Pokazywanie postów oznaczonych etykietą petycja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą petycja. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 października 2022

Istotna petycja

 Po zapoznaniu się z petycją w sprawie dalszego utrzymania i prowadzenia Filii Miejskiej Biblioteki Publicznej w Chojnicach, petycję tę podpisałem i w pełni popieram postulaty mieszkańców. Na wstępie mogę napisać, że sam jako dziecko szkolne, choć mieszkałem na Osiedlu Kolejarz (gdzie też była przed 2007 r. filia), wypożyczałem książki w filii, którą obecnie ratusz chce zlikwidować, bo były tam książki, których nie było gdzie indziej. 

Po pierwsze, mamy w Chojnicach ogromny problem związany z manipulacjami, których dopuszcza się miejska władza. Manipulująca danymi, dowolnie podające liczby - dane, daty - na użytek chwili. Nic nie robiąca sobie ze swoich deklaracji, a tym bardziej z mieszkańców i coraz widoczniej podporządkowana interesom określonych bardzo wąskich grup interesu, albo wręcz pojedyńczym "inwestorom", vide: sprawa polany na Lasku Miejskim. Sam też składałem kilka petycji do Miasta, jako obywatel Chojnic, żadna nie została prawidłowo rozpatrzona i wszystkie zostały odrzucone - przy tym zostałem oczywiście publicznie poniżony, zarówno przez władze miejskie jak i radnych. Nie można się jednak obrażać na to, że ktoś narusza nasze prawa, tylko - tak jak twórcy obecnej petycji - należy dążyć do zabezpieczenia i przynajmniej uwzględnienia naszych praw obywatelskich. 

Tylko oddolna i szeroko poparta inicjatywa może dać jakąkolwiek szansę na konfrontację obywatelskich wizji z tymi kuriozalnymi decyzjami, które władze miejskie coraz częściej podejmują na gwizdek Burmistrza Miasta Chojnice, który chyba za bardzo utożsamia się z bohaterem książki, którą mi kiedyś z dumą pokazał mówiąc, że to właśnie czyta, a była to biografia Elona Muska. Tylko, że burmistrza nie powinien się wzorować na neoliberalnych jastrzębiach przedsiębiorczości, bo miasto to nie przedsiębiorstwo, a społeczność. Niestety Burmistrz udowodnił dziesiątki razy, że są interesy i interesiki. A interesiki, choć mniejsze, wydają się być ważniejsze. Ta logika, rzekomej ekonomizacji działań władzy - czyli interesiku w imię rzekomego szerszego interesu Miasta, prowadzi do strasznego wyjałowienia społecznego. Zamiast zamknąć "martwą" Basztę Jutrzenki, władza finsterowska chce zamknąć "żywą" bibliotekę. Jest to bardzo charakterystyczne dla tej ekipy władzy i tego układu władzy. Gdyby biblioteka była miła sercu jakiegoś finsterowskigo radnego, to władza nie podniosłaby na nią ręki. Gdyby była związana jakoś z interesami władzy, to bez względu na koszty, władza nie podniosłaby na nią ręki. Tak, tak prosto to działa w Chojnicach. Do tego sprowadza się "zarządzanie" miastem - głównym interesem leżącym u podstaw wszystkich decyzji jest chęć utrzymania władzy. 

Życzę żeby ta petycja się powiodła, przede wszystkim biblioteka to miejsce spotkań i debat nad dziełami kultury i nauki. Miejsce spotkań osób, które są w jakiś sposób "wyobcowane", które znajdują tam więzi, których już nie mają albo jeszcze nie mają na bazie zawodowej. Dlaczego niszczyć taką atmosferę i takie miejsce? 

Petycja, proszę o podpis i wyrażenie poparcia: https://www.petycjeonline.com/mieszkac_przeciwko_likwidacji_naszej_osiedlowej_filii_biblioteki_nr_6_w_blaszaku_w_chojnicach?fbclid=IwAR3O4rm9igFKbbiUn6QZfcBSttVWpb5wrW_IU77CPy1p0nHWcjpjVYXZOIs

poniedziałek, 28 grudnia 2020

System i jego posłuszni obrońcy: przypadek szpitalnych telewizorów

Chcą coś naprawić, należy się zastanowić dobrze z kim chcemy pracować. Jak stare porzekadło niesie, lepiej z mądrym stracić, niż z głupim zyskać. Niestety Sejm RP nie jest instytucją z którą da się łatwo i rozumnie współpracować ze stopy obywatelskiej, obawiać się nawet należy, że Sejm RP jest swego rodzaju machiną dziwactw. Wrzucając do niej racjonalne argumenty, można jedynie otrzymać coś na wspak, coś irracjonalnego i popsutego, a uważanego przez tę instytucję za poprawę sytuacji. Taki wniosek wysnuwam po tym, jak rozpatrzono jedną z moich petycji. 

W lutym, dobiegającego do końca roku 2020 złożyłem do Sejmu RP petycję o zniesienie w polskich szpitalach systemu tzw. płatnej telewizji. Sejm petycję przyjął, ale rozpatrzył ją dopiero w ostatnim czasie. Przyczyną tak późnego rozpatrzenia mojej petycji było nic innego, jak kryzys z którym się borykamy w czasach pandemii. O sprawie płatnych telewizji szpitalnych i moim sprzeciwie wobec tego niesprawiedliwego systemu pisałem wielokrotnie (tutaj i tutaj). Temat był też podejmowany przez media ogólnopolskie, oczywiście nie te głównego nurtu, które nigdy nie odważą się godzić w "system" jako taki. 

Na moją petycję odpowiedział Wicemarszałek Sejmu RP Włodzimierz Czarasty (o ironio!). Odpowiedź jest taka, że warto ją zacytować i wytłuścić, po czym przejdę do kwestii bardziej złożonych i związanych z przebiegiem posiedzenia Komisji ds. Petycji Sejmu RP. 

Pan wicemarszałek śmiał był napisać, co następuje: "Komisja po dyskusji, uznała, że nie jest możliwe wprowadzenie rozwiązań postulowanych w przedmiotowej petycji, ponieważ szpitale nie dysponują własnymi odbiornikami telewizyjnymi, lecz wynajmują powierzchnię podmiotom zewnętrznym, zapewniając pacjentom płatny dostęp do telewizji. W opinii Komisji należy rozważyć możliwość poprawy dostępności telewizji w szpitalach dla osób o niższych dochodach. Z uwagi na zakres przedmiotowej problematyki, przekraczający kompetencje jednego działu administracji rządowej, Komisja postanowiła wystąpić do Prezesa Rady Ministrów". 

Skupmy się teraz na kilku ważnych argumentach, acz kuriozalnych - nie można spełnić moich postulatów likwidacji tv płatnych w szpitalach, bowiem szpitale nie mają własnych odbiorników - Eureka! Przecież właśnie dlatego wystąpiłem do Sejmu RP z petycją, aby szpitale nabyły własne odbiorniki. Dalej, Komisja nie widzi szans na realizację moich postulatów - które miały uprościć obywatelom życie i ulżyć w codziennych wydatkach - dlatego - UWAGA - Komisja złoży dezyderat do Premiera RP, żeby tv w szpitalach była szerzej dostępna dla "osób o niższych dochodach". To już jest całkowita aberracja mojego postulatu likwidacji płatnej tv. Teraz okaże się, że dzięki mojej petycji będziemy się do szpitala zgłaszali z PIT-em, albo z wyciągiem z konta lub zaświadczeniem o zarobkach i na sali będziemy wypełniali formularze o swoim stanie majątkowym. Polski Sejm, to przypadek beznadziejnej bezmyślności, ludzi oderwanych zupełnie od realiów życia codziennego - tak można pomyśleć, ale obawiam się, że prawda jest jednak bardziej zawoalowana. Poniżej zamieszczam skan pisma od...socjalisty Włodzimierza Czarzastego, któremu chyba powinno zależeć na spełnianiu postulatów społecznych? No i socjaliści mój postulat spełnią, ale na swój sposób - znowu chcą zamiast system uprościć, to będą komplikować, zamiast obniżać koszty dla państwa i obywateli, to będą je podwyższać i przerzucać na państwo. Wiadomo bowiem, że takie rozwiązanie nic nie zmieni w systemie o którym pisze, poza być może tym, że pieniądze do firm, które zdzierają przez szpitale albo i wraz ze szpitalami pieniądze z pacjentów popłyną też z kasy państwowej, która zapłaci za "osoby o niższych dochodach". Zupełnie nie o to chodziło. Jednak żeby odkryć genezę takiego stanowiska "Sejmu", należy nam zajrzeć na to, co działo się na Komisji ds. Petycji, na której rozpatrywano moje postulaty. 



Przechodząc do komentarza nad przebiegiem posiedzenia Komisji ds. Petycji, zachęcam do samodzielnego zapoznania się z zapisem video, które dostępne jest online (tutaj , od 13:29). 

W posiedzeniu udział wzięło 12 posłów. Przewodniczył Sławomir Jan Piechota z KO (PO).  W zasadzie poza przewodniczącym głos w sprawie mojej petycji zabrała jedynie jedna posłanka, też z KO(PO), tj. Anna Wasilewska (była wiceprezydent Olsztyna u kontrowersyjnego prezydenta Czesława Małkowskiego) oraz stały doradca Komisji, były minister polityki społecznej w rządzie Marka Belki w 2004 r., wcześniej związany z innymi lewicowymi - postkomunistycznymi rządami np. Leszka Millera, czyli Krzysztof Pater. 

Na posiedzeniu, ani razu nie zabrał głosu w sprawie nikt z PiS, choć jest to przecież kwestia społeczna i stosunkowo wrażliwa. Nie było też nikogo z Konfederacji, ale też nikt z Konfederacji nie uczestniczy w pracach Komisji ds. Petycji, a ja nie znałem terminu rozpatrywania mojej petycji, żeby poinformować któregoś z posłów Konfederacji. 

Według poseł Anny Wasilewskiej z KO, która referowała moją petycję, firmy zewnętrzne płacą abonament za każdy odbiornik tv, który jest w szpitalach - przyznam, że jest to dla mnie nowość i chciałbym zobaczyć na to dowody. Mam bowiem zupełnie inne informacje i dowody na nie w postaci nawet korespondencji z firmami, które same przyznają, że takiego abonamentu nie płacą. 

Stały doradca Komisji Krzystof Pater podniósł, że opłaty są wysokie. Natomiast w ocenie tego eksperta zniesienie systemu płatnych telewizji pozbawiłoby pacjentów możliwości oglądania telewizji - odpowiem, że może to byłoby też lepsze rozwiązanie, aniżeli zezwolenie na oglądanie telewizji za pieniądze i dalsze dzielenie społeczeństwa według ich stanu majątkowego przez wzgląd na odbiorniki tv w szpitalach? Jak stwierdził Krzysztof Pater istotna część tych pieniędzy, ale nikt nie wie jaka część - jak sam mówi - ale na pewno istotna, trafia do szpitala. To ma być argument za trwaniem tego chorego systemu? Zupełnie więc się nie liczy na jakich zasadach te pieniądze są wyciągane na salach szpitalnych z kieszeni pacjentów? Co na to rząd Zjednoczonej Prawicy? Argumenty Krzysztof Patera są nic nie warte. Otóż jeden tv kosztuje obecnie około 500 zł brutto, taki 32 calowy, który jest w sam raz do szpitalnych sal. Taniej jest kupić te telewizory szpitalom, niż płacić za oglądanie tych telewizji pacjentom. Poza tym, o czym pisałem już wcześniej, nikt nie ma właściwej kontroli nad przepływem pieniędzy w tych szpitalnych telewizjach, co przyznał zresztą sam Krzysztof Pater. Więc nad czym tu się zastanawiać i dlaczego nie zlikwidować tego chorego systemu? Jeśli byłoby tak, że papier toaletowy byłby za pieniądze do skrzynki w szpitalach, to posłowie również uznali by, że najważniejszym kryterium oceny funkcjonowania takiego systemu płatnego papieru toaletowego byłby szpitalny udział w zyskach? 

W spotkaniu mieli wziąć udział przedstawiciele Mediów Narodowych (KRRiTV), ale nie udało im się połączyć. Być może państwo zbyt słabo ich finansuje, żeby zechcieli się wypowiedzieć w tej sprawie przed sejmową komisją? 

W mojej opinii, posłowi nie zgłębili zagadnienia, spychając kwestię rzeczywistego  procesu decyzyjnego na Kancelarię Premiera RP. Nie wiem w czyim interesie występowali członkowie Komisji - posłowie i ekspert, ale na pewno nie w interesie obywateli, bo ich argumenty były bezpodstawne. Dyskusja która toczyła się wśród posłów KO i stałego eksperta, była podszyta tym, czym jest ideologia tego ugrupowania, czyli kwestią liberalizmu gospodarczego - a przekładając na język potoczny - na kwestię zapewnienia zysku dla elit i na dalsze obciążanie państwa, kolejnymi kosztami. 

Szybciej telewizja odejdzie do lamusa, zanim w polskim systemie politycznym i prawnym dojdzie do korzystnych dla pacjentów zmian w zakresie płatnych telewizji szpitalnych.  Posłowie, co wnioskować można po ich rachitycznej dyskusji nad zagadnieniem, wychodzą albo z błędnych, albo z mylnych przesłanek, nie posiadają dogłębnej wiedzy o sprawie, nad którą mają wszcząć proces decyzyjny zmierzający do poprawy położenia obywateli i funkcjonowania służby zdrowia. 

Jest to sytuacja bulwersująca i nie pozostawię jej bez dalszego biegu, wkrótce ta historia i konkretne propozycje w sprawie szpitalnych telewizji trafią na mównicę sejmową. 

środa, 5 lutego 2020

Petycja do Sejmu RP o likwidację systemu tzw. płatnych telewizji szpitalnych

Z datą 2 lutego 2020 roku złożyłem do Sejmu RP petycję o zmiany w prawie prowadzące do likwidacji systemu tzw. płatnych telewizji szpitalnych. 

Swoją petycje odpowiednio uzasadniłem, pisząc między innymi o tym, że należy uwolnić pacjentów od opłat za korzystanie z odbiorników TV w szpitalach publicznych, jednocześnie wskazałem na poważną lukę w prawie, która wykorzystywana jest przez firmy dostarczające TV do szpitali, a dzięki której firmy te nie płacą abonamentów za telewizory w szpitalach. Zwróciłem ustawodawcy także uwagę na to, że w wielu jednostkach lecznictwa publicznego opłata za oglądanie TV nie jest w żaden sposób dokumentowana. 

Mam nadzieję, że moja petycja wkrótce znajdzie się na stronach Sejmu RP i znajdzie zrozumienie wśród posłów obecnej kadencji. 

niedziela, 2 lutego 2020

Petycja o pracę nad uchwałą o likwidacji ZGM

Czas nastał, aby złożyć petycję w sprawie likwidacji ZGM. Mieszkańcy zasługują na to, aby w końcu uzyskać akty własności lokali, które zajmują często od dziesiątek lat i za których utrzymanie płacą. 

Petycję w tej sprawie skierowałem do Rady Miejskiej w Chojnicach, mam skromną nadzieję, że tym razem moja petycja zostanie rozpatrzona zgodnie z obowiązującym prawem oraz zgodnie z zapisami Statutu Miasta Chojnice. 

Chojnicki Zakład Gospodarki Mieszkaniowej posiada około 1,8 tys. lokali mieszkalnych, jest to ogromna substancja mieszkaniowa, którą należy przekazać mieszkańcom. Wychodzę z założenia, że po pierwsze ludzie lepiej gospodarują "na swoim", na tym co do nich realnie należy. Sami też mieszkańcy powinni mieć możliwość dobrowolnego zrzeszania się we wspólnotach mieszkaniowych. Poza tym dochodzi sprawa dziedziczenia mieszkań, tylko w sytuacji w której obywatele będą posiadaczami mieszkań ich rodziny będą mogłyby być spokojne o swój wielopokoleniowy majątek. Najlepiej się stanie jeśli likwidacja ZGM będzie przebiegać ewolucyjnie, latami. Tego się spodziewam po radnych, że rozpoczną pracę nad taką uchwałą o likwidacji ZGM, która w konsekwencji zabezpieczy interesy różnych stron.

Link do petycji na stronach BIP UM Chojnice: https://bip.miastochojnice.pl/565.html

czwartek, 12 grudnia 2019

Umysł zniewolony

28 listopada złożyłem petycję do Rady Miejskiej w Chojnicach, aby ta podjęła w końcu uchwałę, która wskaże szczegółowe wymogi dla rocznego raportu o stanie Gminy Miejskiej Chojnice, raportu, który rokrocznie Burmistrz Miasta Chojnice musi przedstawiać w terminie do 31 maja. 

W tym roku, po raz pierwszy, Burmistrz przedstawił taki raport. Jest on dostępny tutaj: https://www.miastochojnice.pl/raport-o-stanie-gminy-miejskiej-chojnice/ . Dodam, w wielkim skrócie, żeby nie męczyć Czytelników zawiłościami natury prawnej, dokument ten jest niezbędnym elementem podnoszenia udziału obywateli w życiu Miasta. To znaczy, że na podstawie analizy tego dokumentu, każdy obywatel, może złożyć na ręce Przewodniczącego Rady Miejskiej pismo z wyrazem woli udziału w debacie na sesji Rady Miejskiej, na której Burmistrz ten raport przedstawia i walczy (w założeniu) o votum zaufania radnych. Oznacza to, że raport taki musi przede wszystkim być czytelny, przejrzysty i umożliwiający krytyczną ocenę. Niestety, ostatni raport Burmistrza taki nie jest, bo jest rozwlekły, niejasny, bijący subiektywizmem i chęcią przekonania obywateli, że tak naprawdę to wszystko jest w porządku jeśli porównamy się do tego czy innego miasta. Raport ten powstał zgodnie z literą prawa, ale standardy są obecnie takie, że ustawodawca umożliwił samorządowi, a szczególnie radzie gminy, u nas Radzie Miejskiej stworzenie, w formie uchwały, ram - wzoru, reguł, którymi taki raport powinien się cechować. Po to właśnie, aby obywatele chętnie po niego sięgali i aby brali udział w dyskusji. Kierując się więc wolą dążenia do podnoszenia standardów lokalnej demokracji i występując w interesie publicznym złożyłem swoją petycję. Dostępna jest tutaj, choć zamieszczam poniżej skany - petycji i odpowiedzi na nią. 

Petycja została przez Przewodniczącego Rady Miejskiej, tradycyjnie, odrzucona. Tego mogłem się spodziewać, bo od dawna nie liczą się merytoryczne argumenty, ani moje, ani nikogo spoza kręgów władzy. To bardzo niebezpieczna dla nas wszystkich praktyka przeradzająca się z arogancji i ignorancji w igranie z ogniem - ponieważ wszystkie, nawet istotne obiektywnie uwagi, propozycje i argumenty są trywializowane, a wnioskodawców się dyskredytuje. 

Popatrzcie sami, jak wyglądała moja petycja i co odpisał mi przewodniczący Antoni: 



Jakość odpowiedzi Przewodniczącego Rady Miejskiej w Chojnicach jest poniżej wszelkich standardów. Dotyczy to nie tylko braku kultury i ataków personalnych w kwestiach w których urząd z litery prawa winien zachować bezstronność, ale też i świadczy o absolutnym braku wiedzy w materii prawa samorządowego - albo tylko u towarzysza Antoniego Szlangi, albo i jeszcze u ratuszowych prawników. Nie dość, że zostałem w tym piśmie publicznie pomówiony - zaraz do tego wątku wrócę, to nie doczekałem się merytorycznego podjęcia sprawy. Odpowiedź, rzekłbym rodem z PRL - u, na zasadzie "odpieprz się pan, boś pan głupi". 

Teraz przejdę do sedna komentarza udzielonej mi odpowiedzi. 

1. Po to skierowałem petycję, aby wskazać właśnie możliwość (fakultatywność) podjęcia uchwały przez Radę Miejską w Chojnicach w kwestii określenia szczegółowych zasad, którymi winien się cechować raport roczny o stanie Gminy Miejskiej Chojnice. Jeśli Rada Miejska odmawia sobie prawa do tworzenia standardów i ram w których będzie się poruszał Burmistrz (człowiek w jednej osobie, więc z zasady omylny), to po co w ogóle Rada Miejska w Chojnicach??? Idźcie Państwo spać przez kolejne, jeszcze, 4 lata i cieszcie się z wpływających diet, a rządzenie pozostawcie Burmistrzowi. 

2. Przewodniczący Szlanga, zarzuca mi, cyt. "demgagogiczne stwierdzenie", kiedy wskazuję, że pisząc petycję napisałem dosłownie: "działając z troską o dobro wspólne oraz w interesie publicznym". To jest właśnie pomówienie - ale puszczę to płazem, bo nie chodzi mi o przeciąganie liny, ale właśnie o interes społeczny i dobro wspólne. Gdyby towarzysz Szlanga zapoznał się z ustawą o petycjach, to wiedziałby, że innej formuły w tej sprawie użyć nie mogłem. Ustawa o petycjach wskazuje w art. 2, ust. 2. cyt.  "Petycja może być złożona w interesie 1) publicznym; 2) podmiotu wnoszącego petycję; 3) podmiotu trzeciego, za jego zgodą". Wybrałem, zgodnie z stanem faktycznym, interes publiczny, bo w interesie całej wspólnoty jest takie sprawowanie władzy w Chojnicach, które będzie miało odzwierciedlenie w jakichś jasnych regułach, zasadach i prawie, a nie będzie samowolką. 

3. Przewodniczący Szlanga, ZARZUCA MI, że jestem jedyną osobą, która do rocznego stanu Gminy Miejskiej Chojnice zgłosiła, po czasie, jakiekolwiek spostrzeżenia. O! Eureka! Być może jestem jedyną osobą, która w ogóle ten raport w całości przeczytała? Komu się chce brnąć przez raport, który wygląda jak "wytnij, wklej" i to z różnych dokumentów, w różnych kolorach i bez logicznej struktury? W tym zarzucie Przewodniczący Szlanga, jako przedstawiciel lokalnych elit władzy dokonał symbolicznie - ostatecznego samounicestwienia w oczach opinii publicznej - przyznał bowiem, że tego raportu w zasadzie nikt nie komentował. Oto wyniki tej władzy - zerowe zainteresowanie społeczne i martwe społeczeństwo obywatelskie. 

4. Przewodniczący znowu imputuje mi podejmowanie inicjatywy uchwałodawczej. Choć to obywatel wie co pisze i co do władzy kieruje - a ten obywatel, czyli ja - napisał petycję. Nikt o zdrowych zmysłach nie podejmie w Chojnicach żadnej inicjatywy uchwałodawczej, bo uchwała w sprawie tej inicjatywy jest tak skonstruowana aby utrącić wszystkie obywatelskie inicjatywy i wszyscy interesujący się lokalną polityką (szacuję, że to ok. 20 osób ;) o tym w Chojnicach wiedzą. Pisałem zresztą o tym tutaj. 

Tytuł posta jest adekwatny do sprawy i nawiązuje do głośnej książki Czesława Miłosza Zniewolony umysł. Otóż kafkowsko - orwellowska rzeczywistość chojnicka jest wynikiem projekcji dokonywanej przez intelektualnie uwikłanych i uzależnionych od myślenia charakterystycznego nie dla czasów demokracji, ale dla czasów sowieckich i dlatego w tym mieście panują normy i standardy sowieckie. Czego dobitnym dowodem jest odpowiedź stojącego na straży "sowiet poprawności" towarzysza Szlangi. Zawsze mnie to interesowało, czy Szlanga był stalinistą, czy trockistą. Standardy które wyznacza radny Szlanga mieszczą się w mojej opinii w oby ideologiach - stalinizmu (przymus, propaganda, kult jednostki) i trockizmu (rewolucja bolszewicka wciąż żywa - permanentna). 

Konkluzja zaś jest smutna i następująca - żadnych standardów demokracji, poza tymi które muszą być bo państwo zmusza, w Chojnicach nie będzie i basta!