sobota, 31 października 2015

Przeciwko prywatyzacji

W 2011 r., wraz ze Stowarzyszeniem Wspólna Ziemia, Arcana Historii organizowały protest na Starym Rynku przeciwko prywatyzacji ostatniego publicznego (samorządowego) przedszkola, tj, PS nr 9.

Wtedy burmistrz Finster, nie chciał nas słuchać, co więcej krzyczał i zakłócał nasze legalne zgromadzenie, bo przybył na nie ze swoim nagłośnieniem w to samo miejsce i o tej samej porze.

Dziś pragnę Wam przypomnieć, to co przygotowałem na tamtejsze spotkanie z mieszkańcami. Poniżej znajduje się oryginalny i cały tekst, jaki przygotowałem na tamten protest. Wtedy Finster nie słuchał i odżegnywał nas od czci, obecnie jest obwnionym i przypuszczam,że będzie ukarany przez Regionalną Izbę Obrachunkową w Gdańsku.

Oto treść mojego tekstu, jaki przygotowałem na wystąpienie na Starym Rynku w 2011 roku:

 Kwestia cedowania odpowiedzialności za funkcjonowanie chojnickich przedszkoli na sąsiednie samorządy.


Szanowni Państwo,

W swej wypowiedzi poddanej rygorowi czasu, przedstawię Państwu historię i stan teraźniejszy prób cedowania odpowiedzialności za funkcjonowanie chojnickich przedszkoli na sąsiednie samorządy. Żeby uniknąć nieporozumień już na wstępie powiem, że takie działanie jest niemożliwie, a sam tytuł mego wystąpienia jest tak skonstruowany aby obnażyć niemoc i nieporadność tych, którzy chcieliby w Chojnicach sprywatyzować ostatnie samorządowe przedszkole. W pierwszym rzędzie mam tutaj na myśli burmistrza i większą część członków Rady Miejskiej Chojnic. Przedstawię brak możliwości prawnych przeprowadzenia prywatyzacji ostatniej placówki, oraz brak możliwości cedowania odpowiedzialności za określanie wartości dopłat do przedszkoli niepublicznych na podstawie stawek funkcjonujących w „sąsiedniej” gminie. Ukażę ekonomiczny imperatyw dążenia do prywatyzacji ze strony władz miasta przy braku możliwości prawnych – tym samym wskażę proces naruszania prawa i tworzenia aktów prawa miejscowego niezgodnych z aktami wyższego rzędu. Oficjalnie słyszymy, że prywatyzacja jest podyktowana chęcią wcielania w życie idei prywatyzacji w gminie i szukania oszczędności przy głoszeniu istnienia ku tej prywatyzacji odpowiednich możliwości prawnych.

Aby nadać przejrzystość swemu wystąpieniu, wprowadziłem odpowiednią systematykę tego co chcę Państwu przedstawić, i tak oto prezentuje się plan mojego wystąpienia:

  1. Geneza problemu – próby prywatyzacji przedszkola nr 9
  2. Moje tezy
  3. Moje diagnozy i analizy
  4. Moje postulaty

Ad. 1. Przedszkole numer 9 próbowano już sprywatyzować w roku 2007 wraz z pozostałymi przedszkolami samorządowymi. Sprzeciw pomysłowi prywatyzacji wszystkich przedszkoli zgłosiła kurator oświaty Pani Anna Lis, podstawą jej stanowiska sprzeciwiającego się prywatyzacji wszystkich przedszkoli była ustawa o systemie oświaty, a konkretnie jej artykuł 59 ust. 1,2, i 2b. O ile w roku 2004 i 2011 punkt 1 wspomnianego artykułu nie uległ zmianie, to już artykuł 2 uległ zmianie w międzyczasie i o ile brzmiał : Szkoła, profil kształcenia ogólnozawodowego lub zawód, w jakim szkoła kształci, a także placówka publiczna prowadzona przez jednostkę samorządu terytorialnego, z zastrzeżeniem ust. 2a, mogą zostać zlikwidowane po uzyskaniu pozytywnej opinii kuratora oświaty, a w przypadku szkoły rolniczej także ministra właściwego do spraw rolnictwa, a szkoła lub placówka publiczna prowadzona przez inną osobę prawną lub osobę fizyczną - za zgodą organu, który udzielił zezwolenia na jej założenie. W przypadku szkoły i placówki artystycznej jest wymagana pozytywna opinia ministra właściwego do spraw kultury i ochrony dziedzictwa narodowego.

To teraz uzyskał brzmienie: Szkoła lub placówka publiczna prowadzona przez jednostkę samorządu terytorialnego może zostać zlikwidowana po zasięgnięciu opinii organu sprawującego nadzór pedagogiczny, a szkoła lub placówka publiczna prowadzona przez inną osobę prawną lub fizyczną - za zgodą organu, który udzielił zezwolenia na jej założenie

Ten subtelny zapis w znowelizowanej ustawie daje, jak mniemam, władzom Chojnic nadzieję, na możliwość prywatyzacji przedszkola, do tego jeszcze wrócę. Przedszkole chciano sprywatyzować w 2007 roku, ale nie zezwalało na to prawo, natomiast tak Pan Finster to wtedy komentował:
Jedno przedszkole publiczne, pięć niepublicznych, taki system. Dlaczego taki? Ja z pełnym zrozumieniem odnoszę się do sytuacji, w której w Chojnicach powinna być baza wymiarowania kosztów tych przedszkoli, które będą u nas, ponieważ musimy sobie zdawać sprawę z tego, że baza wymiarowania kosztów w innych miastach jest o wiele niższa. Dzisiaj jest tak, że w Szczecinku, w Kościerzynie, w innych miastach finansowanie tych gmin wynosi około 250 zł, u nas wynosi 400 zł. Wybór padł na Przedszkole nr 9 z kilku powodów. Powód pierwszy – bo największe przedszkole. Powód drugi – bo są tam oddziały integracyjne. Powód trzeci – jest to najdroższe przedszkole w prowadzeniu. Dlatego zostawiamy największe i najbardziej skomplikowane.

Dziś jak wskazałem, są według włodarza inne uwarunkowania prawne, tak o nich mówił na ostatniej sesji RM; Chcieliśmy zrobić wszystkie, sprywatyzować wszystkie placówki, ale nie było zgody wówczas Ministerstwa Edukacji Narodowej i Kuratorium Oświaty, wtedy był wymóg, że jedno przedszkole musi być publiczne. W tej chwili tego wymogu nie ma, bo nie jest potrzebna zgoda Kuratorium, tylko jest potrzebna opinia i te uwarunkowania zmieniły się całkiem niedawno, dlatego kończymy ten proces. 

Niestety w błędnej dedukcji urzędnicy, radni i burmistrz nie dostrzegają, że po zasięgnięciu opinii Kurator nadal ma możliwość realnego zablokowania prywatyzacji ostatniego przedszkola w gminie i zdając sobie sprawę z obowiązków wynikających z ustawy o samorządzie gminnym i z ustawy o systemie oświaty Kuratorzy w praktyce już blokują możliwość prywatyzacji ostatniego przedszkola.

W Chojnicach w tym roku przemówiły względy ekonomiczne, budżet pęka w szwach, płacić mają za to rodzice przedszkolaków. Wynika z tego, że najpierw wyliczono miesięczny koszt bieżący w 2011 na jednego przedszkolaka w PS – 9 na 591 zł (rok wcześniej – 566 zł). Gdy okazało się, że w ostatecznej wersji projektu budżetu jest mniej pieniędzy na przedszkola, niż rok temu, kwotę „obcięto” dla ps9 na 468 zł. O sytuacji alarmował wielokrotnie dyrektor Ziarno z Urzędu Miejskiego.  Godne uwagi jest również wystąpienie Pana Dyrektora na wspólnym posiedzeniu Komisji Kultury i Sportu oraz Komisji Edukacji z dnia 19.01.2011 r. Na tym posiedzeniu Pan Dyrektor w pkt 3) porządku obrad wyjaśnił jak była obliczana dotacja. Szczególnie ważny jest ten fragment wypowiedzi Pana Dyrektora, w którym stwierdza on, iż „ustawa nic nie mówi o tym, że mamy teraz od tego [czyli od wydatków bieżących – przyp. aut.] odliczać jakby te dochody, które uzyskujemy od rodziców”. Następnie Pan Dyrektor oświadcza, że obliczona przez przedszkole publiczne dotacja na 1 ucznia w 2011 r. wyniosła 591 zł i „taki materiał został przekazany Pani Skarbnik” jako założenie do budżetu. Wskazuje również, że uprzednio otrzymał „sygnały, że taka kwota jest niemożliwa, bo musimy bilansować budżet i należy tą kwotę obciąć”. W związku z tymi sygnałami Pan Dyrektor wskazał, że „należało podejmować pewne próby [obcięcia kwoty – przyp. aut.] i takie próby podjęliśmy, chociaż ja do końca nie wiem, czy one były właściwe i jak one się zakończą (…)”. Proszę wreszcie zwrócić uwagę, że na przedmiotowym posiedzeniu Pan Dyrektor wskazał, że kwota wydatków bieżących w wysokości 591 zł naliczona przez przedszkole publiczne, która powinna stanowić podstawę naliczenia dotacji, była jak najbardziej prawidłowo naliczona, zatem odliczenie wymienionych w zarządzeniu wydatków na żywność oraz czesnego było pozbawione postawy prawnej.


Oto tragizm sytuacji ekonomicznej ukazany w protokołach z posiedzień komisji:

Trochę więcej jak 350 zł. I teraz jest pytanie wobec tego, jeżeli 350 zł, no to są skutki finansowe jakieś i to by była kwota ok. 300 tys. zł, tak z grubsza licząc szacunkowo, które by jeszcze należało do tych dotacji dołożyć. No, ale jest py-tanie skąd ją wziąć? Pozostawiam to na razie jakie pytanie otwarte.
Radny Józef Skiba – czy w takim razie prowadzący te palcówki przedszkolne nie będą podwyższać opłat za przedszkole?
p.Ziarno – trudno mi powiedzieć.
Radny Józef Skiba – a jeżeli nie, to czy to się nie dobije na jakości powiedzmy wycho-wania, utrzymania tych dzieci w tych placówkach?
p.Ziarno – trudno mi tutaj powiedzieć. No, na pewno jak są gorsze środki, no to na pewno są gorsze możliwości. Natomiast na ile, to nie wiem.
Radny Józef Skiba – czy my mamy jakieś prawo, czy moc ustalania górnej granicy opłat dokonywanych przez rodziców? Bo np. prowadzący, gdy dostanie niższą kwotę z miasta, to będzie mógł to odzyskać poprzez podniesienie opłaty, która uiszczają rodzice.
p.Ziarno – takiej możliwości nie mamy. My nie mamy możliwości wpływu

Sam burmistrz na jednym z posiedzeń komisji przyznał, że nie ma możliwości prywatyzacji ostatniego przedszkola…

W Biskupcu w woj. Warmińsko – mazurskim uniemożliwiono gminie prywatyzację przedszkola właśnie przez wzgląd na nieodpowiednią interpretację przepisów ustawy o systemie oświaty konkretnie zapisów w artykule 59.

Finster chciałby przerzucić wyznaczanie wartości dopłat do przedszkoli niepublicznych na któreś z gminy „sąsiedniej” oczywiście najlepiej to z najniższą wartością dopłaty, ale jest to również prawnie niemożliwe, bo jeśli w sąsiedniej gminie wiejskiej Chojnice nie ma przedszkola publicznego, to znaczy, że za sąsiednią gminę można traktować każdą gminę w Polsce, bo ustawodawca nie definiuje to ma na myśli przez gminę „sąsiednią”. Tym sposobem znaleźlibyśmy się w kuriozalnej sytuacji, której zdaje się nikt jeszcze nie przemyślał.

Moje tezy są następujące:

  1. Zabrakło pieniędzy w kasie miasta, należy wszelkimi sposobami choćby chwilowymi i kosztem społecznym łatać braki.
  2. Dokonuje się proces, który można nazwać finsteryzacją prawa – specyficzną formułą interpretacji przepisów. Przykład:
Powstaje zatem uzasadnione pytanie – czemu w 2010 r. Pan Burmistrz nie odliczył od wydatków bieżących czesnego rodziców a zrobił to w 2011 r.?


  1. Nie należało sprzedawać nieruchomości w procesie prywatyzowania przedszkoli, a jedynie je dzierżawić
Oto potwierdzenie:
Anna Lis (kurator oświaty 2007) wyraziła zgodę na likwidację pięciu z nich i pozostawienie PS 9 jako publicznego. Wniosła uwagę, że „Będzie to warunkiem ustalenia dotacji z budżetu miasta na koszty utrzymania 1 dziecka i naliczenie budżetów pozostałym przedszkolom niepublicznym. (…) Propozycja prowadzenia przedszkoli niepublicznych w pierwszej kolejności zostanie przedstawiona dotychczasowemu personelowi wraz z bezpłatnym użytkowaniem dotychczasowych obiektów.” – kurator sugerowała też bezpłatne użytkowanie obiektów, a miasto obiekty sprzedało…

  1. Nie ma warunków prawnych, które umożliwiałyby prywatyzację ostatniego przedszkola jest to sprzeczne z postanowieniami ustawodawcy.
  2. Nie ma podstaw prawnych do dowolnego interpretowania pojęcia koszty bieżace.I tutaj słusznie Panie dyrektorki zauważyły czynnik ekonomiczny jako ten który był podstawą działania ratusza z naruszeniem prawa i tak pisały:
Działanie takie uważamy za nieuprawnione, ponieważ ustawa o systemie oświaty wprowadza sztywne kryteria obliczania dotacji, wśród których nie ma możliwości ich obniżania z uwagi na kryterium ekonomiczne udzielającego dotacji.


  1. Rada Miejska podejmie uchwałę o prywatyzacji co doprowadzi do zaostrzenia konfliktu i do przewlekłych problemów natury prawnej związanych z określaniem dopłat do przedszkoli niepublicznych. Będzie to na rękę rządzącym Chojnicami.
  2. Prawo uniemożliwia likwidację ostatniej publicznej placówki.
  3. Chęć prywatyzacji przedszkola to również wyraz braku braku odpowiedzialności za samorząd.
  4. przedszkolom niepublicznym udziela się najniższego możliwego i ustawowo dopuszczalnego dofinansowania, które i tak okazuje się być zaniżone – przykład orzeczenia WSA i sprawa definiowania tzw. kosztów bieżących.
  5. Mamy paradoksalną sytuację w której, przedszkolanki ze sprywatyzowanych przedszkoli sądują się z Urzędem Miasto o wartość kwoty bazowej (czyli tej obliczanej dla PS9)
  6. Burmistrz stosuje instrumentalne metody w dyskursie publicznym i dostosowuje prawdy do swoich racji. Przykładem niech będzie ta wypowiedź:

- Kilka razy Arseniusz Finster narzekał na to, że właścicielki niepublicznych przedszkoli, wbrew jego radom, utworzyły holding, razem działają. „Można założyć się, że jak podniosą opłatę stałą, to o tyle samo. Czyli jest podzielony rynek, nie ma konkurencji cenowej pomiędzy przedszkolami. (…) Nie może być tak, że mamy sprywatyzowane przedszkola i mówią one jednym głosem. One muszą ze sobą konkurować. Zrobię wszystko, aby rozbić ten układ, ten holding.” – stwierdził burmistrz.
Dziś burmistrz Finster twierdzi, że nie ma mowy o żadnych zmowach cenowych i ślepo każe wierzyć w wolny rynek, prawda taka, że nie ma pieniędzy w budżecie miasta i cały powód zmiany zdania przez burmistrza.

A to inny przykład koniunkturalnego stanowiska burmistrza:
Burmistrz Arseniusz Finster na tej sesji uzasadniał decyzję, posiłkując się argumentami z uzasadnienia postanowienia Kurator Oświaty z 13.03.2007 r.: - Jedno przedszkole publiczne, pięć niepublicznych, taki system. Dlaczego taki? Ja z pełnym zrozumieniem odnoszę się do sytuacji, w której w Chojnicach powinna być baza wymiarowania kosztów tych przedszkoli, które będą u nas, ponieważ musimy sobie zdawać sprawę z tego, że baza wymiarowania kosztów w innych miastach jest o wiele niższa. Dzisiaj jest tak, że w Szczecinku, w Kościerzynie, w innych miastach finansowanie tych gmin wynosi około 250 zł, u nas wynosi 400 zł. Wybór padł na Przedszkole nr 9 z kilku powodów. Powód pierwszy – bo największe przedszkole. Powód drugi – bo są tam oddziały integracyjne. Powód trzeci – jest to najdroższe przedszkole w prowadzeniu. Dlatego zostawiamy największe i najbardziej skomplikowane.


  1. Forma stosowanego przez burmistrza nacisku na przedszkolanki, stanowi formę pewnego szantażu politycznego, otóż w mediach pojawiała się w lutym taka wypowiedź burmistrza:

- Mamy ustną opinię RIO w Gdańsku, że nasz sposób naliczania dotacji jest prawidłowy. Jeśli przegramy sprawę w sądzie, to wyrównamy te brakujące 73 złote do kwoty, która uwzględniałaby w podstawie opłatę stałą. Mamy w budżecie takie rezerwy. Sądzę jednak, że te panie nie byłyby na tyle pazerne, żeby naliczały nam odsetki.” – powiedział burmistrz Arseniusz Finster. – luty 2011-09-10

A potem: Nie mam najmniejszych wątpliwości, że za okres wrzesień – grudzień 2009 wystawimy decyzje administracyjne, jeżeli wyniki kontroli UM wykażą, że dotacje zostały wydane niezgodnie z przeznaczeniem lub nie wydatkowano ich wcale. Zażądamy wtedy ich zwrotu.”  - mówi Wajlonis dnia 25.02.2011


Dziś znamy wynik z WSA, o dopłatach nie ma mowy, o wywiązywaniu się z wypowiadanych słów też, natomiast w międzyczasie były groźby urzędu po kontroli w przedszkolach o zwrotach części dopłat które UM wpłaca przedszkolom niepublicznym.

13. Rada Miejska nie spełnia nałożonej na nią roli organu uchwałodawczego, zaczyna się wydawać, że to Arseniusz Finster zgromadził w swoim ręku pełnię władzy tak uchwałodawczej jak i wykonawczej. Czy to jest normalne?

Oto przykład:
Andrzej Mielke. Nie miał on jednak pytań, gdyż wygłosił jedynie oświadczenie, że „burmistrz przejawił należną i roztropną troskę o budżet miasta zgodny z prawem.

14. Przypadki specjalne dotyczące prywatyzacji przedszkoli może stanowić przykład gminy Cewice – nie mieli swojego przedszkola samorządowego, ktoś założył prywatne, jako podstawę dotacji zaczęto brać wartość dopłat do publicznego z sąsiedniej gminy, po czasie stworzono swoje przedszkole samorządowe, bo chciano mieć jakikolwiek wpływ na wartość dopłat do przedszkoli prywatnych.

Postulaty:
  1. Powołanie społecznej Komisji ds. wyjaśnienia przyczyn i sensowności zgłaszanej prywatyzacji.
  2. wprowadzenie natychmiastowych oszczędności w wydatkach UM, poza przedszkolami.


Rzeczowo
  1. Geneza prywatyzacji
  2. Przepisy artykułu 59 ustawy o systemie oświaty oraz o samorządzie gminnym, wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego
  3. Sprawa Biskupca, gdzie właśnie artykuł 59 zaważył na decyzji wojewody o uchyleniu uchwały, co więcej, tam jest już jasno – po skierowaniu przez gminę sprawy do WSA, że nie ma możliwości przeprowadzenia prywatyzacji ostatniego przedszkola.
  4. Wątpliwości budzi treść obu uchwał o prywatyzacji przedszkoli w roku 2007. W każdej z tych uchwał w paragrafie numer dwa, widnieje podobny zapis, który nie uwzględnia zapisów ustawy o systemie oświaty, konkretnie artykułu 59 tej ustawy choć jednocześnie podaje się, że artykuł ten stanowi podstawę prawną podjęcia uchwały o prywatyzacji.

I tak mamy zapis w paragrafie numer 2, który mówi:

W pierwszej z uchwał z 26 lutego:

W przypadku likwidacji w/w przedszkoli zapewnić dzieciom dotychczas do nich uczęszczającym oraz innym, możliwość korzystania z przedszkoli niepublicznych oraz z oddziałów zerowych w szkołach publicznych. TAKI jest zapis, kiedy ustawodawca jasno mówił i mówi, że nauka musi być kontynuowana w jednostkach tego samego typu . Oto pełen zapis z artykułu 59,: Szkoła publiczna, z zastrzeżeniem ust. 1a i 2, może być zlikwidowana z końcem roku szkolnego przez organ prowadzący szkołę, po zapewnieniu przez ten organ uczniom możliwości kontynuowania nauki w innej szkole publicznej tego samego typu  - stan prawny na rok 2007.

W poprawionej uchwale RM o prywatyzacji czytamy w nieco zmienionym paragrafie 2:
„Zapewnić dzieciom dotychczas do nich uczęszaczajacym oraz innym, możliwość korzystania z przedszkoli niepublicznych oraz oddziałów zerowych w szkole publicznej” – stan prawny od lutego do kwietnia nie zmienił się i nadal ustawodawca ustawą o systemie oświaty mówił: Szkoła publiczna, z zastrzeżeniem ust. 1a i 2, może być zlikwidowana z końcem roku szkolnego przez organ prowadzący szkołę, po zapewnieniu przez ten organ uczniom możliwości kontynuowania nauki w innej szkole publicznej tego samego typu.

Obecnie zapis artykułu 59 brzmi dosłownie:
Art. 59. 1. Szkoła publiczna, z zastrzeżeniem ust. 1a i 2, może być zlikwidowana z końcem roku szkolnego przez organ prowadzący szkołę, po zapewnieniu przez ten organ uczniom możliwości kontynuowania nauki w innej szkole publicznej tego samego typu, a także odpowiednio o tym samym lub zbliżonym profilu kształcenia ogólnozawodowego albo kształcącej w tym samym lub zbliżonym zawodzie. Organ prowadzący jest obowiązany, co najmniej na 6 miesięcy przed terminem likwidacji, zawiadomić o zamiarze likwidacji szkoły: rodziców uczniów (w przypadku szkoły dla dorosłych - uczniów), właściwego kuratora oświaty oraz organ wykonawczy jednostki samorządu terytorialnego właściwej do prowadzenia szkół danego typu.
1a. Szkoła w zakładzie poprawczym lub schronisku dla nieletnich oraz szkoła przy zakładzie karnym lub areszcie śledczym może być zlikwidowana w każdym czasie, po zapewnieniu uczniom możliwości kontynuowania nauki w innej szkole.
2. Szkoła lub placówka publiczna prowadzona przez jednostkę samorządu terytorialnego może zostać zlikwidowana po zasięgnięciu opinii organu sprawującego nadzór pedagogiczny, a szkoła lub placówka publiczna prowadzona przez inną osobę prawną lub fizyczną - za zgodą organu, który udzielił zezwolenia na jej założenie.
2a. (uchylony).
2b. (uchylony).
3. Dokumentację zlikwidowanej szkoły publicznej przekazuje się organowi prowadzącemu szkołę, z wyjątkiem dokumentacji przebiegu nauczania, którą przekazuje się organowi sprawującemu nadzór pedagogiczny, w terminie jednego miesiąca od dnia zakończenia likwidacji.
4. Dokumentację zlikwidowanej szkoły lub placówki publicznej prowadzonej przez osobę prawną lub fizyczną przekazuje się właściwemu organowi jednostki samorządu terytorialnego, o którym mowa w art. 58 ust. 3.
5. Przepisy ust. 1-4 stosuje się odpowiednio do placówek publicznych, z wyjątkiem warunku o likwidacji z końcem roku szkolnego.
6. Przepisy ust. 1-5 i art. 58 stosuje się odpowiednio w przypadku przekształcenia szkoły lub placówki.
7. Organ prowadzący szkołę lub placówkę może przenieść kształcenie w określonym zawodzie z tej szkoły lub placówki do innej szkoły tego samego typu lub innej placówki tego samego rodzaju prowadzonej przez ten organ, po zawiadomieniu, co najmniej na 6 miesięcy przed terminem przeniesienia, kuratora oświaty i rodziców uczniów, a w przypadku szkoły dla dorosłych - uczniów.
8. Przepisów ust. 1-5 nie stosuje się w razie przekazania przez jednostkę samorządu terytorialnego prowadzenia szkoły lub placówki publicznej osobie prawnej niebędącej jednostką samorządu terytorialnego lub osobie fizycznej.
9. Przekazanie, o którym mowa w ust. 8, jest równoznaczne z likwidacją dotychczasowej formy organizacyjno-prawnej szkoły lub placówki, w rozumieniu przepisów ustawy z dnia 30 czerwca 2005 r. o finansach publicznych.

TYTUŁEM PODSUMOWANIA:
Z protokołu z sesji z 17.08.2011,

Finster mówi:
Chcieliśmy zrobić wszystkie, sprywatyzować wszystkie placówki, ale nie było zgody wówczas Ministerstwa Edukacji Narodowej i Kuratorium Oświaty, wtedy był wymóg, że jedno przedszkole musi być publiczne. W tej chwili tego wymogu nie ma, bo nie jest potrzebna zgoda Kuratorium, tylko jest potrzebna opinia i te uwarunkowania zmieniły się całkiem niedawno, dlatego kończymy ten proces.   – jest to nieprawda w obliczy nie zmienionego (nie znowelizowanego przepisu ustawy o systemie oświaty, konkretnie mowa o art. 59, ale też i o niezmienionych kompetencjach Kuratora Oświaty w zakresie przedmiotowego opiniowania takich spraw). Czyli opinia jest na podstawie wydanego postanowienia Kuratora Oświaty wiążąca, jaka była w roku 2007 każdy już wie – pozostawić przedszkole samorządowe nr 9!

- artykuł 7 punkt 1, ustawy o samorządzie gminnym mówi jasno, że Zaspokajanie zbiorowych potrzeb wspólnoty należy do zadań własnych gminy.
W szczególności zadania własne obejmują sprawy: i tutaj czytamy podpunkt 8:
- edukacja publiczna









































„Rada Przedszkola.

Jako rodzice dzieci Przedszkola Samorządowego Nr 2 „Bajka” pragniemy wyrazić swój głęboki niepokój w związku z przedstawionymi nam przez Pana Burmistrza planami prywatyzacji przedszkoli Chojnickich. Sądzimy, że podobnie jak i nam leży Panu na sercu przyszłość miasta, ale uderza Pan swoimi poczynaniami w jej podstawy — odbierając naszym dzieciom szansę na prawidłowy rozwój w odpowiednio do tego przygotowanych placówkach pod okiem wykwalifikowanej kadry nauczycielskiej. W dodatku zaskakuje nas Pan tym projektem, nie dając nam możliwości wyrażenia swej opinii. Przed podjęciem tak ważnej dla społeczności miasta i okolic decyzji należy przecież przeprowadzić szeroką dyskusję publiczną, która umożliwia wybór najlepszego rozwiązania. Zwracając się z apelem o rozpoczęcie właściwych konsultacji społecznych, przedstawiamy swoje stanowisko.
1)      Wbrew wstępnym zapewnieniom Pana Burmistrza uważamy, że prywatyzacja przedszkoli spowoduje na pewno znaczny wzrost opłaty za pobyt dziecka w przedszkolu, czego konsekwencją będzie rezygnacja z tej formy opieki nad dzieckiem przez rodziny o niskich zarobkach. Przy prorodzinnej polityce rządu RP i tendencji równania do standardów europejskich krok Rady Miejskiej będzie prawdziwym anachronizmem.
Zgodnie z ust. 5 art. 5 „Ustawy o systemie oświaty” zakładanie i prowadzenie publicznych przedszkoli należy do zadań gmin. Przedszkola takie prowadzą rekrutację dzieci w oparciu
o zasadę powszechnej dostępności. Ta zasada będzie złamana w przypadku, gdy wszystkie chojnickie przedszkola ulegną przekształceniu, a obserwując dotychczasowe działania władz naszego miasta takie rozwiązanie „problemu” jest niestety realne. Nas nie stać na drogie, prywatne przedszkola!
2)      Obawiamy się również, że skutkiem prywatyzacji będzie rezygnacja z wykwalifikowanej, doświadczonej i kompetentnej, ale z punktu widzenia ekonomii i wolnego rynku nieopłacalnej (za drogiej), kadry nauczycielskiej i zatrudnienie osób przypadkowych. Pociągnie to za sobą także redukcję etatów kadry pomocniczej — woźnych i tym samym zagrozi bezpieczeństwu naszych pociech. Prześladuje nas wizja przedszkola, w którym jedna opiekunka pracując przez 8 godzin z 40 podopiecznymi stara się nad nimi zapanować i uchronić przed niebezpieczeństwem.
A gdzie proces dydaktyczny, troska o rozwój emocjonalny wychowanków, indywidualizacja pracy z dzieckiem niepełnosprawnym, nadpobudliwym, czy chociażby nieśmiałym?! Niemożliwe staną się wycieczki do lasu lub do parku, wyjścia do kina itp., przedsięwzięcia tak dobrze nam znane z pobytu naszych dzieci w „Bajce”.
Z listu, który otrzymaliśmy od Pana, wnioskujemy, że celem Pańskich działań ma być stworzenie między innymi konkurencji wśród chojnickich przedszkoli przez powołanie do życia takiej placówki, która podjęłaby się świadczenia usług nowych, na przykład opieki popołudniowej lub weekendowej, zgodnie z oczekiwaniami społecznymi. Jesteśmy przekonani, że istniejące już przedszkola publiczne także są w stanie taką ofertę przygotować. Sądzimy, że władzom miasta nie chodzi o stworzenie „Całodobowej przechowalni dla dzieci”, ale zapewnienie najmłodszym obywatelom szczęśliwego dzieciństwa.
Panie Burmistrzu! W ostatnich wyborach obdarzyliśmy Pana zaufaniem, po raz kolejny wierząc, że okaże się Pan dobrym gospodarzem. Oczekujemy więc, że podejmie Pan dyskusję społeczną na temat przyszłości chojnickich przedszkoli i nie zlekceważy naszych opinii. Apelujemy o ustalenie terminu spotkania z rodzicami dzieci wszystkich przedszkoli i dokładne przedstawienie stanowiska władz w tym konflikcie oraz powstrzymanie się od rozwiązań prawnych do czasu konsultacji
z wszystkimi zainteresowanymi stronami.
Jesteśmy przekonani, że w tych rozgrywkach ekonomicznych zwycięży jednak dobro dzieci.
W załączeniu przesyłamy listę z podpisami rodziców popierających nasz protest.”
Wycinek z odpowiedzi Finstera:

Następnie autorzy listu mówią o ustawie art.5 zakładanie i prowadzenie publicznych przedszkoli należy do zadań gminy. Tak, to prawda.

piątek, 30 października 2015

Chojnice w ruinie?

Chojnice są zdegradowanym ekonomicznie miastem?

Wystarczy przyjrzeć się tej liście do której link zamieszczam, by jednak znaleźć pewne analogie z innymi miejscowościami na przedstawionej przez "Gazetę Wyborczą" w atmosferze skandalu listę zdegradowanych ekonomicznie miejscowości w Polsce (zdegradowane ekonomicznie miejscowości):

Województwo pomorskie

Borzytuchom, Brusy, Bytów, Cewice, Chojnice, Czarna Dąbrówka, Czarne, Czersk, Człuchów, Damnica, Debrzno, Dębnica Kaszubska, Dzierzgoń, Główczyce, Gniew, Kępice, Kobylnica, Koczała, Kołczygłowy, Konarzyny, Krynica Morska, Kwidzyn, Lębork, Lichnowy, Lipnica, Łeba, Malbork, Miastko, Mikołajki Pomorskie, Miłoradz, Morzeszczyn, Nowy Dwór Gdański, Nowy Staw, Nowa Wieś Lęborska, Ostaszewo, Parchowo, Pelplin, Potęgowo, Prabuty, Przechlewo, Ryjewo, Rzeczenica, Sadlinki, Słupsk, Smołdzino, Stare Pole, Stary Dzierzgoń, Stary Targ, Stegna, Studzienice, Sztum, Sztutowo, Subkowy, Tczew, Trzebielino, Tuchomie, Ustka, Wicko,

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114884,19115345,pis-ma-liste-polski-w-ruinie-sprawdz-czy-jest-na-niej-twoje.html#Czolka3Img

W tym kontekście pytam władze miasta, o te rzekome sukcesy gospodarcze naszego miasta i naszej wspólnoty?

Sztandarowe kłamstwa?

Wracam do tematu, który rozpalił nas na przełomie sierpnia i września tego roku. Pamiętacie zapewne sprawę repliki sztandaru 1 batalionu strzelców? Nie będę wracał do kwestii, tego w jaki sposób replika znalazła się w Chojnicach, bo to gorszący temat i licho mi się o nim pisze. O sprawie sztandaru napisałem już kilka postów, tutaj można sobie o sprawie przypomnieć: http://polityka-chojnice.blogspot.com/search?q=sztandar .

Skupię się nad inną sprawą, podniesioną dziś zresztą na konferencji prasowej przez burmistrza Chojnic, Areseniusza Finstera, który powiedział tak:

"[...] nasz sztandar miał i ma wymiar 100x100 [...]"  - chodzi oczywiście o centymetry- moja uwaga. 

Materiał video tutaj, od 19.51 min, https://www.youtube.com/watch?v=r7NY3wIoFLs , materiał z www.chojnice.tv. 

Otóż według mnie, jest inaczej. Miasto najpierw, współpracując ze Stowarzyszeniem Pamięci Rodzinnej z Milanówka, zamówiło sztandar o wymiarach 65x65 cm, który nie odpowiadał prawdziwym wymiarom (popełniono błąd, gdyż powinien mieć on 100x100cm), i ten zamówiony sztandar, który był zresztą poświęcony, jak informowali redaktorzy portalu www.chojnice.com w dniu 25 sierpnia: http://www.chojnice.com/galeria/kategoria/Sztandar-powroci-gdzie-jego-miejsce. , miał trafić do Chojnic, był zresztą odebrany w firmie Haftina, taki właśnie sztandar o wymiarach 65x65 cm. Proszę zerknąć na kilka poniższych zdjęć z portalu chojnice.com, gdzie wyraźnie widać, że sztandar, jaki odebrało z upoważnienia burmistrza Chojnic Stowarzyszenie z Milanówka, nie miał 100x100 cm:


Zdjęcia repliki sztandaru 1 batalionu strzelców o wymiarach 65x65 cm: 





Jak wiadomo, w międzyczasie interweniowałem w sprawie wymiarów sztandaru i wskazałem miastu, że nieprawidłowy sztandar jest wykonany o wymiarach 65x65 cm. Podejrzewam, że moja reakcja spowodowała natychmiastowe zamówienie drugiego sztandaru o wymiarach 100x100 cm. Powstają jednak pytania, kto płaci za te urzędnicze pomyłki? Kiedy i gdzie wykonano drugi sztandar? Gdzie się podział ten mały sztandar o wymiarach 65x65? Ile kosztowała replika o właściwych wymiarach? Kto płaci za polityczne gry i indolencję burmistrza Chojnic?

Dziś (30.10.2015 r. ) burmistrz Finster, stwierdza, że miasto zawsze miało sztandar 100x100 cm. Jest to ciekawe, bo miasto w dniu 1 września 2015 r. odpowiedziało na moje zapytanie o kopię umowy na wykonanie sztandaru w ten sposób, że otrzymałem tę kopię i Miasto Chojnice zawarło umowę z firmą Haftina z Piotrkowa Trybunalskiego umowę na wykonanie sztandaru o wymiarach 65x65 cm. W związku z tym powstaje pytanie, co stało się z tamtym sztandarem (65x65) i umową na jego wykonanie? I skąd wziął się sztandar 100x100 cm i kto za niego zapłacił?

Kopię umowy zamieszczam poniżej, tam wyraźnie wskazane, że miasto zamówiło sztandar 65x65 cm. Przed uzyskaniem tej wiedzy z ratusza, nie wiedziałem jeszcze na pewno, jakich wymiarów zamówiono replikę sztandaru, jednak ze zdjęć z chojnice.com, wiedziałem już na pewno, że pomylono wymiary, bowiem na zdjęciach jest widoczny sztandar o wymiarach "kawaleryjskich", które nie były wymiarami oryginału. 


Odpowiedź Miasta na moje zapytanie i kopia umowy pomiędzy Urzędem Miejskim w Chojnicach, a firmą Haftina:





Co więcej, proszę się przyjrzeć zdjęciu sztandaru, który rzeczywiście "przeszedł w ręce miasta" w sobotę dnia 5 września 2015 r. Zdjęcia zamieszczam z portalu chojnice24.pl, spod tego adresu: http://chojnice24.pl/artykul/21078/replika-sztandaru-i-batalionu-strzelcow-w-chojnicach/, autorem tych zdjęć jest (aw). Wizualnie już widać, że sztandary prezentowane w mediach, to nie są dwa i te same sztandary. Ciekawe tylko, co się stało z tym sztandarem, który ma wymiar 65x65cm. W związku z zaistniałą sytuacją wysłałem dziś do Urzędu Miejskiego w Chojnicach zapytanie o to, na jakiej podstawie Urząd Miejski zakupił sztandar 1 batalionu strzelców o wymiarach 100x100 cm, skoro Umowa o wykonanie sztandaru podpisana z Haftiną przez burmistrza Chojnic w dniu 1 lipca wskazywała wyraźnie, że wymiar sztandaru ma mieć 65x65 cm. Powstaje zatem pytanie, czy burmistrz Finster okłamuje społeczeństwo i opinię publiczną w tak błahej sprawie, jak ta mówiąc, że : "nasz sztandar miał i ma 100x100"? 

Oto lista moich pytań, jakie w drodze pytania o informację publiczną wysłałem dziś do Urzędu Miejskiego w Chojnicach:

- na jakiej podstawie Miasto Chojnice jest w posiadaniu repliki sztandaru o wymiarach 100x100 cm, skoro Miasto Chojnice zamówiło w dniu 1 lipca 2015 r. w firmie Haftina według umowy podpisanej w dniu 1 lipca 2015 r. sztandar o wymiarach 65x65 cm?

- czy firma Haftina z Piotrkowa Trybunalskiego wywiązała się z umowy i dostarczyła Miastu Chojnice sztandar o wymiarach 65x65 cm?

- kto dostarczył i wykonał sztandar o wymiarach 100x100 cm i jakie były koszta wykonania tego sztandaru?

Pytam po raz kolejny, co się stało z tym zamówionym wcześniej "proporczykiem"? Jeśli otrzymam odpowiedź od Miasta, to na pewno wreszcie wyjaśnimy sprawę do końca, bo ktoś tutaj chce nas "zrobić w konia" ;) Burmistrzowi Finsterowi, nie wierzę w ani jedno słowo, jakie wypowiada publicznie, dlatego zobaczymy, jak poradzą sobie w ratuszu z moją weryfikacją tej wstydliwej dla nich sprawy.

Zdjęcie drugiej repliki sztandaru 1 batalionu strzelców o wymiarach 100x100 cm. 



Palący problem

Chojnice, pozostają na w wielu obszarach w ogonie rozwoju cywilizacyjnego. Nie będę obarczał tutaj, tylko i wyłącznie władz miejskich odpowiedzialnością za tę sytuację, ale wytknę tylko, że w nawyku mają tworzenie spektaklu, który przeczy faktom. Chojnice są miastem zapóźnionym. Nie myślę tutaj, tylko o sprawach gospodarczych, czy społecznych, ale i o kwestii źródeł uzyskiwania energii przez mieszkańców.

Szczególnie rzuca się w oczy dynamika podejmowanych rozwiązań, poszukiwanie nowych form pozyskiwania energii, jak i umiejętność przystępowania do programów pomocowych/dofinansowań, jakie podejmują sąsiednie samorządy. Na myśli mam szczególnie Kościerzynę i Człuchów. Wiele się mówi o zanieczyszczeniu powietrza w Kościerzynie i być może, to właśnie pchnęło tamten samorząd i mieszkańców do szerokiego udziału w różnych projektach, które mają umożliwić mieszkańcom pozyskiwanie dofinansowań na instalacje umożliwiające korzystanie z alternatywnych źródeł energii. W Chojnicach w tej mierze niestety, nie podjęto żadnych działań o których dowiedziałaby się opinia publiczna. 

Zaznaczyć należy w tym kontekście, że znaczna część obszaru miasta, to osiedla domków jednorodzinnych, bądź innych lokali mieszkalnych, które opalane są w sposób indywidualny, często z pominięciem najbardziej podstawowej troski o środowisko i sąsiadów. Skala zaczadzenia na osiedlach, takich, jak Kolejarz-Prochowa, czy też na tzw. górach bytowskich jest przerażająca. Jeśli nie podejmiemy działań, które mogłyby pomóc mieszkańcom w stopniowym przechodzeniu na ogrzewanie alternatywne (solary, gaz, prąd), to wkrótce staniemy się głównymi trucicielami Pomorza. Korzystamy z dobrodziejstw wynikających z bliskości Parku Narodowego "Bory Tucholskie", ale równocześnie nie dajemy nic od siebie w zamian. Zanieczyszczamy środowisko na skalę masową, nie tylko w okresie grzewczym, ale i poza nim, bo masa domostw podgrzewa wodę poprzez rozpalanie w piecach centralnego ogrzewania, nawet latem, co należy całkowicie wyeliminować. 

Należy chyba, poważnie zacząć się rozglądać za projektami, które umożliwią nam zmianę sytuacji. W tej kwestii udział samorządu i władz miasta jest bezcenny. 

czwartek, 29 października 2015

Jak budować opozycję w mieście?

Wielokrotnie udało się Arseniuszowi Finsterowi w ten, czy inny sposób wygrywać ludzi na opozycji. Wygrywał ich też przeciwko sobie, a swymi posunięciami skłócał ludzi, którzy dotąd darzyli się wzajemnie głębokim szacunkiem. Częstokroć wykorzystując, chwilowe, złe położenie czy inne sytuacje życiowe, był w stanie rozbijać opozycję. Innym razem udawało się to, dzięki polityce obietnic, a jeszcze innym sposobem były kwestie relacji na linii pracodawca-członek opozycji.

W związku z tym, po latach obserwacji, jestem przekonany, że z opozycji należy wykluczyć, dla ich dobra, ludzi, którzy w ten czy inny sposób są związani z władzą. Czy to przez stosunek pracy, czy też przez relacje rodzinne, biznesowe, itd. Krąg osób, które pozostaną na placu boju będzie skromny, ale tylko bardzo mobilna, dynamiczna i zdeterminowana grupa, będzie w stanie wykończyć w mieście, to co udalo się dzięki wystawieniu przeciwko Finsterowi jednego kandydata na burmistrza. W ten sposób odebraliśmy ponad 30% głosów,ale zabrakło konsekwencji i całkowicie położono kampanię wyborczą, a Finster wykorzystał cały repertuar o jakim wspomniałem wyżej. 

Nie da się więc budować opozycji w oparciu o ludzi, których byt jest faktycznie uzależniony od Arseniusza Finstera. Szanuję tych ludzi, ale są oni uwikłani do tego stopnia w relację z Finsterem, że o współpracy nie może być mowy. 

W tym kontekście wspomnieć trzeba, co się stało po roku od ostatnich wyborów. Dziś w Radzie Miejskiej w opozycji jest jedna osoba, jest to Marzenna Osowicka. Mariusz Brunka stał się takim odpowiednikiem augustowskiego Stańczyka, który niby to gani, niby wspiera, ale generalnie Jego działalność sprowadza się do diatryby "dowcipu i riposty" . Ideał tzw. "konstruktywnej" opozycji, która czasami zapomina głosować. Poza tym, Mariusz Brunka w sposób wyraźny odsunął się od PiS, zaraz po wyborach, pomimo tego, że osobiście swój wynika w jakiejś mierze zawdzięcza sojuszowi PChS-PiS w czasie kampanii wyborczej. 

Opozycja, wkrótce, odzyska dawną dynamikę. Będzie jednak składała się głównie z ludzi, którzy mają jasne i oczywiste cele i w żaden sposób nie będą zależni od Finstera i miejskiej ekipy władzy. Choć to może wydawać się wręcz niewykonalne, bo w samym Urzędzie Miejskim pracuje ok. 250 osób nie wspominając o spółkach miejskich. Ważny jest jasny przekaz, opozycja działa nie dla idei rewanżu, ale dla idei budowy transparentnych relacji na linii władza-obywatele, których dziś nie ma, a pewne działania noszą znamiona prześladowań politycznych. W skrócie, nie da się budować opozycji bez zachowania jej pełnej integralności. 

środa, 28 października 2015

Pouczenie dla Zientkowskiego

Dziś otrzymałem pismo od burmistrza Miasta Chojnice, który wskazał, że w związku z moimi uwagami odnośnie pism urzędnika dra Przemysława Zientkowskiego, burmistrz Finster udzielił urzędnikowi pouczenie, gdyż ten nie nadawał numerów pism. Przypomnę, że urzędnik ratuszowy wysłał do mnie, jak i do mediów żądanie sprostowania tekstu z bloga, ale nie wskazał mi nigdy, co i w jaki sposób mam sprostować, natomiast nie dochował przy tym odpowiednich procedur. Swoją drogą pismo z ratusza ma bardzo ciekawą treść. Przy okazji cieszę się, że mogłem się przyczynić do podniesienia jakości pracy pełnomocnika burmistrza. Skoro urzędnicy chcą wymagać od obywateli, niech najpierw wymagają od siebie. Podsumuję tę sytuację, ludowym powiedzeniem: "przyganiał kocioł garnkowi". 




poniedziałek, 26 października 2015

1484

1484, to nie data naszego zwycięstwa, ale liczba. Tyle głosów oddali mieszkańcy ziemi chojnickiej na Dorotę Arciszewską-Mielewczyk (to głosy  z całego powiatu chojnickiego). W 2011 r. były to 493 głosy, wobec czego jest to znaczący wzrost poparcia! Nie zawiedziemy Was! DZIĘKUJEMY!!!

piątek, 23 października 2015

Dorota z chojniczanami!

W dniu dzisiejszym poseł Dorota Arciszewska-Mielewczyk spotkała się na ulicach Chojnic z mieszkańcami. Kandydatka PiS do Sejmu RP, zrobiła także na lokalnym targowisku drobne zakupy, co było zapewne miłym gestem dla chojnickich sprzedawców. Wiele osób robiło sobie zdjęcia z Panią Dorotą i rozmawiało z Nią o nurtujących ich kwestiach. Pani Dorota osobiście rozdawała swoje materiały wyborcze. Ten "wulkan energii", na pewno będzie doskonałym ambasadorem naszych spraw w przyszłym Sejmie RP! Proszę o Wasz głos na Dorotę Arciszewską-Mielewczyk.












środa, 21 października 2015

List otwarty w sprawie Doliny Śmierci


Chojnice 21.10.2015

                      List otwarty do Burmistrza Miasta Chojnice

W dniu wczorajszym odsłonięto tablicę pamięci w chojnickiej Dolinie Śmierci, która stanowi element martyrologii naszego narodu w latach 1939-1945. Miejsca pamięci narodowej na ziemi chojnickiej, ogniskują zainteresowanie naszego stowarzyszenia od chwili jego powstania.

Z mediów w dniu 16 października 2015 r. dowiedzieliśmy się, jak i pozostali mieszkańcy miasta o uroczystości odsłonięcia wspomnianej tablicy. Władze Miasta, ani Pan osobiście, ani też inicjatorzy nie podali nowej treści napisów na tablicy pod konsultacje społeczne i jest to istota naszego listu otwartego. Żyjemy w społeczeństwie wiedzy i wysokich technologii, gdzie podanie do wiadomości na konferencji prasowej czy też na stronach internetowych Miasta i w lokalnych mediach, mogłoby się przyczynić do wzbudzenia zainteresowania mieszkańców i historyków oraz politologów sprawą ofiar Doliny Śmierci, zagadnieniem przecież tak istotnym, jak nowa treść, która będzie rzutowała na stan świadomości politycznej i pamięci zbiorowej. Apelujemy do Pana, aby w przyszłości, władze Miasta Chojnice podawały podobne inicjatywy pod konsultacje społeczne z odpowiednim wyprzedzeniem pozwalającym na udział w debacie, nad tak istotnymi zagadnieniami dla społeczności lokalnej, jak najszerszym środowiskom. Ważne jest też, aby unikać w takich sprawach pośpiechu, a Państwo złożyliście prośbę do IPN w sierpniu bieżącego roku. W naszej opinii, ani IPN, ani też lokalne środowiska nie mogłyby w tym czasie ukazać nowej wiedzy o tamtych wydarzeniach.

Jednocześnie, wyrażamy zadowolenie, że Miasto wyszło z inicjatywą zmiany wcześniejszej treści napisów i prośbą o ich weryfikację do Instytutu Pamięci Narodowej, żałujemy jednak, iż Miasto zapomniało o lokalnych historykach. Niestety, o ile dotąd tablica przedstawiała dane nieprawidłowe, szczególnie w kwestii wydobywania ciał wcześniej zamordowanych osób w 1944 r., które miały być rzekomo wtedy palone, o tyle też przekaz płynący z tamtych treści był oparty na metodologicznej poprawności i miał pozytywne działanie na świadomość mieszkańców naszego Miasta i powiatu. Obecna treść, ma kilka poważnych uchybień natury metodologicznej i rzutuje to na obraz tamtych zdarzeń i ich odbioru społecznego. Przede wszystkim historycy IPN, przedstawili dane w oparciu o dokumenty znane w Chojnicach od 1945/1946 r., a będące wynikiem prac powołanego wtedy Komitetu, który miał zbadać zbrodnie hitlerowskie na terenie powiatu chojnickiego. Więc na podstawie tych samych dokumentów, na podstawie, których powstały wcześniejsze publikacje i napisu na tablicy. Pracę tego Komitetu z lat 40. prowadził Sędzia Sądu Okręgowego Jan Ornas i to na tych, dokładnie wcześniej już w Chojnicach znanych, dokumentach bazowali historycy IPN, więc nie powinno być rozbieżności w dwóch wersjach napisów. Na tych też dokumentach od dziesiątków lat bazowali liczni chojniccy historycy i regionaliści, bowiem znajdowały się one przez pewien czas w chojnickim oddziale Archiwum Państwowego. W poniedziałek 19 października nasze środowisko poznało treść nowego napisu, ponieważ był on umieszczony na stronach IPN od dłuższego czasu i został nam przesłany przez pracowników IPN w Bydgoszczy. Po analizie, której dokonaliśmy, kontaktowaliśmy się mailowo zarówno z drem Tomaszem Ceranem, jak i drem Markiem Szymaniakiem z IPN w Bydgoszczy. Przedstawiliśmy swoje zastrzeżenia i dziś przedstawiamy je także Panu, jak i opinii publicznej:

- nowa treść napisu na tablicy pamięci w Dolinie Śmierci nie ujmuje masowych egzekucji (kilkaset ofiar) z 1940 r., które prowadzone były w październiku i listopadzie;
- uwypuklenie jednego zeznania, mianowicie Antoniego Schülke powodować będzie utrwalanie się w pamięci zbiorowej liczby ofiar znacznie zaniżonej, bowiem rolnik ten szacował, że w Dolinie Śmierci zginęło, według jego obserwacji 500 osób. Pamiętać jednak należy, że sędzia J. Ornas nie przesłuchiwał tylko A. Schülke, ale też i inne osoby, których imiona i nazwiska są podane w dokumentach, a wraz z tymi zeznaniami pojawiają się dane wskazujące, że w styczniu 1945 r. w Chojnicach stracono ok. 800 więźniów politycznych przybyłych z więzień w Bydgoszczy i Koronowa, a będących Powstańcami Warszawskimi i mieszkańcami Warszawy, którzy zostali zamordowani i spaleni. Jest w tychże dokumentach także informacja o grupie ok. 600 więźniów, którzy także w styczniu zostali spędzeni do Chojnic z Grudziądza. Niezrozumiałym jest więc podważanie liczby ofiar, która utrwalona była w pamięci zbiorowej oraz w wielkiej liczbie publikacji naukowych i popularyzatorskich .
- o ile w 1939 r. sprawcami mordów byli członkowie niemieckiej samoobrony, to już w 1945 r. byli to przede wszystkim żołnierze SS różnych narodowości;
- na tablicy brak znanych informacji o ofiarach pochodzących z Warszawy, co jest istotne dla rozpatrywania historii Powstania Warszawskiego i losów Powstańców, jak i ich rodzin.

Historycy IPN nie odkryli żadnych nowych danych, ani też dokumentów (żadnych nowych źródeł), dokonali natomiast takiej ich interpretacji, lub raczej prezentacji, która ukazuje tamte wydarzenia w niepełnym świetle. Szczególnie wartym podkreślenia, jest konieczność dokonania ekshumacji w znanych nam miejscach w których prawdopodobnie nadal są masowe groby w Dolinie Śmierci, gdzie ciała nigdy wcześniej nie były ekshumowane.

Zaangażowanie Miasta w kultywowanie pamięci zbiorowej jest godne podziwu i pochwały, jednak wskazujemy i apelujemy, że w przyszłości należy podejmować w tak ważkich tematach konsultacje społeczne, bowiem w obecnym kształcie napis na tablicy nie przetrwa, gdyż wywoła wkrótce zdecydowany sprzeciw mieszkańców i głębokie ich niezadowolenie niepełnym przedstawieniem faktów historycznych, które wiążą się z losami ich rodzin, a dla budżet Miasta kolejne zmiany treści będą wiązały się z kolejnymi wydatkami. Wykonanie nowego napisu i forma w jakiej się to odbyło, ma niestety charakter „odgórny” i stoi w sprzeczności z pamięcią zbiorową, wspomnieniami, relacjami, doświadczeniami okresu wojny oraz pomimo tego, że jest to zapis poprawny, to jest też metodologicznie nieuzasadniony i społecznie bulwersujący.

Choć znaliśmy wady wcześniejszego napisu, nie interweniowaliśmy u władz Miasta, gdyż nasze interwencje w podobnych zagadnieniach, vide, zmiana treści napisu na obelisku na Cmentarzu Żołnierzy Radzieckich powodowała zwykle u władz Miasta ostre reakcje wymierzone w nasze środowisko, a naszych propozycji Miasto nie uwzględniało czyniąc zaledwie zmiany o które w ogóle nie wnosiliśmy i pozostawiając wcześniejsze treści w formie nienaruszonej.  

Prosimy o współpracę również z naszym środowiskiem w przyszłości, jeśli Miasto będzie podejmować ważne historycznie zagadnienia, szczególnie z okresu historii najnowszej tj. XX w. Pozostajemy w takich sprawach otwarci na współpracę i z chęcią wykonamy społecznie prace, które przybliżą nas do prawdy o naszej przeszłości.                                                                                           
Stowarzyszenie Arcana Historii, Chojnice                           Marcin Wałdoch
www.arcanahistorii.prv.pl
email: marcin.waldoch@gmail.com
tel. +48 883 970 833

Chojnice 22.10.2015

List otwarty do Burmistrza Miasta Chojnice


Panie Burmistrzu, w nawiązaniu do naszego wczorajszego listu, pragnę wskazać, że w nowej treści na tablicy pamięci w Dolinie Śmierci, nie ma nawet słowa o ofiarach, jakie ponieśli Żydzi chojniccy, których zamordowano prawdopodobnie ok. 30 osób ze społeczności liczącej przed wojną w naszym mieście niecałe 50 osób.   Fakt ten, także zasługuje na ukazanie go na tej tablicy, gdyż była to mniejszość narodowa i etniczna i część naszej lokalnej wspólnoty.

Marcin Wałdoch
SAH 

Wygrani i złamani

Zbliża się wyborcza niedziela. Kto wygra, kto przegra? Kto wejdzie do Sejmu i Senatu?

Mówi się, że sondaże swoje, a wyborcy swoje, ale choćbyśmy tego nie chcieli, to świat społeczny daje się badać i ujmować w ramy pewnych powtarzalnych właściwości, świadectw ku temu dostarcza nam przecież statystyka i inne nauki pomocnicze. Dlatego dziś mogę stwierdzić ze 100% pewnością, że PiS wybory wygra, chyba, że...nie odbędą się wybory, ale odbędą się. Tej rzeki zmiany postaw wyborczych już nic nie zatrzyma. Ponieważ trafnie wskazałem zwycięzcę wyborów prezydenckich w 2015 r. i zakres jego poparcia na 6 dni przed wyborami (http://pl.blastingnews.com/felietony/2015/05/kto-wygra-wybory-prezydenckie-00394179.html), to porywam się dziś na wskazanie zakresów wyników dla poszczególnych ugrupowań, które wystartują w zbliżających się wyborach parlamentarnych. Nie roszczę sobie prawa do prawidłowego ich wskazania, wyniki będą obarczone błędem, ale w ujęciu ogólnym swym zakresem powinny odpowiadać faktom, jakie zaistnieją 25 października. Jeszcze mała dygresja, jeśli te wyniki się potwierdzą, to będziemy mogli mówić o umacnianiu się demokracji i krystalizowaniu się systemu dwuipółpartyjnego w Polsce, co w sensie ustrojowym przybliża nas do starych demokracji w krajach wysokorozwiniętych. Z pewnością dwie największe partie zbiorą ok. 2/3 wszystkich głosów. Jedyny wynik, który może być kompletnym zaskoczeniem, to wynik komitetu Kukiza, który może być zupełnie inny, aniżeli zakres jaki podaję. 

Oto moja prognoza wyników: 

PiS: 36-44%
PO: 18-24%
Kukiz: 4-12%
Nowoczesna: 3-7%
Korwin: 2-5%
PSL: 5-8%
ZL: 4-8%
Stonoga: 0-2%
Partia Razem 1-3%

Na czym bazuje ta prognoza? Otóż na wieloletniej obserwacji przepływu elektoratów w związku z ich wartościami politycznymi, które są decydujące w dniu wyborów, kiedy wyraża się poparcie dla danej partii i na kilku innych założeniach, takich, jak historia wyborów, konsolidacja demokracji, itd. Oczywiście mogę się grubo mylić, świat społeczny, mówią inni, jest całkowicie nieprzewidywalny. Powrócimy do tego w niedzielę. Jeszcze jedno, rozkład mandatów z naszego okręgu wyborczego, skąd wchodzi 14 posłów:

6 PiS
6 PO
1 Kukiz (Nowoczesna?)
1 PSL




wtorek, 20 października 2015

Tablica bez konsultacji

Dziś odbywa się odsłonięcie nowej tablicy upamiętniającej zamordowane osoby w Dolinie Śmierci. Niestety, ale w tej mierze przyjdzie Arcanom Historii znowu wyrazić swoje krytyczne zdanie, które wkrótce zaprezentujemy w formie listu otwartego do burmistrza Chojnic. Na razie, pragnę zaznaczyć, że miasto nie podało opinii publicznej treści nowej tablicy przed jej odsłonięciem, ani też nie ogłosiło, z tego co mi wiadomo, konsultacji społecznych w tej sprawie w żadnej formie. Zainteresowanych do rozmowy na ten temat, nie brakuje. Tym bardziej, że kwestie związane z mordami niemieckich nazistów do dziś pozostawiają więcej pytań (liczba ofiar), jak odpowiedzi.  Nie godzi się, żeby o takiej sprawie informować w piątek, kiedy odsłonięcie tablicy (o treści nieznanej lokalnej społeczności) ma nastąpić we wtorek. Wkrótce wyrazimy nasze stanowisko. 

poniedziałek, 19 października 2015

Łatanie dziur

Jest taki kawał:

- Jak rozwiązać problem głodu i bezrobocia?
- Niech głodni zjedzą bezrobotnych!

Taka mniej więcej, jest w parafrazie koncepcja władz miejskich na rozwiązywanie problemów ekonomicznych. Spirala tych problemów poszła w ruch w momencie, kiedy okazało się, że miasto musi wypłacić chojnickim przedszkolom niepublicznym miliony złotych. Dlatego teraz problem z przedszkolakami, mają rozwiązać niemowlaki z miejskiego żłobka. Otóż dziś postanowiono, że miasto spienięży część budynku, jaki zajmuje miejski żłobek? 

Logika władz, ta fetyszyzacja celów materialnych o których pisałem wcześniej (http://polityka-chojnice.blogspot.com/2015/10/fetyszyzacja-celow-materialnych.html) jest widoczna w każdym posunięciu. Można powiedzieć, że miasto się wyprzedaje, choć nadal władza nie potrafi ograniczać kosztów swojego funkcjonowania. Przecież Straż Miejska kosztuje, Centrum Park (basen szczególnie) kosztuje, drużyny kopaczy miejskich kosztują. Społeczeństwo w ujęciu ogólnym nieustannie ubożeje, a pozory zasobności wynikają z pracy poza granicami, w tym samym czasie synekury polityczne żyją w dostatku, stanowiąc jednak coraz większe obciążenie dla reszty społeczeństwa, które z pewnością, jak wszędzie ma swą granicę wytrzymałości. I życie to nie kawał, głodni nie zjedzą bezrobotnych i problemy same nie znikną. 

Policja Polityczna

W sobotę odbyło się spotkanie autorskie z doktorem Krzysztofem Halickim, który w Chojnicach promował swoją nową książkę Policja Polityczna w województwie pomorskim w latach 1920-1939. Poniżej zamieszczam materiał video z chojnice.tv: (http://www.chojnice.tv/wideo-1948-Policja_polityczna_w_II_RP_na_Pomorzu_i_w_Chojnicach )

sobota, 17 października 2015

Dlaczego popieram Dorotę?

Kiedy zakładałem Stowarzyszenie Arcana Historii i gromadziliśmy coraz szersze środowiska, wtedy też krystalizowały się nasze zapatrywania polityczne. Choć oczywiście było to i pozostało środowisko ludzi zróżnicowanych pod kątem poglądów politycznych, to nikt nie miał nigdy nic przeciwko współpracy naszego stowarzyszenia z senator Dorotą Arciszewską-Mielewczyk. Pierwszym przejawem związywania się naszej współpracy ze znaną parlamentarzystką, która wtedy w 2007 r. zajmowała się przede wszystkim kwestiami niemieckich roszczeń i oskarżeń, jakie padały na arenie międzynarodowej wobec Polski z ust szefowej Związku Wypędzonych Eriki Steinbach było zaproszenie, jakie wystosowaliśmy do Doroty Arciszewskiej-Mielewczyk jesienią 2007 r., aby przyjechała do nas do Chojnic i aby opowiedziała nam o swoich zmaganiach, jako szefowa Powiernictwa Polskiego z niemiecką machiną propagandową, która godziła w polski interes. Zaproszenie zostało przyjęte i spotkaliśmy się z mieszkańcami we Wszechnicy Chojnickiej.

To jest pierwsze zdjęcie z tamtego wydarzenie (przepraszam za kiepską jakość, Polaroid nie zawsze był niezawodny, jak widać):


Członkowie SAH, Marcin Wałdoch i Krzysztof Szulczyk z Dorotą Arciszewską-Mielewczyk, Chojnice 17 listopada 2007 r.

Już wtedy wiedziałem, że będę promował Dorotę Arciszewską-Mielewczyk przy okazji swojej działalności, bowiem przede wszystkim zaimponowała mi jej postawa obrończyni polskich interesów wobec niemieckiego lobby, które zresztą i w Polsce dominowało w sferze mediów. Nie wspominając już czarnej propagandy, jakiej przy tym zrobiono polskiej parlamentarzystce w Niemczech. Ponieważ stowarzyszenie było nieustępliwe wobec Eriki Steinbach i głoszonych przez nią poglądów, a walka polityczna w tej mierze przeniosła się w sferę publikacji Powiernictwa Polskiego, gdzie Erikę Steinbach przedstawiono w negatywnym świetle zestawiając jej wizerunek z żołnierzem SS, Powiernictwo Polskie otrzymało wyrok opiewający na kilkadziesiąt tysięcy euro. Dziś mówi się o tej sprawie jasno, że było to zamknięcie Polakom i niepokornemu stowarzyszeniu ust w sprawie kwestii tzw. "wypędzeń". Niektórzy Niemcy zdają się zapominać, że musieli opuszczać polskie ziemi i pozostawiać swoje majątki, bo ich rodacy, a może i oni sami, głosowali w wyborach demokratycznych na Adolfa Hitlera i NSDAP. Nie ma skutków, bez przyczyn.

W związku z tymi zmaganiami byliśmy też w Sejmie RP, gdzie braliśmy udział w dyskusji o problematyce niemieckich roszczeń wobec Polaków. 



W późniejszych latach Dorota Arciszewska-Mielewczyk wielokrotnie była w Chojnicach, przykładowo na organizowanych przeze mnie Dniu Flagi, kiedy rozdawaliśmy chojniczanom polskie flagi. Jednak dla chojniczan bardzo istotnym musi pozostać fakt, że także w wymiarze naszej lokalnej działalności poseł Dorota Arciszewska-Mielewczyk wspierała nas w zmaganiach o interes mieszkańców. Była tak na pewno, kiedy zjawiła się w trakcie zgromadzenia publicznego, jakie Wspólna Ziemia organizowała wraz z SAH na chojnickim Starym Rynku, protestując przeciwko likwidacji przez władze Chojnic ostatniego przedszkola publicznego (więcej o sprawie i zdjęcia Pani Doroty na tym proteście: http://chojnice24.pl/artykul/10983/pojedynek-na-decybele-w-samo-poludnie/). Wtedy nikt nas nie słuchał, że to przyniesie poważne konsekwencje finansowe i prawne dla Chojnic. Nasze stanowisko swoją obecnością wsparła wtedy Dorota Arciszewska-Mielewczyk, jako jedyny poseł z naszego okręgu. 

Pragnę zaznaczyć, że współpraca z Dorotą Arciszewską-Mielewczyk w żaden sposób nie miała nigdy i nie ma obecnie wymiaru finansowego, ani nasze akcje i działania społeczne, ani działania Pani Poseł, nigdy nie były przez nas wzajemnie wspierane finansowo. Jest to współpraca z przekonania i ma podłoże czysto ideowe związane z rozumieniem polskiej racji stanu i prymatu, jaki ma dla nas interes obywatela, dobro Polski i Polaków. Na Dorotę Arciszewską-Mielewczyk można zawsze liczyć i nie jest to parlamentarzysta, który by odmówił wsparcia inicjatyw społecznych, mam nadzieję że po wyborach uda się Pani Poseł złożyć szereg interpelacji, które być może poprawią położenie Chojnic pod względem społecznym i gospodarczym. Szczególnie chodzi o kwestię infrastruktury i sprawy spadku znaczenia Chojnic, jako ośrodka administracji publicznej w ostatnich latach oraz peryferyzację naszego miasta w województwie.

Dlatego proszę Was o oddanie głosu na Dorotę Arciszewską-Mielewczyk, bo to poseł na którego zawsze można liczyć i nie bez znaczenia jest wieloletnie doświadczenie i obycie w sprawach rangi państwowej i międzynarodowej. Dorota Arciszewska-Mielewczyk jest przyjacielem Chojnic i jako taki na pewno będzie zawsze doskonałym ambasadorem naszych spraw chojnickich. Na co i ja liczę!

Tutaj znajdziecie Państwo choćby ostatni przykład działania Doroty Arciszewskiej-Mielewczyk na rzecz Chojnic w Sejmie, kiedy to Pani Poseł złożyła interpelację w sprawie możliwości uruchomienia połączenia kolejowego, bezpośredniego na linii Gdynia-Chojnice-Poznań. Była to interpelacja złożona w sierpniu 2015 r. Można sprawie przyjrzeć się tutaj: http://www.sejm.gov.pl/Sejm7.nsf/interpelacja.xsp?typ=INT&nr=34321 , Dzięki temu działaniu, wiemy, co zrobić, aby w bliskiej przyszłości połączenie Gdynia-Gdańsk-Chojnice-Poznań uruchomić! I w tej sprawie na pewno będę działa, gdyż to właśnie, ja we współpracy z Panią Poseł przygotowywałem szkic wskazanej interpelacji. 

piątek, 16 października 2015

Paradoksy Leszka Millera

O poranku słuchałem Radio Weekend, a tam wywiad z chcąc nie chcąc, wytrawnym politykiem polskiej sceny. Dotąd jednak myślałem, że jakość Jego wystąpień wiąże się przede wszystkim z bystrością umysłu i umiejętnością serwowania słuchaczom ciętych ripost. Na przykład, jak mówił do Palikota; "Nie powiem nawet pies cię..., bo to mezalians byłby dla psa". 

Ten odbierany dziś raczej pozytywnie polityk, był graczem pierwszej ligi politycznej, kiedy Sojusz Lewicy Demokratycznej by u władzy w latach 2001-2005. Czy to nie wtedy wybuchały, takie afery, jak: węglowa, paliwowa, itd. Czyli generalnie mógłbym rzec, że był to czas aferałów surowcowych.

Abstrahując od tego, w dzisiejszym programie Leszek Miller oznajmił słuchaczom, że On jest za zdecentralizowanym państwem, On jest za tym, żeby w Chojnicach była nawet siedziba Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) i On to może postawić, jako postulat wyborczy. Większych niedorzeczności dawno nie słyszałem, ale to jednocześnie świadczy o upadku tego polityka i próbach poszukiwania wyborców za każdy rodzaj kiełbasy wyborczej, nawet tej z psim jadem dla organizmu państwowego. Przecież ideą istnienia stolicy, jest fakt centralizacji instytucji państwowych, jest to swoisty mózg państwa, czego dotąd nie jest w stanie zmienić polska biurokracja tkwiąca swymi metodami w XX w. Dlatego takie posunięcia musiałyby prowadzić do nieuchronnej katastrofy politycznej. Najlepsze jest w tym, to, że Leszek Miller wczoraj (15.10) obiecał GUS dla Słupska w wywiadzie, który udzielił RMF FM:




Niemniej, warto znowu przypomnieć, że Leszek Miller zaliczał się w latach 80. XX w. do przedstawicieli partyjnego betonu, był zatwardziałym komunistą i występował przeciwko likwidacji Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (szkoda, że redaktor Radio Weekend nie zapytał Leszka Millera o jego ewentualną wiedzą o niszczeniu dokumentów PZPR w 1989 r.), ten robotniczy syn, zmienił swoją postawę w odniesieniu do sensu debaty na linii centralizacja-decentralizacja państwa o 180 stopni od czasów lat 80. XX w., a mam i wrażenie, że nie od wtedy, a od momentu kiedy był premierem i przecież mógł się opowiedzieć za decentralizacją państwa, przenosząc na przykład Kancelarię Premiera do Żyrardowa, tworząc 100 województw i udzielając autonomii różnym regionom. Tego nie zrobił, bo to przecież stoi w jawnej sprzeczności z nim, jako zelotą komunizmu, który wierzył w monopartyjne państwo. Nie zrobił tego, na szczęście, ale dziś niedobrze to brzmi, kiedy się chwyta takich populistycznych zabiegów, aby znajdować poparcie w regionie z którego się po prostu nie wywodzi, którego nie rozumie i w którym w żaden sposób się nie zakorzenił.


Zjednoczona Lewica, na pewno nie przekroczy progu 10%, grozi jej natomiast osiągnięcie wyniku ok. 4%, o czym Miller z pewnością wie, ale nie mówi, bo to po klęsce dr Ogórek w wyborach prezydenckich przypieczętowałoby los Leszka Millera, jako polityka. 

Moja rada jest taka, nie głosujcie na Millera, to stary komunista, który dzięki postawie politruka zyskał zajęcie życiowe i wykształcenie w szkole partyjnej, jaką była Wyższa Szkoła Nauk Społecznych przy Komitecie Centralnym PZPR. Miller to farbowany lis, marksistowsko-leninowskiej maści. Głos na niego, to głos na Polskę aferałów surowcowych i promowanie ludzi, którzy dzięki ślepej wierze w przewodnią rolę PZPR zyskiwali zajęcie na całe życie, kiedy prawdziwi robotnicy nie mieli za co żyć, a ich dzieci nigdy nie doczekały awansu społecznego, często dlatego, że nie wierzyły, jak zapewne Miller, w ufundowaną przez Moskwę Polsce PZPR. 

Przy okazji przypomniało mi się też spotkanie z Leszkiem Millerem, ze studentami Bydgoszczy, na którym byłem chyba w 2003 lub 2004 r., nie potrafił tam dać odpowiedzi na to, dlaczego bez zgody Sejmu RP i zgody ONZ, rząd polski wysłał wojska do Iraku. Taki to zwolennik decentralizacji. A co z więźniami CIA w Polsce? Pewnie nic nie wiedział, to co to za premier był, który nie wiedział, co się w kraju dzieje? 

Myślę, że Miller powinien na starość zostać komentatorem politycznym tego rodzaju, który będzie proponował czytelnikom do  satyrycznych rysunków polskich rysowników,  swoje "cięte riposty". Niestety, to jedyna cecha: cięta riposta, którą w obecnych realiach, były premier może sobie zyskać sympatię.