czwartek, 18 kwietnia 2019

Demografia głupcze!

Problem chojnickiej demografii, w kontekście migracji, stał się na tyle nośny, że nawet Burmistrz z miejskim uczonym Zientkowskim zabrali się onegdaj za pisanie artykułu o migracji z Chojnic właśnie (tak to jest, jak filozof bierze się za problemy społeczne). Pomijając problem rzetelności ich ustaleń (albo jego braku), to co ukazali artykułem tym w "Zeszytach Chojnickich", było to, czego ukazać nie chcieli - więc fakt istnienia problemu, który próbowali wybielać. Konstatując, że migracja z Chojnicach to w zasadzie zjawisko marginalne. 

Liczba mieszkańców polskich miast, miasteczek i gmin jest skrzętnie notowana przez GUS. Jednak wszystko zależy od metodologii. Uważam, że dane przedstawiane przez GUS, powinny uwzględniać większą liczbę czynników, pozwalających oddawać lepiej liczbę ludności w stosunku do dynamiki zmian procesów migracyjnych (zarówno w obrębie państwa, jak i poza jego granice). 

Kilka lat temu pojawił się wskaźnik o którym chyba nikt wcześniej nie myślał, jako o możliwości choćby częściowej weryfikacji liczby ludności według danych GUS. Jak podaje GUS, liczba ludności Chojnic wnosiła na koniec 2017 r. 39 937 osób. Jeśli tę liczbę skonfrontujemy z liczbą osób, których zgłoszono w deklaracjach o wysokości opłat za gospodarowanie odpadami komunalnymi, to przeżyjemy szok. 

Jak poinformował mnie ratusz, liczba tych osób to rzeczywiście w Chojnicach zaledwie 33 397 osób. Wiemy przecież, że odprowadzenie odpłat śmieciowych jest obowiązkowe, i obowiązkowo należy podać liczbę osób zamieszkującą w lokalach. Oznacza to, że być może w Chojnicach mieszka prawie o 7 tys. osób mniej, na co dzień, aniżeli podają to oficjalne statystyki! Jeśli się dobrze nad tym zastanowimy, to czy może to nas dziwić? 

Po pierwsze bardzo duża liczba osób przebywa na emigracji zarobkowej poza Chojnicami, i w tym czasie na pewno nie są zgłaszani do opłaty śmieciowej. Ponadto studenci - których być może rodzicie również szukając oszczędności wykreślają ich z opłaty śmieciowej na czas trwania studiów. Po trzecie, Chojnice podlegają procesowi suburbanizacji - coraz większa liczba chojniczan mieszka na wsi w okolicach miasta. No i na samym końcu, wskazałbym oszustów, którzy po prostu jadąc na gapę koszty utylizacji przerzucają na innych. 

Zresztą, jak się ma do tego ponoć ponad tysiąc członków wspólnoty ukraińskiej w Chojnicach? I rosnąca grupa pracowników z innych państw?

Sytuacja demograficzna Chojnic jest zła, a fakt, które właśnie przedstawiłem powinny być ostatnim dzwonkiem do podjęcia bardzo zdecydowanych działań. Szczególnie w sferze polityki prorodzinnej - o czym napisałem tutaj. W każdym razie, Chojnice 40 tysięcy mieszkańców nie mają. Problem miejskim nie są fiananse miejskie - publiczne - długi publiczne zawsze były rolowane, a w Anglii roluje się je od XVII w. i nikt z tego powodu nie ucierpiał. Prawdziwym problemem naszej wspólnoty stała się demografia. 



Miejskie becikowe

Sen z powiek rządzących, we wszystkich już państwach cywilizacji zachodniej, spędza wizja załamującej się demografii. Starzejemy się, skąpo bardzo reprodukujemy i nie nadążamy za dynamiką zmian demograficznych poza Europą, a nasza część kontynentu pogrążona jest w wyjątkowej malignie, która wywołuje jakieś repulsywne odruchy tych samych rządzących, na różnych szczeblach władzy.

Stąd mamy takie kuriozalne rozwiązania, jak ładowanie setek tysięcy, a czasami milionów złotych w programy in vitro przez włodarzy samorządowych. Dobrym przykładem są Chojnice. 

Jak wiadomo powszechnie, bo wojna medialna przecież o chojnickie in vitro przetoczyła się po mediach ogólnopolskich, w Chojnicach program in vitro działa i jest finansowany przez Miasto. Żałować jedynie należy, że nasza miejska opozycja nie znalazła żadnych innych argumentów przeciw in vitro, aniżeli tylko te natury ideologicznej, w pośpiechu wyciągając ręce o pomoc do plebana. Co tylko dowodzi miałkości naszych radnych "opozycyjnych", którzy niestety od prawie już pół roku nie wyszli z  żadną godną uwagi inicjatywą. Przecież mamy 6 radnych PiS pod wodzą Bartosza Blumy! I słusznie mieszkańcy mówią na to - i co z tego?!?

Politykę prorodzinną, pronatalną, można prowadzić na różne sposoby. Rząd zdecydował o programie 500 plus i chwała im za to! Natomiast mało kto chyba wie, że regulacje prawne dozwalają wprowadzanie przez samorządy dodatkowych kwot, środków które byśmy określili jako świadczenia macierzyńskie. Chojnice tego nie robią (wypłaca się jedynie zapomogę z tytułu urodzenia dziecka na podstawie art. 15b ustawy o świadczeniach rodzinnych). Nie wprowadziły żadnego miejskiego funduszu finansowego wsparcia dla matek, natomiast wprowadziły in vitro, które jak dobrze pamiętam kosztuje budżet miejski ponad 200 tys. złotych. 

Stąd składam publicznie propozycję, aby powstał miejski program wsparcia macierzyństwa, poprzez wprowadzenie miejskiego świadczenia z tytułu urodzenia dziecka, czemu podstawę daje art. 22a ustawy o świadczeniach rodzinnych), które będzie finansowane przez budżet miejski. Nadto na podstawie art. 22b Rada Miejska może wdrożyć dodatkowy system świadczeń rodzinnych, i w tym względzie potrzebna jest poważna dyskusja w mieście - jak i kogo wspierać środkami miejskimi. W mojej opinii byłby to świetny bodziec dla walki z negatywnymi trendami demograficznymi w mieście. Taki program, przy wstępnym założeniu, że wiązałby się z wypłatą dla świeżo upieczonych mam z Chojnic dodatkowego tysiąca złotych z kasy miejskiej, kosztowałby miasto w granicach 500 tys. - 1 mln złotych. Jeśli są pieniądze na in vitro, to dlaczego Miasto dotąd nie stworzyło programu wsparcia naturalnych poczęć, i dlaczego miejska opozycja nie sięgnęła po argumenty merytoryczne w walce z koncepcją finansowania in vitro? 

Władza w Chojnicach nie myśli o dobru mieszkańców, tylko o uczestnictwie w światowej walce ideologicznej za pieniądze chojniczan. Opozycja niestety też nie myśli o dobru chojniczan, tylko o moszczeniu sobie miejsc w Radzie Miejskiej i dostępie do dodatkowego wynagrodzenia (dietetycy). 




środa, 17 kwietnia 2019

Zmiany na osiedlach i kulejąca demokracja lokalna

Na zebraniu ogólnym samorządu mieszkańców osiedla nr 10 Kolejarz-Prochowa obecnych było 18 osób. Na tym osiedlu mieszkają blisko 3 tys. osób. Niestety, zainteresowanych życiem osiedla jest tylko garstka. 

Powoli zachodzą pewne zmiany we władzach SMO, przykładowo dla Osiedla nr 10, zmienił się praktycznie cały zarząd poza pozostaniem w nim Karola Buławy. Jest więc nowy przewodniczący - Michał Gruchała, który wygrał wybory z Kazimierzem Drewkiem. 

Odpuściłem uczestnictwo w pracach Zarządu oraz w lokalnym samorządzie osiedlowym, choć będę wspierał kolegów. Powodem mojej niechęci do dalszej pracy dla osiedla jest ciągłe NIE, ze strony miasta na wszelkie proponowane inicjatywy i inwestycje. Czego kuriozalnym sztandarowym przykładem może być brak pięniędzy w kasie miejskiej na podwyższenie ogrodzenia na osiedlowym Orliku. Takich spraw, które kierowałem do Miasta, a które nie zostały podjęte, mógłbym tutaj wymieniać bez liku. Mam nadzieję, że te sprawy załatwi nowy Zarząd. 

Uważam, że zrobiłem dla Osiedla tyle ile mogłem, byłem inicjatorem np. akcji antysmogowej - chyba jedynej podjętej przez Miasto w odpowiedzi na propozycję Zarządu. Jako porażkę 4 latach pracy Zarządu uważam brak zdecydowanej postawy wobec obrony warzywniaka na Pl. Piastowskim, bo choć Zarząd zobowiązał przewodniczącego do sprzeciwu w czasie Rady Miejskiej, ten poparł pomysły likwidacji warzywniaka. Do dziś jestem też zbulwersowany sprawami funkcjonowania tzw. budżetów obywatelskich, gdzie dysponentami środków były samorządy osiedlowe. Niestety, ale i w tym lokalna władza maczała swe paluchy zbyt głęboko, i w sposób bezprawny w mojej ocenie dawała przyzwolenie na cofnięcie prawomocnych decyzji o wydatkowaniu tych środków - tak było na Os. Kolejarz - Prochowa, kiedy zdecydowaliśmy o rozbudowanie infrastruktury na tzw. Centralnym Placu Zabaw przy Jedności, ale wystarczyło wstawiennictwo sekretarki burmistrza, żeby zwołano w trybie specjalnym kolejne zebranie na którym zdecydowano o budowie placu zabaw na polach za osiedlem, gdzie nie ma ani infrastruktury, ani dobrego dostępu do tego placu dla pozostałych mieszkańców osiedla. 

Samorządy osiedlowe, to problem lokalnej władzy. Nie radzą sobie z nimi, ani w sensie ustroju, ani w sensie obsady. Każdy samorząd, który rzeczywiście chce coś robić jest skutecznie w mojej opinii blokowany. Szanse na inwestycje istnieją głównie tam, gdzie we władzach osiedli są ludzie lokalnego układu władzy, inne grona mogą inicjować nawet Dolinę Krzemową, ale zgody ze strony ratusza nie uzyskają, choćby ten nie miał dołożyć nawet złotówki. Niestety, taka postawa władz pogłębia niechęć obywateli do osiedlowej samorządności, czego dobitnym przykładem jest spadająca frekwencja w zebraniach ogólnych. 


poniedziałek, 25 marca 2019

Miasto bez planów na starość

Będzie spadać liczba urodzeń zarówno w powiecie chojnickim, jak i w samych Chojnicach. Po 2025 r. czeka nas ujemny przyrost naturalny (więcej zgonów niż urodzeń żywych). Nadto mamy ujemne saldo migracji z miasta. Nie chodzi tutaj tylko o migrację do podmiejskich wsi, ale też i o migracje zewnętrzne, czyli do Niemiec, Wielkiej Brytanii, itd. W 2030 r. liczba ludności w wieku poprodukcyjnym przekroczy w powiecie chojnickim, a w Chojnicach zapewne jeszcze szybciej, ponad 20% ludności. Udział dzieci (osoby w wieku przedprodukcyjnym) spadnie do poziomu poniżej 14% w powiecie (wobec ok. 20% obecnie) i pewnie do jeszcze niższej wartości w mieście. 

Chojnice, były i są w środku stawki średnich miast pomorskich i w tym względzie niewiele się zmieniło od czasów powojennych. Byliśmy 7 największym miastem wśród średnich miast Pomorza i pozostajemy 7 największym miastem wśród średnich miast Pomorza (może i 6 największym, jeśli wierzyć statystykom liczby ludności Sopotu, która wskazuje na ok. 36 tys. mieszkańców tego miasta). Jeszcze 10-15 lat temu, można było pisać i mówić o pozytywnych trendach demograficznych Chojnic, ale teraz ten trend pozytywny już nie jest. Mało jest też prawdopodobne, żebyśmy przekroczyli liczbę 40 tys. mieszkańców, raczej będzie nam mieszkańców powoli ubywać, lub będziemy utrzymywać tę liczbę na poziomie ok. 39 tys. w ciągu najbliższych dwóch dekad, chyba, że nastąpią nieprzewidywalne zjawiska. Bez względu na to, sytuacja jest niepewna, a sama liczba mieszkańców nie oddaje charakteru zmian w strukturze tzw. piramidy wieku ludności miasta. Ta bowiem może się zmienić znacząco - ubędzie dzieci i młodzieży. 

W strukturze ludności Chojnic występują dwa wyże demograficzne, zamykają się one obecnie w grupach wiekowych: 25-44 i 55-70. Ten drugi wyż demograficzny jest obecnie szczególnie istotny dla prowadzonych w Chojnicach polityk, szczególnie polityki senioralnej. Jak wiemy w Chojnicach często, to co robi władza lokalna, to jest odpowiednio nagłaśniane, kiedy władza tego chce, tak było też i z różnymi tzw. strategiami rozwoju. Stąd zainteresowałem się polityką senioralną w Chojnicach, czyli tym, czy Miasto i jego włodarze posiadają jakikolwiek projekt polityki senioralnej - więc nie tylko opieką, ale i aktywizacją ludzi starszych, których będzie błyskawicznie przybywać w mieście. 

Zadałem więc kilka pytań naszym włodarzom. Były to pytania o to, czy Miasto prowadzi politykę senioralną? Czy Rada Miejska wydała dokumenty prawa miejscowego odnoszące się do programów dedykowanych dla osób starszych? Czy Miasto Chojnice posiada lokalne dedykowane osobom starszym, tzw. lokale chronione? 

Okazuje się, jak wynika z odpowiedzi władz Miasta Chojnice, że Miasto nie posiada żadnej koherentnej wizji polityki senioralnej, a Rada Miejska nie podjęła żadnych uchwał w zakresie tej polityki - czyli Miasto nie podjęło dotąd przemyślanych działań związanych z zagrożeniem starzenia się społeczeństwa. Problem ten jest jedynie przesuwany na barki organizacji pozarządowych i jednostek takich jak MOPS, które prowadzą mało wydajne programy (tele opieka, kawa i herbata za 1 zł w jakiś mało dostępnych miejscach, opieka w domu dziennego pobytu, itd.). Stąd można powiedzieć, że Miasto skupia się na "łataniu dziur", więc na działaniach doraźnych, które mają uśpić czujność i sumienia nas wszystkich. Podjęte dotąd działania należy ocenić jako niewystarczające, a fakt braku ich koordynacji rzutuje negatywnie na obraz działania władz miejskich w zakresie polityki senioralnej, której faktycznie, jako ciężkiego do rozwikłania problemu, podejmować nikt nie chce. Być może też przez wzgląd na to, że rzeczywiste starzenie się społeczeństwa i ewentualne wyludnianie się Chojnic jest zbyt wyrazistym obrazem stojącym w kontrze do propagandy "rozwojowych Chojnic". 

Bez świadomie prowadzonej polityki senioralnej, Chojnice będą się osuwać, nawet w stosunku do innych miast pomorskich, nie wspominając o wielkich aglomeracjach. Ludzie starsi, to nie tylko problem społeczny i gospodarczy, ale i szansa, której władze Chojnic nie potrafią wykorzystać. Poprzez różne formy aktywizacji zawodowej i społecznej, Chojnice mogą wydatnie skorzystać z mieszkańców w wieku poprodukcyjnym. Niestety problemem mentalnym jest stanowisko władz miejskich (ale i opozycji), która nie konstruuje polityki senioralnej, a zagadnienie ludzi starszych jest rozumiane przez znaczenie pojęcia "problem", a nie "szansa". 

Kończąc ten post, apeluję, zarówno do władz miejskich, jak i do opozycji (która koncentruje się na ideologicznej wojnie, ale nie podejmuje żadnych konkretnych tematów - PiS w mieście to najsłabsza dotąd opozycja - dowodem tego niech pozostanie na razie fakt przespania walki o bonifikaty w procesie przekształcenia użytkowania wieczystego we własność) o stworzenie i wdrożenie po uprzednich konsultacjach polityki senioralnej, które będzie uwzględniać nieuniknione zmiany demograficzne przed którymi stoi nasze miasto.

Poniżej odpowiedź na moje pismo, potwierdzająca moje powyższe oceny:




sobota, 23 marca 2019

Próżni ludzie

Kilka lat temu wicestarosta, a obecnie starosta Marek Szczepański był chyba odpowiedzialny za postawienie portalu, gdzie reklamować nas miał w świecie "wirtualny asystent" Adam Chojnicki. Z tego projektu do dziś narywać się można do rozpuku, a nadal stanowi on świetny dowód braku rozumu w wydatkowaniu publicznych pieniędzy przez lokalnych platformensów. Szacowano kilka lat temu, kiedy portal powstawał, że Adam Chojnicki kosztował niebagatelne 330 tysięcy złotych!!! Każdy kto patrzył na tę stronę, a miał nieco pojęcia o tworzeniu stron, mówił wprost: to jakiś przekręt! O sprawie więcej można przeczytać tutaj: http://chojnice24.pl/artykul/8855/adam-chojnicki-nasz-wirtualny-kretyn/75/ W zgłoszeniu tej sprawy do prokuratury koszty jakie wskazał wnioskodawca skarżący projekt pt. Adam Chojnicki, wskazał na kwotę ok. 143 tys. plus 20 tys. http://www.chojnice.com/wiadomosci/teksty/Adam-Chojnicki-w-prokuraturze/3077

Ta idiotyczna i bezużyteczna  strona, za setki tysięcy złotych, działa dalej http://www.bizneschojnice.eu/ , będąc świadectwem partactwa i nieudolności . Warto więc się zastanowić, czym w kontekście Adama Chojnickiego jest zakup mebelków do gabinetu przez Marka Szczepańskiego za 66 tys. złotych??? Czy jest to głupota, czy jest to próżność władzy? 

W mojej ocenie jest to z pewnością zakup wygórowany, ale i oddający sposób rządzenia powiatem na styl bizantyjski. Marek Szczepański w mojej ocenie nie jest w stanie upilnować też działań dyrektora Leszka Bonny z chojnickiego szpitala, a to tylko przykład jakości ich pracy. Taki zakup meblowy, to jednak chyba więcej próżności, niż głupoty. Słusznie więc tę próżność ludzi władzy wytyka radna Dalecka, warto bowiem pamiętać, jak często Marek Szczepański mówił o oszczędnościach na sejsach rady powiatu, szczególnie w kontekście systemu oświaty...Natomiast 66 tys. na meble, znalazło się bez problemu. Bawić też musi próba zaniżania kwoty za meble, poprzez podawanie publicznie jej wartości netto. Tak objawia się chyba,  brak dojrzałości i poczucia odpowiedzialności.

Tutaj można zobaczyć wyposażenie gabinetu poprzedniego starosty (przyznać należy, że charakter wyposażenia miał charakter "roboczy" w przeciwieństwie do obecnego, który wygląda na "karciano-kawiarniany"):  http://starosta.gch.wkraj.pl/index.php?start=34273&desc=Gabinet%20Starosty&fbclid=IwAR3Ji-6aXuoY8szc5ndcs2qhHnGGo0YYAnirEtbtEAKUot0lN6s1xm6RDIg#/34273/0

Tutaj obecny wystrój: https://weekendfm.pl/?n=77188&-mebelki_dla_starosty&fbclid=IwAR2sxO-kjCXnjwrhvAML_9jE2LN1EIByD0ZCkeqPl1_cgrwHdb289pgz50o

piątek, 8 marca 2019

Kryminalizacja polityki

Jak się robi politykę?

Odpowiedź musi uwzględniać uwarunkowania polityki, takie np. jak system polityczny, reżim, itd. Jak wiadomo dzięki dużej autonomizacji samorządów, politykę lokalną i regionalną wiele różni od polityki szczebla krajowego, również w kontekście przyjętych zasad, konwenansów. Jest to po prostu polityka o dużo niższej kulturze politycznej, aniżeli ta, którą się prowadzi na wyższych szczeblach. 

Stąd na prowincji, do której niestety się zaliczamy, w oczach lokalnego establishmentu nie uchodzi między innymi krytykowanie władzy, które jest w dyskursie publicznym kryminalizowane. To znaczy, że obywatelom nie wolno monitorować działań władzy (przecież tak robią tylko oszołomy!), dalej nie uchodzi rozliczanie ludzi władzy z ich działań i patrzenie im na ręce (to robią jeszcze większe oszołomy!). Władza jest niezwykle rozjuszona i dotknięta, nierzadko osobiście - bo na naszej prowincji dla lokalnych kacyków układu politycznego - sprawy publiczne i sprawy prywatne, to jedna przestrzeń wyobraźni i działań praktycznych.  Każdy więc, kto zaczyna władzę krytykować jest w ten czy inny sposób zastraszany - medialnie, środowiskowo, itd. Zresztą znamy ten repertuar, oddający klimat lokalnego autorytaryzmu z posmakiem rzeczywistości totalitarnej, w której władza lokalna przenika wszystkie instytucje publiczne w dążeniu zyskania całościowego obrazu danego "niesfornego" obywatela. 

Z tymi praktykami zderza się obecnie, w mojej opinii, radna Mirosława Dalecka, która odważyła się ukazać oszustwo wyborcze Mariusza Palucha. Paluch bowiem startując do Rady Powiatu obiecywał "gruszki na wierzbie", czyli darmowe wejścia na basen dla wszystkich mieszkańców powiatu chojnickiego. Wiadomo, że z pozycji radnego powiatowego, a nawet członka Zarządu Powiatu, Paluch nie miałby, i rzeczywiście nie ma, żadnych instrumentów do realizacji swojego hasła wyborczego, stąd wije się jak piskorz. Raz atakuje, raz się przymila, bo w obliczu prawdy zachował się po prostu jak ktoś, kto na bazie oszukańczych obietnic dochodzi do władzy. Nie uderza to tylko w Palucha obnażając jego infantylne hasła, ale też i całą opcję polityczną w powiecie, która wzięła go na swoje listy - czyli Koalicji Obywatelskiej - PO i Nowoczesnej. Nie jest to zresztą jedyne hasło z ulotki wyborczej Palucha, którego ten nigdy nie zdoła zrealizować, bo nie ma ku temu instrumentów. Gdyby Paluch kandydował na burmistrza Chojnic lub do Rady Miejskiej Chojnic, to ok, można by uznać, że spełnienie takiego postulatu byłoby przynajmniej w zasięgu kompetencji ciała do którego Paluch aspiruje. 

Niestety Paluch nie potrafi się zachować jak odpowiedzialny i dorosły człowiek, który w obliczu prawdy powie - ok, oszukałem wyborców, bo chciałem dojść do władzy, to było nieuczciwe, przepraszam, przesadziłem. Nie, Paluch zaczyna dyskredytować jedyną radną, która miała odwagę zweryfikować Palucha i jego obietnice, działającą w interesie społecznym. Paluch zaczął grozić publicznie radnej za to, że ta upubliczniła dane kontaktowe do Palucha, które ten sam pozwolił upublicznić w Internecie i w przestrzeni publicznej. Paluch podał bowiem do siebie na stronach BIP zarówno numer telefonu, jak i w ciągu lat zestaw różnych maili. Niestety mamy też takie media, jak Radio Weekend, które bawi się w mojej opinii w medialnego adwokata "skrzywdzonego Palucha". W normalnej rzeczywistości społeczno-politycznej, nikt tych bzdur, i według mnie pomówień Palucha, na temat Daleckiej jakoby ta łamała prawo, nawet by nie powielił. Jednak jesteśmy być może świadkami tego, jak lokalny układ traktuje media i do jakiego stopnia jest w stanie wpływać na ich przekaz. 

Problem Palucha polega na tym, że jest to człowiek, który dawno powinien zejść ze sceny politycznej po licznych kompromitacjach, których był autorem w czasie, kiedy był Prezesem Parku Wodnego w Chojnicach, niestety Paluch jako prywatny przedsiębiorca też się według mnie nie odnalazł, co jasno wynika z jego oświadczenia majątkowego, dlatego Paluch powrócił do życia publicznego na jeszcze wyższej funkcji niż uprzednio, bo i miał poparcie Burmistrza Chojnic, a powiat jest obecnie takim swoistym kondominium, co najmniej trzech ośrodków lokalnej władzy. Zarówno jednak starosta, jak i wicestarosta nie są w mojej ocenie samodzielni w podejmowaniu decyzji. Świadectwem chyba już całkowicie zaburzonego obrazu rzeczywistości, którą ma według mnie Paluch są jego publiczne lamenty o narażaniu na szwank powagi pełnionego przez niego stanowiska, to zasługuje na miano dobrego dowcipu. Zachowanie i działania Palucha w mojej opinii, jego wypowiedzi, wypaczają rozumienie prawdy i etyki w sferze publicznej. To jest aberracja normalności i rzeczywistości. Takie postawy i działania są dobrze znane w marketingu politycznym, najprościej rzecz ujmując należy zrobić jak największy szum wokół niewygodnej prawdy bądź osoby, która ją głosi, żeby ludzie zainteresowani się inną wersją tej prawdy lub innym obrazem osoby, która ją głosi (vide słynne nożyce Golicyna). Stąd Paluch, za mówienie przez Dalecką prawdy, zarzuca jej publicznie łamanie prawa. Z logicznego punktu widzenia, skala manipulacji jest dla nas oczywista. 

Radnej Daleckiej należy się wszelkie wsparcie moralne za jej konsekwencję w obnażaniu kłamstw i obietnic bez pokrycia, których autorami są ludzie lokalnego układu władzy. Ubolewać zaś należy, że u nas nie ma samorządowców i polityków, lub jest ich tak mało, zdolnych uprawiać politykę zgodnie ze standardami demokracji, w tym z uznaniem prawa do otwartej krytyki oraz uznaniem prawa obywateli do patrzenia na ręce lokalnej władzy. Paluch obecnie, jako człowiek na stanowisku publicznym, swoją postawą wobec Mirki Daleckiej wypacza obraz demokracji - który dla obywateli staje się w przekazie bardzo jasny. Jest on taki, że za krytykę władzy, za mówienie prawdy o działaniach w sferze publicznej ludzi czeka sąd, prokuratura, itd. To jest niszczenie zrębów lokalnej demokracji i mam nadzieję, że w cyrku, który nam obecnie proponuje Paluch weźmie udział jak najmniej osób zajmujących decyzyjne stanowiska w instytucjach publicznych - nie dając tym samym zgody na niszczenie lokalnych zrębów demokratycznego życia. 

czwartek, 7 marca 2019

Czy leci z nami pilot?

Z pewnością wielu z was uwadze nie umknęła awantura jaka wybuchła wobec wysokości bonifikat za przekształcenia użytkowania wieczystego we własność. Sprawa była szczególnie głośna w związku z obietnicami prezydenta Trzaskowskiego, który mówił w kampanii wyborczej chyba o bonifikatach 98 i 99%, a po wyborach oznajmił, że bonifikaty będą w Warszawie znacznie niższe. Tam jednak PiS warszawski wziął sprawy w swoje ręce i walczył, jak przysłowiowy lew.

Podobnie jest i było w innych miastach, sprawa bonifikat i ich wartości wywoływała spore poruszenie. Praktycznie wszędzie. W Bydgoszczy również, tam Prezydent Bruski nie zgodził się na propozycje opozycji i zamiast 98% lub 99% postanowił wraz ze swoimi radnymi o bonifikatach, równych tym, jakie ustawodawca wskazał dla majątku przekształcanego na własności Skarbu Państwa - a w przypadku takich nieruchomości - bonifikaty są następujące - 60% bonifikaty za jednorazową wpłatę za przekształcenie w pierwszym roku obowiązywania ustawy o przekształceniu, 50% w drugim, itd. 

Na ten moment nie wiem, ile nieruchomości i jakiej wartości dotyczy przekształcenie z użytkowania wieczystego we własność na terenie Miasta Chojnice, ale wiem, ze 100% pewnością, że w Chojnicach opozycja - ani miejski PiS, ani PChS nie podjęły zagadnienia, nie walczyły o interes mieszkańców i mamy to co mamy, tzn. wariant równy temu jaki jest przewidziany dla majątków Skarbu Państwa, maksymalna bonifikata wynosi 60% w pierwszym roku, 50% w drugim, itd. 

Radny - Bartosz Bluma (który zasiada w Komisji Komunalnej i był na jej posiedzeniu, kiedy poruszano sprawę przekształceń) nie zająknął się nawet w tej sprawie. Podobnie w czasie Rady Miejskiej Mariusz Brunka, czyli lider PChS, czy inni radni, nikt nie podjął wątku i rajcy miejscy dali sobie i mieszkańcom narzucić system bonifikat skopiowany po prostu z ustawy, a przewidziany dla nieruchomości Skarbu Państwa, gmina więc w Chojnicach daje takie same bonifikaty jak Skarb Państwa. W mojej opinii postawa radnych jest zatrważająca, zero walki, zero zainteresowania, zero dbałości o pieniądze i portfel mieszkańców. Wiadomo bowiem, że przekształcenia kosztują i kosztować będą sporo, każdego, kto dotąd posiadał nieruchomość na zasadzie wieczystego użytkowania. 

Jak do tego doszło? 

Otóż było tak, projekt uchwały miejskiej w tej sprawie został przedstawiony 5 grudnia 2018 r. na posiedzeniu Komisji Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej. Tam dwóch zaprawionych finsterowców - Antoni Szlanga i Stanisław Kowalik sprawnie "pchnęli" projekt uchwały, a żadnych dyskusji nie było. Tylko ci dwaj radni zabierali w tej sprawie głos, oczywiście przepychając, bez głosu sprzeciwu opozycji mało korzystny dla mieszkańców plan:

"Przewodniczący Stanisław Kowalik – proszę Państwa, jeśli nie ma więcej spraw do Pani
Skarbnik, to byśmy podziękowali Pani. Również Pani dyrektor podziękujmy, nie zatrzymujemy.
Dziękujmy bardzo.
Proszę Państwa, procedujemy dalszy ciąg porządku naszego posiedzenia. Na 97 stronie jest
projekt uchwały w sprawie określenia warunków udzielania i wysokości stawek procentowych
bonifikat od opłaty z tytułu przekształcenia prawa użytkowania wieczystego gruntów
zabudowanych na cele mieszkaniowe w prawo własności tych gruntów. Chciałbym
przypomnieć, że to jest obligatoryjne z mocy ustawy, która narzuca nam zajęcie się tym
tematem. I tutaj w zasadzie nie mamy nic więcej do powiedzenia w tej materii. Czy ktoś z
Państwa jeszcze ma ewentualnie coś… Tu Pan dyrektor jest i mógłby dodatkowo coś
ewentualnie… Jeśli nie ma, to przyjmujemy do wiadomości.
 Przewodniczący RM Antoni Szlanga – ustawa likwiduje pojęcie dzierżawy wieczystej. Ta
uchwała nasza jest niejako pokłosiem ustawy dla wykonania tych zadań, które jawią się od
nowego roku".   - źródło: protokół posiedzenia Komisji GKiM. 

Następnie 17 grudnia 2018 r. uchwała trafiła pod obrady Rady Miejskiej. Niestety i tym razem, chojnicka opozycja w Radzie, nie zajęła głosu. O nic nie pytano, nic nie wnoszono. Przyjęto plan narzucony przez ekipę Burmistrza. Dla mnie, taka postawa jest wręcz niewiarygodna i stanowi czerwony alarm, wskazujący, że radni opozycji nie wnikają w najważniejsze dla mieszkańców zagadnienia, nie występują w imieniu interesu społecznego i dają sobą manipulować. Nawet wolę nie myśleć, że jest inaczej, i że wiedzą co się dzieje, bo to byłoby jeszcze gorszym scenariuszem. 

Oto zapis przebiegu, tego fragmentu obrad Rady Miejskiej:

"Ad. 21
Przewodniczący Antoni Szlanga – przedstawił projekt uchwały w sprawie określenia warunków
udzielania i wysokości stawek procentowych bonifikat od opłaty z tytułu przekształcenia prawa
użytkowania wieczystego gruntów zabudowanych na cele mieszkaniowe w prawo własności tych
gruntów.
Czy są jakieś pytania do tego projektu uchwały? Nie ma. W związku z tym przystępujemy do
głosowania.
Przystąpiono do głosowania nad Uchwałą Nr II/22/18 w sprawie określenia warunków udzielania
i wysokości stawek procentowych bonifikat od opłaty z tytułu przekształcenia prawa użytkowania
wieczystego gruntów zabudowanych na cele mieszkaniowe w prawo własności tych gruntów.

liczba oddanych głosów – 21
za – 21
przeciw – 0
wstrzymujących się – 0

Uchwała Nr II/22/18 w sprawie określenia warunków udzielania i wysokości stawek
procentowych bonifikat od opłaty z tytułu przekształcenia prawa użytkowania wieczystego
gruntów zabudowanych na cele mieszkaniowe w prawo własności tych gruntów została
przyjęta i stanowi załącznik nr 23 do niniejszego protokołu". - źródło: protokół z sesji Rady Miejskiej z 17 grudnia 2018 r. 

Oczywiście słowa Szlangi i Kowalika, były pewnym zniekształceniem sytuacji prawnej. Prawdą jest, że uchwałę należało podjąć, ale państwo nie narzuciło samorządom wartości bonifikat. Spokojnie więc, można było zaproponować mieszkańcom inne bonifikaty - wyższe - nie wyciągając mieszkańcom resztek pieniędzy z kieszeni, za coś, co i tak jest ich własnością! Niestety w tej sprawie postawa opozycji tylko wspomogła to niekorzystne działanie obozu władzy. 

Dlaczego chojnicka opozycja śpi, co robi Bluma, co robią inni radni PiS??? 

A jak było i jest w innych miastach? 

Warszawa - po walce radnych PiS - bonifikata wynosi 98%!!!

Gdańsk - 95% bonifikaty!

Gdynia - 90% bonifikaty.

W mojej ocenie - władza miejska przepchnęła przy cichej zgodzie opozycji tak niską bonifikatę, bo po prostu chojnickiego budżetu nie stać na bonifikaty jakie dają inne - lepiej zarządzane - miasta. Jest to ratowanie miejskiego budżetu kosztem mieszkańców. Chojnicka opozycja zachowała się po prostu nieodpowiedzialnie. Nawet nie żądała żadnych uzasadnień dla takiego systemu i działań władzy, co jeszcze prześpi chojnicka opozycja i ile jeszcze władza wyciągnie pieniędzy z kieszeni obywateli?  Chojnicki PiS, oraz pozostała przy życiu opozycja w RM - PChS, wykazali po raz kolejny całkowitą niemoc i brak intelektualnej gramotności, aby nadążyć za machinacjami miejskiej władzy. 

środa, 6 marca 2019

Precedens Palucha

Mariusz Paluch obiecywał w kampanii wyborczej darmowe bilety na miejski basen. To nic, że oszukiwał w ten sposób wyborców, tego oszustwa kampanijnego nie zauważyli koledzy z jego wielce obywatelskiej koalicji PO i Nowoczesnej, albo widzieć go nie chcieli. Przecież jako radny powiatowy, Paluch, nie miał żadnych szans na realizację takiego postulatu, a to w kampanii do Rady Powiatu postawił taką obietnicę wyborczą. Zresztą, to szerszy problem Chojnic, a może i Polski do jakiegoś niedawnego czasu. Politycy i samorządowcy nabierali na szumne hasła wyborcze od samego początku transformacji ustrojowej - było sto milinów od Wałęsy (których nigdy nie było), były i inne gruszki na wierzbie, a wyborcy uwikłani w trudy życia codziennego szybko puszczali w niepamięć kolejne obietnice. Niestety, sam Burmistrz Chojnic nie zrealizował wielu spośród swoich obietnic wyborczych, w tym i głównych haseł kilku kampanii do burmistrzowskiego fotela - o czym już wielokrotnie pisałem. Natomiast zebrał głosy. Dla demokracji zachodnich, do których przykładowo zaliczyć można Nową Zelandię, nie do pomyślenia jest, aby ktoś obiecywał "gruszki na wierzbie". Obietnice są realizowane, albo przynajmniej są rozliczane. Paluch niestety zapytany o swoją wyborczą obietnicę reagował - choćby wobec mnie - werbalną agresją. Przecież jak ktoś śmie weryfikować kłamstwa i oszustwa Palucha?!? W Chojnicach najczęściej, ani nie były realizowane, ani nie były rozliczane żadne obietnice wyborcze. Być może to się zmienia. 

Paluch bowiem ofiarował karnet na basen jednej z mieszkanek powiatu chojnickiego, zapowiadając ten gest publicznie na sesji Rady Powiatu. I obietnicę swą spełnił. O tym można dziś przeczytać na chojnice.tv i na chojnice24.pl.  Radna z kolei wystąpiła z listem otwartym do mieszkańców powiatu, informując mieszkańców, że Mariusz Paluch rozpoczął realizację swej obietnicy wyborczej o darmowych wejściach na miejski basen. Taką postawę należy zresztą uznać za odpowiedzialną, bowiem radna chciała chyba w ten sposób pomóc Mariuszowi Paluchowi w działaniach informacyjnych, tak aby wszyscy chętni mogli się po karnet zgłosić. Przecież wszyscy jesteśmy równi wobec prawa, a władza publiczna musi nas traktować równo. Nie może więc być chyba tak, że Mariusz Paluch spełni swą obietnicę wyborczą o darmowych wejściach na basen dla mieszkańców powiatu chojnickiego, tylko wobec jednej mieszkanki tego powiatu, czyli radnej Mirosławy Daleckiej. To byłoby jawnym złamaniem konstytucyjnych zasad! Dla wszystkich przecież jest to oczywiste. 

Problem jednak w tym, że Mariusz Paluch nie rozumie precendesu, który poczynił wobec radnej Mirosławy Daleckiej, bo na portalu wizjalokalna.pl zamieścił swoje oświadczenie w którym można między innymi przeczytać, że on nie ogłosił żadnego programu dystrybucji bezpłatnych karnetów do parku wodnego. Czym, chcąc nie chcąc, potwierdza, i ogłasza światu, że on nie traktuje wszystkich równo jako wicestarosta (ani odpowiedzialnie jako kandydat rzucający słowa na wiatr, lub wręcz oszukujący wyborców), tylko jednych traktuje równiej niż innych, a być może działanie Palucha, czyli wręczenie karnetu Mirosławie Daleckiej to działanie o zupełnie innym zabarwieniu? Dalecka słusznie zapytała Palucha o dowód zakupu tego karnetu, wiadomo przecież w Chojnicach, że Paluch jako prezes Parku Wodnego w Chojnicach karnety rozdawał, więc prawdopodobnie mógł je też sobie po prostu odebrać, czy tak było? Przypuszczam, że wkrótce się tego dowiemy. W sensie jednak formalnym, Paluch będzie musiał wytłumaczyć opinii publicznej na jakich podstaw prawnych nabył i przekazał karnet radnej Daleckiej. 

W całej tej sytuacji, i niemałym zamieszaniu, na uwagę zasługuje postawa Palucha, który złożył przecież obietnicę darmowego basenu dla mieszkańców powiatu chojnickiego. To znaczy, że ogłosił de facto program darmowych karnetów na basen (czemu obecnie zaprzecza publicznie - manipulując opinią publiczną), nie podał tylko w kampanii sposobu finansowania, ani dystrybucji czyli nie przedstawił rzeczywistego wykonania tego pomysłu, który objawił dopiero po tym, kiedy jednej z mieszkanek powiatu chojnickiego - Mirosławie Daleckiej - ofiarował, rzekomo zakupiony przez siebie, karnet. Tym samym wszystko stało się jasne,bo przecież to On obiecywał darmowe karnety, to On je rozdaje, i to On wypełnia w ten sposób swoją obietnicę wyborczą. Dlatego nie jest to żadna prywatna interpretacja radnej, którą teraz Paluch swoim sposobem zacznie pokrętnie oczerniać i ośmieszać w mediach, ale jest to sprawa stricte publiczna. Mariusz Paluch sam stworzył ważny precedens. Nie można spełnić obietnicy wobec jednego mieszkańca danego okręgu wyborczego, nie spełniając go wobec innych, którym się coś przyobiecało, bo w ten sposób po prostu łamie się prawo, i to konsytutcyjne o które przecież z taką zaciekłością i w obronie którego występuje niczym Rejtan cała ta Koalicja Obywatelska z której to do Rady Powiatu wszedł Mariusz Paluch. Dlatego Panie Paluch - powiedział Pan A, należy powiedzieć B, a potem C i tak dalej. W końcu spełnianie obietnic wyborczych to nie wstyd, a honor i przydatek na imieniu. 

Być może jest też tak, że Paluch zapętlił się w czasie i napisał o obietnicy, którą realizował jedynie jako Prezes Parku Wodnego w Chojnicach...a która była i jest nierealna i stanowi podręcznikowy przykład oszustwa wyborczego. Chyba, że Mariusz Paluch jednak ma zamiar realizować swój postulat i Mirka Dalecka jest pierwszą spośród tysięcy osób, którym Paluch zasponsoruje karnety na basen - wtedy - chylę czoła i oddaję honor Szanownemu Panu Wicestaroście Chojnickiemu za konsekwentne realizowanie obietnic wyborczych. 

Deficyt wartości wspólnotowych

Przerażony jestem linią, jaką obrały władze miejskie Chojnice w swej polityce nazewnictwa dla przestrzeni publicznej. O tych warzywno-owocowych inicjatywach, które trącą infatylną wizją świata przeczytać można tutaj.

Zdziwienie może wywoływać brak reakcji miejskiej opozycji na takie postawy władz. Oto, okazuje się chyba, że nie mamy bohaterów - rzeczywiście narodowych, nie mamy w dziejach dat ważnych, nie mamy ludzi nauki, nie było wielkich odkrywców, przywódców - w tym i duchowych. Stąd w wysoce świadomym gronie elity politycznej Chojnic dominują postawy chwały i uwielbienia wobec: bazylii, lawendy, herbat, imbiru, wanilii...Wydaje się, w szerszym ujęciu, że w ten sposób władza chce uniknąć ważnych rozmów ze społeczeństwem o postaciach i wydarzeniach istotnych dla dziejów Polski. To nic, że nadal nie mamy ulic wielkich i zasłużonych Polaków, o różnych związkach ideowych i postawach - ale choćby Romana Dmowskiego, Romana Rybarskiego, Edwarda Ambramowskiego, Stanisława Brzozowskiego, itd. 

Oczywiście, uciekając od powagi przestrzeni publicznej, wygodnie jest oddać się błogiej bezmyślności lawendy, imbiru, itd. Niestety w sensie społecznym, taka polityka nazewnicza w Chojnicach będzie miała negatywne skutki społeczne, pogłębiające zły stan świadomości społeczno-politycznej. 

niedziela, 3 marca 2019

Chory system szpitalny

Funkcjonowanie, prawne podstawy i element wyzysku pacjentów związany z system tzw. szpitalnych telewizji jest dla mnie interesującym tematem od kilku lat (tutaj można się zapoznać z wcześniejszymi działaniami w tej sprawie). 

Mając na względzie mój własny, wewnętrzny, sprzeciw wobec systemu płatnej telewizji w szpitalach podjąłem już szereg aktywności, łącznie z wciągnięciem w sprawę poseł Doroty Arciszewskiej - Mielewczyk, ale dotąd nic w tej kwestii się nie zmieniło. 

Dlatego wystąpiłem wreszcie z pismem do Rzecznika Praw Pacjenta, aby ten podjął sprawę, nieuczciwej w mojej opinii praktyki pobierania w szpitalach opłat za telewizję, za którą nikt nawet nie odprowadza abonamentu KRRiTV. Niestety, ale Rzecznik Praw Pacjenta, interwencji nie podejmie, bo jak wskazuje art. 13 ustawy o działalności leczniczej z 2011 r. umożliwia działalność inną niż leczniczą w jednostkach lecznictwa publicznego, jeśli ta nie jest UCIĄŻLIWA dla pacjenta lub przebiegu leczenia. Podniesiono też argument stanowiący ogólnie przyjętą zgodę - normę zdaje się, związaną z zarobkowaniem w szpitalach z takiej działalności. Z mojej perspektywy to jaskrawa wymówka do braku woli działania i walki i prawa pacjenta oraz niechęć do dbałości o sprawy społeczne i publiczne. Oczywistym bowiem jest, że system telewizji w szpitalnych w Polsce to wyzysk i gwarant stałego źródła pieniędzy dla ludzi, którzy się wzajemnie ułożyli i dzięki opłatom dokonywanym przez pacjentów zyskują dziesiątki tysięcy złotych w skali miesiąca na każdym jednym szpitalu średniej lub dużej wielkości w Polsce. Stąd z punktu interesu społecznego należałoby temu systemowi położyć kres.Zakup 100 lub 200 a nawet 300 tv przez szpital ten czy inny, nie jest żadnym problemem. Uwolniłoby to pacjentów od opłat, zlikwidowałoby też problem wykorzystywania luki prawnej związanej z abonamentem od takich odbiorników przez firmy, które obecnie tego abonamentu nie płacą, powołując się na fakt umieszczania odbiorników w szpitalach,które płacą tylko 1 (jeden) abonament za tv, bez względu na liczbę odbiorników na swoim terenie. 

W tej sytuacji jedynym rozwiązaniem jest wyjście przez aktywistów społecznych lub inne zainteresowane podmioty z pozwami wobec szpitali, które korzystają z systemów płatnej telewizji. System płatnej telewizji powinien zniknąć z polskich szpitali.

Poniżej przedstawiam odpowiedź Rzecznika Praw Pacjenta na moją prośbą o interwencję:


czwartek, 28 lutego 2019

Pieniądze to nie wszystko

Jak się zakończyły ostatnie wybory samorządowe do Rady Miejskiej w Chojnicach, to wiemy. Tego też mamy obecnie owoce, zresztą w tej mierze - lokalnych układów władzy niewiele się zmienia w Chojnicach od dekad. 

Dotąd twierdzić można było, że wiele winy ponoszą ludzie opozycji, bo zbyt mało wydają na kampanię wyborczą, ale kampania 2018 r. była naprawdę przeprowadzona na bogato. Tym razem, nie tylko KWW Arseniusza Finstera wydało dziesiątki tysięcy złotych, inne komitety szły tropem zwycięzcy. Interesujące, ponownie, staje się to ile w Chojnicach "płaci się" za głosy wyborców, bo są to skrajnie różne kwoty dla różnych komitetów (a na ten moment na marginesie pozostawiam kwestie prawdziwości kwot, które w całej Polsce podają swoje komitety wyborczy jako wydatki kampanijne, bo w tym względzie uważam, że prawo nie nadąża za pomysłowością komitetów wyborczych i samych startujących). 

Fakty są następujące. W kampanii wyborczej do Rady Miejskiej w Chojnicach KWW Arseniusza Finstera wydał 49 130 zł, więc prawie 50 tys. zł! Niewiele mniej wydało KW Stowarzyszenia Obywatelskiego PChS, bo była to kwota 37 825 zł, więc prawie 40 tys. zł! Najmniej spośród komitetów "obywatelskich" wydał w wyścigu do Rady Miejskiej KWW Leszka Redzimskiego, ten bowiem 21 358, 58 zł. Są to nieporównywalnie wyższe kwoty (sumując), aniżeli komitety obywatelskie wydały na wybory w 2014 r. Z jakim skutkiem można zapytać? 

Niestety na ten moment nie dysponuję wiedzą o wydatkach komitetów tzw. "partyjnych", jest to wynikiem centralnego rozliczenia kampanii wyborczych przez partie polityczne, ale z czasem pozyskam i te dane, które będziemy mogli skonfrontować z wydatkami komitetów miejskich. W Chojnicach były w wyborach do RM 3 komitety lokalne i trzy "partyjne". Dlatego na ten moment nie wiem ile wydali kandydaci komitetów PiS, Kukiz '15 i KO (PO i Nowoczesna).

Odpowiadając na pytanie, przytoczę następującą statystykę: wydatki na kampanię wyborczą/liczbę uzyskanych głosów wymienionych wyżej komitetów wyborczych. Ponieważ komitety te wystawiały kandydatów do fotela burmistrza Chojnic, to wskazuję podsumowanie według następującego wzorca: liczba głosów oddanych na kandydatów do RM+liczba głosów oddanych na kandydata do fotela burmistrza:

KWW Arseniusza Finstera 49 130 złotych/16 365 głosów = 3,00 zł za głos.

KW Stowarzyszenia Obywatelskiego PChS 37 825 złotych/2155 głosów = 17,55 zł za głos!

KWW Leszka Redzimskiego 21 358,58 zł/2648 głosów = 8,06 zł za głos.

Nieśmiało tylko dodam, że za 116 głosów, które na mnie padły "zapłaciłem" 100 zł. Czyli, 0,86 zł :)

W świetle powyższego porównania jasne staje się, że największe koszty wyborów poniósł PChS, "płacąc" aż 17,55 zł za jeden głos oddany na swoich kandydatów! Ogromne pieniądze! I wielka dysproporcja z nakładami jakie PChS poniósł w 2014 r., kiedy wydał naprawdę niewiele. Nie dość, że ukazuje to wypalanie się pewnego modelu działalności, to jeszcze wskazuje jak mało atrakcyjna stała się oferta tego stowarzyszenia dla wyborców - taka jest moja interpretacja. Wydatki KWW Leszka Redzimskiego wydają się być niskie w tym kontekście, także jeśli uwzględnimy powołanie tego komitetu ad hoc. 

Małymi krokami przygotowuję szersze opracowanie dotyczące przebiegu kampanii wyborczych do chojnickiego samorządu w ostatnich wyborach. 

poniedziałek, 25 lutego 2019

Co z budżetami obywatelskimi?

W ostatnich latach mieliśmy w Chojnicach niezbyt udaną, efemeryczną jak mawiałem, formę budżetów obywatelskich. Wszystkie komitety wyborcze jesienią obiecywały budżet obywatelski, a Burmistrz Finster nawet z takim naczelnym zadaniem wybrał sobie Wiceburmistrza Kopczyńskiego. Proponowałem Burmistrzowi, że mogę taki projekt stworzyć, ale chyba temat umarł, a Burmistrz stał się głuchy na moje inne propozycje, więc wątpię, aby pochylił się nad moją ideą budżetów obywatelskich. 

Niestety jak się okazuje, a dla mnie to dotkliwe odkrycie, takich własnych pomysłów na budżet obywatelski nie mają też przedstawiciele miejskiej opozycji. W tym zakresie wybitnie zaskoczył mnie swoją roszczeniową postawą wobec urzędników radny Bartosz Bluma z PiS, który od urzędników właśnie wymaga tego, aby Ci przedstawili mu możliwe warianty budżetów obywatelskich... Tym bardziej jest to zaskakujące, że Bluma jako kandydat na burmistrza Chojnice obiecywał Chojnicki Budżet Obywatelski w pkt. 3. programu PiS w ostatnich wyborach (to był przecież nasz program!),  a obecnie okazuje się, że nie tylko władza samorządowa (co nie dziwi) nie ma pomysłu na budżet obywatelski w mieście, ale nie ma jej też wcale opozycja. 

Oto, poniżej, wypowiedź Bartosza Blumy na posiedzeniu Komisji Budżetu i Rynku Pracy RM z 21 stycznia 2019 r. Swoisty pomysł Blumy na realizację projektu budżetu obywatelskiego i zarazem chyba dobry przykład tego, jak nasi samorządowcy podchodzą do swoich zadań. Nie dość, że wygląd to na puste obietnice, to i na swoiste lenistwo. To radni winni przedkładać gotowe projekty i nad nimi debatować, radny Bluma widzi to jednak inaczej... chyba zbytnio, jako radny, przyzwyczaił się do zarządzania urzędnikami w chojnickimi oddziale ARMiR. Dla zainteresowanych dodam Chojnicki Budżet Obywatelski to konkretny projekt, którego jestem autorem, ale kto by się takimi niuansami interesował po wyborach. Przecież za radnych wszystko mogą zrobić urzędnicy! Tragiczna postawa...i najlepszy dowód na pustosłowie w trakcie burmistrzowskiej kampanii wyborczej Blumy. 


     "   Radny Bartosz Bluma – ja myślę, że raz w kwartale by w zupełności wystarczyło. Nie róbmy tego co miesiąc, bo o czym mielibyśmy debatować? To bardziej chodzi o to, żeby wyciągnąć jakieś wnioski, coś do opracowania przez urzędników, bo zakładam, że to urzędnicy by przygotowali dla nas takie kompendium wiedzy dotyczące budżetów obywatelskich i form finansowania tych budżetów w kraju, a my byśmy usiedli po prostu już potem do kolejnego etapu, zastanawiając się, żeby ten program oczywiście był jak najbardziej realny do wdrożenia
i czerpał właściwie z tego, o czym ja już mówiłem od wielu lat, czyli czerpał z tych najlepszych doświadczeń już wypracowanych w naszym kraju. Mamy szereg samorządów, które bardzo skutecznie to realizują i efekty są zadowalające ze strony mieszkańców". - źródło: 
https://www.miastochojnice.pl/posiedzenia/

środa, 20 lutego 2019

Wykład dla Civitas Christiana

Na zaproszenie Katolickiego Stowarzyszenia Civitas Christiana 18 lutego miałem przyjemność głosić wykład o postawach państw zachodnich wobec odzyskania niepodległości przez Polskę na tle walki o granice, ze szczególnym uwzględnieniem okresu wojny polsko-bolszewickiej 1920 r. Wykład odbył się przy parafii MBKP w Chojnicach. 

Za przyjęcie mnie z wykładem dziękuję serdecznie wszystkim członkom Stowarzyszenia, jak i księdzu proboszczowi Januszowi Chyle. 


W trakcie wykładu.

czwartek, 14 lutego 2019

Biznes na walizkach?

Niepokojące sygnały docierają z targowiska przy ul. Młodzieżowej. Wkrótce ma się tam rozpocząć inwestycja związana z realizacją budowy hali targowej, ale okazuje się, że kupcy będą chyba musieli sobie znaleźć jakieś tymczasowe targowisko. 


Jak mi powiedziano przed wyborami, władze miejskie - czyli de facto komitet burmistrza - miał rzekomo informować kupców o rozłożeniu inwestycji na etapy, tak aby nie było konieczności zamykania całego placu, na którym trwa obecnie handel. Po wyborach nastąpiła jednak zmiana planów, tak twierdzą kupcy. Miasto bowiem planuje mały biznes z placu przenieść w inne miejsce, prawdopodobnie gdzieś w okolice Centrum Parku, a dowiedzieli się tego podobno z lokalnego radio. Czy to prawdziwe informacje? Czy obawy mikro przedsiębiorców są uzasadnione? Jak będą funkcjonować po przebudowie? Czy rzeczywiście wrócą po inwestycji to miejsce? Czy jednak miasto ma jakiś inny - dalekosiężny plan inwestycji w tym miejscu, który wyklucza obecnych tam kupców? Czy dojdzie znowu do likwidacji targowisk - jak w przypadku targowiska na Placu Piastowskim?




wtorek, 12 lutego 2019

Ślepi na konflikt interesów?

Za sprawą odpowiedzi na mój wniosek o wygaszenie mandatów dwóch radnych miejskich, sprawa powróciła w publiczny eter. 

Konkluzja Przewodniczącego Rady Miejskiej, jest taka, że nie zgadzają się ze mną, bo nie. Zaiste, takie stanowisko ratusza wymagało, zapewne, głębokich i szerokich konsultacji z prawnikami. Oczywiście i ja, nie zgadzam się ze stanowiskiem Antoniego Szlangi, ale nie na zasadzie oślego i politycznego uporu, a po prostu na zasadzie braku zgody na naruszenie prawa przez lokalne układy polityczne, i wykazałem, w przeciwieństwie do Przewodniczącego podstawy prawne swego stanowiska. Niemniej, taki rozwój wypadków przewidywałem i dla Radio Weekend mówiłem, zgłaszając wniosek o wygaszenie mandatów, że będzie ta sprawa miała zapewne tournee po różnych instytucjach od RM w Chojnicach począwszy, przez Wojewodę Pomorskiego i sądy. 

Poniżej prezentuję mój komentarz, który wcześniej zamieściłem na Facebooku oraz pismo od Antoniego Szlangi, który szeryfuje Radzie Miejskiej w Chojnicach. Stanowisko ratusza nie wyczerpało sprawy, która będzie miała swój dalszy bieg w instytucjach poza Chojnicami. 

Nie pominę języka towarzysza Antoniego Szlangi, albowiem jeszcze nigdy nie słyszałem, aby ustawa "mówiła", a według Antoniego Szlangi ustawa "mówi". Nie rozumiem też tego co głosi Szlanga reporterowi RW, bo ta wypowiedź jest pozbawiona sensu,co mnie nawet nie dziwi, bo cięźko powiedzieć coś z sensem, kiedy się po prostu mówi, aby trzymać linię politycznego frontu. Natomiast mandaty powinny zostać wygaszone, bo zastępcy kierowników/dyrektorów jednostek organizacyjnych gminy w myśl Ustawy o samorządzie gminnym nie mają prawa zasiadać w Radzie Miejskiej, a taka sytuacja jest w Chojnicach. Nikogo niech nie zdziwi, taka interpretacja "służb prawnych" chojnickiego ratusza jaką dziś ogłosił światu Antoni Szlanga, bo te zawsze stawały po stronie lokalnego układu władzy i broniły jak Częstochowy swoich ludzi. Ratusz, podobnie w poprzedniej kadencji, nie widział też podstaw do wygaszania mandatów Mirkowi Janowskiemu, ani Marcinowi Łęgowskiemu i dopiero po długich bataliach sądowych ratusz musiał kapitulować - oczywiście wcześniej płacąc publicznymi pieniędzmi za obronę swego kuriozalnego stanowiska. Prawdopodobnie podobnie będzie teraz, sprawa trafiła już do Wojewody Pomorskiego.
Szerszy kontekst sprawy jest taki, że ekipa władzy nie posiadając zaplecza wciąga na listy wyborcze ludzi po linii uzależnienia finansowego i środowiskowego. Ze świeczką bowiem szukać w KWW Arseniusza Finstera ludzi, którzy na układach z władzą nie skorzystali, w taki (finansowy) lub inny (prestiżowy, grantowy, itd.), sposób. Obserwujemy obecnie efekt długoletnich rządów miejskich, które prawie do cna wyjałowiły niezależną tkankę społeczną. Osadzanie na listach ludzi będacych na etatach kierowniczych w jednostkach organizacyjnych samorządu terytorialnego jest najlepszym obrazem tego zjawiska.