środa, 11 stycznia 2012

Cyncynat chojnicki

W minionym roku portal chojnice24.pl organizował plebiscyt Chojniczanin Roku (zresztą wtedy po raz drugi). Minionymi laureatami byli Arseniusz Finster (2009) i Grzegorz Szlanga (2010).

Ostro skrytykowałem sam pomysł udziału w tego typu konkursach - plebiscytach. Dziś pogląd nieco zmieniłem. Może dlatego, że liczę w końcu na laureata poza "finsterowego"?

Sam siebie zapytałem, jakie wartości powinien prezentować ktoś, kto miałby otrzymać ten zaszczytny tytuł za rok 2011? Doszedłem do wniosku, że ktoś taki musiałby być współczesnym wcieleniem Lucjusza Kwintusa Cincinnatusa - czyli popularnie Cyncynata. Obywatela republiki rzymskiej, który potrafił dokonać rzeczy wielkich, nie zapominając o hasłach równości i otwartości. Wyniesiony na urzędy potrafił z pokorą spełniać obowiązki codzienności nie kierując się partykularnymi interesami.

Dlatego też, że za wzór stawiam sobie Cyncynata, to w tym roku sam wysłałem zgłoszenie - moim kandydatem jest Radek Sawicki, prezes Stowarzyszenia Ekologiczno - Kulturalnego "Wspólna Ziemia". Organizator koncertów, akcji społecznych, dziennikarz, poeta, historyk, od 15 lat działający społecznie - w "Wspólnej Ziemii", Fundacji Dzika Polska oraz od niedawna jako reprezentant trzeciego sektora powiatu chojnickiego przy Pomorskiej Radzie Organizcji Pozarządowych. Zawsze potrafiący wskazać systemowe nierówności hamujące rozwój i dobrobyt lolaknej społeczności, nigdy nie zpominający o najsłaszbszych. Ma doskonały kontakt z młodzieżą i jest dla wielu z nich po prostu "guru".

I tak doszedłem do kuriozalnej sytuacji, w której to będąc przeciwko wszechobecnemu lewactwu i interncjonalistycznemu proletariatowi, przeciwko socjalizmowi, czyli w gruncie rzeczy przeciwko wielkim ideom Radka uznaję Go za Chojniczanina Roku i liczę na to, że i Państwo przychylicie się do mojej opinii.

Cyncynat chojnicki Radek Sawicki :))

Radek trzymam kciuki!

Aby zgłaszać Radka wystarczy wysłać jego imię i nazwisko na ten adres e-mail: kontakt@chojnice24.pl . Im więcej zgłoszeń tym lepiej!

http://chojnice24.pl/artykul/11841/chojniczanin-roku-2011-zglaszajcie-kandydatow/

piątek, 30 grudnia 2011

Sowiecki szpieg w Chojnicach cz. 2

Po ostatniej wizycie w Gdańsku Józef postanowił niezwłocznie donieść na siebie do swojego przełożonego - naczelnika Inspektoratu Celnego w Chojnicach. Jego zgrabna historia, jak się mu wydawało, o podróży do matki do Gdyni przez Gdańsk, gdzie spotkał kolegę ze studiów miała tłumaczyć jego późne pojawienie się w pracy. Wiedział, że urlop z którego nie wraca się w terminie wiąże się z postępowaniem dyscyplinarnym i spotkaniami z tymi upierdliwcami z Komendy Celnej w Poznaniu. Liczył się też, na co zwracał mu uwagę "Stach", że polski wywiad śledził zapewne każdego urzędnika państwowego, który odważył się spędzać urlop w Gdańsku i sypiać w Deutscher Hof. Zresztą spotkanie z polskimi oficerami na tczewskim peronie nie pozostawiało wobec tych przypuszczeń żadnych wątpliwości. Jedyne na co liczył to element zaskoczenie spowodowany próbą autodekonspiracji. Postanowił zdradzić nazwisko "Stacha" i poinformować swego przełożonego o ofercie jaką od niego otrzymał.

Na całym piętrze kamienicy przy ulicy Człuchowskiej dało się słyszeć skrzypienie desek pod żwawymi krokami Maculewicza, szedł prosto do biura naczelnika...

- Proszę wejść! - krzyknął wręcz naczelnik do inspektora Maculewicza
- Gdzie Pan się podziewał, urlop minął dwa dni temu?!
- Panie naczelniku chciałbym złożyć ustne i pisemne wyjaśnienia dotyczące mojej nieobecności we wskazanym terminie.
- Ależ proszę bardzo, tylko mniej Pan na uwadze, że tym razem wszystko co Pan napiszesz zostanie przesłane do Poznania, a postępowanie dyscyplinarne zostanie wszczęte urzędowo.
- Będąc w drodze na wypoczynek u mej matki mieszkającej w Gdyni, postanowiałem jeden dzień spędzić na bliższym poznaniu zabytków i uroków Gdańska, bo jak wiadomo Panu naczelnikowi sam jestem wilnianinem i piękno pradawnej architektury i sztuki wzbudzają moje żywe zainteresowanie...
- Do rzeczy!
- ...otóż, w Gdańsku właśnie spotkałem powód mego tak późnego stawiennictwa się tutaj...ot po latach na peronie, absolutnie z losu spotkałem swego kolegę ze studiów Andrzeja Lebiediewa, który to zaoferował mi pracę dla sowieckiego wywiadu za niebagatelną sumę tysiąca dolarów miesięcznie.
- Ależ Pan jest jeszcze pijany!
- Absolutnie, wypraszam sobie!
- W takim razie, proszę to zapisać...o tutaj na protokole służbowym powrotu z urlopu wypoczynkowego. Czy zgłosił Pan tę sprawę do odpowiednich służb?
- Tak, natychmiast następnego dnia po naszym spotkaniu udałem się do oficera Oddziału II Sztabu Głównego w Gdańsku, którego w szczegółach poinfromowałem o złożonej mi ofercie współpracy wywiadowczej.
- Doskonale, może jednak uratuje Pan swoją skórę. Ja sprawą nie będę się zajmował , przekażę treść Pana zeznań służbowych do chojnickiej ekspozytury. Proszę się spodziewać spotkań z chłopcami od Damięckiego. Zapisał Pan już tam wszystko?
- Tak!
- Proszę, więc wrócić do swych obowiązków!
- Tak jest panie naczelniku!

Maculewicz z powodu wykroczeń służbowych miał zostać zwolniony ze służby w Inspektoracie Celnym o czym jeszcze nie wiedział. Wobec poważnego obrotu spraw i domniemanej autodekonspiracji Maculewicza, którego wcześniejsze zeznania o spotkaniach z oficerami Oddziału II Sztabu Głównego zostały zrewidowane przez pracowników chojnickiej ekspozytury "dwójki" jako fałszywe, postanowiono o wciągnięciu Maculewicza we wpółpracę. Ustalono również,że "Stach" posługuje się też pseudonimem "Latz", na co wskazywała przechwycona do niego korespondencja idąca przez Chojnice z Berlina do Gdańska.

Józef popełniał, w opinii polskich służb, dziecinne błędy. Jak ten dotyczący zameldowania o sprawie spotkania z Lebiedjewem.

Jeden z pracowników wywiadu o numerze 44984 , który obserwował Hotel Deutscher Hof przesłuchiwał we wrześniu 1924 roku Maculewicza. W czasie przesłuchania Maculewicz otrzymał materiały, które bez jego wiedzy powodowały wciągnięcie Józefa w międzynarodową grę polskiego wywiadu zmierząjącą do kamuflowania działalności polskiej siatki szpiegowskiej w sowieckiej Rosji...


sobota, 24 grudnia 2011

Świąteczne Życzenia

Wszystkim czytelnikom mojego bloga, gościom, a przede wszystkim chojniczanom życzę Radosnych, Rodzinnych i Spokojnych Świąt Bożego Narodzenia. Obyśmy wszyscy tą bożonoraodzeniową refleksję i radość przekuli w codzienną dobroć i determinację w pracy na rzecz innych. Takie właśnie działanie nakazuje katolicka nauka społeczna, o której warto sobie przypomnieć właśnie w czasie tych Świąt.

wtorek, 20 grudnia 2011

Janik o "Panu Tadeuszu" Mickiewicza

Dziś o 17.30 promocja książki pod tytułem Pan Tadeusz. Refleksje nad tekstem autorstwa Janusza Michała Różańskiego. Impreza promocyjna odbędzie się w Hotelu Piast. Wydawca książki Mariusz Janik zaprasza wszystkich na laudację książki w prowadzeniu Mariusza Brunki :)

Recenzja książki autorstwa Eugenii Majewskiej w najnowszym numerze "Słowa Młodych".

Książkę czytałem, polecam i z całego serca zapraszam, na tę wyjątkową jak na Chojnice imprezę.

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Karpiówki,trzynastki i pęknięcia w monolicie

Kapitalizm w znanej nam obecnie formule dosłownie się pali. Lont układany przez dekady został podpalony w 2007 roku. W Chojnicach rządzący wtedy i dziś, człowiek ze stopniem doktora ekonomii z moskiewskiej uczelni, niewiele zrobił (może nie potrafił?), aby ocalić nas od czarnego scenariusza.

To co zrobił dziś na sesji Rady Miejskiej Pan Mirosław Janowski (przewodniczący RM), można porównać do tego co na forum międzynarodowym zrobił minister firnansów RP Jacek Rostowski. Pan Janowski rozdał radnym i burmistrzom Chojnic sakiewki nawołując jednocześnie miejskiego Skarbnika do prowadzenia polityki oszczędności i temeperowania wydatków do których tak chętny pozostaje burmistrz. Jacek Rostowski natomiast na formum międzynarodowym już kilkukrotnie groził wojną, upadkiem strefy euro i ogólnoświatowym kryzysem. Obie sprawy łączy tyle, że są świadectwem pęknięć w monolicie władzy. Ani Tuskowi, ani Finsterowi nie jest w smak przekazywanie - dyskursywnie - sygnałów poświadczających dużą niestabilność ich polityki i niepewność jutra pod ich rządami.

Nie czeka nas nic ciekawego, powstające w hurra - optymizmie kolejne markety będą tak szybko zamykane jak dawne PGR-y. Niestety tej polityce, kiedy to stawia się market koło marketu nikt nie ma odwagi powiedzieć nie. Liczy się tylko na 1. fundusze europejskie, 2. zdolność kredytową, 3. pracę szarych ludzi, 4. rzetelność płacenia coraz wyższych podatków przez przedsiębiorców. Co Wy rządzący dajecie nam od siebie???Idę zaraz w kierunku klarownych pytań - ile podmiotów gospodarczych z zagranicznym kapitałem ściągnieto do Chojnic, jaka była to skala inwestycji za lata 2004-2011?Jakie kroki poczyniono dla stworzenia kompleksowej oferty inwestycyjnej dla firm produkcyjnych? Gdzie i w jaki sposób Chojnice są (były) promowane jako miejsce pod inwestycje?Natomiast w administracji publicznej, samorządowej kultywuje się stare przyzwyczajenia - pensje zwane trzynastkami, karpiówki na święta z kasy publicznej. Gdzie sens, gdzie logika?Za co te apanaże?Po co super toalety, dwóch wiceburmistrzów, Park Wodny prawie w całości na utrzymaniu miasta, kilka Orlików, po co nam Centrum Edukacyjno - Wdrożeniowe kosztujące podatnika ponad pół miliona złotych rocznie (inwestycja starostwa)???

Dochodzi do rolowania długu, zaciąga się kolejne kredyty odraczając te, których spłatę powinno się terminowo podjąć. Słuszne było pytanie Bartosza Blumy odnośnie Pana Finstera o jego intencje zawodowe - Czy za trzy lata będzie startował? Wątpię już dziś. Przez trzy lata nastroje z minorowych zmienią się na tragiczne, a farsa jaką uprawiają włodarze jednocześnie popierając wybrane firmy i wielki kapitał na lokalnym rynku doprowadzi do ogólnej wściekłości.

Warto pochylić się nad tym, ze statystycznie ludzie żyją w Chojnicach za 1500 zł miesięcznie. Proszę sobie zadać pytanie jak młodzi ludzie mają zaczynać z takimi pieniędzmi życie, normalne życie? Mamy doktora ekonomii, który po prostu nie wie chyba (jak mawiał Tusk) jaka jest cena przysłowiowego salcesonu...

Podobno Pan Finster jest naukowcem, jednym z wyzwań nauki jest zdolność predykcji zdarzeń z tej sfery życia ludzkiego jakim się dana nauka zajmuje. Niestety w wypowiedziach burmistrza nie ma, ani słowa o tym co może nastąpić z lokalną gospodarką, nadal zaklinanie rzeczywistości i ufność w szczęście jakie mają ignoranci. Zamiast racjonalnych analiz i sensownych projektów ataki personalne i wojenka polityczna urażonego włodarza...

piątek, 16 grudnia 2011

Refleksje po posiedzeniu komisji rewizyjnej

Dziś od godziny 10.00 byliśmy wraz z Radkiem Sawickim uczestnikami posiedzenia komisji rewizyjnej Rady Miejskiej Chojnic, zwołanej celem zaopiniowania skargi na działania burmistrza Chojnic (zagłuszanie protestu).

Moje refleksje są następujące i myślę, że przydadzą się wszystkim, którzy wejdą w jakikolwiek spór, lub będą musieli bronić swoich interesów przed władzami miasta.

Otóż po tym kiedy z Radkiem zaprezentowaliśmy swoje stanowisko i komentarz do złożonej przez nas skargi, tyrradę wygłosił burmistrz Finster, który jak zwykle zaklinał rzeczywistość, przeżywał protest pod basztą (który de facto też próbował zakłócić), odwoływał się jakichś nieznacznych kontekstowych rzeczy (kwestie osobistych Jego animozji), a co więcej po prostu kłamał w sprawie samego przebiegu zgromadzenia, mówiąć, że On nie zakłócał -nie zagłuszał naszego protestu. On po prostu miał w tym samym czasie zgromadzenie w tym samym miejscu - na płycie rynku...

Oczywiście to zaklinanie rzeczywistości przechodzi bez echa wśród członków komisji...

Spróbowaliśmy opcji - fakty, kultura i racjonalność...to nie daje efektu...Nic nie przemawia do takich ludzi jak Antoni Szlanga czy Stanisław Kowalik, który zawsze ma do mnie jakieś ALE...Tym razem stwierdził, że nie mam prawa używać zwrotu "Za Naszą i Waszą Wolność", użytego zresztą ironicznie w kierunku Pana Szlangi, który o tym etapie walki o wolność wie najwięcej...

Żal Szanowni Państwo, śpieszę tylko potwierdzić, że do radnych nie docierają fakty, racjonalne argumenty, po prostu nic spoza ust i ustaleń burmistrza nie przebija się do ich świadomości.

Nastał czas ostrej walki politycznej, dziś przekonałem się, że Chojnic są po prostu zniewolone przez jednego człowieka i Jego perspektywę i interpetację rzeczywistości.


W Chojnicach wciąż za mało osób interesuje się tym co się dzieje, aktywnie, nie tylko biernie. Wynikiem tego jest taka retoryka jaką od lat uprawia Arseniusz Finster...

środa, 14 grudnia 2011

Wszystko pod dywan?

Dnia 10.09.2011 byłem współorganizatorem protestu przeciwko prywatyzacji ostatniego przedszkola samorządowego.

W czasie trwania protestu - zgromadzenia publicznego, jego przebieg zakłócał, łamiąc prawo burmistrz Arseniusz Finster. Pomagał sobie głośnikami z ChDK-u, żeby móc nas zagłuszać.

Postanowiłem w porozumieniu z Radkiem Sawickim powiadomić o działaniach burmistrza Policję, ta przybyła na miejsce. Niewiele to dało, burmistrz dalej zagłuszał.

Wraz z Radkiem byliśmy przesłuchiwani w tej sprawie na chojnickiej komendzie Policji. Z tego policjijnego dochodzenia wyniknęło tyle, że Policja nie dopatrzyła się w działaniach burmistrza znamion czynów zabrionionych...Sprawa teoretycznie upadła, a burmistrz w swych bezprawnych i antyobywatelskich działaniach pozostał bezkarny.

Dla nas jest oczywistym, że jest to zwyczajne zamiatanie sprawy pod przysłowiowy dywan. Jak to bywa z brudami u zepsutej władzy...

Przygotowaliśmy się więc do złożenia Skargi na działania burmistrza do Rady Miejskiej w Chojnicach i do złożenia Wniosku o ukaranie burmistrza do Sądu Rejonowego w Chojnicach.

O wynikach naszego działania będziemy informować na bieżąco.

O sprawie informuje chojnicki portal chojnice24.pl :

http://chojnice24.pl/artykul/11696/chca-ukarania-burmistrza/

poniedziałek, 28 listopada 2011

Duraj i jego "kręciny"

Tak, każdy z nas widział, słyszał jak to Bogdan Duraj ujawnia taśmy piłkarskiego pokera z PZPN- u.

Tylko jak można uchodzić za Robin Hood'a skoro na lokalnym podwórku jest się tym już przysłowiowym "kręciną"?

Przypomnę tylko te ostatnie kwestie - skierowanie wniosku do prokuratury przeciwko Radkowi Sawickiemu w związku z jego apelem o bojkot http://www.chojnice.com/ . Oddalonym zresztą przez prokuratora. Radek wskazywał, że portal chojnice.com (którego właścicielem jest Duraj) usuwa artykuły i manipuluje opinią publiczną. W szczególności dotyczyło to artykułów nieprzychylnych wobec burmistrza Chojnic Arseniusza Finstera. Sam byłem autorem jednego z zrzutów ekranowych, gdzie przyłapaliśmy portal na ściąganiu niekorzystnych treści. Dziś apostoł odnowy moralnej częstuje nas newsami zza kulis...Staje się ambasadorem walki z korupcją :))) Niech Pan opowie w jaki sposób prowadzone są biznesy w Chojnicach. Dla przykładu z Centrum Parkiem? Ma Pan jakieś nagrania?

Potem była sprawa Jurka Erdmana, który odszedł z portalu chojnice.com. Dlaczego? Może warto go zapytać o szczegóły? Z pewnością nie było tak krystalicznie jak dziś chciałby tę krystaliczność widzieć p. Duraj we władzach PZPN.

Byłem pewien zdumienia, kiedy dziś słuchałem wywiadu w Radio Weekend z Bogdanem Durajem, który się użalał, że władza związkowa PZPN żyje ponad stan, za nic ma zwykłych obywateli...odbierają pensje po kilkanaście tysięcy...obsadzają stanowiska swoimi ludźmi...wszystko opanowali...Panie Duraj, czy nie powinien Pan tego samego dramatu zaprezentować w kontekście tego jak władzę w Chojnicach sprawuje Pana kolega, przyjaciel - Pan Finster? Może ma Pan jakieś ciekawe taśmy? Może warto się nimi podzielić?

Pomijając te wątki, zwyczajnie nie wierzę w zwykłą bezinteresowność działania Pana Duraja. Jestem przekonany, że sprawa taśm PZPN ma drugie dno w postaci jakiejś zakulisowej rozgrywki o której wiadomo od miesięcy. Teraz tylko obóz anty - Lato jest na tyle silny, że puścili to w media. Jeśli obalą Lato, Krzesinę i cała wierchuszkę inni - tacy jak Duraj wezmą władzę w związku. Kto wtedy będzie kręcił?

Prezentowanie świętego oburzenia przed kamerami jest w mojej ocenie czystą hipokryzją i myślę, że niejeden w Chojnicach uśmiał się po pachy widząc w tej roli Bogdana Duraja, a tym który mógł śmiać się najgłośniej był najpewniej sam Arseniusz Finster...

Rada o jakiej marzyłem

Miałem ostatnio rzadki zaszczyt. Otrzymałem zaproszenie od instytucju naukowej, mieszczącej się w Londynie, do zasiadania w radzie sterującej jej pracami.

Tą instytucją jest Centrum Studiów nad Nową Zelandią (Centre for New Zealand Studies) działającej jako instytucja afiliowana przy Uniwersytecie Londyńskim w Londynie (University of London, Bribeck). Jest to dla mnie zaszczyt.

Korzystając z zaproszenia jakie otrzymałem od władz Centrum stałem się członkiem 30 osobowej Rady Centrum Studiów nad Nową Zelandią w której zasiadają osoby z całego świata. Między innymi naukowcy z takich państw jak: Francja, Izrael, Chiny, USA, Nowa Zelandia, Austria, Kanada, Japonia.

Centrum Studiów nad Nową Zelandią wydaje NZSA Bulletin for New Zealand Studies. Poza tym dysponuje dziesiątkami tysięcy książek zgromadzonych w bibliotece Institute of Commonwealth (na Uniwersytecie Londyńskim) . Zrzesza setki naukowców i adeptów nauki. Centrum jest też organizatorem konferencji naukowych odbywających się w cyklach dwuletnich. Prowadzi również doktorantów z całego świata do obrony prac doktorskich, których zainteresowanie skoncetrowało się na studiach nad Nową Zelandią.

W ramach Centrum prowadzone są badania z następujących zakresów:
 - historii Nowej Zelandii
- literatury nowozelandzkiej
- polityki nowozelandzkiej
- ekonomii nowozelandzkiej
- kultury Nowej Zelandii

Na świecie istnieją pięc ośrodków akademickich skoncetrowanych na studiach nad Nową Zelandią. Oprócz tego londyńskiego, są to centra w Wellington w Nowej Zelandii przy Uniwersytecie Wiktorii - Stout Research Centre for New Zealand Studies, na Uniwersytecie Pekińskim w Chinach i dwa w USA jedeno na Georgetown University, a drugie na University of Texas. Z tym, że te dwa w USA mają w zakresie badawczym również Australię. W związku z tym można mówić o trzech ośrodkach naukowych, których prace dotycząc Nowej Zelandii (piszę o naukach społecznych). 

Obecnie Centrum podlega gruntownej przebudowie w związku z tym, że w zeszłym roku cofnięto (w związku z cieżką sytuacją finansową) wsparcie finansowe rządu Nowej Zelandii. Kilka miesięcy temu zadecydowano o wznowieniu prac Centrum i powołaniu Rady, która będzie wyznaczała kierunek prac Centrum. Zgromadzono też odpowiednie środki i zespół, który zagwarantuje ciągłość prac.

W tym zespole znalazłem się i ja, jako jedyny Polak w ramach Rady:) Mam nadzieję, że w niedługim czasie będę mógł radośnie donieść o swojej pracy w ramach Centrum i o jej wynikach. Cieszę się niezmiernie z tego zaproszenia i wiem, że otwiera ono zupełnie nowe perspektywy działalności naukowej, ale i społecznej bo umożliwia mi wdrażanie młodych osób w środowisko naukowców zainteresowanych promowaniem młodych osób.

W najnowszym "Słowie Młodych" będą artykuły związane ze studiami nad Nową Zelandią.

sobota, 26 listopada 2011

Czyje to rondo?

Od kilku miesięcy trwa przebudowa skrzyżowania ulic 14 lutego, Aleji Brzozowej, Kardynała Wyszyńskiego w Chojnicach.

W międzyczasie pojawiły się dyskusje na temat nazewnictwa tego nowego elementu infrastrukturalnego w Chojnicach. Starli się w prasie zwolennicy dwóch opcji dla nazwy ronda: Księdza Jerzego Popiełuszki lub Franciszka Króla (naczelnika parowozowni chojnickiej i jednego z inicjatorów powstania Osiedla Kolejarz przy którym znajduje się budowane rondo).

W sprawie nazwy dla ronda również i ja zamierzam zabrać głos.

Wystosuję za zgodą Zarządu Stowarzyszenia Arcana Historii pismo do odpowiednich organów dla rozpatrzenia możliwości nadania dla Ronda jednej z następujących proponowanych przez nas nazw:


- rondo Kosznajderii/Kosznajderów
- rondo Księdza Alfonsa Schletza (ksiądz wywodzący się z Kosznajderii, dr hab., założyciel pisma "Nasza Przeszłość" dokumentującego historię kościoła Katolickiego w Polsce)
- rondo Kolejarzy Chojnickich
- rondo 1 batalionu strzelców
- rondo imienia Żołnierzy Wyklętych

Uważam, że nowo budowane rondo powinno otrzymać nazwę, które będzie nawiązywała do kultury i historii naszego miasta/regionu. Jestem w największej mierze zwolennikiem nazwania budowanego ronda od mieszkańców ziem na południe Chojnic - Rondem Kosznajderii.

Kosznajderzy, byli przez pięćsetlat mieszkańcami ziemi chojnickiej i wydali z siebie dziesiątki znanych i kulturotwórczych osób - duchownych kościoła Katolickiego, naukowców, historyków, regionalistów. 

Przyznanie nazwy nawiązujące do tej specyficznej grupy etnicznej jaką byli Kosznajderzy jest wyrazem akceptacji dziedzictwa jakie niosą w sobie Chojnice.  

Pisma składam w poniedziałek. Mam nadzieję, że będą podstawą do merytorycznej dyskusji, bo pamiętać trzeba, że nazywanie rzeczy jest też formą władania i kształtowania świadomości społecznej, a ta powinna chyba być jak najbardziej otwarta, pluralistyczna i wymykająca się stereotypizacji.

Na portalu http://www.chojnice24.pl/ prowadzony jest sondaż dotyczący propozycji nazwy dla nowego ronda. Zapraszam do głosowania!

poniedziałek, 21 listopada 2011

Rada Strategii bez Arcan Historii?

W tym roku dowiedzieliśmy się, że burmistrz Arseniusz Finster planuje powołać Radę Strategii, która to miałaby wypracować długofalowy plan rozwoju Chojnic.



Wiele organizacji, już kilka tygodni temu, otrzymało zaproszenie do uczestnictwa w pracach Rady.



Niestety takowe zaproszenie nie dotarło do dziś do Arcan Historii. Jesteśmy tym faktem zaniepokojeni i żywimy szczerą nadzieję przyszłego uczestnictwa w pracach Rady.



Tymczasowy brak zaproszenia naszego środowiska do współpracy odczytujemy jako zaniedbanie formalne i jednocześnie dopytujemy o kryteria doboru środowisk i osób, które zostały wytypowane do pracy w Radzie przez burmistrza Chojnic.
 
 
Te kilka powyższych akapitów wysłałem do chojnickich mediów w dniu dzisiejszym.
Jestem członkiem PChS, które otrzymało zaproszenie do udziału w pracach Rady (na zasadzie przedstawiciela PChS w Radzie). Nie mam zamiaru komentować faktu powołania samej Rady. Może poza tym, że sam wielokrotnie nawoływałem burmistrza Chojnic do tworzenia długofalowych rozwiązań, a nie tych czteroletnich polityk "myszoskoczka". Szczególnie teraz będzie ciężko zaplanować dla Chojnic cokolwiek sensownego. Z licznych analiz - szczególnie polecam "The Economist" czy "Frankfurter Allgemeine Zeitung" - wynika jasno, że to co będzie można nazwać kryzysem to dopiero przed nami. Dna na razie nie widać...
 
Będę cierpliwie czekał na odpowiedź burmistrza na moje pytanie o udział przedstawiciela SAH w pracach Rady Strategii.

niedziela, 13 listopada 2011

W ząbek czesany - refleksje po Marszu Niepodległości

Na wstępię dziękuję za troskę tym wszystkim, którzy w czasie trwania Marszu Niepodlełgości dzwonili do mnie, pisali. Było Was naprawdę wielu, przepraszam, że wszystkim nie odpowiedziałem. Zapewniam jednak o swojej wobec Was pamięci. To było naprawdę ważne tego dnia, czułem, że jesteśmy tam razem.

11 listopada o godzinie 14.20 z Koszykowej ruszyłem z kolegami na Plac Konstytucji. Nie przybyliśmy w żadnej zorganizowanej grupie. Na placu byliśmy około 15.00, bo większość ulic, uliczek, przejść była zamknięta przez kordony Policji. Kiedy weszliśmy na Plac Konstytucji nasz zdumienie wzbudziła ilość ludzi, cały obszar placu był po prostu zapakowany jak puszka sardynek. Przy wylocie w stronę Centrum stali działacze Antify i innych organizacji (anarchiści blokujący Marsz). Marsz miał ruszyć właśnie w kierunku Centrum. To stało się niemożliwe, doszło do bójek, przepychanek z Policji i działaczami obu stron. W ruch poszły petardy, race, kamienie, kostki brukowe, pałki. Najgorzej jednak zaczęło się dziać, kiedy Policja zdecydowała się użyć środków prewencyjnych i uruchomiła armatki oraz...pałki. Tłum niczym gnane przez teksańskie pustkowia bydło ruszył w ślepym kierunku, kto nie biegł, temu groziła śmierć (a na pewno utrata zdrowia) pod nogami kolegów. Atmosfera przerażająca, wojna w toku. Myślę, że tak to mogło też wyglądać w Londynie, i innych miastach podczasz marszy Oburzonych.

Dobrze się stało, że po wstępnej chęci konfrontacji organizatorzy zadecydowali się udać inną drogą do Placu Na Rozdrożu. Wyszliśli z Palcu Konstytucji na południe Marszałkowską, później w kierunku pomnika Romana Dmowskiego, gdzie zakończył się marsz.

Podczas samego marszu, szczególnie na Alejach Ujazdowskich można było spostrzec, że ilość "marszujących" może iść w dziesiątki tysięcy, nie było widać ani końca kolumny ludzi. Wznosiliśmy okrzyki, które nie każdemy mogłyby się pewnie spodobać, ale nam maszerujacym podobały się jak najbardziej :). Atmosfera jednak była przyjazna, i nie waham się powiedzieć DONIOSŁA.

Do zamieszek doszło na Placu Na Rozdrożu, powód był prozaiczny. Ktoś puścił w tłum informację, już kilkaset metrów wcześniej, że TVN podała, iż Marsz został zdelegalizowany. To uwolniło najgorsze emocje i dało pretekst młodym bojówkarzom prawicy do zneutralizowania przekaźników TV należących do TVN24. Sytuacja zaczeła się zaostrzać w momencie, kiedy spalono pierwsze auto. Wtedy też Policja zaczęła powoli wypychać ludzi z Placu Na Rozdrożu w kierunku Śródmieścia. Generalnie ciężko opisać to co się działo, z pewnością większość była przeciwko przemocy, natomiast przeniesiono na grunt Marszu, niepotrzebnie zupełnie, niesnaski na linii Policja - Kibicie drużyn piłkarskich.

Jeśli byłbym zapytamy o sprawę blokady naszego marszu, o sprawę anarchistów, o sprawę udziału Radka Sawickiego po drugiej stronie. To powiem wprost, uważam, że można manifestować niechęć do pewnych działań, zapatrywań poprzez prostest właśnie, a nie poprzez blokowanie takiegoż, kiedy był on w pełni legalny. Anarchistów Policja powinna rozpędzić i wsadzić do ciupy, jeśli nie potrafią zaakceptować różności i wielości poglądów, to chyba nie rozumieją czym jest anarchia. Zachowali się na proteście niczym SA-mani w Monachium. Tylko lewacy mają w tym kraju prawo do protestu? Do gej party publicznego? Hipokryzją jest, na jednej płaszczyźnie otwierać usta, aby na innej je ludziom zamykać. 

W przyszłym roku, jak dożyję, też pojadę. Cieszę się, że mogłem w Marszu Niepodległości uczestniczyć i poznać wiele wspaniałych osób. 

Fot. Paweł Skutecki
Fot. Paweł Skutecki
                                                                 Fot. Paweł Skutecki
                                                               Fot. Paweł Skutecki, http://www.bydgoszcz24.pl/

Do zobaczenia za rok! 

poniedziałek, 7 listopada 2011

Burmiszcz czy burmistrz?

Dla każdego nadchodzi czas wyzwań...

Obserwując Chojnice w pewnym momencie nadchodzi marazm, co do chęci działania społecznego. Taki stan objął wiele środowisk, jedne popadły w milczeni i innercyjny stan, inne w kapitulanctwo i chęć kolaboracji.

Jestem zwolennikiem zmian, realnych, nie udawanych i hasłowych. W sferze ideologicznej pełnienie funkcji burmistrza, czas Finstera dobiegł końca. Nie można swej niekompetencji wobec społeczeństwa obywatelskiego łatać brukiem i asfaltem z publicznej kasy, głośnikami z ChDK...

Stąd moja jasna deklaracja,że w wyborach 2014 roku wystartuję na urząd burmistrza miasta Chojnice. To jest nasze miasto, nasza wspólna własność, a nie właność pewnych uprzywilejowanych grup lewczy zy prawych. Nie wiem czy ktoś mnie poprze. Ale składam jasne deklaracje, obniżka zarobków burmistrza o 50%, rezygnacja z "13" pensji. Więcej pieniędzy na cele społeczne, pro - edukacyjne. Zero wsparcia dla grup interesów i wdrożenie na szczeblu samorządowym tzw. prezydenckiego modelu urzędu. Ponad podziałami, ponad ideologiami. Jasny plan gospodarczy i ciężka praca, a nie "przyjacielskie" wyjazdy do Mozyrza czy innych "demokratycznych" metropolii. Plus deklaracja pełniania maksymalnie dwóch kadencji. Będę miał wtedy 32 lata, i będę w stanie energetycznie urchomić Chojnice. Nie wiem dziś, i wiedzieć nie mogę, czy wygram, czy przegram. Ale wystąpię w otwartym boju, choćbym na "ośle" miał stanąć naprzeciw "rumaka".

Bywam w wielu miejscach. W kościałach, barach, na uczelniach. Niejedni powiedzą, że w barach najczęściej ;) Taki to czas jesiennej słoty. Ale refleksję i analizę sytuacji społecznej czerpie się z każdej przestrzeni życia publicznego. W końcu nic co ludzkie nie jest mi obce.

Świat jest oparty na innowacyjności, przynajmniej ten który się rozwija. Nasz na układach, wstecznictwie, a w najlepszym rozumieniu, na zachowawczym podejściu do społeczeństa, na utrzymaniu status quo. Jestem temu przeciwny. W żadnej dziedzinie nie czuję się autorytetem, ale zdaję sobie sprawę, że są ludzie młodzi, innowacyjni i inteligentni którzy powinni partycypować w rozwoju naszego miasta. Idea rządzenia mądrego polega na skupianiu ludzi mądrych i niezależnych w pracach dla wspólnoty, a nie budowie wielopoziomowej struktury spolegliwości. Natomiast nie powinno być we władzach ludzi z byłego systemu, którzy kiedyś praktykowali komunizm, dziś uchodzą za wieszczów demokracji.

Zobczymy jak będzie. Ale już dziś jasno deklaruję, że w każdym środowisku w którym działam,  będę działał, złożę jasną deklarację, w 2014 roku startuję na urząd burmistrza miasta Chojnice. Chcę normalności, tak samo ja Wy. Nie czuję się reprezentantem ogółu, ale te osoby, które mi dały wiarę w sens takiej deklaracji, te bliskie i dalekie, są najlepszym dowodem na to, że życie należy "skonsumować" w walce o lepszy świat. Wszystko inne jest niewysłowionym złem.

Dziękuję Wam, za te rozmowy, spotkania i słowa wsparcia. Będziemy wspólnie budować "nowe" Chojnice, bez tej kastry, która dziś pławi się krwawicy płynącej z naszych podatków. Bezwstydnicy ideowi, malwersarze wszelkich idei, staną już za trzy lata naprzeciw siły, której dotąd nie znali. To pokolenie lat 70', 80', 90' będzie decydować w głównej mierze o kształcie i wymiarze realnych swobód w następnych latach. Jeśli odniesiemy porażkę to i tak się nie poddamy. Nie za trzy lata, to za siedem, jeśli nie wtedy to za jedenaście, nigdy nie spoczniemy w walce o normalność z tym co dziś uchodzi za "przyzwoity trend".

Oczywiście, wesprę każdego, kto zdecyduje się naprawdę walczyc o Chojnice i nie wymięknie w zetknięciu z tym całym systemem. Tutaj nie chodzi o "stołek", a raczej o wypracowanie trwałej, pozaosobowej alternatywy, która jednak w drodze realizacji musi być oparta o jakiegoś "straceńca";)

wtorek, 1 listopada 2011

Sowiecki szpieg w Chojnicach cz. I

Już po raz ósmy Józef stał przed hotelem Deutscher Hof. Podróż z Chojnic do Oliwy nie była tym razem przyjemna. Szczególnie spotkanie z por. Krasnoturskim i jego ludźmi z II Oddziału Sztaby Głównego na stacji w Tczewie na długo pozostanie mu w pamięci. Aktualność pytania o sens działalności wywiadowczej dla obcego państwa ciągle wzbudzała w Maculewiczu podrygi strachu i oburzenia na niskie stawki i...walutę. Wymiana gdańskiego guldena była wciąż monitorowana, podobnie jak on sam. Zdawał sobie z tego sprawę. Ta świadomość paraliżowała mu kolejne ruchy.

Dochodziła 11.00 Stach miał otworzyć luft górnego okna, po którym to znaku Józef miał wejść do hotelowego budynku. Sprawy jednak przybierały jakiś niechciany obrót, zbliżała się umówiona godzina, ale nie było żadnego znaku. Józef postanowił wejść do hotelu pomimo braku umówionego sygnału. Wylegitymował się swoim prawdziwym nazwiskiem i zapytał o Latza, bo pod takim nazwiskiem ostanio, jak pamiętał, anonsował się w tym hotelu Stach.

W tym samym czasie przy restauracyjnym kontuarze w Deutscher Hof siedział oficer operacyjny polskiego wywiadu nr 44887, który do hotelu wszedł przed Maculewiczem. Notował skrupulatnie każdy ruch obserwowanego. Niestety przez wzgląd na finansowe niedostatki i działalność kontrwywiadu niemieckiego nie mógł zapytać portiera o Maculewicza. Postanowił iść na całość i wolnym krokiem bez okazania dokumentów wkroczył po schodach za podejrzanym. Kiedy ten otwierał pokój przeszedł obok niego dokładnie zapamiętując rozkład korytarzy i numer pokoju w jaki zajął Józef M.

Zszedł drugą klatką schodową, pewien, że pokój Maculewicza przylega do pokoju szefa sowieckiej siatki wywiadowczej "Zakrzewski Stein",która operowała na całą Polskę poprzez osobę Maculewicza, który na co dzień rezydował w Chojnicach.

Cała korespondencja Maculewicza i do niego była na podglądzie od ponad roku. To, że sprzedawał polskie Order de Batalie poszczególnych jednostek z różnych okręgów wojskowych w kraju nie budziło żadnej wątpliwości wśród oficerów II Oddziału.

Na ten moment dla oficera o numerze 44887 najważniejszym pytaniem operacyjnym była tożsamość Stacha vel Latza vel Wickmana. Czy to ta sama osoba, którą obserwował wywiad francuski w Berlinie w związku ze sprzedażą list z wykazami...Nie było czasu na rozmyślania. O 22.00 nr 44887 miał się zameldować w placówce w Tczewie, zakończył operację obserwacyjną zamykając notes na stronach z numerami pokoju Maculewicza. Na twarzy pozostał wielki niedosyt. Z ulicy zgarnął oficera obserwacyjnego 44984 i razem pomaszerowali w kierunku stacji kolejowej.

Maculewicz był zaskoczony. Pozostawał w pokoju sam przez ponad godzinę. Zażył toalety po czym żwawym krokiem wyszedł z pokoju i bez pukania wkroczył do sąsiedniego pomieszczenia. Przy stole w oparach papierosowego dymu siedział "Stach" i "Sujewas", byli niemniej zaskoczeni od Maculewicza. Nie dostali listu potwierdzającego jego przyjazd, dlatego nie nadali umówionego znaku w tym momencie cała trójka zdała sobie sprawę, że są pod stałą obserwacją i na fakt przechwytywania korespondencji muszą błyskawicznie opracować nowe formy kontakatów nie zarzucając tych które już podlegały monitoringowi polskich służb...Cała trójka nie widziała, że w tym samym momencie do hotelu wkroczyła gdańska policja na rutynową kontrolę księgi meldunkowej.
- Są jacyś nowi? - Lachmann zapytał portiera
- tylko ten z Chojnic, Ma...culewicza, tak Maculewicz
- A ten Rosjanin nadal zajmuje pokój?
- Tak, jest dziś u niego w gościnie niejaki...Sujewas
- A tak, Sujewasa znamy doskonale, parszywy gdański przemytnik ryb
- Podpisz listę meldunkową i daj mi ją.
- Jest kompletna z wykazem za cały tydzień, wejścia Latza zaznaczyłem czerwoną kredką wraz z godzinami, tak jak się umawialiśmy. Masz dla mnie pieniądze?


JEST TO PIERWSZY ODCINEK SERII "Sowiecki szpieg w Chojnicach" :) Wymyśliłem sobie,że będę na blogu w takiej fabularyzowanej formie podawał realia zapisyne gdzieś głęboko w archiwach, żeby przybliżać klimat lat przedwojennych w Chojnicach. Miłego czytania, a ja będę ćwiczył warsztat, aby odbiór był dla czytających jak najprzyjemniejszy. Pełny artykuł, ale w formie naukowej, a nie fabularyzowanej ukaże się w najbliższym numerze "Słowa Młodych". Będzie to materiał dotyczący działalności sowiecko - niemieckiej siatki szpiegowskiej i sowieckiego szpiega w Chojnicach w latach 20 - tych XX wieku.

poniedziałek, 31 października 2011

Polityczne trupy

W szafach chojnickich instytucji sporo leży politycznego trupa. Po każdych wyborach ilość ta przyrasta. Przegrywają wybory, a przegrana staje się przepustką do życia urzędniczego z jakąś aspiracją samooszukańczą przyszłego zwycięstwa w sytuacji kiedy jest się już w cudzej szafie pod cudzym kluczem.

Najstarsze trupy politycznej, te najstraszniejsze zmory Chojnic to dawni funkcjonariusze SB, członkowie egzekutyw PZPR i innych instytucji walczących za kraj rad. Dziś choć w obcych szafach to nadal roszczą sobie prawo do podszeptu i gry za publiczne pieniądze. Gry o tyle nietuzinkowej, że prowadzonej w ramach demokracji, ale przeciw niej samej.

Czas byłby aby polityczne trupy zostały pochowane raz na zawsze, a władza mieniąca się tytułami obywatelskości powinna ten szkodliwy asortyment usunąć ze swych szaf właśnie w tym celu. Niesty przyznaje im stanowiska - ludziom bez poparcia, bez mandatu społecznego.

Powstaje niebezpieczne pytanie - dlaczego umarli rządzą żywymi? Przecież kto umarł ten nie żyje jak powiadał Franz Maurer...