niedziela, 5 stycznia 2014

Co z tym gender?

to agree in gender - pol. zgadzać się pod względem rodzaju, jest to językowe wyjaśnienie, najwęższe z możliwych i chyba najdoskonalsze, procesu jaki niesie za sobą ideologia gender. Spłaszczenie, ujednolicenie, zatarcie płci.

Nie jestem specjalistą w zakresie gender, i głos, jak miliony innych Polaków, zabieram jako laik, bo sam próbuję zrozumieć przyczyny i konsekwencje pojawiania się w dyskursie takich topics, które dominują naszą rzeczywistość medialną przez dobre miesiące.

Gender jest założeniem, że płeć - rozróżnienie na nie, jest kulturowo uwarunkowane, więcej kulturowo jest konstruowane znaczenie pojęć: kobieta, mężczyzna.

O ile, często, zgadzam się z konstruktywistycznym ujęciem nasze rzeczywistości uwarunkowanej ideologicznie, szczególnie na poziomie językowym o tyle w kwestii znaczeń płci, nie zgadzam się ze stanowiskiem konstruktywistów - genderowców.

Ważnym wydaje mi się rozróżnienie jakie musi każdy mówiący czy piszący o gender poczynić - otóż gender to nie jest to samo co filozofia równouprawnienia kobiet i mężczyzn, nie jest to też feminizm. Gender, jak wyżej napisałem, zakłada brak rozróżnienia na płci. Na gruncie naszej kultury uważam, że płeć istnieje jako element funkcjonalny, ale jeśli ją usuniemy (płeć) to własnie pozbawimy systemu bardzo ważnej roli społecznej jaką wypełnia rozróznienie na płci. Oczywiście wszyscy jesteśmy takimi samymi ludźmi, równymi - kobiety i mężczyźni. Ale niej jesteśmy 2in1.

Powstaje pytanie, czy kultura jest w stanie usunąć biologiczne przeszkody w postaci fizycznych różnic jakie wykazują przedstawiciele płci? Czy kultura w swym dążeniu minimalizacji nakładów i maksymalizacji zysków potrzebuje zatrzeć pojęcie płci, aby mogła się replikować i rozwijać lepiej i szybciej? Czy procesy unifikacyjne dotarły już do tożsamości ludzi tak, że nie chcą już się różnić od siebie nawet płcią? Czy pojęcie płci to też pas transmisyjny dla ideologii? Czy nie lepiej uznać swoją równość - równoprawność, zamiast zacierać pojęcie płciowej różnicy?

W latach międzywojennych niezwykle popularna była eugenika, prąd myślowy uznający wpływ cech fizycznych między innymi na zdolności intelektualne - rozwój cywilizacyjny i kulturowy. Różnice pozostały, a kultura rozwija się dalej, po drodze eugenika przyczyniła się jednak do milionów ofiar...Gender być może masowych ofiar nie przyniesie, ale wydaje się być modą na na pewną perspektywę metodologiczną w ramach nauk społecznych, modą na katedry i ... polem starcia myśli postępowej z zachowawcami. Jednak postępowcy mogą na to pole wytoczyć zupełnie inne argumenty, może ogłośmy hasło "zero wojen zamiast gender". Czy wtedy też Kościół będzie wmieszany do debaty?

Dziwi mnie też mieszanie pojęcia gender w jakiś zakresowy zasób znaczeń odnoszących się do homoseksualizmu, który zawsze sprzyja preferencji jednej płci - tej samej, ale w opozycji do płci przeciwnej. 

Czym więc może być gender - jeśli nie jest związany z promocją homoseksualizmu,wiemy już,że dąży do "spłaszczenia płci" - podobno jest ideologią (sam też tak o tym piszę), więc zabezpiecza w domyśle interes jakiejś grupy ludzi. Ale jakiej? 

Nadala jednak nie jestem w stanie jednoznacznie wskazać sobie przyczyn i konsekwencji gender. Poruszenie społeczne? Zatarcie tematów ważnych? Ultralewicowa walka z religiami? 

Gender odrzucam i pozostaję nadal połową człowieka - tą męską :) 

I największy paradoks gender - choć ma łączyć ludzi, to jednak dzieli ;) już nie podług płci, a według swej miary. Jest to chyba kolejny element "szatkowania"społeczeństwa. Nie mam nic przeciwko indywidualizacji, ale wiele przeciwko projektom internalizowania w ludziach ideologii, które z przyjacielskich sąsiadów tworzą obrońców i wrogów gender.

Z pewnością konflikt wartości przyczynia się do rozwoju instytucji społecznych, ale czy warto modyfikować znaczenie pojęcia płeć, lub je znosić?

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza