sobota, 11 października 2025
Drony, Słoneczne Wzgórze i panele
niedziela, 13 lipca 2025
W obronie Dmowskiego
Jesteśmy świadkami, nie po raz pierwszy, ale w tak wyraźny sposób zakłamywania historii przez lokalnych propagatorów wyższości historii lokalnej, nad historią Polski. Jest to bardzo charaktersytyczna cecha, ludzi takich jak Bogdan Kuffel, Arseniusz Finster, Kazimierz Jaruszewski, Przemysław Zientkowski czy nawet, jak uważam, Robert Wajlonis.
Od lat jesteśmy obserwatorami, jak lokalna władza wchodzi w sferę kultury i nauki, starając się tworzyć dyskurs na temat ważnych wydarzeń w historii miasta i dążąc do jego monopolizacji - stąd narracja o historii nie ma służyć prawdzie, ani jej ujawniać, ale przede wszystkim ma ona być zgodna z celami i interesami chojnickiego ratusza (chodzi o hegemonię kulturową!). Jest to oczywiście obarczone sporym prawdopodobieństwem działań, które mogą mieć charakter cenzorski, ale co gorsza skażone są tzw. prezentyzmem (manipulowanie obrazem historii - teraźniejszość to racja przeszłości, służebność historii wobec interesów politycznych) i recentywizmem (odmowa prawa do interpretacji historii). Obie te postawy są, świadomą, relatywizacją historii.
Najnowszą odsłoną jest spór o nazwę dla miejsc w przestrzeni publicznej. Chojniccy radni PiS zaproponowali bowiem, żeby jedno z rond nazwać rondem im. Romana Dmowskiego. Wcześniej ja, bo już w 2017 roku apelowałem do władz miasta o nadanie nazwy Romana Dmowskiego jednej z ulic w Chojnicach (patrz post: "Chojnice bez Wielkiego Polaka"), oczywiście spotkało się to z milczeniem ze strony ratusza.
Słyszy się obecnie ze strony lokalnej władzy, co powiedział wielce nieprzygotowany do takiej dyskusji Przemysław Zientkowski, że Roman Dmowski był antysemitą i dlatego nie zasługuje w Chojnicach na rondo swojego imienia. Dlatego warto może byłoby wyjaśnić Zientkowskiemu i opinii publicznej kilka kwestii.
Po pierwsze nie byłoby Pomorza Gdańskiego i Chojnic w Polsce, gdyby nie działania, postawy i wystąpienia Romana Dmowskiego w czasie Konferencji Wersalskiej, gdzie decydowały się losy Polski po I wojnie światowej, ale szczególnie decydowano o przynależności ziem spornych do nowopowstałego państwa polskiego. Roman Dmowski w swoich licznych pismach podkreślał, że Pomorze Gdańskie i Wielkopolska to najbardziej wartościowe ziemie, nie tylko pod kątem gospodarczym, ale przede wszystkim społecznym, bo zajmują je Polacy, którzy są bardzo dobrze zorganizowani i ich kultura stoi na wysokim poziomie. Dlatego walczył o przynależność Pomorza Gdańskiego w tym Chojnic do Polski. Delegacja Polska podjęła w Wersalu nawet starania o przyłączenie do Polski Człuchowa i ziemi człuchowskiej oraz złotowskiej, ale to się nie powiodło. Już z tego samego faktu, że Roman Dmowski walczył o przynależność Chojnic do Polski należałoby nadać jakiemuś godnemu miejscu w przestrzeni publicznej nazwę Romana Dmowskiego.
Przywołany antysemityzm Dmowskiego jest swoistą hiperbolą jego myśli politycznej. Dmowski - co piszę z pełną odpowiedzialnością - antysemitą nie był, ale na pewno był przeciwnikiem asymiliacji Żydów w Polsce. Co więcej, Dmowski wielokroć wołał i pisał o sprawiedliwe traktowanie Żydów i angażował się dobroczynnie na rzecz Żydów. Taki więc z Dmowskiego był antysemita, jak z Zientkowskiego prawicowiec, samorządowiec i demokrata. Dmowski, co dobrze jest udokumentowane - nie był też rasistą, nie promował rasizmu, ani nie promował szowinizmu narodowego (nie wywyższał narodu polskiego nad inne narody). Kwestię zaś żydowską Dmowski podejmował jako kwestię ekonomiczną - walki o prymat gospodarczy Pokaków nad wpływami lobby żydowskiego w II RP.
Te brednie o antysemityzmie i nadinterpretacje głoszone przez lokalnych "mędrców", wpisują się dobrze w propagandę ludzi takich jak Jan Tomasz Gross i jego paszkwile takiej jak "Złote żniwa". Warto w tej mierze kliknąć tutaj i posłuchać innego cytatu z Dmowskiego, zgodnie z którym Dmowskiemu na sercu leżały napięte stosunki polsko-żydowskie i chęć ich racjonalnego rozwiązania, aby uniknąć tragedii.
Lokalna elita ma jednak uczulenie na idee narodowe, i walcząc z nimi zasłania się hasłami faszyzmu i antysemityzmu, które są powszechnymi straszakami i wystarczy je publicznie rzucić w kierunku oponentów, aby zakończyć dyskusję choćby nad najbardziej merytoryczną kwestią.
Warto więc przypomnieć tym krytykom antysemityzmu powszechnego, że sami wywyższali już w niedalekiej przeszłości antysemitów i brali ich za patronów przestrzeni publicznej w Chojnicach. Przykładem może być tutaj postać Juliana Rydzkowskiego, którego wypowiedzi były całkowicie antysemickie, ale nie przeszkodziło to władzom miasta w wydatkowaniu środków publicznych na ustawienie pomnika Rydzkowskiego i ławeczki w Parku 1000 lecia. O czym pisałem więcej tutaj i tutaj.
Czy wynika z tego, że lepszy jest w oczach lokalnych "historyków" i lokalnego układu władzy antysemityzm lokalny od antysemityzmu ogólnopolskiego? Oczywiście że tak!
Dmowski był postacią wielkiego formatu i jeśli krytykował Żydów, to tę krytykę wyprowadzał wobec warunków polskich w II RP. Bez zrozumienia tego kontekstu nikt nie powinien pisać o antysemityzmie Dmowskiego. Dziś przecież też, jeśli krytykujemu działania Izraela w Strefie Gazy, to możemy być uznani za antysemitów.
Więc o co chodzi lokalnemu układowi władzy? Odpowiedź zdaje się być wyraźna, i leży przed nami jak na dłoni. Otóż w Chojnicach nie ma i nie będzie nigdy miejsca dla upamiętnienia Wielkich Polaków i Wielkich Czynów - dopóki rządzi ta pseudoelita, będąca mariażem postkomuny, ze współczesnym pomyleniem. W Chojnicach bowiem, w perspektywie tego niskiego gremium, jest tylko miejsce dla lewacko-niemieckiej propagandy historycznej.
Stąd nie będzie ronda im. Romana Dmowskiego, ale jest miejsce dla Placu Emsdetten, czy miejsce dla wystaw promujacych dziedzictwo pruskie. Najgorszym elementem tego postępowania jest to, że jest to systemowo - w sferze lokalnej - działanie antypolskie, budujące jakieś przekonanie u odbiorców, że Chojnice z Polską mają tyle wspólnego co nic, bo zawsze były miastem krzyżacko-prusko-niemieckim. Co jednocześnie tej lokalnej wierchuszce nie przeszkadzało sięgać po dyplomy w Moskwie i kłaniać się przed Czerwoną Gwiazdą Sowietów.
Ciekawe jest też to, że władze miejskie, tak zaciekle walczące z rzekomym antysemityzmem, nigdy dotąd i w żaden sposób nie upamiętniły społeczności żydowskiej Miasta Chojnice, a inicjatywy służące przywołaniu tej pamięci skutecznie przemilczały.
I jeszcze jeden ważny argument, jak to jest, że w Warszawie czy innych wielkich miastach RP, Dmowski jest patronem ulic, rond, skwerów, a nawet ma swoje pomniki, ale w Chojnicach jest uznany za persona non grata? Czy tylko w Chojnicach mamy tak świadomą i czujną władzę, aby dać odpór powszechnemu antysemityzmowi? Lokalni propagatorzy układu finsterowego, nawet nie wiedzą, że popadają w śmieszność i robią z Chojnic przykre pośmiewisko na całą Polskę. Im przecież nie przeszkadza wynosić na ołtarze dawnych komuchów, sowieciarzy i ORMOwców, ale już o Wielkich Polakach - słyszeć nie chcą.
Dlatego Finster musi odejść!
piątek, 11 lipca 2025
Medale nie dla każdego
Od zawsze władza używała rocznic, świąt, do podtrzymywania swego autorytetu lub wytwarzania go, kreowania, nawet na nowo. W tym celu używała różnych symbolicznych narzędzi. Takich, jak np. puchary, medale, ordery.
W Chojnicach padło na medale z okazji 750 - lecia, aby władza mogła podkreślić, kto jest w lokalnej wspólnocie ważny, a kto się nie liczy - z perspektywy dalekiej historii patrząc na teraźniejszość. Zatem jaka lokalna społeczność, winniśmy teraz być wdzięczni za tych znamienitych, za te 64 osoby, które wybrał "ratusz", a pewnie osobiście i po stalinowsku listę tę korygował sam władca Chojnic.
Postanowiłem się tej liście uhonorowanych medalem 750 lecia przyjrzeć i budzi ona moje refleksje. Listę przedstawiam na załączonych skanach.
Po pierwsze, a przyznaję to nie bez zawstydzenia - nie znam wielu z tych, których władze miasta uznały godnych Medalu 750 - lecia Chojnic.
Np. kto to jest Beata Rutkiewicz? Oczywiście jest to moja sarkastyczna uwaga - ale myślę, że podzieli ją prawie każdy mieszkaniec Chojnic. Po prostu nikt nie zna w Chojnicach obecnej wicewojewody. Jest to tylko pierwszy, ale jakże wyraźny przykład osób z listy, które medal uzyskały z klucza politycznego.
Zatem są, jak widzę, rożne grupy odznaczonych - są i ci, którzy po prostu są w Chojnicach nieznani, bo nic z Chojnicami wspólnego nie mają i nic dla miasta nie zrobiły, ale przynależą do odpowiedniej partii politycznej lub mają odpowiednie poglądy. Takie osoby, gdyby miały minimum honoru, to by tego medalu nie przyjęły, bo jest to obopólna ujma - zarówno dla miasta i jego społeczności jak i dla osoby "uhonorowanej".
Postaram się zatem zrecenzować osoby uhonorowane medalem i ich dorobek dla Chojnic (choć wiem, że to nie było wcale kryterium, bo kryteriów merytorycznych nie było chyba w ogóle, prawda?).
Leszek Bonna...no tak, kolega Arseniusz wręcza medal koledze Leszkowi, bo obaj uważają się za wielce zasłużonych dla Chojnic. To na zasadzie słynnej maksymy - "państwo to ja". Finster na co dzień w ten sposób prawdopodobnie myśli o mieście - "miasto to ja". Stąd mamy tyle kłopotów i problemów w tym naszym upadającym miasteczku (tylko ci którzy z Chojnic nie wyjeżdżają mają prawo myśleć, że Chojnice są ładne, a w mieście żyje się dobrze - w Polsce jest wiele miast tej wielkości, nieco mniejszych i większych, które są lepiej zarządzane, są w lepszej kondycji).
Anna Górska - medal za przynależność polityczną.
Stanisław Lamczyk - medal za przynależność polityczną.
Marek Biernacki - medal za przynależność polityczną.
Jan Wyrowiński - tutaj miałbym pewne dylematy, ale na pewno jest to zasłużony działacz społeczny, z tym, że nie z Chojnic, choć uczęszczał chyba do jednej z chojnickich szkół.
Jacek Sutryk - medal za przynależność polityczną i no niestety to jest jednak wielki wstyd dla władz miejskich odznaczać Sutryka. Takich jednak widzą bohaterów, jakimi się kierują wartościami.
Marek Szczepański - jeśli chodzi o starostę, to oczywiście medal polityczny.
Aleksander Gappa - medal za poglądy i przynależność polityczną.
Zbigniew Szczepański - medal za poglądy i przynależność polityczną.
Olivier Kellner - nie kojarzę.
Patrick Gomont - nie kojarzę, ale chyba mer Bayeux we Francji, co takiego zrobił dla Chojnic i chojniczan?
Witalij Matsiuk - nie kojarzę.
Dariusz Kucharski - nie kojarzę.
Ryszard Szybajło - medal za poglądy polityczne i przynależność polityczną.
Paweł Gibczyński - nie kojarzę.
Christiana Erfling - nie kojarzę.
Wili Kemper - nie kojarzę.
Sebastian Pastucha - nie kojarzę.
Henryk Koźlewicz - nie kojarzę.
Maciej Polasik - medal za poglądy i przynależność polityczną.
Robert Wajlonis - medal za poglądy polityczne i rolę w lokalnym układzie władzy.
Teresa Martyniuk - nie wiem, nie kojarzę, żona Martyniuka?
Dariusz Gąsecki - wybitny profesor medycyny, jeden z niewielu chojniczan, który rzeczywiście ma wkład w rozwój nauki - medal zasłużony.
Jacek Knopek - wybitny profesor politologii, medal zasłużony.
Tadeusz Palmowski - profesor geografii, który z tego co zauważyłem jest zawsze chętny do współpracy z władzami Chojnic, czy to oznacza jakiś wkład dla Chojnic, nie jestem tego taki pewien.
Janusz Gierszewski - były komendant policji, dziś profesor nauk o bezpieczeństwie, jest to postać wyrazista, ale medalu bym nie przyznał, bo nie widzę szerszej promocji Chojnic, ani działalność na rzecz miasta i mieszkańców, a nie jest to medal za osobiste sukcesy. Uważam, że ten medal to taki towarzyski ukłon.
Jacek Dawidowski - medal za odpowiednią postawę Kościoła rzymskokatolickiego w Chojnicach wobec najjaśniejszej władzy samorządowej. Księdza osobiście lubię, ale medalu mógł odmówić dla dobra wiernych i kościoła.
Kazimierz Ostrowski - cóż...medalu bym nie przyznał, bo choć dorobek jest obszerny, dorobek publikacyjny, to jednak Kazimierz Ostrowski był piewcą dawnego systemy komunistycznego i wiele napisał o historii miasta, co do dziś budzi moje zastrzeżenia i obawy o obiektywizm.
Krzysztof Pestka - nie wiem który Krzysztof Pestka, a w zyciu Chojnic jest ich kilku, którzy dali się poznać w sferze publicznej.
Janusz Jutrzenka Trzebiatowski - za żadne skarby, nie dałbym nawet dyplomu, ale kupiłbym bilet w jedną stronę z Chojnic. Człowiek, który chojniczan nazywał hołotą, a swoją tandetną sztukę wepchnął w miejskie ręce generując chojniczanom milionowe już koszty.
Georg Moenikes - nie byłbym pewien czy medal się należy, ale jakąś laurkę bym przyznał.
Jan Klepin - dałbym medal.
Janina Kosiedowska - nie dałbym medalu, bo nie ma za co.
Edmund Hapka - medal zasłużony.
Bogdan Kuffel - medal zasłużony, ale z pewnym zastrzeżeniem, że Kuffel najpierw powinien wyprawić się do Canossy (przeprosić publicznie za swoje czołobitne i bezwarunkowe poparcie polityczne jakie udziela lokalnemu układowi władzy).
Andrzej Górnowicz - głęboko rozważyłbym za i przeciw.
Włodzimierz Łangowski - nie znam.
Kazimierz Jaruszewski - medal za poglądy i przynależność polityczną, w sferze dorobku na rzecz Chojnic, dokonania raczej mierne i rozpoznawalne jedynie lokalnie.
Danura Wolińska - nie znam.
Monika Michalewicz - nie znam.
Grzegorz Szlanga - medal za poglądy polityczne, bo za pracę w teatrze dostaje wynagrodzenie, piekarz nie dostaje medali za wypieczenie chleba.
Zygmunt Cieślik - nie znam.
Patryk Nita - nie znam.
Daniel Frymark - medal za poglądy polityczne, bo robienie zdjęć za pieniądze nie jest powodem do sławy i honorów.
Jarosław Urabański - nie wiem, rozważałbym. Jeden tur wiosny nie czyni.
Michał Karpiak - przyznałbym medal - głównie za bezinteresowną pracę z młodzieżą.
Peter Urlich - nie znam.
Anna Piekarska-Więcławek - nie znam.
Dariusz Jasnowski - nie znam.
Grażyna Wera-Malatyńska - medal za poglądy polityczne.
Maria Danuta Kordykiewicz - nie znam.
Tomasz Winiecki - w mojej ocenie, medal za wsparcie polityczne, sięgające daleko w przeszłość.
Klaus Ostercholt- nie znam.
Jak widać, znacząco zredukowałbym liczbę odznaczonych - przynajmniej wg miejskiej listy. Natomiast widzę i znam wiele wybitnych chojniczan, którzy na tej liście się nie znaleźli, a są oni albo politycznie niepoprawni, albo po prostu władza miejska nie ma pojęcia o dokonania tych osób na rzecz Chojnic.
Szkoda, że tak marnuje się potencjał wielkiej rocznicy naszego miasta. Lista nie przedstawia się dobrze, z drobnymi kilkoma wyjątkami, a przyznane medal stanowią jedynie dla większości tych osób wyraz osobistnej wdzięczności władcy Chojnic za wkład jaki te osoby poczyniły w utrzymywanie systemu i układu władzy lokalnej (nie mylić z wkładem na rzecz Chojnic i chojniczan).
Medal kosztowały około 30 tys. zł, a więc około 400-500 zł za medal.
czwartek, 19 czerwca 2025
Aparatczyk komunistyczny zasłużonym obywatelem Chojnic???Stanowcze NIE!
Z chojnickiego ratusza płyną oburzające dla mnie informacje. Władza lokalna planuje nadać tytuł Zasłużonego Obywatela Miasta Chojnice Antoniemu Szlandze. Uważam, że nie ma gorszej kandydatury.
Antoni Szlanga był aparatyczkiem komunistycznym, był siłownikiem systemu, który zniewalał Polskę przez kilkadziesiąt lat, a nie dość tego był też krzewicielem tego zniewolenia, bo proponował między innymi, aby w Chojnicach uruchomiono program Telewizji Moskwa, a kiedy komuna chyliła się ku upadkowi, to Szlanga namawiał do wstępowania do Ochotniczych Rezerw Milicji Obywatelskiej. Sam też był funkcjonariuszem ORMO - do którego zresztą sam się zgłosił.
Wiele by pisać, ale nadawać tytuł Zasłużonego Obywatela Miasta Chojnice, człowiekowi, który na pewno zasłużony był, ale dla komuny, to się po prostu nie godzi w wolnej Polsce!
Gdyby ktoś miał wątpliwości co do tej kandydatury i potrzebuje się rozeznać w dossier Szlangi, to polecam wszystkie moje wpisy o Antonim Szlandze, które dostępne sa tutaj. Nawet nie chce mi się powtarzać wszystkich argumentów, przeciwko tej kandydaturze. Warto bowiem po prostu samodzielnie sięgnąć do lektury, którą przygotowałem już lata temu i jest ona dostępna na moim blogu - wraz z dokumentami.
Poniżej przedstawiam uzasadnienie do uchwały o nadaniu tytuły Zasłużonego Obywatela Miasta Chojnice Antoniemu Szlandze. Trzeba już na wstępie wskazać, że całe to uzasadnienie to jest jedna wielka mistyfikacja - próba manipulacji i kreowania rzeczywistości wraz z wybielaniem życiorysu politycznego Szlangi.
poniedziałek, 16 grudnia 2024
Nadużycie uprawnień
Chojnice znane są w Polsce z wielu swoistości, takich jak mgły, piękne otoczenie i bezprawie oraz sobiepaństwo lokalnej władzy.
Radni opozycji w Radzie Miejskiej Chojnic, wystosowali do Burmistrza Miasta Chojnice Jego Ekscelencji Dohtora Nauk i Inżyniera pismo z prośbą o udostępnienie miejsca w ratuszu na przeprowadzenie konferencji prasowej. Ekscelencja Finster, odmówił. Napisał w swoim piśmie do radnych: "Jednocześnie oświadczam, że żadna partia polityczna lub komitet wyborczy nie będzie realizował konferencji prasowych na zarządzanym przeze mnie obiekcie". Pyszne żarty.
Zatem mamy kolejną swoistość w Chojnicach, bo demokracja lokalna jest tak zniekształcona, że nie odpowiada nawet nie tylko standardom teoretycznym, ale też i tym ogólnopolskim. Przecież w Sejmie, gdzie także powstaje prawo, opozycja polityczna, nawet obecnie, ma pełne prawo prezentować swoje stanowisko w czasie konferencji prasowych organizowanych na ternie Sejmu i przyznać trzeba, że są to czasami konferencje o treści dość kontrowersyjnej, ale takie jest prawo, i taka jest kultura polityczna. Tych standardów demokracji Finster nie chce przestrzegać. Jego Ekscelencja uważa, że demokracja jest tylko wtedy, kiedy konferencje organizuje On - no bo wiadomo Jego Ekscelencja jest Burmistrzem przecież - a nie wtedy, kiedy Ci, którzy myślą i mówią co innego niż On. Warto tu wspomnieć, że to w ratuszu i w ChCK członkowie komitetu wyborczego Finstera promowali hasło wyborczego Finsterowego komitetu wyborczego.
Warto może wyjaśnić burmistrzowi Finsterowi, że odmową miejsca na konferencję opozycji w ratuszu łamie prawo. Dokładnie poprzez nadużycie swoich uprawnień. Jest to przestępstwo z art. 231 Kodeksu karnego. W mojej opinii Finster przekroczył swoje uprawnienia - nadużył ich, ze szkodą dla interesu publicznego. Dlatego, przedstawiciele opozycji powinni o sprawie powiadomić organy ścigania.
czwartek, 11 lipca 2024
Fentanyl - nadchodzący problem
Wiele samorządów skażonych jest prokrastynacją - próby sprostania wyzwaniom odkładane są na później, a ponieważ niektóre kwestie są niepopularne, to podejmuje się je dopiero, kiedy problem jest już palący. Obserwując to co dzieje się w USA, mam wrażenie, że nie zdajemy sobie sprawy z naglącej potrzeby budowy systemowego podejścia do powstrzymania fali uzależnień od fentanylu. Zaczniemy działać, kiedy będzie za późno? W mediach były już informacje o tym, że fentanyl jest dostępny w Polsce, były już pierwsze ofiary tego opioidu. Jak do sprawy podchodzą lokalne władze samorządowe w Chojnicach? Czy przygotowano jakiś systemowy program przeciwdziałania uzależnieniom od fentanylu. Z tego co sprawdziłem, odpowiedź jest przecząca. Władze miejskie i gminne w mojej opinii, dotąd, nic nie uczyniły w tej sprawie, a zagrożenie jest bardzo poważne.
Stąd apeluję do radnych miejskich o podjęcie stosownych działań i budowanie nacisku na lokalne władze, aby te przygotowały społeczeństwo na zbliżające się zagrożenie. W USA zmarło wiele wspaniałych ludzi, wiele dzieci znanych i cenionych obywateli, właśnie w wyniku uzależnienia od fentanylu. Zróbmy wszystko, aby ten scenariusz nie powtórzył się w Chojnicach. Pamiętajmy też, że w opinii niektórych środowisk fentanyl jest elementem wojny hybrydowej prowadzonej przeciwko szeroko pojętemu Zachodowi.
Polecam na YT materiał o fentantylu, dostępny tutaj.
środa, 13 grudnia 2023
Ciepłe brednie
Chojnice będą poszukiwały wód geotermalnych, wstępne badania wskazują na ich lokalizację pod naszym miastem. Nie wiadomo jednak, czy będzie z tego jakiś końcowy efekt, bo to się dopiero okaże po wydaniu milionów złotych. Jest to zrozumiałe. Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana.
Natomiast zastanawiają mnie w tym kontekście wypowiedzi chojnickiego burmistrza, który chce w tej inwestycji partnera, prywatnego dodam, jakim jest MZEC. Wcale już nie taki miejski, jak go burmistrz w radio maluje, ale raczej prywatny.
Teraz zastanówmy się nad tą argumentacją burmistrza. Prowadzona będzie inwestycja w wyniku której zweryfikowane będą wstępne badania o położeniu wód geotermalnych pod Chojnicami. Burmistrz uważa, że to ryzykowne przedsięwzięcie i nie chce narażać miasta na niepewne wydatki. Jaki On rezolutny, jaki zapobiegawczy, jaki stateczny...
Przypomnijmy zatem, że ten sam burmistrz - Arseniusz Finster - nie widział żadnego ryzyka w wydaniu z miejskiej kasy kilku milionów złotych na podgrzewaną murawę na MKS Chojniczanka, choć przecież ta była w drugiej lidze i nikt nie mógł wiedzieć, czy będzie awans, wymagający takiej instalacji. Burmistrz jednak obstawił publicznymi pieniędzmi ten niepewny zakład. Drużyna w I lidze była...jeden sezon, a miliony leżą w błocie. Dlaczego wtedy Finster nie szukał prywatnego inwestora?
W mojej opinii nie szukał go wtedy, ponieważ wiedział, że nie będzie z tego żadnego zysku i nikt nie zechce zainwestować w tę murawę kolejnych milionów, ale jak się pojawia perspektywa zarobku dla miasta - jak na wodach geotermalnych, to Finster szuka inwestora prywatnego, bo wie, że tam może być zysk. Zastanówcie się nad tym dobrze, jak zarządzane jest nasze miasto. Dlaczego burmistrz dopuszcza inny podmiot do inwestycji, która może przynieść zyski miastu, i nie dopuszcza innego podmiotu tam, gdzie miasto zysków nie widzi?
Dla mnie, jest to działanie wbrew interesowi miasta i jego mieszkańców.
czwartek, 29 grudnia 2022
W sprawie zaskarżonej uchwały
Jak pamiętacie, złożyłem do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gdańsku skargę na uchwałę o wotum zaufania, które, w mojej opinii, zupełnie bezpodstawnie Rada Miejska udzieliła w czerwcu 2022 r. Arseniuszowi Finsterowi, obecnemu burmistrzowi Chojnic. Sprawa zakończyła się tak, że Sąd nie rozpatrzył mojej skargi, bo uznał, że nie mam żadnego interesu prawnego, żeby występować w tej sprawie ze skargą. Dla mnie jest to kwestia problemów natury systemowej. O sprawie można więcej przeczytać na stronach chojnice24:
czwartek, 3 lutego 2022
Znaczenie kłamstwa dla chojnickiego układu władzy
Nieodparcie towarzyszy mi wrażenie, że w Chojnicach mamy do czynienia z dyktaturą i kultem jednostki. Tą jednostką jest oczywiście Burmistrz Miasta Chojnice Arseniusz Finster. Po ponad dwóch dekadach nasuwa się istotne pytanie - czy mamy Finstera dożywotnio?
Powinniśmy porzucić myślenie życzeniowe, zgodnie z którym dialog z Finsterem i układem władzy może doprowadzić do pozytywnych zmian. Nie może, to już pewne. I każda kolejna próba dialogu jest zbędną stratą czasu.
Często mówi się, że Finster Chojnice zmodernizował, że je zmienił, rozwinął, ale jedyne co naprawdę i niezaprzeczalnie zrobił to wyczyścił scenę polityczną ze wszystkich przeciwników i niepodzielnie zapanował nad miastem niczym mgła, która tak gęsto i często zalega nad Chojnicami. Obiektywne uwarunkowania Chojnic są takie, że ma potencjał do rozwoju i każdy nawet średni lider temu rozwojowi by sprzyjał. Finster tworzy dogmat swojej nieomylności, tym bardziej im bardziej popełnia widoczne gołym okiem błędy i głosi kłamstwa - niestety te kłamstwa w sferze publicznej nie dotyczą tego, że pan Arseniusz nie zjadł słodyczy, ale dotyczą spraw publicznych, co ma poważne konsekwencje dla życia i bezpieczeństwa mieszkańców - przekonanych często, że kłamstwa są prawdami, albo udającymi, że przyjmują wszystkie kłamstwa za prawdy objawione - bo tak bezpieczniej, wygodniej, spokojniej, itd. Do tego dochodzi centralne sterowanie i zupełne ignorowanie woli i żądań mieszkańców - czego świadectw jest bez liku.
Wydaje się, że głównym fetyszem w życiu publicznym Finstera jest kontrola, nie tylko swoich współpracowników, ale i pożytkowanie wiele energii na kontrolowanie aktywności osób, które uważa za swoje rzeczywiste lub wyimaginowane zagrożenie, które może też uderzyć w jego układ władzy. Najnowsze dziecko propagandowe Miasta, czyli aplikacja go Chojnice, to niestety w mojej ocenie kolejny krok do zwiększenia kontroli nad mieszkańcami, a od strony funkcjonalnej pasztet za publiczne pieniądze i próba ratowania wizerunku Kopczyńskiego, który bez oporów kłamał o swoim wykształceniu.
Finster nie domaga się fanatycznej wiary w siebie, ale raczej skłania się według mnie do utrzymywania różnych środowisk w cichej współpracy. To jest jeszcze gorsze niż jawne i głośne nakłanianie do współpracy i pokory, bowiem ten "cichy układ władzy" powoduje, że ciężko jest obywatelom zorientować się, kto i jak głęboko jest umoczony w układy polityczne z ratuszem.
Pewne jest to, że dyktatury wydają wypaczone i pokrętne osobowości. W Chojnicach mamy już nie autokrację i nie lokalny samorząd, ale dyktaturę jednostki, dyktaturę która się wypaczyła i nie jest w mojej ocenie zdolna ani do kooperacji według prawa i norm społecznych, ani do racjonalnego dialogu, a tym bardziej niezdolna jest do budowania lokalnej demokracji. Dla takich jednostek w życiu politycznym nie ma miejsca.
Wielką rolę spełnia we władzy lokalnej i każdej władzy, język. Ten na co dzień stosowany. Pisałem już o tym aspekcie wcześniej - przeciwnicy są nazywanymi korzeniami, sadzonkami, itd. To co prawdziwe jest szkalowane i uznane za perfidne kłamstwa, to co piękne i wzniosłe jest uznane za obce i niegodne uwagi władz miejskich - jeśli tylko nie służy interesom lokalnego układu politycznego. Po prostu miejsce prawdy o życiu publicznym zastąpiło kłamstwo o życiu publicznym - cel jest jeden - trzymanie się stołka władzy. Jednak na bazie polskiego prawa mamy demokrację przedstawicielską, a nie dyktaturę. Nikt burmistrzem się nie urodził i nikt burmistrzem nie musi odchodzić na emeryturę, tym bardziej jeśli łamie ogólnie przyjęte normy i postawy. Mamy wielu innych i lepszych kandydatów, którzy są przedsiębiorczy i bardzo dobrze wykształceni, lepiej niż nasz burmistrz magister inżynier z dyplomem kandydata nauk z Moskwy.
Specjalnością Finstera jest jednak przekręcanie faktów i kłamstwo w sferze publicznej, a do tego składanie, przy zaklinaniu się na wszystkie świętości - obietnic zupełnie bez pokrycia - czy to wobec obywateli w sprawie organizacji referendum w sprawie rozwiązania Straży Miejskiej, czy to wobec chojniczan bezpośrednio zainteresowanych tzw. zachodnim obejściem. Wiele też obietnic wyborczych Finstera nigdy nie zostało zrealizowanych, ale za to - ten jak lubi o sobie mówić "skuteczny w działaniu" i "ojciec miasta" ile dotąd wprowadził działań, których nie zapowiadał, a które doprowadziły miasto do strat? Proszę spójrzcie - na sprawę tzw. prywatyzacji przedszkoli i jej koszty dla miasta, spójrzcie na miliony utopionie w "błocie" na Chojniczance w podgrzewaną murawę budowaną ale bez ogrzewania! I ktoś taki nadal jest burmistrzem Chojnic i święcie jest przekonany, że słusznie postępuje, a wszyscy temu przeczący są godnymi pożałowania nienawistnikami. Wake up Finster!
Finster powiedział, kiedyś, że nie kłamał bo nie miał takiego zamysłu. Jednak gdybyśmy poprzestali na tym i uważali, że to prawda, to przejdziemy do każdego kłamstwa - i chojniczanie przeszli - na porządek dzienny. Nie jest też dla niego ważne, czy mu wierzymy czy nie wierzymy, bo chodzi tylko o skutek wypowiedzi - a tym ma być podporządkowanie poprzez słowa. Jednak widoczna jest paranoja związana ze strachem przed utratą władzy i konieczność utrzymania kontroli nad mieszkańcami, temu służą kłamstwa. Nie chodzi o przekonywanie obywateli, ale o ich podporządkowanie. Do kontroli nad mieszkańcami służy kłamstwo jako centralne narzędzie chojnickiej władzy, tak oddanej - nieprawdzie.
Finster swoją postawą szkodzi według mnie mieszkańcom Chojnic, bo powtarzając publicznie liczne kłamstwa doprowadza do sytuacji w której nikt w nic nie wierzy, a z drugiej strony dochodzi do pozornego "łykania kłamstw". Niestety kłamią publicznie też inni z jego układu władzy, których ochoczo, jak i ich kłamstw, broni. Co gorsze, ten ogólny brak wiary w prawdomówność lokalnej władzy, poprzez jej krętactwa językowe, przekłada się w moim odczuciu na bierność społeczną. Po co bowiem mówić i robić cokolwiek, po co się lokalnie aktywizować, skoro to wszystko i tak zostanie wypaczone? Sporą rolę w tym procederze odgrywa bezwstyd. Nie tylko Finstera, ale i tych wszystkich, którzy cynicznie w poczuciu bezsilności powtarzają kłamstwa władzy chojnickiej - żadna prawda bowiem nie jest prawdą w obliczu lokalnych kłamstw - wielką rolę w tym pełnią akolici Finstera, którzy czerpią z tego układu politycznego najwięcej. Wszyscy ich znamy. Bo mówienie prawdy w Chojnicach nic nie daje, a tylko głoszenie z przekonaniem kłamstw gwarantuje życie w znieczuleniu i ignorancji, ale z dostępem do benefitów, które gwarantuje władza. Przez to za idiotę w Chojnicach uznaje się kogoś, kto docieka i głosi prawdę o sprawach publicznych - "wariacie po co to robisz"!? Ten lokalny świat, jest światem dla podstępnych i wyrachowanych, a nie dla prawdy o życiu publicznym. Siłownicy Finstera tak wiernie wspierający jego system władzy, żyją w poczuciu wspierania swoich rodzin i ich pozycji, ale faktycznie biorą udział w podkopywaniu całego podglebia na którym wspiera się wszelkie powodzenie, gospodarcze, towarzyskie, społeczne. Niestety układ ten, również ten jak Finster mówi "układ z mieszkańcami" - to struktura kłamstw w której nie ma miejsca na prawdę. Dlatego też Finster jest tak wrażliwy na słowa - np. o swoim doktoracie, albo na temat wykształcenia swoich akolitów. Kompleksy godne prowincjała. Nasz lokalny autokrata uzurpuje sobie prawo do bycia przyjmowanym i odbieranym jako naukowiec. Problem jednak jest taki, że nic o tym realnie nie świadczy, a wręcz przeciwnie według mnie - niegodne postawy i język głęboko przeczą rzekomej "naukowości Finstera", podobnie jak inklinacja do "nagłych promocji doktorskich - zaledwie językowych" dla swoich współpracowników. Warto tutaj wspomnieć jak Radek Sawicki dociekał kiedyś rzekomych publikacji naukowych Finstera, których tytuły pojawiły się w internecie, ale publikacji tych nigdy nikt nie znalazł - pomimo starań. Jak człowiek robiący takie rzeczy może być burmistrzem Miasta? Gdzie są ci doktorzy z Rady Nadzorczej Centrum Park, którzy mieli firmować idiotyczne zarządzanie spółką przez protegowanego Finstera, czyli Palucha? W uzurpacji ten układ jest doskonały.
Najlepszym przykładem manipulacji językiem w ostatnich tygodniach było to jak Finster zareagował na medialne informacje o kłamstwach Adama Kopczyńskiego w czasie kampanii wyborczej 2018 r. Finster uznał, że Kopczyński miał prawo mówić, że ukończył studia na UW - tak bowiem należy odczytać oświadczenie Finstera (choć oczywiście ich nie ukończył na UW), bo to sprawa semantyki. Perfidne i prostackie kłamstwa lokalnych watażków zawsze znajdują sobie jakąś inną postać pojęciową niż kłamstwo. Kłamstwo według nich, nigdy nie jest kłamstwem, jest czymś innym. Rzadko pomyłką, ale raczej semantyką, ktoś ich w błąd wprowadził, czegoś nie wiedzieli, nie mieli takich intencji itd. Lokalna wierchuszka zdaje się przyklaskiwać takiemu twierdzeniu - jeśli Finster mówi, że sprawa Kopczyńskiego o tym czy ukończył studia na UW to semantyka, to należy właśnie tak mówić i tak postępować, jakby nie było żadnego kłamstwa i niewłaściwości. Każde świństwo władzy i każde jej kłamstwo staje się śmierdziącym stopniem prowadzącym Chojnice do tragedii. Nie wiem czy oglądaliście serial o Czarnobylu i wyciągnęliście z niego wnioski? Sprawa jest oczywista, jeśli ludzie u władzy kłamią na temat spraw publicznych, to mogą się przytrafić ofiary - ale tylko po stronie "szarych obywateli". Dlatego polityczne usunięcie Finstera z urzędu staje się sprawą palącą. Kłamstwo nie jest bowiem zdarzeniem incydentalnym, ale czymś immanentnie wpisanym w postępowanie lokalnej władzy, której patronuje Finster. O tym, że Finster doskonale wie, że Kopczyński kłamał w czasie kampanii wyborczej o swoim wykształceniu i zdaje sobie sprawę z perfidii tego czynu jest to, że w Sylwestrwa 2021 Arseniusz Finster telefonował do mnie pod pozorem złożenia mi życzeń noworocznych - ale twierdząc, że jestem chory (psychicznie, na głowę, z nienawiści, itd.). Czy takiego zachowania powinniśmy oczekiwać od "ojca miasta"?
Odbieranie sensu słowom jest klasycznym przykładem działań władz dyktatorów i autokratów. Przecież w Chinach gwarantuje się wolność słowa, prasy i zgromadzeń. A w wyborach należy korzystać z "świętego prawa głosu". Wszyscy wiemy jak to jest śmieszne i przykre zarazem. Podobnie jak to, kiedy Finster mówi, że radni miejscy są niezależni (szczególnie z jego komitetu) i będą podejmować decyzje zgodnie ze swoją wolą i sumieniem. Przypomnijmy sobie jak Finster reaguje na protesty społeczne? Otóż było i tak, że zakłócał zgromadzenia obywatelskie - bo mu się nie podobały. Gdy mieliśmy okres tuż po pożarze w hospicjum Bonnów, Finster wmawiał mieszkańcom, że to bardzo wartościowa i godna pochwały działalność, którą prowadzi Pani Bonna - może ogólnie cele takiej działalności są szczytne, ale jak można chwalić kogoś, kto nie miał rzekomo środków na czujki dymu, ale zgromadził fortunę na koncie podmiotu prowadzącego hospicjum? Można. Na zasadzie - tu mógłby powiedzieć Finster, wierzcie mi, bo wszystko co mówię, nawet kłamstwa, to prawda. Do tego, ta władza karmi się strachem i ludzką uległością, a mieszkańcy w ten sposób dają sobą pomiatać - choć płacą podatki z których ten system lokalnej władzy się utrzymuje. Pamiętacie może jak Finster zachęcał chojnickich nauczycieli na Starym Rynku do protestów? I nauczyciele szli w to jak w ogień, bo wydawało się, że to nauczyciele mogą liczyć na Miasto, może Miasto da te podwyżki, itd. Co w sprawie nauczycieli finalnie zrobił Finster? Nic?
Język lokalnej polityki jest zatruty. Mieszkańcy niepostrzeżenie łykają słowa Finstera, bez oglądania się na ładunek kłamstw, po czasie stając się "nosicielami" kłamstw Finstera. Język jest kolejnym narzędziem władania lokalnej władzy - bardzo bezpieczny, bo nieświadomi życia politycznego mieszkańcy dają się w ten sposób kontrolować. W ten sposób dąży się też do ujednolicenia lokalnych postaw, a nawet myśli, zgodnie z którymi - zawsze - większość, zgodnie z zasadami demokracji, musi być "za" Finsterem i jego polityką. Choć większość Finster uzyskuje w drodze różnych działań, które nie mogą w mojej opinii uchodzić za demokratyczne.
Problemem jest to, że dla Finstera i jego ekipy wrogiem nr 1 są media i osoby zdolne informować o stanie Miasta zgodnie z faktami oraz takie, które podejmują krytykę władzy - te mogą się narazić na szalone ataki układu władzy i wizyty na prokuraturze. Odpornością na wszelkie przeciwności losu dla lokalnej władzy ma być propaganda sukcesu i rzekomych osiągnięć "wybitnego" Finstera i jego "niezwykle innowacyjnych współpracowników" - takich jak Kopczyński czy obecny wicestarosta Paluch - dwa sztandarowe przykłady jak bardzo spaczony jest ten układ władzy. Faktem jednak jest, że gdzie się nie spojrzy, nie ważne pod który kamień się zajrzy, wszystko jest spaczone. Choć od lat staramy się odbrązawiać "mit Finstera" jako jedynego godnego fotela burmistrza Chojnic, ta gra nie jest równa. Po naszej stronie jest ciężkostrawna prawda i brak blichtru, po drugiej jest lekka strawa - kłamstwo i wpływy dla wybranych oraz tzw. święty spokój.
Ważna analogia biologiczna, jeśli władzę przyrównamy do cukru, który krąży w organizmie, to należy pamiętać, że do jego prawidłowego funkcjonowania jest potrzebna insulina - czyli silna i kontrolująca opozycja. Tej obecnie w ogóle nie ma, bo zniszczył ją Finster, podobnie jak niszczy według mnie całe społeczeństwo obywatelskie Chojnic. Na tej samej zasadzie opozycją kłamstwa w życiu publicznym, nawet słodkiego, jest prawda o życiu publicznym, o sprawach miasta. Przytłoczony dawkami kłamstw, miejski organizm ginie.
niedziela, 2 stycznia 2022
"Ciche czytelnictwo" i popularność bloga politycznego
W Nowym Roku pragnę złożyć moim Czytelnikom życzenia spełnienia marzeń, a przede wszystkim zdrowia i szybkiego końca pandemicznego koszmaru. Jednocześnie przy tej okazji chciałbym Wam podziękować za to, że jesteście! Za to, że czytacie i wspieracie moje działania. Chojnicki Blog Polityczny w ostatnim roku cieszył się sporym zainteresowaniem, bowiem uzyskał ponad 40 tys. wyświetleń i to pomimo tego, że w stosunku do poprzednich lat publikowałem znacząco mniej postów. Wiem, że wiele osób czyta Chojnicki Blog Polityczny, ale w naszych lokalnych warunkach jest to raczej "ciche czytelnictwo", polegające na odwiedzaniu mojego bloga, przyswajaniu z niego informacji, ale unikaniu też publicznego komentowania publikowanych na nim treści. Wielu Czytelników nie przyznaje się do czytelnictwa ChBP, bo to może mieć poważne konsekwencje, zarówno w pracy jak i w życiu prywatnym - wszyscy czytają, a jednocześnie każdy udaje, że nic nie wie. Rozumiem to, tak jest bezpieczniej i taki "mamy klimat". Chojnice są po prostu miastem nieco zastraszonym przez lokalny układ władzy i każdy wie, że otwarte przyznawanie się do lektury ChBP jest swoistym wyzwaniem obywatelskim. Dlatego na Nowy Rok, życzę Wam też wiele sił i cierpliwości. Wasze, nawet "ciche czytelnictwo" jest bardzo silnym bodźcem do dalszych działań i monitorowania władzy lokalnej, tak włączacie się w działania społeczne i obywatelskie, a w efekcie to Wy, nawet poprzez "ciche czytelnictwo" macie ogromny wpływ na bieg zdarzeń w mieście! Dzięki temu, jak uważam, udaje się przeciwdziałać, w jakimś stopniu, korupcji i innym negatywnym i patologicznym działaniom władzy lokalnej, która się u nas swawoli. Jest wiele ważkich tematów lokalnych, które będę podejmował w 2022 r.
Statystyki Chojnickiego Bloga Politycznego za ostatnie 12 miesięcy, wyglądają naprawdę imponująco. Serdecznie Wam dziękuję!
poniedziałek, 29 marca 2021
Książka o chojnickim układzie władzy
Kilka miesięcy temu zapowiedziałem książkę o chojnickim układzie władzy. Początkowo chciałem napisać książkę publicystyczną, ale zdecydowałem, że będzie to poważniejsza praca politologiczna, a moim głównym celem będzie oddanie rzeczywistego i krytycznego obrazu życia politycznego w Chojnicach. Chciałbym poinformować moich Czytelników, że książka powstaje, ale ukaże się później niż to zapowiadałem. Powodów jest wiele, ale jednym z naczelnych jest to, że piszę też równolegle inne książki politologiczne.
Na ten moment ujawnić mogę, że książka bazuje na bardzo obszernym materiale dokumentacyjnym i na pewno będzie pierwszym takim opracowaniem o chojnickiej polityce w XXI wieku. Tego typu publikacji nie ma też raczej dla innych miast i regionów Polski, bo uwagę badaczy zajmują raczej bardziej uniwersalne problemy niż życie lokalne, mnie jednak, jak wiecie, świat lokalny, samorządowy, interesuje niezwykle głęboko od wielu lat.
piątek, 22 stycznia 2021
Czy będziemy trzecią Hiroszimą?
Burmistrz Chojnic nie wie już po jakie argumenty sięgać, żeby usprawiedliwić kuriozalne i wręcz w mojej opinii szkodliwe działania polegające na wydatkowaniu publicznych milionów na podgrzewaną murawę. Sięgnął więc po argument ilościowy (czyli taki jaki najbardziej lubi nasz skrupulatny Burmistrz, tonący w szczegółach niczym sklepowy subiekt). Burmistrz stwierdził, że Chojnice są wśród grupy tylko 40 miast w Polsce, które posiadają podgrzewaną murawę! Miast zaś, jak wylicza Burmistrz jest 968 w państwie polskim. Dlatego, mniemać należy, że jest to wyróżnienie.
Jednak błąd myślenia Burmistrza polega na tym, że czyni z złego działania i szkodliwych poczynań atut, atut, którym zamierza się chwalić - na takiej oto zasadzie, że im mniej jest miast w Polsce, które mają coś tak złego i idiotycznego jak w Chojnicach, tym lepiej dla chojniczan!
Nie ukrywam, obawiam się tej logiki. Czekam bowiem w trwodze, na chwilę, w której Burmistrz zechciałby jeszcze bardziej wyróżnić miasto, nie tylko na tle miast polskich lub europejskich, ale w gronie planetarnym! Niestety wydaje mi się, że jedyną drogą do tego, byłaby zapowiedź Burmistrza, że wszystkie środki budżetowe Miasto Chojnice przeznacza na konstrukcję bomby atomowej, która spadnie na Chojnice, dzięki czemu będziemy w gronie zaledwie trzech miast na świecie, na które spadły bomby atomowe, ale tylko jedynym, które wydało na to własne środki!
wtorek, 1 grudnia 2020
Koszty miejskiej propagandy
Burmistrz głosi wszem i wobec, że tnie koszty w związku z pandemią - i podnosi mieszkańcom podatki, żeby Miasto mogło jakoś tam zapiąć budżet. Jak zwykle w naszym mieście, to co mówi Burmistrz to jedno, to co robi, to drugie, a to co myśli - to trzecie.
Otóż wywiad z Burmistrz opublikował z datą 22 sierpnia 2020 roku "Express Biznesu". W tekście pod tytułem Dwie dekady intensywnego rozwoju pojawia się wiele nieściłości, przekłamań, ale i zwykłej burmistrzowskiej propagandy, ale o tym za chwilę.
Główny bowiem problem stanowi to, że Miasto Chojnice zapłaciło "Expressowi Biznesu", a konkretnie spółce PR Media Group Sp. z o. o. Al. Zwycięstwa 24, 80-219 Gdańsk 3075,00 zł za ten właśnie wywiad! (proszę sprawdzić Rejestry Umów Cywilno-Prawnych UM za 2020 rok, Wydział Programów Rozwojowych i Współpracy Zagranicznej, poz. 13).
Proszę bardzo wywiad każdy może przeczytać tutaj.
Przejdę teraz do głównych tez z wywiadu z Burmistrzem.
1. Burmistrz twierdzi, że w Chojnicach nie występuje zjawisko bezrobocia, bo są prężne zakłady pracy - wszyscy wiemy, że to wierutna bzdura, ale żeby przekupić rzeczywistość Burmistrz zaprosił kogoś z gdańskiej spółki, kto to powielił. Burmistrz powiedział: "...i problemów z bezrobociem w naszym mieście nie ma". Ciekawe, co na to ci wszyscy, którzy z Chojnic wyjechali za pracą zagranicę i do innych dużych miast? I ci, którzy pracy nie mają - a tych jest coraz więcej. Zgadzacie się z Burmistrzem?
2. Burmistrz twierdzi, że lepiej dla Chojnic, że znajdują się w województwie pomorskim, bo w bydgoskim według Burmistrza kłóciły się ze sobą zawsze dwa miasta - Toruń i Bydgoszcz - problem w tym, że Burmistrz zapomniał, że przed 1999 r. istniały dwa odrębne województwa - bydgoskie i toruńskie. Choć zgadzam się z tezą, że dla Chojnic lepiej, że trzymają się województwa pomorskiego.
3. Burmistrz twierdzi, że istnienie odrębnej gminy wiejskiej wokół Chojnic to samo dobro - zgadzam się z tym, ale czy mnie pamięć myli, skoro pamiętam, że to własnie Burmistrz Finster był stronnikiem wizji zjednania gminy wiejskiej i miejskiej w jedną gminę?
4. Według Burmistrza pociągiem do Trójmiasta jeździ się 2,5 do 3 godzin! Wiem, że Burmistrz pociągami nie jeździ, ale może by się przejechał z Chojnic do Gdańska PKP Regio, połączenie w ciągu od 1:54 do 2:13. Zgadzam się jednak, że połączenie powinno być szybsze. Tylko nie zapominajmy, że nie mamy elektryfikacji.
5. Burmistrz narzeka na kwestie podatkowe i udział samorządu w finansowaniu z rządu centralnego. To taka właśnie moralność pomorskich samorządowców - chcieliby z państwa worki pieniędzy, ale jednocześnie chcieliby maksimum uprawnień i samorządności...bez odpowiedzialności. Z drugiej strony Burmistrz chciałby pieniądze dzielić lokalnie. Uśmiać się można z tej dziecinnej naiwności i takiego roszczeniowego podejścia do finansów publicznych. Na co Burmistrz chciałby te kolejne pieniądze wyrwane z Państwa, na więcej takich pseudo wywiadów?
6. Burmistrz chwali się, też że umarzał podatki przedsiębiorcom i osobom fizycznym - pytanie tylko komu? Bo tego nadal się nie dowiedziałem. Szkoda, że Burmistrz nie pochwalił się zamiarami podnoszenia jednocześnie podatków lokalnych!
Teraz, Drodzy Czytelnicy, zapraszam do przemyśleń, komentarzy i głębszej refleksji nad postawą Burmistrza Miasta Chojnice. Co Wy na to?


