poniedziałek, 19 października 2015

Łatanie dziur

Jest taki kawał:

- Jak rozwiązać problem głodu i bezrobocia?
- Niech głodni zjedzą bezrobotnych!

Taka mniej więcej, jest w parafrazie koncepcja władz miejskich na rozwiązywanie problemów ekonomicznych. Spirala tych problemów poszła w ruch w momencie, kiedy okazało się, że miasto musi wypłacić chojnickim przedszkolom niepublicznym miliony złotych. Dlatego teraz problem z przedszkolakami, mają rozwiązać niemowlaki z miejskiego żłobka. Otóż dziś postanowiono, że miasto spienięży część budynku, jaki zajmuje miejski żłobek? 

Logika władz, ta fetyszyzacja celów materialnych o których pisałem wcześniej (http://polityka-chojnice.blogspot.com/2015/10/fetyszyzacja-celow-materialnych.html) jest widoczna w każdym posunięciu. Można powiedzieć, że miasto się wyprzedaje, choć nadal władza nie potrafi ograniczać kosztów swojego funkcjonowania. Przecież Straż Miejska kosztuje, Centrum Park (basen szczególnie) kosztuje, drużyny kopaczy miejskich kosztują. Społeczeństwo w ujęciu ogólnym nieustannie ubożeje, a pozory zasobności wynikają z pracy poza granicami, w tym samym czasie synekury polityczne żyją w dostatku, stanowiąc jednak coraz większe obciążenie dla reszty społeczeństwa, które z pewnością, jak wszędzie ma swą granicę wytrzymałości. I życie to nie kawał, głodni nie zjedzą bezrobotnych i problemy same nie znikną. 

Policja Polityczna

W sobotę odbyło się spotkanie autorskie z doktorem Krzysztofem Halickim, który w Chojnicach promował swoją nową książkę Policja Polityczna w województwie pomorskim w latach 1920-1939. Poniżej zamieszczam materiał video z chojnice.tv: (http://www.chojnice.tv/wideo-1948-Policja_polityczna_w_II_RP_na_Pomorzu_i_w_Chojnicach )

sobota, 17 października 2015

Dlaczego popieram Dorotę?

Kiedy zakładałem Stowarzyszenie Arcana Historii i gromadziliśmy coraz szersze środowiska, wtedy też krystalizowały się nasze zapatrywania polityczne. Choć oczywiście było to i pozostało środowisko ludzi zróżnicowanych pod kątem poglądów politycznych, to nikt nie miał nigdy nic przeciwko współpracy naszego stowarzyszenia z senator Dorotą Arciszewską-Mielewczyk. Pierwszym przejawem związywania się naszej współpracy ze znaną parlamentarzystką, która wtedy w 2007 r. zajmowała się przede wszystkim kwestiami niemieckich roszczeń i oskarżeń, jakie padały na arenie międzynarodowej wobec Polski z ust szefowej Związku Wypędzonych Eriki Steinbach było zaproszenie, jakie wystosowaliśmy do Doroty Arciszewskiej-Mielewczyk jesienią 2007 r., aby przyjechała do nas do Chojnic i aby opowiedziała nam o swoich zmaganiach, jako szefowa Powiernictwa Polskiego z niemiecką machiną propagandową, która godziła w polski interes. Zaproszenie zostało przyjęte i spotkaliśmy się z mieszkańcami we Wszechnicy Chojnickiej.

To jest pierwsze zdjęcie z tamtego wydarzenie (przepraszam za kiepską jakość, Polaroid nie zawsze był niezawodny, jak widać):


Członkowie SAH, Marcin Wałdoch i Krzysztof Szulczyk z Dorotą Arciszewską-Mielewczyk, Chojnice 17 listopada 2007 r.

Już wtedy wiedziałem, że będę promował Dorotę Arciszewską-Mielewczyk przy okazji swojej działalności, bowiem przede wszystkim zaimponowała mi jej postawa obrończyni polskich interesów wobec niemieckiego lobby, które zresztą i w Polsce dominowało w sferze mediów. Nie wspominając już czarnej propagandy, jakiej przy tym zrobiono polskiej parlamentarzystce w Niemczech. Ponieważ stowarzyszenie było nieustępliwe wobec Eriki Steinbach i głoszonych przez nią poglądów, a walka polityczna w tej mierze przeniosła się w sferę publikacji Powiernictwa Polskiego, gdzie Erikę Steinbach przedstawiono w negatywnym świetle zestawiając jej wizerunek z żołnierzem SS, Powiernictwo Polskie otrzymało wyrok opiewający na kilkadziesiąt tysięcy euro. Dziś mówi się o tej sprawie jasno, że było to zamknięcie Polakom i niepokornemu stowarzyszeniu ust w sprawie kwestii tzw. "wypędzeń". Niektórzy Niemcy zdają się zapominać, że musieli opuszczać polskie ziemi i pozostawiać swoje majątki, bo ich rodacy, a może i oni sami, głosowali w wyborach demokratycznych na Adolfa Hitlera i NSDAP. Nie ma skutków, bez przyczyn.

W związku z tymi zmaganiami byliśmy też w Sejmie RP, gdzie braliśmy udział w dyskusji o problematyce niemieckich roszczeń wobec Polaków. 



W późniejszych latach Dorota Arciszewska-Mielewczyk wielokrotnie była w Chojnicach, przykładowo na organizowanych przeze mnie Dniu Flagi, kiedy rozdawaliśmy chojniczanom polskie flagi. Jednak dla chojniczan bardzo istotnym musi pozostać fakt, że także w wymiarze naszej lokalnej działalności poseł Dorota Arciszewska-Mielewczyk wspierała nas w zmaganiach o interes mieszkańców. Była tak na pewno, kiedy zjawiła się w trakcie zgromadzenia publicznego, jakie Wspólna Ziemia organizowała wraz z SAH na chojnickim Starym Rynku, protestując przeciwko likwidacji przez władze Chojnic ostatniego przedszkola publicznego (więcej o sprawie i zdjęcia Pani Doroty na tym proteście: http://chojnice24.pl/artykul/10983/pojedynek-na-decybele-w-samo-poludnie/). Wtedy nikt nas nie słuchał, że to przyniesie poważne konsekwencje finansowe i prawne dla Chojnic. Nasze stanowisko swoją obecnością wsparła wtedy Dorota Arciszewska-Mielewczyk, jako jedyny poseł z naszego okręgu. 

Pragnę zaznaczyć, że współpraca z Dorotą Arciszewską-Mielewczyk w żaden sposób nie miała nigdy i nie ma obecnie wymiaru finansowego, ani nasze akcje i działania społeczne, ani działania Pani Poseł, nigdy nie były przez nas wzajemnie wspierane finansowo. Jest to współpraca z przekonania i ma podłoże czysto ideowe związane z rozumieniem polskiej racji stanu i prymatu, jaki ma dla nas interes obywatela, dobro Polski i Polaków. Na Dorotę Arciszewską-Mielewczyk można zawsze liczyć i nie jest to parlamentarzysta, który by odmówił wsparcia inicjatyw społecznych, mam nadzieję że po wyborach uda się Pani Poseł złożyć szereg interpelacji, które być może poprawią położenie Chojnic pod względem społecznym i gospodarczym. Szczególnie chodzi o kwestię infrastruktury i sprawy spadku znaczenia Chojnic, jako ośrodka administracji publicznej w ostatnich latach oraz peryferyzację naszego miasta w województwie.

Dlatego proszę Was o oddanie głosu na Dorotę Arciszewską-Mielewczyk, bo to poseł na którego zawsze można liczyć i nie bez znaczenia jest wieloletnie doświadczenie i obycie w sprawach rangi państwowej i międzynarodowej. Dorota Arciszewska-Mielewczyk jest przyjacielem Chojnic i jako taki na pewno będzie zawsze doskonałym ambasadorem naszych spraw chojnickich. Na co i ja liczę!

Tutaj znajdziecie Państwo choćby ostatni przykład działania Doroty Arciszewskiej-Mielewczyk na rzecz Chojnic w Sejmie, kiedy to Pani Poseł złożyła interpelację w sprawie możliwości uruchomienia połączenia kolejowego, bezpośredniego na linii Gdynia-Chojnice-Poznań. Była to interpelacja złożona w sierpniu 2015 r. Można sprawie przyjrzeć się tutaj: http://www.sejm.gov.pl/Sejm7.nsf/interpelacja.xsp?typ=INT&nr=34321 , Dzięki temu działaniu, wiemy, co zrobić, aby w bliskiej przyszłości połączenie Gdynia-Gdańsk-Chojnice-Poznań uruchomić! I w tej sprawie na pewno będę działa, gdyż to właśnie, ja we współpracy z Panią Poseł przygotowywałem szkic wskazanej interpelacji. 

piątek, 16 października 2015

Paradoksy Leszka Millera

O poranku słuchałem Radio Weekend, a tam wywiad z chcąc nie chcąc, wytrawnym politykiem polskiej sceny. Dotąd jednak myślałem, że jakość Jego wystąpień wiąże się przede wszystkim z bystrością umysłu i umiejętnością serwowania słuchaczom ciętych ripost. Na przykład, jak mówił do Palikota; "Nie powiem nawet pies cię..., bo to mezalians byłby dla psa". 

Ten odbierany dziś raczej pozytywnie polityk, był graczem pierwszej ligi politycznej, kiedy Sojusz Lewicy Demokratycznej by u władzy w latach 2001-2005. Czy to nie wtedy wybuchały, takie afery, jak: węglowa, paliwowa, itd. Czyli generalnie mógłbym rzec, że był to czas aferałów surowcowych.

Abstrahując od tego, w dzisiejszym programie Leszek Miller oznajmił słuchaczom, że On jest za zdecentralizowanym państwem, On jest za tym, żeby w Chojnicach była nawet siedziba Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) i On to może postawić, jako postulat wyborczy. Większych niedorzeczności dawno nie słyszałem, ale to jednocześnie świadczy o upadku tego polityka i próbach poszukiwania wyborców za każdy rodzaj kiełbasy wyborczej, nawet tej z psim jadem dla organizmu państwowego. Przecież ideą istnienia stolicy, jest fakt centralizacji instytucji państwowych, jest to swoisty mózg państwa, czego dotąd nie jest w stanie zmienić polska biurokracja tkwiąca swymi metodami w XX w. Dlatego takie posunięcia musiałyby prowadzić do nieuchronnej katastrofy politycznej. Najlepsze jest w tym, to, że Leszek Miller wczoraj (15.10) obiecał GUS dla Słupska w wywiadzie, który udzielił RMF FM:




Niemniej, warto znowu przypomnieć, że Leszek Miller zaliczał się w latach 80. XX w. do przedstawicieli partyjnego betonu, był zatwardziałym komunistą i występował przeciwko likwidacji Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (szkoda, że redaktor Radio Weekend nie zapytał Leszka Millera o jego ewentualną wiedzą o niszczeniu dokumentów PZPR w 1989 r.), ten robotniczy syn, zmienił swoją postawę w odniesieniu do sensu debaty na linii centralizacja-decentralizacja państwa o 180 stopni od czasów lat 80. XX w., a mam i wrażenie, że nie od wtedy, a od momentu kiedy był premierem i przecież mógł się opowiedzieć za decentralizacją państwa, przenosząc na przykład Kancelarię Premiera do Żyrardowa, tworząc 100 województw i udzielając autonomii różnym regionom. Tego nie zrobił, bo to przecież stoi w jawnej sprzeczności z nim, jako zelotą komunizmu, który wierzył w monopartyjne państwo. Nie zrobił tego, na szczęście, ale dziś niedobrze to brzmi, kiedy się chwyta takich populistycznych zabiegów, aby znajdować poparcie w regionie z którego się po prostu nie wywodzi, którego nie rozumie i w którym w żaden sposób się nie zakorzenił.


Zjednoczona Lewica, na pewno nie przekroczy progu 10%, grozi jej natomiast osiągnięcie wyniku ok. 4%, o czym Miller z pewnością wie, ale nie mówi, bo to po klęsce dr Ogórek w wyborach prezydenckich przypieczętowałoby los Leszka Millera, jako polityka. 

Moja rada jest taka, nie głosujcie na Millera, to stary komunista, który dzięki postawie politruka zyskał zajęcie życiowe i wykształcenie w szkole partyjnej, jaką była Wyższa Szkoła Nauk Społecznych przy Komitecie Centralnym PZPR. Miller to farbowany lis, marksistowsko-leninowskiej maści. Głos na niego, to głos na Polskę aferałów surowcowych i promowanie ludzi, którzy dzięki ślepej wierze w przewodnią rolę PZPR zyskiwali zajęcie na całe życie, kiedy prawdziwi robotnicy nie mieli za co żyć, a ich dzieci nigdy nie doczekały awansu społecznego, często dlatego, że nie wierzyły, jak zapewne Miller, w ufundowaną przez Moskwę Polsce PZPR. 

Przy okazji przypomniało mi się też spotkanie z Leszkiem Millerem, ze studentami Bydgoszczy, na którym byłem chyba w 2003 lub 2004 r., nie potrafił tam dać odpowiedzi na to, dlaczego bez zgody Sejmu RP i zgody ONZ, rząd polski wysłał wojska do Iraku. Taki to zwolennik decentralizacji. A co z więźniami CIA w Polsce? Pewnie nic nie wiedział, to co to za premier był, który nie wiedział, co się w kraju dzieje? 

Myślę, że Miller powinien na starość zostać komentatorem politycznym tego rodzaju, który będzie proponował czytelnikom do  satyrycznych rysunków polskich rysowników,  swoje "cięte riposty". Niestety, to jedyna cecha: cięta riposta, którą w obecnych realiach, były premier może sobie zyskać sympatię.

czwartek, 15 października 2015

Fetyszyzacja celów materialnych

"Świat zwariował", tak mawiano w chyba każdym pokoleniu.
Dziś jednak dostrzegamy pewien problem, który nie dość, że drąży nas w sferze życia prywatnego, to i staje się dość uwierającym czynnikiem rzeczywistości publicznej. Jest to fetyszyzacja celów materialnych, więc otaczanie czynnika ekonomicznego swoistym kultem, przez co cierpi interes społeczny. 

Chodzi mi o znaczenie pieniędzy i celów materialnych, jakie stawia się instytucjom publicznym. Mowa więc może być o skutkach wyborów najtańszych ofert w przetargach, czy też o istotnym procesie wypychania przez instytucje publiczne kosztów na obywateli, celem...maksymalizacji zysków synekur politycznych w warunkach poszerzającej się sfery prekariatu i poczucia tymczasowość oraz zwyczajnie niepewności bytu.

W warunkach lokalnych, od czasu do czasu, też mamy z tym procesem do czynienia. Przecież prywatyzacja ostatniego przedszkola publicznego, to ewidentny przykład wypychania kosztów na rzecz maksymalizacji zysków przez określone środowiska. Koszty wypychane są oczywiście na obywateli, którzy za pewne rozwiązania natury gospodarczo-politycznej otrzymują rachunki z terminem płatności, bo nie oszukujmy się, ale ten proces "cięcia kosztów", przez instytucje publiczne rodzi ogromne obciążenia dla mieszkańców. Dochodzi do swoistego "przesunięcia" majątku publicznego i określania w tym procesie nowych dysponentów pod zasłoną liberalnej frazeologii w imię ekonomicznego interesu "miasta" i "dobra wspólnego". Warto przy tym spojrzeć na kontrast, jaki wyłania się, kiedy zestawimy te gorące praktyki przesuwania kosztów na obywateli i kosztów "prywatyzacji" z obciążeniami, jakimi dla miasta są instytucje "pół-prywatne", czyli te, które moglibyśmy tutaj nazwać synekurami politycznymi. Czym innym bowiem jest spółka Centrum Park w Chojnicach, jak nie synekurą polityczną? Czym jest kreowanie stanowisk w rodzaju pełnomocników rzeczy niepotrzebnych? Czym w końcu jest drenaż miejskich pieniędzy na MKS "Chojniczankę", jeśli nie synekurą polityczną? Czymże w końcu są inne miejskie spółki, gdzie w radach nadzorczych zawsze zasiadają "koledzy - kolegów"? 

W sensie dyskursywnym, prowadzi się propagandę konieczności utrzymywania ekonomicznego jedynie kryterium podejmowania decyzji władz, tam, gdzie ma dojść do przesunięcia kosztów (w krótkiej perspektywie) z instytucji publicznych na obywatela, jednocześnie generując w ten sposób jeszcze większe koszty dla kasy miejskiej (w perspektywie długoterminowej). Przykładem niech będą przedszkola (za co miasto teraz słono płaci), kolejnym może być za chwilę żłobek, ale najlepszym podsumowaniem niech będą te słowa burmistrza Chojnic, Arseniusza Finstera sprzed 8 lat, które padły w trakcie IX sesji Rady Miejskiej w Chojnicach:

 "Natomiast jest bardzo znowu śmiały plan Architekta Miejskiego, który polega na tym, żeby zlikwidować szalet miejski, w miejscu szaletu miejskiego sprzedać działkę i zbudować kamienicę, bo dzisiaj mamy obraz dziwny, Bazylika odrestaurowana, Kościół Gimnazjalny za chwilę, miejmy nadzieję, odrestaurowany, naprzeciwko szalet miejski, więc tam jest miejsce na piękną kamienicę. Natomiast ten szalet należałoby odtworzyć w bliskim miejscu centrum i takie miejsce jest w otoczeniu parkingu i budynków „Chojniczanki”. Uważam, że w tej kadencji powinniśmy się z tym tematem uporać. Jestem przekonany, że ewentualna sprzedaż działki wraz z rozbiórką tego szaletu z nawiązką pokryje nam koszt budowy tego nowego szaletu, a nawet można związać przyszłego właściciela tej działki z budową tego właśnie szaletu i on na pewno będzie barier architektonicznych, bo dzisiaj nikt nam nie zatwierdzi dokumentacji projektowej z barierami. Tak wygląda ta sprawa".

A jak ta sprawa (jedna z wielu), która była podporządkowana fetyszyzacji celów materialnych wygląda obecnie?

Otóż, tak:


Oto osiągnięcia naszego "gospodarza", bo przecież nie "polityka". Bowiem wytrawny polityk jest kompetentny i osiąga wyznaczone przed opinią publiczną cele. Gospodarz, jak widać, raczej myśli w perspektywie "własne ogródka". Pamiętajmy, że w polskim prawie, ten gospodarz za polityczną nieudolność nie poniesie żadnych konsekwencji, dlatego należy poważnie rozważyć w jaki sposób pociągnąć Go do politycznej odpowiedzialności za "osiągane wyniki". Od 1998 r. trwa notoryczne "wciskanie kitu" mieszkańcom. Gdzie w tym wszystkim jest interes społeczny?



Nieczynny szalet miejski "super nowoczesny" w dniu prawyborów. Fot. Marcin Wałdoch.

Kocham Chojnice!



Odpowiadając na wyzwania, jakie przed nami stoją i ze szczerej miłości do Chojnic, którym oddałem już wiele lat swego życia, zakładam nowe stowarzyszenie o bardzo konkretnych celach. Stowarzyszenie będzie miało nazwę Kocham Chojnice!

Utworzyliśmy już stronę na facebooku, będzie też strona internetowa pod adresem: www.kochamchojnice.pl

Wszystkich zainteresowanych naszym działaniem proszę o "lajkowanie" strony na facebooku, do przyszłego stowarzyszenia można też przystępować, bo jeszcze nie było spotkania założycielskiego. Niemniej, będzie to stowarzyszenie nowego typu, oparte przede wszystkim będzie o Internet, gdzie będziemy wymieniali myśli i prowadzili akcje, które potem przeniesiemy w świat fizycznych zdarzeń.

Po tylu latach przestałem się oszukiwać, ja po prostu Kocham Chojnice! Dlatego warto żebyśmy wspólnie podziałali z chojniczanami z naszego miasta, jak i z tymi, którzy będą chętni pozostawać na bieżąco z wydarzeniami chojnickimi, a są na przykład na emigracji. Z Chojnic wywodzi się mnóstwo wspaniałych osób, Chojnice mają ogromny potencjał, który musimy wspólnie wykorzystać dla, jakże to patetycznie zabrzmi, dobra przyszłych pokoleń, aby i one mogły kochać Chojnice.

Zapraszam na fejsa: https://www.facebook.com/kochamchojnice?pnref=story .
No i oczywiście do kontaktu, możecie pisać do nas na facebooku, dzwonić pod mój numer 883-970-833 lub skrobnąć do mnie maila: marcin.waldoch@gmail.com .
Lista celów nie jest zamknięta, możecie też dorzucać swoje pomysły. Czekam na Wasz kontakt, wkrótce będziemy rejestrować nowe stowarzyszenie u starosty chojnickiego.

Oto lista naszych zadań na przyszłość:
a) popularyzacja wiedzy o Chojnicach i działalności chojniczan
b) aktywizacja członków lokalnej społeczności w kierunku partycypacji w działaniach społecznych chojniczan
c) prowadzenie prelekcji, spotkań, konferencji służących edukacji do aktywnej partycypacji obywateli w życiu samorządu chojnickiego
d) promocja i popieranie postaw obywatelskich
e) organizacja forum wymiany idei obywatelskich pomiędzy zainteresowanymi osobami i instytucjami
f) udzielanie wsparcia przedsięborcom chojnickim poprzez popularyzowanie wiedzy o ich produktach/usługach, działalności
g) utrzymywanie więzi i łączności w oparciu o najnowsze technologie informatyczne z chojniczanami na świecie, którzy żyją i pracują poza Chojnicami, utworzenie platformy internetowej integrującej chojniczan będących na emigracji
h) tworzenie lobby wśród parlamentarzystów różnych opcji politycznych na rzecz wsparcia idei pomyślności gospodarczej i społecznej Chojnic, lobbowanie na rzecz wzrostu znaczenia Chojnic w regionie szczególnie na rzecz obierania przez władze państwowe Chojnic na siedzibę instytucji, których działalność ma zasięg regionalny; przy tym promowanie procesu urbanizacji Chojnic (w tym i rewitalizacji dzielnic upadających i zaniedbanych)
i) walka z ubóstwem i wykluczeniem społecznym, również poprzez organizacje imprez charytatywnych
j) wsparcie projektów naukowych i kulturotwórczych, których autorami są chojniczanie, łącznie z udzielaniem wsparcia działalności artystycznej
k) wsparcie w działalności obywatelskiej i integracyjnej wspólnot i samorządów osiedlowych na terenie Miasta Chojnice
l) włączenie ludzi młodych w procesy decyzyjne dotyczące naszego miasta, prowadzenie Chojnickiej Akademii Samorządowej oraz utworzenie strefy Wolnego Słowa i Zgromadzeń na terenie Parku 1000 lecia w Chojnicach
m) tworzenie strategii rozwoju dla miasta Chojnice
n) promocja Chojnic w świecie, utworzenie jednolitej oferty dla inwestorów zagranicznych, szczególnie skierowanej do producentów wysokich technologii
o) monitoring działań władzy lokalnej
p) upowszechnianie wiedzy o możliwości korzystania z dostępu do informacji publicznej
q) wsparcie projektów cyfryzacji chojnickich zasobów bibliotecznych i archiwalnych
r) integracja naukowców różnych dyscyplin, którzy wywodzą się z Chojnic w celu realizacji określonych projektów dla dobra i rozwoju Chojnic
s) działalność na rzecz zrównoważonego rozwoju, w tym szczególnie prowadzenie prelekcji i wykładów, które ułatwią mieszkańcom dostęp do alternatywnych źródeł energii oraz działanie na rzecz powiększania ilości terenów zielonych i promowania ruchu rowerowego i pieszego w mieście
t) tworzenie projektu na rzecz zmodernizowana technologii ogrzewania w chojnickich domach jednorodzinnych
u) działalność na rzecz utworzenie w Chojnicach przedszkola publicznego
v) działalność na rzecz utworzenia projektu poprawy infrastruktury drogowej (lobbing na rzecz budowy trasy ekspresowej S22), kolejowej (szybkie połączenia z Trójmiastem, Bydgoszczą i Poznaniem) oraz rozbudowy kanalizacji deszczowej w Chojnicach i zmiany koncepcji funkcjonowania transportu miejskiego
w) działalność na rzecz wdrożenia inicjatywy obywatelskiej oraz budżetów obywatelskich w Chojnicach
x) działanie na rzecz otwarcia przez Urząd Miejski e-urzędu
y) działalność na rzecz popularyzacji nauki języków obcych w Chojnicach
z) wdrożenie programu opieki nad osobami starszymi, szczególnie samotnymi oraz nad bezdomnymi




środa, 14 października 2015

Chojnickie "Eldorado"

Głośny swego czasu, na fali walki burmistrza Chojnic z wójtem gminy wiejskiej Chojnice o istnienie Galerii Brama Pomorza, projekt miasta wzmocnienia pozycji lokalnych sklepikarzy w sferze śródmiejskiej w dosłownym znaczeniu umarł. Chojnice, to nie Eldorado pełne złota...


oraz stronie, która miała na zlecenie miasta, jak rozumiem z doniesień prasowych, pomóc miejskim przedsiębiorcom w ich działalności:

http://www.centrumchojnice.pl/  , ile miasto zapłaciło za taką promocję?


Efekt głośnych zapowiedzi ratusza, jak to najczęściej bywa, jest żaden. Nieudolność w zarządzaniu na każdym kroku, przykład: burmistrz Finster twierdził kiedyś, że taniej będzie dla miasta prowadzić i użytkować "super-toaletę" przy MKS Chojniczanka niż opłacać "babcię klozetową". Niestety, ta "super-toaleta" za setki tysięcy złotych wielokrotnie zawiodła i mieszkańców i wczasowiczów i osobowości, które odwiedzały miasto (jak choćby w 2014 r. podczas prawyborów do Parlamentu Europejskiego, kiedy była po prostu nieczynna). Dziś sprawa toalety publicznej to palący problem, choć dawny jej budynek stoi bezużytecznie.

Wracając do sprawy przedsiębiorczości należy podkreślić wagę, jaka idzie za obrazem braku najemców powierzchni handlowych nawet w najlepszych punktach miasta. I to nie tylko widok pustych lokali użytkowych przytłacza, ale też i ogromna liczba, bardzo rzucająca się w oczy, mieszkań i domów na sprzedaż. Czy wszyscy wyjeżdżają z Chojnic?  Czy wyprowadzają się na wieś? Czy wyjeżdżają za granicę, a może do dużych miast? 

Efekt działania Bramy Pomorza jest dla miasta widoczny i zapewne odczuwalny dla przedsiębiorców. Nie jestem zwolennikiem ingerencji władz w działalność gospodarczą, ale ciężko byłoby chyba w ZSRR prowadzić na własny rachunek hurtownię spożywczą, albo własny warzywniak na miejskim placu? Dlatego liczy się klimat, atmosfera, przyjazność i zaufanie. Tam gdzie dominują synekury polityczne, znajomości i zmowa ponad najzdrowszą konkurencyjność, tam nie będzie nigdy kwitł biznes. Oczywiście takich "obrazków" nie brakuje i w całej Polsce, ale czy to nie burmistrz Finster twierdzi o sobie, że jest "najlepszy" w Chojnicach, czy to nie od twierdził, że jest "konkretny", czy to nie ten człowiek, który reklamował się w kampanii wyborczej, jako "Gospodarz, nie polityk"?

Źródło grafiki: www.komitet.finster.pl


Konstatacja jednak jest smutna, Finster dał się ubiec gminie wiejskiej, bo gdyby działał w sposób przejrzysty i otwarty, a nie konfrontacyjny, to mielibyśmy zapewne w Chojnicach nieco lepszą sytuację gospodarczą, a tak to gmina wiejska zgarnia podatek od nieruchomości... Co możemy zrobić dla poprawy tej sytuacji?

Poniżej seria zdjęć z kilku tylko miejsc "upadku" biznesu, jakie rzuciły mi się w oczy podczas spaceru przez miasto.




















poniedziałek, 12 października 2015

Komu miasto sypie groszem?

Wielce już zastanawiający jest proces finansowania niektórych przedsięwzięć z zakresu kultury przez miasto Chojnice. Powrócić trzeba do tematu książki Kazimierza Kummera. Media informowały o tym, że miasto "sypnęło groszem" i dzięki temu książka ta mogła się ukazać, choć przecież nie została wydana przez miasto, a przez prywatne przedsiębiorstwo. 

Mowa o kulturze, gdzie widać swoistą patologię polegającą na tym, że utworzono stanowisko, które zajmuje osoba chcąca w Chojnicach decydować o tym co "naukowe", a co "nienaukowe", co "znaczące", a co "bez znaczenia" i to z pozycji urzędnika miejskiego. Na pewno negatywnym przejawem istnienia funkcji pełnomocnika ds. rozwoju i współpracy naukowej przy burmistrzu Chojnic jest możliwość bezpośredniego wspierania pewnych przedsięwzięć wydawniczych czy kulturotwórczych, które to zwykle podejmowane są w zdrowych społeczeństwach otwartych (obywatelskich) przez organizacje pozarządowe, co nosi znamiona nowego pola walki politycznej ratusza z opozycją - tj. w sferze kultury. Miasto i burmistrz niezdolne do współpracy z niezależnymi środowiskami trzeciego sektora zmuszone były do wykreowania takiej funkcji poprzez rozwiązania instytucjonalne, która pozwoliłaby na znaczną ingerencję w sferę objętą działaniami niezależnych stowarzyszeń i uzyskaniu w tej sferze, dzięki środkom publicznym, inicjatywy i znaczącej przewagi w oczach opinii publicznej, aby działania innych niezależnych ośrodków można było ukazać, jako "margines" tego co "ważne" i "naukowe" (nadając im łatkę "inicjatywy prywatnej", czyli "margines"). Stowarzyszenia te będąc kreatywnymi, i pomimo braku wsparcia finansowego ze strony ratusza, dobrze radziły sobie z odkrywaniem historii czy też innych aspektów życia społecznego. Kummer odkryty przez Wałdocha, byłby Kummerem zapomnianym, bo na taki projekt miasto by już nie "sypnęło groszem". Podobnie zresztą, jak postąpiono ze sztandarem 1 batalionu strzelców, który "odkryty" był przez Arcana Historii, czy z wydaniem książki o Maksymilianie Ichnowskim w który to proces bezprawnie ingerowało swego czasu jedno z chojnickich "reżimowych stowarzyszeń", aby odebrać SAH cenną inicjatywę.

Teza o istnieniu równych i równiejszych w przestrzeni miasta, w sferze kultury i nauki jest jak najbardziej prawomocna dopóki się jej oczywiście nie obali, a żadne dane empiryczne, jak dotąd tezie tej nie przeczą. Czekam na odpowiedzi z ratusza o koszty, jakie miasto poniosło w związku z wydaniem Kummera przez Episteme. Otrzymam być może także i inne szczegółowe dane, które pozwolą na uprawnione wyciągnięcie wniosków wobec stanu spraw i działań ratusza. Jednak w świetle skromności ogólnych środków przeznaczonych na kulturę w Chojnicach w ramach wypełniania zadań publicznych przez organizacje pozarządowe, praktyki "centralnego sterowania" obszarami nauki i kultury przez ratusz, poprzez nadawanie tonu stamtąd, dzięki środkom publicznym w sposób partykularny przekazanym w dyspozycję jednej osoby, jest wielce niepokojącym zjawiskiem, które będzie rzutowało na słabość, miałkość i...małostkowość prowadzonych badań i dyskusji, gdyż "naczelny cenzor miejski" już teraz okazał się być strażnikiem interesów ratusza, a nie koryfeuszem myśli krytycznej i oświeconej. Zdaje się, że zamiast otwarcia na naukę i kulturę obserwujemy, jak burmistrz Finster wkracza w kolejną sferę, której dotąd nie udało się mu okiełznać. Czy możemy sobie wyobrazić taką sytuację, że miasto będzie wspierać młodych adeptów nauki, którzy są "po linii politycznej ratusza", natomiast będzie "sekować" tych o odmiennych poglądach, łącznie z zakulisowymi ingerencjami w ośrodkach akademickich, aby takim osobom zamykać drogę do kariery naukowej? Według mnie, taka własnie grozi nam wizja "rozwoju i współpracy naukowej" w wykonaniu Arseniusza Finstera. W tym kontekście warto zapytać, czy miasto w taki sposób "sypie groszem" tylko na książki? Czy  może też "miesza się" w ten sposób w gospodarcze życie miasta i jego mieszkańców? Czy miasto tak zarządzane, jest przejrzyste dla obywateli i inwestorów?

Nauka i kultura pod ratuszowym okiem w mieście przybierze dość złowieszcze barwy, bliskie apologetom wszystkich autorytaryzmów, wszystkich odcieni, na których to garnuszku apologeci ci pozostawali. Otóż w świecie nauki nie wystarczy zwykły telefon od burmistrza jakiegoś miasta do dziekana czy rektora jakiegoś uniwersytetu z listą skarg na obywatela, który jest adeptem nauki. Oczywistym stało się, że takie ewentualne działania muszą przybrać szaty instytucjonalne, a skargi, donosy i plotki muszą płynąć do wskazanych ośrodków na obywateli ex officio. Myślę, że to działanie jest widoczne, jak na dłoni dla ludzi rozumnych, dla ludzi nauki. Dlatego nikt, kto ceni naukę i prawdę, wolność słowa i myśli i jest naukowcem, nie podjąłby się takiego zadania. Miasto może wspierać naukę i kulturę poprzez system sprawdzony i dookreślony prawnie, czyli poprzez granty dla organizacji pozarządowych lub nawet poprzez nagrody dla osób fizycznych, ale nie w sposób, jaki dziś obserwujemy. Nie jest to rozwój i współpraca w obszarze nauki, ale raczej multiplikowanie narzędzi oddziaływania na kolejną sferę życia przez ośrodek żądny posiadania omnipotencyjnych mocy kontrolowania obywateli. 

sobota, 10 października 2015

PiS wygrywa!

Dziś w czasie prawyborów w Chojnicach PiS otrzymał 33%, PO głosów, 28% KorWin 12%, Kukiz 12%, PSL 6%, Petru Nowoczesna 5%, Zjednoczona Lewica 3%, Stonoga 2%. Wyniki podaję w zaokrągleniu.

piątek, 9 października 2015

Historyczny zawrót głowy!

Dziś wieści dobre, doskonałe.

Na stronach internetowych Instytutu Polskiego i Muzeum im. gen. Sikorskiego w Londynie, znajdują się całe zdigitalizowane teczki, do których jeszcze niedawno dostęp był tylko na miejscu. Nie trzeba już jechać do Londynu (choć zawsze warto), aby przykładowo studiować przebieg kampanii w 1939 r. Kiedy jeszcze w 2010 r. robiłem tam kwerendy do swojej pracy doktorskiej i do książki Chojnice 1939, to nawet nie marzyłem o tym, że za kilka lat w domowym zaciszu będę mógł studiować kolejne dokumenty. To z pewnością jeszcze bardziej przyśpieszy pracę wielu historyków i naukowców zainteresowanych światem społecznym i szczególnie życiem polskim na emigracji po II wojnie światowej. Doskonałe narzędzie, zapraszam do czytania relacji, rozkazów, juzogramów, itd. Wreszcie online możecie też weryfikować to, co napisaliśmy z Andrzejem Lorbieckim w książce Chojnice 1939, a może i Wam przyjdzie na myśl, żeby wziąć się za pisanie i odkrywanie historii? Zachęcam!

Strona: http://www.pism.co.uk/dokumenty_bl.htm  - i tam całe teczki Armii Pomorze :)

Przed Instytutem Sikorskiego w Londynie, 2010 r.

czwartek, 8 października 2015

Prawa człowieka czy mowa nienawiści?

Znany w Chojnicach, coraz szerzej znany, doktor Przemysław Zientkowski, specjalista w kwestii zagadnień teorii praw człowieka, pokazał ostatnio swoim działaniem, jako urzędnik miejski i jako filozof, co w praktyce znaczą prawa człowieka.

Oto kilka przykładów z "praktycznych lekcji", jakich obywatelom udzielił dr Przemysław Zientkowski, urzędnik Urzędu Miejskiego w Chojnicach, w zakresie praw człowieka korzystając z nośności lokalnych meidów [w cytatach Jego własne wypowiedzi odnoszące się do mojej osoby, wytłuszczenia moje]:


Pogarda: "[...] nie zweryfikował pytań i opublikował je na własnym blogu narażając się na śmieszność, to Boże uchowaj przed takim >>naukowcem<< , takim radnym miejskim, takim Burmistrzem, itd.". 

"Pomijam drobniejsze kłamstwa i ledwie dostateczną sprawność językową, która utrudnia wczytywanie się w wesołą twórczość p. Wałdocha".

Pomówienie: "Pan Wałdoch pisze prawdę tylko wtedy kiedy coś cytuje". 

Obraza, szykany, znieważanie: "Ponieważ sam autor miał problem z orientacją, które zdania w jego poście >>Ratusz bez wiedzy...o sobie<< są prawdziwe (co może świadczyć o poważniejszym problemie), informuję, że w zasadzie tylko te, które są cytatami". 

W mojej skromnej opinii, to obraz urzędniczego przemysłu pogardy. Obiecuję Przemysławowi Zientkowskiemu, że Jego językiem zajmą się specjaliści w zakresie Analizy Dyskursu. Warto to przestudiować. Z tej strony, praw człowieka nie znałem. Natomiast o swoje dobre imię zawalczę z tym urzędnikiem, który oskarżał mnie o kłamstwo, ale w przypływie emocji zdążył poważnie naruszyć zasady swojej pracy, przyjęte w tym zakresie zwyczaje i normy społeczne oraz, co gorsza, wprost moje dobre imię i dorobek. Precyzując naruszył moją godność osobistą, czyli jedną z podstawowych kategorii stanowiących fundament praw człowieka. Jeśli takim językiem zwraca się do obywatela filozof od praw człowieka, ze stopniem naukowym i to na urzędzie, to czego możemy oczekiwać od lekarzy?

Oto pismo pełnomocnika burmistrza Chojnic, które znalazło się na jednym z lokalnych portali:


Problem z wyborcami?

Jak donosiła lokalna prasa przy okazji sprawy niedoszłego referendum w sprawie rozwiązania Straży Miejskiej w Chojnicach, pojawił się w Urzędzie Miejskim problem w kwestii spisu wyborców.

Dziś otrzymałem korespondencję w tej sprawie od Komisarza Wyborczego w Słupsku, który w piśmie swoim przytacza wypowiedzi przedstawicieli firmy OTAGO. Firma OTAGO informuję, że:

"były braki w danych osób, prawdopodobnie jeszcze z okresu przeniesienia danych do OTAGO [sic!]. W niektórych przypadkach system nie mógł zidentyfikować najnowszego rekordu z danymi urodzenia (skąd pobierane są dane ojca do wydruku), co skutkowało nie wydrukowaniem rekordu. Problem został zidentyfikowany, nie powtórzy się przy kolejnych wyborach. ...." [Błędy w pisowni nie są mojego autorstwa, to cytat z pisma]. 

W świetle takiej wypowiedzi powstają pytania o to, jaki to jest ten "system", który nie mógł zidentyfikować rekordów z danymi urodzenia, bo tego firma nie podaje? Jednocześnie, czy rozsądnym jest, aby firma, która nie poradziła sobie w przeszłości z takim problemem (może ma wadliwy system), żeby obecnie nadal zajmowała się prowadzeniem spisu wyborców z Chojnic? Przecież wiemy, jakie pojawiały się rozbieżności w czasie sprawdzania podpisów pod wnioskiem o referendum. 

Apeluję do władz miasta o rozpatrzenie możliwości zmiany podmiotu prowadzącego dotychczas spis wyborców, słowna deklaracja, że taki błąd nie powtórzy się przy kolejnych wyborach, nie jest wystarczającym zapewnieniem ze strony firmy, która wcześniej nie poradziła sobie z prowadzonym przez siebie systemem. Czy warto się narażać na ewentualny chaos w trakcie najbliższych wyborów?

Sytuację nieco uspokaja Komisarz Wyborczy, który pisze w korespondencji do mnie, że:

Obecnie sprawdzono meldunek kwartalny oraz meldunek przedwyborczy przez wyborami parlamentarnymi - stan wyborców dla miasta 
    Chojnice wykazuje prawidłowe ilość wyborców podobne do wyborów samorządowych i Prezydenta RP. 
    Stan wyborców na 30 września 2015 r. wynosi  31550.

Podsumowaniem sytuacji demograficznej w mieście rzutującej na kwestię spisu wyborców, niech będzie taki komentarz, jaki znalazłem na jednym z chojnickich portali (ch24.pl), gdzie ktoś napisał:

j"estem za granicą a zameldowana jastem i do śmieci podane w chojnicach takich jak jat sporo"

środa, 7 października 2015

Miasto "sypie groszem"?

W kontekście tego niesławnego sporu, jaki toczy się na chojnice.com:


zapraszam do odsłuchania nagrania z chojnice.tv, nagrania, które zainspirowało mnie do zadania pytań o skalę ewentualnej współpracy miasta przy wydaniu książki stanowiącej zbiór opowiadań Kazimierza Kummera, proszę słuchać i oglądać od 7.50 minuty;

mówi Jolanta Kummer: "Chcę podziękować również władzom miasta, które się zachowały nadzwyczajnie, bo sypnęły groszem, wsparły pomysł pana Słomki i tylko dzięki takiej życzliwości mogła się ta książka ukazać".



Natomiast w "Gazecie Pomorskiej" Maria Eichler w dniu 2 września donosiła na stronie 13:

"Nie ma to jak pasja czytania, która sprawiła, że Tomasz Słomka z Lublina, dyrektor Wydawnictwa Episteme odkrył Kazimierza Kummera. Tak się nim zachwycił, że postanowił wydać jego dzieła. [...] a miasto sypnęło groszem, by książka mogła się ukazać".