wtorek, 17 czerwca 2014

Kaczmarek przeciąga Finstera





Kamil Kaczmarek w słowach ostrych i konkretnych, polegając na dokumentach miejskich wykazuje wprost, że Arseniusz Finster manipuluje danymi, a jednocześnie ujawnia, iż miasto Chojnice jest coraz bardziej zadłużane.



Proszę obejrzeć materiał.



Do sprawy prezentacji danych finansowych i ich omówienia, odniosę się w następnym poście.




niedziela, 15 czerwca 2014

Chojnice 1939 książka!


Kilka lat temu obiecałem książkę o wybuchu II wojny światowej w Chojnicach. Nakładem Wydawnictwa Bellona, ukaże się książka, którą napisałem wraz z Andrzej Lorbieckim. W księgarniach będzie na 1 września 2014, w 75 rocznicę wybuchu II wojny światowej. 

Książkę zapowiada już Merlin: http://merlin.pl/Chojnice-1939_Andrzej-Lorbiecki-Marcin-Waldoch/browse/product/1,1389585.html

Rybki mówią

(przerobione zdjęcie z www.ch24.pl)

W chojnickim Parku Tysiąclecia katastrofa ekologiczna...

Warto też zerknąć na krótki reportaż z miejsca zdarzenia:

http://www.grapheine.com/bombaytv/graphiste-pl-1aaa159444e06b9f887bc98e815e3c71.html

sobota, 7 czerwca 2014

Państwo bez państwa

Jakub Woziński, którego kiedyś gościliśmy w Chojnicach z książką Historia pisana pieniądzem, napisał kolejną książkę z perspektywy libertarianina (według mnie). Jakub był lata temu uczniem I LO w Chojnicach, niestety jest młodszy ode mnie ;)

Książka ta ma tytuł: To nie musi być państwowe. 


Książka ma kilkadziesiąt rozdziałów, koncentrujących na kluczowych według autora aspektach życia, w których to państwo dziś wiedzie prym dostarczając usługi, które według autora dostarczyć moglibyśmy sobie bez państwa przy tym nieźle zarabiając.

Nie sposób w poście przedstawić własny pogląd, na te kilkadziesiąt rozdziałów,a książka w pewien sposób wydaje mi się takim zbiorem, własnie poprzez wprowadzoną kategoryzację, dzięki której poznajemy ciągle tę samą perspektywę, ale na różne obszary życia społeczno - gospodarczego.

Skupię się tylko na kilku wybranych, co powinno oddawać z jednej strony mój punkt widzenia na tę książkę, z drugiej obrazować to chyba będzie myśl fundamentalną Jakuba wyłożoną we wszystkich rozdziałach.

Biblioteki

Autor w tym podrozdziale skupia się na funkcjonowaniu bibliotek w aspekcie ich własności. I wskazuje przykłady tragedii jakie spotykały biblioteki publiczne - vide Biblioteka Aleksandryjska, jednocześnie starając się wykazać, jak bardzo pożyteczne jest rozproszenie zbiorów bibliotecznych i przy tym posiadanie ich przez prywatne osoby - czy instytucje wynikającej z dobrowolnego zrzeszenia. W tym pojawia się ważny wątek tak zwanego egzemplarza obowiązkowego w Polsce - więc konieczność przekazywania książek za darmo na rzecz bibliotek uniwersyteckich (generalnie obowiązek odnosi się tak naprawdę do dwóch bibliotek Narodowej i Uniwersytetu Jagiellońskiego, autor zaś wskazuje, że jest to 17 placówek).

Ciężko polemizować z tym, że biblioteki będąc publicznymi są kosztowne dla społeczeństwa. Niemniej, choć nazwie się mnie socjalistą, nie wiem dlaczego miałbym się godzić na kumulację kapitału przez jednego przedsiębiorce (bibliotekarza) w tym celu tylko, aby mu było lepiej i dostatniej? Bo nie widzę żadnej innej zalety funkcjonowania bibliotek prywatnych,jak tylko taką, że ktoś miałby na tym zarabiać (uważam, to i tak za wątpliwy biznes, bo księgarnie mają problemy żeby się utrzymać, podobnie wydawnictwa, co tu więc mówić o bibliotekach...). Tak więc biblioteki pozostawiam państwowe, ale oczywiście zachęcam wszystkich do gromadzenia prywatnych zbiorów. Nie widzę realnych plusów, natomiast rozumiem stanowisko autora głoszone z pozycji ideologicznej. Przy zaprzestaniu funkcjonowania bibliotek publicznych spodziewałbym się też dużego wzrostu kosztów korzystania z zasobów bibliotecznych (kolejny element wykluczenia ludzi mniej dostatnich).

Drogi

W książce przeczytać można, że były zawsze, w sumie jeszcze przed powstaniem państwa, ale to państwo objęło nad nimi kontrolę. Dlatego też dziś nie mamy żadnej alternatywnej...drogi do tej państwowej. Dowiadujemy się jak to było w historii i dlaczego, według Autora, drogi prywatne w USA i Wielkiej Brytanii upaństwowiono. Zgodziłbym się ze wszystkimi tezami, ale pytaniem dla mnie otwartym pozostanie - a jaka jest naprawdę różnica dla obywatela gdy własność jest w rękach prywatnych, a nie publicznych? - odnośnie dróg oczywiście pytam. Otóż dla obywatela, jak sam słusznie autora zauważa - żadnej różnicy nie będzie, bo technika pozwala tak zarządzać autostradami i innymi drogami, że obywatel nie odczuje zmian. Super! Więc po co ta zmiana?Aby kolejne grupy oligarchii uwłaszczały się kosztem dostarczania prywatnie kolejnych - strategicznych w tym przypadku - usług? Przecież, i tutaj zgadzam się z autorem, państwo również gra drogami, a sami mogliśmy w Polsce obserwować jak ciemny jest to biznes. Własność prywatna w tym względzie nic nie zmieni. A zamiast chaosu pojawiłoby się inne zjawisko - znane z wszelkiej własności prywatnej - wysoki poziom usług, za wysokie stawki. Kapitalistyczne siódme niebo. Jestem przeciw.Wolę jeździć "po naszej drodze", aniżeli po drodze Kowalskiego.

Państwo

Nie ma być Państwo to Lewiatan :) Ludzie sami potrafią się organizować, a państwa unikają jak ognia, szczególnie jak pisze autor, ci w niedostępnych rejonach świata (czy to kogoś dziwi)?

Religia

Autor z typowo fundamentalnej pozycji ocenia istnienie państwa przez pryzmat Kościoła katolickiego, wskazując analogię pomiędzy państwem (Lewiatanem), a Szatanem kuszącym Jezusa władzą nad państwami świata. Co więcej Autor wskazuje, że Jezusa zabiło państwo, to system państwowy ukrzyżował Chrystusa! Ciężko mi z tym dyskutować, bo wywołam jakąś krucjatę ;)
Niemniej Autor nawiązuje też do Islamu, jako do religii, która od zarania swego dąży do pełnego stopienia się z Państwem. Ciężko byłoby jednak nie zgodzić się z wnioskiem generalnym,że bliskość państwa i Kościoła katolickiego, szkodzi kościołowi, ludziom też. To jest taki też w Chojnicach obserwowalny sojusz ratusza z ołtarzem (całkowicie instrumentalny zresztą).

Książka jest ciekawa, zawiera w sobie wiele cennych informacji, a Autor coraz sprawniej (czytuje jego kolejne książki) porusza się po nieprzebytym gmachu wiedzy humanistycznej, stając się niewątpliwie jednym z najmłodszych erudytów ziemi chojnickiej. Na razie jeszcze jest to erudycja ideologicznie kształtowana, ale tak to się człowiek rozwija, od argumentowania do refleksji.

Z wieloma tezami się nie zgadzam, bo libertarianizm jest mi obcy, żeby nie było tak prosto w ocenie, etatyzm również. Generalnie lektura książki może dać odpowiedź na wiele pytań o poglądy "korwinowców", nie wiem czy Jakub do nich się zalicza, ale jako stały autor "Najwyższego Czasu"! Chyba może za takiego uchodzić, myśli w każdym razie z Korwinem bardzo zbieżne.

Namawiam do zakupienia książki:








czwartek, 5 czerwca 2014

W polskim mieście

Różnorakie daje się słyszeć opinie o Chojnicach, szczególnie często takie, które relatywizują przynależność Chojnic do Polski. Wskazujące na to,że dominował w Chojnicach żywioł niemiecki. Szczególne w tym względzie zasługi przyniósł dawniej okres germanizacji zapoczątkowany w 1309 r. ale i ten późniejszy XIX wieczny.

Problem jednak jest istotnie głębszy, aniżeli wskazują na to historycy, wydający się już grupowo przyklaskiwać faktowi jakoby Chojnice polskim miastem nigdy nie były. Nie zwraca się przy tym żadnej uwagi na kwestię wyższego rozwoju technologicznego państw niemieckich już w wiekach średnich, która przeważała nad instrumentami cywilizacyjnymi Słowian.

Tak też nie ma się czemu dziwić, że podobnie jak dziś ulegamy amerykanizacji, kiedyś ulegaliśmy naporowi kultury germańskiej przekazywanej wraz z wytworami cywilizacyjnymi Niemców. Nie oznaczało to wszelako,że Chojnice przez wzgląd na to,że używać zaczęto na południe od miasta kos zamiast sierpów, stały się nagle niemieckie. Czy powszechność użycia samochodów marki VW wiąże się z zmianą etniczności - narodowości? Z pewnością nie, ale faktem jest, że użycie takiego produktu wpływa na poziom naszej kultury życia, a tym samym i na kształt cywilizacji. 

Wiadomo już więc,że uleganie wpływom kulturowym, bądź cywilizacyjnym, nie musi równać się z zanikiem - tożsamości narodowej - która przejawia się nie tylko w sferze języka, religii, ale przede wszystkim na płaszczyźnie wspólnej identyfikacji i określania siebie w odniesieniu do innych (tożsamość narodowa). Okazuje się z lektur prasy chojnickiej oraz z szerszej literatury etnograficznej, że Polacy - chojniczanie, nie mieli problemu z odróżnianiem siebie od Niemców czy Żydów na terenie ziemi chojnickiej. Można wręcz rzec, że miasto to znajdujące się kiedyś na północno - zachodnich rubieżach Rzeczpospolitej wykazywało niezwykle silne przywiązania do kultury polskiej jednocześnie korzystając z dobrodziejstw cywilizacyjnej wyższości Niemców. Tutaj podać by należalo szereg przykładów empirycznych z lat wcześniejszych. Te najmocniejsze pochodzić będą z okresu I Rzeczpospolitej i II Rzeczpospolitej. 

Dziś relatywizuje się przywiązanie Chojnic do Polski, wskazując na niejednorodność przeszłych mieszkańców miasta, bliskie związki z Kaszubami, szczególne znaczenie dla miasta niemieckojęzycznych Kosznajderów osiadałych na południu od niego. Ten "mały tygiel" narodowościowy, miałby w opinii niektórych (odczytuję to w pracach grupy bydgoskich historyków aktywnych na naszym terenie) świadczyć o "nie-polskości Chojnic". Ciekaw więc byłbym w jaki sposób Ci apostołowie Chojnic nie-polskich, wytłumaczyć by chcieli dobrowolny udział mieszkańców Chojnic w powstaniach - listopadowym i styczniowym, wielkopolskim, w wojnie polsko - bolszewickiej, w Powstaniu Warszawskim, udział intelektualistów chojnickich (Polaków)w ogóle ofiar niemieckiego hitleryzmu, dalej udział chojniczan w grupie osób deportowanych do Sowietów. Co chojniczanie robili we wrześniu 1939 r.? Czy relatywizowali zagrożenie, czy sabotowali działania obronne polskie? Otóż, te tak bardzo "nie - polskie" Chojnice stały się miejscem w którym wybuchła II wojna światowa dokładnie o godzinie 4:23 1 września, a Polacy co wynika ze źródeł stawili Niemcom opór. Nie wiem w jaki sposób wytłumaczyć można przywiązanie do polskości wielu dawnych mieszkańców Chojnic, którzy przecież byli często skoligaceni z rodzinami niemieckimi, kosznajderskimi i kaszubski, nadal jednak trwali przy swej polskości? Czy ktoś ich do tego zmuszał? 

Rodzin osiadłych od setek lat na Pomorzu Gdańskim, wbrew obiegowej opinii, jest bardzo wiele. Ich przywiązanie do spraw polskich, do krzewienia polskości jest równie mocne jak to na Mazowszu czy w Wielkopolsce. Oczywiście bliskość żywiołu niemieckiego tworzyła inne zdarzenia, nieznane z centralnej Polski,ale nadal przywiązanie do kategorii polskości było ogromne. W dużej mierze było to zasługą...szlachty polskiej składającej się z rodzin kaszubskich osiadłych na ziemiach na północ od miasta.

Wśród rodzin mieszanych nawet - polsko - kosznajdersko - kaszubskich, zauważyć można było poświęcenia dla Ojczyzny, wielkie dokonania, bogacenie się materialne związane ze współdzieleniem uzyskanych dóbr na cele społeczne polskie, a w okresie II RP udział w budowie portu w Gdyni, masowe uczestnictwo w polskich organizacjach społecznych (w okresie II RP było więcej stowarzyszeń w Chojnicach jak mamy ich dziś). 

To co zdaje się być widoczne obecnie, to jest brak znaków polskości w Chojnicach lub powiedziałbym ich zanikanie od 1945 r. Toponimia miasta usłana jest różnego typu "biszkoptami", "słonecznymi", "zielonymi". Władza miejska na której spoczywa odpowiedzialność socjalizacji mieszkańców w związku z relatywistyczną narracją dotyczącą przeszłości miasta,nie ma odwagi mówić, że Chojnice ZAWSZE były miastem polskim, zostały przez POLAKÓW założone i jako polskie miasto dziś powinny tej tradycji hołdować.Niestety tego nie robią w pełni. W Londynie znajduje się sztandar 1 batalionu strzelców, polskiej jednostki Wojska Polskiego, jednej z trzech takich specjalnych (samodzielnych )batalionów piechoty jakie miała Polska przed wybuchem II wojny światowej. Instytut Polski i Muzeum Sikorskiego, w którym znajduje się oryginalny sztandar jednostki utrzymuje się z datków, obowiązkiem miasta byłoby łożenie drobnych kwot na rzecz Instytutu celem podtrzymania dziedzictwa polskich obrońców Chojnic. 

Przerażające jest też to, że w związku z wykazanym relatywizmem odnoszącym się do mówienia i pisania o historii miasta, środowiska naukowe i popularnonaukowe skupione wokół ratusza pomijają w swych pracach główne dzieła polskie świadczące o polskości Chojnic. 

W tym roku obchodzimy w Polsce rok Oskara Kolberga (1814 - 1890), wybitnego polskiego etnografa, autora kilkudziesięciu tomów w których charakteryzuje on ludy ziem polskich...w tym lud ziemi chojnickiej w tomie 39 pt.:"Pomorze".  (Warto zajrzeć: http://www.kolberg2014.org.pl/pl/2014/aktualnosci )

Nie warto nawet zaglądać do publikacji na gruncie chojnickim, tych dotyczących historii, kultury czy życia społeczno - politycznego, bo do Kolberga w głównych tomiszczach wydawnych za miejskie pieniądze odwołań nie ma. Są za to odwołania do całej gamy niemieckojęzycznych autorów.

Kolberg tak pisał o ziemi chojnickiej: "Ludność tutejsza w połowie z Polaków, w drugiej połowie z Niemców(po większej części katolików) złożona. [...] Zdaje się jednakże podobieństwem do prawdy, że Polacy, po zawojowaniu i nawróceniu Pomorza tu osiedli, język upowszechnili; Niemcy zaś za czasów krzyżackich zostali sprowadzeni". I dalej: "Język polski jest przeważający, a choć dziś zepsuty i wielu niemieckimi wyrazami skażony, ma jednak cechę dawniejszego wykształcenia i czystości. W toku bardzo zbliżony do mowy wielkopolskiej, posiada wiele przysłów i sposobów mówienia, których gdzie indziej słyszeć mi się nie zdarzało". Do tego można przeczytać, że: "Nabożeństwo w kościołach odprawia się po większej części w języku polskim; msza wiedeńska powszechnie prawie przy brzmieniu organów od zgromadzonego ludu bywa śpiewana. Miejscami kolejno polskie i niemieckie bywają kazania". Dobrze też dzięki Kolbergowi można się rozprawić z mitem pruskiego ordnungu widocznego w Chojnicach i chojniczanach (czyli z pruskim porządkiem). Kleberg pisze tak: "Mniej wdzięczna ziemia, zupełny prawie brak fabryk w r. 1836 lub innych sposobności, nastręczających łatwe zarobkowanie, zniewala mieszkańca do pracowitości, oszczędności i porządku. Uprawa roli i chów bydła są prawie wyłącznymi źródłami utrzymania. Mimo to jednakże w ogóle lud tutejszy, w porównaniu z innymi okolicami naszego kraju, można zwać zamożnym. Rzadko znaleźć wyrobnika, który by nie miał krowy i kilku owiec, dostarczających mu pożywienia i odzieży. W święta i niedziele z prawdziwym zadowoleniem postrzegać można w kościele porządnie, a niekiedy nawet wykwintne ubiory. Tłumy odartych żebraków, oblegające gdzie indziej drzwi kościelne, są tu rzeczą nieznaną."

W związku z tym drodzy czytelnicy, na oczach Waszych upraszam profesorstwo POLSKIE o rzetelność, ścisłość i krytycyzm, a nie o widoczne według mnie postawy relatywizujące przynależność i genezę Chojnic.

Oskar Kolberg był członkiem Akademii Umiejętności i przewodniczył sekcji antropologii. Warto tutaj znaznaczyć, że chojniczanin, prof. Jacek Knopek w 2011 r. otrzymał Medal im.Zygmunta Glogera, bliskie znajomego Oskara Kolberga. Obaj, Glogel i Kolberg, byli w czasie zaborów filarami polskiej humanistyki.


Chojnice są więc miastem przede wszystkim polskim i takim pozostaną, pomimo dość dużej liczby ludności napływowej po okresie 1945 r. (której przedstawiciele są w Chojnicach głównymi relatywistami narodowej przynależności Chojnic) i w realiach współczesnych trendów migracyjnych. Trzeba tylko zrozumieć i nie bać się tego, że czas wreszcie więcej elementów polskości - polskich nazw, znaków, pomników wprowadzać do przestrzeni publicznej. Zamiast tych znaków przez obecną władzę kultywowanych - sowieckich, krzyżackich, niemieckich...ułuda wielorakości w odwiecznie polskim mieście. Powinno być w Chojnicach więcej znaków polskości, odwołań do polskiej historii i tradycji, co zaprzeczałoby obecnemu trendowi, który określiłbym jako oś znaków lokalno - globalnych, z całkowitym pomięnięciem ważnego dziedzictwa narodowego. 

środa, 4 czerwca 2014

Patologia zogniskowana

W Chojnicach dochodzi do sytuacji w której jak na ręce widać miejskie patologie małej społeczności.

Oto kilku chłopaków, podobno, prowadziło rozboje, przy tym "wpadł" syn ustawionego w miejskim świecie tatusia, który na dodatek jest asystentem społecznym ministra sprawiedliwości Marka Biernackiego, a jednocześnie należy do miejskiej palestry.

Ale to nie wszystko, dziadek tego chłopaka, który "wpadł" jest byłym czerwonym baronem z Chojnic, szefem komunistycznego Frontu Jedności Narodowej i z jednej strony mentorem burmistrza miasta, a z drugiej jego obecnie protegowanym.

Szkoły średnie podlegają pod starostwa, tam większość w radzie ma układ władzy związany z ratuszem miejskim, czyli ludzie listy Razem dla Powiatu (Finster+Skaja) oraz Platforma Obywatelska (której sprzyja rodzina - wszystkim wiadomego urzędnika). W tej sytuacji radni opozycji domagający się sprawiedliwości w działaniu wobec wszysktich chłopaków dokonujących rozbojów są na przegranej pozycji.

Dyrektor szkoły średniej do której chodzą chłopcy, zasłania się jakimiś "specjalnymi procedurami", ale raczej sam nie ma pojęcia o czym mówi, bo po prostu on zawsze mówi,byle go gdzieś zaprosiła władza na jakiś raut. On za to będzie dbał o ich pociechy w "swojej" szkole, bez względu na ich poczynania. Niestety, ale taki mam obraz.

Nasze miasto jest przeżarte nepotyzmem, układami i wręcz relacjami o charakterze mafijnym. Ten stan rzeczy mogą zmienić tylko najbliższe wybory. Dopóki ludzie pokroju Finstera będą u władzy to miasto będzie trawił rak. A te komórki rakowe to ekipa Finstera. 

Warto się też zastanowić jak bardzo sprawa ta może być wielopiętrowo już zagmatwana i manipulowana, po to tylko, aby na zawsze "utopić" kolegów niesfornego chłopca. Przerażające jest to,że w tym momencie w tym mieście nikt nie może czuć się bezpiecznie. Z jednej strony, na każdego znajdzie się paragraf - jak pokazuje władza, z drugiej prawo nie obowiązuje ludzi władzy. Tak się właśnie obchodzi 25 lecie wolności w Chojnicach, ukazywaniem w formie zogniskowanej patologii w czystej postaci. 

Patrzcie i oglądajcie, takie oto są Chojnice - rzekłby jakiś mesjasz z miejskiej ambony. Niestety w Chojnicach nie ma mesjasza i każdy czym prędzej smród pcha pod dywan. Bo tak wygodniej. Okropne to jest, małe i nikczemne. 

Zamiast domniemania niewinności w Chojnicach funkcjonuje zasada zaocznego wydawania wyroków przez ekipę władzy. Oto dowiedzieć się można z mediów, że: Kamil Kaczmarek napisał coś tam na Finster - według Finstera; Marcin Wałdoch skakał po samochodach - według Czasu Chojnic; Andrzej Mielke masturbował się na basenie - według Czasu Chojnic; Marzenna Osowicka - ma "coś z głową" - według Czasu Chojnic i według burmistrza. Chojniccy lekarze biorą łapówki - według Czasu Chojnic i Radio Weekend.

Drodzy chojniczanie, żyjemy w społeczeństwie tak zamanipulowanym, ludźmi władzy przestraszonymi wizją, że utracą władzę (pierwszy raz), iż obserwować będziemy mogli jeszcze grubsze "wałki" na lokalnej scenie, jak to co się dzieje obecnie. Wybory się zbliżają. 

sobota, 31 maja 2014

W sieci Resortowych Dzieci


Już 27 czerwca (piątek) odbędzie się spotkanie z Dorotą Kanią w Chojnicach! 

Dorota Kania(wraz z Jerzym Targalskim, Maciejem Maroszem), w książce, która okazała się bestsellerem, opisała "komunistyczne media". Jednocześnie wskazując na prowizoryczność rozumienia pojęcia wolne słowo w Polsce. 

W książce autorka ujawnia szereg dokumentów wyjaśniających pochodzenie polityczne, powiązania i sympatie ideologiczne "naszych medialnych ulubieńców" pokroju Jacka Żakowskiego, Andrzeja Turskiego, Jerzego Urbana, Mariusza Waltera, Roberta Kwiatkowskiego, Tomasza Lisa, Zbigniewa Solorza...

Na spotkaniu będzie można nabyć książkę oraz otrzymać dedykację od Autorki. 

Warto mieć na uwadze, że media zwane IV władzą pretendują w Polsce do roli Sądu od którego wyroków nie ma odwołania! Ci ludzie są w stanie kreować naszą rzeczywistość - jednego dnia stawiać kogoś na piedestale, a następnego "mieszać z błotem". I od tego nie ma odwołań. Mediom w Polsce wolno praktycznie wszystko. Co więc się dzieje, kiedy ludzie o pewnym fundamencie ideologicznym stają się właścicielami mediów i głównymi twarzami środków przekazu? To obserwujemy, ale podczas spotkania z Autorką dowiemy się nieco więcej o kulisach działalności "Resortowych Dzieci". 

Zapraszamy!

Polska potęga

To nie marzenia, to nie mity i stereotypy.

Polska staje przed wyzwaniami o których jeszcze kilkanaście lat temu mogła tylko marzyć. Wymaga się od Polski, aby stanęła na wysokości zadania jako państwo, które będzie zmuszone przewodzić Europie Środkowo - Wschodniej.

Kilka lat temu, kiedy wydano w Polsce nakładem wydawnictwa AMF w Warszawie książkę George'a Friedman'a Następne sto lat, książkę tę otrzymałem od wydawnictwa. Na jej podstawie w Arcanach Historii zrobiliśmy jedno ze spotkań pod tytułem "Środowe spotkania z nauką". Książka krążyła wśród członków Stowarzyszenia.

Jej tezy były dla nas i szokujące i obiecujące. Polska stanie przed wielkimi wyzwaniamia, a sojusz z USA stanie się podstawą polskiej potęgi w XXI w. Znowu staniemy oko w oko z Rosjanami,a nie będziemy mogli być pewni do końca postawy Niemiec, które przez wzgląd na interes gospodarczy bardzo blisko są z Niemcami.

Prawdopodobnie wsparci wysokimi technologiami amerykańskimi, będziemy w stanie stworzyć armię, która pokona Rosjan. Nie będziemy sami, z nami będą kraje bałtyckie, Rumunia, być może Węgry, Bułgaria i być może Turcja. Ten sojusz Europy Środkowej będzie osią wokół której rozegra się historia pierwszej połowy XXI w. w Europie. 

Wracają jak bumerang idee międzymorza. Rzekłbym nawet, że z grobu powstają idee polskich geopolityków.

Polska ma szansę, taką jaką miała w XVI/XVII w.stać się europejską potęgą. To jest niesamowite, że żyjemy w tak dynamicznych czasach. 30 lat temu sowieccy żołnierze byli w naszych miastach codziennością, dziś znowu mamy czas na wykreowanie "polskiej przestrzeni wpływu". Jesteśmy największym i najsilniejszym narodem w Europie Środkowo - Wschodniej, to na nas rosyjski imperializm rozbije sobie zęby w ciągu najbliższej dekady. 

Wszystko zależy od nas! Jednocześnie martwi, to, że idee jedności europejskiej de facto udało się Rosji rozbić. Musimy myśleć o sobie jako Polacy. 

wtorek, 27 maja 2014

Jaruzelska Polska

Zmarł Wojciech Jaruzelski, generał Ludowego Wojska Polskiego, niezapomniany kolaborant moskiewski.

W kraju pożoga, oto uważa się, że temu kolaborantowi sowieckiemu przysługuje prawo złożenia ciała na wieczny spoczynek na Cmentarzu Powązkowskim. Niech i tak będzie, komunistów tam nie brak. 

Jest to jednak wielce niezrozumiałe z jakich przyczyn pogrzeb tego kolaboranta sowieckiego ma odbyć się asyście Państwa Polskiego? 

Bardzo złym przykładem wychowawczym i edukacyjnym jest chowanie ludzi z honorami czynionymi przez tych, którzy doznali potężnych krzywd. Czym innym jest wybaczenie w sensie eschatologicznym, czym innym jest czynienie prostytucji politycznej z niepodległego Państwa Polskiego nad grobem aparatczyka zainstalowanego w Polsce przez Moskwę. 

Jeśli tak będziemy traktować zdrajców Narodu Polskiego, oszczerców naszej Ojczyzny, to ciekaw ja jestem, jak chowany będzie Kiszczak? Przypuszczam, że będzie się mu należeć miejsce na Wawelu, bo to przecież taki był zaangażowany człowiek w sprawy publiczne. Publicznie jak i jego kolega Wojtek oddawali się Rosjanom niczym polityczne prostytutki, które nie mają nic wspólnego z pojęciami niepodległości. 

Podnosi się ten krzyk, że przecież ktoś musiał rządzić. No, powiadają, Jaruzelski nie był taki zły, no wprowadził przecież w życie transformację ustrojową, etc. Gdyby jednak w polskim narodzie brakowało karierowiczów typu Jaruzelskiego to mielibyśmy o wiele mniej zagmatwaną historię. Niestety zawsze się znajdą jakieś czarne owce w narodzie, które za buławę, powozik i domek są w stanie sprzedać idee niepodległości i legitymizować obcy reżim. 

Polskość - tak polskość - wymaga walki i ofiary. Dziś jeszcze bardziej, aniżeli w XIX i XX w. To od nas zależy, czy będziemy w stanie wytwarzać takie wzorce, które z jednej strony pozwolą nam na zachowanie niepodległości i kreowanie tego państwa według naszego charakteru narodowego, albo nadal do czynienia będziemy mieli z tym post-sowieckim molochem, który z trudem ustrojowo zaczyna ewoluować w kierunku wymogów jakie stawia rozumienie charakteru narodowego w Polsce.

Przypadek pogrzebu Jaruzelskiego w asyście Państwa Polskiego to taki znak wartości, którym nadal hołduje aparat państwowy - podległość obcym siłom, uległość wobec presji azjatyckiego sąsiada, brak wiary w swoją siłę i wartość. Dno. Tak Polska wyglądać nie będzie w przyszłości.

Przypomnę, że ów ludowy Jenerał Jaruzelski, którego z honorami ma się zamiar pochować był żołnierzem wojska powstałego na rozkaz Stalina. Wojsko to, dalekie od polskości miało za zadanie orzełkiem bez korony dawać ułudę polskiej samodzielności. 

Jesteśmy Polakami, ludźmi w większości jak pokazał kultura i przypadki światłych umysłów Narodu Polskiego otwartymi na inność, ale też żądnymi prawdy historycznej. Nikt pokroju Jaruzelskiego nie powinien zostać pochowany z honorami w Polsce. 

Jak rodzinie Jaruzelskiego i całej bandzie komunistycznej tak zależy na tych honorach państwowych i tej pompie  - to ja proponuję pogrzeb zrobić w Moskwie, bo przypomnę, że Jaruzelski i jego żołnierze, poplecznicy i mocodawcy walczyli z Państwem Polskim, którego symbolem był Orzeł w Koronie. 

Orłu korona z głowy nie spadnie z tego powodu, ale dla Polaków hańbą jest taki pogrzeb zdrajcy Narodu Polskiego. Ciekaw ja jestem dlaczego z taką pompą nie chowa się działaczy "Solidarności". 

Państwo Polskie jeszcze nie wyewoluowało całkowicie na samodzielność, jest na kursie, ale takie postępowania to świadomościowy krok wstecz. Jestem przeciwko oddawaniu jakiejkolwiek czci przez instytucje państwowe temu sowieckiemu jenerałowi. I jako obywatel płacący podatki sprzeciwiam się bezczeszczeniu symboli narodowych nad trumną Jaruzelskiego. 

poniedziałek, 26 maja 2014

Prawybory a rzeczywistość

Chojnickie Prawybory do Parlamentu Europejskiego odbiły się w Polsce echem, szczególnie wśród polityków PSL. Co nie jest zaskakujące, bo uzyskali prawie 1/3 głosów. O czym premier Piechociński informował opinię publiczną.

Niemniej zawsze interesujące jest to, jakim probierzem faktycznego wyniku, może być ten z prawyborów.


Według prawyborów wyniki były następujące (padło 310 ważnych głosów, dla obliczania procentów wyników nie uwzględniam w ogóle głosów oddanych na PSL i od tej pomniejszonej sumy głosów, czyli od 217 obliczam wynik procentowy):



Lista nr 1 Komitet Wyborczy Solidarna Polska Zbigniewa Ziobro – 2 głosy = 0,9%

Lista nr 2 Komitet Wyborczy Wyborców Ruch Narodowy – 0 głosów = 0%

Lista nr 3 Koalicyjny Komitet Wyborczy Sojusz Lewicy Demokratycznej – Unia Pracy – 11 głosów = 5,1%

Lista nr 4 Komitet Wyborczy Prawo i Sprawiedliwość – 66 głosów = 30%

Lista nr 5 Koalicyjny Komitet Wyborczy Europa Plus Twój Ruch – 16 głosów = 7%

Lista nr 6 Komitet Wyborczy Polska Razem Jarosława Gowina – 4 głosy = 1,8%
Lista nr 7 Komitet Wyborczy Kongres Nowej Prawicy – Janusza Korwin-Mikke – 29 głosów = 13%
Lista nr 8 Komitet Wyborczy Platforma Obywatelska RP – 88 głosów = 41%
Lista nr 9 Komitet Wyborczy Polskie Stronnictwo Ludowe – 93 głosy - nie uwzględniam
Lista nr 10 Komitet Wyborczy Demokracja Bezpośrednia – 1 głos - 0,4%
Lista nr 12 Komitet Wyborczy Partia Zielonych – 0 głosów



Według danych z Państwowej Komisji Wyborczej wyniki dla województwa pomorskiego (a w Chojnickich Prawyborach do PE mogli brać udział wszyscy mieszkańcy woj. pomorskiego) były następujące (w nawiasach wyniki z prawyborów w Chojnicach):

List nr 1 KW Solidarna Polska - 2.58 % (0,9%)
Lista nr 2 KWW Ruch Narodowy - 1,18% (0,0%)
Lista nr 3 KWW SLD - 7,72% (5,1%)
Lista nr 4 KW PiS - 25, 73% (30%)
Lista nr 5 KWW EPTR - 2,48% (7%)
Lista nr 6 KWW Polska Razem JG - 2,1 % (1,8%)
Lista nr 7 KNP JKM - 6,57% (13%)
Lista nr 8 KW PO - 47,09% (41%)
Lista nr 9 - nie uwzględniam
Lista nr 10  KW DB - 0,38% (0,4%)
Lista nr 12 KW Partia Zielonych - 0,64% (0%)

W związku z takimi wynikami w chojnickich prawyborach tak plasowały się komitety w rankingu według uzyskanego poparcia:

1. PO
2. PiS
3. KNP
4. Europa Plus Twój Ruch
5. SLD
6. Polska Razem JG
7. Solidarna Polska 
8. Demokracja Bezpośrednia

natomiast w wynikach z PKW, ranking partii w woj. pomorskim jest taki:

1. PO
2. PiS
3. SLD
4. KNP
5. PSL
6. Solidarna Polska
7. Europa Plus 
8. Polska Razem

Widać więc, że Chojnickie Prawybory do Parlamentu Europejskiego odzwierciedliły główne trendy i wskazały wygranych. Oczywiście chodzi tutaj o wyniki w odniesieniu do oficjalnych wyników uzyskanych w głosowaniu na terenie całego województwa pomorskiego, nie w relacji do wyników ogólnopolskich.Do tego uwzględnić należy, że brak reprezentatywności elektoratu PSL spowodował zaburzenie wyników mniejszych partii, które przypuszczam uplasowałyby się w Chojnickich Prawyborach idealnie jak w całym województwie, gdyby nie właśnie to zamieszanie jakie wprowadzili zwolennicy PSL swoją nadreprezentacją (bardzo zmobilizowali swój elektorat :). 

Jest to też dowód na to, że prawybory warto organizować. Poza tym frekwencja w województwie pomorskim 25,77%, w powiecie chojnickim 22,1 %, w Chojnicach 22,78%, a w kraju 23,3%. Nasze województwo było po mazowieckim i małopolskim tym w którym poszło najwięcej wyborców do urn. Najważniejsze jest to, że Chojnickie Prawybory wskazały wszystkie 5 partii jakie, faktycznie dostały się do Parlamentu Europejskiego (włączając w to PSL). 

Prawybory, choć traktowane jak zabawa, mają funkcje edukacyjną i prognostyczną oraz są działaniem proobywatelskim. Dlatego już dziś zapowiadam, że będziemy organizowali w Chojnicach kolejne prawybory. O ile to tylko będzie możliwe, jeszcze bardziej profesjonalne, jeszcze bardziej otwarte na mieszkańców i z jeszcze lepsza pogodą ;)

poniedziałek, 19 maja 2014

Pytania dziennikarzy na konferencji prasowej PChS z 15.05.2014





Dla uzyskania szerszego zrozumienia przekazu jaki staraliśmy się nadać naszej konferencji, warto odsłuchać ostatnia jej cześć, czyli pytania od dziennikarzy. Było o kulturze politycznej, sporcie, konkretach na poprawę sytuacji w mieście. Było i o telefonach burmistrza i opresyjnej polityce względem...obywateli.

sobota, 17 maja 2014

Tadek w Charzykowach

Dziś w Charzykowach odbędzie się kilka koncertów. Gwiazdą wieczoru będzie Tadek. Człowiek, który nie wstydził się powiązać muzyki nowego pokolenia z propagowaniem prawdy historycznej.


Jeden ze świetnych kawałków Tadka: 



...ku Waszej pamięci Żołnierze Wyklęci....
...Wy walczyliście do końca...
...ja nie wstydzę się polskości...
...Wy nie bojąc się niczego nie daliście za wygraną...
...dla Was niepodległa Polska była najważniejszą sprawą...
...niech młodzi o tym usłyszą i nie godzą się z przegraną...
...ich wartości to Ojczyzna i bezcenny honor!
...Polski już nie było tylko jej podróba...

piątek, 16 maja 2014

Finster o sadownictwie - sadownictwo o Finsterze


Oto zapis z chojnice.tv, z dzisiejszej wypowiedzi burmistrza Chojnice Arseniusza Finstera od 18:35 minuty nagrania, Finster mówi:



- "ja jestem już takim starym drzewem w Chojnicach, bo mam 50 lat, ale wydaję owoce, natomiast Pan Kaczmarek jest sadzonką dopiero, jeszcze żadnego jabłka nie urodził, nie wiadomo czy starczy mu wody i minerałów w ziemi, żeby wrosnąć w Chojnice, żeby tutaj coś dobrego dla miasta zrobić, bo to jest młody człowiek, chyba nie stąd, bo nie widziałem go przedtem. Mieszka tu od marca czy od lutego, ale życzę mu żeby nie podlewał się takimi rzeczami, które są bo nie wyrośnie jako drzewo. A ja jeszcze przez kilkadziesiąt lat będę rodził jabłka dla mieszkańców Chojnic, jeżeli tak się mogę porównać do takiego drzewa".

Metafory i metonimie

Wypowiedzi burmistrza Finstera, te najbardziej emocjonalne często zawierają nadbudowę metafor i metonimi językowych, które ujawniają brak zewnętrznych możliwości przekazania szczerego przekazu, wynikającego z dużego stopnia internalizacji sterotypów kulturowych i subordynacji systemowych, ale dotyczy to działania w określonych okolicznościach w których prosty przekaz językowy zastępowany jest językiem metafor ("jestem takim starym drzewem"), metonimii (będę rodził jabłka).

Nawiązanie do jabłka i jabłoni ma też niezwykle silny przekaz na bazie kulturowej. To przecież drzewo prawdy w rajskim Edenie rodziło jabłka, które pozwalały poznać czym jest dobro i zło, czym jest prawda i kłamstwo. W kontekście tej metafory, to Finster w Chojnicach jawi się w swoim własnym dyskursie jako moderator rzeczywistości, osoba określające znaczenia pojęć, ich prawdziwość bądź fałsz, wskazująca na to co dobre, a co złe. Nietrudno to też zaobserwować w innych wypowiedziach i działaniach omnipotencyjnego burmistrza Chojnic.

Presupozycje

"Mieszka tu od marca czy od lutego", "nie wiadomo czy starczy mu wody i mimerałów w ziemi, żeby wrosnąć w Chojnice", "Pan Kaczmarek jest sadzonką dopiero".

Presupozycje zawierają w języku ukryte intencje.

Zastanówmy się nad faktycznym znaczeniem stwierdzenia "nie wiadmo czy starczy mu wody i minerałów w ziemi, żeby wrosnąć w Chojnice". Burmistrz nie mnie, ni więcej, wskazuje Kaczmarkowi, że ten powinien się zastanowić, czy ma w lokalnym środowisku na tyle dużo wsparcia i źródeł energii, aby przetrwać i stać się czymś, do czego według presupozycji Finstera Kaczmarek aspiruje - czyli "starym drzewem w Chojnicach". Uważam, że są to też ukryte wręcz groźby - zapewne nie groźby utraty życia czy zdrowia, ale wskazanie, że "starym drzewem" żeby się stać to trzeba mieć dostęp do zasobów do krótych dostępu Kaczmarek nie ma według Finstera.

"Pan Kaczmarek jest sadzonką dopiero" - oczywiste wskazania na kruchość, niesamodzielność, konieczność korzystania z zewnętrznych sił dających wsparcie i opiekę. Nawiązanie do niepewnego rozwoju i konieczności "dozoru". Porównanie równe "szczeniakowi", z tym, że bardziej zakamuflowane negatywne emocje.

Modalność normatywne - deontyczna

Finster stwierdza, że Kaczmarek to jest młody człowiek i ma jeszcze czas na poprawę. Próbuję na bazie normatywnej, tradycyjnego rozumienia hieriarchicznego społeczeństwa zsubordynować, przywołać do porządku Kaczmarka w oparciu o relację starszy - młodszy. Zresztą dokonuje tego zabiegu językowego w całym dyskursie jaki prowadzi z Kaczmarkiem. Nie wie ile lat ma Kaczmarek, ale jego młody wygląd stara się wykorzystać przeciwko niemu, powtarzając jak mantrę "jaki młody człowiek, taki młody człowiek". Co ewidentnie ma dać impuls u odbiorcy do stwierdzeni niekompetencji Kaczmarka i pozbawia go jakiegokolwiek prawa do wygłaszania sądów i opinii wartościujących o burmistrzu Finsterze i jego działaniach.

Finster próbuje poprzez odwołanie do szeroko akceptowalnych norm społecznych przywołać po prostu "młodego człowieka", do porządku i posłuszeństwa, jakim wykazać się powinien nie tylko wobec starszego od siebie mężczyzny, ale też i wobec człowieka władzy. Ta niesubordynacja, może się skończyć dla Kaczmarka tym, że... z sadzonki nigdy nie stanie się drzewem.

Na gruncie ideologicznym widoczny jest w dyskursie Finstera typowo paternalistyczny stosunek do opozycji. To Finster przedstawia siebie jako tego, który mówi prawdę, który ma rację i zna fakty. Poza przekazem werbalnym ważne jest też baczenie na przekaz niewerbalny jakiego dokonuje Finster. Wręcza materiały dziennikarce, którą publicznie przy tym poucza za to, ze napisała co myślała, a co nie jest zbieżne z jego myślą. Jest to obraz typowego konsewartysty, człowieka w wieku średnim, który dba już tylko o zachowanie status quo.

W całej wypowiedzi ujawniają się mechanizmy deprecjacji i dewaluacji oponenta w oparciu o wręcz pierwotne instynkty i podstawowe fundamenty kultury na których bazują wszystkie znane nam stereotypy.

Przypomnę, kilka lat temu, kiedy udowodniłem, ze baszta Jutrzenki jest faktycznie zamknięta w godzinach otwarcia, burmistrz Finster nazwał mnie suchym korzeniem i stwierdził, że mam suchy korzeń, że co więcej, uschnę. To wskazuje, na projekcję jakiej dokonuje. Prawdopodobnie burmistrz Finster sam czuje się niezakotwiczony, paradoksalnie, w lokalnym środowisku w lokalnej wspólnocie. Czuje się człowiekiem z zewnątrz, żeby nie powiedzieć, że czuje się człowiekiem bez tożsamości i...korzeni właśnie.

Przykry to jest obraz. Emerytura polityczna będzie wytchnieniem.

Niemniej przeraża też reakcja chojnickich mediów, które zachowanie i język burmistrz przedstawić winny jako skandaliczne. Przypomnę, że najpierw na debacie w poniedziałek w Sukiennicach Kaczmarka Finster uznał "farbowanym lisem", a dziś mówi o nim, że to "sadzonka". Jakoś nikogo z dziennikarzy dotąd to nie wzruszyło. Niesamowite. O tym właśnie myślałem, mówiąc o kulturze politycznej. W Chojnicach każdy kto ma odmienne zdanie od burmistrza jest dla niego obiektem do treningu reperturuatu wyzwisk i stereotypowych łatek. Lis to przecież w naszym kręgu kulturowym, ten który się skrada do kurnika...Ten który w nocy zabija, kiedy dobry gospodarz śpi. Jest to dyskurs odczłowieczania. Tak typowy dla opresyjnych ideologii i reżimów, w których mówiono o "wszach", "hienach", "suchych drzewach", "szkodnikach", "gryzoniach". Warto mieć to na uwadze tak bezrefleksyjnie słuchając - a ten brak refleksji obserwuję u chojniczan - słów burmistrza Finstera. W Jego ustach, człowiek nie jest po prostu człowiekiem, jest zawsze kimś lub czymś podrzędnym - szczególnie jeśli chodzi o przeciwników politycznych.

Kiedy tak obserwuję zachowanie burmistrza, coraz bardziej rozumiem skąd ta Moskwa i pokłony czerwonej gwieździe...










Komentarze ekipy Finstera

Arseniusz Finster, jak to ma w zwyczaju, zamiast o merytoryce to projektuje swoje wizje świata na członków opozycji.

Radio Weekend już nadaje, że Arseniusz Finster oskarża Kamila Kaczmarka z PChS o jakieś wpisy Internetowe. Szkoda, że z taką pieczołowitością Finster nie tropi wpisów przeciwko członkom PChS. Przypomnę tutaj, że jeden z kolegów Finstera - który składa z nim kwiaty 14 lutego na Cmentarzy Żołnierzy radzieckich chciał podłożyć BOMBĘ pod budynek w którym byliby członkowie PChS!!! To mediów nie interesuje, prawda? Więc ja może zainteresuję świat tą sprawą w inny sposób. 

Oczywiście Radio Weekend myśli Finstera nadaje w świat. Grillowania opozycji ciąg dalszy. Szkoda, że Radio Weekend i inne media w Chojnicach w ogóle nie interesują sie wielce ciekawą sprawą doktoratu Finstera. Otrzymali dziennikarze chojniccy ode mnie linki do postów, również otrzymali je od Radka Sawickiego. Niestety w tej sprawie jest milczenie. Nic w Chojnicach, nawet naga prawda, nie ma prawa odbrązowić wizerunku Arseniusza Finstera. Ciekaw jestem jaka będzie reakcja na dalsze teksty o doktoracie, bo materiał jest niezwykle interesujący i stawia postać burmistrza w ośmieszającym go świetle.

O tym właśnie mówiłem o kulturze ostracyzmu, opresji i różnych formach pośredniego zastraszania członków opozycji. 

Sytuacja zaostrza się też przez udział niektórych mediów wyraźnie opowiadających się po stronie władzy. 

czwartek, 15 maja 2014

Doktorat Arseniusza Finstera cz. 3

Praca kandydata nauk Arseniusza Finstera, została uznana w Rosji przez Komisję Atestacyjną w 2003 r.

Na jakiej podstawie została w Polsce uznana za pracę doktorską?

W latach 1972 - 2004 Polskę obowiązywała konwencja praska. Była to konwencja o wzajemnym uznawaniu równoważności dokumentów ukończenia szkół średnich, średnich zawodowych, szkół wyższych a także dokumentów o nadawaniu stopni naukowych i tytułów naukowych sporządzona w Pradze w dniu 7 czerwca 1972 r. 

W 2004 r. w sierpniu Polska wypowiedziała obowiązującą wcześniej umowę z krajami byłego ZSRR. Czyli rok po moskiewskiej obronie pracy przez Arseniusza Finster, ten nie mółgby się posługiwać dyplomem kandydata nauk w Polsce jako równorzędnym stopniu doktora nauk w Polsce na tych samych zasadach jak wcześniej gdyby obrona miała miejsce w Moskwie po sierpniu 2004 r. Dyplom ten musiałby zostać nostryfikowany na wydziale polskiej szkoły wyższej posiadającej uprawnienia do nadawania stopnia doktora nauk ekonomicznych. I taki wymóg obowiązuje obecnie. Arseniusz Finster miał doświadczonego promotora swej pracy w Moskwie był to prof. Włodzimierz Deluga, który...występuje również w protokołach Rady Miejskiej w Chojnicach w roku 2003 jako człowiek z którym bodajże konsultowano proces przekształcania chojnickiego Miejskiego Zakładu Energetyku Cieplnej. O Włodzimierzu Deludze, aparatczyku PZPR-owskim,  jako wzorcu postaw dla Arseniusza Finstera pisałem w tych postach: http://polityka-chojnice.blogspot.com/2012/08/wzorce-finstera.htm,http://polityka-chojnice.blogspot.com/2012/09/wzorce-finstera-cz-ii.html .

Jak dowiedziałem się w Centralnej Komisji do Spraw Stopni i Tytułów, za plagę polskiej nauki uważa się fakt możliwości "robienia" doktoratów w Rosji na podstawie konwencji praskiej. Niemniej w tym roku mija 10 lat od czasu kiedy Polska wypowiedziała konwencję, więc od momentu, kiedy w teorii ostatnie doktoraty i inne stopnie oraz tytuły zostały "przywiezione" z Rosji. To może oznaczać, że wszelkie działania prawne dotyczące odbierania możliwości posługiwania się stopniem czy tytułem uznane będą za przedawnione!

Stopień kandydata nauk z Moskwy Arseniusza Finstera uznała w Polsce na podstawie konwencji praskiej równorzędnym z stopiniem doktora nauk ekonomicznych Minister Edukacji Narodowej i Sportu w grudniu 2003 r. minister Krystyna Łybacka (SLD, wcześniej PZPR). 

Niemniej nie wszystkie drogi prawne do odbierania stopni i tytułów uzyskanych nawet dawnej jak 10 lat temu są zamknięte. Przykładowo fakt ewentualnego popełnienia przez kogoś plagiatu jest podstawą do odebrania stopnia bądź tytułu.

Ciąg dalszy nastąpi.