niedziela, 12 lutego 2012

Kto zbudował przedszkole nr 9?

20 stycznia 1981 roku oddano do użytku przedszkole nr 9. Dziś jest to jedyne samorzadowe przedszkole na terenie gminy miejskiej Chojnice. Jego funkcjonowanie na terenie gminy jest istnotne na pewno z dwóch względów po pierwsze stanowi ono punkt odniesienia dla określania wartości dopłat dla przedszkoli prywatnych, po drugie posiada tak zwane oddziały integracyjne (są też istotne czynniki społeczno - wychowawcze). Niestety, ale zgodnie z uchwałą intencyjną Rady Miejskiej w Chojnicach przedszkole to ma zostać sprywatyzowane. Odnośną uchwałę SEK "Wspólna Ziemia" i Arcana Historii zaskarżyły do wojewody pomorskiego, który skargi nie uznał...W tej sprawie na pewno będziemy dalej walczyć, bo chyba mało kto godzi się w Chojnicach na tę prywatyzację. Jest to kolejny etap uwłaszczania w naszych oczach.

Warto też pamiętać, że są gminy w Polsce, których uchwały o prywatyzacji ostatnich przedszkoli samorządowych zostały uchylone przez Wojewódzkie Sądy Administracyjne. Niestety pomimo tego, że mamy w Polsce prawno stanowione, to często orzecznictwo wydaje się jakoś podlegać niezrozumiałym interesom tworząc precedensy poprzez, które już nikt nie jest w stanie powiedzieć jaki wynik może mieć dana sytuacja - konflikt prawny.

Do budowania przedszkola samorządowego nr 9 przyczynili się niemałym kosztem wszyscy mieszkańcy Chojnic. Zbudowano je w tak zwanym czynie społecznym, w formie robocizny i datków finansowych do których byli zmuszeni pracownicy chojnickich zakładów (teraz ich wnuki będą posyłać swoje dzieci do placówki, którą wybodowano z pensji dziadków, po to aby stworzyć dochód i własność jakiejś poszczególnej firmie? I chyba po to, aby łatać budżet miasta?). Warto dodać, że budowa była finansowana w 80% ze środków własnych mieszkańców miasta. Tylko 20% pochodziło z dotacji państwowej!Koszt budowy wyniósł ok. 10,3 miliona złotych (bochenek chleba w 1981 roku kosztował ok. 7 zł). Jak to (w formie ekonomicznej) nazwiemy socjalizmem, to w jakim porządku ekonomicznym dziś żyjemy skoro miasta nie stać na jedno przedszkole?
Budowę wsparły przede wszystkim Zremb - Makrom, Zakład Energetyki Cieplnej, Mostostal, Zakład Poprawczy. Głównym wykonawcą budowy była Spółdzielnia Pracy Budowlanej "Zjednoczenie". Przedszkole miało przyjmować 140 dzieci. Pierwszą dyrektorką przedszkola była mgr Emilia Kopecka.

Tak aby podsumować parodię sytuacji prywatyzacji przedszkola można zacytować słowa napisane lata temu przez Kazimierza Ostrowskiego w "Gazecie Pomorskiej": [...] inicjatywa budowy przedszkola[...] narodziła się w czasie Międzynarodowego Roku Dziecka, a zrealizowana została dzięki wypróbowanej ofiarności społeczeństwa Chojnic". Widać ta ofiarność jest bezgraniczna...

wtorek, 7 lutego 2012

Hep, hep, hep! Rydzkowski nach Madagaskar!

Z żalem zawiadamiam, że odkryłem część ohydnej nacjonalistyczno - szowinistycznej, ksenofobicznej historii naszego miasta w postawie i myśli (może i działalności) Juliana Rydzkowskiego.

W wydanej ostatnio książce pod tytułem Pro memoria. Julian Rydzkowski (1891 - 1978), znajduje się przedruk własnoręcznej notatki Juliana Rydzkowskiego. Jak wynika ze skanu zamieszczonego w książce na stronie 151 Julian Rydzkowski wielkim antysemitą był. Tylko dziwi, że dziś podaje się tę osobę bezkrytycznie za wzór postaw - regionalnych, obywatelskich itd. Generalnie Rydzkowski stał się taką "świętą krową" lokalnego podwórka. Niestety był poza swymi pasjami po prostu ksenofobem, co nie przeszkodziło autorom książki w ukazaniu dzieła Jego życia w formie książki wydanej de facto ze środków publicznych pochądzących z podatków, które to utrzymują takie instytucje jak Instytut Kaszubski, który wydawnictwo Pro Memoria prowadzi. Dziwne to, bo redaktorem jest prof. Borzyszkowski, który to nie zauważa tego mankamentu u Rydzkowskiego? Może niepotrzebnie mnie to dziwi, w końcu Borzyszkowski to jeden z tych historyków, którzy do dziś dnia prawdopodobnie utrzymują, że żołnierze Armii Krajowej to byli "leśni bandyci" (w tej sprawie polecam książki dotyczące historii Brus wydane 1986 r.).

Wrócmy jednak do zapatrywań szacownego Juliana Rydzkowskiego. Oto, poniżej skan z książki z odręcznym pismem Juliana R.

Źródło: Pro memoria. Julian Rydzkowski (1891-1978), Gdańsk - Chojnice - Wejherowo 2011, s. 151.


Tak oto, podawany za wzór Julian Rydzkowski został podsumowany przez równie wspaniałego malarza Trzebiatowskiego: Mamy wspaniałą postać, która może inspirować nas do działania – zauważył Trzebiatowski [źródło cytatu: http://chojnice24.pl/artykul/11658/wspominali-rydzkowskiego/ ]. Spotkanie na którym padły te słowa było promowane oczywiście przez chojnicką "śmietanę umysłową" w osobach: Bogdana Kuffla, Pawła Boczka, Arseniusza Finstera czy też dostojnego czerwonego redaktora Kazimierza Ostrowskiego. Oczywiście Rydzkowski podany w superlatywach. Pozostaje żyć w przekoaniu, że ta wataha ignorantów chojnickich jak zwykle nic nie przeczytała, z niczym się nie zapoznała, ale stało się dla nich niedobrze. Chwalą osobę, która będąc uznaną za iluminatora chojnickiej kultury i historii jednocześnie była lustrzanym odbiciem najgorszych drzemiących w społeczeństwie demonów. Dlaczego o tym nie powiedziano? Dlaczego nie chce się zauważać trudnych kontekstów społecznych? Liczę na tę znaną już ignorancję, a w przypadku prof. Borzyszkowskiego jedynie na celowe i proideologiczne działanie. Oczywiście promocja książki o Rydzkowskim to nie to samo spotkanie, gdzie byli Kuffel i Boczek, to spotkanie było jakby konkurencyjne...

Wróćmy jednak do słów Rydzkowskiego zapisanych na kartach historii (jak napisano w książce Rok 1984, "co nie zostało spisane to nie istnieje"). Ponieważ skan jest niewyraźny, to przytaczam słowo w słowo poniżej treść:

"O żydach słów kilka

Źydzi należą do rasy semickiej, są zatem tylko przybyszami na naszej ziemi. Przez liczne a ujemne cechy ich charakteru dali się nam w znaki i stali się uciążliwymi a nawet dokuczliwymi gośćmi - gośćmi, albowiem nigdy Polskę za swą ojczyznę nie uznali.
Przysłowa nasze szczególnie krytycznie odnoszą się do żydów.
"Dlatego żyd bogaty, że żyje z cudzej biedy i straty", mówi jedno przysłowie, "Żydek nasz: żeby go piorun trzasł" życzy drugie.
Przysłowia zaś są wykwitem doświadczenia ludu, nie podlegają obcym wymysłom, podlegają zatem prawdzie dla nas niestety przykrej.
To też obecnie współczujemy coprawda żydom jako ludziom, niemniej jednak zadowoleni jesteśmy z ich przymusowej emigracji".

Czy ktoś z czytających ma problem ze zrozumieniem tekstu? Świętej pamięci Julian Rydzkowski leży od 1978 roku w Alei Zasłużonych na chojnickim Cmentarzu Komunalnym. Jest też patronem jednej ze szkół w Chojnicach. Stawia się go za wzór. Może i nie było lepszych postaci, ale może to władza nie pozwalała ich dostrzegać? Należy umieć krytycznie spoglądać na rzeczywistość, a nie topić nawzajem rozumy w bezkrytycznej paplaninie. Okres w jakim te słowa napisał Rydzkowski jest tym boleśniejszy im bardziej sobie uświadomimy co się wtedy działo w Europie. Cytowane słowa, Rydzkowski napisał w 1942 roku!!! Czyli dokładnie wtedy kiedy było już po niemieckiej konferencji w Wansee (styczeń 1942), kiedy to naziści postanowili o Ostatecznym Rozwiązaniu Kwestii Żydowskiej. W wyniku takiej polityki nazistowskiej zginęły miliony istnień ludzkich, a Julian Rydzkowski był...zadowolony z ich przymusowej emigracji...Zresztą słowo "Żyd" musiało być dla niego czymś okropnym, parszywm wręcz skoro pisał je przez mała literę, co było niezgodne z zasadami pisowni, którą zdaje się jako tako znał.

Wiele w Chojnicach należy zdziałać w zakresie kultury, przede wszystkim brakuje głębszej refleksji nad jakością dzieł jakie się ukazują, nad ich broszurową, bez(właśnie)refleksyjną treścią. To, że ukazują się takie dzieła w swej bezkrytycznej formie za pieniądze publiczne jest jednocześnie równoznaczne z ich sprzeniewierzaniem (pieniędzy) i jest to postawa niegodna naukowców, a pasjonatów tym bardziej.

Smutny dziś dzień, kolejny "autorytet" chojnicki legł w gruzach za sprawą kilku zdań i dogłębnych przemyśleń nad kondycją intelektualną chojnickiej "śmietanki"...

Na pewno Rydzkowski wiele zrobił...ale czy powinien stawać się chojnickim autorytetem i człowiekiem na piedestale, skoro pośrednio chwalił Holocaust? Pytanie pozostawiam pod rozwagę...Szczególnie tym, którzy hołubią Sowietów...

wtorek, 31 stycznia 2012

Nowe "Słowo Młodych"

Udało się!

Po raz kolejny Stowarzyszenie Arcana Historii wyda "Słowo Młodych". Tym razem nasz periodyk ma numery  - Rok V (tak to już pięć lat!) nr 1/(16), 2/(17), 3/(18), 4/(19) 2011. Zanim spojrzycie Państwo na spis treści nowego numeru (którego sam układ, ale nie zawartość mogą się nieco różnić względem tego co zostanie wydane) chciałbym wspomnieć,że nie udało się pozyskać dwóch ważnych artykułów. Oba są mocno związane z życiem Chojnic. Pierwszym z nich, nad którego brakiem wielce ubolewam był artykuł, którego finalnie autor nie nadesłał, a miał być poświęcony historii kolejnictwa w Chojnicach z okazji przypadającego na 2011 rok 140 rocznicy uruchomienia pierwszego połączenia kolejowego do Chojnic. Drugim artykułem, nad którego brakiem wylewam łzy,miał być artykuł o Romach chojnickich - obecnie. Niestety w wypadku tego artykułu na etapie zbierania danych pojawiły się zasadniczne bariery natury administracyjno - prawnej, czego do dziś nie mogę zrozumieć. Być może jednak tekst dołączymy do tego numeru, bo bardziej w formie eseju, aniżeli artykułu naukowego autorce udało się przekazać kilka cennych myśli.

"Słowo Młodych" zostanie wydane bez udziału środków publicznych (zresztą jak zawsze)!

Oto spis treści, świeżo pieczonego SM:

Spis treści


NOTA OD REDAKCJI


Margaret Ohia



Wykluczenie społeczne poprzez kategoryzację rasową. Test empiryczny na przykładzie artykułów z "The Independent" i "Gazety Wyborczej"



Michał Januszewski

Wprowadzenie do poszukiwania informacji naukowej



Rafał Chmara

Pluralizm w ekologii



Przemysław Zientkowski

Filozofia w służbie terroru. Martina Heideggera konfidencja z narodowym socjalizmem



Joanna Siekiera

Ambasada Nowej Zelandii w Warszawie - jej rola w utrzymywaniu stosunków polsko-nowozelandzkich



Marcin Wałdoch

Tematyka przewodnia korespondencji dyplomatycznej na linii Rząd RP na uchodźstwie (Londyn) – Konsul RP w Wellington



Marcin Wałdoch

Ewolucja prawa imigracyjnego w Nowej Zelandii



Wiesława Gołuńska

Argentyńsko-brytyjski konflikt o Wyspy Falklandzkie



Michał Soska

Twierdza Świnoujście



Marcin Adamiak

Rząd RP na wychodźstwie wobec wojny sowiecko-fińskiej



Marcin Wałdoch

Wizerunek liderów w samorządowej kampanii wyborczej w roku 2010 w Chojnicach jako przykład wykorzystania zmiennej poprzedzającej w prognostyce politycznej



Marcin Wałdoch

Z działań chojnickiej Solidarności w okresie poprzedzającym stan wojenny (1980 – 1981)

Franciszek Gemba
Powstanie i działalność Solidarności Rolników Indywidualnych w Gminie Chojnice

Adam Węsierski



Obchody Święta 3 Maja w powiecie chojnickim i tucholskim w okresie międzywojennym



Adam Węsierski

Obchody „Cudu nad Wisłą” w powiecie tucholskim w okresie międzywojennym w świetle dokumentów i relacji prasowych



Andrzej Mielke

Ideologiczne i programowe działania Gestapo i NKWD na Pomorzu w latach 1939 - 1947



Marcin Wałdoch

Historyczna analiza dyskursu jako narzędzie badań politologicznych nad materiałami źródłowymi. Sprawa o szpiegostwo wobec podkomisarza Józefa Maculewicza z Inspektoratu Celnego w Chojnicach w dokumentach instytucji bezpieczeństwa Drugiej Rzeczypospolitej (1923 – 1924)



ks. Jarosław Wąsowicz

Walka na odcinku światopoglądowym. Związek Młodzieży Polskiej w powiecie chojnickim wobec Kościoła katolickiego – wybrane przykłady



Rafał Maliszewski

Gochowie wobec religii i moralności



Andrzej Ortmann

Historia Modlitewnej Maryjnej Wspólnoty Męskiej w Chojnicach w zapisie kronikarskim



Eugenia Majewska



Ballada To lubię Adama Mickiewicza, czyli poetyckie środki erotycznej perswazji

Dawid Prochowski
 
Kolej chojnicka w okresie pruskim i międzywojennym.


W 140 rocznicę utworzenia kolei w Chojnicach


Dawid Prochowski
 
Zamieszki antyżydowskie w Chojnicach w 1881 roku

Wiesława Gołuńska



Z dziejów „czerwonej szkoły” dla dziewcząt w Chojnicach na tle szkolnictwa na Pomorzu Gdańskim w latach 1882-2008 część VIII


Monika Pestka - Lehmann, Marcin Wałdoch
Wspomnienie o żołnierzu Straży Granicznej Inspektoratu Chojnice st. przod. Stefanie Pestka (1897 - 1939)


Eugenia Majewska



Refleksja nad „Refleksją…”. Słów kilka o książce Janusza Michała Różańskiego



Mariusz Brunka



Lokalne uwagi na tle nieco szerszej historii (zarys recenzji)



Jakub Woziński

Libertarianin w krainie Liliputów



DEBIUTY



Ania Krauza



Oddziaływanie choroby nowotworowej jednego z członków rodziny na system rodzinny. Propozycja systemowego ujęcia pajdocentrycznego

Adrian Jeleniewski

Moja tożsamość pedagogiczna







DZIAŁALNOŚĆ SAH



MATERIAŁY ŹRÓDŁOWE



NOTY O AUTORACH





poniedziałek, 30 stycznia 2012

Obłudna radość Finstera z chińskiego smo(cz)ka?

24 maja 2011 roku w Chojnicach była delegacji Chińczyków (głównie chyba skłądająca się z funkcjonariuszy apartu bezpieczeństwa ChRL). O sprawie szeroko donosiły media, a burmistrz Finster w swym tradycyjnym tonie obwieszczał sukces i swój i Chińczyków. Tylko jakoś ciężko na zdrowy rozum wykoncypować czym ten sukces był (miałby być)? W burzy pytań do włodarza, podobnych temu mojemu, padła wreszcie odpowiedź, że oto malarz Trzebiatowski (ścienny, płócienny) wyjedzie z obrazami do Chin na targi! Miasto nie ma ponosić żadnych kosztów, absolutnie żadnych (zaklęcie powtarzane niczym mantra).

Dla mnie oczywiście takie działania to strata czasu i nie sukces, a porażka burmistrza (kolejna). Pominę kwestię praktycznie zamkniętego spotkania z delegacją z Chin (choć gdyby przedsiębiorcy wiedzieli, że to członkowie chińskiej policji to pewnie nie garnęliby się do udziału), oczywiście można było sprawę zorganizować lepiej, ale rzeczywiście korzystniej dla takich krytyków burmistrza jak ja, że sprawę spartolono totalnie.

I oto zamiast inwestycji chińskich na terenie gminy miejskiej Chojnice, mamy fanfarami ogłoszony wyjazd głównego "darmozjada chojnickiego", uświęconego za życia, jakim jest malarz Trzebiatowski. Człowiek, który nazwał chojniczan hołotą, będzie w Chinach wystawiał swe waginalne płótna. Moje pytanie jest następujące, co tak naprawdę wspólnego ma to z ideą powstania Galerii Jutrzenki? Jaki ma być tego realny efekt dla chojniczan? Zastanawiające jest to,że to nie Ministerstwo Kultury, a miasto Chojnice zajmuje się promocją "artystów" na Dalekim Wschodzie. Czy Jutrzence tak znanemy na świecie (jak chce Finster), którego obrazy wiszą podobno w galeriach od Londynu do Tokyo przez Waszyngton potrzebna jest pomoc w pormocji poza Chojnicami? Za to płacimy 100 tysięcy złotych rocznie? Dlaczego w ogóle burmistrz miasta zajmuje się wyjazdem jednego malarza na jakieś bezsensowne wystawy (w ujęciu gospodarczym)? Dlaczego mówi się, że będzie "wystawa prac Trzebiatowskiego w Szanghaju"? Przecież taka dezinformoacja wskazuje, że to specjalnie dla Trzebiatowskiego będzie wystawa, co oczywiście jest nieprawdą.

Patrząc na sprawę dalej, dlaczego, jeśli już Finster musi o takich listach mówić nie przedstwia do mediów całej treści korespondencji z Chin po tłumaczeniu, i dlaczego miasto w ogóle wydaje pieniądze na translację skoro ten wyjazd absolutnie nie przyniesie miastu żadnych korzyści? Znowu za mało transparentności, za mało otwartości, za mało prawdy. Za dużo dezinformacji i prób kreowania sukcesu z porażki. Ciągle dominuje jakaś chora retoryka, a Finster niczym starożytny mecenas (ale za publiczny grosz) utrzymuje swych dworskich artystów! Temu nalezy powiedzieć - BASTA!

Cała sprawa zaintrygowała mnie na tyle, że sam postanowiałem przetłumaczyć fragment listu jaki ukazał się w Radio Weekend i dziwię się dziennikarzom, że tego nie zrobili wcześniej. Zdumiewa ich brak profesjonalizmu i wypełniania misji informowania społeczności o działaniach władzy, szczególnie w momencie, kiedy ludzie nie mając pracy muszą słuchać z Ratusza o wycieczkach malarza do Szanghaju.

List z chińskiego (uproszczonego przez Rewolucję Kulturalną) na język angielski przetłumaczyła mi zaznajomiona firma z Republiki Chin, natomiast z angielskiego na polski to moje tłumaczenie. Zdjęcie pochodzi z serwisu internetowego Radio Weekend. Cała sprawa to po prostu kolejny etap spektaklu jaki od lat kreuje wokół swojej osoby burmistrz Finster. Niech dla Państwa będzie ciekawostką, że ten człowiek mający 48 lat, będący burmistrzem Chojnic dostał z Chin pierwszy list, kiedy przykładowo ja sam dostałem ich dziesiątki :), a lat mam 29 :)) Czy to nie wskazuje Wam, na to jak bardzo ta władza odchodzi do lamusa?Jak bardzo jest nieprzygotowana do pełnienia swych obowiazków we współczesnym świecie? Jak bardzo nie rozumie tego czemu powinna sprostać?

Fot. Michał Drejer. Źródło: http://www.weekendfm.pl/?n=38792

Oto angielska treść wskazanego listu:

As regard to hold (an Polish exhibition) in Shanghai - Thanks for Must Yatuofu Siji's tentative program.




I. Time

The exhibition period: 2012.7.27~7.30 (provisional)

Opening: 2012.7.27 16:00

A press release: 2012.7.25 13:30



II. Organizing Unit

Host organization: The Ministry of Culture and National Heritage of Poland, (other word is not clearly).

The department in charge: Polan consulate in Shanghai, (other word is not clearly).



III. The charge

Location: Shanghai Art Museum Exhibition hall, Guest hall, Opening ceremony location: 7.89 ten thousand



To natomiast polskie tłumaczenie:

W odniesieniu do goszczenia (polskiej wystawy) w Szanghaju - Podziękowania dla Yatuofu Siji [nie zidentyfikowałem człowieka lub firmy - M.W.] za orientacyjny program.

I. Czas

Okres trwania wystawy od: 27.07.2012 - 30.07.2012
 Otwarcie: 27.07.2012, godz. 16.00
Informacja dla prasy: 13:30 25.07.2012

II. Organizator

Gospodarz: Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Polski (kolejne słowo niewidoczne)
Jednostka odpowiedzialna: Polski konsulat w Szanghaju, (kolejne słowo niewidoczne)

III. OPŁATY!!! [dziennikarzy upraszam o wydostnie tego listy, bo ten punkt na widoczym zdjęciu kończy się dziesięcioma tysiącami pytań! - M.W.].

Miejsce: Szanghajskiej Muzeum Sztuki - pawilon, Miejsce otwarcia imprezy: 7.89 dzięsięcy tysięcy...[tekst dlaej się urywa i jest nieczytelny]

Tyle dowiadujemy się z tej zaprezentowanej strony. Niestety więcej pytań niż odpowiedzi, więcej niepewności niż radości. Czyli jak zwykle w Chojnicach, o co chodzi?

Na miejscu dziennikarzy domagałbym się całości listu - nawet chińskiego, ja załatwię pełne tłumaczenie, a dalej powinni żądać wglądu w rachunek za translację, z pewnością były to niemałe pieniądze, które powinien zapłacić sam Jutrzenka, to jego interes jechać na tę wystawę, która nawiasem rzecz biorąc nie będzie tylko wystawą jego prac. Niestety najgorsze w tym wszsytkim są kłamstwa, nie będzie żadych TARGÓW, a raczej po prostu obrazy Jutrzenki, jak ponad 4 tysiące innych przedmiotów, zostaną wystawione do oglądania dla zwiedzających MUZEUM! Czyli tyle zachodu (na Wschodzie), żeby obrazy z muzuem wyjechały do muzeum!!!

Burmistrzowi po raz kolejny gratuluje kompromitacji i wzywam do złożenia urzędu! Dziennikarzy proszę o dociekliwość.

piątek, 20 stycznia 2012

Granty dla stowarzyszeń

W tym roku, podobnie jak i w poprzednim miałem okazję być członkiem Komisji Konkursowej (kultura, sztuka) rozpatrującej wnioski o udzielenie dotacji na wykonanie zadań publicznych przez organizacje pozarządowe coraz powszechniej zwane a angielska akronimem NGO.

Zgłosiłem się do Komisji Konkursowej w Starostwie Powiatowym w Chojnicach i w Urzędzie Miejskim w Chojnicach. Tak jak i w roku 2011. O ile w roku ubiegłym zgłosiłem uwagi do protokołu (                      ) wieńczącego prace Komisji Konkursowej - tej miejskiej o tyle w tym roku zanosi się na to,że będę drążył niezrozumiałą dla mnie decyzję Zarządu Powiatu - decyzję dzięki, której nie zważając na pracę i zalecenia Komisji przesunięto środki ze wskazanych zadań, a inne po prostu wykreślono (SEK "Wspólna Ziemia"). Czy to działanie Zarządu Powiatu jest motywowane politycznie?

Są też wielkie pozytywy (w mojej opinii) wynikające z mojej pracy w obu komisjach. Na posiedzeniu w Starostwie nalegałem na wypracowanie metody, która pozwoliłaby przeliczać punkty jakie uzyskuje dany wniosek na konkretną wartość dofinanoswania działań w oparciu o matematykę, a nie uznaniowość. Dla tych z Państwa, którzy w temacie się bliżej nie orientują prezentuję poniżej w punktach procedurę ubiegania się o pieniądze na zadania publiczne przez NGO (skrótowo):

1. Złożenie formalnych wniosków.
2. Posiedzenie komisji opiniujące formalną zgodność wniosku z wymogami prawnymi.
3. Kolejne spotkanie komisji (może być zaraz po ocenie formalnej), na którym wnioski jakie przeszły weryfikację formalną są sprawdzane pod kątem merytorycznym. Tutaj członkowie komisji (kilka osób) korzystają z formularza ocen, na którym znajduje się sześć kryteriów (o różnej skali punktacji) w ramach których wystawia się oceny i tak w Starostwie maksymalnie wniosek mógł uzyskać od jednego członka komisji 34 punkty, a w mieście 37 punktów.
4. Po ocenie merytorycznej zlicza się wszystkie otrzymane punkty przez dany wniosek (czyli sumujemy ilość otrzymanych pkt. od wszystkich członków komisji) i dajmy na to, że będzie to punktów 100, a członków w komisji danego dnia 5, czyli wniosek "przechodzi" do etapu podziału pieniędzy, bo uzyskał średnią 20 pkt. (w mieście minimum kwalifikujące do następnego etapu było na poziomie 19 pkt, w Starostwie mniej restrykcyjnie określono tę granicę na 40% z 37pkt.).
5. W tym miejscu całej procedury dotąd działy się CYRKI. To etap w którym dzieli się ogólną kwotę przyznaną na działalność organizacji pozarządowych - wykonanie zadań publicznych. I tak, jeśli w budżecie było to 120 tysiecy , a organizacje wnioskowały łącznie o dajmy na to 240 tysiecy, to pojawiał się problem. Jak podzielić te pieniędze? Dotąd nie było żadnej metody, a praktyka działania była daleka od przejrzystości, bo po prostu uznaniowo określało się kwotę dotacji, "mając na uwadze" otrzymane punkty. Więc po prostu każdy "rzucał" kwotę dotacji - na przykład organizacja ubiegała się o 10 tysięcy zł, i dostała za wniosek 24/34pkt. to przyzanie pieniędzy było i tak loterią. Po prostu każdy członek komisji ustnie wyrażał chęć przyznania takiej organizacji czy to 1 tysiąc, czy 2, czy też 500 zł. Tej praktyce sprzeciwiłem się rok temu, podobnie jak anonimowości w wypełnianiu karty ocen wniosków.

Zdaje się, że w tym roku dopiąłem swego.
Najpierw w Starostwie, przeszło bez oporu, a wręcz z entuzjazmem członków komisji, zaproponowałem, aby przyjąć następującą metodę:

- ogólną dostępną ilość pieniędzy dzielimy pomiędzy określone zadania (wydanie publikacji, organizacja przedsięwzięć plenerowych, kultywowanie tradycji i dziedzictwa narodowego, i stałe i cykliczne oferty z zakresu kultury). I tak sumę na przykład 100 tysięcy podzielono pomiędzy wszystkie organizacje, które przeszły ocenę formalną i merytoryczną na równą kwotę dajmy na to 4 tysięcy złotych.
- następnie tę kwotę bazową stanowiącą wartość 100% zmienijszano o procent uzyskanych punktów z możliwej maksymalnej liczby do uzyskania. Czyli organizacja X otrzymała 51% możliwych punktów więc przekładało się to na sumę dofinancoswania w kwocie 51% z 4 tysiące. Jeśli taka organizacja aplikowała o sumę dajmy na 10 tysięcy dostałaby nieco ponad dwa, ale...tak restrykcyjne oblicznie pozostawiało sporo funduszy w zanadrzu (około 30-40%) całości jakich do dyspozycji miała komisja, które potem "dokładano" do wybranych wniosków.
Ta metoda nie była doskonała, ale dawała gwarancje, że ok. 60-70% dostępnych środków w danym roku trafia do organizacji zgodnie z uzyskaną punktacją. A tylko nieco ponad 30% było do wykorzystania przez komisję na zasadzie pewnej "uznaniowości". Tak było w Starostwie.

Na posiedzeniach Komisji w UM, problem podziału środków zgodnie z uzyskaną przez organizacje punktacją znowu znalazł swoje odzwierciedlenie w mojej propozycji zbudowania metody, która obiektywizowałaby wartość uzyskanej dotacji. Dlatego zaproponowałem metodę taką jaką wypracowaliśmy w Starostwie. Spotkało się to z konstruktywną krytyką Pana Krzysztofa Pestki, ale i z przychylnością co do naszego "kombinowania" ze strony reszty członków Komisji. Tym sposobem wymiany zdań i poglądów oraz ciągłych obliczeń wypracowaliśmy jak uważam, metodę DOSKONAŁĄ!

Oto ona:

Z budżetu Komisja ma do rozdysponowania 120 tysiecy.

Organizacje ubiegają się o sumę wyższą.

I tak, organizacja X aplikuje o 10 tysiecy, dostaje za wniosek ocenę 24,5 pkt na 37. Co można przedstawić jako 66% maksymalnej możliwej punktacji. Przymujemy,że organizacja "zasłużyła" sobie na 66% z 10 tysięcy, więc na kwotę 6600 zł. Niestety wniosków jest sporo i po podsumowaniu w ten sposób wszystkich przyznanych w ten sposób kwot otrzymujemy zwykle sumę przewyższającą budżetowe możliwości. Założmy, że suma ta będzie wynosić 192 tysiące , a dostępnych jest tylko 120 tysiecy. Co zrobić? Jak ciąć? Komu dać? Komu nie? I tutaj pojawia się kolejny matematyczny krok. Otóż dostępną kwotę 120 tyś. dzielimy przez 192 tyś i otrzymujemy tym sposobem procentowy wynik 62%. To staje się dla nas podstawą do mnożenia wcześniej otrzymanej kwoty (w przytoczonym wyżej przypadku 6600) razy wskazany procent 62%. Jaka będzie dotacja? 62% x 6600 = 4092. Po zsumowaniu wszytkich tak obliczonych dotacji (według skali punktacji i dostępnych środków) otrzymujemy sumę równą tej jaką dysponuje komisja! I problem jest rozwiązany.

Jakie są plusy takiej metody?

- organizacje nie będą zawyżać kwoty o jaką aplikują (bo po prostu nie warto - wystarczy policzyć jak działa ten system, rządzi kwota dostępna i uzyskana punktacja)
- organizacje będą pisać jeszcze lepsze wnioski aby uzyskiwać najlepszą możliwą punktację
- cały system naliczania pieniedzy na dotację dla każdej organizacji jest w całości weryfikowalny
- nie ma miejsca na stronniczość i sympatie członków komisji

Teraz tylko modlę się, żeby burmistrz przychylił się do prac komisji w pełni, żeby nie było takich korekt jakie zafundowali członkowie Zarządu Powiatu. Ponadto, niestety nie jestem członkiem Komisji, która rodziela granty "na sport", a tam ta metoda byłaby zbawcza. Narusza ona oczywiście polityczne interesy wielu środowisk, ale jednocześnie jest zobiektywizowana i oparta na jakości wniosku i wiarygodności organizacji, a nie na układach politycznych. Niestety obawiam się, że w Komisji rozdającej granty na zadania publiczne w zakresie sportu nie będzie ambasadorów dla tej metody. Obym się mylił...

środa, 11 stycznia 2012

Cyncynat chojnicki

W minionym roku portal chojnice24.pl organizował plebiscyt Chojniczanin Roku (zresztą wtedy po raz drugi). Minionymi laureatami byli Arseniusz Finster (2009) i Grzegorz Szlanga (2010).

Ostro skrytykowałem sam pomysł udziału w tego typu konkursach - plebiscytach. Dziś pogląd nieco zmieniłem. Może dlatego, że liczę w końcu na laureata poza "finsterowego"?

Sam siebie zapytałem, jakie wartości powinien prezentować ktoś, kto miałby otrzymać ten zaszczytny tytuł za rok 2011? Doszedłem do wniosku, że ktoś taki musiałby być współczesnym wcieleniem Lucjusza Kwintusa Cincinnatusa - czyli popularnie Cyncynata. Obywatela republiki rzymskiej, który potrafił dokonać rzeczy wielkich, nie zapominając o hasłach równości i otwartości. Wyniesiony na urzędy potrafił z pokorą spełniać obowiązki codzienności nie kierując się partykularnymi interesami.

Dlatego też, że za wzór stawiam sobie Cyncynata, to w tym roku sam wysłałem zgłoszenie - moim kandydatem jest Radek Sawicki, prezes Stowarzyszenia Ekologiczno - Kulturalnego "Wspólna Ziemia". Organizator koncertów, akcji społecznych, dziennikarz, poeta, historyk, od 15 lat działający społecznie - w "Wspólnej Ziemii", Fundacji Dzika Polska oraz od niedawna jako reprezentant trzeciego sektora powiatu chojnickiego przy Pomorskiej Radzie Organizcji Pozarządowych. Zawsze potrafiący wskazać systemowe nierówności hamujące rozwój i dobrobyt lolaknej społeczności, nigdy nie zpominający o najsłaszbszych. Ma doskonały kontakt z młodzieżą i jest dla wielu z nich po prostu "guru".

I tak doszedłem do kuriozalnej sytuacji, w której to będąc przeciwko wszechobecnemu lewactwu i interncjonalistycznemu proletariatowi, przeciwko socjalizmowi, czyli w gruncie rzeczy przeciwko wielkim ideom Radka uznaję Go za Chojniczanina Roku i liczę na to, że i Państwo przychylicie się do mojej opinii.

Cyncynat chojnicki Radek Sawicki :))

Radek trzymam kciuki!

Aby zgłaszać Radka wystarczy wysłać jego imię i nazwisko na ten adres e-mail: kontakt@chojnice24.pl . Im więcej zgłoszeń tym lepiej!

http://chojnice24.pl/artykul/11841/chojniczanin-roku-2011-zglaszajcie-kandydatow/

piątek, 30 grudnia 2011

Sowiecki szpieg w Chojnicach cz. 2

Po ostatniej wizycie w Gdańsku Józef postanowił niezwłocznie donieść na siebie do swojego przełożonego - naczelnika Inspektoratu Celnego w Chojnicach. Jego zgrabna historia, jak się mu wydawało, o podróży do matki do Gdyni przez Gdańsk, gdzie spotkał kolegę ze studiów miała tłumaczyć jego późne pojawienie się w pracy. Wiedział, że urlop z którego nie wraca się w terminie wiąże się z postępowaniem dyscyplinarnym i spotkaniami z tymi upierdliwcami z Komendy Celnej w Poznaniu. Liczył się też, na co zwracał mu uwagę "Stach", że polski wywiad śledził zapewne każdego urzędnika państwowego, który odważył się spędzać urlop w Gdańsku i sypiać w Deutscher Hof. Zresztą spotkanie z polskimi oficerami na tczewskim peronie nie pozostawiało wobec tych przypuszczeń żadnych wątpliwości. Jedyne na co liczył to element zaskoczenie spowodowany próbą autodekonspiracji. Postanowił zdradzić nazwisko "Stacha" i poinformować swego przełożonego o ofercie jaką od niego otrzymał.

Na całym piętrze kamienicy przy ulicy Człuchowskiej dało się słyszeć skrzypienie desek pod żwawymi krokami Maculewicza, szedł prosto do biura naczelnika...

- Proszę wejść! - krzyknął wręcz naczelnik do inspektora Maculewicza
- Gdzie Pan się podziewał, urlop minął dwa dni temu?!
- Panie naczelniku chciałbym złożyć ustne i pisemne wyjaśnienia dotyczące mojej nieobecności we wskazanym terminie.
- Ależ proszę bardzo, tylko mniej Pan na uwadze, że tym razem wszystko co Pan napiszesz zostanie przesłane do Poznania, a postępowanie dyscyplinarne zostanie wszczęte urzędowo.
- Będąc w drodze na wypoczynek u mej matki mieszkającej w Gdyni, postanowiałem jeden dzień spędzić na bliższym poznaniu zabytków i uroków Gdańska, bo jak wiadomo Panu naczelnikowi sam jestem wilnianinem i piękno pradawnej architektury i sztuki wzbudzają moje żywe zainteresowanie...
- Do rzeczy!
- ...otóż, w Gdańsku właśnie spotkałem powód mego tak późnego stawiennictwa się tutaj...ot po latach na peronie, absolutnie z losu spotkałem swego kolegę ze studiów Andrzeja Lebiediewa, który to zaoferował mi pracę dla sowieckiego wywiadu za niebagatelną sumę tysiąca dolarów miesięcznie.
- Ależ Pan jest jeszcze pijany!
- Absolutnie, wypraszam sobie!
- W takim razie, proszę to zapisać...o tutaj na protokole służbowym powrotu z urlopu wypoczynkowego. Czy zgłosił Pan tę sprawę do odpowiednich służb?
- Tak, natychmiast następnego dnia po naszym spotkaniu udałem się do oficera Oddziału II Sztabu Głównego w Gdańsku, którego w szczegółach poinfromowałem o złożonej mi ofercie współpracy wywiadowczej.
- Doskonale, może jednak uratuje Pan swoją skórę. Ja sprawą nie będę się zajmował , przekażę treść Pana zeznań służbowych do chojnickiej ekspozytury. Proszę się spodziewać spotkań z chłopcami od Damięckiego. Zapisał Pan już tam wszystko?
- Tak!
- Proszę, więc wrócić do swych obowiązków!
- Tak jest panie naczelniku!

Maculewicz z powodu wykroczeń służbowych miał zostać zwolniony ze służby w Inspektoracie Celnym o czym jeszcze nie wiedział. Wobec poważnego obrotu spraw i domniemanej autodekonspiracji Maculewicza, którego wcześniejsze zeznania o spotkaniach z oficerami Oddziału II Sztabu Głównego zostały zrewidowane przez pracowników chojnickiej ekspozytury "dwójki" jako fałszywe, postanowiono o wciągnięciu Maculewicza we wpółpracę. Ustalono również,że "Stach" posługuje się też pseudonimem "Latz", na co wskazywała przechwycona do niego korespondencja idąca przez Chojnice z Berlina do Gdańska.

Józef popełniał, w opinii polskich służb, dziecinne błędy. Jak ten dotyczący zameldowania o sprawie spotkania z Lebiedjewem.

Jeden z pracowników wywiadu o numerze 44984 , który obserwował Hotel Deutscher Hof przesłuchiwał we wrześniu 1924 roku Maculewicza. W czasie przesłuchania Maculewicz otrzymał materiały, które bez jego wiedzy powodowały wciągnięcie Józefa w międzynarodową grę polskiego wywiadu zmierząjącą do kamuflowania działalności polskiej siatki szpiegowskiej w sowieckiej Rosji...


sobota, 24 grudnia 2011

Świąteczne Życzenia

Wszystkim czytelnikom mojego bloga, gościom, a przede wszystkim chojniczanom życzę Radosnych, Rodzinnych i Spokojnych Świąt Bożego Narodzenia. Obyśmy wszyscy tą bożonoraodzeniową refleksję i radość przekuli w codzienną dobroć i determinację w pracy na rzecz innych. Takie właśnie działanie nakazuje katolicka nauka społeczna, o której warto sobie przypomnieć właśnie w czasie tych Świąt.

wtorek, 20 grudnia 2011

Janik o "Panu Tadeuszu" Mickiewicza

Dziś o 17.30 promocja książki pod tytułem Pan Tadeusz. Refleksje nad tekstem autorstwa Janusza Michała Różańskiego. Impreza promocyjna odbędzie się w Hotelu Piast. Wydawca książki Mariusz Janik zaprasza wszystkich na laudację książki w prowadzeniu Mariusza Brunki :)

Recenzja książki autorstwa Eugenii Majewskiej w najnowszym numerze "Słowa Młodych".

Książkę czytałem, polecam i z całego serca zapraszam, na tę wyjątkową jak na Chojnice imprezę.

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Karpiówki,trzynastki i pęknięcia w monolicie

Kapitalizm w znanej nam obecnie formule dosłownie się pali. Lont układany przez dekady został podpalony w 2007 roku. W Chojnicach rządzący wtedy i dziś, człowiek ze stopniem doktora ekonomii z moskiewskiej uczelni, niewiele zrobił (może nie potrafił?), aby ocalić nas od czarnego scenariusza.

To co zrobił dziś na sesji Rady Miejskiej Pan Mirosław Janowski (przewodniczący RM), można porównać do tego co na forum międzynarodowym zrobił minister firnansów RP Jacek Rostowski. Pan Janowski rozdał radnym i burmistrzom Chojnic sakiewki nawołując jednocześnie miejskiego Skarbnika do prowadzenia polityki oszczędności i temeperowania wydatków do których tak chętny pozostaje burmistrz. Jacek Rostowski natomiast na formum międzynarodowym już kilkukrotnie groził wojną, upadkiem strefy euro i ogólnoświatowym kryzysem. Obie sprawy łączy tyle, że są świadectwem pęknięć w monolicie władzy. Ani Tuskowi, ani Finsterowi nie jest w smak przekazywanie - dyskursywnie - sygnałów poświadczających dużą niestabilność ich polityki i niepewność jutra pod ich rządami.

Nie czeka nas nic ciekawego, powstające w hurra - optymizmie kolejne markety będą tak szybko zamykane jak dawne PGR-y. Niestety tej polityce, kiedy to stawia się market koło marketu nikt nie ma odwagi powiedzieć nie. Liczy się tylko na 1. fundusze europejskie, 2. zdolność kredytową, 3. pracę szarych ludzi, 4. rzetelność płacenia coraz wyższych podatków przez przedsiębiorców. Co Wy rządzący dajecie nam od siebie???Idę zaraz w kierunku klarownych pytań - ile podmiotów gospodarczych z zagranicznym kapitałem ściągnieto do Chojnic, jaka była to skala inwestycji za lata 2004-2011?Jakie kroki poczyniono dla stworzenia kompleksowej oferty inwestycyjnej dla firm produkcyjnych? Gdzie i w jaki sposób Chojnice są (były) promowane jako miejsce pod inwestycje?Natomiast w administracji publicznej, samorządowej kultywuje się stare przyzwyczajenia - pensje zwane trzynastkami, karpiówki na święta z kasy publicznej. Gdzie sens, gdzie logika?Za co te apanaże?Po co super toalety, dwóch wiceburmistrzów, Park Wodny prawie w całości na utrzymaniu miasta, kilka Orlików, po co nam Centrum Edukacyjno - Wdrożeniowe kosztujące podatnika ponad pół miliona złotych rocznie (inwestycja starostwa)???

Dochodzi do rolowania długu, zaciąga się kolejne kredyty odraczając te, których spłatę powinno się terminowo podjąć. Słuszne było pytanie Bartosza Blumy odnośnie Pana Finstera o jego intencje zawodowe - Czy za trzy lata będzie startował? Wątpię już dziś. Przez trzy lata nastroje z minorowych zmienią się na tragiczne, a farsa jaką uprawiają włodarze jednocześnie popierając wybrane firmy i wielki kapitał na lokalnym rynku doprowadzi do ogólnej wściekłości.

Warto pochylić się nad tym, ze statystycznie ludzie żyją w Chojnicach za 1500 zł miesięcznie. Proszę sobie zadać pytanie jak młodzi ludzie mają zaczynać z takimi pieniędzmi życie, normalne życie? Mamy doktora ekonomii, który po prostu nie wie chyba (jak mawiał Tusk) jaka jest cena przysłowiowego salcesonu...

Podobno Pan Finster jest naukowcem, jednym z wyzwań nauki jest zdolność predykcji zdarzeń z tej sfery życia ludzkiego jakim się dana nauka zajmuje. Niestety w wypowiedziach burmistrza nie ma, ani słowa o tym co może nastąpić z lokalną gospodarką, nadal zaklinanie rzeczywistości i ufność w szczęście jakie mają ignoranci. Zamiast racjonalnych analiz i sensownych projektów ataki personalne i wojenka polityczna urażonego włodarza...

piątek, 16 grudnia 2011

Refleksje po posiedzeniu komisji rewizyjnej

Dziś od godziny 10.00 byliśmy wraz z Radkiem Sawickim uczestnikami posiedzenia komisji rewizyjnej Rady Miejskiej Chojnic, zwołanej celem zaopiniowania skargi na działania burmistrza Chojnic (zagłuszanie protestu).

Moje refleksje są następujące i myślę, że przydadzą się wszystkim, którzy wejdą w jakikolwiek spór, lub będą musieli bronić swoich interesów przed władzami miasta.

Otóż po tym kiedy z Radkiem zaprezentowaliśmy swoje stanowisko i komentarz do złożonej przez nas skargi, tyrradę wygłosił burmistrz Finster, który jak zwykle zaklinał rzeczywistość, przeżywał protest pod basztą (który de facto też próbował zakłócić), odwoływał się jakichś nieznacznych kontekstowych rzeczy (kwestie osobistych Jego animozji), a co więcej po prostu kłamał w sprawie samego przebiegu zgromadzenia, mówiąć, że On nie zakłócał -nie zagłuszał naszego protestu. On po prostu miał w tym samym czasie zgromadzenie w tym samym miejscu - na płycie rynku...

Oczywiście to zaklinanie rzeczywistości przechodzi bez echa wśród członków komisji...

Spróbowaliśmy opcji - fakty, kultura i racjonalność...to nie daje efektu...Nic nie przemawia do takich ludzi jak Antoni Szlanga czy Stanisław Kowalik, który zawsze ma do mnie jakieś ALE...Tym razem stwierdził, że nie mam prawa używać zwrotu "Za Naszą i Waszą Wolność", użytego zresztą ironicznie w kierunku Pana Szlangi, który o tym etapie walki o wolność wie najwięcej...

Żal Szanowni Państwo, śpieszę tylko potwierdzić, że do radnych nie docierają fakty, racjonalne argumenty, po prostu nic spoza ust i ustaleń burmistrza nie przebija się do ich świadomości.

Nastał czas ostrej walki politycznej, dziś przekonałem się, że Chojnic są po prostu zniewolone przez jednego człowieka i Jego perspektywę i interpetację rzeczywistości.


W Chojnicach wciąż za mało osób interesuje się tym co się dzieje, aktywnie, nie tylko biernie. Wynikiem tego jest taka retoryka jaką od lat uprawia Arseniusz Finster...

środa, 14 grudnia 2011

Wszystko pod dywan?

Dnia 10.09.2011 byłem współorganizatorem protestu przeciwko prywatyzacji ostatniego przedszkola samorządowego.

W czasie trwania protestu - zgromadzenia publicznego, jego przebieg zakłócał, łamiąc prawo burmistrz Arseniusz Finster. Pomagał sobie głośnikami z ChDK-u, żeby móc nas zagłuszać.

Postanowiłem w porozumieniu z Radkiem Sawickim powiadomić o działaniach burmistrza Policję, ta przybyła na miejsce. Niewiele to dało, burmistrz dalej zagłuszał.

Wraz z Radkiem byliśmy przesłuchiwani w tej sprawie na chojnickiej komendzie Policji. Z tego policjijnego dochodzenia wyniknęło tyle, że Policja nie dopatrzyła się w działaniach burmistrza znamion czynów zabrionionych...Sprawa teoretycznie upadła, a burmistrz w swych bezprawnych i antyobywatelskich działaniach pozostał bezkarny.

Dla nas jest oczywistym, że jest to zwyczajne zamiatanie sprawy pod przysłowiowy dywan. Jak to bywa z brudami u zepsutej władzy...

Przygotowaliśmy się więc do złożenia Skargi na działania burmistrza do Rady Miejskiej w Chojnicach i do złożenia Wniosku o ukaranie burmistrza do Sądu Rejonowego w Chojnicach.

O wynikach naszego działania będziemy informować na bieżąco.

O sprawie informuje chojnicki portal chojnice24.pl :

http://chojnice24.pl/artykul/11696/chca-ukarania-burmistrza/

poniedziałek, 28 listopada 2011

Duraj i jego "kręciny"

Tak, każdy z nas widział, słyszał jak to Bogdan Duraj ujawnia taśmy piłkarskiego pokera z PZPN- u.

Tylko jak można uchodzić za Robin Hood'a skoro na lokalnym podwórku jest się tym już przysłowiowym "kręciną"?

Przypomnę tylko te ostatnie kwestie - skierowanie wniosku do prokuratury przeciwko Radkowi Sawickiemu w związku z jego apelem o bojkot http://www.chojnice.com/ . Oddalonym zresztą przez prokuratora. Radek wskazywał, że portal chojnice.com (którego właścicielem jest Duraj) usuwa artykuły i manipuluje opinią publiczną. W szczególności dotyczyło to artykułów nieprzychylnych wobec burmistrza Chojnic Arseniusza Finstera. Sam byłem autorem jednego z zrzutów ekranowych, gdzie przyłapaliśmy portal na ściąganiu niekorzystnych treści. Dziś apostoł odnowy moralnej częstuje nas newsami zza kulis...Staje się ambasadorem walki z korupcją :))) Niech Pan opowie w jaki sposób prowadzone są biznesy w Chojnicach. Dla przykładu z Centrum Parkiem? Ma Pan jakieś nagrania?

Potem była sprawa Jurka Erdmana, który odszedł z portalu chojnice.com. Dlaczego? Może warto go zapytać o szczegóły? Z pewnością nie było tak krystalicznie jak dziś chciałby tę krystaliczność widzieć p. Duraj we władzach PZPN.

Byłem pewien zdumienia, kiedy dziś słuchałem wywiadu w Radio Weekend z Bogdanem Durajem, który się użalał, że władza związkowa PZPN żyje ponad stan, za nic ma zwykłych obywateli...odbierają pensje po kilkanaście tysięcy...obsadzają stanowiska swoimi ludźmi...wszystko opanowali...Panie Duraj, czy nie powinien Pan tego samego dramatu zaprezentować w kontekście tego jak władzę w Chojnicach sprawuje Pana kolega, przyjaciel - Pan Finster? Może ma Pan jakieś ciekawe taśmy? Może warto się nimi podzielić?

Pomijając te wątki, zwyczajnie nie wierzę w zwykłą bezinteresowność działania Pana Duraja. Jestem przekonany, że sprawa taśm PZPN ma drugie dno w postaci jakiejś zakulisowej rozgrywki o której wiadomo od miesięcy. Teraz tylko obóz anty - Lato jest na tyle silny, że puścili to w media. Jeśli obalą Lato, Krzesinę i cała wierchuszkę inni - tacy jak Duraj wezmą władzę w związku. Kto wtedy będzie kręcił?

Prezentowanie świętego oburzenia przed kamerami jest w mojej ocenie czystą hipokryzją i myślę, że niejeden w Chojnicach uśmiał się po pachy widząc w tej roli Bogdana Duraja, a tym który mógł śmiać się najgłośniej był najpewniej sam Arseniusz Finster...

Rada o jakiej marzyłem

Miałem ostatnio rzadki zaszczyt. Otrzymałem zaproszenie od instytucju naukowej, mieszczącej się w Londynie, do zasiadania w radzie sterującej jej pracami.

Tą instytucją jest Centrum Studiów nad Nową Zelandią (Centre for New Zealand Studies) działającej jako instytucja afiliowana przy Uniwersytecie Londyńskim w Londynie (University of London, Bribeck). Jest to dla mnie zaszczyt.

Korzystając z zaproszenia jakie otrzymałem od władz Centrum stałem się członkiem 30 osobowej Rady Centrum Studiów nad Nową Zelandią w której zasiadają osoby z całego świata. Między innymi naukowcy z takich państw jak: Francja, Izrael, Chiny, USA, Nowa Zelandia, Austria, Kanada, Japonia.

Centrum Studiów nad Nową Zelandią wydaje NZSA Bulletin for New Zealand Studies. Poza tym dysponuje dziesiątkami tysięcy książek zgromadzonych w bibliotece Institute of Commonwealth (na Uniwersytecie Londyńskim) . Zrzesza setki naukowców i adeptów nauki. Centrum jest też organizatorem konferencji naukowych odbywających się w cyklach dwuletnich. Prowadzi również doktorantów z całego świata do obrony prac doktorskich, których zainteresowanie skoncetrowało się na studiach nad Nową Zelandią.

W ramach Centrum prowadzone są badania z następujących zakresów:
 - historii Nowej Zelandii
- literatury nowozelandzkiej
- polityki nowozelandzkiej
- ekonomii nowozelandzkiej
- kultury Nowej Zelandii

Na świecie istnieją pięc ośrodków akademickich skoncetrowanych na studiach nad Nową Zelandią. Oprócz tego londyńskiego, są to centra w Wellington w Nowej Zelandii przy Uniwersytecie Wiktorii - Stout Research Centre for New Zealand Studies, na Uniwersytecie Pekińskim w Chinach i dwa w USA jedeno na Georgetown University, a drugie na University of Texas. Z tym, że te dwa w USA mają w zakresie badawczym również Australię. W związku z tym można mówić o trzech ośrodkach naukowych, których prace dotycząc Nowej Zelandii (piszę o naukach społecznych). 

Obecnie Centrum podlega gruntownej przebudowie w związku z tym, że w zeszłym roku cofnięto (w związku z cieżką sytuacją finansową) wsparcie finansowe rządu Nowej Zelandii. Kilka miesięcy temu zadecydowano o wznowieniu prac Centrum i powołaniu Rady, która będzie wyznaczała kierunek prac Centrum. Zgromadzono też odpowiednie środki i zespół, który zagwarantuje ciągłość prac.

W tym zespole znalazłem się i ja, jako jedyny Polak w ramach Rady:) Mam nadzieję, że w niedługim czasie będę mógł radośnie donieść o swojej pracy w ramach Centrum i o jej wynikach. Cieszę się niezmiernie z tego zaproszenia i wiem, że otwiera ono zupełnie nowe perspektywy działalności naukowej, ale i społecznej bo umożliwia mi wdrażanie młodych osób w środowisko naukowców zainteresowanych promowaniem młodych osób.

W najnowszym "Słowie Młodych" będą artykuły związane ze studiami nad Nową Zelandią.

sobota, 26 listopada 2011

Czyje to rondo?

Od kilku miesięcy trwa przebudowa skrzyżowania ulic 14 lutego, Aleji Brzozowej, Kardynała Wyszyńskiego w Chojnicach.

W międzyczasie pojawiły się dyskusje na temat nazewnictwa tego nowego elementu infrastrukturalnego w Chojnicach. Starli się w prasie zwolennicy dwóch opcji dla nazwy ronda: Księdza Jerzego Popiełuszki lub Franciszka Króla (naczelnika parowozowni chojnickiej i jednego z inicjatorów powstania Osiedla Kolejarz przy którym znajduje się budowane rondo).

W sprawie nazwy dla ronda również i ja zamierzam zabrać głos.

Wystosuję za zgodą Zarządu Stowarzyszenia Arcana Historii pismo do odpowiednich organów dla rozpatrzenia możliwości nadania dla Ronda jednej z następujących proponowanych przez nas nazw:


- rondo Kosznajderii/Kosznajderów
- rondo Księdza Alfonsa Schletza (ksiądz wywodzący się z Kosznajderii, dr hab., założyciel pisma "Nasza Przeszłość" dokumentującego historię kościoła Katolickiego w Polsce)
- rondo Kolejarzy Chojnickich
- rondo 1 batalionu strzelców
- rondo imienia Żołnierzy Wyklętych

Uważam, że nowo budowane rondo powinno otrzymać nazwę, które będzie nawiązywała do kultury i historii naszego miasta/regionu. Jestem w największej mierze zwolennikiem nazwania budowanego ronda od mieszkańców ziem na południe Chojnic - Rondem Kosznajderii.

Kosznajderzy, byli przez pięćsetlat mieszkańcami ziemi chojnickiej i wydali z siebie dziesiątki znanych i kulturotwórczych osób - duchownych kościoła Katolickiego, naukowców, historyków, regionalistów. 

Przyznanie nazwy nawiązujące do tej specyficznej grupy etnicznej jaką byli Kosznajderzy jest wyrazem akceptacji dziedzictwa jakie niosą w sobie Chojnice.  

Pisma składam w poniedziałek. Mam nadzieję, że będą podstawą do merytorycznej dyskusji, bo pamiętać trzeba, że nazywanie rzeczy jest też formą władania i kształtowania świadomości społecznej, a ta powinna chyba być jak najbardziej otwarta, pluralistyczna i wymykająca się stereotypizacji.

Na portalu http://www.chojnice24.pl/ prowadzony jest sondaż dotyczący propozycji nazwy dla nowego ronda. Zapraszam do głosowania!