poniedziałek, 21 czerwca 2010

GONGO - paradoks społeczństwa obywatelskiego?

Założeniem tego artykułu jest scharakteryzowanie akronimu GONGO oraz wykazanie poprzez tę charakterystykę paradoksu społeczeństwa obywatelskiego w tym kontekście. Ów paradoks to dążenie do zniewolenia i totalitaryzmu pod pozornym rozwojem wolności. Wydaje się, że dobrze znane nam pojęcie „organizacja pozarządowa” nie kryje w sobie żadnych niespodzianek. A, jednak NGO oddaje nazwę niebezpiecznego tworu w naszym społeczeństwie. Jest nim tytułowy GONGO, który niczym koń trojański znalazł się w naszej codzienności społeczno – politycznej i skrywa przerażającą prawdę o mechanizmach i praktykach działań polityków. Szczególnie na szczeblu samorządowym, co jak próbuję wykazać może być początkiem zamachu na ideały społeczeństwa otwartego (obywatelskiego).



Wstęp

Akronimy mają to do siebie, że stają się czytelne dopiero kiedy funkcjonują już jakiś czas w świadomości społeczeństw lub społeczności. W Polsce każdy już chyba potrafi rozszyfrować akronim NGO (ang. non – governmental organization), czy też mnogo NGO’s. Przecież wiele się dziś mówi o tzw. [endżi – osach], czyli organizacjach pozarządowych. To właśnie one mają być esencją społeczeństwa obywatelskiego opartego na idei samoorganizacji i nieskrępowanej działalności społecznej poza inwencją i interwencją państwa. W Polsce niestety w organizacjach pozarządowych działa zaledwie ok. 13% dorosłych obywateli, wliczając w to tych którzy działają również w związkach religijnych i wyznaniowych. Tutaj też dodam, że w działalność polityczną angażuje się w Polsce zaledwie (co piszę z pełną świadomością) ok. 1,7% dorosłych Polaków w skali rocznej ( w Niemczech 3,9% ,Szwecji 5,0%, Hiszpania 5,1%, Cypr 10% obywateli). Natomiast w pracę w organizacjach typu stowarzyszenie, fundacja, czyli w tzw. działalność nie – polityczną angażuje się 4,5 % . Moja hipoteza jest następująca: Polacy za cennę złudnej apolityczności w większej mierze angażują się w pracę stowarzyszeń aniżeli w pracę czysto polityczną. Ten trend od dawna jest znany politykom, dlatego sami często inicjują działalność stowarzyszeniową, najczęściej na szczeblu samorządu, lub poprzez pośredniczenie w zakładaniu placówek wielkich organizacji pozarządowych – które faktycznie są w całości finansowane z pieniędzy publicznych. Tutaj właśnie tkwi niebezpieczeństwo na pozostanie osobą wykorzystaną w celu nieświadomego „zarabiania” na kapitał polityczny inicjatora takich działań. Niestety zagrożeń jest więcej, bo i więcej jest ofiar tych działań. Szczególnie ci, którzy nie angażują się w ogóle ulegają spektaklowi , którego właściwie nie rozumieją, choć zań płacą.
Proszę zwrócić uwagę na charakter dzia

GONGO

Przyjąć można, że GONGO to akronim od słów Government Organized (lub Operated) Non Governmental Organization, czyli w przeciwieństwie do organizacji pozarządowych, rządowo zorganizowana (prowadzona, sponsorowana) organizacja pozarządowa. Zanim zacznę podawać przykłady czym w praktyce jest GONGO i jak pracuje, to może wspomnę tylko, że takich organizacji nie brakowało w Polsce do 1989 roku. Niestety, paradoksalnie, lata wolności to bujny rozwój GONGO w Polsce. Nie jest moim zamierzeniem, w tym artykule, wskazywanie na gruncie polskim organizacji, które idealnie wpisują się w ramy funkcji jakie pełni GONGO. Jednak zamierzam właśnie te funkcje tutaj zaprezentować, a tym samym oddać takową ocenę czytelnikowi, obywatelowi, który obserwuje życie społeczno – polityczne.
Moises Naim wskazuje kilka organizacji pozarządowych, które spełniają kryteria ( o których klasyfikacji poniżej) GONGO. I tak, Myanmarska Federacja Spraw Kobiet (Myanmar Women’s Affairs Federation), Nashi – grupa młodych Rosjan popierających Putina, czy też Sudańska Organizacja Praw Człowieka (Sudanese Human Rights Organization) czy też Główne Stowarzyszenie Koreańczyków w Japonii (General Association of Korean Residents in Japan) są organizacjami pozarządowymi zorganizowanym przez rządy, bądź przez nie „po cichu” sponsorowanymi. Jak wskazuje M. Naim, tego typu organizacje rozwijają się na całym świecie w zawrotnym tempie. Występują również w USA jak Narodowa Fundacja na Rzecz Demokracji ( The National Endowment for Democracy). M. Naim postuluje stworzenie międzynarodowej metody oceniania stopnia uzależniania organizacji pozarządowych od wpływów rządowych .
Według Elizabeth Knup istnieją dwie metody ilosciowe do odróżniania prawdziwych NGO’s od GONGO’sów. Pierwszą z nich jest procent otrzymywanych dotacji z budżetu państwa (lub samorządu czy też innych organizacji pozarządowych – M. W.), drugi to ilość osób związanych z rządem (czy też samorządem – M. W. ), które uczestniczą w pracach zarządu czy grupy decyzyjnej w konkretnej organizacji. Również powinno się rozważać to, kto daną organizację zakładał. Niestety zdarza się i tak (tutaj charakteryzuję przykład chiński), że organizacja pozarządowa właściwie jest powołana do życia tylko po to, aby wykonywać obowiązki wcześniej powierzone administracji rządowej (samorządowej – M.W.) pod szyldem organizacji pozarządowej .
W tym świetle, oczywistym stają się zagrożenia jakie mogą za sobą nieść wspomniane wyżej praktyki. Dla usystematyzowania wprowadzę klasyfikację kategorii, których występowanie może sygnalizować istnienie w danej organizacji pozarządowej „(samo) rządowego wirusa”:

1. Wśród członków założycieli pracownicy samorządów, administracji państwowej, samorządowcy (posłowie, radni).
2. Duży udział publicznego dofinansowania działalności (nawet jeśli mówimy o tzw. projektach, czy programach).
3. W działalności przejawianie tendencji do współpracy z władzą, lokalną czy centralną. Podejmowanie wspólnych akcji i działań, mających w rzeczywistości na celu wzajemną promocję medialną i tworzenie „spektaklu”.
4. Wysoki stopień uzależnienia od świata zewnętrznego (poddawanie się jego oddziaływaniu, bez prób samodzielnego kształtowania rzeczywistości społeczno – politycznej). Podtrzymywanie status quo.
5. NGO bez osiągnięć w dłuższej perspektywie czasu, co dobitnie wykazuje jego słabość i skłonność do „bycia przejętym”.
6. W zapisie działalność danego NGO brak jakiejkolwiek informacji o krytycznych działaniach czy wypowiedziach w stosunku do organów władzy i zastanej sytuacji.
7. Dossier danej organizacji wykazuje, że jest ona „trampoliną polityczną”. (Niestety tutaj mamy pewien paradoks, bowiem stowarzyszenia w ogóle zwiększają kanał rekrutacji do elit politycznych, z drugiej strony proces ten może ułatwiać politykom infiltracje ich działalności i próby uzależnień sektora pozarządowego).
8. Samodzielne wystawianie komitetów wyborczych czy bezpośrednie kierowanie członków organizacji na listy jakiejś organizacji politycznej. (Tutaj jest pewna zawiłość co do funkcjonowania organizacji pozarządowych w Polsce. Mój postulat jest taki, że żaden podmiot uchodzący za NGO, nie powinien wystawiać bezpośrednio kandydatów czy tworzyć list wyborczych. Tutaj pojawia się pytanie o umożliwienie w przyszłości rejestracji partii politycznych – na szczeblu samorządowym).

Ważnym jest też charakter działalności danej organizacji, bowiem wiadomo, że inaczej rzecz będzie się miała z organizacjami religijnymi, a inaczej ze sportowymi czy tymi związanymi z kulturą. Jednak nie podlega wątpliwości, że unikanie kontaktów z władzą i jej przedstawicielami może daną organizację uchronić przed spadkiem jej wiarygodności w oczach społeczeństwa (jako niezależny NGO) i przed utratą tożsamości zbudowanej wokół wykonywania celów statutowych, które w założeniu nie mogą promować współpracy i współdziałania z władzą, lub wręcz wyręczania jej w pewnych obowiązkach, czy promowania jej przedstawicieli. Przedstawiciele władzy, centralnych organów czy też samorządowych muszę podlegać permanentnej krytyce. Każda próba „kolaboracji” z władzą to szkoda dla społeczeństwa obywatelskiego. Urzędników i organy władzy trzeba nauczyć, że kapitał polityczny tworzy się na organicznej pracy, a nie na „rozmowach o niczym”. Szukanie poparcia w blasku działalności organizacji pozarządowych i tym samym tworzenie pozoru ich apolityczności jest rzeczą destrukcyjną wobec milionów potencjalnie chętnych do działalności ludzi młodych.
Niewątpliwie spora rola w rozpoznaniu GONGO’sa przypada narzędziom teorii z zakresu nauk społecznych, przede wszystkim ciężar tej pracy powinien spoczywać na teorii krytycznej i krytycznej analizie dyskursu, co poza rozważaniami aspektów formalnych działalności danych organizacji może być pomocne w uchwyceniu treści ideologicznej działalności danego stowarzyszenia jak i identyfikacji możliwych źródeł wszelkich inspiracji działania.
Obserwując życie społeczne w małych społecznościach lokalnych, ciężko jest zidentyfikować choćby jedną organizację, która nie jest GONGO. W dużej mierze wynika to z tego, że są w małych społecznościach w Polsce trzy typy organizacji, ze względu na wielkość:

1. organizacje kadrowe,
2. organizacje formalnie istniejące i działające,
3. organizacje formalnie istniejące i uśpione.

Pierwszy typ takiej organizacji, pomimo rozwiniętej kadry i działalności jest również niezwykle narażony na ingerencje czy działania zewnętrzne ludzi ze świata polityki. Wiadomo powszechnie, że etaty w stowarzyszeniach istnieją wtedy tylko, jeśli stowarzyszenie realizuje jakiś program w ramach funduszy innych większych stowarzyszeń, funduszy – konkursów samorządowych czy też dofinansowań budżetowych (co rzadko się zdarze). Nie będę tutaj rozważał zagadnień 1%, czy darowizn.
Drugi typ organizacji, to organizacje w dużej mierze bez osiągnięć, będące na tak zwanym dorobku.
Trzeci typ, to organizacje często już borykające się z problemami natury formalno – prawnej, będące w faktycznym stanie likwidacji, lecz uchodzą w społeczności za uśpione.
Optuje za modelem drugim, i odrzuceniem dofinansowań publicznych w jakiejkolwiek formie.
Całość prezentuje nam nieciekawy obraz. Organizacje pozarządowe wydają się być po prostu przedsionkiem polityki i jej listkiem lakmusowym, może stąd ta niechęć społeczna do tego typu działalności? W społeczeństwie polskim może to być głęboko zakorzeniona tendencja wyniesiona z poprzedniego systemu, przecież każdy się orientował komu i czemu służą stowarzyszenia, dziś każdy żyje w ułudzie wolności za publiczne pieniądze.
Lekarstwem na taki stan rzeczy jest polityka samoorganizacji i nowego modelu społeczeństwa obywatelskiego. Zwyczajnie jeśli chcę działać to wraz z innymi, którzy tego chcą działam pro publico bono, a moją pracę traktuję jako przywilej nie jako nagrodę i cyniczną drogę do świata polityki, wpływów i pokątnych, zakulisowych, interesów.

niedziela, 20 czerwca 2010

"Żołnierze Wyklęci" majora "Łupaszko" w Chojnicach

Szanowni Państwo, serdecznie zapraszam do Chojnic dnia 26 czerwca 2010 roku. Będziecie mogli zobaczyć inscenizację historyczną.

Tematem inscenizacji będzie walka żołnierzy z oddziałów mjr. Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki" dowódcy 5 i 6 Wileńskiej Brygady AK, dokładnie ze szwadronu ppor. Henryka Wieliczko "Lufy".

Faktycznie taka akcja zbrojna miała miejsce w Chojnicach, w roku 1946 przy ul. Kościuszki 23 (Bank Rolny). W centrum miasta doszło do odbicia żołnierzy AK - jeńców ubecji.

Ukażemy epizod walk ulicznych z tego dnia. "Żołenierze Wyklęci" to rowniez część naszej historii, lecz przemilczanej i stanowiącej nieznane arcana naszych dziejów.

Dziękuję Trójmiejskiej Grupie Rekonstrukcji Historycznych i Harcerzom.



poniedziałek, 12 kwietnia 2010

Zginął Prezydent RP Lech Kaczyński

Cześć ich pamięci!

Żadne słowa nie oddadzą skali tej tragedii. Nasz smutek jest poglebiony przez symboliczny wymiar tej katastrofy. 70 rocznica ofiar Katynia..

Lech Walesa powiedzial, że to drugi Katyń. Może przesadził, może nie. Jednak nikt z nas nie potrafi ująć tej tragedii w słowa. Pierwsza osoba w państwie, zginęła w lasach pod Smoleńskiem...Nic nie będzie takim jakim było wcześniej, Polacy zostali znowu zmuszeni do rewizji swego poglądu na rzeczywistość.

Przebywając obecnie w krajach Azji, przecieram oczy ze zdumienia. Tutaj gazety piszą (ferują wyroki)?, że to Lech Kaczyński nalegał na lądowanie...

Wszyscy próbujemy racjonalizaować tę katastrofę - poszukując przyczyn, tylko nikt się nie zstanawia nad tym, że ta racjonalizacja może być redukcją do jakiej zmuszeni jesteśmy przez ograniczenia związane z naszym poznaniem.


Straciliśmy elitę, powstała nowa rana, luka w elitach, precedens prawny...jakolwiek to nazwać, również nic nie zdefinuje powszechnego bólu...i związanego z nim strachu... Ta katastrofa poteznie obciazy nasza tozsamosc narodowa...Dlugo bedziemy wracac do siebie,a moze i nigdy sie z tym nie pogodzimy.

Leciałem samolotem dzień po tej katastrofie, o jej przyczyny i stan ducha narodowego byłem pytany nawet przez obsługę samolotów chińskich linii lotniczych...

Pourywane myśli, nieposkładane refleksje, nieudane próby szukania przyczyn, racjonalizcja...jedno jest pewne nigdy nie odgadniemy powodów, natomiast konsekwencji doświadczymy wkrótce, również w wymiarze politycznym.

Dla mnie osobiście Lech Kaczyński był człowiekiem - esencją pojęcia patriotyzmu. Nieugięty, nie poddający się wpływowi czasu i nastrojów, nie szukający powszechnego poparcia swych poglądów, piłsudczyk z krwi i kości. Utożsamiałem go z wartościami pozytywnymi jakie niosła II RP, i będę utożsamiał Go nadal z tym co też wiąże się z pojęciem polskiej racji stanu. Dbał o naszą świadomość historyczną i czystość sumienia narodowego wobec naszej przeszłości. Nie bał się mówić o rzeczach wprost takimi jakimi one są - o bohaterstwie jako o bohaterstwie, o zbrodniach jako o zbrodniach. Za to go ceniłem, i cenię nadal. Nie ukrywam, że jego pojęcie patriotyzmu jest mi dziś najbliższe. Chwała i Cześć Prezydentowi RP Lechowi Kaczyńskiemu!

Chwała ich pamięci! Kondolencje dla ofiar rodzin, które straciły swoich ukochanych.

niedziela, 4 kwietnia 2010

Romowie - nieznani sąsiedzi?

Zapraszam na wykład doktoranta Uniwersytetu Gdańskiego i jednocześnie Sekretarza działającego w ramach stowarzyszenia (Związku Romów Polskich) Instytutu Pamięci i Dziedzictwa Romów oraz ofiar holocaustu Pana Mateusza Babickiego.

Wykład będzie miał tytuł "Romowie - nieznani sąsiedzi"? i odbędzie się ramach prowadzonych przez Stowarzyszenie Arcana Historii wykładów z cyklu : "Środowe spotkania z nauką".

Podczas wykładu Pan Mateusz Babicki przybliży nam historię, kulturę romską, ale też opowie nam o tym co dla nas wydaje się niezrozumiałe w życiu Romów jakie znamy będąc ich sąsiadami.

Zapraszam 7 kwietnia na godz. 18.00 do sali konferencyjnej chojnickiej Wszechnicy. Wstęp wolny.

P.S.Wykład nie ma nic wspólnego z tragicznymi zdarzeniami z grudnia 2009 roku z Chojnic. Jako stowarzyszenie mamy na celu krzewienie wiedzy historycznej i postaw patriotycznych, cele te realizujemy również przez ukazywanie historii mniejszości narodowych i etnicznych naszych ziem (prowadziliśmy już wykłady o Kosznajderii), natomiast o Romach pisaliśmy w zeszłorocznym numerze "Słowa Młodych". Piszę te słowa, ponieważ wiem, że będą wątpliwości co do naszej intencji. Jest ona czysta - Romowie to też mniejszość, stąd nasze zainteresowanie.

Przed - wybiórcze roszady

Wpadłem ostatnio w osłupienie. Czytając najnowszy "Czas Chojnic" dowiedziałem się, że ChRS ma chęć na współpracę z Porozumieniem Samorządowym panów Wenty i Dolnego.

Kiedyś jeden front, potem przez lata antagonizm. Teraz plan na bratanie. Tylko czy te ugrupowania chojnickiej sceny mają jakieś wartości, cele wspólne?

Obawiam się, że więszkość "ruchu" na chojnickiej scenie jest symulowana i odgrywana. Sznurki pociąga ręka w Ratuszu. Ciężko się już połapać w tej "opozycji". Dawni żołnierze "prawdy" to dziś politycy racjonalni, makiawelistycznie i utylitarnie nastawieni do rzeczywistości i życia politycznego. Ideały umarły za przyszłowiowy "funt masła".

Spodobało mi się stwierdzenie Pana Andrzeja Mielke, o tym, że Finster ze Skają "rozmywająż rozmydlają) scenę polityczną w Chojnicach". Ta wypowiedź to jakby reminescencja Pana Andrzeja sprzed lat. Tylko ile było szczerości w tych słowach, a ile politycznego interesu i wyborczej kokieterii?

W Chojnicach musi powstać polityczna opozycja, która po wyborach da się przeliczyć na 5-7 radnych. To jest jedyna szansa na powstrzymanie złego dryftu jaki nadał miastu obecny burmistrz. Przykłady wkrótce, nie chciałbym tak bez rozgrzewki...wchodzi w tak gorące tematy.

Niemniej zwracam uwagę na działania tzw. "opozycji". Jeśli się zapomni to wpadnie do wora w którym po prostu będzie częścią własności jednego człowieka.

Kilka fotek z "miejsca hańby"




Od lewej: radny Szlanga, burmistrz Chojnic Arseniusz Finster, burmistrz Edward Pietrzyk. Bohaterom ZSRR, hołd oddali, ale czerwonej gwieździe podobno nie...





Zdawać by się mogło, ze do wzbudzenia "zainteresowania" potrzeba kogoś opluć, nazwać clown'em, lub pokazać golusieńki zad. Stowrzyszenie Arcana Historii 14 lutego nikomu nie pokazało nagiego zadu. Stało się coś gorszego ośmieliliśmy się głośno powiedzieć o historii inaczej, aniżeli "kasta trzymająca władzę". Niestety między tymi ludźmi, a przedstawicielami dawnego reżimu istnieje ciągłość nie tylko ideologiczna, ale i personalna. W wielu wypadkach to Ci sami ludzie, wczoraj komuniści, ZSM-esowcy, ORMO-wcy, etc. Dziś to "obiektywni" dziennikarze i ludzie nowej władzy.








Jakoś wcale mnie nie dziwą ataki "czerwono-armistów", każdy broni swego dziedzictwa (dość wykrętne i tchórzliwe próby zdyskredytowania mojej osoby przez Pana Erdmana, człowieka wiadomej ekipy - startował z list p. Finstera do Rady Miasta, któremy zresztą dziękuję za promocję mojej osoby jak i całego Stowarzyszenia). Martwi jednak fakt, iż społeczeństwo nie dostrzega, lub może nie ma możliwości dostrzec kim są Ci ludzie, którzy atakują nas za to, że głośno sprzeciwiliśmy się promowaniu symbolu systemu totalitarnego. Niestety nie jest tak jak chciałby Pan Finster. Symbol czerwonej gwiazdy denotuje nie tylko armię sowiecką, radziecką czy rosyjską, ale też cały system polityczny. Tym samym jest znakiem systemu totalitarnego powszchnie znanego jako komunizm.








Chojnice są jednym z tych miast, gdzie spory o historię miasta w kontekście historii Polski dopiero ujrzą światło dzienne. Wiele kwestii z historii miasta zostało pominięte, bądź zwyczajnie zatajone. Wielki wpływ na taki stan miał niski poziom świadomości historycznej i przyznanie społecznego przyzwolenia na zagarniecie monopolu na pisanie historii przez osoby takie jak Pan Ostrowski, czy Prof. Borzyszkowski, ale pokutuje tez nieprzemyslane przepisywanie historii od autorow niemieckich lub takich jak Konrad Ciechanowski. Wiele prac napisno mało rzetelnie, a wiele w sposób nieprzemyślany.Cóż ludzie którzy w swych publikacjach chwalili system włady ludowej dziś są honorowymi obywatelami, więc może naprawdę powinien przestać się dziwić? Kto zna historię Zrzeszenia Kaszubsko - Pomorskiego, będzie wiedział co mam na myśli. Jedną z publikacji Stowarzyszenia Arcana Historii, które ukażą ten proces będzie książka Andrzeja Lorbieckiego Chojnice we wrześniu 1939 roku (tytuł ciągle roboczy), prowadzę jej redakcję. Skala niedomówień, nierzetelności, przekłamań, jest przerażająca i co gorsza wpływa to na to w jaki sposób kreujemy kulturę polityczną miasta Chojnice.








Małym sprostowaniem z mojej strony niech będzie to, że nikomu niczego nie zakazuje. Wymiana zdań jaką poprowadziłem z Panem burmistrzem Pietrzykiem, sprowadziła się do tego iż powiedziałem Burmistrzowi, że jako obywatel miasta Chojnice nie zgadzam się na to, aby przedstawiciele samorządu miasta Chojnice składali kwiaty pod symbolem zagłady milonów Polaków (na pomniku widnieje napis - "Bohaterom ZSRR", czy to pozostawia miejsce na jakieś niedomówienie)? Czy to nie jest paradoks? Polacy walczyli o wolność, o to żeby móc hołdować temu co tą wolność daje i co ją buduje. Obecnie władza wybrana w wolnych wyborach, z własnej woli chadza składać kwiatki pod czerwoną gwiazdą. Naocznie widziałem czoło - bitność, wykraczającą poza dobry smak. Czy burmistrzowie i radni zadali sobie pytanie, dlaczego nikt oprócz nich nie przychodzi na tę ceremonię?Szkoda tylko, że sami nie płacą za kwiaty, które składają i za paliwo i pensje pracowników Straży Miejskiej w tym momencie. Wtedy mógłbym się przychylić do stwierdzenia, że nie reprezentują w tym momencie mieszkańców Chojnic, a tylko jako prywatne osoby oddają hołd swojej, czy bliskiej im ideologii.








W moim odczuicu ucierpiały tez polskie symbole narodowe - Flaga RP, która wisiała na drzewcach wokół pomnika "Bohaterów ZSRR".








Załączam kilka zdjęć z "zajścia". Do następnego roku z mojej strony temat zamykam. Czytelnikom obiecuję większą aktywność - na blogu. W końcu czas wyborów, wymaga komentarzy i objaśnień. Z chęcią będę dzielił się spostrzeżeniami, ale i faktami, które intensywnie gromadzę. Grozi nam 4 kadencja tej samej osoby...W mieście wielkości Chojnic oznacza to przejście do praktyk autorytarnych, władza zawłaszcza sobie wszystko...nawet opozycję...




Polecam uwadze:








P.S. Wkrótce kanał SAH na youtube.com, i wreszcie czynna stronka SAH. Zapraszam wkrótce do lektury nowego "Słowa Młodych" i nowej książki Stowarzyszenia - Kawaler Orderu Virtuti Militari - Franciszek Jakubowski.

czwartek, 11 lutego 2010

14 lutego 1945





Z serdecznością powiatałem artykuł o powyższej imprezie na jednym z chojnickich portali informacyjnych. Niestety jakieś techniczne przeszkody nie pozwalają mi wstawić tutaj do niego linka. W każdym razie jest to portal chojnice.com .

Odniosę się do poczynionych tam zarzutów, przyznam w dość bezpośredniej formie. No, ale i ja w takiej się wyraziłem. Na wstępię podtrzymuję ważność mojej wypowiedzi sprzed roku. Jest to hipokryzją i paradoksem - świętować odrodzenie się wolnej Ojczyzny w naszym mieście (31 stycznia), a następnie oddawać hołd tym, którzy wbili jej nóż w plecy. Autorowi artykułu na chojnice.com gratuluję warsztatu dziennikarsiego - rzeczywiście, ciężko się nie dziwić, że autor ubolewa nad moimi poglądami. Mnie ta krytyka cieszy, czuję się 1. zauważony, 2. teraz jestem pewien, że nie jestem komunistą. W końcu znalazłem punkt odniesienia dający mi świadomość w otaczającym mnie świecie :-). Żałuję, że auto "nie pisuje" do "NIE". Tam z pewnością znalazłby więcej czytelników i przychylnych komentarzy. I ta odrobina "tęsknoty" za imprezami "wyzwoleńczymi" - popatrzcie jak to pięknie w Człuchowie! Dziwi mnie dziś głoszenie takich właśnie poglądów, ale..."wolno Tomku w swoim domku".

Co do komunistów w Radzie - są tam nadal, w ciągu roku nic się nie zmieniło. Cóż, widocznie mają swój elektorat...

Moja propozycja jest jasna i dla wielu nawet wiadoma, dla innych będzie oczywista - zamiast czerwonej gwiazdy - flagi państw odpowiadające narodowościom poległych żołenierzy radzieckich.

Oddawanie hołdu przed symbolem - morderstw, zniewolenia, poniżenia człowieka, prześladowań i co dla mnie najstraszniejsze przed tą czerwoną gwiazdą z którą walczyli Polacy w roku 1920, następnie w latach 1944 i po 45 roku jest hańbiące.

Podkreślam, że występuję przeciwko czerwonej gwieździe i przeciwko ideologii komunistycznej - nie przeciwko tym którzy polegli. To i tak nie była nasza walka. Na wyniszczenie na naszych ziemiach i kosztem naszych obywateli, naszych rodzin rżnęły się dwa totalitaryzmy na terenie całej Polski, a rykoszety tej walki siekały Polaków.

czerwone gwiazdy powinny zniknąć i znikną- to nie jest symbol "Chojnic jako miasta europejskiego".

P.S. Tym którym tęskno za oficjalnymi obchodami "wyzwolenia" doradzam po prostu działanie, tylko zapytajcie - "czy pomożecie"? ;-)


Zapraszam - 14 lutego godz. 14.00, Chojnicki Dom Kultury.


Wszelkie kopiowanie materiałów z mojego bloga, bez mojej zgody, będzie powodowało skutki prawne. Czytać natomiast proszę do woli - nawet bez zgody ;-)

wtorek, 17 listopada 2009

Dobry Polityk = Dobry Sofista

Takie mamy czasy, że czego nie mówi się wprost, tego się nie powiedziało. A czego się nie mówiło, to właśnie się myśli. Bzdury?

A jakże!

Językiem takim posługuje się większość polityków, chodzi o mówienie takie, ażeby nie powiedzieć nic o co pytają, a wszystko czego słyszeć nie chcą nasi przeciwnicy. Sztuka to nie lada, mówić o wojnie w Afganistanie stosując wybiegi dążące do uzmysławiania czytelnikom, lub słuchaczom, lub widzom, że tak właściwie, to nie wojna, to walka. I nie taka poważna, bo lokalna. Śmierci też tam nie ma, bo ofiary nieliczne, a broń jeśli jest, to tylko do obrony, ale nikt nikogo nie atakuje. Zderzenia cywilizacji też tam nie ma, bo islamiści również są w armiach NATO, nie chodzi tu o religię...Brak też przesłanek, o to, żeby chodziło o jakieś dobra materialne, przecież Afganistan jest biedny a jego PKB nie przekracza 9 mld dolarów rocznie (USA ok. 14,5 biliona).

Pojawia się pytanie, jaki cel skoro "paplanie" bez sensu?
Ciężko to skonstatować bez:1. znajomości historii życiowej delikwenta, 2. znajomości jego środowiska, 3. znajomości jego obecnej sytuacji politycznej i prywatnej, 4.znajomości kontekstu społeczno - politycznego jego wypowiedzi, 5. orientacji w "wyznawanej" ideologii tak indagującego jak i indagowanego.

Reasumując, nie ma możliwości uzyskania PRAWDY od polityków, jest jedynie możliwość aby dowiedzieć się i zrozumieć ich racje.

sobota, 31 października 2009

Nepotyzm w samorządzie

Od kiedy obowiązuje Ustawa z dnia 20 czerwca 2002 r. o bezpośrednim wyborze wójta, burmistrza i prezydenta miasta (Dz. U. nr 113 poz. 984, rok 2002), szerzy się patologia życia politycznego w polskich samorządach, szczególnie w samorządach małych i średnich.

Typowym staje się tworzenie politycznych folwarków, gruntowanie praktyk nepotyzmu, czy zabezpieczanie źle pojętego interesu, zwyczajnie działając na szkodę społeczeństwu.

Określone grupy - "kręgi władzy", korzystają z przywileju dysponowania publicznymi pieniędzmi organizując coraz to nowe igrzyska dla ludu, co pozwala przy założeniu budowania coraz to nowych chodników i stawiania płotów, oraz wymiany krawężników na utrzymanie odpowiedniego poziomu poparcia. Niestety wśród politycznie świadomej i społecznie wrażliwej części społeczeństwa narasta poczucie oblężenia. Omnipotencyjna władza lokalna zawłaszcza sobie kolejne przejawy życia społecznego i politycznego mieszkańców, biorąc się nawet za organizację imprez okolicznościowych o tak niskiej randze, jak powitanie, czy pożegnanie lata. Żadna inicjatywa społeczna nie pozostaje niezauważoną, a przejawem wzmacniania kontroli nad życiem politycznym danego "polis", staje się przy każdej możliwości próba jeśli nie otwartego ataku na projekty organizacji pozarządowych, to bardziej skrytej działalności polegającej na próbie dotarcia do działaczy społecznych celem uzależnienia ich działalności od środków kasy gminy i kaprysów "kasztelana".

Groźnym przejawem ograniczania życia społeczno - politycznego i krępowania swobody obywatelskiej w Polsce jest właśnie możliwość sprawowania władzy w samorządach w nieskończoność. W Polsce ratuszowe, i gminne oraz powiatowe sale obrad stają się miejscem ubijania dobrego biznesu przy atmosferze wewnętrznego spokoju sprawujących władzę i braku nacisku ze strony podporządkowanych organizacji pozarządowych i "zahuczałej" opozycji. Tutaj musiałbym się zgodzić z teoretykiem nauk politycznych Haroldem Lasswellem, który powiadał, że aby wiedzieć kto rzeczywiście sprawuje władzę trzeba zadać pytanie wobec życia publicznego; "Kto, dostaje co , kiedy i jak"? Generalizując, władzę posiada ten kto dysponuje środkami, elitą są Ci, którzy mają najszerszy dostęp do najrzadziej występujących dóbr...Czy takiego już szerokiego dostępu do dóbr nie ma burmistrz który sprawuje władzę 15 lat? W tym wypadku wydaje mi się, że władzę można przyrównać do dobra materialnego (a przynajmniej możliwości rozporządzania nim), które jest bardzo rzadkie, a fotel burmistrza jest zwyczajnie synonimem najszerszego z możliwych dostępu do tego jakże rzadkiego dobra w małej społeczności jakim są poważne sumy pochodzące z pieniędzy publicznych. W ten sposób każdy burmistrz, który nie prowadzi pod wpływem alkoholu (choć i to dyskusyjne, bo kto go po latach "rządów" śmie sprawdzić na powiatowej drodze), nie bije żony, nie zabija i nie sypia z tymi którzy tego sobie nie życzą może w nieskończoność sprawować urząd burmistrza. Każdy rozsądnie myślący obywatel czuje, że coś w życiu lokalnym zaczyna być nie tak, od kiedy funkcjonuje wymieniona wyżej ustawa. Aby być burmistrzem więcej jak dwie kadencje, nie trzeba specjalnych telentów, wystarczy po prostu albo unikać wpadek, albo stworzyć taki "krąg władzy", dla którego wpadka burmistrza czy wójta będzie okazją do wykazania swej dozgonnej lojalności.

Tutułowy nepotyzm, staje się faktem w czasie trwania kolejnych kadencji. Wierny orszak "kasztelana" staję się czymś na wzór zewnętrznej rodziny. Uwikłani są razem we wspólne biznesy, mniejsze lub większe afery, każdy każdego szachuje i cały układ cementuje się jeszcze bardziej, bo cała konstrukcja trzeszczy w posadach dlatego trzeba się im trzymać razem coraz mocniej. Cel jest jeden za wszelką cenę pozostać przy władzy, niestety jest to gra bez szczęśliwego końca, pada coraz więcej "ofiar", a układ ma charakter sycylijskiej familii.

Wspomniany akt prawny, będący podstawą tej rzeczywistości jest przekleństwem polskiego ustroju. Nie możemy liczyć na to, że włodarz po 10, czy 15 lub 20 latach sam odejdzie. Sprawowanie władzy na zasadzie kadencyjności jest istotą demokracji, o czym nie pamiętali bonzowie SLD forsujący omawianą ustawę. Czy pozostaje nam liczyć na etyczno - moralne rozwiązanie problemu, czyli dobrowolne rezygnowanie z dalszych kadencji?Na to już sobie odpowiedziliśmy - nie! Prawo pozwala też na tworzenie obywatelskich projektów ustaw, czy projektów ich nowelizacji, wystarczy 100 tyś podpisów, możemy zacząć w Chojnicach! Przecież nie chcemy w Polsce rządów, lokalnych władców, jak dajmy na to osławionego Roberta Mugabe w Zimbabwe. O wolność i demokrację trzeba walczyć, brak obywatlskiej czujności i zezwalanie na zamach na społeczeństwo obywatelskie może skutkować problemami dla cełego kraju, a nie tylko dla poszczególnych gmin.

Gwoli ścisłości, nie opowiadam się za tym, aby skrócić kadencje, lub ograniczyć je do jednej. Uważam, że rozsądnym byłby zapis o maksymalnie trzech kadencjach, co z jednej strony pozwoli rozhuśtać się danego samorządowcowi w roli wójta-burmistrza - na korzyść samorządu, z drugiej natomiast, da gwarancję rotacji elit i zabezpieczy lokalną demokrację.

Oczywiście mój felieton ma charakter czysto aksjologiczny, głęboko wartościujący, ale jest wynikiem dogłębnej obserwacji życia społecznego w niewielkich gminach. Jest też owocem doświadczeń jakie wyciągnąłem z prób podejmowanych przez lokalne władze, próbujące zawłaszczyć sobie każdy teren działalności organizacji pozarządowych.

Maksymilian Ichnowski

Witam, po długiej przerwie.
Kilka miesięcy temu umieściłem wpis, dotyczący niefortunnych działań tak Urzędu Miasta jak i prezesa Europejskiego Stowarzyszenia "Pomerania".

Śpieszę wyjaśnić, że Stowarzyszenie Arcana wydało książkę przy współpracy z wspomnianym Stowarzyszeniem przy udziale środków pozyskanych przez Pana Kuffla.

Czasami ciężka atmosfera prowadząca wprost do wojny może się stać przyczynkiem pewnego pojednania, a przynajmniej próby wejścia w stadium kulturalnej tolerancji dla własnych działań.

Serdecznie dziękuję Katarzynie Ichnowskiej i jej mammie, za życzliwą postawę w ciężkim czasie.

Szerszą opinię informuję, że II wydanie książki (już odpłatne) ukaże się nakładem SAH, wkrótce po książce Andrzeja Lorbieckiego (www.chojnice1939.blogspot.com).

Pozdrawiam i szczęśliwym posiadaczom książki życzę udanej lektury.

niedziela, 3 maja 2009

Polska Flaga w Polskim Domu

Stowarzyszenie Arcana Historii, po raz trzeci zorganizowało akcję "Polska Flaga w Polskim Domu". Impreze odbyła się 2 maja o godz. 11.00 na Starym Rynku w Chojnicach.Rozdaliśmy kilkadziesiąt Flag RP.

Niestety, ten fakt, nie był widoczny dla mediów, a brak informacji w społeczeńswtwie informacyjnym oznacza, że ktoś nie istnieje. Tym samym akcji nie było? Według chojnickiego światka polityki tak pomyśleć byłoby wygodniej.

Serdecznie dziękuję za wsparcie akcji chojnickiemu oddziałowi Chrześcijańskiego Ruchu Samorządowego i Panu Andrzejowi Mielkie, oraz ZHP Hufiec Chojnice.

Patriotyzm, nie jest dziś w cenie i mało kto interesuje się kultywowaniem tradycji i rozwojem kultury. Jednak dopóki żyją Arcana Historii, będzie prowadzona akcja "Polska Flaga w Polskim Domu".

poniedziałek, 6 kwietnia 2009

Sesja Rytualna

Potrzeba tworzenia autorytetu, żyje głęboko w każdym społeczeństwie. Im ono (społeczeństwo) mniejsze tym, większa jego rola oraz siła być moze dlatego coraz częściej burmistrz dostaje poparcie od tych którzy znajdowali się do tej pory na peryferiach jego obozu? Dlaczego, Ci którzy mają przypisaną przez lokalną społeczność rolę opozycjonistów nimi nie są?

Z politologicznego punktu widzenia, pozostaje się cieszyć, że za rok powstanie szansa przerwania drogi ku oligarchii w Chojnicach. Nie jestem bynajmniej zwolennikiem rządu tłumów, ale u nas zwyczajnie brakuje opozycji.

Jeśli pozostaniemy przy obecnej formie, ciągłego popierania, i bez krytycznego odbierania kolejnych inicjatyw burmistrza to dokąd zajdziemy przy założeniu, że prawo wyborcze stanowi jasno : kadencyjności nie ma!

Obawiam, się że burmistrz utraci dawną bystrość umysłu, jak to zwykle bywało z władcami otoczonymi przez bandę pochlebców.

Dotąd, od czasu do czasu, odzywali się z WFS, czy z ChRS jeśli chodziło o sprawy dotyczące pewnych zagadnień "ideowych". Kiedy przyszło do rotrząsania spraw finansowych to już jest jednomyślność! Panowie wystarczyła po prostu bierność w głosowaniu - to też byłoby realizacją pewnej idei.

Miasto potrzebuje opozycji, walki politycznej, a burmistrz powinien czuć oddech jakiegoś konkretnego kandydata na jego fotel...czas zacząć poszukiwania.

Społeczństwu chce przekazać to co w mej myśli najważniejsze, że nie jest sprawą ciężkiej pracy zbudować to co powstało za publiczne pieniądze, to nie zasługa, to po prostu obowiązek gospodarować zgodnie z prawem i interesem społecznym. Ale też i społeczeństwo ma obowiązek myśleć krytycznie w pewnym ujęciu czasowym, bo może być za późno na refleksje, kiedy w sumie ofiary już się składa...w końcu to była sesja rytualna...wyraźnie poświęcona.

sobota, 4 kwietnia 2009

Pytanie o kulturę

Posród róznych pytan, dotyczacych motywow dzialania politycznego, aktorow chojnickiej sceny politycznej, powstaje pytanie o specyfike chojnickiej kultury zycia spoleczno politycznego.

Czy powstala jakas specyficzna kultura polityczna w Chojnicach, warunkowana tak przez caly kapital kulturowy naszego miasta, przez historie, jak i przez jego polozenie geograficzne i unikatowosc chojnickich politykow?

Jakie zbieznosci, jakie odmiennosci?Co nas wyroznia na tle innych "polis"samorzadowych?

Pozostawiam to refleksji czytelnika, ale proponuje pewien funademnt w tych aksjologicznych rozwazaniach nad kultura...prosze przyjac, że w Chojnicach aktorzy polityczni nie znają kultury wysokiej, nie znają idealu kultury jako wyrafinownia, oglady i ogolnych norm wyznaczajacych status osoby cywilizowanej obytej z savoir - vivre'em i potrafiacymi sie wyslowic zgodnie z zasadami jezyka literackiego. A dalej zalozyc ze maja tez problem w zakresie intencjonalnych wytworow kultury takich jak film, czy ksiazka.

Teraz prosze sie zastanowic na czym bazuja chojniccy politycy, i co tworza...o co najczesciej walcza?

środa, 1 kwietnia 2009

Spektakl i brak idei jako produkt i cecha chojnickich "polityków"

Cechą chojnickiej "klasy politycznej", jest brak ideowosci. Ta smiala hipoteza, wynika z wieloletniej obserwacji chojnickiego establishmentu.

Paradoks, ktorego sile w naukach spolecznych, poznaja co pilniejsi studenci staje się w poznaniu chojnickiej sceny politycznej nieodzownym narzedziem.

Z jednej strony, brak ideowosci, brak "wyzszego celu". Z drugiej, podporzadkowanie wszystkiego wymogom konsumpcji i spektaklu - czego nie mozemy uznac za ideologie. Dziki, zwierzecy ped, do tego, zeby zyc w miejscu bezpiecznym i pelnym pokarmu, nie ma wiele wspolnego z czlowieczenstwem.

W Chojnicach politycy koncentruja się na sprawach ziemskich, na tym, co powinno byc rzecza urzednikow i rzemieslnikow. Nie moze byc mowy o swiadomym funkcjonowaniu w swiecie polityki, osob ktore nie "wyznaja" pociagu do poznawania ideologii dominujacej i szerokiej palety, kontrideologii. W takim wypadku, nie ma swiadomego dzialania, a ciezki proces myslowy (uwazany za niepraktyczne narzedzie), zostaje odsuniety jako narzedzie szkodliwe w budowaniu spektaklu.

Ten spektakl to: chodniki, ulice, parki, nowe fasady (renowacja, rewitalizacja - sa niewaptliwie zawsze konieczne, ale nie jako narzedzie do uzyskiwania i utrzymywania wladzy). Brak refleksji nad istota zycia spolecznego i czlowiekiem, ktory na co dzien zmaga się nie tylko z tym co dotyka wszystkich - czyli ze zla pogoda, kaluzami, przeciazona siecia komunikacyjna, brakiem odpowiedniej infrastruktury, powoduje, ze chodnik i ulica staje sie legitymacja do sprawowania wladzy. W Birmie (Myanmar)jest to Bialy Slon, w Chojnicach Chodnik. Wiadomo, przeciez kazdy po nim chodzi...

Na budowie, i rozwoju sieci infrastrukturalnej powienien sie koncetrowac kazdy polityk sprawujacy wladze, ale nie powinien zapominac o ludziach, ktorzy placac podatki, pozwalaja mu na realizacje jego budowlanych zalozen, ktore w efekcie staja się trampolina do dalszej kariery politycznej. Czy dzis wystarczy w Chojnicach zbudowac chodnik, za publiczne pieniadze, samemu nie brudzac przy tym rak, nie dajac swego potu, aby byc kochanym?Czy spolecznosc jest juz tak otumaniona?

Celem polityka jest zawsze walka o wladze. Celem polityka, ktory wyznaje wartosci humanizmu, jest dbalosc o drugiego czlowieka, o burzenie tego, co go zniewala.

W Chojnicach ludzi zniewala, nie tylko, brak pieniedzy, lecz wlasnie spektakl.

W szkolach podstawowych i wyzej, w publicznych i prywatnych, brak nauczycieli - ideowcow, poswieconych swemu zadaniu - ksztalcenia czlowieka, zdolnego do krytycznego myslenia. Jesli sa zajecia o UE, to mowi sie dziecom o tym, zeby wypisaly to co w UE jest najlepsze - potrawy, zabytki, kultura. Nie wolno czegokolwiek poddawac krytyce. Brak nauczycieli opornych systemowi, ksztalca po prostu czlowieka - sluge. Kogos kogo, bol za jednostkowa emancypacja, ktorej nigdy nie dozna, zepchnie w kociol masy i miernosci.

Spektakl tworzony przez mediai wladze, bedacy wlasciwie dyskursem wladzy i ludzi, mediow, odtraca czlowieka, od mozliwosci wspoldecydowania. Krytyczne uwagi, te tak zwane w dziennikarskim zargonie i przez sofistyczny dyskurs "konstruktywnymi", sa powodem spolecznego ostracyzmu wobec grupy, a pozniej jednostki.

Zmiana, i troska o czlowieka, to misja nie praca. Wyzwolenie sie z ideologii definiowanej przeze mnie jako system pogladow, zabezpieczajacych grupe interesu, ktora posiada monopol na wladze, tworzac wraz z mediami (szzczegolnie w Chojnicach)nieprawdziwy obraz sytuacji spoleczno politycznej, oraz wytwarzanie falszywych struktur - pogladow dajacych mozliwosc poznawania i rozeznawania sytuacji spoleczno politycznej wymaga zmiany.

Czy kogos interesuje, jak nauczyciele odnosza sie do dzieci przez wzglad na ich pochodzenie, i majatek ich rodzicow?

Tak zwane, problemy polityki spolecznej w Chojnicach, czekaja na swojego ojca, na reformatora, tego co tak zaniedbane. Tutaj tylko, nauka, i promowanie wiedzy, i dostepu do niej (ale nie chodzi tu o uczelnie prywatne czy placowki, czegos tam w Chojnicach), ale o dostep i program pomocy, dla uczniow ktorzy chca studiowac na najlepszych uczelniach swiata. Miasto nie angazuje sie w pomoc, ale w zabezpieczanie struktury, bez ideowej, dajacej szanse na jak najdluzsze utrzymanie wladzy.

Pamietajmy, z jednej strony, musi istniec proba dekonstrukcji kazdej ideologii, ale z drugiej nie ma mowy o istnieniu swiata polityki na wysokim poziomie, jesli jego aktorzy to bezideowi, dajacy sie sterowac wobec interesu chwili, aktorzy - kukielki.

Nowa rewolucja, ludzi rocznika okolo 89, jesli bedzie uswiadomiona, to na fali sojuszu, lewicy -(rozumianej jako proba emancypacji czlowieka), z systemem pogladow chrzescijanskich może dać szansę odkrycia najprostszego mechanizmu. Czlowiek, jako podmiot, warunkowany przez przedmiotowe pozadanie, moze budowac w sobie zlo lub dobro. Ktore przeklada sie na zycie spoleczne, kiedy tenze staje sie politykiem. I nie ma szarosci, podobnie jak istnieja dwa pojecia przeciwstawne. Wolnosc lub zniewolenie. Wybor w naszych rekach, ale nie liczcie na wybory, to nadal spektakl. Tu trzeba rewolucji mentalnej, ludzi zdolnnych do ksztaltowania radykalnych postaw biernego oporu wobec wladzy i systemu. Nie wchodzimy z prawem w konflikt, my tym prawem zaczniemy sie poslugiwac i manipulowac nim, tak jak Ci ktorzy je tworza. Przeciwko tym, ktorzy je tworza.

Nikogo, nie mozna niszczyc, ale mozna dazyc, zeby dostrzegl refleksje ukazujaca zlo jego postepowania, kiedy tworzy spektakl, i zabezpiecza interes waskiej grupy ktorej przewodzi.

piątek, 27 lutego 2009

O Symbolach

Ostatnimi czasy, na tapecie gorących dyskusji jest propozycja radnego miejskiego Piotra Pawlickiego dotycząca zamalowania czerwonych gwiazd widniejących na plocie cmentarza żolnierzy radzieckich poleglych w bitwie o Chojnice w 1945 roku.

Wiadomo, że to co ideologiczne, to zawsze budzilo glębokie spory, tak też będzie w tym przypadku. Symbol to jest jakby "artystyczne" odzwierciedlanie idei, ktore w rzeczywistosci są często sprzeczne z ogólnie przyjętym znaczeniem danego symbolu.
Bo tak na przyklad (fundamentalny jak uważam przyklad), Jezus Chrystus na krzyżu to znak milosierdzia, czyż to nie jest wielki paradoks? Jednak jest to symbol i z czasem krzyż, który tylko odzwierciedlal cierpienie stal się dla miliardów ludzi na przestrzeni wieków symbolem wiary, miloci i nadzei, czyli wszystkiego tego czego w życiu nam trzeba.

Jak jest z czerwoną gwiazdą?Otóż pragnę czytelnika zachęcić, do poszukiwania, proszę się dowiedzieć, co dla ludzi na przestrzeni wieków oznaczala gwiazda, co symbolizowala. Co symbolizowal i co symbolizuje nadal kolor czerwony?

Wracajac na chojnickie podwórko...

Popieram Pana Piotra Pawlickiego w jego dzialaniu majacym na celu usunięcie gwiazd z cmentarnego plotu, osobiscie poszedlbym dalej w dzialaniach, ale...
Warto zwrocić uwagę na brak cmentarzy zolnierzy Wermachtu, a czy ktos wyobraża sobie codzienny spacer obok plotów oznaczonych Hakenkreuz?Czerwona gwiazda byla symbolem ZSRR, a Hakenkreuz byl symbolem III Rzeszy i jej sil zbrojnych. Dlaczego się oszukujemy, kiedy mówimy czerwoni tak, czarni nie?

Powolam sie na Jana Pawla II (zaraz będzie gro oskarżeń, trudno taki swiat), ale w tym wypadku ja z papieżem zgadzam się calkowicie, otóż nie ma mowy o dwóch różnych totalitaryzmach, i czarny i czerwony totalitaryzm niszczyl czlowieka i to co w nim może uchodzić za humanitarne.

Dla mnie, POLAKA i PATRIOTY, najwazniejszym jest to, że Rosjanie mordowali od wieków, a 1945 rok, byl dobrym pretekstem żeby mordować tam, gdzie jeszcze nigdy mordować nie mogli...To nie byla nasza walka, to nie bylo żadne wyzwolenie, to byla wojna dwóch totalitaryzmow, my tą wojnę przegralismy na polu chwaly w 1939 roku, pozniej bylo 50 lat okupacji o zmiennym kolorycie i folklorze.

Nie rozumiem, jak wlodarze miejscy, którzy z jednej strony organizuja obchody powrotu Chojnic do Ojczyzny (Pan Burmistrz Finster, Pan Burmistrz Pietrzyk, Pan Burmistrz Zieliński, Pan Radca Wajlonis) po zaborach i po I wojnie swiatowej idą 14 lutego swiętować walkę radziecko - hitlerowską, walke reżimów które unicestwily polski niepodlegly byt. Czyli sumując, Pan Burmistrz i jego Swita, 31 stycznia swietują odrodzenie Polski (glosno i z poklaskiem), po to , żeby dnia 14 lutego (po cichu i w skromnym towarzysztwie) skladać kwiaty pod czerwoną gwiazdą ktora przyczynila sie do unicestwienia Polski.

Panowie jestescie zwyczajnymi hipokrytami i powiem Wam to co tu napisalem prosto w twarz, bo jak widać nikt Wam tego nie mówi. To co robicie to plugastwo, tym bardziej i tu uwaga, że 20 m od cmentarza zolnierzy radzieckich lezą żolnierze Polscy - doslownie pod plotem i bez pamięci (obrońcy Chojnic z 1939 roku).

HAŃBA! Zdrajcy i oszusci! I ta hańba spotka się z odzewem!

Precz z Czerwoną Gwiazdą i precz z komunistami z Rady Miasta!