niedziela, 27 grudnia 2015

Instytucjonaliści a klientelizm

Utarło się w przestrzeni wyjałowionej przez lata socrealizmu, że społeczeństwo z jednej strony władzą gardzi z drugiej chyli przed nią czoła i uznaje jedynie tylko to, co związane z instytucją publiczną. Wiąże się to w odbiorze powszechnym z wysokim prestiżem i finansową zasobnością.

Idąc tą droga, pozbawieni minimum krytycznego oglądu rzeczywistości i łasi na poklask w towarzystwie "autorytetów" rangi burmistrza czy starosty wychowywani są kolejni apologeci klientelizmu, którzy za wydanie książeczki, artykuliku, czy jakąś synekurkę skłonni są uczestniczyć w pracach "osłonowych" władzy chojnickiej. System finsterowskich siłowników i sieć synekur politycznych nie są wystarczające do zabezpieczenia władzy w atrofii, dlatego władza podejmuje wysiłki tworzenia organizacji i instytucji "osłonowych", które niczym PRL-owskie organizacje młodzieżowe mają zapewnić wybranym świetlaną przyszłość i rozwój. Negatywnym skutkiem tych paktyk jest ściąganie mądrości do poziomu głupoty i konieczność rozpatrywania twórczości wybranych osób z wyraźnych rozdzieleniem dzieła od osoby, czego właśnie władza chciałaby unikać wpajając społeczeństwu takie rozumienie sfery kultury w mieście w której to osoba równa się dzieło, a dzieło oznacza osobę. Dokonując takiego zrównania otrzymuje się dogodne narzędzie "windowania" i "glebienia" poszczególnych osób. Jednym będzie się odmawiać zakupu ich książek za 100 zł, aby innym zasponsorować wydanie, być może nawet wartościowego dzieła, za kilka tysięcy złotych. Przy tym pozostaną nadal niejasne kryteria doboru oraz oceny, która w dość partykularny sposób dokonywana będzie przez "dworskiego mędrka", który wydaje pieniądze publiczne poza systemem grantów, mówiąc zwykle "tą książkę". Skądinąd z zakresu nauk społecznych, recenzowaną przez inżyniera budowy maszyn. Tworząc w ten sposób "autorytet na użytek" w sposób symboliczny dokonuje się oplatania ośrodka władzy kolejną siecią, tak aby niemożliwym stało się dla "gawiedzi" przeniknięcie do istoty jego działań. Władza w atrofii pozbawiona jest autentycznych autorytetów, ale ciągle zdolna jest do "brania w jasyr" poszczególne jednostki wykazujące się odpowiednim stosunkiem ambicji i spolegliwości. Wszystko to dzieje się z potrzeby społecznej legitymizacji działań władzy, której wątpliwe autorytety wynikają z zakupionych dyplomów i osiągania szczebli wykształcenia w okresie siwienia skroni, gdzie bardziej aniżeli merytoryka, ciężka praca i rozwój liczy się już życiowe doświadczenie i posiadanie "systemu dojść i możliwości". 

Ta smutna chojnicka rzeczywistość dokonuje się z udziałem osób młodych, które zajmowały się przecież zagadnieniami szczytnych idei i myśli, dziś jednak broczą ramię w ramię w kieracie pracy dla utrzymania wizerunku władzy, która żywi i w nadziei pozwoli na panowanie nad innymi. Czym ten realizowany program, będący jednocześnie równolegle prowadzony do depolityzacji społeczeństwa ma się zakończyć? Otóż reprodukcją elit, bez zmiany jakościowej ich samych i naszej demokracji lokalnej. Dlatego patrzę na te wydarzenia z politowaniem, bo to ludzie zostali "zmiażdżeni" i sprowadzeni działaniami władzy "do partetu" i pozostają bez sił własnych na wydzwignięcie się do poziomu godności, gdzie nie trzeba publicznie przyklaskiwać kłamstwom, które nabierają mocy instytucjonalnej, a spektakl, który się kreuje wydaje się być przeniesionym żywcem z desek jakiegoś podrzędnego teatru. Źle się dzieje, bowiem ludzie chcący odkrywać prawdę o życiu i świecie, w przestrzeni lokalnej legitymizują swoimi postawami i zachowaniami kłamstwa instytucjonalne, umacniając społeczną zmowę milczenia nad prawdą o której wszyscy wiemy, jaka jest. Całemu spektaklowi przyklaskuje niestety lokalny "Stańczyk", który niby gani, niby chwali, ale sam nie wie, ani do czego dąży, ani do czego prowadzi, bo jak nie może być dobrze, to niech chociaż będzie zabawnie :)


czwartek, 24 grudnia 2015

Święteczna refleksja

Cieszyć się należy ze świątecznej atmosfery, mnie osobiście raduje brak tradycji przy okazji Bożego Narodzenia, która umożliwiałaby władzy miejskiej znowu noszenie Krzyża ulicami miasta, albo "dzieciątka Jezus". Choć kto wie, może jakiś niezbyt gramotny człowiek wpadnie i niedługo na taką formę promocji włodarzy. Na razie jednak spędźmy w spokoju zbliżające się Święta,  jedyne z których władza nie czyni sobie publicznej promocji.

Wesołych Świąt!

środa, 23 grudnia 2015

Co z lokalną demokracją?

Według samego Arseniusza Finster, jak pisze na swoim koncie Facebook, gdzie uaktywnia się tylko wtedy, kiedy grozi mu już całkowicie utrata zaufania publicznego, albo kiedy szuka poparcia w elektoracie: "Wbrew szerzonym opiniom, demokracja w Chojnicach ma się dobrze. I jestem z tego bardzo rad".


Chciałbym się do tej opinii burmistrza odnieść. Otóż w czasie kampanii samorządowej 2014 r. burmistrz Finster wyrzucił mnie ze znajomych i fanów swojej strony internetowej na Facebooku (http://polityka-chojnice.blogspot.com/2014/10/cenzor-finster.html), a jakiś czas temu sprawdzałem czy burmistrz nadal interesuje się utrzymywaniem otwartych relacji i kontaktu z mieszkańcami: (http://polityka-chojnice.blogspot.com/2015/08/facebook-umar-stary.html). 

Dziś na Facebooku, chciałem zabrać głos w jednej z dyskusji, jaka toczyła się dwa dni temu na koncie burmistrza Finstera, ale okazało się, że Cenzor działa tak dobrze, że pomimo tego, iż w Chojnicach "demokracja ma się dobrze", to nadal jestem zablokowany i nie wolno mi zabierać głosu na koncie burmistrza Finstera. Rzeczywiście demokracja w rozumieniu Finstera ma się dobrze, szczególnie respektowany jest pluralizm myśli i poglądów oraz swoboda ich wyrażania.

W mojej jednak opinii, demokracja lokalna w Chojnicach ma się jak najgorzej. Jeśli w ciągu roku nie zdjęto ze mnie cenzury na koncie burmistrza, to oznacza kontynuacje praktyk autorytarnych i wykluczających.

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Atrofia władzy

Atrofia - to w przyrodzie zjawisko zaniku, obumierania, wiądu między innymi z braku czynności.

Sytuacja, jaka powstała po referendum zmusiła nawet chojnickiego burmistrza do reaktywacji Jego konta na Facebooku. Jest to tylko objaw, głębokiego kryzysu w jakim znalazła się drużyna Finstera.

Być może uczynię nieco przejaskrawioną analogię, położenia Finstera do stanu w jakim znalazła się ekipa Jaruzelskiego w 1988 r., kiedy wiadomym już było, że władza osuwa się mu z rąk, a i na pomoc radzieckich towarzyszy nie mógł już liczyć. W nowych warunkach politycznych w Polsce, Finsterowi też już z zewnątrz nikt nie pomoże utrzymać władzy. Nie przyjedzie prezydent Polski, obecnie przecież Andrzej Duda i nie poklepie Finstera po ramieniu, dodając mu przy tym nieco powagi i prestiżu, bo Arseniusz Finster to jaskrawy zwolennik postkomunistów i Platformy Obywatelskiej. Ten etap kariery, masowych spotkań z mieszkańcami przy prominentnych politykach ma już za sobą. A lokalnie...

No właśnie, lokalnie przez wzgląd na swoją długoletnią politykę wyniszczania, braku umiejętności kooptacji i nawiązywania dialogu staje się aktorem politycznym w potrzasku. W referendum zagłosowało za rozwiązaniem SM prawie 25% dorosłych obywateli miasta, zaledwie kilka procent więcej wybrało Arseniusza Finstera w 2014 r. na burmistrza Chojnic. Obecna władza otrzymała dwa silne ciosy od opozycji, które ciężko będzie zneutralizować - pierwszym było "odbrązowienie" wyników wyborczych Arseniusza Finstera, które dzięki wystawieniu jednego kandydata przez ugrupowania i siły opozycyjne zdołały odebrać ponad 30% głosów chojnickich wyborców burmistrzowi, to było przedstawiając obrazowo - wstawienie nogi między drzwi a futrynę ratusza. Cios drugi wyprowadził komitet referendalny, który w sprawie SM uzyskał ogromne poparcie ponad 7 tysięcy mieszkańców. I to było wciśnięcie kolana i rąk pomiędzy futrynę a drzwi ratusza. Jaki będzie trzeci...i ostatni krok? Kto go postawi? W tej mierze procentuje zjawisko roproszonego przywództwa, które dominuje po stronie opozycji.

O atrofii władzy Finstera świadczy to, że nie był zdolny do zmobilizowania swojego elektoratu (jeśli jeszcze takowy posiada), bo ok. 4% głosów przeciwko likwidacji SM słabo ma się do 96%. I nie można uwierzyć w zapewnienia Finstera, że nie poszła głosować większość, która likwidacji nie chciała, bo sam rozmawiałem z ludźmi, którzy nie poszli na wybory z lenistwa, ale likwidacji SM chcieli. Społeczeństwo wypowiedziało Finsterowi posłuszeństwo, a jego akolitów można policzyć dokładnie jest ich w mieście około 200, to Ci, którzy poszli głosować przeciwko likwidacji. Jest więc kilka czynników świadczących o atrofii władzy w Chojnicach:

- brak umiejętności/możliwości mobilizacji zwolenników;
- brak własnych idei i pomysłów poleganie na polityce pastiszu;
- brak zaplecza, korzystanie z grupy ludzi dość już jednak zaangażowanych wiekiem, którzy "Słońca nie poruszą";
- zmiana polityczna pozbawiająca wpływu na aparat władzy państwowej, co ogranicza pole ewentualnej represji czy nacisków na opozycję;
- wypalenie się modelu władzy bazującej na przywództwie autokratycznym, wizji człowieka władzy omnipotencyjnego - zbyt wiele błędów wykazała już opozycja, żeby w taki obraz ktoś wierzył;
- brak możliwości zmierzenia się z lawiną nowych inicjatyw opozycji;
- znika zjawisko strachu przed publicznym wyrażaniem postawy negacji wobec działań władzy lokalnej.

Problemem obecnej władzy może być autentyczna niechęć, i jak na razie brak potrzeby, nawiązywania dialogu z ludźmi władzy. Ujmując to dosłownie, Finster i jego obóz władzy, pomimo posiadanej większości i mocy decyzyjnych w aparacie urzędniczym miasta, przeszli do defensywy i nie są zdolni do podjęcia żadnej szerszej inicjatywy społecznej, bo są wypaleni/zrezygnowani i pozbawieni wizji, innej niż ta, która skrapla im skronie, a wiąże się już tylko z jedną myślą - "jak utrzymać się przy władzy"? To jest równia pochyła. Jej innym wymiarem będzie rozchwianie zaufania w lokalnym aparacie władzy i strefie wpływów, bo to drugi ogromny cios w ciągu roku. Wszyscy zdają sobie sprawę, że po trzecim liczeniu, będzie koniec walki. I co wtedy? Jak zachowają się siłowniki Finstera?

Na nic utyskiwania burmistrza, w polityce liczą się fakty dokonane i skarżenie się w mediach na formę ulotek, na język przeciwników politycznych na ich działania, przez kogoś, kto przez lata nie cofał się przed tymi i podobnymi metodami, nie przebierał w słowach i czynach, jest groteskowym obrazem płaczu dziecka wobec tragedii, jaka rozgrywa się na oczach wszystkich. Używając słów Finstera, parafrazując je: "stare drzewo umiera".

3...


Wola ludu

Jesteśmy po pierwszym w historii Miasta Chojnice, referendum lokalnym. Przede wszystkim ogromnym, pozytywnym, zaskoczeniem jest wynik i frekwencja. Chyba przez lata daliśmy sobie wmówić wizję świata narzucaną przez Arseniusza Finstera, wizję w której zakłada się, że chojniczanie nie mają nic do powiedzenia. Ta wizja upadła. Ponad 24% głosujących, ponad 7 tysięcy dorosłych chojniczan poszło głosować w referendum, to sukces komitetu referendalnego. 

Oczywiście wyniki są niewiążące, ale już wiadomo, iż mogą mieć wpływ na decyzje władz miejskich. Ciężko bowiem będzie zlekceważyć głos ponad 7 tysięcy osób. Warto w tym miejscu przypomnieć, że na Arseniusza Finstera zagłosowało w 2014 r. niewiele więcej osób, bo ok. 8,7 tys. Warto mieć to porównanie na względzie, podejmując kolejne decyzje. Opozycja okrzepła, a Kamil Kaczmarek wraz z Arturem Eichenlaubem zrobili to, czego nikt w Chojnicach nie potrafił zrobić przez lata, po prostu porwali za sobą tysiące ludzi. I z tym faktem ciężko dyskutować. 

Niemniej stało się też tak, jak przypuszczałem, referendum nie rozwiązało konfliktu, a co więcej stanie się nowym kamieniem milowym dość rozwojowego scenariusza dalszej walki politycznej w mieście. 

Jak odpowiada ratusz?

W ratuszu skończyła się chyba pewna era. Świadectwem tego niech będzie poniższy dokument.





niedziela, 20 grudnia 2015

W kleszczach demokracji iluzorycznej

W ogólnym sensie śmieszą spory wokół Trybunały Konstytucyjnego, wiadomo bowiem, że sędziowie TK, to ludzie o określonych poglądach, czego wyraz daje przewodniczący tego kolegium. Zmiany w TK, powołanym zresztą za pośrednictwem ustępstw i podejścia do transformacji przez ekipę Jaruzelskiego, muszą po prostu zajść. Podnoszenie larum przez środowiska "Gazety Wyborczej" i Nowoczesnej.PL wokół TK jest dość groteskowe, zakładając, że nie urządzali manifestacji, kiedy rządy PO-PSL nie wykonywały wyroków TK. Wtedy też trzeba było urządzać manify!

Niestety, jest to zaledwie akt symboliczny - obrona TK, nie w imię społecznego interesu i obrony demokracji, ale raczej, jako rozwaga nad naruszonym w oczach establishmentu "sacrum państwa demokratycznego", na co każdy przeciętny obywatel musi zapewne zareagować. Tylko dlaczego, jakoby, obrona TK staje się obroną grup interesów skupionych wokół "Gazety Wyborczej" i Nowoczesnej?

W tym wszystkim ujawnia się taki paradoks: ludzie mają wystąpić w obronie demokracji (władzy ludu), kreowanej ustawodastwem i orzecnictwem, które zabezpieczało interesy wybranych grup społecznych. Stąd trzeba nam wiedzieć, że demokracja, jako taka nie istnieje, jest to iluzoryczne pojęcie mające na celu wpojenie ludziom, iż ich postawy, działania, życie i zachowania mają znaczenie dla kształtu kreowanego ładu politycznego, gdy tymczasem życie toczy się dwutorowo - według porządku prawnego i rzeczywistych wpływów politycznych kreowanych przez elity oraz w sferze iluzorycznej demokracji rzekomo uwzględniających "wolę ludu" o którego poparcie zabiega się tylko w trakcie przesileń politycznych, a konkretniej próbuje się wydobyć od ludzi głos "za" interesem wąskiej grupy społecznej, albo i tylko jednostek. Demokracja, jako taka, albo już od dawna nie istnieje, albo zwyczajnie wypaliła się jej idea na tym etapie rozwoju cywilizacyjnego.

czwartek, 17 grudnia 2015

Studia Chojnickie

Z przyjemnością informuję, że Stowarzyszenie Arcana Historii od 2016 r. rozpocznie wydawanie periodyku naukowego (rocznika) pod tytułem "Studia Chojnickie". Będzie to tytuł w którym wychodzić będą przede wszystkim prace autorów, którzy skupili się w nich na tematyce chojnickiej. 

Wszystkich zainteresowanych publikacją artykułów zapraszam do kontaktu: marcin.waldoch@gmail.com, jednocześnie informuję, że artykuły zaczniemy zbierać od 1 marca, będzie je można nadsyłać do 1 czerwca 2016 r. Wskazówki dla autorów wkrótce zostaną podane w odrębnej formie. 


środa, 16 grudnia 2015

Podważanie demokracji

Burmistrz Finster wprawił się w praktykach podważania demokracji. Działo się tak kilkukrotnie w przeszłości, warto przypomnieć kwestię zakłócania zgromadzenia publicznego, które wspólnie organizowwały Arcana Historii i Wspólna Ziemia w 2011 r. w Chojnicach. Kiedy my byliśmy z tubami ręcznymi na Starym Rynku, tam czekał już na nas burmistrz Finster z głośnikami o dużej mocy z Chojnickiego Domu Kultury. Dość to groteskowe rozumienie demokracji. Obecnie Finster namawia, żeby nie brać udziału w głosowaniu, jawnie zniechęca i podważa ideę referendum. Namawia ludzi, aby nie dali wyrazu swoim poglądom. W domyśle zamyka im usta i odbiera prawo do głosu. 

Ciekawe, że Finster nie namawiał do pozostawania w domach, kiedy były wybory prezydenckie w 2010 r., gdy prezentował swojego Idola Bronisława Komoworskiego na Starym Rynku w Chojnicach. Dlaczego wtedy nie mówił: "nie warto brać udziału w głosowaniu, bo władzę i tak przejęli ludzie odpowiedzialni za katastrofę smoleńską i oni teraz będą rządzić, a to są moi bardzo dobrzy przyjaciele". Dlaczego Arseniusz Finster nie zniechęcał wyborców do udziału w demokratycznym akcie głosowania w czasie wyborów samorządowych, kiedy wystawiał swój komitet? Przecież wiadomo było, że ludzie wybrani z jego komitetu, to będzie zestaw burmistrzowskich kukiełek i te wybory nic nie zmienią. Dlaczego wtedy namawiał do głosowania? Namawiał przecież i to wielokrotnie. 

Być może jest tak dlatego, ze burmistrz Chojnic nie zna najprostszych mechanizmów demokracji i nie odróżnia czynnego prawa wyborczego od biernego prawa wyborczego, kojarząc pierwsze z udaniem się do urny wyborczej, a drugie z pozostawaniem w domu, taką swą wiedzę ujawnił dziś w Radio Weekend. Indolencja totalna i człowiek z tak niskim poziomem wiedzy merytorycznej od kilkunastu lat zarządza Chojnicami!

W Chojnicach w związku z praktykami, jakie się ujawniły wokół referendum trzeszczy kręgosłup demokracji, a tym, który go niszczy jest Arseniusz Finster. Dlatego warto wziąć udział w referendum, aby pokazać, że głos każdego z nas, każdego obywatela ma znaczenie i nie można postępować, tak jak postępuje burmistrz Finster, który nawołuje do pozostawania w domach! Pokażmy mu siłę demokracji! Te praktyki władzy niczym się nie różnią od tych, jakie znają wszystkie dyktatury. Naczelnym tego wyznacznikiem jest odmawianie głosu i przy tym, co jest ironią niesłychaną, powoływanie się na prawo demokracji. Ale czy Jaruzelski wprowadzając stan wojenny nie powoływał się na demokrację? Czy pacyfikujący huty i kopalnie nie powoływali się na demokrację? Finster miał takich nauczycieli i takich ma doradców, którzy demokracji uczyli się od komunistów, byli komunistami, a od takich politruków właśnie, jak Szlanga, Ostrowski i Pietrzyk lub Włodzimierz Deluga demokracji uczył się Arseniusz Finster. Ten człowiek nie widzi nic poza własną władzą i żądżą jej utrzymania bez względu na społeczne koszty. 

Idźmy na referendum, bo o prawo do głosu walczyli Polacy wielokrotnie i to prawo należy szanować. Po debacie w Radio Weekend, Finster - Kaczmarek (zapis debaty: http://weekendfm.pl/?n=57292&-finster_kaczmarek_straz_miejska ), liczę na tłumny udział chojniczan w głosowaniu 20 grudnia.



Źródło: Facebook Manipulator Chojnicki

wtorek, 15 grudnia 2015

Między Scyllą i Charybdą

W Odysei Homera występuje postać legendarnego Odyseusza, który płynąc przez Morze Egejskie musi kluczyć pomiędzy dwoma potworami - Scyllą i Charybdą. Mit ten stał się synonimem ciężkiego wyboru, pomiędzy dwoma zgoła złymi rozwiązaniami. Myślę, że przed takim wyborem staniemy 20 grudnia w Chojnicach.

Po obejrzeniu wczorajszej debaty Finster - Kaczmarek w chojnice.tv 


jestem przekonany o dychotomii problemu Straży Miejskiej w Chojncach. Z pewnością nikt do siebie nie przekonał, a Panowie wymienili na tyle dużo ciosów, że obydwaj nie wyszli bez szwanku dla swych wizerunków z tej debaty. 

W wyniku refleksji nad słowami i postawami obu, więcej powstaje zwątpienia w człowieku, aniżeli chęci udziału w jakiejkolwiek formie aktywności społecznej. Z jednej strony oczywistym jest, że są przypadki w których z burmistrzem Chojnic do sądu trzeba iść, ale są i sytuacje w których mądrzej jest dla wszystkich zrezygnować ze sporu sądowego, który toczy się o przysłowiową "pietruszkę", wywołując jedynie poruszenie społeczne i w efekcie apatię lokalnej społeczności, która aktywność społeczną utożsamia z walką przed Temidą. Dlatego też, występuje w tym konflikcie wokół Straży Miejskiej nieusuwalna dychotomia - argumenty za i przeciw oraz spowodowany tym ruch społeczny w postaci komitetu referendalnego i opór władzy przed radykalną zmianą, będą musiały ze sobą współistnieć, jako element "doskonałej chojnickiej rzeczywistości". Konflikt, który narósł i się wytworzył jest nierostrzygalny i chojniczanie nie pomogą żadnej ze stron, bo naraziliby istniejący stan rzeczy - dychotomiczny podkreślam - na szwank. Myślę, że tak z powodu niskiego zaangażowania społecznego, jak i z powodu zniechęcenia sporami, frekwencja może być nie tylko niska, ale nawet bardzo niska. Obawiam się, że inicjatorom ciężko będzie "wyciągnąć z domów", więcej, jak 3 tysiące ludzi. Pomimo profesjonalnej kampanii, zbytnia agresywność i ewidentne zagrania marketingowe, nie licujące ze szczytnym celem, podkopały wiarygodność przedsięwzięcia. 

Osobiście żałuję, że żaden z Panów nie odpowiedział na moje pytania, które uznałem za kluczowe - Kamil Kaczmarek nie odpowiedział, co stało za decyzjami powoływania Straży Miejskiej w latach 90. (powoływał się jedynie na nieokreślone idee), a burmistrz Chojnic nie umiał odpowiedzieć jasno, co stanie się z pracownikami SM, gdyby tę formację rozwiązano. Bez tej wiedzy podejmowanie, jakiejkolwiek decyzji jest niemożliwe. Oto bowiem, Kaczmarek chce rozwiązania czegoś, czego genezy nie zna i celów przez to nie potrafi określić, a Finster z góry zaznacza, iż planu nie ma na wypadek rozwiązania SM, czyli nie jest roztropnym gospodarzem, ale raczej wyrachowanym politykiem. Obaj nie tylko zmuszają społeczeństwo do rejsu pomiędzy Scyllą i Charybdą, ale jednocześnie sami błądzą w tańcu walki politycznej, który z interesem społecznym ma niewiele wspólnego. 

Zagłosuję za rozwiązaniem Straży Miejskiej i zrobię tak z kilku powodów:
- Finster nie dokona żadnej reorganizacji tej instytucji i odwołanie Straży Miejskiej skoro stało się elementem walki politycznej, to musi nim być - czyli jak najwięcej ludzi musi zagłosować za rozwiązaniem SM, aby wpłynąć na zarządzanie miastem, być może wtedy Finster zacznie respektować głosy o naprawę sytuacji, zanim przyjdzie mu gasić kolejny pożar;
- SM do roku 2015 nie miała żadnych dzielnicowych i jest to zabieg przedreferendalny, pomysł dzielnicowych wyszedł zresztą ode mnie. Niemniej Finster go zaakceptował, ale w sposób niegodziwy, bo nie ujawnia, ani On, ani Straż Miejska, że dzielnicowych w SM nigdy wcześniej nie było;
- Komendant SM wystawiał mandaty, choć jego formacja nie zadbała, podobnie jak ratusz o prawidłowe oznakowanie drogowe, to znaczy, że formacja ta przywiodła jakąś część mieszkańców i gości do szkody (mandaty), pomimo tego Finster nawet nie odwołał komendanta;
- w SM pracuje zbyt wiele osób, jeśli bowiem nagle jest ok. 10 dzielnicowych, to co robi pozostałych ponad 20 strażników? 
- SM nie ewoluuje od lat 90. XX w., w żaden sposób zakres jej funkcji nie jest w stanie sprostać wyzwaniom, jakie stoją przed lokalną społecznością w drugiej dekadzie XXI w., gdy jest tak zarządzana i zorganizowana jak obecnie;
- SM i jej komendant przez kilkanaście lat lekceważyli komunikowanie się z mieszkańcami;
- SM nie podejmuje akcji w kluczowych dla bezpieczeństwa lokalnej społeczności momentach - sam byłem świadkiem zdarzenia, kiedy pod ratuszem toczyła się rozróba, a Strażnicy nie wychodzili z ratusza i w strachu oczekiwali na policję...;
- utrzymywanie formacji, która daje specjalne gratyfikacje jej funkcjonariuszom, którzy z kolei w żaden specjalny sposób nie narażają się dla naszego bezpieczeństwa, zdrowia i dobrobytu, jest bezcelowe. 

Być może likwidacja SM, to pierwszy krok do zmiany burmistrza, bo obawiam się, że bez zmiany na fotelu burmistrzowskim nie możemy myśleć o jakichkolwiek zmianach w zarządzaniu miastem, co w trakcie walki referendalnej udowodnił zarówno Finster, jak i SM. Problemem Chojnic nie jest Straż Miejska, problemem Chojnic jest burmistrz Arseniusz Finster. Próba likwidacji SM, to leczenie objawów, bez namysłu nad przyczynami. Warto jednak, tym razem, podjąć choćby walkę z objawem szerszej choroby drążącej to miasto... 

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Urzędnicza samowolka

Obowiązkiem kancelaryjnym jest, to aby urzędnicy zgodnie z instrukcją kancelaryjną nadawali sprawom przez siebie prowadzonym numer sprawy. Pozwala to na rzetelne prowadzenie spraw, archiwizowanie, ale i rozliczanie urzędników i władze z pracy i podjętych działań na podstawie wytwarzanej w Chojnicach dokumentacji. Jak się niedawno okazało, jeden z urzędników ratusza dr Przemysław Zientkowski otrzymał w tej sprawie pouczenie od burmistrza Arseniusza Finstera (http://polityka-chojnice.blogspot.com/2015/10/pouczenie-dla-zientkowskiego.html). Niestety, ale burmistrz poucza swojego urzędnika, ale sam postępuje niezgodnie z Rozporządzeniem PRM z dnia 18 stycznia 2011 r. w sprawie instrukcji kancelaryjnej, jednolitych rzeczowych wykazów akt oraz instrukcji w sprawie organizacji i zakresu działania archiwów zakładowych.

Takie praktyki umożliwiają władzy, w pewnej mierze, unikanie odpowiedzialności, bowiem pismo, które nie jest opatrzone znakiem sprawy, stawia poważny problem dotyczący statusu takiego pisma. Urzędnik, który w godzinach pracy podpisał się pod nim i wysłał to do opinii publicznej i konkretnego adresata, będzie udowadniał, że wysłał pismo...prywatnie. Dlatego urzędników zobowiązano do odpowiedniego prowadzenia spraw kancelaryjnych. Niestety burmistrz Arseniusz Finster daje zły przykład swoim urzędnikom i z rozbrajającą szczerością wyznaje, że: 

"[...] oświadczenia burmistrza nie mają nadawanych numerów sprawy". 


Znikome jednostki

Urząd Miejski w Chojnicach na moje pytanie o to, jaka jest liczba pracowników w jednostkach budżetowych odpowiedział, że takiej wiedzy nie posiada. Zadałem dokładnie, takie pytanie:

Korzystając z zapisów Ustawy o dostępie do informacji publicznej składam zapytanie o:

- liczbę pracowników zatrudnionych na dzień 30.09.2015 r. na podstawie umowy o pracę, jak i na podstawie umów cywilno-prawnych w jednostkach budżetowych Urzędu Miejskiego w Chojnicach, które wymienione są w Biuletynie Informacji Publicznej: http://bip.miastochojnice.pl/98.html

Odpowiedź UM: "[...] Urząd Miejski w Chojnicach nie posiada informacji na wnioskowany temat".

Do jednostek budżetowych UM w Chojnicach zalicza się: szkoły podstawowe, gimnazja, żłobek miejski, Ośrodek Profilaktyki Rodzinnej, Miejska Komisja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej (jednostki budżetowe UM: http://bip.miastochojnice.pl/98.html) . Na te instytucje Miasto rokrocznie przekazuje dziesiątki milionów złotych, ale...Urząd Miejski i władza miejska nie ma posiada informacji o tym, jaka w tych jednostkach jest liczba pracowników. Jak bardzo z tym kontrastuje zainteresowanie burmistrza Chojnic liczbą członków chojnickich stowarzyszeń. Poszukiwanie u innych ludzi, kiedy nie ma się wiedzy o liczbie etatów w podległych jednostkach budżetowych? 

Na same szkoły podstawowe i gimnazja w mieście przeznacza się w projekcie na 2016 r., 32 mln złotych, ale UM nie ma wiedzy o liczbie pracowników! Ciekawy też przypadek Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych z prawie milionowym budżetem! Ile osób tam pracuje?

Stąd powstaje moje pytanie w jaki sposób Urząd Miejski projektuje budżet na działanie jednostek budżetowych, nie znając, choćby tak ważnego parametru, jak liczba pracowników w tych jednostkach? Nie mówiąc już o tym, że burmistrz Chojnic wypowiada się na konferencjach o etatach nauczycielskich w szkołach i groźbach problemów, jakie mają powstać podczas likwidacji gimnazjów w związku z redukcjami etatów... Interesująca kwestia w kontekście tego, że jednostki budżetowe muszą podawać UM dane do wykonania budżetu.

Dobrze, że Urząd Miejski jest w stanie podać ile osób pracuje w ratuszu miejskim..., a pracuje tam obecnie ok. 250 osób!


W związku z taką odpowiedzią UM, zadałem dziś kilka dodatkowych pytań:


Na podstawie Ustawy o dostępie do informacji publicznej składam zapytanie o to:

- na jakiej podstawie Urząd Miejski wylicza budżet dla jednostek budżetowych;

- na podstawie jakich danych Urząd Miejski wylicza budżet dla jednostek budżetowych;

- w jaki sposób następuje rozliczenie budżetu na wynagrodzenia, pomiędzy Urzędem Miejskim w Chojnicach, a jednostkami budżetowymi?


niedziela, 13 grudnia 2015

Stan wojenny w Chojnicach

Stan wojenny wprowadzony na terenie całego państwa 13 grudnia 1981 r., spowodował i w Chojnicach ogromne zmiany społeczne i polityczne. 

14 grudnia załoga WKS "Mostostal" w Chojncach podjęła próbę organizacji strajku okupacyjnego, która nie powiodła się, gdyż inicjatorom i załodze zagrożono pacyfikacją strajku przez wojsko zgromadzone wokół zakładu. W innych chojnickich zakładach myślano o wszczęciu strajku, ale na idei się skończyło. Zdawano sobie sprawę z wielkiego niebezpieczeństwa, jakie wiązało się z wyrażeniem oporu wobec władzy ludowej w warunkach stanu wojennego. Dlatego nie podjęto strajku w PKP, ani też w innych przedsiębiorstwach. W wyniku wprowadzenia stanu wojennego, internowano z Chojnic trzech działaczy "Solidarności", tj. Stanisława Dembka, Ludwik Gólskiego i Zbigniewa Reszkowskiego. Lista internowanych zawierała jeszcze wcześniej dwa dodatkowe nazwiska chojnickich działaczy, którzy jednak uniknęli internowania. Internowanych oskarżono o działalność przeciwko porządkowi publicznemu. 

Podkreślić trzeba, że wprowadzenie stanu wojennego było niezgodne z ówcześnie nawet, obowiązującym prawem. Wprowadzono rządy junty wojskowej, powierzając władzę pozakonstytucyjnemu organowi, jakim była Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego (WRON). W ten sposób w apogeum weszły różnorakie formy represji politycznych, dla których rok 1981 nie był, ani końcem, ani początkiem, a po prostu symbolem z którym do dziś nie uporaliśmy się, jako naród i społeczeństwo dziedzicząc poprzez pamięć zbiorową złe nawyki, którymi społeczeństwo przesiąkło pod "sowieckim butem" po 1944 r. 

Do dziś, wydarzenia stanu wojennego na ziemi chojnickiej nie zostały przedstawione w literaturze, wiele wątków czeka też na wyjaśnienie i zbadanie. Być może na 35. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego (2016 r.) uda się wydać monografię stanu wojennego na ziemi chojnickiej. 


środa, 9 grudnia 2015

Niechciany rezultat referendum

Nawet jeśli referendum zyska sobie wymaganą frekwencję, czyli 30% uprawnionych do głosowania i wypowiedzą się oni za rozwiązaniem Straży Miejskiej, to i tak nie doprowadzi to, do zaoszczędzenia przez Miasto Chojnice 2 milionów złotych rocznie. Przypuszczam, że część pracowników SM nadal pozostanie pracownikami Urzędu Miejskiego, ale zostaną poupychani w różnych wydziałach, albo...czego inicjatorzy nie biorą pod wzgląd burmistrz utworzy w ramach UM Wydział na przykład ds. Bezpieczeństwa Publicznego i proszę mi wierzyć, choć to brzmi jak groteska, to jest to możliwe. Burmistrzem nadal będzie Arseniusz Finster i nadal będzie miał miażdżącą przewagę w Radzie Miejskiej, a przyczyn takiego działania można się jedynie domyślać. Z pewnością byłyby one przykryte, retoryką chęci "ocalenia ludzi od bezrobocia" oraz "przerażającym wzrostem liczby przypadków zakłócania porządku", itd. Nikt też nie rozważył dość kuriozalnej sytuacji, że zaraz po rozwiązaniu SM... uparty burmistrz może ją ponownie powołać do życia :)

Niemniej idę na referendum i będę głosował za rozwiązaniem SM. 

Migracje chojnickie

Ostatnio zgromadziłem interesujące dane, których szerszą interpretację przygotowuję w formie artykułu naukowego, podzielę się jednak z Czytelnikami pewnymi spostrzeżeniami.

Przyjrzałem się bliżej skali migracji, tzw. migracji zewnętrznej, czyli poza granice państwa z Miasta Chojnice, jak i z powiatu chojnickiego za lata 2002-2014. Okazało się, że dla migracji na pobyt stały, czyli według przyjętej definicji są to takie migracje, które wymagają od migrantów, aby w biurze ewidencji ludności dokonali po przybyciu z miejsca nowego zamieszkania wymeldowania związanego z wyjazdem za granicę. Jest to więc poważna i nieodwołalna często decyzja, wiążąca się po prostu ze stałą zmianą miejsca zamieszkania. Zjawisko to nie obejmuje więc tzw. migracji czasowej, wyjazdów do pracy sezonowej, czy nawet na dłuższy okres. Nie obejmują, prezentowane tutaj przeze mnie dane, tych migracji, które są migracjami wewnętrznymi, powiedzmy z Chojnic do Gdańska czy innych miejsc w Polsce. Oznacza to, że przedstawiane przeze mnie dane obejmują jedynie to, jakby rzec, najtwardsze zjawisko migracji. I co się okazuje? Otóż dla lat 2002-2014 z powiatu chojnickiego ubyło w wyniku migracji zewnętrznej dokładnie 567 osób! Saldo migracji dla wskazanego okresu nie było dodatnie (czyli imigracja nie przeważała nad emigracją) w żadnym roku kalendarzowym. Jest to dość przerażające zjawisko. Na interpretacje przyjdzie czas w formie artykułu naukowego. Na razie nie zdradzam przyczyn, czynników oraz wniosków. Niemniej mieszkańcy ziemi chojnickiej wyjeżdżają, a jeśli pominąć saldo migracji, to z powiatu chojnickiego wyjechało w tym czasie 838 osób!!! Migracje na pobyt stały, to jedynie wierzchołek "góry lodowej", ujawniają jednak ogólną tendencję, negatywną w odniesieniu do migracji ludności ziemi chojnickiej. 

Szczegóły prezentuje poniższy wykres i tabela. 




wtorek, 8 grudnia 2015

Projekcje budżetowe

27 listopada burmistrz przedstawił projekt budżetu Miasta Chojnice na 2016 r. (zapis konferencji:  http://chojnice.tv/wideo-2041-Konferencja_prasowa_burmistrza_Arseniusza_Finstera_-_27.11.2015 ). Przez kilka minut konstrukcję budżetu i jego planowany kształt na lata przyszłe tłumaczył polityką krajową. Oto, zbyt wysokie stawki (podniesienie stawki godzinowej przez rząd); kwota wolna od podatku (spadnie wg Burmistrza na spadek wpływu do budżetu z PIT); opodatkowanie instytucji finansowych przez rząd (tzw. podatek bankowy); oświata - wg burmistrza ewentualne wdrożenie szkoły podstawowej 8 klasową i likwidacja gimnazjów (podobno mniejsza subwencja oświatowa, przejęcie jakiejś liczby chojnickich nauczycieli). W ujęciu ogólnym, konkluzja jest taka, ponieważ PiS jest u władzy, to budżet będzie pękał w szwach - tak zdaje się myśleć burmistrz Finster. Poza tym burmistrz straszy wg mnie inflacją, ale zapomina o tym, że ta wzrasta przede wszsytkim wraz z dynamicznym wzrostem gospodarczym. Dlatego na przykład Chiny sztucznie chłodziły gospodarkę swego czasu. Mały wzrost inflacji byłby dobrym sygnałem o polskiej gospodarce o czym burmistrz powinien chyba wiedzieć, skoro na swojej konferencji bawi się w "wielką politykę" i rozważanie "czynników makro" na które wpływu nie ma i lepiej, aby się skupił na prawidłowości prowadzenia spraw w swoim ogródku, może wypowie się w sprawie naświetlonej ostatnio tj. w sprawie Mirosława Janowskiego i prowadzonych przez niego działalności gospodarczych?

Warto do paru spraw się ustosunkować. 

Podniesienie stawek godzinowych sprzyja alokacji kapitału i ilości pieniądza w obrocie na rynku, więc burmistrz się myli. Zwiększenie kwoty wolnej od podatku również sprzyja rozwojowi gospodarczemu, warto zerknąć na przykład Wielkiej Brytanii. Dalej - instrumenty "podatku bankowego" zostały określone przez ministra finansów Pawła Szałamacha. Przede wszystkim trzeba przyjąć do wiadomości, to co jest zgodne z prawdą, a nie propagandą. Opodatkowaniu będą podlegała ogólna suma aktywów bankowych danej instytucji, czyli nie od transakcji finansowych - czyli jak mówi Finster od kredytów (i znowu straszy, tym razem wzrostem kosztów kredytów), ale od aktywów. Likwidacja gimnazjów, poza likwidacją systemowej patologii, stworzy też w perspektywie długoterminowej oszczędności w wydatkowaniu na oświatę z poziomu gminy, którego burmistrz nie widzi obecnie. Otóż koszt edukacji jednej osoby spadnie dla gminy z tej prostej przyczyny, że znikną dodatkowe instytucje - tj. gimnazja, ale też i uczeń będzie "na utrzymaniu miasta" nie 9 lat, a 8. Obecnie planuje się, że Miasto Chojnice wyda na gimnazja w 2016 r. ponad 12 milionów złotych!!! Na podstawowe 20 milionów złotych!!! Jeśli znikną gimnazja, a do podstawówek wrócą dwie klasy, to możemy założyć, że utrzymanie podstawówek w mieście wzrośnie o ok. 1/4-1/3, czyli do 6 mln złotych. Dzięki likwidacji gimnazjów powstanie rokrocznie oszczędność rzędu 6 mln złotych. O tym burmistrz nie mówi na konferencji. 

Mnie po prezentacji projektu budżetu zastanawia jedno, dlaczego nawet w dalekich projektach dochody własne Miasta Chojnice praktycznie nie mają wzrosnąć? Brak wzrostu w tym zakresie, to faktycznie świadectwo regresu, bo to będzie znaczyło, że chojniczanie nie będą się bogacić - tj. nie będzie większych wpływów z podatków.

Podsumuję tak: nie PiS i reforemy PiS wstrząsają budżetami samorządowymi, ale przede wszystkim siatka synekur politycznych, niepotrzebne stanowiska, zbędne instytucje oraz zwyczajnie źle wydatkowane pieniądze, jak w przypadku Chojnic na projekty Balturium czy też kiedyś jeszcze wcześniej na miejskie przedszkole.

W projekcie budżetu zastanawia mnie prawie 1 mln złotych na przeciwdziałanie alkoholizmowi, bo podobną kwotę przeznacza się na...żłobki.  
Natomiast w ramach pomocy społecznej warto byłoby gwarantować nie jeden posiłek dla bezdomnych dziennie, ale dwa (śniadanie plus obiad). 
Przy tym na dotacje dla organizacji pozarządowych w zakresie kultury planuje się przeznaczyć 80 tys. złotych na cały 2016 r. przy ogólnych nakładach na kulturę na poziomi 3,5 mln złotych! Przy podobnych nakładach na sport/kulturę fizyczną, planuje się rozdysponować wśród organizacji kultury fizycznej 316 tys. złotych! Skąd rokrocznie bierze się taka dysproporcja? W tym przedziale budżetu, jak rozumiem zarezerwowano już 1,4 mln złotych na dopłaty dla Centrum Parku :)  i 815 tys. złotych na stypendia, pewnie w większości dla piłkarzy :) 

Co jeszcze zaskakuje w projekcie budżetu? Otóż projektowany kredyt na 10 mln złotych. Zadłużenie z 37, 3 mln zł w 01.01.2016 r. ma wzrosnąć do 39,7 mln zł 31.12.2016 r. Pomimo spłaty w tym czasie ok. 7 mln złotych. Taka logika europejskiej samorządności, trzeba się zadłużać, żeby móc wydawać...

Cały projekt dostępny pod tym adresem: http://bip.miastochojnice.pl/335.html

Ale może się jeszcze w tym roku okazać, że Miasto Chojnice zaoszczędzi ponad 2 mln złotych...na Straży Miejskiej od 2016 r. Niestety, ale przypuszczam, że istnieje już "awaryjny plan" wydatkowani tak zaoszczędzonych pieniędzy. 


poniedziałek, 7 grudnia 2015

Dobra robota

Jak widzę, to włodarz Chojnic cofa się pod naporem postulatów opozycji z kampanii wyborczej. Stawiałem postulat wdrożenia darmowej komunikacji, byłem też za likwidacją Straży Miejskiej. Dziś dowiaduję się z Radio Weekend, że Arseniusz Finster rozważa wdrożenie darmowej komunikacji. Jestem w tym zakresie dobrej myśli, bo wiem, że Arseniusz Finster to doskonały organizator i darmowa komunikacja oznaczać będzie nie tylko spadek ruchu samochodów osobowych w mieście, ale i równolegle wzrost liczby kursów chojnickiego MZK na wszystkich liniach. Dotąd burmistrz przyjął postulat "jednego wiceburmistrza" oraz w nieco zniekształconej przez siebie formie "budżetów obywatelskich" i budowy skateparku, wsparł nawet budowę hospicjum TPH, czyli udało mu się zrealizować już kilka z moich wyborczych postulatów, a jak wiem bardzo skrupulatnie przestudiował moją ulotkę, bo pisał o tym w mediach. 

Brak, niestety, nadal rozwiązań wobec postulatu inicjatywy uchwałodawczej dla mieszkańców czy kwestii regulacji konsultacji społecznych. Dziękuję burmistrzowi za przyjmowanie do realizacji postulatów moich kolegów i koleżanek oraz moich własnych. Mam nadzieję, że pamięta iż wielokrotnie prosiłem, aby ustąpił z urzędu, ale wiem, że nad dobrymi rozwiązaniami trzeba się czasami długo zastanawiać, więc nadal pozostawiam trochę czasu. Po drodze przypomnę jeszcze kilka postulatów na których realizację oczekuję wraz z moimi wyborcami: 

- karta chojniczanina;
- cyfryzacja chojnickich zbiorów bibliotecznych i archiwalnych;
- rozbudowa sieci kanalizacji deszczowej;
- inicjatywa uchwałodawcza;
- prawdziwy budżet obywatelski, a nie ta chimera, która funkcjonuje obecnie;
- przekształcenie Galerii Jutrzenki-Trzebiatowskiego w Galerię Chojnickich Artystów;
- obniżenie pensji chojnickich prezesów spółek miejskich;
- wsparcie Centrum Młodzieżowego;
- zwiększenie terenów zielni miejskiej;
- węzeł PKS i PKP;
- zajęcia z historii regionu w chojnickich szkołach;
- zjazd na obwodnicy w Nieżychowicach;
- spalanie niskoemisyjne - proszę poważnie podejść do tematu;
- bezpłatne parkingi;
- budowa przedszkola samorządowego;
- zwiększenie liczby godzin nauczania języka angielskiego dla dzieci w szkołach.

Przypomnę, że moje postulaty, realizowane obecnie w jakiejś mierze przez burmistrza Chojnic, poparło 197 wyborców, którzy oddali na mnie głos w wyborach samorządowych. Liczę na to, że wkrótce doczekamy się realizacji dotąd nie podjętych zagadnień. Życzę burmistrzowi wytrwałości w działaniu i wdrażaniu moich pomysłów. Kiedy krytykuję i ganię, to mam podstawy, ale kiedy jest to zasadne, to potrafię i pochwalić. Dziękuję burmistrzowi za realizację części z moich pomysłów i czekam na dalsze działania życząc w tym względzie sukcesów.



Fragment mojej ulotki wyborczej z 2014 r.

Sztandarowe szopki

Wracam do tematu repliki sztandaru 1 batalionu strzelców. 

Po wielokrotnej wymianie korespondencji z Ratuszem, jestem o krok od ukazania niezbitego dowodu, że w firmie Haftina, wykonano dwa sztandary, a nie jeden jak podaje ratusz. Pierwszy który wykonano nie miał odpowiednich wymiarów (65x65 cm) i po mojej publicznej krytyce wykonano aneks do umowy, aby uzyskać sztandar o prawidłowych wymiarach (100x100 cm). 

Interesujące są następujące fakty. W umowie pomiędzy Haftiną i Urzędem Miejskim z lipca 2015 r. wskazano w jakim terminie firma ma wykonać replikę sztandaru, określono też formę zapłaty i odbioru. Sztandar wykonano w sierpniu 2015 r., zgodnie z umową o wymiarach 65x65 cm, gdyż za taki sztandar wykonano właśnie przelew, zgodnie z umową, jeszcze w sierpniu 2015 r. (otrzymałem dowód przelewu). Z tym właśnie sztandarem Stowarzyszenie z Milanówka było w Katedrze Wojska Polskiego, a fakt ten znalazł się w relacji prasowej na portalu chojnice.com w dniu 25 sierpnia. Kiedy podjąłem temat i skrytykowałem władzę i Stowarzyszenie Pamięci Rodzinnej z Milanówka, Ratusz podpisał  1 września aneks na wykonanie sztandaru w Haftinie, już o wymiarach 100x100 cm. Ten sztandar Pan Kuldanek ze Stowarzyszenia Pamięci Rodzinnej odebrał 4 września 2015 r. 

Tajemnicą dla mnie pozostają dwie sprawy:

1. Co stało się ze sztandarem 65x65 cm?
2. Kto zapłacił za sztandar 100x100 cm?

Miasto nie przekazało mi dokumentu odbioru tego pierwszego sztandaru, tylko i wyłącznie ten dokument, który świadczył o odbiorze sztandaru z 4 września, ale skąd w takim razie Stowarzyszenie z Milanówka miało w swej dyspozycji sztandar 1 batalionu strzelców 25 sierpnia i wcześniej,skoro aneks na jego wykonanie podpisano dopiero 1 września, a odebrano go 4 września? 

Przy tym chciałbym wskazać, że otrzymałem już pismo, kilka tygodni temu, od Arseniusza Finstera, który żądał ode mnie w tej sprawie przeprosin czy sprostowań na łamach "Gazety Pomorskiej", za ten właśnie fakt, że utrzymuję iż miasto wykonało dwa sztandary, a nie jeden. Niestety nadal nie mam przesłanek, aby uznać, że władze miejskie i ich działania zgodne są z prawdą. Gdybym bowiem się pomylił, nie miałbym oporów się do tego publicznie przyznać. Niestety, dostrzegam, widoczną chyba dla wszystkich w tej sprawie, pełną manipulację faktami. Żałuję, że w tak błahej sprawie burmistrz Chojnic nie potrafi się przyznać do błędu, zamiast tego atakuje i straszy sądami. 


sobota, 5 grudnia 2015

Zdegradowane Chojnice

AKTUALIZACJA: Materiał z tego opracowania pojawił się już w przestrzeni publicznej, władze Chojnice prezentowały pewne jego elementy podczas spotkania w Urzędzie Miejskim, przepraszam za moją pomyłkę: http://chojnice24.pl/artykul/20395/pieniadze-latwe-ale-odpowiedzialne-w-wydawaniu/0/


W tym roku Urząd Miejski w Chojnicach otrzymał, zlecone przez siebie, opracowanie dotyczące tzw. delimitacji obszarów zdegradowanych w Chojnicach. Dokument stworzono z myślą o przyszłej rewitalizacji miasta w określonych obszarach. Określono obszary nierówności zarówno społecznych, jak i gospodarczych w mieście. 

Jak dotąd nie słyszałem, aby wnioskami płynącymi z raportu pochwaliły się nam władze Miasta. Niestety wnioski te ukazują nasze miasto w bardzo niekorzystnym świetle. Prawie wszystkie badanie czynniki wpływające na sytuację gospodarczą i społeczną miasta mają wskaźniki gorsze, aniżeli średnie dla naszego województwa i gorsze od średniej krajowej. O ile przyjdzie jeszcze czas na prezentację mojego podsumowania tego dokumentu w sensie analizy jakościowej, to na razie przedstawiam dane, które obrazują w jak dramatycznej sytuacji znajdują się Chojnice i chojniczanie  w ujęciu analizy ilościowej. Podkreślam, za ten raport zapłacił Urząd Miejski w Chojnicach: 

Bezrobocie w Chojnicach w 2012 r. 11,3%, kiedy w tym samym czasie średnia dla województwa pomorskiego to było 7,8%.

Z tym, że wskaźnik udziału długotrwale bezrobotnych wynosił w Chojnicach 3,64, kiedy dla województwa był ten wskaźnik na poziomie 2,4.

Pomoc społeczna

Zasiłki stałe z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, narastają. W 2010 r. wypłacono 2569 świadczeń, kiedy w 2014 r. już 3583 świadczenia. 

Liczba osób korzystających ze świadczeń pomocy społecznej w Chojnicach na 1000 mieszkańców to 79,3 osoby, kiedy dla województwa ten wskaźnik jest na poziomie 52,9 osoby na 1000 mieszkańców korzystających ze świadczeń pomocy społecznej.

Przestępstwa

Kradzieże i włamania do samochodów, w 2007 r. 17, w 2012 30 i w 2014 96!

Kradzieże z włamaniem: w 2007 r. 99, w 2010 r. 147, w 2012 r. 237 i 2014 244!!!

Uszczerbek na zdrowiu: w 2010 r. 20, w 2012 r. 23 i w 2014 r. 32!!!

Przestępstwa przeciwko rodzinie i opiece na 10 tys. ludności w Chojnicach, średnia: 17,3 zdarzeń, a w województwie? Otóż 6,3 takich zdarzeń na 10 tys. mieszkańców!!! 

Gospodarka

Liczba zarejestrowanych podmiotów gospodarki narodowej na 100 osób w Chojnicach wynosi: 6,5 podmiotów gospodarczych, kiedy dla województwa jest to średni wskaźnik 11,6!!!

Mieszkalnictwo 

Powierzchnia użytkowa lokalu, w Chojnicach,średnio na jednego mieszkańca: 17,28, kiedy dla województwa pomorskiego jest to średni wskaźnik 23,00.


W świetle tych danych uprawnionym chyba jest stwierdzenie, że w ogólnym rozrachunku ludność miasta Chojnice podlega procesowi postępującej pauperyzacji, a miasto, jako takie jest w dużej mierze zdegradowane w sensie społecznym i gospodarczym. W szerszej analizie przedstawię bardziej szczegółowe dane i ocenę zróżnicowania stanu gospodarczo-społecznego dla chojnickich osiedli, bo jak się okazuje nierówności są ogromne pomiędzy konkretnymi chojnickimi osiedlami. Wysunąłbym ponownie apel o zmianę władzy w mieście, ale nawet w okresie wyborczym mieszkańcy nie słuchają co mamy do powiedzenia, a poza wyborami mało kto interesuje się istotnymi dla naszego życia faktami. Żałuję tylko, że władze Miasta nie potrafią się pochwalić danymi z analizy, którą sami zlecili. Jest źle, a przy panoszących się synekurach politycznych patologiczne zjawiska w obszarze miejskim, będą się tylko pogłębiać. Tyle słyszmy propagandy z ust przedstawicieli władzy miejskiej, ale w konfrontacji z danymi empirycznymi te hasła są nieprawdziwe. Jesteśmy nie tylko na geograficznych peryferiach województwa pomorskiego, ale też i na jego peryferiach cywilizacyjnych.

Jeszcze mała dygresja, w Polsce wyśmiewa się stworzony przez PiS raport o miastach, które popadły w ruinę. Na tej liście są też Chojnice. Proszę sobie teraz ponownie zadać pytanie, czy raport PiS i płynące z niego wnioski były nierzetelne i są podstawy do wyśmiewania go? Bo według mnie, nie. Pisałem już o tej sprawie, którą obśmiewało środowisko "Gazety Wyborcze", które chyba Polskę zna tylko z perspektywy warszawskich salonów: http://polityka-chojnice.blogspot.com/2015/10/chojnice-w-ruinie.html .









piątek, 4 grudnia 2015

Struktura represji cz. 2.


Mariusz Janik pisze:

"Na wysokości takiego intelektu Policja i Prokuratura prowadzi obróbkę nie tylko Mariusz Janika, ale dla przykładu jeszcze Marcina Wałdocha"

Więcej: http://www.janikpress.pl/pomorska-osmiornica-cz-2/

Struktura represji

Mariusz Janik opublikował dziś materiały, które obrazują jedynie fragment działalności, jaką w Chojnicach według tych dokumentów prowadzili ludzie wskazani w tych materiałach (http://www.janikpress.pl/pomorska-osmiornica-cz-1/http://www.janikpress.pl/pomorska-osmiornica-cz-1/) .
Chciałbym przybliżyć nieco strukturę tej działalności, która w Chojnicach była wymierzona przede wszystkim w osoby opozycji politycznej, w tym i w moją osobę. Ostatnio dowiedziałem się, co stało za licznymi dość dziwnymi i zaskakującymi zwrotami w moim życiu osobistym i publicznym. 

Mogę dziś ujawnić, że władza polityczna składała zlecenia na niszczenie członków opozycji do jednego z byłych milicjantów i funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa w latach 1983-1990 (tutaj ujawnię jedynie jego inicjały Z.K.), który korzystał ze swych rozległych znajomości oraz...kontaktów rodzinnych. Efektem było to, że przynajmniej od 2011 r. niszczono mnie i moją rodzinę w sposób dość systematyczny. W grę wchodziło stosowanie zastraszeń, szykan, pomówień poprzez anonimowe treści rozsyłane do członków rodzin i instytucji starano się zachwiać "zapleczem" osoby, którą atakowano. Do tego nękano telefonami, których numery "nie istniały", stosowano podsłuch i obserwację. Rozpowszechniano na mój temat nieprawdziwe informacje, za co nie ponoszono konsekwencji. Stosowano także obserwację, ale i wprowadzano delikwenta w tzw. "młyn", czyli mnożono liczbę spraw, gdzie było się świadkiem albo stroną. 

W kontekście tego co podaje Mariusz Janik na swojej stronie, proszę sobie uzmysłowić, że media o mojej sprawie z Placu Piastowskiego w której zostałem uniewinniony poinformowała ówczesna rzecznik prasowa chojnickiej policji. Działalność tych osób nie była jednak przypadkowa i sporadyczna, ale raczej systematyczna i "zlecona". Skala uwikłania jest potężna i jedyne co można zrobić to dociekać sprawiedliwości. Na pewno będę domagał się ścigania osób, które były uwikłane w tę działalność. Zrobię wszystko, aby tę sprawę i związane z nią okoliczności wyjaśniono. Jeśli w postępowaniu sądowym okaże się, że wszystkie te informacje są prawdziwe będę się domagał najwyższego wymiaru kary dla osób zaangażowanych w niszczenie mi życia. 

Najważniejsze jest, żeby opinia publiczna wiedziała, że te działania nie wynikały z inicjatywy dziś osób podejrzanych, one były jedynie narzędziem i wykonywały obowiązki, bo jak podobno mówiły one "popierają burmistrza". 

Cała prawda wychodzi na jaw. Po latach. 




środa, 2 grudnia 2015

Głosujmy!

Wszystkich zachęcam do głosowania w referendum 20 grudnia. Osobiście namawiam do rozwiązania Straży Miejskiej w Chojnicach. Byłem początkowo sceptyczny, ale zaważyły dwie kwestie na mojej zdecydowanej postawie za rozwiązaniem SM:

- polityczny opór przed doprowadzeniem do referendum ze strony władz;
- namawianie obywateli przez burmistrza Finstera do absencji w dzień referendum (czyli SM to też polityczna formacja, którą należy czym prędzej rozwiązać).

Przy okazji dziękuję inicjatorom, ze swej strony, za poniesiony przez nich wysiłek. Sprawę prowadzą obecnie z pełnym profesjonalizmem i determinacją. To pierwsze referendum w historii miasta i myślę, że frekwencja może poważnie zaskoczyć, a inicjatorzy zapiszą się w dziejach Chojnic. 

Z wywalczonych praw należy korzystać i każdy kto namawia do tego, aby nie głosować działa wbrew regule demokratycznej gry. 


piątek, 27 listopada 2015

Immunitety

Wiadomo, jak wielka wybucha zawsze wrzawa wokół sprawy immunitetu osób, którym zarzuca się czyny zabronione. Jest w tym jednak pełen formalizm i z góry wiadomo, kto immunitetem jest objęty w Polsce. 

Niestety w realiach polityki samorządowej, w lokalnych wspólnotach mamy do czynienia z immunitetami nieformalnymi. Jest to grupa osób, którą w Chojnicach określiłem jako "siłowniki" (http://polityka-chojnice.blogspot.com/2015/02/siowniki-finstera.html). Może nie wszyscy jej członkowie, ale z pewnością niektórzy są objęci immunitetem. Pomimo tego, że działają wbrew zasadom gospodarki wolnorynkowej, wbrew zdrowej logice gospodarowania mieniem, a ponadto ich stanowiska są wynikiem utrzymywania się określonej sytuacji politycznej nie są oni pociągani do żadnej odpowiedzialności, poza tak zwanym "publicznym przyznaniem się do win", co jednak nie narusza ogólnie przyjętego porządku stosunków w mieście, które regulowane są dzięki "kultowi jednostki", jakiej to wszyscy wiemy. Tym sposobem, "siłowniki" uderzając się w pierś przed obliczem "wodza", z którego "drużyny" się wywodzą i którą zasilają swoją postawą i działaniami, mogą liczyć na "prolongatę" okresu "sprzeniewierzeń, błędów i wypaczeń". Ten swoisty rytuał miejski będzie trwał tak długo, dopóki nie upadnie politycznie "wybitna jednostka". Każdy atak publiczny na siłowniki i próba ich rozliczenia przez opozycję kończy się, jak dotąd, jeszcze silniejszym scementowaniem zastanego układu. W takich przypadkach skala długu wdzięczności wobec "wybitnej jednostki" wzrasta, a ten uzyskuje kolejne potwierdzenie swojej władzy w akcie łaski, którym obdarza "obwionionego", którego opozycja próbuje "bezpodstawnie wdeptać w ziemię". 

Nieformalne immunitety nie zostaną zniesione. W obliczu ich siły i tej rzeczywistości, jedyne co pozostaje mieszkańcom to aktywny udział w życiu publicznym. Wzrost świadomości społecznej i politycznej obywateli doprowadzi do rychłych zmian na lokalnej scenie. Tymczasem ludzi z "immunitetem" należy izolować i ignorować, gdyż każdy frontalny atak na te jednostki w oczach opinii publicznej staje się potwierdzeniem silnej władzy, jaką dzierży "wybitna jednostka", zdolna jednogłośnie "ułaskawiać swych profanów".

Duda dziękuje

Otrzymałem jakiś czas temu podziękowania od Przewodczniącego Komisji Krajowej "Solidarności" Piotra Dudy, za przekazanie na rzecz Archiwum Komisji Krajowej "Solidarności" mojej książki: O chojnickim karnawale "Solidarności". Przy tej okazji zachęcam wszystkich, którzy posiadają dokumenty z okresu lat 1980-1990 do przekazywania ich na rzecz AKKS, bowiem z tego archiwum korzystają polscy i zagraniczni naukowcy badający nie tylko polski związek, ale też szerzej dzieje najnowsze.



czwartek, 26 listopada 2015

Basen na nasz koszt

Dziś dowiadujemy się z Radio Weekend, że Centrum Park Chojnice (basen miejski), będzie gościł u siebie policjantów z Tucholi, którym udzielono 50% rabat na karnety! 

Nie mieści mi się to w głowie, na jakiej zasadzie prezes spółki, która działa i utrzymuje się w dużej mierze z miejskich pieniędzy udziela takich rabatów policjantom z Tucholi? Dlaczego chojniczanie mają sponsorować tucholan? Czy tucholanie wiedzą, że chojniczanie dorzucili już ponad kilkanaście milionów złotych do funkcjonowania miejskiego basenu? Dlaczego mieszkańcy Chojnic, decyzją Mariusza Palucha mają się stawać sponsorami funkcjonariuszy publicznych z ościennych samorządów? Czy Mariusz Paluch szuka sobie nowych przyjaciół na koszt chojnickiego podatnika?Czy jest to dopięcie jakiegoś biznesu pomiędzy samorządowcami z Chojnic i Tucholi? Czy prezesowi Paluchowi policja w Tucholi zasłużyła się w jakiś szczególny sposób? Co nam dali i  co oferują nam tucholanie? Czy ich funkcjonariusze pilnują naszego bezpieczeństwa? Dlaczego prezes Paluch, nie udzieli takiego rabatu chojnickim kasjerkom, albo murarzom? Ile to będzie kosztować chojniczan? 

Tucholskim policjantom życzę nabycia świadomości, że będą się pluskać w Chojnicach za pieniądze chojniczan. Jeśli będę przejeżdżał przez Tucholę wstąpię na nową komendę wziąć prysznic i wejdę na siłownię poćwiczyć i zrelaksować się, bo wiem, że tucholscy funkcjonariusze będą się chcieli jakoś odwdzięczyć każdemu chojniczaninowi, choćby w taki właśnie sposób za to, że sponsorujemy im 50% kosztów karnetu na chojnicki basen. Do tego samego zachęcam innych chojniczan.

środa, 25 listopada 2015

Jutro zebranie osiedla



Konkurs Arcan Historii dla chojniczan

Stowarzyszenie Arcana Historii zaprasza do nadsyłania prac magisterskich lub doktorskich w języku polskim lub angielskim na konkurs, którego wynikiem będzie wyłonienie najlepszej pracy, a następnie w ramach nagrody jej druk w formie książki. Zaproszenie kieruje się do osób, które:

- są rodowitymi chojniczanami lub przynajmniej przez kilka lat zamieszkiwały w Chojnicach w przeszłości, bądź też już od kilku lat zamieszkują w Chojnicach obecnie;

- chcą aby ich praca magisterska, bądź doktorska, została wydana przez Stowarzyszenie Arcana Historii.

Warunki przystąpienia do konkursu:

- praca magisterska lub doktorska musi być napisana w ramach którejś z dyscyplin, takich jak: antropologia, archeologia, ekonomia, historia, socjologia, politologia (w tym i stosunki międzynarodowe oraz nauki o bezpieczeństwie), prawo. Tematyka pracy, nie musi się koncentrować na zagadnieniach chojnickich. O wyborze pracy będzie decydować: jej oryginalność, rzetelność oraz ocena recenzentów (w przypadku prac doktorskich);

- przesłanie całości pracy w formie pdf (laureat będzie proszony o nadesłanie pracy w programie word po zakończeniu konkursu) na adres mailowy: marcin.waldoch@gmail.com , wraz z: imieniem i nazwiskiem oraz kontaktem informacyjnym;

- wyrażenie zgody na udział w konkursie Arcan Historii na wydanie najlepszej pracy magisterskiej lub doktorskiej ("Wyrażam zgodę na udział w konkursie Stowarzyszenia Arcana Historii z Chojnic na najelepszą pracę doktorską lub magisterską w edycji 2016");

- praca nie została napisana i obroniona przed 2007 r.;

- praca, ani żadna jej część, nie zostały dotąd wydane drukiem, ani też w formie elektronicznej;

- autor zachował pełne prawa autorskie.

Konkurs rozstrzygnie zarząd Stowarzyszenia Arcana Historii, konsultując swój wybór ze specjalistami odpowiednich dziedzin, w terminie do 1 maja 2016 r., prace można nadsyłać do 29 stycznia 2016 r. Zwycięska praca zostanie wydana drukiem przez Stowarzyszenie Arcana Historii, stowarzyszenie rezerwuje sobie prawo do określania nakładu i wyboru form dystrybucji oraz promocji wydanej książki. Zgodnie z zapisami ustawowymi, książka trafi do wskazanych przez ustawodawcę bibliotek naukowych w Polsce. Szczegóły, będzie określała umowa pomiędzy Stowarzyszeniem Arcana Historii, a laureatką lub laureatem konkursu. Stowarzyszenie nie przewiduje żadnych nagród za zajęcie kolejnych miejsc w konkursie. 

czwartek, 19 listopada 2015

Fałszywa świadomość

O fałszywej świadomości wiele napisano, warto może w kontekście naszego miasta i jego sfery publicznej wskazać, czym się taka fałszywa świadomość mieszkańców i władz charakteryzuje. 

Otóż, fałszywa świadomość przejawia się w następujący sposób:

- przeświadczenie obywateli o zbieżności działań i celów do których powołano instytucje publiczne (takie choćby jak Park Wodny);
- uznanie konieczności reprodukowania (ponownego wyboru) tych samych władz w imię "zachowania spokoju i rozwoju";
- przeświadczenie o informacyjnej i obywatelskiej roli mediów, gdy w rzeczywistości pełnią one przede wszystkim rolę utrwalaczy systemu, będąc uzależnionymi od kaprysów władzy (reklamy, ogłoszenia);
- przenoszenie rozumienia jednostkowego sukcesu osób i firm, na obraz sukcesu "miasta i społeczeństwa", którego nie ma;
- postrzeganie rzeczywistości miejskiej, jako jednowymiarowej i urządzonej w interesie publicznym i mieszkańców, kiedy jest ona w rzeczywistości tak urządzona, aby zabezpieczać interesy elity politycznej;
- magia autorytetów (doktorów, profesorów, ekspertów) zewnętrznych, którzy przy każdej okazji muszą legitymizować władze samorządowe w czasie imprez masowych, co służy tylko zaczarowywaniu świata;
- niechęć do dostrzegania głębokich podziałów społecznych i wielkich różnic dzielących grupy społecznego w obrębie miasta na rzecz jednowymiarowego "chojniczanina" z powodu braku umięjętności i chęci uporania się z poważnymi problemami gospodarczymi, społecznymi, a nawet rodzinnymi;
- świat bez przeszłości, z powodu tego, że duża liczba chojniczan to ludność napływowa, występuje głęboka niechęć i awersja wobec roztrząsania przeszłości, jest obowiązujący dyktat "efektywnej pracy" w przestrzeni zarządzanej przez "gospodarzy, a nie polityków";
- rozumienie roli Kościoła rzymskokatolickiego, jako nie tylko przewodnika duchowego, ale też i orędownika spraw ludzkich, który w przestrzeni lokalnej poprzez sojusz z władzą samorządową zapewnia obywateli o chrześcijańskich celach elit władzy;
- postrzeganie rozwoju przestrzennego miasta, jako wynik jego rozrostu, bogacenie się i postępującej urbanizacji, kiedy w rzeczywistości jest to wynik pracy zagranicą, a rozwija się nie przestrzeń miejska, ale następuje proce suburbizacji miasta w jego własnych granicach (dzielnice podmiejskie, domków jednorodzinnych, które zajmują coraz częściej najlepsze strefy potencjalnie "miejskie");
- bezpieczeństwo i porządek publiczny postrzegany w perspektywie tabloidyzacji śmierci, wypadków, zabójstwo, jako zdarzeń nieuknionych, acz przypadkowych, kiedy są to w większej mierze wyniki ogólnie rozumianego "złego zarządzania", nie wolno w przestrzeni lokalnej poszukiwać przyczyn, można jedynie bezrefleksyjnie pisać o skutkach;
- poczucie "miejskości i ważności" władzy i mieszkańców, kiedy w rzeczywistości politycznej i gospodarczej Chojnice są centrum peryferii czwartego rzędu, czego nie zmienią sponsorowane przez władze artykuły w prasie ogólnokrajowej czy przygodne ujęcie telewizyjne z tej czy innej promenady na której mogą wypocząć ludzie ważni i majętni z Warszawy, czy innych wielkich ośrodków;
- duże zainteresowanie artystami i sztuką naszym miastem, kiedy rzeczywiście komercjalizacja wszelkich przedsięwzięć i ich masowość sprzyjają jedynie szybkiemu zarobkowaniu i "łupieniu" lokalnej społeczności za cenę atrakcyjności znaków i symboli popkultury rozpoznawalnej na scenie ogólnopolskiej;
- przeświadczenie o doniosłości wizyt osób ważnych dla państwa w Chojnicach, kiedy ich realnym celem jest zaledwie umacnianie wizerunku własnego w przestrzeniach lokalnych, których nawet nie rozpoznają;
- zgoda na wyzysk ekonomiczny wynikająca nie tyle z braku ofert na ogólnoeuropejskim rynku pracy, co raczej na wierze w konieczność doniosłości posiadania pracy bez względu na warunki, jakie oferuje pracodawca;
- przeświadczenie o profesjonalizmie lokalnych samorządowców i polityków oraz o ich społecznych celach, kiedy, co wykazują skonkretyzowane dane, nie znają oni ani mechanizmów prawnych, ani też struktury aparatu państwowego, a ich działniem, jako tzw. "dietetyków", kieruje interes własny, częściej jak społeczny. Uczestniczenie we władzy, to szansa na "dorobienie się". Następuje zabezpieczanie własnego kapitału, odwrót od wydatkowania pieniędzy na cele społeczne i przerzucanie kosztów za działania w jej sferze na kasę publiczną. Brak etosu, działacza, aktywisty, samorządowca. 

Fałszywa świadomość jest rozciągliwa, to znaczy obejmuje różne sfery życia i dzięki niej władza, jako taka, utrzymuje panowanie nad jednostkami oraz całą społecznością, która nie buntuje się przeciwko status quo, ponieważ jest to grupa "szczęśliwych niewolników", którzy w przyszłych wyborach samorządowych z 99% prawdopodobieństwiem, dzięki odpowiedniej skali manipulacji i socjotechniki może ponownie wybrać do władz swoich "panów". 

środa, 18 listopada 2015

Przyczyny korporatyzmu nauczycielskiego

Jak wykazałem w jednym ze swoich wpisów ( http://polityka-chojnice.blogspot.com/2015/11/korporatyzm-nauczycielski.html ), obserwuje się obecnie nadreprezentację jednego z zawodów u władz miasta. Wskazałem nauczycieli. Jakie są przyczyny tej nadreprezentacji?

Otóż o ile w przeszłości, nawet tej niedalekiej, powiedzmy 10-20 lat temu, funkcjonowały jeszcze zakłady pracy o masowej skali zatrudnienia, a w nich dość silną pozycję miały związki zawodowe, tak dziś jest bardzo niski stopień koncentracji pracy w zakładach o masowym zatrudnieniu, a jeśli już występuje, to jest to jednak masowość rozproszona (centra handlowe), lub masowość wynikająca z zatrudnienia w korporacjach międzynarodowych, których pracownicy funkcjonują w przestrzeni globalnej w oderawaniu od rzeczywistości społeczności lokalnych. Tak właśnie zmieniła się rzeczywistość, a wraz z nią struktura zatrudnienia. Dziś więcej ludzi pracuje w szkolnictwie, aniżeli w zakładach przemysłowych w niektórych przestrzeniach lokalnych. Dostęp więc, danego działacza, czy potencjalnego radnego do potencjalnych wyborców nadal jednak największy jest tam, gdzie występuje masowość i koncentracja ludności, a w obecnych warunkach takie zjawisko występuje trwale tylko w jednym miejscu, tj. w szkole, gdzie nauczyciel zyskuje sobie szerokie audytorium w dzieciach-młodzieży, a tym samym w ich rodzicach. W ten sposób zyskuje też ich zaufanie. 

Wydaje się, że powstał w związku z tym pewien paradoks, który może być swoistym zagrożeniem dla demokracji lub dla jej liberalnego oblicza, właśnie poprzez korporatyzm nauczycielski. Szkoła, jako jedyne miejsce koncentracji ludzi na masową skalę, gdzie nadal jej model jest modelem wywodzącym się z uznania autorytetu nauczyciela, jest jednocześnie miejscem szerzenia postaw, zachowań i ich reprodukcji oraz przede wszystkim utrwalaniu. Oznacza to, że w strukturze szkolnictwa, które w Polsce jest w większości państwowe-publiczne, dzięki dostępności do elektoratu, nauczyciel będący funkcjonariuszem państwowym i przedstawicielem swojego zawodu staje się najczęściej reprezentantem obywateli w organach władzy. Paradoks leży w tym, że radny, różnego szczebla, który miałby być reprezentantem obywateli i ich interesów, jest tak naprawdę reprezentantem opresyjnego państwa i jego systemu. Więc państwo dzięki utrzymywaniu edukacji publicznej i demokracji przedstawicielskiej, gwarantuje sobie dzięki tej nadreprezentacji w strukturach władzy z wyboru, utrwalanie i reprodukcję swojego systemu. 

Twierdzenie, że w takim systemie mamy do czynienia z demokracją w jej różnych obliczach jest zaprzeczeniem myślenia. Nikt inny, tak jak nauczyciel, nie ma takiej możliwości zaistnienia w polityce na szczeblu lokalnym, jak własnie nauczyciele, którzy często jako najwięksi konformiści lokalnych wspólnot, pracujący 18 godzin w tygodniu, mają gwarancję najszerszej społecznej rozpoznawalności (spotykają się w tym czasie z setkami, a może i tysiącami osób), a przecież głosuje się na osoby szeroko rozpoznawalne i godne zaufania. Po nauczycielach niestety nie można się spodziewać, że będą działać bezinteresownie i w imię interesu publicznego, potrafią liczyć pieniądze, jak nikt inny i każdy kontakt z ludźmi ponad te 18 godzin, w większości przypadków, musi zostać sowicie wynagrodzony, niczym nadgodziny. 

Jeśli ktoś chciałby zostać radnym miejskim, to w dobie kultury obrazkowej są właściwie trzy drogi (choć pisze się fachowo o tzw. zawodach zaufania publicznego, które nie są niczym innym, jak tylko listą utrwalaczy systemu i zastanej struktury społecznej):
- nauczycielstwo;
- sport;
- celebryta/idol;
- ew. lekarz.

Oto, jaka jest anatomia demokracji przedstawicielskiej w realiach neoliberalnej gospodarki globalnej. To są właśnie "przedstawiciele ludu". Wszyscy przedstawiciele wymienionych zawodów działali zawsze dla pieniędzy i tego nawyku nie tracą po wejściu do wszelkiej maści rad ;) Najlepsze przykłady mamy w Chojnicach, gdzie radny (nauczyciel) mający 130 tysięcy złotych na koncie i prowadzący fundację musi wystarać się, aby jego gościa z Warszawy podjął strażnik miejski z Chojnic, bo to wydatek ok. 680 zł :) Biedak, nie miał takich pieniędzy na cele społeczne.

wtorek, 17 listopada 2015

Skala współpracy

Pisałem już o tym, że Urząd Miejski zawarł porozumienie z Fundacją Fuhrmanna (tutaj:  http://polityka-chojnice.blogspot.com/2015/11/adwokat-brunka.html i tutaj: http://polityka-chojnice.blogspot.com/2015/11/kumoterstwo-chojnickie.html )   i jest w tym porozumieniu zapis o tym, że Miasto będzie pokrywać koszty tej współpracy. W mediach temu faktowi (zaistnieniu kosztów w związku z realizacją porozumienia) zaprzeczali zarówno burmistrz Finster, jak i radny Brunka. Niestety okazuje się, że być może nie mają dobrej pamięci, bowiem oprócz tego, że miasto za prawie 700 zł przywiozło gościa Fundacji Fuhrmanna, tj. profesora Hicksa z lotniska w Warszawie, to jeszcze Urząd Miejski poniósł koszty związane innymi zaproszeniami, jakie Fuhrmann wystosował do swoich gości. 

I tak: na moje pytanie do Urzędu Miejskiego, tak sprecyzowane:

"koszty, jakie miasto poniosło w związku z realizacją zapisów porozumienia, jakie Urząd Miejski podpisał z Fundacją Fuhrmanna w Chojnicach w dniu 2.04.2015 r., szczególnie w związku z realizacją zapisów w pkt. 4, paragraf 1, tej umowy"

Odpowiedź (dokument poniżej), jest taka: "Informuję, iż koszty poniesione przez Urząd Miejski w Chojnicach wynoszą 2500 złotych brutto...na co składają się umowy o dzieło:

Dr n.med. Piotr Gasiński 500 złotych;

Filip Wałdoch 1000 złotych;

Dr hab. Igor Kąkolewski, prof. UWM 1000 złotych.

Kłamali więc w mediach, zarówno Arseniusz Finster burmistrz Chojnic, jak i radny opozycji Mariusz Brunka, twierdząc, że kosztów nie było. Wprawadzali przy tym w błąd opinię publiczną. W związku z tym, że te fakty ujrzały światło dzienne, składam żądanie o to, aby w trybie natychmiastowym burmistrz Finster anulował porozumienie z Fundacją Fuhrmanna z dnia 2 kwietnia 2015 r., gdyż w rażący sposób narusza ona praktyki przyjęte we współpracy i realizacji zadań publicznych przez organizacje pozarządowe, ponadto urzędnik ratusza dr Przemysław Zientkowski, jako sygnotariusz tej umowy jest jednocześnie (lub był wtedy), przewodniczącym Rady Wydawniczej Fundacji Fuhrmanna. 

Nie może być tak, że na działalność jednej organizacji w mieście Urząd Miejski przeznacza na podstawie, wątpliwej natury porozumienia, ponad 3 tysiące złotych poza systemem grantowym. Do tego zarówno burmistrz, jak i radny Brunka z uporem zaprzeczali tym faktom, co jest chyba wystarczającą kompromitacją do zerwania porozumienia i wyciągnięcia odpowiednich wniosków i konsekwencji. 


Smaczku sprawie dodaje fakt, że dr Przemysław Zientkowski, jako urzędnik miejski, nie podpisał żadnej innej umowy, oprócz tej z Fundacją Fuhrmanna przynajmniej w okresie, jaki wskazałem w piśmie do UM, choć odpowiedź "nie podpisał żadnej umowy" brzmi wieloznacznie:



Retoryka i rzeczywistość

Świat kolorowany jest przez władze repertuarem pięknych słów, które następnie przyjmują zupełnie inny obraz w warunkach rzeczywistych. Przykładem jest kwestia konsultacji społecznych o których się mówi, o których się pisze, ale których właściwie nikt nie chce. Zarówno władze, jak i społeczeństwo są im niechętne. Chcą ich tylko aktywne jednostki. Warunki lokalne są tak opresyjne, że twierdzenie o możliwości zaistnienia realnych konsultacji społecznych jest idiotyzmem. Bierne, otumanione i zastraszone jednostki, bo te rzutkie najczęściej miasto już opuściły, do tego na ten obraz składają się rzesze przedsiębiorców małych i dużych, których istnienie nie ma nic wspólnego z gospodarką wolnorynkową, a raczej pod płaszczem "wolnej działalności" są to zwyczajnie "miejskie przedsiębiorstwa komunalne", gdyby miasto im nie dało zleceń przestają jutro istnieć. Plus rzesze urzędników i ich rodzin. Czy w tych warunkach ktokolwiek "ze społeczeństwa" podejmie konsultacje z "władzą"? Władza ma w szachu lokalną społeczność i w jej interesie jest utrzymywanie tego stanu, jak najdłużej. Zrozumieć, co się dzieje, znaczy uświadomić sobie skalę procesu, któremu nie sposób się przeciwstawić. Z góry przepraszam za porównanie, ale bardziej obrazowego nie znajduję. Proponowane przez władze społeczeństwu konsultacje społecznego, to jak zaproszenie do dyskusji o formach i rodzajach eksterminacji, które podejmowali oprawcy, zaproszenie, które wystosowują zresztą oprawcy. 

Jest to praktyka z której nie ma żadnego wyjścia, nie ma sposobu, aby w dialogu z obecną władzą zmienić rzeczywistość utrwaloną przez kilkanaście lat rządów tej władzy, dlatego każdy dialog powinno się zarzucać na rzecz zachowania własnej integralności i możliwości nieskrępowanych działań. Tylko takie podejście gwarantuje, z czasem, powstanie niezależnych środowisk zdolnych do realnego dialogu z władzą, poprzez jej zastąpienie.  

piątek, 13 listopada 2015

Referendum nie będzie

Arseniusz Finster uważa, że ewentualny sukces referendum w sprawie odwołania Straży Miejskiej, będzie oznaczać kolejny krok opozycji, która ma polityczny plan zorganizowania referendum w sprawie odwołania Arseniusza Finstera. 

Ten strach, który objawił obywatelom Arseniusz Finster, stał za wszystkimi nieracjonalnymi decyzjami ratusza w sprawie referendum. Stał też za radnymi, którzy brali udział w pracach komisji, która tak wspaniale podliczyła głosy obywateli, że sprawa trafiła do sądu, gdzie Urząd Miejski tę sprawę przegrał. Dziś dowiadujemy się dlaczego, Arseniusz Finster boi się efektu domino i myśli "aha, najpierw odwołają Straż Miejską, potem mnie, taki mają plan".

Śpieszę uspokoić Arseniusza Finstera, że takiego planu, jakiego obawia się Arseniusz Finstera opozycja nie ma. 

Jest natomiast zupełnie inny plan i nie wiąże się on z instytucją referendum. Wiąże się jednak z widmem zarządu komisarycznego, który może zostać wprowadzony do Chojnic po decyzji Prezesa Rady Ministrów. W mojej opinii, wydanie takiej decyzji jest w przypadku Chojnic bardzo prawdopodobne w kontekście wieloletniej "finsteryzacji" prawa lokalnego i publicznego podważania autorytetu władz państwowych, szczególnie polskiego sądownictwa. Taka inicjatywa zostanie podjęta. Jeśli władze uznają zarzuty za zasadne, dojdzie do rozwiązania zarówno Rady Miejskiej, jak i zwolnienia z pełnionego urzędu burmistrza i wiceburmistrza Chojnic. Być może, będzie to najkorzystniejsze rozwiązanie dla Chojnic.


Korporatyzm nauczycielski

Pytania o to, jak tworzą się elity polityczne w samorządach, jaka jest do nich droga rekrutacji z jakich środowisk zawodowych i społecznych rekrutują się samorządowcy przywiodło mnie do wstępnego wniosku, na podstawie Chojnic, że w kwestii dystrybucji władzy mamy do czynienia ze zjawiskiem korporatyzmu nauczycielskiego. 

Niestety korporatyzm jest zaprzeczeniem pluralizmu, czyli nieskrępowanej, wolnościowej działalności społecznej i politycznej osób wywodzących się z różnych środowisk. 

Na przykładzie Rady Miejskiej w Chojnicach i władz Chojnic, można wskazać, że największą reprezentację we władzy miejskiej mają nauczyciele. 

Nauczycielami byli, burmistrzowie: Arseniusz Finster i Edward Pietrzyk.

Wśród radnych miejskich, nauczycielami byli lub są: Mariusz Brunka, Kazimierz Jaruszewski, Bogdan Kuffel, Marzenna Osowicka, Marek Szank, Leszek Pepliński. 28,6% składu Rady Miejskiej w Chojnicach to nauczyciele! We władzach miasta natomiast, jest to właściwie 100%. Jak ma się do tego informacja o 7,7% ogółu zatrudnionych w edukacji spośród wszystkich zatrudnionych w  polskiej gospodarce narodowej?

Jest to oczywista nadreprezentacja, wynika pewnie z tego, że nauczycielowi, społeczeństwo bierne i nie uczestniczące przypisuje, jakieś szczególne atrybuty wiedzy i umiejętności potrzebnych do "rządzenia". Skoro "rządzą" w szkołach, dlaczego nie mają rządzić w samorządach? 

Nie powinni. Sama perspektywa wieloletniego dydaktyka jest wybitnie "korporacyjna". Nauczyciel ma zwykle nawyki: 
- braku akceptacji dla różnicy zdań;
- wymagania posłuszeństwa;
- braku umiejętności konfrontacji spostrzeżeń i punktów widzenia;
- wrażenie "nieomylności";
- przypisywanie sobie prawa do "nauczania" poza szkołą;
- reprodukcji postaw i zachowań cementujących zastaną strukturę społeczną (z gruntu brak akceptacji ruchliwości społecznej, społecznego awansu);
- odbierania krytyki ad personam, brak umiejętności prowadzenia sporów;
- posługowanie się systemem "kar i nagród" wobec swych oponentów i współpracowników;
- zawyżona ocena swoich działań;
- niechęć do poddawania się ocenie wobec innych;
- brak zrozumienia wyzwań świata głęboko pragmatycznego;
- rozplotkowania i myślenia kategoriami stereotypu;
- niechęć do osiągania mierzalnych efektów.

Wyjątki zdarzają się w każdym gatunku w naszym ekosystemie. Jednak, nadreprezentacja nauczycielska w samorządach jest zajwiskiem szkodliwym dla utrwalania się demokracji i rozwoju otwartego społeczeństwa obywatelskiego. W tej kwestii, to nie nauczyciele muszą się zachować inaczej, bowiem oni czerpią "z renty społecznej", ale to inne grupy społeczne i zawodowe powinny się bardziej uaktywnić, aby zmienić niekorzystny dla nich i dla społeczeństwa skład u władz. 

Nauczyciele do szkół, obywatele do władzy! :)