piątek, 12 października 2018

Flagowe osiągnięcie PChS?

Po wczorajszej debacie "burmistrzowskiej" organizowanej przez "Czas Chojnic", można odnieść wrażenie, że kandydat PChS do fotela burmistrza za kluczowe osiągnięcie PChS uważa rezygnację burmistrza Finstera z drugiego zastępcy. 

Zdjęcie z debaty "burmistrzowskiej" organizowanej przez "Czas Chojnic" w dniu 12.10.2018. Przy mikrofonie Mariusz Brunka kandydat PChS do stanowiska burmistrza Chojnic, autor zdjęcia: Marcin Wałdoch.

Dlatego pragnę napisać - jak to było naprawdę. 

Otóż temat drugiego wiceburmistrza Chojnic, to ja (wiem, że to brzmi komicznie - "to ja", ale co mam napisać skoro tak było)? podjąłem temat drugiego wiceburmistrza 11 listopada 2010 r. swoim wpisem na Chojnicki Blogu Politycznym pod tytułem Wiceburmistrz bez teki. W poście tym nie tylko ukazałem jak to jest z liczbą wiceburmistrzów w innych miastach, ale też ukazałem genezę tego, jak już wtedy uważałem patologicznego układu władzy. Było to na długo przed tym, kiedy w ogóle powołałem do życia PChS, a jakoś nikt inny przede mną w przestrzeni publicznej tego tematu nie drążył. Dziś jednak to Mariusz Brunka uważa za swoje/ich osiągnięcie! Kolejny dowód megalomanii i zawłaszczania sobie cudzej spuścizny bez mrugnięcia okiem. Natomiast ja wtedy w tym poście, w 2010 roku, kiedy Brunka jeszcze nie wiedział co to polityka miejska, napisałem między innymi, to: "Dla nowej Rady mam jedną propozycję - jeśli wszyscy deklarują, że nie chodzi o politykę, a o miasto i jego mieszkańców, to zrezygnować z tego politycznego stanowiska. A te PÓŁ MILIONA PRZEZNACZYĆ NA EDUKACJĘ!".

Co działo się dalej?

Nie startowałem w wyborach w 2010 r., chociaż szeroka koalicja ugrupowań prawicowych powołała Projekt Samorządność (PS nie mylić z PChS), którego nazwa była oczywiście moim wymysłem na czas kampanii - a starsi i bardziej doświadczeni samorządowcy jak Andrzej Mielke zaufali mi i poparli tę nazwę dla komitetu wyborczego. Już wtedy, w 2010 r. zawarłem w programie wyborczym dla PS, taki postulat, który dotyczył kandydata PS na burmistrza: "Dobrowolne złożenie oświadczenia o niepełnieniu urzędu więcej niż dwie kadencje kandydata na burmistrza - jeden zastępca burmistrza". Z PS do Rady Miejskiej wszedł między innymi Krzysztof Haliżak, a z PiS do Rady Miejskiej wszedł wtedy Bartosz Bluma, i to do tych dwóch radnych wysłałem maila z prośbą o podjęcie tematu drugiego wiceburmistrza, niestety nie udało się im nic wskórać, a to mail z 19 lutego 2011 r., kiedy nawoływałem w tej sprawie. Niestety moi koledzy tematu szerzej nie podejmowali:



Hej,
Wiadomość do : Krzysztof Haliżak, Bartek Bluma
Jest taka sprawa. W Chojnicach jest dwóch zastępców burmistrza i na to pozwala prawo. Ale ustawa o samorządzie gminnym jasno mówi, że obligatoryhmym jest tylko jeden burmistrz i dopuszcza sytuację w gminach powyżej 20 tys., stanowisko drugiego wiceburmistrza , ale jako funkcję nie związaną z zatrudnieniem w urzędzie!!! Czyli taki Zieliński, albo Pietrzyk mogą być na podstawie ustawy drugim wice, ale nie muszą otrzymywać wynagrodzenia. Egzegeza jest jednoznaczna i pozwala albo na płacanie drugiemu wiceburmistrzowi, albo na nie płacenie. Przy czym w sytuacji gdyby nie płacono mu, to odbierane mu są też kompetencje w kierowaniu administracją (któych praktycznie i teraz nie ma). Tym samym jest to droga do zachowania dla niego stanowiska, ale bez płacenia za niego 600 tys. w czasie trwania kadencji.
Tak Ci to wysyłam, żebyś wiedział,iż jest taka furtka. Bo wziąć pod uwagę trzeba, że i Pietrzyk i Zieliński z tego co mi wiadomo są EMERYTAMI!
Tutaj to co mówi ustawa w tym zakresie:
Uważam, że PiS i pozostałość PS - Krzysztof mogliby rozważyć podjęcie tego tematu.
Jeśli się sprawę naświetli, to można na pewno dużo wygrać. Trzeba pokazać podstawy prawne takich propozycji i zapytać, dlaczego płacimy skoro nie ma takiej konieczności.
Rzucam temat, nie zrozumcie mnie źle, niczego nie sugeruję. W necie znajdziecie sporo komentarzy prawników i politologów na ten temat.
Pozdrawiam

Marcin


No i co było dalej?

W tym czasie korespondencyjnie nawoływałem też chojnickich dziennikarzy do tego, aby podjęli temat drugiego wiceburmistrza w Chojnicach, aby wreszcie ktoś uciął tę polityczną synekurę, aby obudzono w opinii publicznej świadomość, że to stanowisko jest zbędne i cementuje tylko koalicję PO-Finster. Tematu długi nikt nie podejmował. Jedni uważali, że się mylę, inni nie chcieli urazić wiceburmistrzów, bo znali się z nimi. 

Dalej założyłem PChS, właśnie po to, aby stworzyć środowisko do realizacji i tego postulatu - czyli likwidacji stanowiska drugiego wiceburmistrza. W tych działaniach po przystąpieniu do PChS pomogła mi aktywnie, i działała na własną rękę w tym zakresie, tylko jedna osoba! Tą osobą był Radek Sawicki, który napisał na swoim blogu świetny tekst, a o sprawie z Radkiem dużo rozmawialiśmy i wymienialiśmy o temacie korespondencję. Kiedy jednak Radek Sawicki napisał tekst o drugim wiceburmistrzu? Otóż 9 listopada 2014 r. (okres wyborczy) w tekście Niewiedza czy manipulacja?, czyli 3 lata po tym, kiedy ja tę kampanię i uwagę opinii publicznej zwracałem na problem drugiego wiceburmistrza. 7 stycznia 2014 r. zadeklarowałem w mailu do jednego z kolegów z Arcan Historii, że: 


No popatrz... :) W takim razie PChS złoży wniosek też do burmistrza o zwolnienie jednego z dwóch wiceburmistrzów :)Wpisałem Cię na listę kandydatów z PChS z Twojego Osiedla.



M

Prawdą jest, że w 2014 r., kiedy PiS wraz  PChS i korwinowcami stworzyło koalicję wyborczą, której kandydatem na burmistrza był Mariusz Brunka, to członkowie PChS i Brunka programowo przyjęli likwidację jednego stanowiska wiceburmistrza. Przyjęli też inną moją ideę - którą już w 2010 r. implementowałem do kampanii Marcina Wenty - tzn. deklaracjęo dwukadencyjności. Dziś to wszystko, jak twierdzi Brunka, to osiągnięcia "Jego" PChS i Jego samego chyba. Ja zaś postulat ten miałem wypisany na ulotce wyborczej w 2014 r. jako członek PiS! Więc obecnie stanowisko jednego wiceburmistrza nie jest osiągnięciem jedynie PChS, a raczej PiS-PChS-korwinowców, dzięki mojej inicjatywie. Dlatego proszę Mariusza Brunkę, żeby w toku dalszej kampanii przedstawiał fakty zgodnie z prawdą, a nie w sposób pozostawiający wiele do życzenia, bo to nie Brunka był w Chojnicach inicjatorem likwidacji stanowiska drugiego wiceburmistrza, tylko tym inicjatorem był twórca PChS Marcin Wałdoch i jest to, podobnie jak koalicja wyborcza z 2014 r. osiągnięciem moim, a nie Brunki. Stanowisko zaś drugiego wiceburmistrza zostało w mojej ocenie zlikwidowane przez Finstera w wyniku długoletniego nacisku i budowania w opinii publicznej przekonania o marnotrawieniu w ten sposób środków publicznych, dlatego Finster, któremu poparcie znacznie spadło w 2014 r., postanowił zlikwidować zbędny politycznie balast. Udział w tym Brunki jaki jest, każdy widzi. 

Mam nadzieję, ze tym postem wyjaśniłem czytelnikom, chojniczanom, kto publicznie podjął i realizował postulat likwidacji drugiego stanowiska wiceburmistrza w Chojnicach! 

Jeśli takie są flagowe osiągnięcia PChS według Brunki, to PChS nie ma żadnych osiągnięć, bo chwalić się na konwencji wyborczej w 2018 r. cudzą inicjatywą, które została zrealizowana w 2014 r. to znaczy nie mniej, ni więcej, dać tylko dowód tego,że przez ostatnie 4 lata nic się nie robiło z czego można by się było publicznie pochwalić. Brunka - gratuluję osiągnięć! 



Reparacje wojenne dla Chojnic?

Niektórzy z czytelników, po przeczytaniu tego posta powiedzą, żebym się zdrowo puknął w sam środek głowy. Taka wizja mi jakoś nie przeszkadza, bowiem mam już wprawę w przyjmowaniu lawiny krytyki, czasami bowiem prawda wywołuje najżywsze emocje. 

W latach 1939-1945 trwałą II wojna światowa, Chojnice były w tym czasie atakowane kilkukrotnie (nie, nie dwukrotnie  jak się myśli o 1939 i 1945). Wiele z budynków prywatnych, jak i budynków użyteczności publicznej zburzyli w czasie walki lub okupacji, zarówno Niemcy jak i Sowieci. Z tego tytułu Miasto Chojnice nie otrzymało nigdy reparacji wojennych. Nie otrzymało też reparacji za skradzione i zniszczone dobra niematerialne. 

Byłem na spotkaniu z mecenasem Stefanem Hamburą w Bydgoszczy i zapytałem, czy w Jego opinii samorząd może pozwać o reparacje wojenne przed Sąd w Polsce Republikę Federalną Niemiec jako spadkobiercę prawnego III Rzeszy Niemieckiej i Federację Rosyjską jako spadkobiercę prawnego ZSRR. Odpowiedź mecenasa Hambury była jednoznaczna - tak, samorząd może wystąpić z takim pozwem i z pewnością pozew ten zostanie uwzględniony przez Sąd, a naprzeciw siebie staną pełnomocnicy Chojnic oraz RFN i Rosji. 

Dlatego uważam, to za wielkie zaniedbanie po 1990 r., żeśmy nigdy o repraracje wojenne się nie ubiegali, ani od Rosji, ani od Niemiec jako wspólnota. Musimy w przyszłości powołać zespół, który oszacuje i wyceni straty, które ponieśliśmy w wyniku II wojny światowej, a rachunek Chojnice winny wystawić Rosji i Niemcom. 

Oczywiście - zaraz zawyją syreny - to rewizjonizm! Nie, nic z tych rzeczy, to nie jest rewizjonizm, to próba uzyskania zadośćuczynienia, którego Niemcy i Rosjanie nigdy Chojnicom nie dali. Będę dążył do tego, aby taki pozew Chojnice wystosowały. Oczywiście, że możemy przegrać, oczywiście, że to zajmie czas, ale co jeśli wygramy i otrzymamy dziesiątki lub setki milionów reparacji? Czy wtedy też będziecie mi kazali puknąć się w głowę? Uważam, że bez zbędnego "kurzu politycznego" powinniśmy dochodzić swoich praw jako wspólnota lokalna. 

czwartek, 11 października 2018

Dziwna debata "burmistrzowska"

Dziś odbywa się o 18.00 debata "burmistrzowska", czyli wydarzenie organizowane przez "Czas Chojnic" w budynkach CEW w ramach obecnie toczącej się kampanii wyborczej. 

Myśląc o tej debacie w kontekście innych takich debat w przeszłości ma się wrażenie jej wyjątkowości. Na czym polega ta szczególna natura zbliżającego się dziś zderzenia przedwyborczego uczestników wyścigu o fotel burmistrza? 

Jest to debata dziwna, i inna od wszystkich, bo organizowana jest przez redakcję, której pracownik/współpracownik - Sławomir Maniawski - widniejący w składzie drużyny tego tygodnika -- jest jednocześnie Pełnomocnikiem Komitetu Wyborczego Wyborców Arseniusza Finstera (pisałem o sprawie w poście: Sojusz czwartej władzy

Warto się więc teraz zastanowić, jakie można mieć zastrzeżenia do takiej formuły. Po pierwsze należy pochwalić inicjatywę organizacji debat przez "Czas Chojnic", bo to zawsze jest duże wyzwanie organizacyjne, po drugie należy się zastanowić czy nie jest to znowu łamaniem standardów demokracji. Jak to może być, żeby debata była organizowana przez tytułu, którego człowiek jest pełnomocnikiem jednego z komitetów, wystawiających do tej debaty swego kandydata - tutaj mam na myśli oczywiście Arseniusza Finstera. 

Dlatego mam pewne obawy, uważam demokrację za ustrój w którym dążąc do przejrzystości winniśmy unikać konfliktów interesów, tutaj niestety ten konflikt widzę. Warto przecież przypomnieć zasady dzisiejszej debaty - w jednym z jej bloków, kandydaci dostają pytania od Redakcji. Czy nie można podejrzewać, że członek zespołu "Czasu Chojnic" a Pełnomocnik KWW Arseniusza Finstera, wie o tym jakie pytanie dostanie Arseniusz Finster? 

Być może się mylę. Byłbym wtedy pozytywnie zbudowany, gdybym mógł po przebiegu tej dzisiejszej debaty jasno stwierdzić, że trzymano się najwyższych standardów, a komitet Finstera grał czystymi kartami. Zresztą liczę, że i "Czas Chojnic" stanie na wysokim poziomie i potrafił odseparować Sławka Maniawskiego od wiedzy o pytaniach, które dziś otrzymają kandydaci na fotel burmistrza. 

środa, 10 października 2018

Źle wycięte okręgi

W najbliższych wyborach samorządowych do Rady Miejskiej wybierzemy po 7 radnych z 3 okręgów, ale są one tak podzielone, że najważniejsza dzielnica w mieście - centrum jest poszatkowana między te 3 okręgi i uważam to za błąd. Można było pokusić się o wyodrębnienie centralnego okręgu wyborczego w mieście. Stare Miasto zasługiwałoby na swoich odrębnych i można rzecz - dedykowanych - przedstawicieli w Radzie Miejskiej. Widać z tej perspektywy o problemie ubogiego w rzeczy samej centrum Chojnic nikt dotąd nie pomyślał. Wpisanie Chojnic na listę zabytków kultury to nie jest "małe piwo" ;)

wtorek, 9 października 2018

Na SOR nie byłem

Muszę przyznać, że poczułem się zaskoczony, kiedy odebrałem zaproszenie na uroczyste otwarcie nowego budynku SOR w chojnickim szpitalu. Jestem przedstawicielem Wojewody Pomorskiego przy Radzie Społecznej naszego szpitala, ale mam pewne zasady, których się trzymam - nie lubię nadętych imprez, a szczególnie jestem im przeciwny w okresie wyborczym. To przysłowiowe lansowanie się na publicznym kapitale. Gdyby dyrektor szpitala nie był politykiem, gdyby nie startował do sejmiku wojewódzkiego, to przyznam, rozważyłbym zaproszenie, zakłądając jeszcze, że i ja sam bym nie startował w wyborach. Niestety w Chojnicach brakuje kultury politycznej. Każda okazja, a szczególnie ta za publiczne środki jest wykorzystana do przedstawiania sylwetek polityków i samorządowców - jako tych bohaterów, którzy niby coś zbudowali. Oni nic nie zbudowali! Wszystko powstaje z podatków, a zarządzanie szpitalem przez dyrektora Bonnę pozostawia wiele do życzenia. Osobiście jestem zwolennikiem jego odejścia ze stanowiska na rzecz jakiegoś rzutkiego i politycznie nie uwikłanego menedżera (nie myślę bynajmniej o sobie, od lat powtarzam, że nie chcę być dyrektorem chojnickiego szpitala). 

Ze sprawą otwarcia SOR z pompą w okresie wyborczym wiążę się szersze zagadnienie prowadzenia kampanii wyborczej w Chojnicach. Znowu króluje - plakat. Warto się zapytać - gdzie byli ci wszyscy kandydaci z plakatów i reklam, którzy się dziś tak reklamują, kiedy chodziło o sprawy miejskie i społeczne??? Naprawdę, kiedy czytam o osobach, które startują po prostu - nie znam większości z nich,a w chojnickiej polityce jestem od dekady! 

Dlatego mogę napisać wprost i otwarcie - do obecnej kampanii wyborczej podszedłem na luzie. Działam, robię swoje, monitoruję działania władzy, przedstawiam pewne propozycje dla miasta,ale na kampanię wyborczą nie wydam więcej niż 100 zł! Dlaczego? Bo po prostu nie warto przekupywać wyborców, warto skupić się na tym, co rzeczywiście możemy zrobić, a wyborcy niech się skupią na rzeczywistych dokonaniach i kompetencjach kandydatów. Niektórzy z kandydatów nie ujawniają nawet swojego wykształcenia, oni po prostu są - demagodzy- prowadzący na przykład swoje listy wyborcze. Uważam, że wyborcy mają pełne prawo widzieć o nas wszystko co wiąże się z działalnością publiczną - więc i to jakie mamy kwalifikacje do działań w sferze publicznej. Oczywiście, demokraja to taki piękny ustrój, który pozwala na udział w życiu publicznym ludziom różnych sfer i zawodów - i super - dlatego nie warto utajniać tych informacji -apeluję w ten sposób do tych osób z billboardów o upublicznienie informacji o swoim wykształceniu. 

Śmiałe pomysły i nasze ograniczenia

W mojej opinii w obecnej kampanii wyborczej brak jest u głównych liderów wyścigu wyborczego śmiałych pomysłów na miasto. Z jednej strony są propozycje, które najkrócej można określić jako ogólnikowe, to znaczy kandydaci proponują poprawę jakości życia, więcej czegoś tam, mniej czegoś innego, ale nie mówią nic o konkretach, lub bardzo niewiele. 

Mnie zaś nurtują zagadnienia "wielkich pytań" - tych, na które odpowiedzi mogą stanowić o przyszłości naszego Miasta. Potrzebujemy do tego nie tylko wielkiej i wspaniałej wizji, ale i konkretnych ścieżek prowadzących do ich realizacji. Dlatego też potrzebujemy wspólnoty, która będzie zdolna na bazie zaufania stworzyć odpowiednie standardy (takie jak przejrzystość życia publicznego), które pozwolą nam na osiągnięcie wyższego poziomu życia w różnych przestrzeniach naszej aktywności. 

Zaufanie i uznanie jest bowiem wszystkim czego w mojej ocenie potrzebujemy, jako lokalna wspólnota do zainicjowania realnych przemian. Warto bowiem sobie zerknąć na fora internetowe, jak nisko leży kultura wypowiedzi w Chojnicach. Jakim językiem posługują się kandydaci do różnych ciał, jak niska jest u niektórych z nich nie tylko wiedza, ale i stopień poszanowania dla odmiennych opinii. Każdy z nas potrzebujemy w Chojnicach uznania jego pracy, zasług, życia i zaangażowania, jeśli chcemy tworzyć wspólnotę zdolną obdarzać się też zaufaniem. To co pisze może się wydawać pewnie śmieszne, bo sam powyżej napisałem, o braku konkretów u niektórych z kandydatów. Więc wyłożę to dosadnie - konkretem jest uznanie i szacunek oraz zaufania dla każdego mieszkańca Chojnic, dla każdego działacza, dla ludzi wszystkich zawodów i zajęć. Nie musimy się kochać, nie musimy się nawet lubić, ale nie możemy się niszczyć, a niestety rządy w mieście przez ostatnie dekady uznaję, za destrukcyjne dla życia społecznego, a tym samym dla życia gospodarczego naszego Miasta. I nie obarczam tutaj winą tylko i wyłącznie Burmistrza, bo byłbym w tym niesprawiedliwi, po prostu my - chojniczanie - tak trochę mamy, że zazdrościmy ludziom lepszym, wybijającym się, ale zamiast dążyć do osiągania też wysokich celów, to niektórzy z nas skłaniają się do łożenia swej energii na niskie pobudki - na niszczenie innych. Na rzucanie pod nogi wszystkich możliwych przeszkód, byle ktoś, z kim się światopoglądowo nie zgadzamy, nie osiągnął sukcesu. Takiej postawy nie można uznać za dobrą, nie można uznać za korzystną, trzeba nam ją raz na zawsze odrzucić i zakceptować fakt, że są ludzie od nas lepsi w tym co robimy, ale jeśli będziemy pracowali nad sobą (a nie nad niszczeniem innych), to może w jakiejś niedalekiej przyszłości ich prześcigniemy i będziemy górować nad innymi wiedzą, majętnośćią, mądrością. To wszystkie walory są wypadkową ciężkiej pracy nad sobą. 

Dlatego chciałbym właśnie takich Chojnic, gdzie wszyscy będziemy kibicować tym, którzy, czy ich lubimy, czy ich nie lubimy, starają się wybić ponad przeciętność swoją pracą, będziemy im pomagać i bęziemy zdolni jako wspólnota ich wspomagać w takich dążeniach. 

Wierzę w siłę woli, w to, że jako chojniczanie możemy wiele osiągnąć i wydać jeszcze wiele znamienitych postaci, które przysłużą się do rozwoju cywilizacyjnego Polski, ale może i całego świata. Po prostu musimy się wspierać, a do tego potrzebujemy się wzajemnie uznawać i wspierać, niezależnie od tego do czego dążymy. Musimy też zgodzić się na to, że w przyszłości prawdopodobnie zastąpią nas ludzie jeszcze młodsi i jeszcze lepsi, posiądający jeszcze większy zasób wiedzy i możliwości. Niestety temu wszystkiemu nigdy nie sprzyjają układy gospodarczo - polityczne i kurczowe trzymanie się władzy z naginaniem zasad demokracji, z próbami dyskredytacji ludzi opozycji, z niszczeniem ich, a to właśnie musieliśmy obserwpwać przez wiele lat. 

Proszę wszystkich chojniczan, żeby głosowali zgodnie ze swoimi preferencjami, ale żeby nie stawiali ślepo swoich głosów na listach. Stawiajcie na ludzi, którzy naprawdę chcą coś robić dla lokalnej wspólnoty, dla ludzi, którzy są szczerze oddani Miastu i idei integracji wspólnoty. Musimy skończyć z postkomunizmem i jego wartościami raz, i na zawsze. 

Mnie też wiele osób nie lubi, nie szanuje, a więcej nawet działa od lat przeciwko mnie. Dostaję wiele maili i komentarzy w których się mi na potęgę ubliża, grozi i poniża się mnie. Tych informacji nie publikuję, bo uważam, że ci którzy to robią czytają mojego bloga i chciałbym aby wiedzieli, że zawsze mogą się zmienić, a ja nie będę publikował dowodów ich słabości, bo to właśnie niszczy wspólnotę i nakręca dyskurs nienawiści. Musimy się nauczyć respektować swoje odmienności - na tym polega też demokracja - na pluralizmie poglądów, który jest o wiele bardziej ożywczy, aniżeli zaduch wspólnoty myśli i idei w zamkniętym pomieszczeniu, murem stojący do wszystkich innych idei. 

Niedawno czytałem o badaniach w których udowodniono, że ostatnie 200 lat postępu gospodarczego Zachodu to wcale nie wyniki rozwoju technologicznego, gdyż w pierwszym rzędzie był to wynik siły idei Zachodu - te napędzają wynalazców i ludzi techniki. Potrzebujemy humanizmu i podejścia humanistycznego, także w Chojnicach, jak nigdy wcześniej dla wyzwolenia w nas idei postępu, zmian, i prawdziwego rozwoju. 


Pół wieku Milenium

Dzięki uprzejmości Instytutu Pamięci Narodowej przekażę do Miejskiej Biblioteki Publicznej w Chojnicach książkę: Pół wieku Milenium. Religijne, polityczne i społeczne aspekty obchodów tysiąclecia chrztu Polski (1956-1966-1967) . 

Jest to doskonale wydane opracowanie naukowe o charakterze historycznym i politologicznym odnoszące się do wydarzeń i zjawisk z okresu obchodów milenijnych w latach 1966/1967 w Polsce. Książka jest bardzo obszerna, ukazano w niej działalność i postawy zarówno przedstawicieli instytucji PRL, jak i Kościoła rzymskokatolickiego oraz obywateli w tamtym czasie. W pracy pod redakcją dra Bartłomieja Noszczaka znajduje się również mój artykuł o obchodach milenijnych w "kraju kiwi". 

Chojniczanom i zarazem Czytelnikom w Miejskiej Bibliotece Publicznej życzę przyjemnej lektury.

niedziela, 30 września 2018

Wirtualne głosy

Można wirtualnie oddać głos na swojego faworyta w wyborach samorządowych, polecam wspierać swoich kandydatów: https://www.portalsamorzadowy.pl/wybory-2018/miasto/chojnice,523.html

Wyborcze pęta

Tak sobie pomyślałem, jak to w czasie wyborów najbliższych niektórzy mogą posunąć się do różnych form szantażu na wyborcach. Sposobów zapewne jest wiele, ale jeden, który mi właśnie zaświtał powoduje, że postanowiłem się nim podzielić, a jednocześnie dać radę wyborcom - jak nie dać się wpuścić w wyborcze pęta i zrobić sobie jaja z satrapów, którzy by was drodzy wyborcy przymuszali do głosowania na siebie przez to jednocześnie nastając na zasadę tajności wyborów.

Załóżmy więc taką wersję zdarzeń: dzwoni kandydat na burmistrza (albo radnego) do swoich znajomych i mówi (jako efekt ogólnie niskiego zaufania w mieście) "Słuchaj ja wiem, ty będziesz na mnie głosował jak zawsze, ale wiesz jak bym chciał żebyś sobie w kabinie wyborczej zrobił zdjęcie z kartą do głosowania i tam chcę widzieć, że postawiłeś na mnie - odpowiada wyborca - Słuchaj nie ma sprawy, możesz na mnie liczyć, wyślę ci takie zdjęcie, bo zawsze robię co chcesz, dobrze o tym wiesz przecież jestem ci oddany na każdej linii". No i kończy się rozmowa, milknie telefon. Kandydat jest szczęśliwy, bo zmobilizował swojego zwolennika,  i dzwoni dalej po ludziach, żeby żądać głosowania z potwierdzeniem przez MMS albo info ma Messengera - przecież jak każdy szanujący się w Chojnicach "polityk" musi znać wyniki demokratycznych wyborów, zanim ludzie pójdą do urny ;) Do wyborów już wiele czasu nie ma, a do obdzwonienia kilka tysięcy ludzi. No i co ten wyborca i inni mogą w takiej sytuacji zrobić? 

Otóż opracowane przez nasz think tank remedium na taką sytuację jest następujące. Podaję instrukcję, zakładając, że musimy wysłać zdjęcie takiej karty z głosem na kogoś, bo inaczej ucierpimy bardzo w różnych dziedzinach życia. Robimy więc tak: stawiamy krzyżyk przy nazwisku kandydata, który nas do tego zmusił, po czym robimy zdjęcie i wysyłamy MMS lub info na messengerka, po czym stawiamy drugi krzyżyk przy dowolnym innym nazwisku kandydata na burmistrza, w ten sposób nasz głos jest nieważny - nie będziemy wspierali opresji, a jednocześnie unikamy ewentualnych represji jak nasz znajomy dojdzie do władzy i przyczyniamy się do wzrostu prawdopodobieństwa, że typ nie akceptujący zasad demokracji do władzy nie dojdzie. Tak wypełnioną kartę wrzucamy do urny, o zmianach dokonanych na karcie nie informujemy uporczywego kandydata/kandydatkę. 

Nie pozwólmy na łamanie tajności wyborów! Każdy ma prawo głosować zgodnie ze swoimi sumieniem!

Oto bardzo prosta i praktyczna instrukcja, jak wybrnąć z bardzo podbramkowej sytuacji wyborczej :)

Nadto jeśli ktoś wymaga od wyborców, aby ci wysyłali mu zdjęcia z wypełnioną kartą wyborczą, to należy powiadomić o takim fakcie odpowiednie organy ścigania. W mojej opinii takie praktyki, to przestępstwo i nikt nie ma prawa żądać takiego działania od swoich wyborców. 


Tajność wyborów? Tak - ale po co - pytają chojniccy politycy? ;)
Zdjęcie: https://en.wikipedia.org/wiki/Secret_ballot

piątek, 28 września 2018

Internetowi "protestanci": ACTA 2

Gdybym tylko był w Polsce, to 5 października w piątek wziąłbym udział w proteście przeciwko ACTA 2. Zachęcam do uczestnictwa wszystkich, którym na sercu leży wolność słowa, oraz wolność działania w Internecie przy poszanowaniu praw osób trzecich. ACTA 2, to projekt ograniczeń, które doprowadzić mogą w konsekwencji do nie tylko załamania się wolności słowa, ale i przez to do zaniku aktywności gospodarczej w Internecie - czego chyba nie dostrzega się zbyt często. Dlatego protestujmy, brońmy swojego prawa do wyrażania opinii, kreowania i działania w wirtualnej rzeczywistości. 

Załączam plakat, pobrany z konta FB Tomasza Szlachetki:


Wkrótce mój program

W połowie października zaprezentuję swój program wyborczy, a w nim kilkadziesiąt pomysłów na rozwój Chojnic wraz ze wskazaniem źródeł finansowania prezentowanych projektów. 

Mam nadzieję, że te projekty chojnickie, które zaprezentują zdobędą sobie uznanie chojniczan i być może nawet niektórzy z nich oddadzą na mnie swój głos 21 października? :)

Program będzie bardzo rozbudowany, ale wynika to z faktu, że od kilkunastu już lat bacznie obserwuję życie w naszym mieście i znam możliwe rozwiązania na wiele zżerających nas bolączek. 

Publiczne widoki - autorytarne decyzje

Nie po raz pierwszy chojniczanie są zszokowani proponowanymi zmianami w układzie, można rzec - urbanistycznym naszego miasta. Jeden z inwestorów zamierza bowiem zainwestować w budowę kamienicy przy zbiegu ulic Wysokiej i Gdańskiej. 

Z pewnością każdy zauważa dwie tworzące się frakcje - jedni powiedzą, że źle się dzieje, bo zasłoni się widok na "stary szpital" i część starówki ze Wzgórza Ewangelickiego, drudzy uznają pozytywną stronę rozbudowy budownictwa w tej części miasta. 

Mi się zaś zdaje, że nikt nie uchwycił dotąd istoty problemu, który polega na braku konsultacji z mieszkańcami. Dlaczego miasto zamienia jakieś działki z prywatnymi inwestorami bez wcześniejszych konsultacji społecznych??? Dlaczego nikt nie odwołuje się do mieszkańców w sprawie tej, jednak, kluczowej decyzji o zniszczeniu faktycznie panoramy, która wpisała się w dziedzictwo kulturowe Chojnic? Co gorsza, czy nie będzie tak, że panoramę tę zawłaszczą sobie właściciele planowanej nieruchomości? 

Takich dylematów jak ten, budować czy nie, jest w rozwijających się miastach więcej. Kluczowym elementem w takich sytuacjach jest odwołanie się do mieszkańców - czy chojniczanie zgadzają się na tę budowę, czy nie? Bo rzeczywiście korzyści jakieś mogą być z budowy tego budynku, ale jakie i dla kogo, może warto o tym najpierw poinformować szerszą opinię publiczną, zanim zapadną decyzje, które okażą się nieodwołalne? 

Ta sytuacja to kolejny przejaw problemów naszej kultury politycznej. To objaw "kryzysu władzy", która niestety jest zakotwiczona w takim rozumowaniu naszej wspólnej przestrzeni, który promuje autorytarne i często jednoosobowe (lub podejmowane w wąskim gronie) decyzje nad inne aspekty działania. 

Proponowałem kiedyś, żebyśmy jako mieszkańcy spotykali się raz w roku w Parku 1000 lecia, na wspólnej obywatelskiej debacie o mieście - temat nie został podjęty przez nikogo u sterów władzy. Proponowałem też stworzenie miejsca w którym można by było wyrazić swobodnie swoje zdanie na tematy publiczne i zgromadzić zwolenników - temat również nie został podjęty. 

Podsumowując - tylko konsultacje społeczne są drogą do rozwiązania powstałego problemu, narzucanie swoich racji przez zwolenników i przeciwników budowy nowego obiektu. 

Kura czy jajko?

W mediach społecznościowych trwa nieprzerwany dotąd spór, kto był pierwszy w rzuceniu propozycji "Karty Chojniczanina"?

Chciałbym się w tę dyskusję włączyć tym postem i wskazać, że postulat ten złożyłem w 2014 r. (choć i wcześniej o nim mówiłem). Dowód na to znajdziecie na mojej ulotce wyborcze z wyborów 2014 r., a co więcej taki sam postulat miałem w grudniu 2017 r. i ponawiam go i w obecnej kampanii wyborczej. 

Najgorzej kiedy to ludzie napływowi próbują nam wmówić, że są tutejsi. Wszystko co następuje potem, jest tylko wynikiem tej pierwszej, niczym nieuzasadnionej, uzurpacji. Oczywiście powinniśmy się cieszyć z napływu ludzi do Chojnic, należy ich szanować i pozwalać im na naukę i zrozumienie naszej tożsamości, ale ignoranci, którym wydaje się, ze są w stanie "pojąć" Chojnice w ciągu kilku lat awanturnictwa i na tej bazie zbierać wyborcze poparcie powiedzmy wyraźnie w czasie kampanii, zdecydowane: NIE! :) Ludzie ci nie mają dla nas - chojniczan, w mojej opinii żadnego szacunku. Nie mają poczucia konieczności poświęcenia czasu na to, żeby zasłużyć sobie w ogóle na miejsce w sferze publicznej jakąś odrobiną działalności pro-obywatelskiej. Łatwo jest wysuwać oskarżenia i protesty - nazywać ludźmi w domyśle złodziejami, cwaniakami, i pisać o przekrętach - jednocześnie nie pokazując żadnych dowodów. Przy tym nie ustępując z buńczucznej postawy, zawłaszczać masowo cudze pomysły, znaki, symbole i działania. Tak robią niestety...no cóż muszę to napisać...chamy. Nie ma w tym za grosz kultury i warto, żebyśmy te postawy obserwowali i nie zgadzali się na nie. Nadto ci sami ludzie stosując "brudną politykę" wysyłali do mnie liczne wiadomości na mediach społecznościowych godzących zarówno w moje dobre imię, jak i w poczucie elementarnej godności. To nie są standardy dla samorządowców w Chojnicach. Proszę Was chojniczanie, nie wpuśćmy do Rady Miejskiej ludzi, którzy niszczą to co chojnickie, którzy nastają na Chojnice, a w zamian proponują jedynie populizm i demagogię. 



czwartek, 27 września 2018

Progres wyborczy?

Państwowa Komisja Wyborcza zarejstrowała w wyborach do Rady Miejskiej Chojnic 6 komitetów i 150 kandydatów - takie też informacje w eter poniosła rozgłośnia Radio Weekend. 

Warto się nad tym skupić. 150 osób startuje do Rady Miejskiej w Chojnicach. Czy to wiele osób, czy mało? 

W mojej opinii ciągle niewiele, jednak progres w stosunku do wyborów z 2014 r. jest znaczący - a zawdzięczamy go zmianie ordynacji wyborczej. Jeszcze w 2006 r. do RM startowało 220 kandydatów, w 2010 r. już tylko 169, a zmiana ordynacji na Jednomandatowe Okręgi Wyborcze (jedna z "zasług" PO), dała porażające dla lokalnej demokracji efekty w postaci 72 kandydatów w 2014 r!!! 

Oznacza to, że obecnie o mandat w RM ubiegać się będzie o mandat o 78 osób więcej, aniżeli 4 lata temu. Gdybyśmy pozostali przy JOW-ach, to poza innymi negatywnimi efektami takiej ordynacji mielibyśmy prawdopodobnie jesczcze mniej kandydatów, aniżeli w 2014 r. 

Pisanie w tym kontekście o liczbie kandydatów do RM o "Aż 150..." osobach, które kandydują, uważam za swoistą  - z pewnością nieuświadomioną - manipulację opinią publiczną. Moglibyśmy napisać "aż", gdybyśmy mieli do czynienia z 600 kandydatami do RM, a uważam, że taka liczba odzwierciedlałaby stan żywej i silnej demokracji lokalnej. Nadal bowiem niewiele osób korzysta z biernego prawa wyborczego. 

Zmiana ordynacji wyborczej przez PiS z JOW na proporcjonalną ukazała, jak jeden prosty ruch zmiany systemowej może prowadzić do realnych zmian w polityce lokalnej. 

poniedziałek, 24 września 2018

Koszulki na lewej stronie

Nie cichną echa po działaniu posła PiS Aleksandra Mrówczyńskiego w sprawie założenia koszulek z napisem konstytucja przez członka zespołu "Perły i Łotry" na charzykowskich szantach. Czas więc i na mój komentarz.

Sam sprawę uznałem za polityczną, to znaczy akt manifestacji w koszulkach przez muzyków "Perłów i Łotrów". Zaś to co dzieje się obecnie, to rzeczywiście aberracja. Można powiedzieć, że poseł jednym listem (tym akurat, który trafił do wójta gminy Chojnice - p. Szczepańskiego), wzburzył polityczne tsunami, które na razie zmiotło, być może - jak sugerują niektórzy, p. Harmansę z stanowiska w spółce ENEA (czemu spółka zaprzecza, wskazując na inne podstawy zwolnienia niedawnego dyrektora ds. zakupów). 

Mnie się zaś w sprawie tej wydaje, że myli się przyczyny ze skutkami. Warto bowiem sobie odpowiedzieć, czy na występie sponsorowanym przez podatników - przecież to są publiczne pieniądze - ktokolwiek ma prawo do ekspresji WŁASNYCH poglądów politycznych? Czy też jednak takiego prawa nie ma i powinien jednak zachować się publicznie w sposób bezstronny, nie angażując siebie i publiczności w spór polityczny, a nie ma co ukrywać, że "KONSTYTUCJA" stała się swoistą zakładniczką opozycji politycznej w Polsce. Dlatego wiadomo, że na szantach występowała opozycja polityczna. O ile nie można nikogo ograniczać w wolności ekspresji poglądów politycznych i religijnych, to jednak wolność ta przecież nie obowiązuje w pewnych sytuacjach - na przykład urzędnicy (utrzymywani za publiczne pieniadze) pozbawieni są takiej możliwości jak wygłaszanie politycznych manifestów w pracy, bądź agitowanie w urzędach. Podobnie też będzie w związku z tym z muzykami występującymi za publiczne pieniądze. Rozumiem, że opozycja może być pouczona złymi przykładami płynącymi z obozu władzy, gdzie środki publiczne zasilają na przykład różne inicjatywy w sposób budzący jednak kontrowersje co do sposobu rozdysponowywania środków publicznych, nie warto jednak, abyśmy wszyscy teraz pospołem robili sobie jarmark polityczny za publiczne pieniądze. 

Czy tak bowiem wyobrażamy sobie sferę publiczną, że wykładowca, który głosował za PiS wejdzie na Uczelnię w koszulce "PiS", albo "Jarosław, Jarosław, Polskę zbaw"!?! Z pewnością nie, taką postawę wszyscy odrzucamy. Dlatego to co obserwujemy to kwestia mieszcząca się w zakresie zagadnień etycznych. Panowie z zespołu "Perły i Łotry" opowiedzieli się publicznie za swoimi preferencjami politycznymi, opowiedzieli się jako opozycja. I w mojej osobistej opinii nie mieli do tego PRAWA MORALNEGO. Choć pewnie, jak było widać, czuli taką potrzebę. Zaś dyrektor w spółce o kapitale publicznym, który uprawia propagandę polityczną na własną rękę, na imprezach publicznych sponsorowanych przez tę spółkę publiczną, nie powinien liczyć na nic innego, jak tylko na negację swojej postawy. 

Osobiście, ale zaznaczam, że żadnych informacji na ten temat nie mam, zwolnienie Wojciecha Harmansy ma kontekst polityczny. Nie wierzę w takie przypadki. Zresztą i za poprzednich rządów do zwolnień z przyczyn politycznych dochodziło w różnych okolicznośćiach. Takie sprawy, choć to osobiste dramaty, należy rozpatrywać w szerszym kontekście walki o dostęp do rzadkich dóbr - takich jak prestiżowe stanowiska i wysokie dochody. Być może Pan Harmansa był tolerowany przez swoich zwierzchników POMIMO swych poglądów, przez wzgląd na to właśnie, że był specjalistą w swym fachu, ale przesadził??? Natomiast nikt chyba się nie oszukuje, że takie spółki jak ENEA nie są uzależnione politycznie??? 

Życzę Panu Harmansie, żeby szybko znalazł dobrą pracę i uważam, że poseł Mrówczyński, tak jak podjął interwnecję w sprawie koszulek "Konstytucja", tak teraz powienien też wystąpić z zapytaniem do ENEI, czy zwolnienie Harmansy nastąpiło z przyczyn politycznych. W zasadzie to powinien teraz wystąpić w Jego obronie i stać się Jego publicznym adwokatem, co udowodniałoby, że celem posła nie było szkodzenie nikomu, a jedynie zmiana standardów w sferze publicznej. 

Dlatego osobiście apeluję do pana Aleksandra Mrówczyńskiego, aby wyjaśnił sprawę pana Harmansy. Należy uzyskać 100% pewność, że spółka nie zwolniła swojego dyrektora z przyczyn politycznych, a jeśli tak zrobiła, to powinna Go przyjąć ponownie do pracy. Walczmy o standardy w sposób otwarty i szczery, bo dziś złe praktyki mogą dotknąć "ich", a w bliskiej przyszłości mogą dotykać "nas", a chyba chodzi o to, abyśmy budowali realnie lepszą przyszłość dla wszystkich?

I na koniec, może nieco przewrotnie stwierdzę, że manifestacja p. Harmansy poważnie zaszkodzi PiS w zbliżających się wyborach samorządowych. Może taki był właśnie głębszy sens i cel tego działania???