czwartek, 26 listopada 2015

Basen na nasz koszt

Dziś dowiadujemy się z Radio Weekend, że Centrum Park Chojnice (basen miejski), będzie gościł u siebie policjantów z Tucholi, którym udzielono 50% rabat na karnety! 

Nie mieści mi się to w głowie, na jakiej zasadzie prezes spółki, która działa i utrzymuje się w dużej mierze z miejskich pieniędzy udziela takich rabatów policjantom z Tucholi? Dlaczego chojniczanie mają sponsorować tucholan? Czy tucholanie wiedzą, że chojniczanie dorzucili już ponad kilkanaście milionów złotych do funkcjonowania miejskiego basenu? Dlaczego mieszkańcy Chojnic, decyzją Mariusza Palucha mają się stawać sponsorami funkcjonariuszy publicznych z ościennych samorządów? Czy Mariusz Paluch szuka sobie nowych przyjaciół na koszt chojnickiego podatnika?Czy jest to dopięcie jakiegoś biznesu pomiędzy samorządowcami z Chojnic i Tucholi? Czy prezesowi Paluchowi policja w Tucholi zasłużyła się w jakiś szczególny sposób? Co nam dali i  co oferują nam tucholanie? Czy ich funkcjonariusze pilnują naszego bezpieczeństwa? Dlaczego prezes Paluch, nie udzieli takiego rabatu chojnickim kasjerkom, albo murarzom? Ile to będzie kosztować chojniczan? 

Tucholskim policjantom życzę nabycia świadomości, że będą się pluskać w Chojnicach za pieniądze chojniczan. Jeśli będę przejeżdżał przez Tucholę wstąpię na nową komendę wziąć prysznic i wejdę na siłownię poćwiczyć i zrelaksować się, bo wiem, że tucholscy funkcjonariusze będą się chcieli jakoś odwdzięczyć każdemu chojniczaninowi, choćby w taki właśnie sposób za to, że sponsorujemy im 50% kosztów karnetu na chojnicki basen. Do tego samego zachęcam innych chojniczan.

środa, 25 listopada 2015

Jutro zebranie osiedla



Konkurs Arcan Historii dla chojniczan

Stowarzyszenie Arcana Historii zaprasza do nadsyłania prac magisterskich lub doktorskich w języku polskim lub angielskim na konkurs, którego wynikiem będzie wyłonienie najlepszej pracy, a następnie w ramach nagrody jej druk w formie książki. Zaproszenie kieruje się do osób, które:

- są rodowitymi chojniczanami lub przynajmniej przez kilka lat zamieszkiwały w Chojnicach w przeszłości, bądź też już od kilku lat zamieszkują w Chojnicach obecnie;

- chcą aby ich praca magisterska, bądź doktorska, została wydana przez Stowarzyszenie Arcana Historii.

Warunki przystąpienia do konkursu:

- praca magisterska lub doktorska musi być napisana w ramach którejś z dyscyplin, takich jak: antropologia, archeologia, ekonomia, historia, socjologia, politologia (w tym i stosunki międzynarodowe oraz nauki o bezpieczeństwie), prawo. Tematyka pracy, nie musi się koncentrować na zagadnieniach chojnickich. O wyborze pracy będzie decydować: jej oryginalność, rzetelność oraz ocena recenzentów (w przypadku prac doktorskich);

- przesłanie całości pracy w formie pdf (laureat będzie proszony o nadesłanie pracy w programie word po zakończeniu konkursu) na adres mailowy: marcin.waldoch@gmail.com , wraz z: imieniem i nazwiskiem oraz kontaktem informacyjnym;

- wyrażenie zgody na udział w konkursie Arcan Historii na wydanie najlepszej pracy magisterskiej lub doktorskiej ("Wyrażam zgodę na udział w konkursie Stowarzyszenia Arcana Historii z Chojnic na najelepszą pracę doktorską lub magisterską w edycji 2016");

- praca nie została napisana i obroniona przed 2007 r.;

- praca, ani żadna jej część, nie zostały dotąd wydane drukiem, ani też w formie elektronicznej;

- autor zachował pełne prawa autorskie.

Konkurs rozstrzygnie zarząd Stowarzyszenia Arcana Historii, konsultując swój wybór ze specjalistami odpowiednich dziedzin, w terminie do 1 maja 2016 r., prace można nadsyłać do 29 stycznia 2016 r. Zwycięska praca zostanie wydana drukiem przez Stowarzyszenie Arcana Historii, stowarzyszenie rezerwuje sobie prawo do określania nakładu i wyboru form dystrybucji oraz promocji wydanej książki. Zgodnie z zapisami ustawowymi, książka trafi do wskazanych przez ustawodawcę bibliotek naukowych w Polsce. Szczegóły, będzie określała umowa pomiędzy Stowarzyszeniem Arcana Historii, a laureatką lub laureatem konkursu. Stowarzyszenie nie przewiduje żadnych nagród za zajęcie kolejnych miejsc w konkursie. 

czwartek, 19 listopada 2015

Fałszywa świadomość

O fałszywej świadomości wiele napisano, warto może w kontekście naszego miasta i jego sfery publicznej wskazać, czym się taka fałszywa świadomość mieszkańców i władz charakteryzuje. 

Otóż, fałszywa świadomość przejawia się w następujący sposób:

- przeświadczenie obywateli o zbieżności działań i celów do których powołano instytucje publiczne (takie choćby jak Park Wodny);
- uznanie konieczności reprodukowania (ponownego wyboru) tych samych władz w imię "zachowania spokoju i rozwoju";
- przeświadczenie o informacyjnej i obywatelskiej roli mediów, gdy w rzeczywistości pełnią one przede wszystkim rolę utrwalaczy systemu, będąc uzależnionymi od kaprysów władzy (reklamy, ogłoszenia);
- przenoszenie rozumienia jednostkowego sukcesu osób i firm, na obraz sukcesu "miasta i społeczeństwa", którego nie ma;
- postrzeganie rzeczywistości miejskiej, jako jednowymiarowej i urządzonej w interesie publicznym i mieszkańców, kiedy jest ona w rzeczywistości tak urządzona, aby zabezpieczać interesy elity politycznej;
- magia autorytetów (doktorów, profesorów, ekspertów) zewnętrznych, którzy przy każdej okazji muszą legitymizować władze samorządowe w czasie imprez masowych, co służy tylko zaczarowywaniu świata;
- niechęć do dostrzegania głębokich podziałów społecznych i wielkich różnic dzielących grupy społecznego w obrębie miasta na rzecz jednowymiarowego "chojniczanina" z powodu braku umięjętności i chęci uporania się z poważnymi problemami gospodarczymi, społecznymi, a nawet rodzinnymi;
- świat bez przeszłości, z powodu tego, że duża liczba chojniczan to ludność napływowa, występuje głęboka niechęć i awersja wobec roztrząsania przeszłości, jest obowiązujący dyktat "efektywnej pracy" w przestrzeni zarządzanej przez "gospodarzy, a nie polityków";
- rozumienie roli Kościoła rzymskokatolickiego, jako nie tylko przewodnika duchowego, ale też i orędownika spraw ludzkich, który w przestrzeni lokalnej poprzez sojusz z władzą samorządową zapewnia obywateli o chrześcijańskich celach elit władzy;
- postrzeganie rozwoju przestrzennego miasta, jako wynik jego rozrostu, bogacenie się i postępującej urbanizacji, kiedy w rzeczywistości jest to wynik pracy zagranicą, a rozwija się nie przestrzeń miejska, ale następuje proce suburbizacji miasta w jego własnych granicach (dzielnice podmiejskie, domków jednorodzinnych, które zajmują coraz częściej najlepsze strefy potencjalnie "miejskie");
- bezpieczeństwo i porządek publiczny postrzegany w perspektywie tabloidyzacji śmierci, wypadków, zabójstwo, jako zdarzeń nieuknionych, acz przypadkowych, kiedy są to w większej mierze wyniki ogólnie rozumianego "złego zarządzania", nie wolno w przestrzeni lokalnej poszukiwać przyczyn, można jedynie bezrefleksyjnie pisać o skutkach;
- poczucie "miejskości i ważności" władzy i mieszkańców, kiedy w rzeczywistości politycznej i gospodarczej Chojnice są centrum peryferii czwartego rzędu, czego nie zmienią sponsorowane przez władze artykuły w prasie ogólnokrajowej czy przygodne ujęcie telewizyjne z tej czy innej promenady na której mogą wypocząć ludzie ważni i majętni z Warszawy, czy innych wielkich ośrodków;
- duże zainteresowanie artystami i sztuką naszym miastem, kiedy rzeczywiście komercjalizacja wszelkich przedsięwzięć i ich masowość sprzyjają jedynie szybkiemu zarobkowaniu i "łupieniu" lokalnej społeczności za cenę atrakcyjności znaków i symboli popkultury rozpoznawalnej na scenie ogólnopolskiej;
- przeświadczenie o doniosłości wizyt osób ważnych dla państwa w Chojnicach, kiedy ich realnym celem jest zaledwie umacnianie wizerunku własnego w przestrzeniach lokalnych, których nawet nie rozpoznają;
- zgoda na wyzysk ekonomiczny wynikająca nie tyle z braku ofert na ogólnoeuropejskim rynku pracy, co raczej na wierze w konieczność doniosłości posiadania pracy bez względu na warunki, jakie oferuje pracodawca;
- przeświadczenie o profesjonalizmie lokalnych samorządowców i polityków oraz o ich społecznych celach, kiedy, co wykazują skonkretyzowane dane, nie znają oni ani mechanizmów prawnych, ani też struktury aparatu państwowego, a ich działniem, jako tzw. "dietetyków", kieruje interes własny, częściej jak społeczny. Uczestniczenie we władzy, to szansa na "dorobienie się". Następuje zabezpieczanie własnego kapitału, odwrót od wydatkowania pieniędzy na cele społeczne i przerzucanie kosztów za działania w jej sferze na kasę publiczną. Brak etosu, działacza, aktywisty, samorządowca. 

Fałszywa świadomość jest rozciągliwa, to znaczy obejmuje różne sfery życia i dzięki niej władza, jako taka, utrzymuje panowanie nad jednostkami oraz całą społecznością, która nie buntuje się przeciwko status quo, ponieważ jest to grupa "szczęśliwych niewolników", którzy w przyszłych wyborach samorządowych z 99% prawdopodobieństwiem, dzięki odpowiedniej skali manipulacji i socjotechniki może ponownie wybrać do władz swoich "panów". 

środa, 18 listopada 2015

Przyczyny korporatyzmu nauczycielskiego

Jak wykazałem w jednym ze swoich wpisów ( http://polityka-chojnice.blogspot.com/2015/11/korporatyzm-nauczycielski.html ), obserwuje się obecnie nadreprezentację jednego z zawodów u władz miasta. Wskazałem nauczycieli. Jakie są przyczyny tej nadreprezentacji?

Otóż o ile w przeszłości, nawet tej niedalekiej, powiedzmy 10-20 lat temu, funkcjonowały jeszcze zakłady pracy o masowej skali zatrudnienia, a w nich dość silną pozycję miały związki zawodowe, tak dziś jest bardzo niski stopień koncentracji pracy w zakładach o masowym zatrudnieniu, a jeśli już występuje, to jest to jednak masowość rozproszona (centra handlowe), lub masowość wynikająca z zatrudnienia w korporacjach międzynarodowych, których pracownicy funkcjonują w przestrzeni globalnej w oderawaniu od rzeczywistości społeczności lokalnych. Tak właśnie zmieniła się rzeczywistość, a wraz z nią struktura zatrudnienia. Dziś więcej ludzi pracuje w szkolnictwie, aniżeli w zakładach przemysłowych w niektórych przestrzeniach lokalnych. Dostęp więc, danego działacza, czy potencjalnego radnego do potencjalnych wyborców nadal jednak największy jest tam, gdzie występuje masowość i koncentracja ludności, a w obecnych warunkach takie zjawisko występuje trwale tylko w jednym miejscu, tj. w szkole, gdzie nauczyciel zyskuje sobie szerokie audytorium w dzieciach-młodzieży, a tym samym w ich rodzicach. W ten sposób zyskuje też ich zaufanie. 

Wydaje się, że powstał w związku z tym pewien paradoks, który może być swoistym zagrożeniem dla demokracji lub dla jej liberalnego oblicza, właśnie poprzez korporatyzm nauczycielski. Szkoła, jako jedyne miejsce koncentracji ludzi na masową skalę, gdzie nadal jej model jest modelem wywodzącym się z uznania autorytetu nauczyciela, jest jednocześnie miejscem szerzenia postaw, zachowań i ich reprodukcji oraz przede wszystkim utrwalaniu. Oznacza to, że w strukturze szkolnictwa, które w Polsce jest w większości państwowe-publiczne, dzięki dostępności do elektoratu, nauczyciel będący funkcjonariuszem państwowym i przedstawicielem swojego zawodu staje się najczęściej reprezentantem obywateli w organach władzy. Paradoks leży w tym, że radny, różnego szczebla, który miałby być reprezentantem obywateli i ich interesów, jest tak naprawdę reprezentantem opresyjnego państwa i jego systemu. Więc państwo dzięki utrzymywaniu edukacji publicznej i demokracji przedstawicielskiej, gwarantuje sobie dzięki tej nadreprezentacji w strukturach władzy z wyboru, utrwalanie i reprodukcję swojego systemu. 

Twierdzenie, że w takim systemie mamy do czynienia z demokracją w jej różnych obliczach jest zaprzeczeniem myślenia. Nikt inny, tak jak nauczyciel, nie ma takiej możliwości zaistnienia w polityce na szczeblu lokalnym, jak własnie nauczyciele, którzy często jako najwięksi konformiści lokalnych wspólnot, pracujący 18 godzin w tygodniu, mają gwarancję najszerszej społecznej rozpoznawalności (spotykają się w tym czasie z setkami, a może i tysiącami osób), a przecież głosuje się na osoby szeroko rozpoznawalne i godne zaufania. Po nauczycielach niestety nie można się spodziewać, że będą działać bezinteresownie i w imię interesu publicznego, potrafią liczyć pieniądze, jak nikt inny i każdy kontakt z ludźmi ponad te 18 godzin, w większości przypadków, musi zostać sowicie wynagrodzony, niczym nadgodziny. 

Jeśli ktoś chciałby zostać radnym miejskim, to w dobie kultury obrazkowej są właściwie trzy drogi (choć pisze się fachowo o tzw. zawodach zaufania publicznego, które nie są niczym innym, jak tylko listą utrwalaczy systemu i zastanej struktury społecznej):
- nauczycielstwo;
- sport;
- celebryta/idol;
- ew. lekarz.

Oto, jaka jest anatomia demokracji przedstawicielskiej w realiach neoliberalnej gospodarki globalnej. To są właśnie "przedstawiciele ludu". Wszyscy przedstawiciele wymienionych zawodów działali zawsze dla pieniędzy i tego nawyku nie tracą po wejściu do wszelkiej maści rad ;) Najlepsze przykłady mamy w Chojnicach, gdzie radny (nauczyciel) mający 130 tysięcy złotych na koncie i prowadzący fundację musi wystarać się, aby jego gościa z Warszawy podjął strażnik miejski z Chojnic, bo to wydatek ok. 680 zł :) Biedak, nie miał takich pieniędzy na cele społeczne.

wtorek, 17 listopada 2015

Skala współpracy

Pisałem już o tym, że Urząd Miejski zawarł porozumienie z Fundacją Fuhrmanna (tutaj:  http://polityka-chojnice.blogspot.com/2015/11/adwokat-brunka.html i tutaj: http://polityka-chojnice.blogspot.com/2015/11/kumoterstwo-chojnickie.html )   i jest w tym porozumieniu zapis o tym, że Miasto będzie pokrywać koszty tej współpracy. W mediach temu faktowi (zaistnieniu kosztów w związku z realizacją porozumienia) zaprzeczali zarówno burmistrz Finster, jak i radny Brunka. Niestety okazuje się, że być może nie mają dobrej pamięci, bowiem oprócz tego, że miasto za prawie 700 zł przywiozło gościa Fundacji Fuhrmanna, tj. profesora Hicksa z lotniska w Warszawie, to jeszcze Urząd Miejski poniósł koszty związane innymi zaproszeniami, jakie Fuhrmann wystosował do swoich gości. 

I tak: na moje pytanie do Urzędu Miejskiego, tak sprecyzowane:

"koszty, jakie miasto poniosło w związku z realizacją zapisów porozumienia, jakie Urząd Miejski podpisał z Fundacją Fuhrmanna w Chojnicach w dniu 2.04.2015 r., szczególnie w związku z realizacją zapisów w pkt. 4, paragraf 1, tej umowy"

Odpowiedź (dokument poniżej), jest taka: "Informuję, iż koszty poniesione przez Urząd Miejski w Chojnicach wynoszą 2500 złotych brutto...na co składają się umowy o dzieło:

Dr n.med. Piotr Gasiński 500 złotych;

Filip Wałdoch 1000 złotych;

Dr hab. Igor Kąkolewski, prof. UWM 1000 złotych.

Kłamali więc w mediach, zarówno Arseniusz Finster burmistrz Chojnic, jak i radny opozycji Mariusz Brunka, twierdząc, że kosztów nie było. Wprawadzali przy tym w błąd opinię publiczną. W związku z tym, że te fakty ujrzały światło dzienne, składam żądanie o to, aby w trybie natychmiastowym burmistrz Finster anulował porozumienie z Fundacją Fuhrmanna z dnia 2 kwietnia 2015 r., gdyż w rażący sposób narusza ona praktyki przyjęte we współpracy i realizacji zadań publicznych przez organizacje pozarządowe, ponadto urzędnik ratusza dr Przemysław Zientkowski, jako sygnotariusz tej umowy jest jednocześnie (lub był wtedy), przewodniczącym Rady Wydawniczej Fundacji Fuhrmanna. 

Nie może być tak, że na działalność jednej organizacji w mieście Urząd Miejski przeznacza na podstawie, wątpliwej natury porozumienia, ponad 3 tysiące złotych poza systemem grantowym. Do tego zarówno burmistrz, jak i radny Brunka z uporem zaprzeczali tym faktom, co jest chyba wystarczającą kompromitacją do zerwania porozumienia i wyciągnięcia odpowiednich wniosków i konsekwencji. 


Smaczku sprawie dodaje fakt, że dr Przemysław Zientkowski, jako urzędnik miejski, nie podpisał żadnej innej umowy, oprócz tej z Fundacją Fuhrmanna przynajmniej w okresie, jaki wskazałem w piśmie do UM, choć odpowiedź "nie podpisał żadnej umowy" brzmi wieloznacznie:



Retoryka i rzeczywistość

Świat kolorowany jest przez władze repertuarem pięknych słów, które następnie przyjmują zupełnie inny obraz w warunkach rzeczywistych. Przykładem jest kwestia konsultacji społecznych o których się mówi, o których się pisze, ale których właściwie nikt nie chce. Zarówno władze, jak i społeczeństwo są im niechętne. Chcą ich tylko aktywne jednostki. Warunki lokalne są tak opresyjne, że twierdzenie o możliwości zaistnienia realnych konsultacji społecznych jest idiotyzmem. Bierne, otumanione i zastraszone jednostki, bo te rzutkie najczęściej miasto już opuściły, do tego na ten obraz składają się rzesze przedsiębiorców małych i dużych, których istnienie nie ma nic wspólnego z gospodarką wolnorynkową, a raczej pod płaszczem "wolnej działalności" są to zwyczajnie "miejskie przedsiębiorstwa komunalne", gdyby miasto im nie dało zleceń przestają jutro istnieć. Plus rzesze urzędników i ich rodzin. Czy w tych warunkach ktokolwiek "ze społeczeństwa" podejmie konsultacje z "władzą"? Władza ma w szachu lokalną społeczność i w jej interesie jest utrzymywanie tego stanu, jak najdłużej. Zrozumieć, co się dzieje, znaczy uświadomić sobie skalę procesu, któremu nie sposób się przeciwstawić. Z góry przepraszam za porównanie, ale bardziej obrazowego nie znajduję. Proponowane przez władze społeczeństwu konsultacje społecznego, to jak zaproszenie do dyskusji o formach i rodzajach eksterminacji, które podejmowali oprawcy, zaproszenie, które wystosowują zresztą oprawcy. 

Jest to praktyka z której nie ma żadnego wyjścia, nie ma sposobu, aby w dialogu z obecną władzą zmienić rzeczywistość utrwaloną przez kilkanaście lat rządów tej władzy, dlatego każdy dialog powinno się zarzucać na rzecz zachowania własnej integralności i możliwości nieskrępowanych działań. Tylko takie podejście gwarantuje, z czasem, powstanie niezależnych środowisk zdolnych do realnego dialogu z władzą, poprzez jej zastąpienie.  

piątek, 13 listopada 2015

Referendum nie będzie

Arseniusz Finster uważa, że ewentualny sukces referendum w sprawie odwołania Straży Miejskiej, będzie oznaczać kolejny krok opozycji, która ma polityczny plan zorganizowania referendum w sprawie odwołania Arseniusza Finstera. 

Ten strach, który objawił obywatelom Arseniusz Finster, stał za wszystkimi nieracjonalnymi decyzjami ratusza w sprawie referendum. Stał też za radnymi, którzy brali udział w pracach komisji, która tak wspaniale podliczyła głosy obywateli, że sprawa trafiła do sądu, gdzie Urząd Miejski tę sprawę przegrał. Dziś dowiadujemy się dlaczego, Arseniusz Finster boi się efektu domino i myśli "aha, najpierw odwołają Straż Miejską, potem mnie, taki mają plan".

Śpieszę uspokoić Arseniusza Finstera, że takiego planu, jakiego obawia się Arseniusz Finstera opozycja nie ma. 

Jest natomiast zupełnie inny plan i nie wiąże się on z instytucją referendum. Wiąże się jednak z widmem zarządu komisarycznego, który może zostać wprowadzony do Chojnic po decyzji Prezesa Rady Ministrów. W mojej opinii, wydanie takiej decyzji jest w przypadku Chojnic bardzo prawdopodobne w kontekście wieloletniej "finsteryzacji" prawa lokalnego i publicznego podważania autorytetu władz państwowych, szczególnie polskiego sądownictwa. Taka inicjatywa zostanie podjęta. Jeśli władze uznają zarzuty za zasadne, dojdzie do rozwiązania zarówno Rady Miejskiej, jak i zwolnienia z pełnionego urzędu burmistrza i wiceburmistrza Chojnic. Być może, będzie to najkorzystniejsze rozwiązanie dla Chojnic.


Korporatyzm nauczycielski

Pytania o to, jak tworzą się elity polityczne w samorządach, jaka jest do nich droga rekrutacji z jakich środowisk zawodowych i społecznych rekrutują się samorządowcy przywiodło mnie do wstępnego wniosku, na podstawie Chojnic, że w kwestii dystrybucji władzy mamy do czynienia ze zjawiskiem korporatyzmu nauczycielskiego. 

Niestety korporatyzm jest zaprzeczeniem pluralizmu, czyli nieskrępowanej, wolnościowej działalności społecznej i politycznej osób wywodzących się z różnych środowisk. 

Na przykładzie Rady Miejskiej w Chojnicach i władz Chojnic, można wskazać, że największą reprezentację we władzy miejskiej mają nauczyciele. 

Nauczycielami byli, burmistrzowie: Arseniusz Finster i Edward Pietrzyk.

Wśród radnych miejskich, nauczycielami byli lub są: Mariusz Brunka, Kazimierz Jaruszewski, Bogdan Kuffel, Marzenna Osowicka, Marek Szank, Leszek Pepliński. 28,6% składu Rady Miejskiej w Chojnicach to nauczyciele! We władzach miasta natomiast, jest to właściwie 100%. Jak ma się do tego informacja o 7,7% ogółu zatrudnionych w edukacji spośród wszystkich zatrudnionych w  polskiej gospodarce narodowej?

Jest to oczywista nadreprezentacja, wynika pewnie z tego, że nauczycielowi, społeczeństwo bierne i nie uczestniczące przypisuje, jakieś szczególne atrybuty wiedzy i umiejętności potrzebnych do "rządzenia". Skoro "rządzą" w szkołach, dlaczego nie mają rządzić w samorządach? 

Nie powinni. Sama perspektywa wieloletniego dydaktyka jest wybitnie "korporacyjna". Nauczyciel ma zwykle nawyki: 
- braku akceptacji dla różnicy zdań;
- wymagania posłuszeństwa;
- braku umiejętności konfrontacji spostrzeżeń i punktów widzenia;
- wrażenie "nieomylności";
- przypisywanie sobie prawa do "nauczania" poza szkołą;
- reprodukcji postaw i zachowań cementujących zastaną strukturę społeczną (z gruntu brak akceptacji ruchliwości społecznej, społecznego awansu);
- odbierania krytyki ad personam, brak umiejętności prowadzenia sporów;
- posługowanie się systemem "kar i nagród" wobec swych oponentów i współpracowników;
- zawyżona ocena swoich działań;
- niechęć do poddawania się ocenie wobec innych;
- brak zrozumienia wyzwań świata głęboko pragmatycznego;
- rozplotkowania i myślenia kategoriami stereotypu;
- niechęć do osiągania mierzalnych efektów.

Wyjątki zdarzają się w każdym gatunku w naszym ekosystemie. Jednak, nadreprezentacja nauczycielska w samorządach jest zajwiskiem szkodliwym dla utrwalania się demokracji i rozwoju otwartego społeczeństwa obywatelskiego. W tej kwestii, to nie nauczyciele muszą się zachować inaczej, bowiem oni czerpią "z renty społecznej", ale to inne grupy społeczne i zawodowe powinny się bardziej uaktywnić, aby zmienić niekorzystny dla nich i dla społeczeństwa skład u władz. 

Nauczyciele do szkół, obywatele do władzy! :)





sobota, 7 listopada 2015

"Adwokat" Brunka

Jak to się mówi w ludowym porzekadle, "myślałem, że się lewą ręką przeżegnam", kiedy słuchałem stanowiska Mariusza Brunki wobec ujawnionego przeze mnie dokumentu porozumienia pomiędzy Fundacją Fuhrmanna, a Urzędem Miejskim, z którego wynikają zobowiązania w dla miasta w postaci kosztów pokrywania działalności Fundacji w określonym umową zakresie (http://polityka-chojnice.blogspot.com/2015/11/kumoterstwo-chojnickie.html  ). 

Otóż Mariusz Brunka, mówi tak (dla www.chojnice.tv): 


"Fundacja Fuhrmanna nigdy z jakichkolwiek tytułów nie otrzymała nigdy z gminy miejskiej Chojnice, jakichkolwiek pieniędzy", więc zapraszam w związku z tą nieprawdą do lektury poniższego dokumentu z którego jasno wynika, że inicjatywa przyjazdu do Chojnic prof. S. Hicksa, która była inicjatywą tej Fundacji, a Profesor przybył do Polski na jej zaproszenie była współfinansowana przez Urząd Miejski w Chojnicach, jeszcze zanim podpisano w 2015 r. umowę o współpracy, pomiędzy tymi podmiotami:


Dalej, Mariusz Brunka mówi: [...] pan Zientkowski został przewodniczącym Rady Wydawniczej zanim objął stanowisko pełnomocnika burmistrza i faktycznie zaprzestał pełnić tej funkcji z chwilą, kiedy nim został"

W związku z tą wypowiedzią, zapraszam, aby przyjrzeć się poniższemu zdjęciu. Jest to strona redakcyjna książki "Opowieść Rzeźnika", wydanej w czerwcu 2015 r., ponad pół roku po tym, jak dr Zientkowski zaczął pracować w Urzędzie Miejskim, Zientkowski nadal był przewodniczącym Rady Wydawniczej (a umowę Fuhrmann - Miasto podpisano w kwietniu 2015 r.):





Poza tymi wypowiedziami wątpliwości nie ulega to, że publiczne występowanie Mariusza Brunki w roli adwokata dr Zientkowskiego, jest kolejnym dowodem na to, iż zasadnym jest pytać, jaką rolę w Urzędzie Miejskim pełni dr Zientkowski i czyim jest pracownikiem?

Umowa kumoterska, bo tak będę ją nazywał, umowa pomiędzy kolegami z tej samej organizacji, otwierająca pełną możliwość do finansowania ich działań przez Urząd Miejski w Chojnicach została zawarta i jest to na piśmie, poza tym nie trzeba prowadzić żadnych dyskusji, tylko wreszcie wyciągnąć odpowiednie wnioski. Brunka swoimi słowami, bez poparcia w dokumentach próbuje podważyć rzeczywistość wynikającą z dokumentów i uważa, tak jak i burmistrz Chojnic, że tylko dlatego, iż On to mówi, to jest to prawda. 

Dlaczego będę utrzymywał, że Mariusz Brunka kłamie? Bo działa świadomie, jest prawnikiem, jest doktorantem Uniwersytetu Gdańskiego (tam ma otwarty od 2012 r. przewód doktorski), więc wie dokładnie co robi. PROSZĘ W ZWIĄZKU Z TYM, ABY MARIUSZ BRUNKA przestał mnie obrażać, bowiem, ja nie konfabuluję, ale czytam w dobrej woli, ze zrozumieniem i mają na względzie interes społeczny o którym chyba radny Brunka zapomniał w wyniku zbyt częstego towarzystwa Arseniusza Finstera. 

piątek, 6 listopada 2015

Miasto groszem nie sypało

Jeśli dobrze zrozumiałem treść pisma, jaką dziś otrzymałem z Urzędu Miejskiego, to ratusz nie finansował wydania książki stanowiącej zbiór twórczości Kazimierza Kummera, tym bardziej dziwią mnie słowa wdowy po K. Kummerze, która wyraźnie stwierdziła, że "miasto sypnęło groszem" (http://polityka-chojnice.blogspot.com/2015/10/miasto-sypie-groszem.html). 

Niemniej, prezentuję poniżej całość odpowiedzi z ratusza, na moje pytanie o ewentualne finansowanie lub współfinansowanie wspomnianego wydawnictwa:


wtorek, 3 listopada 2015

Inteligentne Chojnice

W bliskiej przyszłości, podejmiemy działania w celu prezentacji projektu, które będzie wdrażać przyszłe stowarzyszenie Kocham Chojnice, projekt będzie miał nazwę "Inteligentne Chojnice" i będzie bazował na doświadczeniach miast świata, które wdrożyły rozwinięte technologie w życie miasta, celem uzyskania jak najwyższej jakości życia mieszkańców poprzez rozwój komunikacji publicznej, poważne inwestycje w kapitał ludzki i społeczny oraz dzięki znacznemu wspomaganiu inicjatyw społecznych i obywatelskich, co zwiększy partycypację obywateli w życiu naszego miasta. 


"Inteligentne Chojnice", bo kocham Chojnice!

Kumoterstwo chojnickie

Dziś bardzo smutny dzień nastał, bowiem otrzymałem z Urzędu Miejskiego odpowiedź, na moje zapytanie o współpracę Urzędu Miejskiego z Fundacją Fuhrmanna, której szefuje, jako prezes Mariusz Brunka, a w której zasiada także dr Przemysław Zientkowski (przewodniczący Rady Wydawniczej tej Fundacji), który jest zresztą pełnomocnikiem burmistrza ds. rozwoju i współpracy naukowej.

Znamienne jest to, że spotkania z nauką, które przykładowo prowadziło też w przeszłości Stowarzyszenie Arcana Historii i myśmy zapraszali na te spotkania wykładowców nauk społecznych, nie wiązały się z żadnym obciążeniem dla miasta czy też dla podatnika i większość z nich odbywała się też poza budynkami użyteczności publicznej, co tym bardziej nie rodziło kosztów. Z jaką praktyką mamy teraz do czynienia?

Mariusz Brunka kontrkandydat Finstera do fotela burmistrza Chojnic z 2014 r. (zresztą człowiek, którego promowałem), jako prezes Fundacji Fuhrmanna, podpisuje umowę ze swoim kolegą, który w niesławie opuścił Projekt Chojnicką Samorządność (PChS) i który jest między innymi przewodniczącym rady wydawniczej Fundacji Fuhrmanna i jednocześnie pełnomocnikiem burmistrza. Czyli wygląda to tak, że podpisują Panowie umowę sami ze sobą, pomiędzy sobą i dla swego interesu. Niestety wbrew temu, co Arseniusz Finster napisał do mnie (patrz kopia odpowiedzi poniżej), a napisał wpierw, że umowa z dnia 2 kwietnia 2015 r. pomiędzy Urzędem Miejskim, a Fundacją nie rodzi żadnych zobowiązań finansowych w umowie jest jasny zapis, że do obowiązków Miasta Chojnice należy pokrycie kosztów programu (paragraf 1, pkt. 4). Oprócz więc ewentualnych honorariów dla wykładowców, jak można wnioskować z umowy, Miasta Chojnice, pokryje niebawem także koszty wydania publikacji, gdyż w umowie mowa o "zwieńczeniu publikacją". 



Na kpinę zakrawa fakt, że ta umowa nie była znana opinii publicznej i co więcej stawia to pod wielkim znakiem zapytani zarówno wiarygodność Mariusza Brunki, jako członka opozycji i jego działania w Radzie Miejskiej, jak i dra Przemysława Zientkowsiego, jako urzędnika. Mariusz Brunka w mojej opinii właśnie stracił jakąkolwiek legitymację do reprezentowania opozycji w Radzie Miejskiej, gdyż jego organizacja w sposób skryty czerpie korzyści ze współpracy z władzą, którą w przypadku tej umowy reprezentował Jego kolega występujący w imieniu Burmistrza Chojnic. Zastanówmy się bowiem, na jakich zasadach podchodzą do uzyskania pieniędzy publicznych na wykonywanie zadań publicznych inne organizacje w mieście? Otóż występują o granty, konkurując przed komisją o bardzo skromny budżet, dlaczego wobec Fundacji Fuhrmanna stosuje się takie właśnie umowy, które, jak z nich wynika niosą dla miasta koszty? Czy określona grupa osób, tworzy w Chojnicach monopol w sferze rozwoju kultury i promowania nauki, korzystając na zasadach koleżeństwa i znajomości z dostępu do finansów publicznych? Przecież Przemysław Zientkowski jest zarówno urzędnikiem miejskim, jak i przewodniczącym Rady Wydawniczej Fundacji. Czy w ten sposób buduje się dorobek naukowy dla jednej osoby i historie działalności jednej z fundacji w mieście? Na pewno jest to poważny konfliktów interesów.

Poniżej znajduje się kopia tej umowy. 

Zaznaczam,  że w tych okolicznościach Mariusz Brunka powinien złożyć mandat radnego, a Przemysław Zientkowski powinien zrezygnować z pracy w Urzędzie Miejskim. Jest to kompromitacja tego środowiska. Oczywiście na gruncie prawnym ma to też swoje dość poważne konsekwencje. Osobną sprawą jest kłamstwo przekazane mi na piśmie w odpowiedzi na moje pierwsze zapytanie o współpracę, którego dopuścił się burmistrz Chojnic informując mnie, że z umowy z Fundacją nie wynikają żadne zobowiązania finansowe, kiedy jednak...wynikają. Bardzo się zawodzę na Mariuszu Brunce, coraz bardziej...taką umową nie pochwalił się światu, ani On, ani Burmistrz, ani też dr Przemysław Zientkowski. Dlaczego? Bo wiedzą, że to jest jawne kumoterstwo! I jawność ich działań - czyli publikacja informacji o tej umowie i jej treści podważyła by wiarygodność ich działań, gdyż godzi w postulat przejrzystości działań władzy i postulat niezależności organizacji pozarządowych od władzy samorządowej. Do tego jeszcze, Finster próbował kłamać, abym nie drążył dalej tematu, przecież skłamał w pierwszej odpowiedzi do mnie. Jeśli w tak błahych sprawach dzieją się tak niegodne rzeczy, to co w rzeczywistości dzieje się w chojnickim ratuszu? To, co obserwujemy, to jest jeden wielki spektakl i manipulacja.



sobota, 31 października 2015

Przeciwko prywatyzacji

W 2011 r., wraz ze Stowarzyszeniem Wspólna Ziemia, Arcana Historii organizowały protest na Starym Rynku przeciwko prywatyzacji ostatniego publicznego (samorządowego) przedszkola, tj, PS nr 9.

Wtedy burmistrz Finster, nie chciał nas słuchać, co więcej krzyczał i zakłócał nasze legalne zgromadzenie, bo przybył na nie ze swoim nagłośnieniem w to samo miejsce i o tej samej porze.

Dziś pragnę Wam przypomnieć, to co przygotowałem na tamtejsze spotkanie z mieszkańcami. Poniżej znajduje się oryginalny i cały tekst, jaki przygotowałem na tamten protest. Wtedy Finster nie słuchał i odżegnywał nas od czci, obecnie jest obwnionym i przypuszczam,że będzie ukarany przez Regionalną Izbę Obrachunkową w Gdańsku.

Oto treść mojego tekstu, jaki przygotowałem na wystąpienie na Starym Rynku w 2011 roku:

 Kwestia cedowania odpowiedzialności za funkcjonowanie chojnickich przedszkoli na sąsiednie samorządy.


Szanowni Państwo,

W swej wypowiedzi poddanej rygorowi czasu, przedstawię Państwu historię i stan teraźniejszy prób cedowania odpowiedzialności za funkcjonowanie chojnickich przedszkoli na sąsiednie samorządy. Żeby uniknąć nieporozumień już na wstępie powiem, że takie działanie jest niemożliwie, a sam tytuł mego wystąpienia jest tak skonstruowany aby obnażyć niemoc i nieporadność tych, którzy chcieliby w Chojnicach sprywatyzować ostatnie samorządowe przedszkole. W pierwszym rzędzie mam tutaj na myśli burmistrza i większą część członków Rady Miejskiej Chojnic. Przedstawię brak możliwości prawnych przeprowadzenia prywatyzacji ostatniej placówki, oraz brak możliwości cedowania odpowiedzialności za określanie wartości dopłat do przedszkoli niepublicznych na podstawie stawek funkcjonujących w „sąsiedniej” gminie. Ukażę ekonomiczny imperatyw dążenia do prywatyzacji ze strony władz miasta przy braku możliwości prawnych – tym samym wskażę proces naruszania prawa i tworzenia aktów prawa miejscowego niezgodnych z aktami wyższego rzędu. Oficjalnie słyszymy, że prywatyzacja jest podyktowana chęcią wcielania w życie idei prywatyzacji w gminie i szukania oszczędności przy głoszeniu istnienia ku tej prywatyzacji odpowiednich możliwości prawnych.

Aby nadać przejrzystość swemu wystąpieniu, wprowadziłem odpowiednią systematykę tego co chcę Państwu przedstawić, i tak oto prezentuje się plan mojego wystąpienia:

  1. Geneza problemu – próby prywatyzacji przedszkola nr 9
  2. Moje tezy
  3. Moje diagnozy i analizy
  4. Moje postulaty

Ad. 1. Przedszkole numer 9 próbowano już sprywatyzować w roku 2007 wraz z pozostałymi przedszkolami samorządowymi. Sprzeciw pomysłowi prywatyzacji wszystkich przedszkoli zgłosiła kurator oświaty Pani Anna Lis, podstawą jej stanowiska sprzeciwiającego się prywatyzacji wszystkich przedszkoli była ustawa o systemie oświaty, a konkretnie jej artykuł 59 ust. 1,2, i 2b. O ile w roku 2004 i 2011 punkt 1 wspomnianego artykułu nie uległ zmianie, to już artykuł 2 uległ zmianie w międzyczasie i o ile brzmiał : Szkoła, profil kształcenia ogólnozawodowego lub zawód, w jakim szkoła kształci, a także placówka publiczna prowadzona przez jednostkę samorządu terytorialnego, z zastrzeżeniem ust. 2a, mogą zostać zlikwidowane po uzyskaniu pozytywnej opinii kuratora oświaty, a w przypadku szkoły rolniczej także ministra właściwego do spraw rolnictwa, a szkoła lub placówka publiczna prowadzona przez inną osobę prawną lub osobę fizyczną - za zgodą organu, który udzielił zezwolenia na jej założenie. W przypadku szkoły i placówki artystycznej jest wymagana pozytywna opinia ministra właściwego do spraw kultury i ochrony dziedzictwa narodowego.

To teraz uzyskał brzmienie: Szkoła lub placówka publiczna prowadzona przez jednostkę samorządu terytorialnego może zostać zlikwidowana po zasięgnięciu opinii organu sprawującego nadzór pedagogiczny, a szkoła lub placówka publiczna prowadzona przez inną osobę prawną lub fizyczną - za zgodą organu, który udzielił zezwolenia na jej założenie

Ten subtelny zapis w znowelizowanej ustawie daje, jak mniemam, władzom Chojnic nadzieję, na możliwość prywatyzacji przedszkola, do tego jeszcze wrócę. Przedszkole chciano sprywatyzować w 2007 roku, ale nie zezwalało na to prawo, natomiast tak Pan Finster to wtedy komentował:
Jedno przedszkole publiczne, pięć niepublicznych, taki system. Dlaczego taki? Ja z pełnym zrozumieniem odnoszę się do sytuacji, w której w Chojnicach powinna być baza wymiarowania kosztów tych przedszkoli, które będą u nas, ponieważ musimy sobie zdawać sprawę z tego, że baza wymiarowania kosztów w innych miastach jest o wiele niższa. Dzisiaj jest tak, że w Szczecinku, w Kościerzynie, w innych miastach finansowanie tych gmin wynosi około 250 zł, u nas wynosi 400 zł. Wybór padł na Przedszkole nr 9 z kilku powodów. Powód pierwszy – bo największe przedszkole. Powód drugi – bo są tam oddziały integracyjne. Powód trzeci – jest to najdroższe przedszkole w prowadzeniu. Dlatego zostawiamy największe i najbardziej skomplikowane.

Dziś jak wskazałem, są według włodarza inne uwarunkowania prawne, tak o nich mówił na ostatniej sesji RM; Chcieliśmy zrobić wszystkie, sprywatyzować wszystkie placówki, ale nie było zgody wówczas Ministerstwa Edukacji Narodowej i Kuratorium Oświaty, wtedy był wymóg, że jedno przedszkole musi być publiczne. W tej chwili tego wymogu nie ma, bo nie jest potrzebna zgoda Kuratorium, tylko jest potrzebna opinia i te uwarunkowania zmieniły się całkiem niedawno, dlatego kończymy ten proces. 

Niestety w błędnej dedukcji urzędnicy, radni i burmistrz nie dostrzegają, że po zasięgnięciu opinii Kurator nadal ma możliwość realnego zablokowania prywatyzacji ostatniego przedszkola w gminie i zdając sobie sprawę z obowiązków wynikających z ustawy o samorządzie gminnym i z ustawy o systemie oświaty Kuratorzy w praktyce już blokują możliwość prywatyzacji ostatniego przedszkola.

W Chojnicach w tym roku przemówiły względy ekonomiczne, budżet pęka w szwach, płacić mają za to rodzice przedszkolaków. Wynika z tego, że najpierw wyliczono miesięczny koszt bieżący w 2011 na jednego przedszkolaka w PS – 9 na 591 zł (rok wcześniej – 566 zł). Gdy okazało się, że w ostatecznej wersji projektu budżetu jest mniej pieniędzy na przedszkola, niż rok temu, kwotę „obcięto” dla ps9 na 468 zł. O sytuacji alarmował wielokrotnie dyrektor Ziarno z Urzędu Miejskiego.  Godne uwagi jest również wystąpienie Pana Dyrektora na wspólnym posiedzeniu Komisji Kultury i Sportu oraz Komisji Edukacji z dnia 19.01.2011 r. Na tym posiedzeniu Pan Dyrektor w pkt 3) porządku obrad wyjaśnił jak była obliczana dotacja. Szczególnie ważny jest ten fragment wypowiedzi Pana Dyrektora, w którym stwierdza on, iż „ustawa nic nie mówi o tym, że mamy teraz od tego [czyli od wydatków bieżących – przyp. aut.] odliczać jakby te dochody, które uzyskujemy od rodziców”. Następnie Pan Dyrektor oświadcza, że obliczona przez przedszkole publiczne dotacja na 1 ucznia w 2011 r. wyniosła 591 zł i „taki materiał został przekazany Pani Skarbnik” jako założenie do budżetu. Wskazuje również, że uprzednio otrzymał „sygnały, że taka kwota jest niemożliwa, bo musimy bilansować budżet i należy tą kwotę obciąć”. W związku z tymi sygnałami Pan Dyrektor wskazał, że „należało podejmować pewne próby [obcięcia kwoty – przyp. aut.] i takie próby podjęliśmy, chociaż ja do końca nie wiem, czy one były właściwe i jak one się zakończą (…)”. Proszę wreszcie zwrócić uwagę, że na przedmiotowym posiedzeniu Pan Dyrektor wskazał, że kwota wydatków bieżących w wysokości 591 zł naliczona przez przedszkole publiczne, która powinna stanowić podstawę naliczenia dotacji, była jak najbardziej prawidłowo naliczona, zatem odliczenie wymienionych w zarządzeniu wydatków na żywność oraz czesnego było pozbawione postawy prawnej.


Oto tragizm sytuacji ekonomicznej ukazany w protokołach z posiedzień komisji:

Trochę więcej jak 350 zł. I teraz jest pytanie wobec tego, jeżeli 350 zł, no to są skutki finansowe jakieś i to by była kwota ok. 300 tys. zł, tak z grubsza licząc szacunkowo, które by jeszcze należało do tych dotacji dołożyć. No, ale jest py-tanie skąd ją wziąć? Pozostawiam to na razie jakie pytanie otwarte.
Radny Józef Skiba – czy w takim razie prowadzący te palcówki przedszkolne nie będą podwyższać opłat za przedszkole?
p.Ziarno – trudno mi powiedzieć.
Radny Józef Skiba – a jeżeli nie, to czy to się nie dobije na jakości powiedzmy wycho-wania, utrzymania tych dzieci w tych placówkach?
p.Ziarno – trudno mi tutaj powiedzieć. No, na pewno jak są gorsze środki, no to na pewno są gorsze możliwości. Natomiast na ile, to nie wiem.
Radny Józef Skiba – czy my mamy jakieś prawo, czy moc ustalania górnej granicy opłat dokonywanych przez rodziców? Bo np. prowadzący, gdy dostanie niższą kwotę z miasta, to będzie mógł to odzyskać poprzez podniesienie opłaty, która uiszczają rodzice.
p.Ziarno – takiej możliwości nie mamy. My nie mamy możliwości wpływu

Sam burmistrz na jednym z posiedzeń komisji przyznał, że nie ma możliwości prywatyzacji ostatniego przedszkola…

W Biskupcu w woj. Warmińsko – mazurskim uniemożliwiono gminie prywatyzację przedszkola właśnie przez wzgląd na nieodpowiednią interpretację przepisów ustawy o systemie oświaty konkretnie zapisów w artykule 59.

Finster chciałby przerzucić wyznaczanie wartości dopłat do przedszkoli niepublicznych na któreś z gminy „sąsiedniej” oczywiście najlepiej to z najniższą wartością dopłaty, ale jest to również prawnie niemożliwe, bo jeśli w sąsiedniej gminie wiejskiej Chojnice nie ma przedszkola publicznego, to znaczy, że za sąsiednią gminę można traktować każdą gminę w Polsce, bo ustawodawca nie definiuje to ma na myśli przez gminę „sąsiednią”. Tym sposobem znaleźlibyśmy się w kuriozalnej sytuacji, której zdaje się nikt jeszcze nie przemyślał.

Moje tezy są następujące:

  1. Zabrakło pieniędzy w kasie miasta, należy wszelkimi sposobami choćby chwilowymi i kosztem społecznym łatać braki.
  2. Dokonuje się proces, który można nazwać finsteryzacją prawa – specyficzną formułą interpretacji przepisów. Przykład:
Powstaje zatem uzasadnione pytanie – czemu w 2010 r. Pan Burmistrz nie odliczył od wydatków bieżących czesnego rodziców a zrobił to w 2011 r.?


  1. Nie należało sprzedawać nieruchomości w procesie prywatyzowania przedszkoli, a jedynie je dzierżawić
Oto potwierdzenie:
Anna Lis (kurator oświaty 2007) wyraziła zgodę na likwidację pięciu z nich i pozostawienie PS 9 jako publicznego. Wniosła uwagę, że „Będzie to warunkiem ustalenia dotacji z budżetu miasta na koszty utrzymania 1 dziecka i naliczenie budżetów pozostałym przedszkolom niepublicznym. (…) Propozycja prowadzenia przedszkoli niepublicznych w pierwszej kolejności zostanie przedstawiona dotychczasowemu personelowi wraz z bezpłatnym użytkowaniem dotychczasowych obiektów.” – kurator sugerowała też bezpłatne użytkowanie obiektów, a miasto obiekty sprzedało…

  1. Nie ma warunków prawnych, które umożliwiałyby prywatyzację ostatniego przedszkola jest to sprzeczne z postanowieniami ustawodawcy.
  2. Nie ma podstaw prawnych do dowolnego interpretowania pojęcia koszty bieżace.I tutaj słusznie Panie dyrektorki zauważyły czynnik ekonomiczny jako ten który był podstawą działania ratusza z naruszeniem prawa i tak pisały:
Działanie takie uważamy za nieuprawnione, ponieważ ustawa o systemie oświaty wprowadza sztywne kryteria obliczania dotacji, wśród których nie ma możliwości ich obniżania z uwagi na kryterium ekonomiczne udzielającego dotacji.


  1. Rada Miejska podejmie uchwałę o prywatyzacji co doprowadzi do zaostrzenia konfliktu i do przewlekłych problemów natury prawnej związanych z określaniem dopłat do przedszkoli niepublicznych. Będzie to na rękę rządzącym Chojnicami.
  2. Prawo uniemożliwia likwidację ostatniej publicznej placówki.
  3. Chęć prywatyzacji przedszkola to również wyraz braku braku odpowiedzialności za samorząd.
  4. przedszkolom niepublicznym udziela się najniższego możliwego i ustawowo dopuszczalnego dofinansowania, które i tak okazuje się być zaniżone – przykład orzeczenia WSA i sprawa definiowania tzw. kosztów bieżących.
  5. Mamy paradoksalną sytuację w której, przedszkolanki ze sprywatyzowanych przedszkoli sądują się z Urzędem Miasto o wartość kwoty bazowej (czyli tej obliczanej dla PS9)
  6. Burmistrz stosuje instrumentalne metody w dyskursie publicznym i dostosowuje prawdy do swoich racji. Przykładem niech będzie ta wypowiedź:

- Kilka razy Arseniusz Finster narzekał na to, że właścicielki niepublicznych przedszkoli, wbrew jego radom, utworzyły holding, razem działają. „Można założyć się, że jak podniosą opłatę stałą, to o tyle samo. Czyli jest podzielony rynek, nie ma konkurencji cenowej pomiędzy przedszkolami. (…) Nie może być tak, że mamy sprywatyzowane przedszkola i mówią one jednym głosem. One muszą ze sobą konkurować. Zrobię wszystko, aby rozbić ten układ, ten holding.” – stwierdził burmistrz.
Dziś burmistrz Finster twierdzi, że nie ma mowy o żadnych zmowach cenowych i ślepo każe wierzyć w wolny rynek, prawda taka, że nie ma pieniędzy w budżecie miasta i cały powód zmiany zdania przez burmistrza.

A to inny przykład koniunkturalnego stanowiska burmistrza:
Burmistrz Arseniusz Finster na tej sesji uzasadniał decyzję, posiłkując się argumentami z uzasadnienia postanowienia Kurator Oświaty z 13.03.2007 r.: - Jedno przedszkole publiczne, pięć niepublicznych, taki system. Dlaczego taki? Ja z pełnym zrozumieniem odnoszę się do sytuacji, w której w Chojnicach powinna być baza wymiarowania kosztów tych przedszkoli, które będą u nas, ponieważ musimy sobie zdawać sprawę z tego, że baza wymiarowania kosztów w innych miastach jest o wiele niższa. Dzisiaj jest tak, że w Szczecinku, w Kościerzynie, w innych miastach finansowanie tych gmin wynosi około 250 zł, u nas wynosi 400 zł. Wybór padł na Przedszkole nr 9 z kilku powodów. Powód pierwszy – bo największe przedszkole. Powód drugi – bo są tam oddziały integracyjne. Powód trzeci – jest to najdroższe przedszkole w prowadzeniu. Dlatego zostawiamy największe i najbardziej skomplikowane.


  1. Forma stosowanego przez burmistrza nacisku na przedszkolanki, stanowi formę pewnego szantażu politycznego, otóż w mediach pojawiała się w lutym taka wypowiedź burmistrza:

- Mamy ustną opinię RIO w Gdańsku, że nasz sposób naliczania dotacji jest prawidłowy. Jeśli przegramy sprawę w sądzie, to wyrównamy te brakujące 73 złote do kwoty, która uwzględniałaby w podstawie opłatę stałą. Mamy w budżecie takie rezerwy. Sądzę jednak, że te panie nie byłyby na tyle pazerne, żeby naliczały nam odsetki.” – powiedział burmistrz Arseniusz Finster. – luty 2011-09-10

A potem: Nie mam najmniejszych wątpliwości, że za okres wrzesień – grudzień 2009 wystawimy decyzje administracyjne, jeżeli wyniki kontroli UM wykażą, że dotacje zostały wydane niezgodnie z przeznaczeniem lub nie wydatkowano ich wcale. Zażądamy wtedy ich zwrotu.”  - mówi Wajlonis dnia 25.02.2011


Dziś znamy wynik z WSA, o dopłatach nie ma mowy, o wywiązywaniu się z wypowiadanych słów też, natomiast w międzyczasie były groźby urzędu po kontroli w przedszkolach o zwrotach części dopłat które UM wpłaca przedszkolom niepublicznym.

13. Rada Miejska nie spełnia nałożonej na nią roli organu uchwałodawczego, zaczyna się wydawać, że to Arseniusz Finster zgromadził w swoim ręku pełnię władzy tak uchwałodawczej jak i wykonawczej. Czy to jest normalne?

Oto przykład:
Andrzej Mielke. Nie miał on jednak pytań, gdyż wygłosił jedynie oświadczenie, że „burmistrz przejawił należną i roztropną troskę o budżet miasta zgodny z prawem.

14. Przypadki specjalne dotyczące prywatyzacji przedszkoli może stanowić przykład gminy Cewice – nie mieli swojego przedszkola samorządowego, ktoś założył prywatne, jako podstawę dotacji zaczęto brać wartość dopłat do publicznego z sąsiedniej gminy, po czasie stworzono swoje przedszkole samorządowe, bo chciano mieć jakikolwiek wpływ na wartość dopłat do przedszkoli prywatnych.

Postulaty:
  1. Powołanie społecznej Komisji ds. wyjaśnienia przyczyn i sensowności zgłaszanej prywatyzacji.
  2. wprowadzenie natychmiastowych oszczędności w wydatkach UM, poza przedszkolami.


Rzeczowo
  1. Geneza prywatyzacji
  2. Przepisy artykułu 59 ustawy o systemie oświaty oraz o samorządzie gminnym, wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego
  3. Sprawa Biskupca, gdzie właśnie artykuł 59 zaważył na decyzji wojewody o uchyleniu uchwały, co więcej, tam jest już jasno – po skierowaniu przez gminę sprawy do WSA, że nie ma możliwości przeprowadzenia prywatyzacji ostatniego przedszkola.
  4. Wątpliwości budzi treść obu uchwał o prywatyzacji przedszkoli w roku 2007. W każdej z tych uchwał w paragrafie numer dwa, widnieje podobny zapis, który nie uwzględnia zapisów ustawy o systemie oświaty, konkretnie artykułu 59 tej ustawy choć jednocześnie podaje się, że artykuł ten stanowi podstawę prawną podjęcia uchwały o prywatyzacji.

I tak mamy zapis w paragrafie numer 2, który mówi:

W pierwszej z uchwał z 26 lutego:

W przypadku likwidacji w/w przedszkoli zapewnić dzieciom dotychczas do nich uczęszczającym oraz innym, możliwość korzystania z przedszkoli niepublicznych oraz z oddziałów zerowych w szkołach publicznych. TAKI jest zapis, kiedy ustawodawca jasno mówił i mówi, że nauka musi być kontynuowana w jednostkach tego samego typu . Oto pełen zapis z artykułu 59,: Szkoła publiczna, z zastrzeżeniem ust. 1a i 2, może być zlikwidowana z końcem roku szkolnego przez organ prowadzący szkołę, po zapewnieniu przez ten organ uczniom możliwości kontynuowania nauki w innej szkole publicznej tego samego typu  - stan prawny na rok 2007.

W poprawionej uchwale RM o prywatyzacji czytamy w nieco zmienionym paragrafie 2:
„Zapewnić dzieciom dotychczas do nich uczęszaczajacym oraz innym, możliwość korzystania z przedszkoli niepublicznych oraz oddziałów zerowych w szkole publicznej” – stan prawny od lutego do kwietnia nie zmienił się i nadal ustawodawca ustawą o systemie oświaty mówił: Szkoła publiczna, z zastrzeżeniem ust. 1a i 2, może być zlikwidowana z końcem roku szkolnego przez organ prowadzący szkołę, po zapewnieniu przez ten organ uczniom możliwości kontynuowania nauki w innej szkole publicznej tego samego typu.

Obecnie zapis artykułu 59 brzmi dosłownie:
Art. 59. 1. Szkoła publiczna, z zastrzeżeniem ust. 1a i 2, może być zlikwidowana z końcem roku szkolnego przez organ prowadzący szkołę, po zapewnieniu przez ten organ uczniom możliwości kontynuowania nauki w innej szkole publicznej tego samego typu, a także odpowiednio o tym samym lub zbliżonym profilu kształcenia ogólnozawodowego albo kształcącej w tym samym lub zbliżonym zawodzie. Organ prowadzący jest obowiązany, co najmniej na 6 miesięcy przed terminem likwidacji, zawiadomić o zamiarze likwidacji szkoły: rodziców uczniów (w przypadku szkoły dla dorosłych - uczniów), właściwego kuratora oświaty oraz organ wykonawczy jednostki samorządu terytorialnego właściwej do prowadzenia szkół danego typu.
1a. Szkoła w zakładzie poprawczym lub schronisku dla nieletnich oraz szkoła przy zakładzie karnym lub areszcie śledczym może być zlikwidowana w każdym czasie, po zapewnieniu uczniom możliwości kontynuowania nauki w innej szkole.
2. Szkoła lub placówka publiczna prowadzona przez jednostkę samorządu terytorialnego może zostać zlikwidowana po zasięgnięciu opinii organu sprawującego nadzór pedagogiczny, a szkoła lub placówka publiczna prowadzona przez inną osobę prawną lub fizyczną - za zgodą organu, który udzielił zezwolenia na jej założenie.
2a. (uchylony).
2b. (uchylony).
3. Dokumentację zlikwidowanej szkoły publicznej przekazuje się organowi prowadzącemu szkołę, z wyjątkiem dokumentacji przebiegu nauczania, którą przekazuje się organowi sprawującemu nadzór pedagogiczny, w terminie jednego miesiąca od dnia zakończenia likwidacji.
4. Dokumentację zlikwidowanej szkoły lub placówki publicznej prowadzonej przez osobę prawną lub fizyczną przekazuje się właściwemu organowi jednostki samorządu terytorialnego, o którym mowa w art. 58 ust. 3.
5. Przepisy ust. 1-4 stosuje się odpowiednio do placówek publicznych, z wyjątkiem warunku o likwidacji z końcem roku szkolnego.
6. Przepisy ust. 1-5 i art. 58 stosuje się odpowiednio w przypadku przekształcenia szkoły lub placówki.
7. Organ prowadzący szkołę lub placówkę może przenieść kształcenie w określonym zawodzie z tej szkoły lub placówki do innej szkoły tego samego typu lub innej placówki tego samego rodzaju prowadzonej przez ten organ, po zawiadomieniu, co najmniej na 6 miesięcy przed terminem przeniesienia, kuratora oświaty i rodziców uczniów, a w przypadku szkoły dla dorosłych - uczniów.
8. Przepisów ust. 1-5 nie stosuje się w razie przekazania przez jednostkę samorządu terytorialnego prowadzenia szkoły lub placówki publicznej osobie prawnej niebędącej jednostką samorządu terytorialnego lub osobie fizycznej.
9. Przekazanie, o którym mowa w ust. 8, jest równoznaczne z likwidacją dotychczasowej formy organizacyjno-prawnej szkoły lub placówki, w rozumieniu przepisów ustawy z dnia 30 czerwca 2005 r. o finansach publicznych.

TYTUŁEM PODSUMOWANIA:
Z protokołu z sesji z 17.08.2011,

Finster mówi:
Chcieliśmy zrobić wszystkie, sprywatyzować wszystkie placówki, ale nie było zgody wówczas Ministerstwa Edukacji Narodowej i Kuratorium Oświaty, wtedy był wymóg, że jedno przedszkole musi być publiczne. W tej chwili tego wymogu nie ma, bo nie jest potrzebna zgoda Kuratorium, tylko jest potrzebna opinia i te uwarunkowania zmieniły się całkiem niedawno, dlatego kończymy ten proces.   – jest to nieprawda w obliczy nie zmienionego (nie znowelizowanego przepisu ustawy o systemie oświaty, konkretnie mowa o art. 59, ale też i o niezmienionych kompetencjach Kuratora Oświaty w zakresie przedmiotowego opiniowania takich spraw). Czyli opinia jest na podstawie wydanego postanowienia Kuratora Oświaty wiążąca, jaka była w roku 2007 każdy już wie – pozostawić przedszkole samorządowe nr 9!

- artykuł 7 punkt 1, ustawy o samorządzie gminnym mówi jasno, że Zaspokajanie zbiorowych potrzeb wspólnoty należy do zadań własnych gminy.
W szczególności zadania własne obejmują sprawy: i tutaj czytamy podpunkt 8:
- edukacja publiczna









































„Rada Przedszkola.

Jako rodzice dzieci Przedszkola Samorządowego Nr 2 „Bajka” pragniemy wyrazić swój głęboki niepokój w związku z przedstawionymi nam przez Pana Burmistrza planami prywatyzacji przedszkoli Chojnickich. Sądzimy, że podobnie jak i nam leży Panu na sercu przyszłość miasta, ale uderza Pan swoimi poczynaniami w jej podstawy — odbierając naszym dzieciom szansę na prawidłowy rozwój w odpowiednio do tego przygotowanych placówkach pod okiem wykwalifikowanej kadry nauczycielskiej. W dodatku zaskakuje nas Pan tym projektem, nie dając nam możliwości wyrażenia swej opinii. Przed podjęciem tak ważnej dla społeczności miasta i okolic decyzji należy przecież przeprowadzić szeroką dyskusję publiczną, która umożliwia wybór najlepszego rozwiązania. Zwracając się z apelem o rozpoczęcie właściwych konsultacji społecznych, przedstawiamy swoje stanowisko.
1)      Wbrew wstępnym zapewnieniom Pana Burmistrza uważamy, że prywatyzacja przedszkoli spowoduje na pewno znaczny wzrost opłaty za pobyt dziecka w przedszkolu, czego konsekwencją będzie rezygnacja z tej formy opieki nad dzieckiem przez rodziny o niskich zarobkach. Przy prorodzinnej polityce rządu RP i tendencji równania do standardów europejskich krok Rady Miejskiej będzie prawdziwym anachronizmem.
Zgodnie z ust. 5 art. 5 „Ustawy o systemie oświaty” zakładanie i prowadzenie publicznych przedszkoli należy do zadań gmin. Przedszkola takie prowadzą rekrutację dzieci w oparciu
o zasadę powszechnej dostępności. Ta zasada będzie złamana w przypadku, gdy wszystkie chojnickie przedszkola ulegną przekształceniu, a obserwując dotychczasowe działania władz naszego miasta takie rozwiązanie „problemu” jest niestety realne. Nas nie stać na drogie, prywatne przedszkola!
2)      Obawiamy się również, że skutkiem prywatyzacji będzie rezygnacja z wykwalifikowanej, doświadczonej i kompetentnej, ale z punktu widzenia ekonomii i wolnego rynku nieopłacalnej (za drogiej), kadry nauczycielskiej i zatrudnienie osób przypadkowych. Pociągnie to za sobą także redukcję etatów kadry pomocniczej — woźnych i tym samym zagrozi bezpieczeństwu naszych pociech. Prześladuje nas wizja przedszkola, w którym jedna opiekunka pracując przez 8 godzin z 40 podopiecznymi stara się nad nimi zapanować i uchronić przed niebezpieczeństwem.
A gdzie proces dydaktyczny, troska o rozwój emocjonalny wychowanków, indywidualizacja pracy z dzieckiem niepełnosprawnym, nadpobudliwym, czy chociażby nieśmiałym?! Niemożliwe staną się wycieczki do lasu lub do parku, wyjścia do kina itp., przedsięwzięcia tak dobrze nam znane z pobytu naszych dzieci w „Bajce”.
Z listu, który otrzymaliśmy od Pana, wnioskujemy, że celem Pańskich działań ma być stworzenie między innymi konkurencji wśród chojnickich przedszkoli przez powołanie do życia takiej placówki, która podjęłaby się świadczenia usług nowych, na przykład opieki popołudniowej lub weekendowej, zgodnie z oczekiwaniami społecznymi. Jesteśmy przekonani, że istniejące już przedszkola publiczne także są w stanie taką ofertę przygotować. Sądzimy, że władzom miasta nie chodzi o stworzenie „Całodobowej przechowalni dla dzieci”, ale zapewnienie najmłodszym obywatelom szczęśliwego dzieciństwa.
Panie Burmistrzu! W ostatnich wyborach obdarzyliśmy Pana zaufaniem, po raz kolejny wierząc, że okaże się Pan dobrym gospodarzem. Oczekujemy więc, że podejmie Pan dyskusję społeczną na temat przyszłości chojnickich przedszkoli i nie zlekceważy naszych opinii. Apelujemy o ustalenie terminu spotkania z rodzicami dzieci wszystkich przedszkoli i dokładne przedstawienie stanowiska władz w tym konflikcie oraz powstrzymanie się od rozwiązań prawnych do czasu konsultacji
z wszystkimi zainteresowanymi stronami.
Jesteśmy przekonani, że w tych rozgrywkach ekonomicznych zwycięży jednak dobro dzieci.
W załączeniu przesyłamy listę z podpisami rodziców popierających nasz protest.”
Wycinek z odpowiedzi Finstera:

Następnie autorzy listu mówią o ustawie art.5 zakładanie i prowadzenie publicznych przedszkoli należy do zadań gminy. Tak, to prawda.