sobota, 26 listopada 2011

Czyje to rondo?

Od kilku miesięcy trwa przebudowa skrzyżowania ulic 14 lutego, Aleji Brzozowej, Kardynała Wyszyńskiego w Chojnicach.

W międzyczasie pojawiły się dyskusje na temat nazewnictwa tego nowego elementu infrastrukturalnego w Chojnicach. Starli się w prasie zwolennicy dwóch opcji dla nazwy ronda: Księdza Jerzego Popiełuszki lub Franciszka Króla (naczelnika parowozowni chojnickiej i jednego z inicjatorów powstania Osiedla Kolejarz przy którym znajduje się budowane rondo).

W sprawie nazwy dla ronda również i ja zamierzam zabrać głos.

Wystosuję za zgodą Zarządu Stowarzyszenia Arcana Historii pismo do odpowiednich organów dla rozpatrzenia możliwości nadania dla Ronda jednej z następujących proponowanych przez nas nazw:


- rondo Kosznajderii/Kosznajderów
- rondo Księdza Alfonsa Schletza (ksiądz wywodzący się z Kosznajderii, dr hab., założyciel pisma "Nasza Przeszłość" dokumentującego historię kościoła Katolickiego w Polsce)
- rondo Kolejarzy Chojnickich
- rondo 1 batalionu strzelców
- rondo imienia Żołnierzy Wyklętych

Uważam, że nowo budowane rondo powinno otrzymać nazwę, które będzie nawiązywała do kultury i historii naszego miasta/regionu. Jestem w największej mierze zwolennikiem nazwania budowanego ronda od mieszkańców ziem na południe Chojnic - Rondem Kosznajderii.

Kosznajderzy, byli przez pięćsetlat mieszkańcami ziemi chojnickiej i wydali z siebie dziesiątki znanych i kulturotwórczych osób - duchownych kościoła Katolickiego, naukowców, historyków, regionalistów. 

Przyznanie nazwy nawiązujące do tej specyficznej grupy etnicznej jaką byli Kosznajderzy jest wyrazem akceptacji dziedzictwa jakie niosą w sobie Chojnice.  

Pisma składam w poniedziałek. Mam nadzieję, że będą podstawą do merytorycznej dyskusji, bo pamiętać trzeba, że nazywanie rzeczy jest też formą władania i kształtowania świadomości społecznej, a ta powinna chyba być jak najbardziej otwarta, pluralistyczna i wymykająca się stereotypizacji.

Na portalu http://www.chojnice24.pl/ prowadzony jest sondaż dotyczący propozycji nazwy dla nowego ronda. Zapraszam do głosowania!

poniedziałek, 21 listopada 2011

Rada Strategii bez Arcan Historii?

W tym roku dowiedzieliśmy się, że burmistrz Arseniusz Finster planuje powołać Radę Strategii, która to miałaby wypracować długofalowy plan rozwoju Chojnic.



Wiele organizacji, już kilka tygodni temu, otrzymało zaproszenie do uczestnictwa w pracach Rady.



Niestety takowe zaproszenie nie dotarło do dziś do Arcan Historii. Jesteśmy tym faktem zaniepokojeni i żywimy szczerą nadzieję przyszłego uczestnictwa w pracach Rady.



Tymczasowy brak zaproszenia naszego środowiska do współpracy odczytujemy jako zaniedbanie formalne i jednocześnie dopytujemy o kryteria doboru środowisk i osób, które zostały wytypowane do pracy w Radzie przez burmistrza Chojnic.
 
 
Te kilka powyższych akapitów wysłałem do chojnickich mediów w dniu dzisiejszym.
Jestem członkiem PChS, które otrzymało zaproszenie do udziału w pracach Rady (na zasadzie przedstawiciela PChS w Radzie). Nie mam zamiaru komentować faktu powołania samej Rady. Może poza tym, że sam wielokrotnie nawoływałem burmistrza Chojnic do tworzenia długofalowych rozwiązań, a nie tych czteroletnich polityk "myszoskoczka". Szczególnie teraz będzie ciężko zaplanować dla Chojnic cokolwiek sensownego. Z licznych analiz - szczególnie polecam "The Economist" czy "Frankfurter Allgemeine Zeitung" - wynika jasno, że to co będzie można nazwać kryzysem to dopiero przed nami. Dna na razie nie widać...
 
Będę cierpliwie czekał na odpowiedź burmistrza na moje pytanie o udział przedstawiciela SAH w pracach Rady Strategii.

niedziela, 13 listopada 2011

W ząbek czesany - refleksje po Marszu Niepodległości

Na wstępię dziękuję za troskę tym wszystkim, którzy w czasie trwania Marszu Niepodlełgości dzwonili do mnie, pisali. Było Was naprawdę wielu, przepraszam, że wszystkim nie odpowiedziałem. Zapewniam jednak o swojej wobec Was pamięci. To było naprawdę ważne tego dnia, czułem, że jesteśmy tam razem.

11 listopada o godzinie 14.20 z Koszykowej ruszyłem z kolegami na Plac Konstytucji. Nie przybyliśmy w żadnej zorganizowanej grupie. Na placu byliśmy około 15.00, bo większość ulic, uliczek, przejść była zamknięta przez kordony Policji. Kiedy weszliśmy na Plac Konstytucji nasz zdumienie wzbudziła ilość ludzi, cały obszar placu był po prostu zapakowany jak puszka sardynek. Przy wylocie w stronę Centrum stali działacze Antify i innych organizacji (anarchiści blokujący Marsz). Marsz miał ruszyć właśnie w kierunku Centrum. To stało się niemożliwe, doszło do bójek, przepychanek z Policji i działaczami obu stron. W ruch poszły petardy, race, kamienie, kostki brukowe, pałki. Najgorzej jednak zaczęło się dziać, kiedy Policja zdecydowała się użyć środków prewencyjnych i uruchomiła armatki oraz...pałki. Tłum niczym gnane przez teksańskie pustkowia bydło ruszył w ślepym kierunku, kto nie biegł, temu groziła śmierć (a na pewno utrata zdrowia) pod nogami kolegów. Atmosfera przerażająca, wojna w toku. Myślę, że tak to mogło też wyglądać w Londynie, i innych miastach podczasz marszy Oburzonych.

Dobrze się stało, że po wstępnej chęci konfrontacji organizatorzy zadecydowali się udać inną drogą do Placu Na Rozdrożu. Wyszliśli z Palcu Konstytucji na południe Marszałkowską, później w kierunku pomnika Romana Dmowskiego, gdzie zakończył się marsz.

Podczas samego marszu, szczególnie na Alejach Ujazdowskich można było spostrzec, że ilość "marszujących" może iść w dziesiątki tysięcy, nie było widać ani końca kolumny ludzi. Wznosiliśmy okrzyki, które nie każdemy mogłyby się pewnie spodobać, ale nam maszerujacym podobały się jak najbardziej :). Atmosfera jednak była przyjazna, i nie waham się powiedzieć DONIOSŁA.

Do zamieszek doszło na Placu Na Rozdrożu, powód był prozaiczny. Ktoś puścił w tłum informację, już kilkaset metrów wcześniej, że TVN podała, iż Marsz został zdelegalizowany. To uwolniło najgorsze emocje i dało pretekst młodym bojówkarzom prawicy do zneutralizowania przekaźników TV należących do TVN24. Sytuacja zaczeła się zaostrzać w momencie, kiedy spalono pierwsze auto. Wtedy też Policja zaczęła powoli wypychać ludzi z Placu Na Rozdrożu w kierunku Śródmieścia. Generalnie ciężko opisać to co się działo, z pewnością większość była przeciwko przemocy, natomiast przeniesiono na grunt Marszu, niepotrzebnie zupełnie, niesnaski na linii Policja - Kibicie drużyn piłkarskich.

Jeśli byłbym zapytamy o sprawę blokady naszego marszu, o sprawę anarchistów, o sprawę udziału Radka Sawickiego po drugiej stronie. To powiem wprost, uważam, że można manifestować niechęć do pewnych działań, zapatrywań poprzez prostest właśnie, a nie poprzez blokowanie takiegoż, kiedy był on w pełni legalny. Anarchistów Policja powinna rozpędzić i wsadzić do ciupy, jeśli nie potrafią zaakceptować różności i wielości poglądów, to chyba nie rozumieją czym jest anarchia. Zachowali się na proteście niczym SA-mani w Monachium. Tylko lewacy mają w tym kraju prawo do protestu? Do gej party publicznego? Hipokryzją jest, na jednej płaszczyźnie otwierać usta, aby na innej je ludziom zamykać. 

W przyszłym roku, jak dożyję, też pojadę. Cieszę się, że mogłem w Marszu Niepodległości uczestniczyć i poznać wiele wspaniałych osób. 

Fot. Paweł Skutecki
Fot. Paweł Skutecki
                                                                 Fot. Paweł Skutecki
                                                               Fot. Paweł Skutecki, http://www.bydgoszcz24.pl/

Do zobaczenia za rok! 

poniedziałek, 7 listopada 2011

Burmiszcz czy burmistrz?

Dla każdego nadchodzi czas wyzwań...

Obserwując Chojnice w pewnym momencie nadchodzi marazm, co do chęci działania społecznego. Taki stan objął wiele środowisk, jedne popadły w milczeni i innercyjny stan, inne w kapitulanctwo i chęć kolaboracji.

Jestem zwolennikiem zmian, realnych, nie udawanych i hasłowych. W sferze ideologicznej pełnienie funkcji burmistrza, czas Finstera dobiegł końca. Nie można swej niekompetencji wobec społeczeństwa obywatelskiego łatać brukiem i asfaltem z publicznej kasy, głośnikami z ChDK...

Stąd moja jasna deklaracja,że w wyborach 2014 roku wystartuję na urząd burmistrza miasta Chojnice. To jest nasze miasto, nasza wspólna własność, a nie właność pewnych uprzywilejowanych grup lewczy zy prawych. Nie wiem czy ktoś mnie poprze. Ale składam jasne deklaracje, obniżka zarobków burmistrza o 50%, rezygnacja z "13" pensji. Więcej pieniędzy na cele społeczne, pro - edukacyjne. Zero wsparcia dla grup interesów i wdrożenie na szczeblu samorządowym tzw. prezydenckiego modelu urzędu. Ponad podziałami, ponad ideologiami. Jasny plan gospodarczy i ciężka praca, a nie "przyjacielskie" wyjazdy do Mozyrza czy innych "demokratycznych" metropolii. Plus deklaracja pełniania maksymalnie dwóch kadencji. Będę miał wtedy 32 lata, i będę w stanie energetycznie urchomić Chojnice. Nie wiem dziś, i wiedzieć nie mogę, czy wygram, czy przegram. Ale wystąpię w otwartym boju, choćbym na "ośle" miał stanąć naprzeciw "rumaka".

Bywam w wielu miejscach. W kościałach, barach, na uczelniach. Niejedni powiedzą, że w barach najczęściej ;) Taki to czas jesiennej słoty. Ale refleksję i analizę sytuacji społecznej czerpie się z każdej przestrzeni życia publicznego. W końcu nic co ludzkie nie jest mi obce.

Świat jest oparty na innowacyjności, przynajmniej ten który się rozwija. Nasz na układach, wstecznictwie, a w najlepszym rozumieniu, na zachowawczym podejściu do społeczeństa, na utrzymaniu status quo. Jestem temu przeciwny. W żadnej dziedzinie nie czuję się autorytetem, ale zdaję sobie sprawę, że są ludzie młodzi, innowacyjni i inteligentni którzy powinni partycypować w rozwoju naszego miasta. Idea rządzenia mądrego polega na skupianiu ludzi mądrych i niezależnych w pracach dla wspólnoty, a nie budowie wielopoziomowej struktury spolegliwości. Natomiast nie powinno być we władzach ludzi z byłego systemu, którzy kiedyś praktykowali komunizm, dziś uchodzą za wieszczów demokracji.

Zobczymy jak będzie. Ale już dziś jasno deklaruję, że w każdym środowisku w którym działam,  będę działał, złożę jasną deklarację, w 2014 roku startuję na urząd burmistrza miasta Chojnice. Chcę normalności, tak samo ja Wy. Nie czuję się reprezentantem ogółu, ale te osoby, które mi dały wiarę w sens takiej deklaracji, te bliskie i dalekie, są najlepszym dowodem na to, że życie należy "skonsumować" w walce o lepszy świat. Wszystko inne jest niewysłowionym złem.

Dziękuję Wam, za te rozmowy, spotkania i słowa wsparcia. Będziemy wspólnie budować "nowe" Chojnice, bez tej kastry, która dziś pławi się krwawicy płynącej z naszych podatków. Bezwstydnicy ideowi, malwersarze wszelkich idei, staną już za trzy lata naprzeciw siły, której dotąd nie znali. To pokolenie lat 70', 80', 90' będzie decydować w głównej mierze o kształcie i wymiarze realnych swobód w następnych latach. Jeśli odniesiemy porażkę to i tak się nie poddamy. Nie za trzy lata, to za siedem, jeśli nie wtedy to za jedenaście, nigdy nie spoczniemy w walce o normalność z tym co dziś uchodzi za "przyzwoity trend".

Oczywiście, wesprę każdego, kto zdecyduje się naprawdę walczyc o Chojnice i nie wymięknie w zetknięciu z tym całym systemem. Tutaj nie chodzi o "stołek", a raczej o wypracowanie trwałej, pozaosobowej alternatywy, która jednak w drodze realizacji musi być oparta o jakiegoś "straceńca";)

wtorek, 1 listopada 2011

Sowiecki szpieg w Chojnicach cz. I

Już po raz ósmy Józef stał przed hotelem Deutscher Hof. Podróż z Chojnic do Oliwy nie była tym razem przyjemna. Szczególnie spotkanie z por. Krasnoturskim i jego ludźmi z II Oddziału Sztaby Głównego na stacji w Tczewie na długo pozostanie mu w pamięci. Aktualność pytania o sens działalności wywiadowczej dla obcego państwa ciągle wzbudzała w Maculewiczu podrygi strachu i oburzenia na niskie stawki i...walutę. Wymiana gdańskiego guldena była wciąż monitorowana, podobnie jak on sam. Zdawał sobie z tego sprawę. Ta świadomość paraliżowała mu kolejne ruchy.

Dochodziła 11.00 Stach miał otworzyć luft górnego okna, po którym to znaku Józef miał wejść do hotelowego budynku. Sprawy jednak przybierały jakiś niechciany obrót, zbliżała się umówiona godzina, ale nie było żadnego znaku. Józef postanowił wejść do hotelu pomimo braku umówionego sygnału. Wylegitymował się swoim prawdziwym nazwiskiem i zapytał o Latza, bo pod takim nazwiskiem ostanio, jak pamiętał, anonsował się w tym hotelu Stach.

W tym samym czasie przy restauracyjnym kontuarze w Deutscher Hof siedział oficer operacyjny polskiego wywiadu nr 44887, który do hotelu wszedł przed Maculewiczem. Notował skrupulatnie każdy ruch obserwowanego. Niestety przez wzgląd na finansowe niedostatki i działalność kontrwywiadu niemieckiego nie mógł zapytać portiera o Maculewicza. Postanowił iść na całość i wolnym krokiem bez okazania dokumentów wkroczył po schodach za podejrzanym. Kiedy ten otwierał pokój przeszedł obok niego dokładnie zapamiętując rozkład korytarzy i numer pokoju w jaki zajął Józef M.

Zszedł drugą klatką schodową, pewien, że pokój Maculewicza przylega do pokoju szefa sowieckiej siatki wywiadowczej "Zakrzewski Stein",która operowała na całą Polskę poprzez osobę Maculewicza, który na co dzień rezydował w Chojnicach.

Cała korespondencja Maculewicza i do niego była na podglądzie od ponad roku. To, że sprzedawał polskie Order de Batalie poszczególnych jednostek z różnych okręgów wojskowych w kraju nie budziło żadnej wątpliwości wśród oficerów II Oddziału.

Na ten moment dla oficera o numerze 44887 najważniejszym pytaniem operacyjnym była tożsamość Stacha vel Latza vel Wickmana. Czy to ta sama osoba, którą obserwował wywiad francuski w Berlinie w związku ze sprzedażą list z wykazami...Nie było czasu na rozmyślania. O 22.00 nr 44887 miał się zameldować w placówce w Tczewie, zakończył operację obserwacyjną zamykając notes na stronach z numerami pokoju Maculewicza. Na twarzy pozostał wielki niedosyt. Z ulicy zgarnął oficera obserwacyjnego 44984 i razem pomaszerowali w kierunku stacji kolejowej.

Maculewicz był zaskoczony. Pozostawał w pokoju sam przez ponad godzinę. Zażył toalety po czym żwawym krokiem wyszedł z pokoju i bez pukania wkroczył do sąsiedniego pomieszczenia. Przy stole w oparach papierosowego dymu siedział "Stach" i "Sujewas", byli niemniej zaskoczeni od Maculewicza. Nie dostali listu potwierdzającego jego przyjazd, dlatego nie nadali umówionego znaku w tym momencie cała trójka zdała sobie sprawę, że są pod stałą obserwacją i na fakt przechwytywania korespondencji muszą błyskawicznie opracować nowe formy kontakatów nie zarzucając tych które już podlegały monitoringowi polskich służb...Cała trójka nie widziała, że w tym samym momencie do hotelu wkroczyła gdańska policja na rutynową kontrolę księgi meldunkowej.
- Są jacyś nowi? - Lachmann zapytał portiera
- tylko ten z Chojnic, Ma...culewicza, tak Maculewicz
- A ten Rosjanin nadal zajmuje pokój?
- Tak, jest dziś u niego w gościnie niejaki...Sujewas
- A tak, Sujewasa znamy doskonale, parszywy gdański przemytnik ryb
- Podpisz listę meldunkową i daj mi ją.
- Jest kompletna z wykazem za cały tydzień, wejścia Latza zaznaczyłem czerwoną kredką wraz z godzinami, tak jak się umawialiśmy. Masz dla mnie pieniądze?


JEST TO PIERWSZY ODCINEK SERII "Sowiecki szpieg w Chojnicach" :) Wymyśliłem sobie,że będę na blogu w takiej fabularyzowanej formie podawał realia zapisyne gdzieś głęboko w archiwach, żeby przybliżać klimat lat przedwojennych w Chojnicach. Miłego czytania, a ja będę ćwiczył warsztat, aby odbiór był dla czytających jak najprzyjemniejszy. Pełny artykuł, ale w formie naukowej, a nie fabularyzowanej ukaże się w najbliższym numerze "Słowa Młodych". Będzie to materiał dotyczący działalności sowiecko - niemieckiej siatki szpiegowskiej i sowieckiego szpiega w Chojnicach w latach 20 - tych XX wieku.

poniedziałek, 31 października 2011

Polityczne trupy

W szafach chojnickich instytucji sporo leży politycznego trupa. Po każdych wyborach ilość ta przyrasta. Przegrywają wybory, a przegrana staje się przepustką do życia urzędniczego z jakąś aspiracją samooszukańczą przyszłego zwycięstwa w sytuacji kiedy jest się już w cudzej szafie pod cudzym kluczem.

Najstarsze trupy politycznej, te najstraszniejsze zmory Chojnic to dawni funkcjonariusze SB, członkowie egzekutyw PZPR i innych instytucji walczących za kraj rad. Dziś choć w obcych szafach to nadal roszczą sobie prawo do podszeptu i gry za publiczne pieniądze. Gry o tyle nietuzinkowej, że prowadzonej w ramach demokracji, ale przeciw niej samej.

Czas byłby aby polityczne trupy zostały pochowane raz na zawsze, a władza mieniąca się tytułami obywatelskości powinna ten szkodliwy asortyment usunąć ze swych szaf właśnie w tym celu. Niesty przyznaje im stanowiska - ludziom bez poparcia, bez mandatu społecznego.

Powstaje niebezpieczne pytanie - dlaczego umarli rządzą żywymi? Przecież kto umarł ten nie żyje jak powiadał Franz Maurer...

niedziela, 30 października 2011

Etos humanizmu kontra nihilizm

W XIX wieku problemem był nihilizm, ale jednak trwał człowiek w generalnym rozumieniu w jakichś ramach honoru, co paradoksalnie prowadziło do ludobójstw...

Dziś poza imperatywem ekonomicznym ludźmi nic nie kieruje, też w sensie generalnym, ogólnym. Świat nie będzie długo trwał bez etosu humanizmu, bo po prostu ludzkość sama siebie zeksploatuje. Taka to moja niedzielna refleksja.

Na lokalnym podwórki nie brak epigonów tej postawy. Miast o ludziach myśleć, to myślą o stołkach, zamiast działać według hasła "rodzina jest najważniejsza" to działają według hasła "rodzina, ale własna". Przyjdzie kres tej obłudy. Na razie czekam...

wtorek, 25 października 2011

Arcana Historii poszukują wsparcia

W związku ze zbliżającym się terminem wydania kolejnego numeru naszego periodyku "Słowo Młodych" apeluję do czytelników mojego bloga, do sympatyków Arcan Historii o przekazywanie darowizn pieniężnych na cele statutowe dla Stowarzyszenia Arcana Historii. Pieniądze zostaną wykorzystane na wydanie jeszcze w tym roku nowego numeru "Słowa Młodych".

W tym numerze moc artykułów z zakresu historii lokalnej, ale i kolejne zmiany w samym periodyku. Szczegółów na razie nie zdradzam, ale zapewniam o ich doniosłości :) Zapewne ten numer to kolejny krok w kierunku budowy środowiska naukowego skupionego wokół Arcan Historii, ale i wokół idei promocji prac i zainteresowań młodych adeptów nauki. Oczywiście pismo zachowa swój interdyscyplinarny charakter nadal jednak będąc osadzonym w szeroko pojętej humanistyce.

Większość numerów została wydana dzięki składkom członkowskim, ale przy rosnącym nakładzie i jakości pisma, co za tym idzie i przy rosnących kosztach jest nadal potrzebna pomoc sympatyków i ludzi dobrej woli. Szczególnie dziękuję tym wszystkim, którzy do tej pory wymiernie nam pomagali!

Oto wykaz dotychczasowo opublikowanych artykułów w "Słowie Młodych":


Darowizny można przekazywać na podane poniżej konto:

Stowrzyszenie Arcana Historii
ul. Wysoka 3
89-600 Chojnice

Numer konta: 93 1090 1072 0000 0001 1028 1432

Za wszelką pomoc, za każdą złotówkę z góry dziękujemy!

sobota, 22 października 2011

Michał Januszewski blog - Reaktywacja

Serdecznie wszystkich zapraszam na stronę bloga mego kolegi Michała Januszewskiego.

Pisywał najczęściej o szeroko pojętej kulturze i nauce, nierzadko bardzo celnie i syntetycznie potrafił podać czytelnikowy tak zwany inny punkt widzenia. Wydawało mi się zawsze, że to był ten punkt "mądrzejszego oka", aniżeli "Szkło Kontaktowe" ;-)

Reaktywacja to świetny pomysł, będę stałym czytelnikiem i Państwa do tego zachęcam. Zawsze warto czerpać z refleksji delfijskiej :)

Oto link: http://michal-januszewski.blogspot.com/

piątek, 21 października 2011

Apatia polityczna - najskuteczniejszy środek rządzenia

To co w Polsce, w Chojnicach obserwujemy na gruncie samorządności czy też rządu centralnego to apatia polityczna. Co wybory ten sam problem - niska frekwencja i pytanie o legitymizację władzy.

W samych Chojnicach podczas wyborów samorządowych 2010 Arseniusz Finster dostał mniej głosów, aniżeli w roku 2006, ale procentowo zyskał...Powód? Frekwencja. Mamy więc nie lada paradoks - ludzie obojętnieją lub wykazują tylko bierne nieposłuszeństwo wobec władzy, a ta sama władza mówi o wzroście poparcia dla niej wskazując na procentowy wzrost swych wyników wyborczych.

Sporo czasu swych studiów poświęcałem na analizę systemową. To takie, według niektórych, przestarzałe redukcjonistyczne podejście do analizy zjawisk świata polityki. Nie chcę tutaj tego polemicznego wątku rozwijać. Niemniej każdy system polityczny (skala mikro - samorząd ) miałby mieć swe wejścia - gdzie obywatele, wyborcy kreowali by swój udział w rządzeniu, debacie publicznej, gdzie mieliby wpływ na decyzje, jeśliby tego nie umożliwiała im aktualna władza to pierwszy krok to APATIA SPOŁECZNO - POLITYCZNA objawiająca się koncetrowaniem się obywateli tylko na wynikach (wyjściach) sprawności ekonomicznej tego systemu, formach represji, sankcjach. Słusznie więc można chyba taki system nazwać opresyjno - apatycznogennym. Taki właśnie system funkcjonuje w Chojnicach.

Oto jak prosto poprzez wzbudzenie apatii w społeczeństwie - 1. zdobywać, 2. utrzymywać władzę. Z tego przepisu w Chojnicach korzysta się od kilkunastu lat, niestety nie tylko w Chojnicach. Władza nie ma legitymacji do dzierżenia władzy, tym bardziej, że zachodzi uzasadnienie pod hipotezę, że to właśnie Ci którzy nie głosują, to ta świadoma część społeczeństwa nie godząca się nie tylko na zniewalania siebie, ale i na zniewalanie tej części nieświadomej działań władzy.

Jaka recepta? Szeroka działalaność na wszystkich możliwych polach aktywności ludzkiej w postaci organizacji pozarządowych. Im więcej będzie NGO'sów tym mniej będzie autorytaryzmu, tym bardziej będzie rozproszona, dziś skupiona w jednym ręku, władza w naszym mieście. Odpowiedzialnością ludzi świadomych jest działanie na rzecz wyprowadzenie społeczeństwa z apatii, na wykazaniu, że słaba sytuacja ekonomiczna jest również pokłosiem bezwładu w dziedzienie działalności społecznej.

Autorytaryzmowi powiedzmy NIE!
Nie pozwalajmy sobą manipulować!

czwartek, 13 października 2011

Ostatni z Bohaterów

Każdy dzień przynosi nam coś nowego, czasami potrafimy być miło zaskoczeni, kiedy indziej są te niespodzianki dla nas po prostu pożyteczne, a zdarza się i tak, że nie możemy wyjść z podziwu i zaskoczenia wobec tego co się nam przytrafiło.

To był początek lipca tego roku (2011), kiedy siedziałem w Parku Tysiąclecia w Chojnicach na ostatniej ocalałej ławce. Jak się miało później okazać tego dnia nie tylko ławka była w tym parku ostatnia!

Siedząc sobie i spoglądając na rozkopany Park spostrzegłem, że ktoś zbliża się do ławki brnąc przez trawę sporej już na ten czas wysokości. Był to człowiek sędziwy. Kiedy doszedł do ławki bez wahania zaprosiłem Go, aby się przysiadł.

Okazało się, że siedziałem koło ostatniego ocalałego Obrońcy Chojnic, koło Pana Pawła Schmidta żołnierza polskiego września, który jako szeregowy żołnierz chojnickiego 1 batalionu strzelców 1 września 1939 roku brał udział w walkach na ziemi chojnickiej! Jego dowódcą był kpt. Hasse, który prawdopodobnie już 2 września poległ gdzies w Borach Tucholskich. Pan Paweł zdał mi relację ze swych przeżyć - dość zamaszyście wymachując swoją laską - która miałą mu imitować wrześniowy karabin. Opowiadał z entuzjazmem. Wspaniała pamięć pomimo wieku 96 lat!!!

Takie spotkania to dar losu :) Jednak książkę o 1 batalionie strzelców będzie trzeba napisać, bo tak wskazują mi wszystkie znaki na niebie i ziemi ;-) Kwintesencją spotkania była dla mnie myśl, że ten człowiek powinien zostać zasłużonym obywatelem miasta Chojnice... Wspomnienia Pana Pawła Schmidta znajdą się jako relacje z działań wrześniowych 1939 w książce, którą piszę wraz z Andrzejem Lorbieckim...od trzech lat :) Sam nie mogę doczekać się finału tak długo wypiekanego przepisu ;-) Przygotujcie się na wspaniałą lekturę! Książka już wkrótce!

Na dowód spotkania zdjęcie z Panem Pawłem, nieco słabej jakości, za co przepraszam, ale wykonane aparatem w telefonie. Paweł Schmidt - żołnierz 1 batalionu strzelców i ja :) podczas zupełnie przypadkowego spotkania

środa, 12 października 2011

70 milijonów spod Szejferbergu

Historia nieco rodzinna...

Miałem dziadka Marcelego, a On miał ojca Teodora. Nic w tym prawda nadzwyczajnego, takie to były konserwatywne (normalne?) czasy, że każdego dziadka ojciec był mężczyzną stąd imię Teodor :)

W XXII wieku, musiałbym się już pewnie tłumaczyć, dlaczego ojciec dziadka, nie był kobietą, ewentualnie transwestytą? Pomijając politykę od której tak ciężko odejść nawet w rozważaniach nad historią, postaram się dziś wrócić do niej samej-to znaczy do historii, nie do dziadka, który miałby być babcią ;-)

Mój pradziadek Teodor Wałdoch miał wielu synów, jedni byli furmanami (jak mój dziadek) inni malarzami - takimi ściennymi, użytkowymi, a nie próżniaczymi rzekłbym patrząc na "basztę" z jutrzenki dnia.

Rodzina więc do zasobnych się nie zaliczała, mnóstwo potomstwa i rzemieślnicze zawody, ale jakoś tam sobie radzili jedni budowali domy, a inni je sprzedawali.

Teodor Wałdoch urodził się 1 XI 1873 roku, zmarł 11 X 1937 roku (grób na "Starym Cmentarzu"). Jak wynika z zapisków w księgach miejskich Teodor był furmanem i mieszkał w latach dwudziestych przy ulicy Angowickiej 14, a w latach trzydziestych przy ulicy Marszałka Piłsudskiego 20.

Dlaczego o tym piszę?

Prowadząc kwerendę dziennika wychodzącego w międzywojeniu w Chojnicach - "Dziennika Pomorskiego" natknąłem się w rubryce "kronika codzienna" na taki zapisek:

"Chojnice, dnia 2 lipca 1924 roku

- Znak uczciwości - W ubiegłą środę dn 25 bm. znalazł p. Wałdoch Teodor, zamieszkały przy ul. Angowickiej 14, w drodze pod Szeferberg torebkę z koszykiem z zawartością 70 milijonów marek i innych papierów. Znajdował się także wykaz osobisty na nazwisko: Orłowska - Kamień". 


zdj. "Dziennik Pomorski" 1924 - po prawej stronie cytowany fragment z "Kroniki miejscowej"

Zacznę od sprawy pieniędzy. Rzeczywiście mój pradziad je zwrócił, bo nikt z nas nie dysponuje milionami :)

Jeśli natomiast pochylić się nad rzeczywistą wartością tych 70 milionów marek to pojawia się problem, bo w 1924 roku można było jeszcze posługiwać się marką niemiecką, ale też od kwietnia 1924 funkcjonował polski złoty, a co więcej w obrocie była też wcześniejsza waluta - marka polska. W tamtym czasie wartość marki polskiej wynosiła w odniesieniu do złotego z dzisiejszych czasów (siła nabywcza) około 1.800.000 = 7 zł - dziś (a 1 zł ówczesny). Stąd prosty rachunek 70 milonów przez 1,8 miliona daje 38,88 razy 7 = 272 złote - tyle to mogłoby być dziś zakładając, że pradziadek znalazł 70 milionów polskich marek. Ważne, dla miary uczciwości niech będzie to, że w tamtym czasie - rok 1924 robotnik zarabiał około 1.000.000 marek dziennie, stąd można założyć, że znalezione pieniądze to wynagrodzenie równe trzem miesięcznym wypłatom. Jakby nie było to niemało.


To najmniej znacząca wartość...jeśli były to marki niemieckie, to prawdopodobnym jest, że suma to byłaby równa dziś o wiele więcej, anieżeli zaprezentowane wyliczenia.

Ale nie o pieniądze w tym wszystkim chodzi. W całej tej historii zafrasowała mnie sprawa miejsca "pod Szeferberg". I tutaj zaczynają się schody...dziś. A dla mnie zaczęły się "schody" w odkrywaniu gdzie to miejsce się znajduje. Żadne miejskie publikacje mi w dokonaniu tego odkrycia nie pomogły (w "Dziejach Chojnic" nie ma nawet indeksu rzeczowego), a z chęcia chciałem (i wreszcie mi się to udało) ustalić, gdzie znajduje się Szejferberg - może i ja znajdę tam milijony? :)

Tak zwany Szejferberg (fonetycznie zapisuję) znajduje się...pomiędzy ulicami Angowicką i Marszałka Piłsudskiego - to znane chojniczanom przejście, ale czy ktoś jeszcze pamięta, że to Szejferberg? 

Zastanawiające jest też to, skąd tak nazwa w przeszłości. Jeśli iść za etymologicznymi wskazówkami, to chyba Szejferberg od niemieckiego słowa 'seife' - czyli mydło. Czy w tym miejscu funkcjonowała dawaniej mydlarnia?

Dziś Szejferberg to ulica Zaborska, a tutaj wskazanie na mapie miejsca, gdzie leżą milijony :



Terz nieco nowości: o tym, że Szeferberg wymawia się jako "Szejferberg" powiedział mi Ojciec mój, który zresztą nie zgodził się ze mną co do tej tezy o mydlarni. Ale gdzie tam starszych słuchać :)

Dziś dostałem od MIchała Wawrzyniaka wiadomość na facebooku:

"Witam! Ul.Zaborska nazywała się wczesniej Schäfer Straße czyli Pasterska lub Owczarska! A słowo Schäfer wymawia sie jako szejfer a berg to góra czyli się wszystko zgadza jako, że Zaborska to ulica pod górke!"

Stąd już wiemy, ze to Owcza Góra :)

W sprawie ulicy napisał też do mnie Andrzej Lorbiecki:


"Nazwa ulicy Schäferberg strasse pojawiła się w 1855 roku w okresie panowania pruskiego. Funkcjonowała również podczas okupacji. W okresie międzywojennym nazwa jej brzmiała ul. Owczarska. W 1945 roku nazwę zmieniono na Zaborska…"

Wyświetl większą mapę

Dorota Arciszewska - Mielewczyk posłem - elektem

Dziś to już pewne.

Głosy na  Senator RP Dorotę Arciszewską - Mielewczyk, jako na kandydata do Sejmu RP przełożyły się na mandat poselski!

Cieszę się, że mogłem brać udział w kampanii Pani Doroty. Jestem przekonany, że będzie to mialo odzwierciedlenie w aktywności Pani poseł tak w Chojnicach jak i na ziemi chojnickiej.

W Chojnicach Dorota Arciszewska - Mielewczyk zdobyła sobie znaczący przyczółek - uzyskała u nas w mieście 292 głosy. To naprawdę niezły wynik! Warto wiedzieć, że w Człuchowie Dorota Arciszewska otrzymała 45 głosów, a w Bytowie 164. Stąd nie ma wątpliwości co do tego, że miasto Chojnice stanie się wkrótce centrum działalności Pani Doroty na południu województwa pomorskiego.

Pani Dorocie gratuluję, dziękuję sztabowi za współpracę i mam nadzieję, że Chojnice będą miejscem stałej działalności poseł Doroty Arciszewskiej - Mielewczyk.

W sumie Pani Dorota uzyskała 18088 głosów! To naprawdę świety wynik. Startując z trzeciego miejsca z listy PiS uzyskała lepszy wynik, aniżeli kandydaci z list PO z miejsc 2 i 3 w tym okręgu. Prawie wyprzedziła Panią Jolantę Szczypińską, która startowała z pozycji nr 1!

piątek, 7 października 2011

Mój Kandydat: Dorota Arciszewska - Mielewczyk

Szanowni Czytelnicy,

W niedzielę wybory parlamentarne.

Choć sam mam odczucia antysystemowe, to idę głosować. Wychodzę z założenia, że być może te antysystemowe myśli i niechęć do polityków i polityki są wynikiem 4 lat miernych rządów PO. I tak też o tym myślę.

Stąd też idę na wybory! Oddam ważny głos.

Moimi kandydatami do Sejmu i Sentatu będą:

DOROTA ARCISZEWSKA - MIELEWCZYK, numer 3 na liście PiS (do Sejmu)

DARIUSZ WASILEWSKI - kandydat Prawa i Sprawiedliwości (do Senatu RP).

piątek, 30 września 2011

Musi wygrać PiS

Jest czas apolityczności, tak szczerze okazywanej przez wielu, jest też czas decyzji i deklaracji od której większość ucieka!

Pozostało 8 dni do wyborów parlamentarnych. Bez ogródek, bez błazeństwa, powiem otwarcie - racją jest, że "oni wszyscy są równi", ale też i nie jest racją to, że ideologie się nie różnią, a to one decydują o przynależności partyjnej i realizowanych programach. Należy świadomie wybrać przyszłość. Bo nie będzie ona jednakowa pod rządami PO, PiS, czy SLD. Nie będzie rewolucji, ale na pewno mogą przyjść zmiany, na które osobiście liczę.

Tutaj linia podziału jest widoczna - PiS i stosunek do historii Polski, do jej tzw. POLSKOŚCI, i PO ze swoją względnie "ugładzoną" nikomu nie przeszkadzającą interpretacją historii...Gospodarka? Proszę bardzo PO obiecało zmniejszać podatki - nabrali wszystkich przedsiębiorców!!! To mamy zapomnieć? Nabrali też zwykłych ludzi! Nie będę wspominał o polityce ekonomicznej, o obronności, polityce zagranicznej, bo PO w tych tematach leży i kwiczy. Czasami sobie myślę, że różnica między "głąbami" z RPP, a tymi z PO polega na czasie rejestracji partii, to jedyny wyznacznik inności reszta to slogany! Wystarczy się przyjrzęć takiemy Panu Szczepańskiemu Markowi - członkowi zarządu powiatu chojnickiego. Siedzi na stołku partyjnym - bo Jego stanowisko jest stanowiskiem politycznym i co? No siedzi i wykorzystuje fundusze na kolejne projekty, które nazywa SWOIMI! Jakby to On i jego inwencja były źródłem kasy w UE! Żalem jest to obserwować. Jednak jeśli wybierzecie tego "strażnika Teksasu" to później sami się zorientujecie, że wyhodowaliście bestię! Poziom kultury politycznej równy ZERO!

W samych Chojnicach, gdybym mógł oddać kilka głosów to oddał bym do Sejmu RP na:

Dorotę Arciszewską - Mielewczyk, PiS, pozycja nr 3
Piotra Stanke - PiS, pozycja nr 6
Leszka Redzimskiego,PO,  pozycja nr 13

Innych kandydatów nie widzę. Przegrali w przedbiegach...a kandydatura Szczepańskiego Marka wybitnie pali w oczy...To jakieś nieporozumienie, na skalę właśnie PO.

Do Senatu popieram:

Dariusza Wasielewskiego, PiS
Joannę Katarzynę Gierszewską, PJN - za odwagę startu z Chojnic!

GENERALNIE POPIERAM Prawo i Sprawiedliwość w nadchodzących wyborach i proszę wszystkich czytających tego bloga o rozważanie oddania głosu na tę właśnie partię swego cennego głosu! I szkoda, że KNP nie startuje od nas (Korwin - Mikke), ale w obliczu tego, mam nadzieję, że poprą PiS za konkrety!