W redakcji "Gazety Pomorskiej" odbyła się pierwsza debata pomiędzy Mariuszem Brunką, kandydatem PChS na burmistrza Chojnic, a Arseniuszem Finsterem burmistrzem Chojnic. Jej zapis będziemy mogli przeczytać na łamach "Gazety Pomorskiej" w dniu 5 grudnia, zapraszam do lektury!
sobota, 30 listopada 2013
środa, 27 listopada 2013
Czy zniesiono niewolnictwo?
Na tak postawione w tytule pytanie, zdaje się odpowiedzieć można krótko acz dwojako: tak lub nie. Postaram się o rozwinięcie myśli, której konkluzja rzeczywiście może doprowadzić do zwięzłej odpowiedzi.
Niewolnictwo zostało w krajach Zachodu zniesione w XIX wieku, w jednych wcześniej, w innych nieco później. W Zjednoczonym Królestwie Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej co prawda zakazano handlu niewolnikami w 1807 roku, ale niewolnictwo zniesiono dopiero w roku 1833. Tym samym darując dotychczasowym zniewolonym "podmiotowość".
Niezaprzeczalnie miało to związek z rozwojem techniki. Wprowadzeniem maszyn parowych, rozwojem infrastruktury, handlu, wzrostem dynamiki w kontaktach międzynarodowych, kolonizacją świata - dziś zwanego "trzecim". Dlaczego jednak zniesiono niewolnictwo?
Otóż powodów upatrywałbym jedynie materialnych, a nie jak próbują nam wmówić liberalni ideolodzy w rozwoju koncepcji praw człowieka, czy na tamten czas ogólnie humanizmu lub w innych prądach intelektualnych do dziś drążących Europę.
Człowiek nazwany "niewolnikiem" nie może z definicji dysponować swoją wolą, a działanie jest mu po prostu nakazane. Stąd tego, który stał się wolnym podejrzewać można by było o działanie zgodne jego woli.
Zastanwiająca ta wolność w warunkach polskiego kapitalizmu, szczególnie na polskiej prowincji jaką są Chojnice. Średnia zarobków w Chojnicach ok. 1700 zł netto (zawyżona stawkami urzędniczymi, większość ludzi żyje za najniższą krajową). Niewolnikowi zapewniano - dach nad głową, jedzenie, a co zdolniejszym ścieżkę kariery zawodowej. Oddawał się w całości za możliwość korzystania z "pańskiego stołu". Dziś kapitaliści do tego stopnia stali się bezczelni, że wolnością nazywają suchy chleb i czarną kawę. Otóż zakres możliwości osób żyjących za najniższa krajową jest znikomy. Są oni niewolnikami, jeszcze wyższego rzędu, aniżeli ich protoplaści z wieków minionych. Żyjący w ułudzie wolności polegającej na prawu do braku możliwości, karmieni papką o doniosłej roli kapitalizmu i demokracji horyzont świata zamknięty mają siłą nabywczą pustego portfela.
Zniewolenie w dobie współczesności sięgnęło zenitu, a będzie się jeszcze posuwać naprzód, aż przekroczy Rubikon, po czym dla świata nie będzie już drogi odwrotu. Jeśli bowiem, dziś Polacy godzą się żyć w biedzie, to tylko dlatego,że nie osięgnięto punktu krytycznego złego stanu materialnego. I dwa, nadal możemy się chełpić względną wolnością - choćby słowa. A mówić to my lubimy.
Stąd wniosek mój taki, że niewolnictwo trwa nadal, a handel niewolnikami przybrał skalę międzynarodową (proszę spojrzeć na skalę emigracji zarobkowej chojniczan), jedynym dysponentem ludzkiej wolności stał się potężny zakumulowany kapitał, który zmusza ludzi do ciągłej mobilności tak promowanej przez media. Nie wiem czy ktoś z Państwa pracował w korporacji, ale jest to zajęcie niczym na okręcie galerników, najlepszy staje się równy najgorszym, i nikt nie wie dokąd płynie łajba. Tak też i z warunkami kapitalistycznymi, rzeczywista wartość włożona poprzez pracę w towar i uslugi, nie należy do wytwórcy, bo on sam - jako osoba pracująca - nie jest dysponentem siebie. Na 8 godzin powierza się pracy, w ktorej zużywa siebie i swoje siły witalne poprzez pracę najemną, po której staje się niewolnikiem w stanie spoczynku zobowiązanym do regeneracji sił witalnych celem ponownej pełnej eksploatacji.
Bez względu na zakres umiejętności i kwalifikacji, człowiek nie posiadający kapitału jest niewolnikiem. Z tym, że pisząc o kapitale, mowa dziś o miliardach. Stąd wiadomo, że niewolnikami jest 98% ludności globu. Takiej skali niewolnictwo nie miało nigdy, a doprowadził do tego kapitalizm. Odpowiadając na postawione w tytule pytanie: nie, niewolnictwa nie zniesiono, niewolnictwo ma się dobrze.
sobota, 23 listopada 2013
Jak było naprawdę?
Wszyscy zastanawiamy się jak mogło być naprawdę? Co doprowadziło do zdarzeń, które do dziś są na ustach ludzi.
Był 1939 rok armie Hitlera zaatakowały Polskę, a po trzech dniach "korytarz pomorski" został całkowicie odcięty od Polski. Jak wskazują dane archiwalne, w ten dzień właśnie, w momencie w którym Niemcy odetną Polskę od morza miała zakończyć się wojna.
Odnalezione dokumenty świadczą o tym,że przedwojenna polska organizacja Liga Morska i Rzeczna, a potem po prostu Liga Morska zrzeszająca kilkanaście milionów członków (w Chojnicach również odbywały się spotkania tej organizacji), miała wpływ na politykę międzynarodową.
W początkach 1939 roku kiedy napięcie na starym kontynencie zaczęło narastać, polski minister spraw zagranicznych odbył serię spotkań z politykami z Zachodu. Szczególnie częste były to rozmowy z brytyjczykami, którzy uważali, że na potencjalnym konflikcie Niemcy - Polska mogą ugrać rezygnację Polski z ambicji kolonialnych. Bo Polska jak wiadomo takie ambicje wygłaszała nawet na forum Ligi Narodów. Naród polski, również w osobie prymasa Polski Hlonda, żądał prawa do dostępu do "ziem kolonialnych" od mocarstw ówczesnego świata.
Brytyjczycy chcieli Polaków zmusić od zrzeczenia się korytarza pomorskiego na rzecz Niemiec, według żądań Hitlera. Kiedy Ci nie chcieli na to przystać, zapadła klamka...Brytyjczycy postanowili, aby nie działać tak długo, do kiedy Hitler nie zdobędzie Pomorza Gdańskiego. Do wojny chcieli wkroczyć dopiero wtedy, tak też się stało, kiedy pewnym było,że Polacy stracili Pomorze Gdańskie i nie zrealizują w żaden sposób bez dostępu do morza swych ambicji kolonialnych, brytyjczycy i inne kraje kolonialne wkroczyły na drogę wojny z Niemcami.
Postawiłem hipotezę, że Zjednoczone Królestwo i inne kraje kolonialne, z pełna świadomością, poświęciły los mieszkańców Pomorza Gdańskiego, gdyż wydawało się im, że kiedy wypowiedza wojnę Hitlerowi, to ten zatrzyma wojska w miejscu linii frontu. Jak wiadomo alianci przeliczyli się w swym scenariuszu i 28 września wojska Hitlera zajęły Warszawę...
W tej sprawie prowadzę kwerendy archiwalne i mam nadzieję, że kolejna moja książka, wyjaśni tę zagadkową hipotezę...
sobota, 16 listopada 2013
11 listopada nie dzielić polskiej krwi!
W gazecie "Polska Niepodległa", wydanej z okazji Marszu Niepodległości przez środowiska narodowe znalazłem tekst mojego kolegi ze studiów doktoranckich, autora tekstów do "Słowa Młodych", Michała Soski. Skądinąd bardzo interesującej postaci, autora kilku książek i masy artykułów naukowych i publicystycznych. W artykule tym, Michał stawia tezę, że Marsz Niepodległości, jedność biorących w nim udział środowisk został poniekąd rozbity poprzez współpracę na linii Tusk - Kaczyński. Chyba Michał też starał się wskazać, że PiS zdezerterował i poszukuje odpowiedzi na pytanie o to dlaczego PiS "uciekł" ze stolicy.
Dodam, że dla mnie wyjście PiS-u z Marszu było bardzo dobrym ruchem politycznym. Dziś za spalenie budy pod rosyjską ambasadą winny byłby prezes Kaczyński, za spalenie tęczy członkowie PiS...Dobrze PiS zrobił w mojej opinii, ale warto zapoznać się z opinią przeciwną, w tym przypadku, Michała.
Michał przyznał, że PiS jest jedyną realną alternatywą na arenie politycznej, stąd pytanie do Michała, czy chciałby aby PiS przestał być alternatywą w realistycznym sensie znaczenia słowa alternatywa?
wtorek, 12 listopada 2013
Marsz (Nie)Podległości
Tak wiele przeczytałem w mediach, na facebook'u o wczorajszych zdarzeniach. Ludzie oceniają je ze swoich perspektyw, w czym nie ma przecież nic nadzwyczajnego. Jedno co mnie przeraża, to skala zideologizowania widoczna właśnie w okazywanych perspektywach. Wyjdźmy poza schematyzm myślenia oparty na ideologiach i wtedy będziemy w stanie zobaczyć, że: 1. Ludzie nie mają wolności są kierowani przez ideologie; 2. Byt ukształtował naszą świadomość, jak bardzo niektórzy nie chcieliby o tym słyszeć; 3. Na bazie braku jednostkowej wolności, ludzie skłonni są robić to co zrobiłaby hipostaza ideologii z opozycyjnością swoją, czyli skłonni są ścierać się; 4. Zdarzenia, które obserwujemy nie różnią się od tych sprzed roku czy dwóch tym samym oczywistym jest, że rządzący zgadzają się na taką formę manifestacji przynależności ideologicznej (warto się zastanowić dlaczego)?; 5. Mamy poważny problem z wyznaczeniem granic tolerancji, również dla form ekspresji niechęci/nienawiści wobec opozycyjnych stanowisk - w tym względzie potrzeba po prostu zmiany w kulturze politycznej. Perspektywa liberalna nie wystarcza, to na jej bazie "wolno" ścierać się w sposób jaki obserwujemy;; 6. Brak bezpieczeństwa indywidualnego w polskiej rzeczywistości przejawia się na chęć przynależności, więc i na wzrost atrakcyjności ideologii, które cementują poczucie przynależności grupowej; 7. Kto przynależy do grupy ten zaczyna konstruować swą tożsamość w oparciu o priorytety, zasady i wartości grupy zbudowanej na strukturze ideologicznej. Na zakończenie - brałem udział w poprzednich Marszach Niepodległości. Udziału w nich nie wezmę już nigdy. Nie dlatego, że nie podoba mi się, że spalili komuś tęczę, nie dlatego, że policja traktuje tłum gazem, nie dlatego,że rzucają w siebie brukiem, ale przede wszytkim dlatego,że nikt tam nie robi tego z własnej woli. To jest zbiorowe poddawanie się cudzym myślom i priorytetom. Bądźmy wreszcie wolnymi ludźmi! Wyzwólmy siebie z ideologii, które władały nami! Niech każdy zacznie używać swego rozumu, zanim odda swą wolność w cudze ręce. Ja swoją na chwilę zdeponowałem gdzieś, po tej chwili depozyt odebrałem i go już nikomu nie powierzę!
Cieszę się, że PiS odciął się od tego Marszu, że w jakiejś mierze wyszedł poza konflikt ideologiczny, który skutkuje rzucaniem w siebie brukiem.
niedziela, 10 listopada 2013
niedziela, 20 października 2013
Rynek (nie)publiczny
W centrum Chojnic na Starym Rynku postawiono dość kuriozalny "obiekt".
Proszę zapoznać się z tym artykułem: http://www.chojnice.com/wiadomosci/teksty/Nowinka-dla-turystow-na-Starym-Rynku/10552
Z artykułu dowiedzieć się można więcej o sprawie tablic informacyjnych jakie zostały zainstalowane na Starym Rynku w Chojnicach. Przede wszystkim zasponsorowała je Lokalna Grupa Rybackiej "Morenka".
I tutaj pytanie, czy każde stowarzyszenie dostanie prawo, aby w przestrzeni publicznej miasta instalować prezentacje związane z jego działalnością jako stałe elementy tej przestrzeni?
Nasuwa się też szereg kolejnych pytań:
- dlaczego tablic nie ustwiono gdzieś na deptaku między klombami kwiatów?
- dlaczego forma architektoniczna tablic nie nawiązuje do małej architektury Starego Rynku?
- po co nam na Starym Rynku w Chojnicach eksponowanie mapy powiatu kościerskiego?
- dlaczego inicjatywa prywatna jest akceptowalna przez władze, kiedy chodzi o przestrzeń publiczną, bez konsultacji z mieszkańcami?
- ile LGR będzie płaciło miastu za miejsce na promocję swojej działalności?
- przerażające jest to, że jak się dowiaduję z mediów to dopiero początek podobnych działań LGR na terenie miasta...
Będę namawiał koleżanki i kolegów z PChS-u do zajęcia oficjalnego stanowiska w tej sprawie. Rozporządzenie przestrzenią publiczną to dość poważna sprawa dla lokalnej społeczności.
piątek, 11 października 2013
Przestrzeń konfliktu
Zwykło się przyjmować w dyskursie publicznym w Chojnicach tezę o wrogości obozów Finster - PChS.
Takie ujmowanie sprawy z jednej strony odmawia opozycji prawa do głosu, w drugiej tworzy ramę pojęciową w którą wpisana jest ta teza o wrogości. Ludzie z PChS - to "wrogowie publiczni". Arseniusz Finster jawi się jako jedyny racjonalny gracz na scenie politycznej z monopolem na mądrość. Oczywiście jest to na rękę burmistrzowi, który nie chce poważnego traktowania jakiejkolwiek formy alternetywy.
Stąd często wytyka PChS-owi, że "oni nic nie zrobili dla ludzi", "to są politycy", "to nie jest stowarzyszenie", "nikogo nie reprezentują". W konsekwencji mają to być ludzie bez głosu.
Osiągnięciem człowieka współczesnego, naszej cywilizacji jest możliwość prowadzenie sporów bez przelewu krwi i sekowania przeciwników. W sposób wysoce ucywilizowany możemy zbudować przestrzeń konfliktu w której jednak będą utrzymywane kanały komunikowania pozwalające na kreację różnych stanowisk - przeciwnych sobie. I nie chodzi tutaj o wartościowanie któregokolwiek środowiska, ale po prostu o powszechną zgodę na budowanie alternatywy, czyli w zakresie naszej abstrakcyjnej przestrzeni konfliktu płaszczyzny z którą będzie się mogła utożsamić część wyborców. Najgorszym co mogłoby spotkać Chojnice, jest taka sytuacja w której nie powstaną żadne alternatywne środowiska, koncepcje itd.
Dlaczego jest tak niska frekwencja wyborcza? Prawdopodobnie duży wpływ na to ma brak możliwości identyfikowania się części wyborców z politycznymi reprezentantami ich poglądów na "świat".
Dajmy więc sobie przede wszystkim prawo do polityczności rozumianej jako przestrzeń konfliktu, który jednak nie ma doprowadzać do wrogości, a po prostu do kreowania przeciwnych stanowisk w sferze publicznej.
Przecież wiadomo nie od dziś, że PChS ma zupełnie inne poglądy od burmistrza Finstera i jego klubu radnych, na gospodarkę, na finanse, na rozwój miasta, na partycypację obywateli w rządzeniu. Dlatego się różnimy. Burmistrz być może jest świadom,że wzrost społecznego zainteresowania naszymi koncepcjami może doprowadzić do spadku poparcia dla Jego pomysłów. Jednak taka jest właśnie polityka kreuje się przestrzeń idei z którą idzie się po władzę lub za którą się "politycznie ginie". To jest wymiar fair play w polityce. Tego fair play w Chojnicach nie ma na razie, bo Arseniusz Finster skutecznie blokuje nam przestrzeń komunikacji z obywatelami, co więcej odmawia nam dyskursywnie prawa do kreowania alternatywy. W tym mieście ma być jedna wizja. Nigdy się na to nie zgodzimy. Obywatele muszą mieć realne możliwości wyboru, i dodam więcej ten wybór nie musi się ograniczać do dwóch obozów PChS-Finster. Im więcej sprzecznych pomysłów, środowisk i koncepcji tym zdrowiej dla lokalnej demokracji.
sobota, 28 września 2013
Murem PChS stoi!
Wczoraj poczułem naprawdę wielką satysfakcję! PChS - przedstawił kandydata na burmistrza Chojnic, Mariusza Brunkę! W PChS urządzliśmy prawybory, które pokazały mi, że murem za wypracowaną wspólnie przez członków PChS koncepcją działań stoją wszyscy skupieni w naszym środowisku. Wspólnie wybraliśmy Mariusza Brunkę, którego będę wspierał przed wyborami jak i w czasie wyborów. Coraz szersza rzesza osób dołącza do PChS, mamy realne szanse przejąć w Chojnicach władzę i wdrożyć między innymi takie projekty jak Porto Alegre, wprowadzić budżet obywatelski, zająć się sprawami publicznymi poza grą w układy.
Obserwatorzy na pewno zwrócili uwagę na dynamikę PChS, na profesjonalizm działań. Na otwartość, na podejście do lokalnej polityki, jakby to nie było 40 tysięczne miasto. De facto stworzyliśmy "rząd cieni". I dzięki temu jesteśmy w stanie bardzo szybko i sprawnie wdrożyć nasze pomysły po wyborach. Nikt już się nie oszukuje, że z władza reprezentowaną przez Arseniusza Finstera można prowadzić dialog. Tę władzę po prostu trzeba zmienić.
środa, 25 września 2013
Nieudolny burmistrz Finster
Arseniusz Finster jako burmistrz Chojnic jest nieudolny w zarządzaniu miastem.
Podam z rękawa tylko dwa przykłady, ewidentne.
1. Przez swoją politykę budżetową, w której to sprzedaż mienia komunalnego miała dać w tym roku ok. 10 mln, złotych pojawia się dziura budżetowa rzędu 8 milionów złotych. Oczywiście burmistrz nie poniesie odpowiedzialności, poniosą ją pracownicy ZGM oraz mieszkańcy, bo burmistrz zaciągnie na nas znowu kredyty na miliony i na lata...
2. Burmistrz zlikwidował swoją polityką ostatnie przedszkole samorządowe w Chojnicach. Od września 2013 roku, rząd RP dofinansowuje funkcjonowanie takich placówek. Tym samym budżet miasta nie otrzymuje subwencji, które otrzymują takie gminy jak Człuchów.
Dlaczego mieszkańcy popierają nieudolność?
Podam z rękawa tylko dwa przykłady, ewidentne.
1. Przez swoją politykę budżetową, w której to sprzedaż mienia komunalnego miała dać w tym roku ok. 10 mln, złotych pojawia się dziura budżetowa rzędu 8 milionów złotych. Oczywiście burmistrz nie poniesie odpowiedzialności, poniosą ją pracownicy ZGM oraz mieszkańcy, bo burmistrz zaciągnie na nas znowu kredyty na miliony i na lata...
2. Burmistrz zlikwidował swoją polityką ostatnie przedszkole samorządowe w Chojnicach. Od września 2013 roku, rząd RP dofinansowuje funkcjonowanie takich placówek. Tym samym budżet miasta nie otrzymuje subwencji, które otrzymują takie gminy jak Człuchów.
Dlaczego mieszkańcy popierają nieudolność?
czwartek, 12 września 2013
Jak polubić PChS?
Czyli jak zacząć wspierać działania członków Stowarzyszenia Projekt Chojnicka Samorządność?
Na facebooku, od tego można zacząć:
https://www.facebook.com/PChSChojnice?fref=ts
Dalej będzie jeszcze łatwiej, razem zmienimy Chojnice na najlepsze miejsce na świecie :)
wtorek, 10 września 2013
"Pospadają z krzeseł" - czyli kulisy likwidacji ZGM
Podczas sesji Rady Miejskiej Chojnic, w dniu 09.09.2013, kiedy ważyły się losy Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej (http://chojnice24.pl/artykul/16508/niespodzianka-sesyjna/) , miała miejsce taka wymiana zdań (zasłyszane , w trakcie transmisji, na stronie Urzędu Miejskiego) :
Mirosław Janowski (przewodniczący Rady Miejskiej): "Arek tak spokojnie było"
Arseniusz Finster (burmistrz Chojnic): "Niektórzy, którzy mi mówili, że będą za, a się wstrzymają, to ja zrobię taki ruch, że oni z krzeseł pospadają".
Mirosław Janowski: "Był spokój, ale zobacz jak spokojnie nam szło, co zrobiłeś. Po cholerę, żeś się uniósł"?
Finster ma już teksty jak sam Lepper ;)
Ta krótka wymiana zdań, między Mirosławem Janowskim (głosował przeciw likwidacji ZGM), a burmistrzem Arseniuszem Finsterem, idealnie wskazuje linię pęknięcia w komitecie Finstera. Otóż, wszyscy już mają dość wyimaginowanych planów Finstera, za które płaci całe miasto. Ekonom nasz, wymyśla sobie, że będzie miał tyle i tyle dochodu z czegoś tam, bo tak sobie wymyślił, a potem pozostaje wielka dziura w budżecie z tych planów i konieczność pchania miasta w kolejne kredyty. Jednocześnie ofiarą padają ludzie, którzy na ZGM w sumie żyli przez całe życie. Nierzadko dzięki jakiejsśtam więzi...Małe to miasto i niektórzy na przykład w tym głosowaniu bronili wręcz rodzinnych interesów. To było ewidentne.
Interesujące w chęci likwidacji, w tym planie, likwidacji ZGM, jest kwestia wyprzedaży lokali. Wydaje mi się, że ich ceny zostały nieco zawyżone, właśnie po to, aby Finsterowi nie udało się ich sprzedać. Chyba w Chojnicach Pan burmistrz ma już piątą kolumnę przy władzy. Co więcej brak chęci wykupu przez dotychczasowych lokatorów, otwiera ścieżkę do wykupu na preferencyjnych warunkach przez osoby trzecie. Zgadza się? ;)
Brutalne połajanki burmistrza, i jego zachowanie wobec kolegów z komitetu, którym grozi, że "pospadają z krzeseł" jak nie będą głosować tak jak On chce, wskazuje z jak głęboką dyktaturą mamy do czynienia w tym mieście. Skoro ktoś posuwa się publicznie do takich deklaracji wobec ciała samorządowego - uchwałodawczego, jakim jest Rada Miejska, a tym kto się takich niecnych zamiarów uchwycił jest burmistrz - czyli nasza władza wykonawcza, to proszę Państwa o demokracji Pan Finster dawno zapomniał. Ta sprawa odbije się szerokim echem.
O sprawie pisze też Radek Sawicki, i proponuje Mirkowi Janowskiemu posiadanie w zanadrzu kultowej Melisy dla burmistrza, na wypadek takich zdarzeń w bliskiej przyszłości ;0
http://www.wspolnaziemia.org/?a=2&id=550&lg=pl
O sprawie pisze też Radek Sawicki, i proponuje Mirkowi Janowskiemu posiadanie w zanadrzu kultowej Melisy dla burmistrza, na wypadek takich zdarzeń w bliskiej przyszłości ;0
http://www.wspolnaziemia.org/?a=2&id=550&lg=pl
piątek, 30 sierpnia 2013
30 latkowie - pokolenie stracone
Wielokrotnie zbierałem się do napisania tego posta.
Chciałem w nim, i nie wiem czy mi się to uda, przedstawić perspektywę ludzi mojego pokolenia. Powiedzmy ludzi lat 80'.
Kilka z naszych roczników dokładnie wie co to byla komuna, zna braki w zatowarowaniu w lodówce. Zna zakazy do "wolnego słowa" poza domem, bo "tata może stracić pracę". Pamiętamy sowieckich sołdatów ze sklepów Pewexu i znamy smaki słodyczy przysyłanych z zagranicy. Jesteśmy ludźmi pokolenia, którego świadomość budowało wielkie spięcie między Zachodem i Wschodem. Między cukierkami z RFN i watą cukrową na lokalnych jarmarkach.
Widzieliśmy w jaki sposób nasi starsi koledzy dochodzili do ogromnych pieniędzy. Przyglądaliśmy się jak "Solidarność" dawała ciała na całej linii. Zdradzając w sumie idee "Sierpnia". Wychowaliśmy się w okresie szalonych lat 90, kiedy "Ci starsi" z jednej strony budzili podziw i zazdrość, z drugiej stawali się antytezą, tego do czego chcieliśmy dążyć. Nam się już zamarzył świat - demokracji, społeczeństwa otwartego. Ludzi sprawiedliwych, prawych. Innego kapitalizmu "z ludzką twarzą". To były marzenia.
Bo tak jak nasi rodzicie i dziadkowie, w czasie komuny bez większych problemów dorabiali się kolejnych domów i działek, tak my zostaliśmy wepchnięci w szalony wyścig szczurów. Z tego laboratorium najlepsi przeszli drenaż na Zachód. Reszta została, inni na zmywaki do Anglii, marząc, że chociaż na tę działkę i domek zarobią ciężką pracą. A tam, na emigracji większość ludzi popada w apatię, alienację. Zatraca się. Z jednej strony chcą przeżyć to wszystko czego by nie mogli doznać, z drugiej marzą o Polsce. Czyli rozdwojenie jaźni nadal trwa. Staliśmy się też pokoleniem dromadów. Tak oto z jednego miasta do drugiego, z jednego państwa do kolejnego. Gdzie w tym jest szansa na dom i rodzinę? Gdzie na stabilizację?
Właśnie ekonomia. Ta leży u większości z moich kolegów. Doktorów, spawaczy, magistrów i murarzy. Bez różnicy. Jesteśmy w widełkach płacowych, w których nie ma możliwości normalnego życia. Do tego specyfika "stylu życia" naszego pokolenia. Z jednej strony chęć osiągnięcia tego co tradycyjnie było pojęte jako "normalne" - a z drugiej hulaszczy stan trwający do 40 roku życia i dalej.
Dokąd my zmierzamy? Czy my jesteśmy jeszcze przyszłością czegokolwiek? Nie, jesteśmy ofiarami tranzycji systemowej, walki opcji postkomustycznej z pro katolicką i pro polską. Ideologie tak nas zmieliły, że w każdym calu nie jesteśmy w stanie wzbogacić, ani siebie, ani tego społeczeństwa. Oczywiście można nawoływać do przestrzegania tradycyjnych zasad, konwenansów. Ale to już jest wołanie na puszczy. Wartością dziś dla człowieka, nie jest człowiek, ale pieniądz. Wiele wzniosłych słów, należałoby usunąć ze słownika, bo te słowa już sa tylko pustymi znaczącymi dla dzisiejszych trzydziestolatków.
\
Wychowani w świecie "marzeń o potędze" finansowej, której szybki wzrost obserwowaliśmy w latach 90 - tych, i wepchnięci w wieku produkcyjnym w strukturalnie zmienioną rzeczywistość Polski po 2004 roku mamy problem. Dalszy dysonans. Z jednej strony zrozumienie dla potrzeby posiadania kompetencji, umiejętności, kwalifikacji, z drugiej rozczarowanie, że struktura, instytucje i ich węzłowe miejsca nadal są obsadzone ludźmi starej nomenklatury, co potęguje niemoc. I nie chodzi tutaj o władzę, ale o biznes przede wszystkim.
My musieliśmy robić studia, byliśmy zmuszeni do podyplomówek, żeby zarabiać 1500 złotych, oni to ludzie lat 50 - 60, wyrośli i wykształceni w komunie i w dużej mierze w takim duchu wychowani. Oczywiście nie każdy jest taki sam, ale trzeba doceniać moc systemowego oddziaływania ideologii. Na nas wpływ miały obie i postkomunistyczna i ta "lepsza" post-solidarnościowa. Żadna jednak nie dała nam szans realnego życia. Dziś żyjemy w stanie kompletnej innercji. Jak kiedyś Ci, którzy próbowali coś zrobić. Młodzieńczy zapał zderza się ze strukturalnymi przeszkodami. Wiecie, Czytelnicy, jaki odsetek moich kolegów i koleżanek, z moich szkól chojnickich, mieszka w tym mieście? Jaki odsetek żyje godnie? To są znikome procenty. Moi koledzy żyją poza Polską, poza Chojnicami. Jak chcemy budować? Kiedy sami staliśmy się jedynie emanację powiedzenia, że "czas leci". Nic nie możemy wnieśc, nic nie możemy uzyskać. Ten świat nie pozwala być nam "twórczą tkanką", on nas zmusza do egzystencji na skraju...egzystencji.
Zawsze zadaję sobie pytanie, co dalej? Co można zrobić? Jakie są rozwiązania?
Świetnie wskazała Jadwiga Sztaniskis, że w Polsce wprowadzono zmiany strukturalne, choć nikt na to nie był gotowy. Nałożono agresywny kapitalizm na społeczeństwo wychowane w komunie. Zażądano podporządkowania się życiowej modzie Zachodu, ale oprócz żądań nic nie zaoferowano ludziom, aby się dostosowali. Dlatego dziś magistrzy ekonomii, prawa, politologii sprzedają kredyty...albo materiały ścierne ;)
Co nam pozostaje? Są dwie opcje, tak generalnie traktując "nas", emigracja, bądź brutalna gra biznesowa. Ani jedno, ani drugie nie wniesie nic pozytywnego do rozwoju nas samych, ani do wzbogacenia Polski.
Jest jeszcze rozwiązanie, kredyt niczym uzda na 40 lat...M3 i totalne podporządkowanie systemowi. Czym to się różni od czasów PRL-u? Tam, też dostawali Ci, którzy byli grzeczni i w układach...Ciągle ta sama bajka. Nie ma się co łudzić, że coś zmienimy. Nic się nie zmieni. Jesteśmy straconym pokoleniem. Ani nie zdążymy nikogo zastąpić, ani wyprzeć. Jesteśmy pokoleniem spisanym na straty. Oczywiście traktując nas jako zbiór. Może piszę to ze swojej perspektywy. Może w dość pesymistycznym stanie i oglądzie rzeczywistości. Ale naprawdę ręce mi opadają, kiedy widzę świat w którym nie ma miejsca na normalność...
środa, 28 sierpnia 2013
Jakie układy?
Trzy lata temu, kiedy po raz pierwszy zaangażowałem się w kampanię wyborczą jednego z miejscowych komitetów wyborczych wierzyłem w ... zmiany. Takie też było hasło Projektu Samorządność "Uwierz w zmiany".
Zmian nie było. Wynik był słaby, a cała kampania była według mnie po prostu na tyle asekuracyjna na ile tylko to było możliwe. Dlaczego? Znam odpowiedzi, ale nie mogę się nimi dzielić...ot polityka.
Jak będzie za rok?
Na scenie mamy nowego gracza w polityce samorządowej - Projekt Chojnicka Samorządność i choć zrzesza ludzi "wielkiej wiary" w zmiany, to ja tych zmian wcale nie oczekuję. Nie udało się i nie uda się na pewno, zrealizować planu minimum w lokalnej polityce, który mógłby być przedwstępem zmian. Na pewno przeciwko Arseniuszowi Finsterowi w wyścigu o fotel burmistrzowski stanie więcej jak jeden kontrkandydat. Czym to się może skończyć? Kto zna historię ten wyciągnie wnioski. Wielu środowiskom na takim scenariuszu zależało. Po to właśnie, aby żadnych zmian nie było.
Niestety, ale to się jeszcze teraz nie uda. Nie teraz. Nie przejmiemy władzy, nie będzie Grunwaldu. Zrozumiałem to dość późno, ale wystarczająco wcześnie aby przegrupować siły. Co nie oznacza, że część z nas nie wejdzie do Rady Miejskiej.
Zakulisowe rozgrywki ludzi władzy, potencjał finansowy jaki za nimi stoi, sieć układów, spychanie ludzi opozycji na margines życia społecznego - to wszystko uniemożliwia równą walkę. To wszystko staje się jedynie podstawą groteski w której grałem jedną z ról.
Nadal jestem z PChS-em i będę lojalnie wspierał jego działania. Realnym okiem patrząc, nie widzę jednak szans na zwycięstwo w pełnej formie. Nie widzę nawet szans na pyrrusowe zwycięstwo.
Przed nami jeszcze nie rok, a kolejne pięć lat walki. I z tą świadomością należy działać. Nikt też nie składa broni, po prostu stałem się sceptycznym skrzydłem PChS-u. A do chojniczan mówię głośno: nie liczcie na zmiany w przyszłym roku. One nie nastąpią. Nie zmieni tego nawet nowa ordynacja. Nic tego nie zmieni.
Subskrybuj:
Posty (Atom)