jakiekolwiek kompetencje w zarządzaniu Centrum Park Sp. z o.o. w Chojnicach? 



Na które otrzymałem następującą odpowiedź:


czwartek, 17 stycznia 2019

Michalkiewicz w Chojnicach

18 stycznia 2019 r. o godz. 17.30 w CEW, przy ul. Piłsudskiego 30a, odbędzie się spotkanie ze znanym w Polsce publicystą Stanisławem Michalkiewiczem. Zaprzyjaźnione środowiska zapraszają na to bardzo ciekawie zapowiadające się spotkanie.


niedziela, 13 stycznia 2019

Lodowisko w rękach ABUD-u!

Zanosi się na długi serial pt. "Miejskie lodowisko". 

Po pierwsze 17 grudnia wystąpiłem do Miasta o kopię umowy na zarządzanie lodowiskiem miejskim w Chojnicach. Urząd Miejski odpowiedział mi, że takiej, wnioskowanej informacji nie posiada. Już wtedy było dla mnie oczywiste, że Urząd Miejski zaczął ze mną zabawę w "kotka i myszkę". 

Dlatego wystąpiłem z kolejnymi zapytaniami o dostęp do informacji publicznej. Nie będę teraz przedstawiał wszystkich wątków, tej, jak mawia nasz wicestarosta - "szerokopasmowej" sprawy, ale skupię waszą uwagę na kolejnej odpowiedzi jaką nadesłał mi UM. Jest to odpowiedź zaskakująca w kontekście tej wcześniejszej, kiedy to urząd twierdził, że nie posiada żądanej informacji w postaci umowy na zarządzanie lodowiskiem. Otóż taka umowa, będąca dokładnie umową dzierżawy z firmą ABUD jednak istnieje. Czy taka odpowiedź to wynik, jakiejś po urzędniczemu rozumianej, gry słów? Czy umowa dzierżawy dla ABUD, to nie jest umowa na zarządzanie lodowiskiem? Kiedy UM podpisał umowę z firmą ABUD? Ten serial trochę potrwa, ale liczę, że będzie się przeciągał jedynie z korzyścią dla mieszkańców. 

Miasto jednocześnie odmawia mi dostępu do faktur jakie firma ABUD wystawiła w poprzednich latach na UM Chojnice, wskazując, że to jest informacja przetworzona - dobre sobie, bo według mnie to zwyczajna wymówka i dalsza gra na czas. 

Przypominam, sprawę badam, bo nie zgadzam się z taką formą ingerencji w wolny rynek, i z taką formą dysponowania środkami publicznymi, kiedy to bez konkursów oddaje się w dyspozycję infrastrukturę pod działalność gospodarczą firmie ze wskazania, właściwie to nie wiadomo na jakich zasadach, poza tym, że według władz firma ta zna się na prowadzeniu gastronomi. Naszym włodarzom wystarczy chyba zaproponować dobrze wypieczoną zapiekankę z pieca i już mamy szansę na biznes na mieniu publiczny, czy tak mamy rozumieć te postawy?




sobota, 12 stycznia 2019

Będą musieli ujawnić, kto im płaci!

Cześć radnych miejskich i powiatowych w swoich oświadczeniach majątkowych, z którymi możecie się zapoznać (Miasto Chojnice, Powiat Chojnicki), wykazała, że uzyskała dochód z tytułu tzw. umów zlecenia, jednak nie podają oni z jakim podmiotem zawarli taką umowę, a jest to bardzo istotna informacja. Jeśli radni uzyskali dochód w wyniku umowy, którą zawarli np. z Urzędem Miejskim, albo jakąś jednostką organizacyjną/budżetową gminy, to będą musieli oddać mandat radnego.
Niestety radni nie podają podmiotów z którymi podpisywali umowy. Poza tym, radni nie wykazują się wystarczającą przejrzystością, bowiem wielu z nich wykazuje dochody pod wielce enigmatyczną rubryką: "inne" i wpisują tam tysiące złotych, których pochodzenia obywatele nie mają szansy zweryfikować. A co jeśli jest to wynagrodzenie z tytułu pozostawania w układach politycznych? 

Dlatego w najbliższej przyszłości zweryfikuję źródła dochodów z umów tzw. zlecenia i źródła "innych" dochodów radnych miejskich i powiatowych w Chojnicach, tak aby wykluczyć prawdopodobieństwo łamania prawa. W ostatniej kadencji Rady Miejskiej i Rady Powiatu mieliśmy do czynienia z wygaszeniem kilku mandatów, ponieważ radni pełnili mandaty łamiąc prawo. Obawiam się, że obecnie może dojść do podobnej sytuacji i będziemy, być może, obserwatorami zmian składu rad. 


piątek, 11 stycznia 2019

Czy należy wygasić mandat radnego?

Czy osoba zatrudniona w MOPS w Chojnicach jako kierownik ma prawo pełnić mandat radnego? W mojej opinii, nie, przekonamy się jaka będzie opinia prawników Wojewody Pomorskiego. 

czwartek, 3 stycznia 2019

Fałszywe sygnały?

Na ten moment nie otrzymałem jeszcze odpowiedzi na moje kolejne zapytania w sprawie chojnickiego lodowiska, ale Urząd Miejski ma na to jeszcze czas.

Natomiast chciałbym zwrócić uwagę opinii publicznej na pewne rozbieżności w tym, co podawały chojnickie władze na temat planowanego zarządcy lodowiska, a o czym media pisały, ale podając te informacje w różnym czasie, stąd może nie widać oczywistych sprzeczności w przekazie ratusza. 

Oto te fragmenty, według relacji z portalu www.chojnice24.pl: 

W materiale z 20 listopada 2018 r. http://chojnice24.pl/artykul/28219/w-polowie-grudnia-na-lyzwy/, relacjonowano,że władze Miasta Chojnice wskazują spółkę Promocja Regionu Chojnickiego, która jest prowadzona przez prezesa Romana Guzelaka, jako podmiot odpowiedzialny za zarządzanie obiektem. 

Następnie w materiale z 6 grudnia 2018 r.  http://chojnice24.pl/artykul/28312/miasto-oddaje-lodowisko-w-prywatne-rece/ padają już zupełnie odmienne deklaracje: otóż podmiotem zarządzającym lodowiskiem, bez konkursu bez formy przetargowej, zostaje wskazany przedsiębiorca prywatny firma ABUD. Bazując tylko na tych materiałach należałoby się spodziewać, że Miasto Chojnice dysponuje odpowiednią umową na zarządzanie lodowiskiem z firmą ABUD, ale takiej umowy, jak napisałem we wcześniejszym poście Miasto nie posiada - zresztą taką odpowiedź uzyskałem z Miasta. 

Zarządcą lodowiska w myśl tego stanu wiedzy nie jest ani Promocja Regionu Chojnickiego, ani firma ABUD. Kto w takim razie jest zarządcą chojnickiego lodowiska? Kto pobiera opłaty za bilety? Na jakiej podstawie działa na tym lodowisku? Czy jest to firma posiadająca odpowiednie ubezpieczenia, uprawnienia, itd.? Czy jest to może jednak firma ABUD, ale działająca tam bez umów z Miastem? 


sobota, 29 grudnia 2018

Co się dzieje z lodowiskiem?

W mediach wiceburmistrz Chojnic informował, że lodowisko będzie obsługiwać firma "ABUD". Idąc tym wskazaniem i w drodze monitoringu działań władzy lokalnej wysłałem zapytanie o dostęp do informacji publicznej w postaci kopii umowy z firmą "ABUD". Odpowiedź wprawiła mnie w głębokie zdziwienie i przyznam, że na moment obecny nie wiem o co w tym wszystkim chodzi. Stąd wysłałem kolejne zapytania i być może dowiemy się co się dzieje na miejskim lodowisku. 

Odpowiedź udzielona mi przez Urząd Miejski wskazuje głęboką niechęć do dzielenia się z opinia publiczną arcanami działań wokół lodowiska. Zobaczymy, co będzie dalej. Kto w takim razie zarządza lodowiskiem i jakie są tego podstawy prawne? Czy Miasto naprawdę nie zagwarantowało sobie żadnego udziału w zyskach? Czy do prowadzenia lodowiska firma powinna posiadać specjalne uprawnienia, w tym do udzielania pierwszej pomocy? Czy firma "ABUD" obsługuje lodowisko bez żadnych umów z Miastem? Jeśli tak, czy jest to zgodne z prawem? Na ten moment uważam, że Urząd Miejski zaczął ze mną zabawę "w kotka i myszkę", oczywiście dalekie jest to od standardów transparentności, ale uzyskamy wszelkie informacje niezbędne do oceny, czy Miasto przeprowadziło wszelkie procedury zgodnie z prawem i przy zachowaniu zasad bezpieczeństwa użytkowników tego obiektu.

Zastanawiający jest też brak reakcji na formę oddania w zarządzanie tego lodowiska ze strony jego inicjatora, czyli Mariusza Brunki. Siedzi cicho, jak makiem zasiał, a czy to nie Brunka od lat żądał ustawienia tego lodowiska za publiczne pieniądze? Czy teraz zgadza się z tym, co się dzieje na tym lodowisku i wokół jego instalacji na płycie Starego Rynku?


piątek, 28 grudnia 2018

Promujmy ideę Palucha!

Moi drodzy czytelnicy, chciałbym przypomnieć, że obecny wicestarosta powiatu chojnickiego Mariusz Paluch obiecał nam wszystkim - mieszkańcom powiatu chojnickiego darmowy basen w Centrum Park w Chojnicach. 

W związku z tym, chciałbym wyrazić swoją radość, bo Mariusz Paluch wygrał wybory samorządowe i może już spełnić swój postulat. 

Czy wyrazicie zgodę, żebyśmy wspólnie odebrali od Mariusza Palucha czek pokrywający koszty wejścia na basen mieszkańców powiatu chojnickiego od 1 stycznia 2019 r. do....no powiedzmy do 2023 r. 

Jeśli wyrażacie na to zgodę, to myślę, że powinniśmy się spotkać w Nowym Roku przed Staorstwem Powiatowym w Chojnicach, gdzie jako obywatele odbierzemy ten czek na rzecz Centrum Parku od pana wicestarosty chojnickiego Mariusza Palucha, za co będziemy sie mogli taplać w basenie za free przez najbliższe pięć lat!

Koszty transakcyjne

Wielu nieuważanym Chojnice mogą się jawić jako miasto rozwijające się, tętniące życiem, rozbudowujące się w szybkim tempie. Nawet można na tle miast regionu Chojnice wskazywać jako przykład rozwoju w różnych obszarach.

Niestety rzeczywistość jest być może mniej różowa. Spójrzmy na to hipotetycznie. Żeby zrozumieć rzeczywisty obraz życia gospodarczo-społeczno-politycznego warto się posłużyć takim pojęciem jak koszty transakcyjne, jest to ogół kosztów powstałych z naszej działalności - są to też koszty niefinansowe. Wiele w przeszłości pisałem o "układach władzy", o "siłownikach", ujawniałem fakty o finansowaniu różnych komitetów wyborczych i o możliwych sieciach powiazań na styku polityki i biznesu. Niewiele jednak raz, jeśli kiedykolwiek, odnosiłem te zagadnienia do sytuacji gospodarczej miasta, do położenia obywateli, choć przyglądałem się życiu mieszkańców - pisząc tekst o paradoksie wysokich cen w małych miastach. Dlatego chciałbym dziś skupić uwagę czytelników na zagadnieniu kosztów transakcyjnych. 

Wyobraźmy sobie, że mamy dwie przestrzenie rządzenia - dosłownie, siedzimy za biurkiem burmistrza i mamy takie dwie przestrzenie, niech będzie, że jedna jest po lewej stronie, a druga po prawej przed naszym biurkiem. Po lewej to przestrzeń w której pojawiają się w naszym biurze ludzie biznesu, przedsiębiorcy i my w drodze różnych pertraktacji wiążemy się z nimi różnymi zobowiązaniami, które czasami znajdują odbicie w prawie miejscowym, w uchwałach naszej rady, a czasami nie. Czasami to pewne zobowiązania o których wiemy, że jeśli nie spełnimy ich takimi czy innymi mniej formalnymi posunięciami, to to co jest po prawej stronie - czyli przestrzeń wdrażania prawa, egzekwowania go w przestrzeni lokalnej, po prostu rządzenia w wymiarze administracyjno - prawnym zniknie, bo zostaniemy pozbawieni władzy. I taki obraz ma przed sobą każdy wójt/burmistrz/prezydent. Mają go też zarządy powiatów, i mają go rządzący na innych szczeblach.


I teraz, wyobraźmy sobie, że po tej lewej stronie zjawiaja się od dziesiątków lat ci sami ludzie - oni nam gwarantują zatudnianie znajomych, ciche usługi (w stylu - wakacje, malowanie płotu, opał na zimę, pracę dla teścia, rasowego psa za free, a czasami dobrą kolację i darmowy wypad na narty - co lepsze te same korupcjogenne usługi świadczą sobie ci ludzie z lewej strony naszego rządzenia sobie nawzajem). Stąd po latach po lewej stronie powstaje silny i scementowany układ, który nie ulega zmianie, nawet po kolejnych wyborach. Tam w tej przestrzeni przychodzą do nas ci sami ludzie. Niektórzy z nich stają się naszymi siłownikami wraz z upływem lat - bez tych ludzie nasze rządzenie nie będzie miało szans powodzenia, bo oni wprawiają tę całą skomplikowaną machinę w ruch, łącznie z tym, że tylko w tej przestrzeni możemy znaleźć wsparcie finansowe w okresie wyborczym, itd. Czyli po prawej stronie istnieje nawet względna demokracja, ale po lewej nie ma jej za grosz, tak długo jak siedzimy przy biurku, tam nie będę przychodzić petenci, tam przychodzą klienci, siłowniki i przedstawiciele różnych środowisk, które będę wspierać naszą władzę za mniejsze i większe usługi.Czasami wiąże się to z naszą zgodą na łamanie pracy w podległych spółkach, czasami w zgodnie na płace kominowe dla "kolegów Tadeusza", którzy w naszych spółkach gminnych zarabiają 4x tyle co wójt. Czasami z przyjmowaniem do pracy gamoniów do machania wajchą za 100 tys. rocznie, różne to są sytuacje, które urągają demokracji, przejrzystości i normalności, ale jak chcemy pozostać u władzy, to godzimy to różne mniejsze i większe interesiki i trwamy przy władzy. A koszty jej dzierżenia wzrastają. Jedną z ich usług, którą nam niemal gwarantują, jest mobilizacja w okresie wyborczym - całe zastępy ich wujów, córek, zięciów, braci, sióstr, i innych powinowatych pójdzie oddać karnie na nas głos, bo wiedzą, że jak lud wymieni nas przy tym biurku, to oni mogą stracić źródło życia. Niestety utrzymanie takiego gmachu władzy niesie za sobą koszty dla prawej strony -tzn. czasami wiąże się to z naginaniem prawa, czasami z dostosowywaniem go do potrzeb lewej strony, a płacą za to wszyscy obywatele, którzy nie mają dostępu do naszego biurka i ucha, ci którzy są zwykłą masą. Czasami wiąże się to z krępowaniem przez nas wolności słowa, atakami na III sektor, społeczników, podrzucanie świń, współpracę z wymiarem sprawidliwości w celu unieszkodliwiania przeciwników politycznych. Przecież nie możemy pozwolić, żeby ktoś zaczął badać, to co robimy, żeby ktoś poinformował opinie publiczną o sprawach, o których sami nie chcemy pamiętać stając przed lustrem. W jaki sposób masa płaci za tak realizowaną władzę? 


Masa płaci w tej postaci, że takie system władzy, jak i każdy inny, wymaga ponoszenia kosztów transakcyjnych - to jest suma kosztów utrzymania władzy, do tych kosztów możemy zaliczyć na przykład koszty wynikające z naszego zapóźnienia technologiczne w gminie lub powiecie, ale i z problemów demograficznych, albo z powodu słabej infrastruktury. Z tym tylko, że to my będąc zwornikiem władzy i tych dwóch przestrzeni wypełniania władzy stajemy się problemem systemu w którym jesteśmy rządzącymi. Zwyczajnie nasza władza staje się droga, a koszty utrzymania i wykonywania władzy przewyższają rzeczywiste i potencjalne przychodu i możliwe zyski z jej pełnienia dla lokalnej wspólnoty. Tych kosztów nie liczy się tylko w pieniądzach, te koszty liczy się w ludzkich życiach, w liczbie zachorowań na raka - bo godzimy się na to, żeby wokół szpitali lokalnych narastał nepotyzm, czy też w innych przestrzeniach, bo godzimy się na lokalne oligopole i monopole. Borykamy się z emigracją z naszej miejscowości, odpływem ludzi po studiach, ale wyrażamy na to milczącą zgodę. Podobnie jak i na dziesiątki innych działań władzy, których koszty odczuwamy w portfelu i naszej psychice każdego dnia, po prostu poziom jakości naszego życia nieustannie spada. Godzimy się na brak żłobków, na trwonienie środków publicznych na nieudane projekty, trwonienie czasu przez rządzących, bo oni niestety tkwią w okowach myślenia plemiennego. Wyrażamy zgodę na lokalne synekury, choć tyle o nich rozmawiamy w środowiskach rodzinnych, jesteśmy milczącymi zakładnikami naszej rzeczywistości, aż do stanu w którym nasze codzienne na nią narzekania stają się jedynie zwykłym szumem - nawykiem do którego inni i my sami już przykliśmy, ale który nic nie wnosi. 

To co wyżej napisałem to sytuacja hipotetyczna, ale wyobraźmy sobie teraz, że tak właśnie jest zarządzane nasze miasto - że w tym mieście w którym obecnie nie ma realnej opozycji politycznej, nikt już nie patrzy w sposób permanentny władzy na ręce, koszty transakcyjne dawno przewyższyły zyski z pełnienia władzy przez obecnie rządzących, ale ani się o tym nie dowiemy, ani tego już nie będziemy nawet akceptować - tzn. tej wiedzy, jeśli by ktoś chciał ją nam podać, bo tkwimy przy każdych kolejnych wyborach w ślepej miłości do swych oprawców - kliniczny przykład syndromu sztokholmskiego. 

poniedziałek, 17 grudnia 2018

Będą mieli czyste sumienia?

II sesja Rady Miejskiej niczym nie zaskoczyła. Brunka chwalił zdolności przywódce Burmistrza, a Bluma w imieniu miejskiego PiS rozpoczął śpiew, który będzie być może trwał przez 5 lat, czyli krzyknął z okopów, że się sprzeciwia i do tego stwierdził, mówiąc świętą prawdę czego rzadko można się spodziewać po ludziach partii, że PiS nie miał żadnego wpływu na budowę budżetu miejskiego na 2019 rok! Eureka! Nie miał, a dlaczego? Dlatego, że PiS nie działał w zakresie polityki miejskiej przez ostatnie lata, więc teraz ma dobrą wymówkę, żeby postawić się w roli opozycji. 

Powiedzmy sobie otwarcie, jeśli PiS podejmowałby w mieście akcje społeczne, uczestniczyłby w monitoringu władzy przez ostatnie lata, wreszcie gdyby publicznie występował z różnymi postulatami społecznymi, to przypuszczam, że znalazłoby to swoje mniejsze bądź większe odzwierciedlenie w projekcie budżetu. Ale jak się przez lata niewiele działa, to jest się w sytuacji punktu wyjścia. 

Obecnie radni PiS z czystym sumieniem mogą odebrać przyznane im podwyżki diet i bez wyrzutów mogą wybrać się na świąteczne zakupy, bowiem dostali, tak jak i inni radni, gratyfikację równą ok. 12 tys. złotych w związku z tym, że obecna kadencja Rady Miejskiej będzie trwała aż 5 lat! Wyborcy PiS w Chojnicach będą zaś zadowoleni, bo ich radni, zgodnie z ideologią partii, odrzucili podwyżki finansowe dla lokalnej elity politycznej. Radnych PiS nie stać, jak widać, na żadne szczere zaangażowanie społeczne, bo gdyby było inaczej, to mogli na tej sesji zadeklarować automatyczne przekazywanie tej podwyżki na cele miejskie i społeczne - to byłby wyraz niechęci przyjęcia obiecanych im podwyżek. Natomiast zwykły sprzeciw w głosowaniu wyrażony jedną ręką i trzymanie otwartego portfela w drugiej ręce, nie jest szczerym gestem sprzeciwu wobec stosowanego przez chojnicką władzę oficjalnego finansowego wsparcia radnych w nadziei zyskania sobie ich dozgonnej przychylności i lojalności. 

Takie będzie całe 5 lat radnych PiSu pod wodzą Blumy w Radzie Miejskiej - będą grali opozycję, która nawet jest w stanie podrzeć szaty w geście sprzeciwu, ale realnych działań nie będzie żadnych. To już druga sesja, a nie usłyszałem o żadnych punktach programowych z programu PiS i o konieczności ich realizacji. Zdawać się więc może, że PiS wszedł do Rady Miejskiej bez programu. To będzie żałosny spektakl niekompetencji, całkiem podobny do tego, jaki obserwowaliśmy w kadencji 2010-2014. PChS był opozycją marną i chwiejną, której potencjał roztrwonił Brunka, ale PiS będzie opozycją bez wyrazu, opozycją z nazwy. 

Chojnice może uratować jedynie, głęboki, żywiołowy, społeczny ruch oddolny. 

niedziela, 16 grudnia 2018

Pierwsza próba budżetowa

Dziś odbędzie się II sesja Rady Miejskiej w Chojnicach. Co w tym nadzwyczajnego? Między innymi Rada będzie przyjmować projekt uchwały w sprawie ustalenia budżetu Miasta Chojnice na 2019 r. Nic tak nie oddaje rzeczywistej wiedzy i zaangażowania radnych jak umiejętna krytyka założeń budżetowych aktualnej władzy. Ta sesja pokaże, na ile radni odrobili zadanie domowe. Oczywiście po radnych komitetu urzędującego Burmistrza nie spodziewajmy się zbyt wielu wypowiedzi, ci bowiem postępują zgodnie z dyktandem Burmistrza. 

Natomiast interesujące na ile, i jak głęboką, krytykę projektu uchwały budżetu na 2019 r. będą w stanie przeprowadzić radni opozycji. W samym bowiem projekcie nie brak materiału, który należy doszczętnie skrytykować. Podam tylko kilka przykładów: ok. pół miliona złotych na OSP w Chojnicach (więcej, aniżeli na realną walkę ze smogiem!, i mniej niż na poprawę bezpieczeństwa na przejściach dla pieszych), planowany deficyt na ponad 30 mln złotych (kredytowanie z lewarem na plus), prawie 13 mln złotych z podatku od nieruchomości, kilka mln na obsługę długu publicznego gminy,  100 tys. na system głosowania w Radzie Miejskiej!, zaledwie 488 tys. na działania w ramach tzw. budżetów obywatelskich! (i to jest to nowe otwarcie budżetów obywatelskich?), zaledwie 50 tys. zł dotacji dla Szpitala Specjalistycznego w Chojnicach!, 100 tys. na fotowoltanikę w Chojnicach!, tylko 70 tys. na modernizację targowiska przy Młodzieżowej!, prawie 3 mln na przebudowę stadionu Chojniczanki! 2 tysiące złotych na politykę zdrowotną w mieście - DWA TYSIĄCE!, tylko 3 tys. na zajęcia terapeutyczne z dziećmi z rodzin zagrożonych!, wypoczynek letni dzieci i młodzieży tylko 5 tys.! Itd. 

Przyjęty kurs polityki budżetowej, w mojej opinii, w Chojnicach zasługuje na dogłębną krytykę nie jest on odzwierciedleniem rzeczywistych potrzeb mieszkańców - najsłabsze grupy społeczne, są najniżej finansowane jak wynika z tego projektu. Poważne zagrożenia społeczne są marginalizowane ekonomicznie. Tyle pięknych słów w kampanii o budżetach obywatelskich, o smogu, o środowisku o lokalnych przedsiębiorcach, w projekcie budżetu nie ma świadectw uwagi władzy nad tymi problemami. Nadal polityka zdrowotna nie ma żadnego znaczenia dla władz Miasta, bo tej polityki rzeczywiście się nie prowadzi, rzucenie szpitalowi 50 tys. jest tego dobitnym przykładem. Zamiast wypracować odpowiednie działania, to na politykę zdrowotną 2 tys. złotych, a na skutki chorób, czyli między innymi metody in vitro ponad 200 tys. złotych. Gdzie tutaj jest logika?


sobota, 15 grudnia 2018

Chojnicki szpital poza rankingiem

W "Rzeczpospolitej" ukazał się nowy ranking szpitali w Polsce. Znajdziemy w nim szpital z Bytowa, Miastka, Lęborka, ale nie znajdziemy choćby na szarym końcu szpitala z Chojnic. 

Z województwa pomorskiego aż 12 szpitali znajduje się w setce najlepszych szpitali w Polsce, najwyżej w rankingu jest szpital ze Słupska, który znajduje się na 8 miejscu w Polsce, ale co ciekawe jest i szpital z Kościerzyny, który jest na wysokim 65 miejscu. Gdzie są Chojnice? 

Odpowiedzi, co zaskakujące, mogą być dwie: 1. szpital w ogóle nie wziął udziału w badaniu; 2. szpital znalazł się poza listą rankingową. 

Niemniej w świetle takich rankingów w proszek obraca się cała propaganda dyrektora Leszka Bonny, który próbuje społeczeństwu wmówić, że chojnicki szpital to niedościgniona jakość - to szpital, który wyznacza w regionie wręcz standardy leczenia medycznego ergo dyrektor ma prawo do podwyżki od kolegów z Rady Powiatu. 

Gdybyśmy więc brali pod wzgląd czynniki obiektywne, a nie polityczne, to dyrektor Bonna powinien zostać w trybie natychmiastowym zwolniony, ale nie może zostać zwolniony, bo jest partyjnym szefem swojego nadzorcy, czyli starosty Marka Szczepańskiego, który nie odważy się podnieść przysłowiowej ręki na swego politycznego mentora i pryncypała. I tak będziemy trwali kolejne pięć lat w świecie opowieści jarcewskiej bajkarki...

czwartek, 13 grudnia 2018

Wystąpiłem z PiS

Informuję osoby zainteresowane i opinię publiczną, że złożyłem rezygnację z członkostwa w partii Prawo i Sprawiedliwość, stało się to kilka tygodni temu. Moja rezygnacja została przyjęta i Zarząd Okręgowy wykreślił mnie z listy członków. 

Wiele mógłbym się rozpisywać nad przyczynami. 

Skupię się może na najważniejszych w mojej perspektywie kwestiach: 1. PiS przegrał wybory do Rady Miejskiej; 2. PiS przegrał wybory do Rady Powiatu; 3. PiS wystawił na kandydata na Burmistrza osobę, której startu nie popierałem i ciężko mi się pogodzić z tworzeniem sztucznych liderów. W mojej opinii nie na tym polega działalność społeczna i polityczna, że za noszenie za kimś teczki otrzymuje się awanse i promocje. Te powinny wynikać ewentualnie z rzeczywistego zaangażowania społecznego i z własnej pracy. Nie przeszkadzałem nikomu w prowadzeniu kampanii wyborczej, więcej, to ogromna część programu PiS w tych wyborach do RM Chojnice była mojego autorstwa, więc niczego też nie sabotowałem. Nie mogłem jednak zgodzić się na start z 1. miejsca w sytuacji w której byłem atakowany przez własne środowisko, które nie docenia rzeczywistej pracy, tylko żyje w jakimś zaklętym świecie dogmatów. 

Spójrzmy prawdzie w oczy. W kwestii polityki miejskiej w Chojnicach przez ostatnie 4 lata PiS nie istniał. Gorzej, bo nawet kiedy PiS miał swoją reprezentację w RM w latach 2010-2014, to efekt był tego żaden. 

Nie zgadzam się też z formą "życia partyjnego", ale to zjawisko zapewne dotyka wszystkie organizacje partyjne - hierarchiczność, podległość, konformizm, zaprzeczanie faktom, dogmatyzm, doktrynerstwo i dogłębny klerykalizm. Partia polityczna to nie kółko różańcowe, a formacja, która winna działać na rzecz kreowania polityki ku osiąganiu możliwe wysokiego dobrobytu. 

To pokrótce są powody i przyczyny. Na koniec dodam, że nie będę popierał nigdy Aleksandra Mrówczyńskiego, bo zwyczajnie nie ma za co go popierać. W zakresie polityki miejskiej, jak napisałem, dominuje nijakość, brak wizji i obecny poseł jest za to w dużej mierze odpowiedzialny. Liczę, że środowiska centro-prawicowe wybiorą sobie w najbliższej przyszłości nowoczesne alternatywy miejskie.

Moje wyjście z PiSu, paradoksalnie nie oznacza wcale, że nie popieram działań PiS na arenie krajowej. To byłaby nieprawda. Popieram wiele działań PiSu, ale nie wszystkie. Z członkostwa przeszedłem na pozycję umiarkowanego sympatyka PiS. Zbyt wiele oddałem czasu i zaangażowania tej formacji w czasie, kiedy tkwiła w głębokiej opozycji, aby całkowicie porzucić idee wiązane z PiSem.

Niestety lokalnym środowiskiem jestem rozczarowany dogłębnie i to nie w kontekście personalnym - bo ludzie zawsze mają do siebie wzajemne zastrzeżenia, ale w kontekście obranego sposobu działania w mieście, który koncentruje się na kwestiach ideologicznych, a daleki jest od kwestii życia codziennego, od podejmowania konkretów, od monitoringu lokalnej władzy - której obecne i znane mi środowisko PiS nie podejmowało zupełnie. W mojej wizji, nie wystarczy być, nosząc partyjne teczki, trzeba jeszcze realnie działać na rzecz zmian społecznych. Niestety obrany "bezkolizyjny" kurs PiS w Chojnicach jest nieakceptowalny dla zaangażowana obserwatora spraw miejskich za którego się uważam. 

Wierzę, że w Chojnicach jest potencjał do realne, a nie pozorowanej, zmiany stosunków społecznych, pełnienia władzy, itd. Niestety, w mojej opinii PiS obecnie z takim sposobem prowadzenia spraw publicznych w mieście, jakie prezentuje, nie daje żadnej rękojmi zmian. Popatrzmy na to, że ktoś z radnych PiS głosował za przewodnictwem Radzie Miejskiej przez Antoniego Szlangę, popatrzmy na to, że dla nich pierwszą i najważniejszą sprawą okazało się in vitro. To nie jest ani spójne, ani to nie prowadzi do poprawy jakości życia chojniczan. 

Jestem przywiązany do idei patriotycznych, wolnościowych, ale i do pojęcia sprawiedliwości społecznej, PiS nie ma monopolu w mieście, ani na mówienie o tych ideach, ani na ich szerzenie. Zresztą to ja PiS oddałem przynajmniej dwie miejskie akcje - Dzień Flagi i Marsz Żołnierzy Wyklętych. Także nie powinni narzekać, bo część "sreber rodowych" zostawiłem ich środowisku i mogą na tym budować. 

Natomiast realia Chojnic wymagają powstania ruchu oddolnego, ciągłego monitoringu działań władzy oraz angażowania nowych osób i środowisk na rzecz idei wdrożenia realnej zmiany i wreszcie odsunięcia od władzy, ciągle słabnącego środowiska Arseniusza Finstera.