środa, 13 kwietnia 2016

Koniec duopolu

Pojęcie duopolu dobrze oddaje taki sposób rządzenia, który wiąże ze sobą władzę i opozycję, pozostawiając interes społeczny poza nawiasem. Zarówno rządzący, jak i przeciwni im działacze stają się zjednoczeni poprzez interes utrzymania status quo, czyli realnego ich wpływu na proces decyzji politycznych i pozorowania reprezentowania interesów obywateli. Taki własnie duopol tworzył się w Chojnicach we wszystkich kadencjach w Radzie Miejskiej od kiedy rządzi Arseniusz Finster naszym miastem. Oczywiście z pewnymi wyjątkami.

Burmistrz doskonale wiedząc, czym może zachęcić do współpracy, stosował pewne bodźce zniechęcające działaczy opozycji do realne reprezentowania interesów swoich wyborców, dlatego cześć z nich już wypadła z obiegu politycznego, inna pomimo niekorzystnych warunków pozostała na tylnych ławkach lokalnej rozgrywki politycznej. Warto wspomnieć, że w choćby w dwóch ostatnich kadencjach, tacy radni, jak: Andrzej Dolny, Marcin Wenta, Bartosz Bluma starali się pozostawać niezależnymi, do tego grona dołączył też Krzystof Haliżak. Reszta tzw. "opozycji", była to opozycja koncesjonowana korzystające z rzeczywistego duopolu władzy. W skrócie i potocznie można by uznać, że tym sposobem lokalne elity polityczne wystawiały wyborców do wiatru. 

Dlatego nastał obecnie koniec duopolu, bo wreszcie obudził się Mariusz Brunka, który nie uprawiał przez ostatni rok po wyborach nic innego, jak kuglarstwo polityczne. Niestety nie bardzo wierzę w stałość postaw Brunki, ale głębokość zarysowującego się konfliktu politycznego, pomiędzy Nim, a Arseniuszem Finsterem, jest obiecująca dla perspektywy lokalne demokracji, bo wieści nam gorącą i szczerą (jeśli Brunka znowu nie zmieni frontu) rywalizację o głosy wyborcze. Warto jednak pamiętać, że opozycja w Chojnicach od dwóch kadencji, mam silniejszą reprezentację i żywiołowość poza Radą Miejską, jak w niej samej i o ile w kadencji 2010-2014, wynikało to z stworzonego przez Finstera duopolu z kolegami z "opozycji", o tyle od 2014 r. wynika to w znacznej mierze z niskiej reprezentatywności interesów społecznych w Radzie Miejskiej, czyli nasilaniu się artykulacji różnych żądań i aspiracji w środowisku poza Radą Miejską. Trwałość i nieugiętość postawy Brunki oznaczać będzie bardzo szybkie wytracanie pozostałego zaufania społecznego, jakim jeszcze jest darzony Finster, bowiem legitymizuje Jego sprzeciw wobec praktyk Finstera, ten dyskurs sprzeciwu, który narasta poza Radą Miejską i w pewien sposób go potwierdza. Jeśli byłaby to trwała postawa, to może dojść do osiągnięcia przez opozycję, i to nieważne jak bardzo sfragmentyzowaną i rozproszoną punktu krytycznego społecznego niezadowolenia z rządów Finstera. Teraz po prostu nie można wytracić prędkości zmian. Charakter tej kadencji, to zwielokrotniona dynamika działań z lat 2011-2014, kiedy byłem jednym z kół zamachowych PChSu. Dzieje się tak właśnie dlatego, że dokonała się niczym samoistnie decentralizacja działań opozycji poza ogniskiem PChS. Dzięki temu osiągnięto dużo większe zaufanie społeczne dla działań opozycji (paradoks prawda?), przy jednoczesnym coraz szerszym poparciu dla jej działań. 

Społeczeństwo zaczyna słuchać z uwagą, tego co różni członkowie opozycji mają do powiedzenia i zaoferowania jest to pierwszy stopień do osiągnięcia punktu krytycznego po którym nastąpi lawinowy odwrót wyborców od Finstera. Głównie, dzięki racjonalności działań i błędom, jakie popełnia w walce politycznej sam Finster, który ukaże się za chwilę, jako jednostka autorytarna, niezdolna nie tylko do dialogu, ale nawet i myśli o możliwości istnienia w przestrzeni publicznej swobód obywatelskich i ich realizacji przez jednostki "nieprawomyślne". Dlatego też Arek Finster wszelkimi sposobami próbuje sobie ratować szczątkowy autorytet władzy poprzez przypinanie się do różnego rodzaju imprez kulturalnych i kulturotwórczych. Znani i poważani, to Ci z którymi Arek chce się witać i pokazywać. Oznacza to tylko, że jest na podobnym kursie jak Jaruzelski w 1988 r., kiedy ratował się "fachowcami", dzięki czemu ocalił skórę, ale nie był w stanie zatrzymać nieuchronnej transformacji. Arek Finster pozostanie ikoną praktyk postkomunistycznych w lokalnej przestrzeni, jego osoba jest znakiem czasów i czasami sam mam do siebie wyrzut o to, że wysuwam do Niego niezliczone pretensje, kiedy przecież On inaczej nie może się zachowywać...

Koniec duopolu, czyli nabierania się opozycji na tanie oferty i intratne stanowiska, kosztem społeczeństwa, nastał. Burmistrz zrozumiał, że materializm i splendor nie działa na pozostałych w rozsypce opozycjonistów. Walczą o inne praktyki władzy i inne Chojnice, których Finster nie jest już w stanie stworzyć, a tym bardziej nimi zarządzać.  Dawne apanaże, synekury, system "dojść i znajomości", to nie działa, młodzi ludzie opozycji mają już inną mentalność, której Arseniusz Finster nie potrafi zrozumieć, dlatego tak bardzo narasta w nim publicznie okazywana frustracja i agresja. 

wtorek, 12 kwietnia 2016

Baszta bez przychodów

Jak informuje mnie Urząd Miejski w Chojnicach baszta, to jest przepraszam, Galeria Muzeum Jutrzenki-Trzebiatowskiego, nie uzyskuje żadnego przychodu, bowiem nie prowadzi się tam żadnego rodzaju działalności gospodarczej. Coraz bardziej mnie to ciekawi w kontekście zapewnień burmistrza Arseniusza Finstera sprzed lat. Pojawia się długa lista pytań...szczególnie w kontekście obserwowanej od dłuższego czasu "martwicy" tego obiektu, który był jedną z flagowych inwestycji Arseniusza Finstera, a teraz po prostu pożera publiczne pieniądze i jest to bezużyteczny pomnik władzy, kiedyś okupacyjnej krzyżackiej (myślę o baszcie), a dziś niechcianej (myślę o finsteryźmie).


I tutaj wypowiedź Finstera z 2010 r. ,gdzie Finster zapewnia, że wszystkie programy, które realizować będzie Muzeum Jutrzenki, będzie musiała pozyskiwać środki zewnętrzne. Jak to się ma do pisma, które otrzymałem z ratusza? Dla mnie to jest równoznaczne z manipulowanie społeczeństwem. Polecam cały materiał, ale szczrególnie od 1.31. minuty, gdzie padają słowa burmistrza, który zapewniał, że baszta będzie pozyskiwać środki zewnętrzne. Okazuje się, że to bzdura.


poniedziałek, 11 kwietnia 2016

"Nieśmiały parafianin" nadal na wolności

Jak podaje mi Komenda Powiatowa Policji w Chojnicach, znany pod nickiem "nieśmiały parafianin" internauta nadal funkcjonuje na wolności. Nie został więc ujęty przez Policję, jak to podawano 1 kwietnia 2016 r. na forach internetowych portalu www.chojnice24.pl. Jednak Policja prowadziła w latach 2014-2015 dwa postępowania wobec wymienionego blogera o nicku "nieśmiały parafianin". Jedno z artykułu 226 paragraf 1 Kodeksu karnego (znieważenie funkcjonariusza publicznego)- umorzone z powodu nie wykrycia sprawcy i drugie z artykułu 212 paragraf 2 Kodeksu karnego (znieważenie, pomówienie) - umorzone z powodu nie wykrycia sprawcy. 

Z tego wynika, że "nieśmiały parafianin" pozostaje dla organów ścigania nieuchwytny, pomimo tego, że podjęto już próby ujęcia go. 


Dlaczego nie będzie lodowiska?

Arseniusz Finster mówi dla Radio Weekend, że lodowisko na Starym Rynku w Chojnicach to uciążliwość, szum, hałas, gwar, agregat prądotwórczy, instalacje...słowem tragedia na którą on się nie zgadza. To miałaby być niby przyczna tego, że nie zrealizuje się koncepcji przewodniczącego Osiedla nr 1, czyli Mariusz Brunki, który chciałby, aby do takiego lodowiska w centrum miasta dołożyły pozostałe samorządy osiedlowe. Te jednak, takich chęci nie mają, bo wolą inwestować skromne środki z tzw. budżetów obywatelsko-osiedlowych u siebie.

Jednak burmistrz Chojnic ma pamięć krótką i bardzo wybiórczą, zapomniał bowiem, ze w 2011 r. sam otwierał lodowisko w Chojnicach na Starym Rynku, szeroko je reklamował i dał pokaz jazdy na łyżwach. Wiadomo, jeśli proponuje coś Finster, to nie ma przeszkód, ale jeśli coś zaproponują ludzie, którzy aktualnie nie trzymają linii władzy, to to wszystko jest złe, niedobre, wywrotowe i szkodliwe dla społeczności lokalnej.

Lodowisko w Chojnicach w 2011 r. : http://chojnice.naszemiasto.pl/artykul/lodowisko-w-chojnicach-juz-dziala,732590,artgal,t,id,tm.html

Bieżące wypowiedzi Arseniusza Finstera o lodowisku w centrum miasta: http://weekendfm.pl/?n=58948&chojnice_-zima_jeszcze_daleko_ale_juz_wiadomo_lodowiska_na_chojnickim_starym_rynku_nie_bedzie

sobota, 9 kwietnia 2016

Wniosek o Straż Obywatelską


Marcin Wałdoch
Chojnice


                           Przewodniczący Rady Miejskiej w Chojnicach
                 Pan Przewodniczący Mirosław Janowski

WNIOSEK

            Zgodnie z obowiązującym prawem i praktyką  życia społecznego, wnioskuję do Rady Miejskiej w Chojnicach, aby Rada Miejska podjęła dwie uchwały, tj. o likwidację Straży Miejskiej i o powołanie Straży Obywatelskiej.

UZASADNIENIE
            Pierwsza uchwała powinna dotyczyć uznania wreszcie woli większości mieszkańców, którą wyrażono w grudniu 2015 r. i władze miasta winny zlikwidować Straż Miejską w Chojnicach, bowiem tak mieszkańcy zadecydowali w referendum lokalnym.  W zakresie uznania głosu mieszkańców z referendum próg 30% frekwencji, który nie został w referendum osiągnięty, nie ma znaczenia dla podjęcia takiej decyzji, bowiem Ci którzy nie głosowali, są to osoby, których nie interesuje sprawa Straży Miejskiej i nie są ani za jej likwidacją, ani przeciwko likwidacji Straży Miejskiej i głosu nie powinno się więc w ogóle brać pod uwagę. Idea demokracji polega na uczestnictwie w podejmowaniu decyzji, a nie uchylaniu się od tego obywatelskiego obowiązku. Oznacza to, że są to bierni obywatele. Natomiast akt wyborczy zakłada aktywny udział i opowiadanie się, a w referendum zwyciężyła idea likwidacji referendum i demokratyczne władze Miasta muszą taki rezultat uznać. Stąd wnoszę, aby podjęto uchwałę o likwidacji Straży Miejskiej w Chojnicach. Natomiast drugą uchwałę, jaką powinni podjąć radni miejscy jest uchwała o powołaniu Straży Obywatelskiej w formie stowarzyszenia, Rada Miejska powinna określić szczególnie w tej uchwale formę prawną Straży Obywatelskiej, zasady jej działania, sposób finansowania oraz formę naboru do Straży Obywatelskiej.  W każdym razie powinna być to formacja ochotnicza, ale pod nadzorem instytucjonalnym władz Miasta Chojnice i starostwa powiatowego w Chojnicach, a udzielać w niej mogliby się przecież i byli Strażnicy Miejscy, ale już na zasadach pracy społecznej, dzięki temu służyliby dalej lokalnej wspólnocie nie obciążając swoją działalnością miejskiego budżetu w tak dużym zakresie, jak obecnie. Wiem, że lubią swoją pracę i nadal chcieliby wykorzystywać nabyte umiejętności w zakresie empatii, które to nabyli od Burmistrza Miasta Chojnice Arseniusza Finstera, to On był ich nauczycielem empatii.
            Szczegółowa instrukcja na temat powoływania i funkcjonowania Straży Obywatelskiej, która w sposób efektywny może zastąpić Straż Miejską i odciążyć budżet gminy znajduje się na stronach Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, pod tym adresem: https://mswia.gov.pl/ftp/pdf/straze_obywatelskie.pdf .
            W związku z powyższym wnoszę, jak we wstępie i proszę Wysoką Radę o podjęcie działania.


                                                                                              Marcin Wałdoch

O co kruszę kopię?

Namnożyło się spraw i doniesień medialnych o nich. 

O niektórych z nich Burmistrz i jego paladyni poinformowali na ostatniej konferencji prasowej:

https://www.youtube.com/watch?v=wRJpCD334wY&list=TLNxMvsmT-MLIwODA0MjAxNg

Niemniej powstaje pewien szum informacyjny z którego wyłania się nieprawdziwy obraz moich działań. I tak "Czas Chojnic" pisze, że "Wałdoch doniosi...", dr Zientkowski na konferencji informuje, że Wałdoch nie dołączył do swoich wniosków do Prokuratury żadnej dokumentacji, która wskazywała by na argumenty pod jego tezy, itd. Wszystko to jest nieprawda, półprawda, albo przysłowiowa prawda.

Podsumuję więc dla Was, to co się dzieje w punktach. Przedstawiając w ujęciu syntetycznym cele mojego działania.

1. Prokuratura.

Do Prokuratury wysłałem sprawę opisywanego przeze mnie finansowania działalności Fundacji Fuhrmanna przez Urząd Miejski w Chojnicach. W mojej opinii zastrzeżenia budzi to, że Przemysław Zientkowski, jako urzędnik UM Chojnice i jednocześnie przewodniczący Rady Wydawniczej Fundacji Fuhrmanna i osoba, która z Fundacji Fuhrmanna otrzymała przychód, przynajmniej w 2014 r., podpisywała umowę z Mariuszem Brunką, radnym miejskim i szefem Fundacji Fuhrmanna. W mojej ocenie, to, że dr Zientkowski podpisał tylko z Fundacją Fuhrmanna taką umowę z pełnomocnictwa Arseniusza Finstera, a umowa ta przyniosła obciążenie dla Urzędu Miejskiego kwotą 2.500 zł, to jest jawny dowód nieodpowiednich praktyk władzy i tworzenia konfliktu interesów. Przypomnę, że inne organizacje pozarządowe z Chojnic nie wprowadziły swych działaczy do Urzędu Miejskiego na intratne stanowiska i nie podpisywały z nimi potem umów na finansowanie swoich działań. Jest to kpina z pozostałych działaczy i organizacji pozarządowych, które muszą się bić o każdy grosz na realizację zadań publicznych w drodze rozpisanego przez Miasto Chojnice konkursu, a tutaj w przypadku Fuhrmanna doszło do zawarcia umowy na zasadzie "dojść i znajomości". Z tym po prostu nie zgadzam się. Jest to nierówne traktowanie obywateli przez władzę publiczną. 

Inną sprawę skierowałem odnośnie Mariusza Palucha, ale to już tłumaczyłem na blogu. W tym przypadku oczywistym dla mnie było, że skoro Mariusz Paluch potrafi publicznie mieć odwagę, żeby innych ganić i wręcz wyśmiewać, a przy tym uważa się za nieomylnego w swym działaniu, to należy zwrócić uwagę Prokuraturze, że jednak korzystający ze środków publicznych Mariusz Paluch popełnia błędy, a może i wręcz łamie prawo, co ewentualnie ustalą odpowiednie służby. Myślę, że wielokrotnie zarówno Mariusz Paluch, jak i jego pryncypał Arseniusz Finster zakpili sobie ze społeczeństwa, dlatego społeczeństwo ma prawo domagać się, aby ich zachowanie było krystaliczne.

2. Sąd

Do sądu wysłałem trzy prywatne akty oskarżenia, wobec: Arseniusza Finstera, Michała Rytlewskiego i dra Przemysława Zientkowskiego. W dwóch pierwszych przypadkach Sąd orzekł, że minął termin od chwili zaistnienia ewentualnego przestępstwa polegającego na znieważaniu mnie przez dwóch adwersarzy. Natomiast w przypadku dra Zientkowskiego nie mam żadnych informacji o dalszych działaniach Sądu. Prawdopodobnie jednak odbędzie się rozprawa, oczywiście jestem otwarty na pojednanie, ale będę domagał się publicznych przeprosin.

Jak poinformował już opinię publiczną Arseniusz Finster, zgłosił On dwie sprawy do Sądu, jedną przeciwko mnie, drugą przeciwko Radkowi Sawickiemu. Radka oskarża o to, że ten pomówił Go o korupcję, a mnie nie wiem o co, chyba o to, że uważa, iż użyłem w swoim tekście słowa "w zamian", czego nie zrobiłem w odniesieniu do relacji przyczynowo - skutkowej, jaka miała zajść według Arseniusz Finstera pomiędzy tymi, którzy wpłacali pieniądze na Jego komitet wyborczy, a tym, że udzielał tym samym podmiotom pomocy publicznej. Fakty są takie, że Finster przyjmował pieniądze na swój komitet wyborczy od właścicieli oraz ich rodzin, podmiotów, które występowały o pomoc publiczną i ją otrzymywały. Dlaczego się tak działo? To wciąż próbuję ustalić, ale Arek Finster poszedł już do sądu, bo dawno nie przegrał procesu.

3. Wygaszanie mandatów radnych

W Chojnicach ludzie z "drużyny Finstera", przyzwyczaili się do korzystania z bliskości władzy. To znaczy, że w wielce dyskusyjny sposób udzielają się w życiu społecznym i kulturalnym Miasta Chojnice, podobnemu zaczadzeniu postawy ulegli zresztą ludzie z Fundacji Fuhrmanna, na co wskazywała umowa, którą rozpatrywała Prokuratura. Otóż radni nie mogą działać z wykorzystaniem mienia publicznego, mienia komunalnego. Oznacza to, że praktyka w której radny publikuje swoje dzieła za pieniądze Miasta Chojnice i to w sposób bezpośredni, a nie w wyniku nawet konkursu na wykonanie zadań publicznych musi według mnie zostać poddana ocenie wojewody, bowiem jest to działanie wskazujące na potrzebę wygaszenia mandatu takich radnych. Sam mam dysonans w związku z ta sytuacją, ale chcę, aby wojewody wyjaśnił sprawę raz na zawsze, czy radnym może sobie ot tak, pójść do burmistrza i wziąć pieniądze z Miasta na swoją organizację i potem za te pieniądze wydać publickację w której on sam coś tam pisze, albo na inne swoje działania. Według mnie jest to kolejny przejaw nierównego traktowania mieszkańców Miasta, przez władze lokalne. Jedni bowiem wydatkują swoje własne pieniądze, albo płacą za to członkowie różnych stowarzyszeń, tj. za daną działalność takiego radnego, a w przypadkach o których mowa, więc Pana Kazimierza Jaruszewskiego dochodzi do sytuacji w której Miasto Chojnice w sposób bezpośredni finansuje Jego działalność w sferze kultury. No i o ile o efektach wiedzotwórczych czy popularyzatorskich Pana Jaruszewskiego trzeba się wypowiedzieć pozytywnie, bo to ważna i istotna działalność, to już o praktyce finansowania tej działalności polegającej na lansie za publiczną kasę, co ponownie wynika z systemu "dojść i znajomości" nie mogę się pozytywnie wypowiadać. I wyglądałby mój stosunek do tego może inaczej, gdyby Pana Jaruszewski czy Brunka nie byli radnymi miejskimi, ale są i jak mają decydować w sprawach miejskich w sposób obiektywny na przykład w sferze kultury, skoro sami działając w tej sferze, działają dzięki bliskości kapitału publicznego, który jest udostępniany ich organizacjom w sposób poza konkursowy. Inni, czyli osoby spoza kręgów władzy, mają sobie wypruwać żyły, aby było ich stać na jakąkolwiek formę aktywności społecznej, a koledzy z kręgów władzy lokalnej mają korzystać sobie z finansowania publicznej na każdy swój pomysł? Na taką postawę nie wyrażam zgody.

Odpowiadając na postawione na wstępie pytanie, kruszę kopię o równość w trakowaniu wszystkich obywateli Miasta Chojnice i zaprzestaniu selektywnej praktyki promowania osób i ich działań tylko przez wzgląd na ich pozycję w układzie władzy. I ciężko mi się zgodzić z takimi praktykami, skoro ode mnie Miasto Chojnice nie chciało kupić żadnej mojej książki, podkreślam ŻADNEJ, czyli ani jednej sztuki, bo władze stwierdziły, że nie mają na to środków, ale płaci się za autoplagiaty, promuje się inne osoby na zasadzie koleżeństwa i systemu "dojść i znajomości", a przy tym zaburza się pojęcie równości i równych szans w dostępie do sfery publicznej. W Chojnciach dochodzi do promocji jedynie posłusznych i konformistycznych wobec Arseniusza Finstera jednostek, co wskazuje na autorytaryzm lokalnej władzy i niezdolność do akceptacji krytyki i odrębnych poglądów znacznej grupy społecznej. Arseniusz Finster patronuje w Chojnicach praktykom dyskryminacji ideologiczno-środowiskowej i w swych despotycznych postaw, nie dość że był niezdolny do stworzenia atmosfery dla powstawania dużej liczby niezależnych organizacji pozarządowych, których działacze afirmowaliby Jego postawy, to jeszcze za tę afirmację swojej osoby postanowił "przekupywać" pewnych aktywistów, udzielając im synekur i innych korzyści, a ci pozbawieniu hartu ducha i wytrwałości w swojej pracy polecieli niczym pszczoła na lep miodu. Doprowadziło to do wyjłowienia sfery społecznej i ciągłego wzrostu bariery kosztowej, dla tych, którzy chcieliby się w życie społeczne angażować w Chojnicach, bo już nie tylko o koszty finansowe chodzi, ale i o anatemę środowiskową i społeczną, jaką objęci są przez Finstera i Jego siłowników ludzie silący się na niezależność w Chojnicach. Zamiast dominacji rozumu, jest więc tępa podległość, co nie przystoi chyba ludziom oświeconym. 

Przecież wszyscy w mieście wiedzą, że konformizm w Chojnicach popłaca, wystarczy zgadzać się z Finsterem w każdej głupocie, aby dobrze prosperować w różnych dziedzinach życia, ale posiadanie odrębnego zdania i postawy niesie za sobą koszty niewspółmiernie wysokie do wyrażonego sprzeciwu, który byłby w pełni akceptowalny, gdyby z lokalną demokracją było tak dobrze, jak przedstawia to Finster i jego ekipa siłowników. 

Mam nadzieję, że wszystko wyjaśniłem w razie pytań z chęcią odpowiem. 

piątek, 8 kwietnia 2016

Decyzje do odwołania

Burmistrz Chojnic w ostatnim czasie odmawia mi prawa do informacji publicznej zasłaniając się między innymi Ustawą o finansach publicznych. Istotne jest to, że pytam o podmioty, które otrzymały znaczną pomoc publiczną od Miasta Chojnice. W związku z taką postawą Urzędu Miejskiego i Burmistrza Miasta, złożyłem do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Słupsku pięć spraw o odwołanie decyzji burmistrza, którym zarzuciłem naruszenie zarówno Ustawy o dostępie do informacji publicznej, jak i Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej w zakresie działalności władzy publicznej oraz Ustawy o finansach publicznych w tym zakresie, że Urząd i Burmistrz uznali, iż przepisy tej ustawy uniemożliwiają udostępnienie mi wnioskowanych informacji.

W tych sprawach szczególnie istotne jest to, że organ gminy, tj. burmistrz dowolnie interpretuje sobie znaczenie jawności i przejrzystości finansów publicznych, bowiem nie rozumie chyba, że gospodarka środkami publicznymi, to wszelkiego rodzaju pomoc publiczna i wszystkie inne zwolnienia z płacenia podatków na rzecz innych podmiotów, a tego typu operacje, których mnóstwo wykonał burmistrz, tj. umarzał i zwalniał z płacenia podatków różne firmy stosując arbitralne kryteria, spowodował swoim działaniem znaczne zmniejszenie wpływów do budżetu miejskiego i doprowadził do zaburzenia na rynku gospodarczym w ten sposób, że uprzywilejował swoim działaniem nieliczne i wskazane przez siebie samego podmioty. Oznacza to, że takie informacje jak: wnioski podmiotów ubiegających się o pomoc publiczną są informacją publiczną i żadna ustawa, żadne prawo, nie stoi na przeszkodzie w upublicznianiu takich wiadomości, bowiem podmioty, które występują o pomoc publiczną jednocześnie wyrażają zgodę na korzystanie ze wsparcia publicznego, co jednoznacznie określa, że cały ten proces jest elementem informacji publicznej. 

Swoim działaniem burmistrz Finster stawia bariery na drodze do transparentności i jawności informacji o sprawach publicznych. Sam tworzy atmosferę, która sprzyja stawianiu mu publicznie wszelkich zarzutów i która nie sprzyja kreowania zaufania wokół działalności kierowanej przez niego instytucji publicznej. Skoro tylko w latach 2006-2010 burmistrz udzielił pomocy publicznej co najmniej na kwotę ponad 2 mln złotych poprzez zwolnienia z płacenia podatków od nieruchomości przez określone podmioty w mieście, to my jako mieszkańcy, mamy podstawy żądać ujawnienia wniosków, dzięki którym uzyskuje się zwolnienia na setki tysięcy złotych. Chyba, że Arseniusz Finster nie stosuje obiektywnych kryteriów podejmując swoje decyzje, a kieruje się tylko sobie znaną procedurą, ale w takim przypadku byłoby to zaprzeczeniem jawności, transparentności, a nawet i łamaniem prawa. Liczę na to, że uzyskam w końcu dostęp do wszystkich kopii dokumentów tj. przede wszystkim wniosków o pomoc publiczną. W interesie burmistrza jest udzielenie mi, tak jak i każdej innej chętnej osobie, dostępu do informacji publicznej w żądanym zakresie, jeśli bowiem będzie nadal odmawiał, to będzie sam sobie odbierał zaufanie społeczne, którego jak wiem z mojego badania pilotażowego ma i tak bardzo mało, bo ufa mu zaledwie 27% obywateli. 

środa, 6 kwietnia 2016

Nie Straż Miejska, a Obywatelska

W Chojnicach odbyło się w grudniu 2015 r. referendum lokalne w sprawie likwidacji Straży Miejskiej. Wiadomo, że tysiące mieszkańców zagłosowało za rozwiązaniem formacji, ale dla burmistrza Finstera głos obywatelski nie ma najmniejszego znaczenia, czego koronnym przykładem jest to, że Straż Miejska nadal istnieje, a jedynym kozłem ofiarnym burmistrz uczynił byłego komendanta Straży Miejskiej. 

O bezpieczeństwo w Chojnicach może dbać zamiast Straży Miejskiej tzw. Straż Obywatelska, ustawodawca dał taką możliwość, stronę formalno-prawną organizacji i działalności Straży Obywatelskiej w Polsce można poznać ze stron Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji:


W związku z tą propozycję, przekuję ją we wniosek do Rady Miejskiej i Burmistrza Miasta, aby rozwiązano Straż Miejską i żeby Miasto Chojnice pomogło się mieszkańcom zorganizować w Straże Obywatelskie w oparciu o strukturę jednostek pomocniczych, tj. samorządów osiedlowych. 

niedziela, 3 kwietnia 2016

Wojny obyczajowe

Rozpętała się burza o sprawy z gruntu rzeczy obyczajowe. Nie będę bowiem dyskutował o tym, czy ktoś ma prawo zabijać czy nie, ani o tym, w jakich warunkach takie prawo jednym nadać, a innym odebrać, gdyż nie sposób w tej sprawie narzucić komukolwiek normy z którą zgodzą się wszyscy. Szczęśliwie istotą demokracji jest możliwość ekspresji poglądów bez obaw o represje, przynajmniej te instytucjonalne, bo te środowiskowe i społeczne są zawsze podszyte jakimś uprzedzeniem, stereotypem, którego demokracja nie usunie. 

Obserwuję i uczestniczę w życiu politycznym od lat i zauważyłem taką dychotomię polityki, chyba uzależnioną jednak od racjonalności obywateli. Otóż o pewnych sprawach sporów nie toczy się na scenie lokalnej, a o innych na szczeblu państwowym się nie mówi, a podejmuje się te zagadnienia właśnie w warunkach lokalnych. Przyczyn prawdopodobnie nie ma innych jak ta, że my tutaj w "Polsce powiatowej" zdajemy sobie sprawę, że żyjemy na peryferiach i niewiele możemy w sprawach o których decyduje się na szczeblu państwowym. A jednak czasami podejmujemy te wyzwania i społecznie dajemy wyraz dezaprobaty lub poparcia dla pewnych idei, choćby poprzez organizowane w Chojnicach marsze, które wiązać należy z włączaniem się lokalnej społeczności w szerszy dyskurs polityczny. Zwykle jednak "nie dotykamy", tego na co nie mamy wpływu. 

I w tym kontekście myślę sobie, że zaścianek ma też swoje przywileje. U nas bowiem nikt nie krzyczy "Macice wyklęte", zbytnio jesteśmy na to nie tylko oddaleniu od centrum wydarzeń, ale i zalatujemy bigoterią, która nie pozwala nam o tym krzyczeć na ulicach Chojnic. Jest to więc swoisty przejaw kultury lokalnej, że o sprawach na które się wpływu większego nie ma o tych się milczy lub dyskutuje w domowym zaciszu w towarzystwie zaś dając wyraz swej ogólnej niechęci dla zamieszania "tam na górze". Nie powiem, i nie przypiszę lokalnej wspólnocie z tego powodu mądrości, ale siłą rozpędu okoliczności powodują, że człowiek czuje się obecnie w takiej lokalnej wspólnocie bezpieczniej, jakby jeszcze tutaj szaleństwo i prędkość nadchodzących zmian nie były odczuwalne. Można jeszcze korzystać z tego "jak jest". 

Nas wojny obyczajowe nie interesują, bo bardziej jesteśmy zainteresowani kwestiami przyziemnymi, jak choćby tym, gdzie podział się "kupomat"?

Gospodarz zawsze posprząta

Wracam do sprawy wybiegu dla psów za 109 tys. Oczywiście tworzenie wybiegu wiąże się z wieloletnią wojną, jaką Arseniusz Finster prowadzi z psimi odchodami. O tym szerzej pisałem tutaj:http://polityka-chojnice.blogspot.com/2016/03/co-sie-stao-z-kupomatem.html .

Dziś mam dla Was dowód na to, że burmistrz Arseniusz Finster, rzeczywiście w myśl swojego hasła wyborczego "Gospodarz, nie polityk", kiedyś dawno temu był gospodarzem i starał się dbać o miasto, ale to było tak dawno, że nawet najstarsi ludzie tego nie pamiętają. Może zdjęcie odświeży burmistrzowi i Wam pamięć o dobrych starych czasach i pojawia się pytanie, czy nie można "odkurzyć" odkurzacza do psich odchodów? Czy Straż Miejska nie jest służbą miejską odpowiedzialną za porządek, lub czy osoby na pracach interwencyjnych nie mogłyby korzystać z tego sprzętu? Takie są własnie inwestycje Arseniusza Finstera, głośne medialnie...a potem, kto by się chciał do nich przyznać, kto by chciał o nich pamiętać? Na pewno nie, Arseniusz Finster. Dlatego warto mu o nich przypominać. "Gospodarz zawsze posprząta, polityk tylko obiecuje".

"Kupomat" w akcji, czyli ok. 2005 r. Arseniusz Finster prezentuje w działaniu zakupiony przez Miasto "odkurzacz na kupy vel. kupomat". Natomiast parę lat później o tym wydarzeniu mówił  Andrzej Dolny: "[...] Pan Burmistrz chyba tam tak atakował te kupy". 



A to już nowy wizerunek Arseniusza Finstera, który z gospodarza stał się bardziej cynicznym politykiem i graczem partyjnym, wielokrotnie zmieniającym swoją przynależność polityczną: http://polityka-chojnice.blogspot.com/2016/03/plastelina-ideologiczna.html,  walczącym wszelkimi narzędziami (również głośnikami, jak wtedy kiedy zakłócał zgromadzenie publiczne w 2011 r.) z przejawami głosów opozycji.

sobota, 2 kwietnia 2016

Czy to koniec "nieśmiałego parafianina"?

Poniżej zamieszczam komentarz, jaki znalazłem na portalu www.chojnice24.pl . Wynika z niego, że bezkompromisowy krytyk burmistrza Finstera, tj. "nieśmiały parafianin" jest znany już Policji. Wiadomo jakiej treści komentarze zamieszczał, ale mnie nurtuje to, dlaczego Policji chojnickiej "udało się ująć" tego internautę, a dlaczego nie udało się dotąd wskazać, kto szkaluje mnie w internecie, kto się pode mnie podszywa tworząc konta społecznościowe i szkalując osoby trzecie? Czy to Państwa nie zastanawia? Czy Policja chojnicka działa w myśl priorytetów, jakie stawia im lokalna władza polityczna? Czy działa zgodnie z prawem i nadchodzącymi zgłoszeniami?

Frapująca sytuacja.


Oto komentarz:

~nieśmiały parafianin złapany

Dzisiaj o godzinie 5 nad ranem po długim dochodzeniu policjanci z KPP w Chojnicach przeprowadzili rewizje w domu chojniczanina znanego pod pseudonimem "nieśmiały parafianin". W wyniku rewizji zatrzymano do przesłuchania jedną osobę i zabezpieczono do analizy laboratoryjnej kilka komputerów znalezionych w domu podejrzanego.

Chojniccy detektywi poświecili ponad tysiąc godzin pracy, przeprowadzili kilkaset przesłuchań, i poddali inwigilacji tysiące chojnickich adresów IP by po ponad 3-letnim dochodzeniu wytypować podejrzanego i przeprowadzić rewizje. Wstępne informacje wskazują, że znalezione w domu podejrzanego komputery zawierają dowody jego winy, a i podejrzany w czasie rewizji przyznał się do pisania komentarzy na portalu chojnice24.pl.

Wtajemniczone w sprawę osoby przewidują, że burmistrz Arseniusz Finster już wkrótce wytoczy zidentyfikowanemu po ponad 3 latach chojniczaninowi znanemu jako "nieśmiały parafianin" proces karny o pomówienie z art. 212 kodeksu karnego. Tak wiec "nieśmiały parafianin" zasiądzie na ławie oskarżonych w procesie o pomówienie razem z Marcinem Wałdochem i Radkiem Sawickim, którym burmistrz Finster wytoczył proces o pomówienie z art. 212 kk w zeszłym miesiącu. Podobno są i inne osoby, które mają zamiar wytoczyć "nieśmiałemu parafianinowi" proces karny o pomówienie.

Wreszcie po ponad 3 latach chojniczanie będą mogli bez obaw czytać komentarze na portalu chojnice24.pl bez obaw, że niejaki "nieśmiały parafianin" nie umieści tam swoich komentarzy szkalujących ogólnie szanowanego i podziwianego burmistrza Finstera i jego kolegów!

Brawa dla chojnickiej policji i komendanta Pestki za skuteczne 3-letnie dochodzenie i za ujecie groźnego przestępcy "nieśmiałego parafianina"! Od dzisiaj chojniczanie mogą czuć się bezpieczniej wiedząc, że skuteczne działania chojnickiej policji zapewnią im bezpieczeństwo.

Dekomunizujemy Chojnice

Zgodnie z przyjętą przez Sejm wczoraj Ustawą o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej, potocznie zwaną ustawą dekomunizacyjną, dojdzie do zmiany nazw ulic i innych obiektów, także w Chojnicach. 

Ustawa ta jest doskonale skonstruowana z kilku powodów:
- administracja rządowa w przypadku braku wdrażania ustawą przewidzianych zmian przez rady gmin będzie sama wprowadzała zmiany;
- odtąd nazwy ulic, miejsc i budowli nie mogą upamiętniać osób i wydarzeń symbolizujących komunizm lub inny ustrój totalitarny;
- również nazwy związane z osobami i instytucjami represji z lat 1944-1989 będą usuwane z przestrzeni publicznej;
- wszystkie zmiany z tym związane w dokumentach urzędowych, księgach wieczystych itd. są zwolnione z opłat;


Zapraszam do zapoznania się z dokumentacją w sprawie: http://orka.sejm.gov.pl/Druki8ka.nsf/0/E8F96D8970897231C1257F71002A6D7D/%24File/302.pdf

Na pierwszy ogień zmian powinny w Chojnicach pójść nazwy, takich ulic jak:

14 lutego, Armii Ludowej, Pawła Findera, Hanki Sawickiej, Jedności Robotniczej (sic!), Marcelego Nowotki,  i inne. Sami zerknijcie na listę ulic chojnickich: http://wykaz.iwai.pl/m0928854.html . Trzeba nam też pomyśleć, jakie nazwy zaproponować w miejsce tych, które usuniemy. Szczerze przyznam, że w Chojnicach z nazwami ulic nie jest aż tak tragicznie, jak w innych miastach. 


W Chojnicach od lat zauważa się odchodzenie od nadawania nazw związanych z polską kulturą i tożsamością na rzecz nazw biologiczno-botanicznych. Stąd Rondo Zielone (jak nasza władza lokalna?). Dzieje się tak, bo grono osób wokół Finstera, to byli PZPR-owcy, starsi zasłużeni komuniści, ORMOwcy i Tajni Współpracownicy SB, dlatego, że nie mogli już honorować swoich bohaterów, to skupili się ostatnio na biologicznym wymiarze istnienia człowieka w społeczeństwie. Czas chyba, żeby upamiętnić osoby zasłużone dla polskiej kultury, nauki, itd. Wreszcie też zginą czerwone gwiazdy z ogrodzenia Cmentarza Żołnierzy Radzieckich przy ul. Kościerskiej. Dalszym etapem dekomunizacji będzie usuwanie w drodze rywalizacji politycznej byłych komunistów z Rady Miejskiej w Chojnicach. 

czwartek, 31 marca 2016

Co się stało z "kupomatem"

Dowiadujemy się, że Miasto Chojnice wyda 109 tys. złotych na wybieg dla psów. Uważam, to za zły pomysł, ponieważ 109 tys. złotych to bardzo dużo pieniędzy, a i tak nie wszyscy właściciele psów będą się tam fatygować, aby pies pobiegał. Tym bardziej, że jak można przeczytać w prasie, pies będzie się miał gdzie wypróżnić, ale niestety, a to już moja konstatacja, człowiek nie. W Chojnicach bowiem jeden szalet Gospodarz Finster sprzedał, a drugi zamknął. Ten który jest otwarty i jego obsługa kosztuje Miasto Chojnice ok. 9 tys. złotych rocznie jest najczęściej zamknięty (napis: out of service to norma w przybytku przy MKS Chojniczanka), a przecież to była też głośna inwestycja włodarza, można powiedzieć "flagowa" w 2009 r. za ok. 300 tys. zł. Zresztą w Parku Tysiąclecia miały stanąć po jego modernizacji dwie takie same "supertoalety".

Niestety martwi mnie brak racjonalności w wydatkowaniu środków miejskich, najpierw Miasto wydało na specjalne kosze do śmieci, które miały zawierać torebki na psie odchody, ale tych torebek w tych śmietnikach nie ma. Teraz ma powstać wybieg dla psów w którym zapewne nie wszystkie psy będą biegać, a sytuacja Chojnic, jako wielkiego "kupowiska" nie zmieni się w sposób wyraźny.

Dlatego chciałbym przypomnieć, że Miasto Chojnice zakupiło szeroko reklamowny przez burmistrza Arseniusza Finstera "odkurzacz do psich kup". Jak mówił o sprawie na sesji Rady Miejskiej 7 listopada 2008 r. radny Andrzej Dolny: "[...] Pan Burmistrz chyba tam tak atakował te kupy". 

Wiemy też, że problem ujadających psów i wydalających swe odchody spędza sen z powiek burmistrza Arseniusza Finstera, który miał też pomysł, aby wszystkie chojnickie czworonogi wyposażyć w specjalne "chipy". 

W związku z powyższymi informacjami zapytuję, po co wybieg dla psów, na który nikt z psem nie pójdzie i co dzieje się z chojnickim "kupomatem"? Czy odkurzacz do kup zostanie odkurzony? Jak burmistrz Arseniusz Finster chce powstrzymać psy przed oddawaniem kału zanim dojdą ze swoimi właścielami z domostw na swój upragniony wybieg do Parku? Czy powróci idea chipów, tym razem hamujących u psa chęć wypróżnienia się?

Burmistrz nie podejmuje dobrych decyzji inwestycyjnych, a raczej decyzje irracjonalne i mające na sobie skupić uwagę opinii publicznej, aby zyskać sobie nimi na krótki czas trochę poparcia społecznego, którego, tak jak i zaufania społecznego, ma coraz mniej. 

Mam też taki wniosek, aby wstrzymać jednak budowę wybiegu dla psów i zbudować za te pieniądze, jakiś rozsądny plac zabaw dla dzieci lub dorzucić te pieniądze w fundusz dla osób bezdomnych i potrzebujących natychmiastowej pomocy i schronienia. 

środa, 30 marca 2016

Arkowi znowu się upiekło

Niedawno złożyłem prywatny akt oskarżenia przciwko Arseniuszowi Finsterowi, który mnie zniesławił w czasie kampanii wyborczej w 2014 r. w ten sposób, że wydał oświadczenie w którym podawał nieprawdę o mnie. Sąd jednak uznał, że zbyt późno złożyłem akt oskarżenia, bowiem winienem był to zrobić do 12 listopada 2015 r. w ocenie Sądu. Do dziś jednak można znaleźć w sieci oświadczenie Arseniusza Finstera z okresu kampanii wyborczej w którym ten mnie zniesławia. Niestety Sąd sprawy dalej nie będzie podejmował z oskarżenia prywatnego, co oczywiście nie zamyka mi drogi do wystąpienia z pozwem na stopie prawa cywilnego, co z pewnością uczynię. 

Na razie więc za swoje słowa i działania Arseniusz Finster ponownie uniknął odpowiedzialności. Arkowi Finsterowi wydaje się, że o wszystkich może mówić i pisać wszystko, co tylko uważa za słuszne, aby utrzymać się przy władzy. Niestety dla Niego, myli się. 

wtorek, 29 marca 2016

ZZO sponsoruje Red Devils

Jak poinformowało mnie szefostwo firmy Zakłada Zagospodarowania Odpadami w Nowym Dworze Sp. z o. o., firma ta przekazała na rzecz klubu piłkarskiego Red Devils Futsal Club "wsparcie finansowe" w:

2012 r. 2 tys. zł
2013 9 tys. zł
2014 9 tys. zł
2015 9 tys. zł
2016 14 tys. zł, wszystkie kwoty brutto.

Jak stwierdzono w piśmie do mnie, zwiększenie finansowania Red Devils przez ZZO wiąże się z większą liczbą spotkań Red Devils podczas których "klub zobowiązany jest do promocji Spółki". 

Nie wiem tylko jaką potrzebę promocji ma ZZO podczas meczów Red Devils? Czy udziałowcami ZZO nie są lokalne samorządy? Czy dlatego płacimy za śmieci, aby ktoś mógł kopać piłkę?