sobota, 28 grudnia 2013

Magia cezur

Pamiętamy podekscytowanie magiczną datą 2000 roku. Komputery miały przestać działać, a systemowi groziło, że legnie w gruzach. Co więcej była to data, która miała wyznaczać koniec świata, i wiele sekt na tym strachu zbudowało swoje wspólnoty.

Ludzkość i każdy z osobna w tym zbiorze, oczekuje przełomów, wyczekuje lepszego, doskonalszego jutra, pospolicie nazywanego "nowym rozdaniem" - często wiązanego z przłomowymi datami w dziejach świata czy życiem świata przyrody (wiosna, lato). Dzięki siłom natury, rzeczywiście mamy do czynienia z czymś co można nazwać cyklicznością, która weszła do wszystkich znanych nam kultur ludzkich. 

Jest w tym zjawisku - cykliczności - wpisany tragizm człowieka skazanego de facto na powtarzalność. Jednak każdego nowego "przełomu", każdego Sylwestra oczekują ludzie w jakimś stanie podniecenia, jakby rzeczywiście miało nadejść nowe, lepsze jutro. Towarzyszy temu bogata symbolika i repertuar zachowań społecznych - fajerwerki, tańce i hulańce. Korki od szampana, rozbite szkło i co tam też w innych kulturach by nie wymyślono. 

Waga cezur została też w kulturze ugrunotwana poprzez mity i architekturę - łuki triumfalne, bramy, itd. Które mają nadawać powagę "przejścia" od - do. W czasach wielkich przełomów, związanych z konkretnymi datami rzeczywiście następowały zmiany o wadze cywilizacyjnej, wymienić można chociażby rok 1789 - rok Rewolucji Francuskiej,rok 1939 - czyli rok wybuchu II wojny światowej i tak dalej...W aspekcie indywidualnym z pewnością każdy z nas też jest w stanie wskazać kilka przełomowych dat w swoim życiu. Czemu tak naprawdę służą cezury, których znaczenie jest utrwalone i uwarunkowane kulturowo? W przeszłości przecież, o czym warto pamiętać nawet na Zachodzie "nowy rok" rozpoczynał się w różnych datach, było i tak za czasów rzymskich, że 1 marca. 

Jakby więc nie było, z pewnością cezury są podstawą dla podejmowania poważnych postanowień, tak zwanych progowych. Są dla ludzi próbą nawołania siebie do poprawy zachowań, rozwoju, przemiany. Ale czy musimy je warunkować tak wielką odległością czasu jak kilkaset dni? Czy nie byłoby łatwiej wyjść poza kulturowy narzut i zrozumieć, że żyje się każdego dnia "od nowa". 

Dlatego też, wszystkim Czytelniczkom i Czytelnikom mojego bloga życzę, aby każdego dnia był dla nich Nowy Rok, abyśmy mieli w sobie tyle sił i chęci aby nawoływać samych siebie i nawzajem do zmian na lepsze każdego dnia, a nie tylko raz w roku. Uciekajmy od status quo, od stagnacji i braku zmian, dążmy w tym dynamicznym świecie do pojmowania siebie i świata jako ciągłej przemiany,której naprawdę warto sprostać, rozumiejąc jednocześnie, że kultura właśnie tak jest skonstruowana aby świat reprodukować, powielając też stosunki władzy i to co nami zarządza i nas zniewala, dlatego też świętujmy przemianę każdego dnia :) Nadajmy sobie prawo do indywidualnej wolności. Nie dajmy się zwieść kulturze, my - ludzie - mamy szansę na "lepsze" każdego dnia. 

W tym pozytywistycznym duchu - życzę dość tradycyjnie i konwencjonalnie - Szczęśliwego Nowego Roku, każdego nowego dnia!

wtorek, 24 grudnia 2013

Merry Xmas Everyone

Wychodząc z założeń konstruktywistycznych ciężko pogodzić się z istotą zbiorowego zachwytu narzutem kulturowym jakim są Święta. Jednak, jest to element naszej cywilizacji (bo w warunkach kapitalizmu już nie tylko kultury), którego nie można tak po prostu zapomnieć i zanegować. Dlatego życzę wszystkim, aby w miarę upływu czasu pojęli, że Święta to element władania człowiekiem w dużej mierze po to, aby go subordynować i wpisać w cykliczność dziejów w podporządkowaniu strachem przed "życiem po śmierci". Życzę wszystkim każdego dnia, czy to we wtorek, czy w sobotę czy w poniedziałek - Wesołego Święta! Niech każdy dzień będzie dla nas, ludzi, Świętem Wolności i Festiwalem wzajemnej miłości i poszanowania godności drugiego człowieka z daleka od struktur i mechanizmów władzy. 

MERRY XMAS EVERYONE AND EVERYDAY!

poniedziałek, 23 grudnia 2013

"Polityka" o Chojnicach

W magazynie "Polityka" w numerze 46, 13.11 - 19.11.2013 ukazał się artykuł w którym autor charakteryzuje specyfikę przemian przestrzeni publicznej w Polsce na przykładzie tak zwanych rewitalizacji stref śródmiejskich, a konkretnie rynków i ryneczków polskich miast i miasteczek. 

Nie omieszkał autor, wspomnieć i o Chojnicach, co dla wielu pewnie będzie szokiem. Przytoczę cytat:

"Mistrzostwo nieudolności w postarzaniu modernizmu osiągnięto na rynku w Chojnicach.To już nawet nie pastisz to groteska". 

Wiadomo ktoś na tej niemieckiej kostce zarobił. Podobno jakiś poseł doktor. Takie opinie jak powyższa są kolejnym przykładem na to, że wielu z nas w Chojnicach dało sobie narzucić narrację włodarza i jego pochlebców, którzy wychwalali renowację strefy śródmiejskiej. To nic, że zniknęła kostka brukowa sprzed wieków, to nic, że przy rynku stoi jakaś buda handlowa, która teraz ma fasadę niczym grecki Akropol. Przecież mamy wierzyć i głosić słowa prawdy: Chojnice są piękne! Jednak to jest zaklęcie w które nikt już nie uwierzy. Chojnice są źle zarządzane, paskudnie zagospodarowane, a do tego kurtynę milczenia spuszcza się na pewne obiekty będące kiedyś własnością miasta oraz na stan tych obiektów. One po prostu wyparowały!O tych budynkach i przestrzeniach nie wolno mówić. W tym poście palcem wskazywał nie będę, ale warto z najnowszych przykładów sięgnąć po ten o którym napisał na swoim blogu Radek Sawicki.

Wracając do "Polityki". Ciężko, mi przynajmniej, nie zgodzić się ze słowami autora artykułu. To co powszechnie uchodzi za piękne, to częstokroć pastisz i groteska. Najgorsze jest to, że z tego co zauważyłem na Pomorzu, podobne koncepcje rewitalizacji przyjęły miasta takie jak Człuchów, Tuchola, Bytów, Kościerzyna. W ten sposób uniformizują się w tandecie, odmawiając sobie prawa do swoistości i specyfiki, stając się kalką chojnickiego kiczu, a może i gospodarczego zysku w kiesach nielicznych osób.

Skany z "Polityki" znajdują się poniżej. 





piątek, 20 grudnia 2013

66% przeciwko Finsterowi

Tego się pewnie nikt nie spodziewał! Arseniusz Finster dostał żółtą kartkę od chojniczan. W plebiscycie "Gazety Pomorskiej" pod tytułem "Oceń władzę" aż 66% osób biorących udział w plebiscycie było przeciwko burmistrzowi Arseniuszowi Finsterowi. 

Lepszego prezentu na Święta nie mogłem sobie wymarzyć. Nadchodzi czas politycznej klęski Arseniusz Finstera. Finał kariery politycznej już za rok. W 2014 roku pożegnamy Arseniusza Finstera burmistrza Chojnic, w sensie politycznym oczywiście.  

Wreszcie dotarło do chojniczan, że są oszukiwani, manipulowani, okłamywani. Nasze miasto staje się coraz biedniejsze, a skala migracji przybiera na sile. To rzeczywiście nie może się nikomu podobać. Gospodarczo i politycznie miasto Chojnice zostało zdegradowane do III ligi i dziś prezentuje taki sam status społeczno - ekonomiczny, a i polityczny, jak miasta na wschodniej ścianie Polski.

Dlatego już dziś zachęcam do głosowania na kandydata PChS Mariusza Brunkę. 

Finster dostał pod choinkę rózgę, ale na poprawę bym nie liczył. Będzie jeszcze gorzej...politycznie Finster idzie na dno.

Dzisiejsza (20.12.2013) "Gazeta Pomorska".

środa, 11 grudnia 2013

I Konferencja Antykorupcyjna

Zapraszam Państwa na I Konferencję Antykorupcyjną, która odbędzie się w najbliższą sobotę w Sopocie.


Program konferencji

12:00   otwarcie konferencji  | wykład wprowadzający prof Antoniego Kamińskiego,
12:30   dyskusja  | "Korupcja jako wynik sposobu przeprowadzenia transformacji"  
przerwa kawowa
15:00   dyskusja  | "Walka z korupcją jako jedno z najważniejszych wyzwań przed jakim stoimy" 
18.00   zakończenie konferencji,

w dyskusjach udział wezmą :
prof. Antoni Kamiński, prezes zarządu Transparency International Poland w latach 1999-2001
Bogdan Święczkowski, szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego  w latach 2006–2007
Ernest Bejda, Zastępca Szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego w latach 2006 - 2009
publicyści  | Cezary Gmyz i Marek Król
dyskusję prowadzi Michał Stróżyk

14 grudnia, sobota, godz. 12:00   Sopot, Siedziba SKOK, ul. Władysława IV 22, Aula Główna

WSTĘP WOLNY


wtorek, 10 grudnia 2013

Ocalić Stare Miasto

Kiedy wiadomo było,że ma powstać galeria handlowa "Brama Pomorza" burmistrz zaczął wykonywać nerwowe ruchy, łącznie z popadnięciem w konflikt z wójtem wiejskiej gminy Chojnice. Pieniądze, jak zawsze obok kobiet, stanęły pomiędzy dwoma "przyjacielami". 

Dziś miasto ma poważny problem, a władze reagują po czasie. Z tego co mi wiadomo Rank Progress - wraz z podmiotami, które w galerii wynajmują powierzchnie zatrudni bezpośrednio i pośrednio ok. 300 osób. Jednak to nie pozostanie bez wpływu na popyt w punktach handlowych w mieście. 

Według mnie dobrze się stało,że powstała galeria, niech firmy inwestują,niech budują, nie angażują kapitał w naszych gminach. Jednak szkoda, że nie stało się to jednocześnie przy pewnej asyście władz miasta wobec śródmiejskiej przestrzeni. I nie chodzi mi wcale o ochronę interesów mniejszych i większych kapitalistów, z Chojnic i nie tylko, ale raczej o kwestię "życia" w mieście. 

Co można dziś zrobić? Przede wszystkim trzeba zdać sobie sprawę z kategorii spraw jakie wpływają na konsumentów, że wybierają galerie. A przy tych są - darmowe parkingi (no są i płatne, ale nie na obrzeżach miast), wiele sklepików i ogromny wybór towarów w jednym obiekcie, nie wieje, nie pada i generalnie utarło się, że w galeriach jest taniej aniżeli w małych śródmiejskich sklepikach i nieco większych sklepach. 

Proponowałbym likwidację płatnego parkowania w strefie śródmiejskiej i to nie tylko w sobotę- o czym wspominałem już dwa lata temu i co niedawno podjęli koledzy z PiS. Poza tym miasto jeśli chce efektywnie pomóc kupcom, a w sumie sobie - bo przecież chodzi o podatki, powinno zaangażować pieniądze w adaptację strefy śródmiejskiej w taki sposób, aby przebywanie w niej było jak najbardziej przyjemne i efektywne. Być może nie byłoby złym pomysłem oddelegować pracownika urzędu do "zarządzania" handlem w strefie śródmiejskiej, do promowania go i koordynowania działań. Jeśli wszyscy kupcy potraktują Stare Miasto jako jeden obiekt o którego dobro muszą dbać mają wtedy szansę konkurować z Bramą Pomorza, w innym wypadku piękne zęby Starego Miasta będą wypadać jeden po drugim z powodu braku dopływu odżywczej złotówki.

Z drugiej strony nie zrozumiem żadnego działania "pomocowego" miasta wobec kupców na zasadzie jakichś ulg, itd. Nie tędy droga, niech Rada Miejska zniesie strefy płatnego parkowania i już pojawi się wzrost zainteresowanych zakupami na Starym Mieście. Poza tym sami kupcy też muszą się postarać - może czas zerknąć na allegro ile kosztują tam spodnie, które w chojnickim sklepie są na wystawie za 300 zł? Świat się zmienia, a Stare Miasto pozostaje gdzieś w średniowieczu...

Reasumując, w gromadzie siła, ale czy chojnickich kupców i władze miasta stać na współpracę - w imię interesu gospodarczego poza podziałami i układami?

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Od demokracji przedstawicielskiej do uczestniczącej

W "Gazecie Pomorskiej", ukazała się pierwsza debata oficjalnych kandydatów na burmistrza Chojnic. Są nimi dotychczasowy burmistrz Arseniusz Finster i członek Projektu Chojnicka Samorządność Mariusz Brunka.

Każdy z nich zdaje się mieć inne atuty. Zamieszczam poniżej dwa skany z "GP", być może uda się Czytelnikom coś rozszyfrować.

Co kandydatów różni? Otóż różnice są znaczne, przede wszystkim A. Finster w tym co mówi, nie zdradza nic nowego. Z jego ust płynie rzeka narcystycznych pochwał do samego siebie: "ja wywalczyłem, ja promowałem, ja wymyśliłem, ja mówiłem, ja przewidywałem, ja chciałem, ja będę, ja zrobię" itd. Czyli to co doskonale znamy od 15 lat. Finster jest burmistrzem, został nim wybrany po raz pierwszy przez Radę Miejską, w której de facto rządziło wtedy SLD, SIS "Samorządni" i Blok Rozwoju Gospodarczegodo do którego należał też obecny burmistrz. Droga wyboru go na pierwszą, Jego, kadencję była zgodna w ówcześnie obowiązującym prawem, ale była daleka od przyznania możliwości obywatelom w wyborze swego burmistrza. Była wypadkową grup interesów, którym odpowiadał trzydziesto-paroletni zapalony zelota polityki lokalnej o poważnych inklinacjach lewicowych (żeby nie powiedzieć dobitniej "polityczne dziecko komuny"). Z uważnej lektury wypowiedzi Finstera wynika, poza narcyzmem, oczywiste upodobanie systemu takim jakim on jest. Czyli spodziewajmy się kontyuacji takiej kultury politycznej i zarządzania miastem jaką dotąd objawił Finster, jeśli wygra kolejne wybory. A pamiętajmy, zakłócał zgromadzenie publicznej na Starym Rynku, prowadzi nieudolną politykę gospodarczą miasta i taką będzie kontynuował - biorąc kredyty na spłacanie kredytów. Jednymi słowy, Finster wypowiada się w 2013 roku, a mówi językiem sprzed 10 lat. Dziś społeczeństwo dojrzało na tyle, że domaga się wdrażania takich narzędzi - jak inicjatywy uchwałodawcze, budżety obywatelskie, ludzie chcą też mieć bieżący wgląd w działalność urzędu - w sprawy zamówień publicznych, ale i tych zakupów, które tej magicznej granicy zamówienia publicznego nie przekraczają. Żądają też władzy, która byłaby daleka od otwierania kieszeni przed każdym kto chce wrzucić coś na "tacę". Pan Finster to przedstawiciel przeszłej epoki, dla której demokracja przedstawicielska, czyli taka w której mieliśmy jako obywatele głos raz na cztery lata, wszystkim zdawała się wystarczać, a politycy i samorządowcy mieli z głowy społeczeństwo do następnych wyborów. Finster, o czym sam mówi podczas debaty, boi się partycypacji obywateli w rządzeniu miastem, czyli jest zatwardziałym przeciwnikiem demokracji uczestniczącej, otwartego społeczeństwa obywatelskiego.

Mariusz Brunka, jest przedstawicielem zupełnie innej wizji. Domaga się wdrażania instrumentów demokracji uczestniczącej, emancypacji obywatela kosztem przywilejów ludzi władzy. Warto zaznaczyć, to o czym Mariusz wspomniał - jego wybór nie zatrzyma wskazówek zegara, a wszystkie codzienne obowiązki samorząd nadal będzie wypełniał, tak jak i wypełniał w czasach Finstera. Zmieni się natomiast CAŁY system funkcjonowania nie tylko władzy w sensie kultury politycznej, ale też po prostu społeczeństwa, które uzyska wszelkie możliwe narzędzia dążące do stworzenia środowiska dla WSPÓŁRZĄDZENIA miastem przez burmistrza i obywateli. 

Obaj Panowie, zgodnie z unijnymi preferencjami, chcą kierować Chojnicami tak, aby zbliżyć nas z Człuchowem, ten proces wydaje się nieunikniony, bo tylko takie działanie zapewnia napływ pieniędzy unijnych. 

Na obecnym etapie starcia warto zwrócić uwagę na podstawową różnicę, między dwiema wizjami - Arseniusza Finstera wizją samorządu osadzonego w realiach lat 90 - tych czyli na demokracji przedstawicielskiej, i wizją Mariusza Brunki która cywilizacyjnie jest o krok dalej i przewiduje szeroką partycypację obywateli w rządzeniu, a właściwie niesie za sobą współzarządzanie naszą lokalną wspólnotą. 

Pan Finster był dobry w przeszłości, bo w bałaganie lat 90 - tych komuniści musieli znaleźć kogoś młodego i ambitnego, kto wprowadzi ich w świat demokracji w czasie transformacji na lokalnym podwórku, ale dziś nie potrzebujemy despoty, a raczej wizjonera - administratora, który będzie w stanie swą postawą, wiedzą i perspektywą kierować samorządem, jak "pierwszy wśród równych", a nie jak Pan z kramem nad pospólstwem.





czwartek, 5 grudnia 2013

Medialne manipulacje

Strona z "Tygodnika Tucholskiego"

W Tucholi ukazał się śmieszny artykuł autorstwa Pani Zuzanny Kasprzyk. Konsorcjum medialne Państwa Grzmiel, do którego należą "Tygodnik Tucholski" i "Czas Chojnic", idzie w sukurs lokalnej władzy. Dlaczego?

Otóż media te stają się instrumentem władzy, przypomnę w Chojnicach artykuł podobny do powyższego ukazał się w "Czasie Chojnic" kilka tygodni temu, ale koncentrował się na mojej osobie (chodzi o ten materiał: http://czas.tygodnik.pl/a/co-chojnicki-polityk-robil-w%C2%A0nocy-pod-hotelem). Teraz grillowany jest Krzysztof Szulczyk z Cekcyna. 

Co zostało zamanipulowane? Otóż Krzysztof Szulczyk został przez Panią Zuzannę poproszony o przedstawienie swojego stanowiska w sprawie, co uczynił zresztą w mailu do Niej. Tak pisze o tym Redaktorka "Tygodnika Tucholskiego": "Gdy się z nim skontaktowaliśmy [z K.Sz.] odpowiedź postanowił wysłać nam drogą elektroniczną, jednak poza tym, że stwierdził, iż nie jest stroną w sprawie, nie odniósł się w niej bezpośrednio do wydarzeń[...]". Oto więc, jest literalna wypowiedź Krzysztofa Szulczyka dla "Tygodnika Tucholskiego":


Witam Pani Zuzo



>

> Poniżej zamieszczam moją wypowiedź, wyrażam zgodę tylko na druk całości, aby wypowiedź nie straciła kontekstu. Wyrażam zgodę na dane osobowe Krzysztof Szulczyk.

>

> "Z miłą chęcią odpowiedziałbym na Państwa pytania, ale nie jestem stroną w sprawie, a więc nie będę do tego w żaden sposób się ustosunkowywał. Nadmienię jednak, że od zaprzyjaźnionych dziennikarzy usłyszałem, że były naciski ze strony władz, aby jedna z redakcji wydrukowała taki materiał, który wymierzony jest w chojnickiego opozycjonistę Marcina Wałdocha".

>

> Pozdrawiam

>

> Krzysztof Szulczyk


W kontekście maila o takiej treści, gdzie może być mowa o bezstronności "Tygodnika Tucholskiego"? Po prostu manipulują informacją w przestrzeni publicznej i zamieszczają jedynie to co sami uważają za słuszne i tak jest z całą sprawą. Nie interesowało Redakcji "Tygodnika Tucholskiego" tak sensacyjne stwierdzenie jak "naciski ze strony władz, aby jedna z redakcji wydrukowała taki materiał wymierzony w chojnickiego opozycjonistę"? Dlaczego? Czy to czasami nie chodzi o siostrzaną redakcję "Czasu Chojnic"? Tego czytelnikom nie warto powiedzieć? Więcej niewygodnych faktów wkrótce.

środa, 4 grudnia 2013

Ratusz na Czasie

Czy ktoś jeszcze w Chojnicach pamięta krytyczne artykuły jakie ukazywały się raz po raz w "Czasie Chojnic" pod adresem miejskiej władzy w Chojnicach?

ATAK NA BURMISTRZA?

Przypomnę jedną z głośniejszych spraw, w sumie ostatnią jaką zarejestrowałem, a którą poruszył "CzCh" pisząc krytycznie o działaniach burmistrza Chojnic Arseniusza Finstera w 2011 roku. 

Chodziło o finansowanie Radio RCh+. "Czas" wskazał dziwny mechanizm promocji miasta poprzez umowę z RCh+ opartą o regularne wpłaty na konto RCh+ w kwocie 1000 zł miesięcznie. Radio za to oferowało to samo praktycznie, co inne media w Chojnicach, które podobno z Ratusza żadnych "bonusów" nie odbierają, czyli dawkę informacji z burmistrzowskiej konferencji i wiadomości bieżące. 

Ten kąśliwy wobec działań władzy artykuł można jeszcze znaleźć w sieci: http://gazetylokalne.pl/a/chojnice-ratusz-finansuje-rch .

PRZEGRUPOWANIE?

Co się stało, że od 2011 roku, zmienia się linia chojnickiego tygodnika? To z pewnością będzie wiedział redaktor naczelny "Czasu" Michał Rytlewski, bowiem jemu właśnie burmistrz Arseniusz Finster w pewnym momencie zagroził wytoczeniem procesu...do którego nie doszło. Natomiast widoczna jest przyjaźń między obu Panami i pewna zbieżność interesów. Dla mnie oczywistym jest, że "Czas Chojnic" jest medialną tubą ratusza, zresztą jak całe konsorcjum państwa Grzmiel, czyli spółka Magraf. Artykuły jakie ukazują się na łamach ich pism, mocno związane są z linią polityczną lokalnych włodarzy.Przez to mogę określić ten tytuł jako "pro-reżimowy" lub "pro-finsterowy".

ATAK NA SPOŁECZEŃSTWO?

Mamy więc do czynienia z dominacją w dyskursie, otóż na bazie materialnej zależności jaka istnieje między lokalnymi mediami, a władzą - co wykazał sam "Czas Chojnic" - dziś w jakiejś mierze utrzymujący się z pieniędzy płaconych za ogłoszenia publiczne przez Ratusz. Stąd wiadomo przecież czyją politykę będzie realizował. Daleki jestem natomiast od ogólnego oceniania zawartości "Czasu", bo każdy sobie pisze w tym świecie to na czym zarabia jak widać - ten tytuł na przykład upodobał sobie kłótnie rodzinne, wypadki samochodowe i "dorabianie gęby". Dziwią mnie tylko słowa Michała Rytlewskiego, który w sarkastyczny sposób, kiedy była mowa w jego artykule o RCh+ podkreśla, że "[...] Na stronach internetowych Radia RCh+ znaleźliśmy ogłoszenie o warsztatach dziennikarskich. Odbyły się one w sierpniu. Jednym z punktów szkolenia był wykład na temat etyki dziennikarskiej" - śmieszne spostrzeżenie w świetle działań Pana Rytlewskiego, który potrafi zadzwonić i zadawać pytania niczym prokurator jednocześnie zdradzając wiele informacji. Bo okazuje się, że na linii władza stanowiąca - media - organy ścigania istnieje niewidoczna dla oka "szarego obywatela" więź, którą będzie trzeba nieco rozluźnić w najbliższym Czasie... 

Czas Chojnic, podobnie jak i pozostałe tygodniki konsorcjum Państwa Grzmiel, zdają się mieć pewną wyłączność na informacje na przykład z pewnych instytucji publicznych. Co więcej podejrzewam te tytuły o pisanie artykułów na zlecenie władzy. Stąd stają się one niczym więcej jak "gazetą gminną". Skąd takie wnioski?


Kiedyś Pan Rytlewski nazywał inne media "tubą Finstera", wydaje się,że pozazdrościł innym tego epitetu od kiedy został redaktorem naczelnym "Czasu Chojnic". Czym dzisiaj jest "Czas Chojnic"?

sobota, 30 listopada 2013

5 grudnia Brunka vs. Finster

W redakcji "Gazety Pomorskiej" odbyła się pierwsza debata pomiędzy Mariuszem Brunką, kandydatem PChS na burmistrza Chojnic, a Arseniuszem Finsterem burmistrzem Chojnic. Jej zapis będziemy mogli przeczytać na łamach "Gazety Pomorskiej" w dniu 5 grudnia, zapraszam do lektury!

środa, 27 listopada 2013

Czy zniesiono niewolnictwo?

Na tak postawione w tytule pytanie, zdaje się odpowiedzieć można krótko acz dwojako: tak lub nie. Postaram się o rozwinięcie myśli, której konkluzja rzeczywiście może doprowadzić do zwięzłej odpowiedzi. 

Niewolnictwo zostało w krajach Zachodu zniesione w XIX wieku, w jednych wcześniej, w innych nieco później. W Zjednoczonym Królestwie Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej co prawda zakazano handlu niewolnikami w 1807 roku, ale niewolnictwo zniesiono dopiero w roku 1833. Tym samym darując dotychczasowym zniewolonym "podmiotowość". 

Niezaprzeczalnie miało to związek z rozwojem techniki. Wprowadzeniem maszyn parowych, rozwojem infrastruktury, handlu, wzrostem dynamiki w kontaktach międzynarodowych, kolonizacją świata - dziś zwanego "trzecim". Dlaczego jednak zniesiono niewolnictwo?

Otóż powodów upatrywałbym jedynie materialnych, a nie jak próbują nam wmówić liberalni ideolodzy w rozwoju koncepcji praw człowieka, czy na tamten czas ogólnie humanizmu lub w innych prądach intelektualnych do dziś drążących Europę.

Człowiek nazwany "niewolnikiem" nie może z definicji dysponować swoją wolą, a działanie jest mu po prostu nakazane. Stąd tego, który stał się wolnym podejrzewać można by było o działanie zgodne jego woli. 

Zastanwiająca ta wolność w warunkach polskiego kapitalizmu, szczególnie na polskiej prowincji jaką są Chojnice. Średnia zarobków w Chojnicach ok. 1700 zł netto (zawyżona stawkami urzędniczymi, większość ludzi żyje za najniższą krajową). Niewolnikowi zapewniano - dach nad głową, jedzenie, a co zdolniejszym ścieżkę kariery zawodowej. Oddawał się w całości za możliwość korzystania z "pańskiego stołu". Dziś kapitaliści do tego stopnia stali się bezczelni, że wolnością nazywają suchy chleb i czarną kawę. Otóż zakres możliwości osób żyjących za najniższa krajową jest znikomy. Są oni niewolnikami, jeszcze wyższego rzędu, aniżeli ich protoplaści z wieków minionych. Żyjący w ułudzie wolności polegającej na prawu do braku możliwości, karmieni papką o doniosłej roli kapitalizmu i demokracji horyzont świata zamknięty mają siłą nabywczą pustego portfela. 

Zniewolenie w dobie współczesności sięgnęło zenitu, a będzie się jeszcze posuwać naprzód, aż przekroczy Rubikon, po czym dla świata nie będzie już drogi odwrotu. Jeśli bowiem, dziś Polacy godzą się żyć w biedzie, to tylko dlatego,że nie osięgnięto punktu krytycznego złego stanu materialnego. I dwa, nadal możemy się chełpić względną wolnością - choćby słowa. A mówić to my lubimy. 

Stąd wniosek mój taki, że niewolnictwo trwa nadal, a handel niewolnikami przybrał skalę międzynarodową (proszę spojrzeć na skalę emigracji zarobkowej chojniczan), jedynym dysponentem ludzkiej wolności stał się potężny zakumulowany kapitał, który zmusza ludzi do ciągłej mobilności tak promowanej przez media. Nie wiem czy ktoś z Państwa pracował w korporacji, ale jest to zajęcie niczym na okręcie galerników, najlepszy staje się równy najgorszym, i nikt nie wie dokąd płynie łajba. Tak też i z warunkami kapitalistycznymi, rzeczywista wartość włożona poprzez pracę w towar i uslugi, nie należy do wytwórcy, bo on sam - jako osoba pracująca - nie jest dysponentem siebie. Na 8 godzin powierza się pracy, w ktorej zużywa siebie i swoje siły witalne poprzez pracę najemną, po której staje się niewolnikiem w stanie spoczynku zobowiązanym do regeneracji sił witalnych celem ponownej pełnej eksploatacji. 

Bez względu na zakres umiejętności i kwalifikacji, człowiek nie posiadający kapitału jest niewolnikiem. Z tym, że pisząc o kapitale, mowa dziś o miliardach. Stąd wiadomo, że niewolnikami jest 98% ludności globu. Takiej skali niewolnictwo nie miało nigdy, a doprowadził do tego kapitalizm. Odpowiadając na postawione w tytule pytanie: nie, niewolnictwa nie zniesiono, niewolnictwo ma się dobrze. 

sobota, 23 listopada 2013

Jak było naprawdę?

Wszyscy zastanawiamy się jak mogło być naprawdę? Co doprowadziło do zdarzeń, które do dziś są na ustach ludzi.

Był 1939 rok armie Hitlera zaatakowały Polskę, a po trzech dniach "korytarz pomorski" został całkowicie odcięty od Polski. Jak wskazują dane archiwalne, w ten dzień właśnie, w momencie w którym Niemcy odetną Polskę od morza miała zakończyć się wojna.

Odnalezione dokumenty świadczą o tym,że przedwojenna polska organizacja Liga Morska i Rzeczna, a potem po prostu Liga Morska zrzeszająca kilkanaście milionów członków (w Chojnicach również odbywały się spotkania tej organizacji), miała wpływ na politykę międzynarodową.

W początkach 1939 roku kiedy napięcie na starym kontynencie zaczęło narastać, polski minister spraw zagranicznych odbył serię spotkań z politykami z Zachodu. Szczególnie częste były to rozmowy z brytyjczykami, którzy uważali, że na potencjalnym konflikcie Niemcy - Polska mogą ugrać rezygnację Polski z ambicji kolonialnych. Bo Polska jak wiadomo takie ambicje wygłaszała nawet na forum Ligi Narodów. Naród polski, również w osobie prymasa Polski Hlonda, żądał prawa do dostępu do "ziem kolonialnych" od mocarstw ówczesnego świata.

Brytyjczycy chcieli Polaków zmusić od zrzeczenia się korytarza pomorskiego na rzecz Niemiec, według żądań Hitlera. Kiedy Ci nie chcieli na to przystać, zapadła klamka...Brytyjczycy postanowili, aby nie działać tak długo, do kiedy Hitler nie zdobędzie Pomorza Gdańskiego. Do wojny chcieli wkroczyć dopiero wtedy, tak też się stało, kiedy pewnym było,że Polacy stracili Pomorze Gdańskie i nie zrealizują w żaden sposób bez dostępu do morza swych ambicji kolonialnych, brytyjczycy i inne kraje kolonialne wkroczyły na drogę wojny z Niemcami.

Postawiłem hipotezę, że Zjednoczone Królestwo i inne kraje kolonialne, z pełna świadomością, poświęciły los mieszkańców Pomorza Gdańskiego, gdyż wydawało się im, że kiedy wypowiedza wojnę Hitlerowi, to ten zatrzyma wojska w miejscu linii frontu. Jak wiadomo alianci przeliczyli się w swym scenariuszu i 28 września wojska Hitlera zajęły Warszawę...

W tej sprawie prowadzę kwerendy archiwalne i mam nadzieję, że kolejna moja książka, wyjaśni tę zagadkową hipotezę...

sobota, 16 listopada 2013

11 listopada nie dzielić polskiej krwi!

W gazecie "Polska Niepodległa", wydanej z okazji Marszu Niepodległości przez środowiska narodowe znalazłem tekst mojego kolegi ze studiów doktoranckich, autora tekstów do "Słowa Młodych", Michała Soski. Skądinąd bardzo interesującej postaci, autora kilku książek i masy artykułów naukowych i publicystycznych. W artykule tym, Michał stawia tezę, że Marsz Niepodległości, jedność biorących w nim udział środowisk został poniekąd rozbity poprzez współpracę na linii Tusk - Kaczyński. Chyba Michał też starał się wskazać, że PiS zdezerterował i poszukuje odpowiedzi na pytanie o to dlaczego PiS "uciekł" ze stolicy.

Dodam, że dla mnie wyjście PiS-u z Marszu było bardzo dobrym ruchem politycznym. Dziś za spalenie budy pod rosyjską ambasadą winny byłby prezes Kaczyński, za spalenie tęczy członkowie PiS...Dobrze PiS zrobił w mojej opinii, ale warto zapoznać się z opinią przeciwną, w tym przypadku, Michała. 


Michał przyznał, że PiS jest jedyną realną alternatywą na arenie politycznej, stąd pytanie do Michała, czy chciałby aby PiS przestał być alternatywą w realistycznym sensie znaczenia słowa alternatywa?


wtorek, 12 listopada 2013

Marsz (Nie)Podległości

Tak wiele przeczytałem w mediach, na facebook'u o wczorajszych zdarzeniach. Ludzie oceniają je ze swoich perspektyw, w czym nie ma przecież nic nadzwyczajnego. Jedno co mnie przeraża, to skala zideologizowania widoczna właśnie w okazywanych perspektywach. Wyjdźmy poza schematyzm myślenia oparty na ideologiach i wtedy będziemy w stanie zobaczyć, że: 1. Ludzie nie mają wolności są kierowani przez ideologie; 2. Byt ukształtował naszą świadomość, jak bardzo niektórzy nie chcieliby o tym słyszeć; 3. Na bazie braku jednostkowej wolności, ludzie skłonni są robić to co zrobiłaby hipostaza ideologii z opozycyjnością swoją, czyli skłonni są ścierać się; 4. Zdarzenia, które obserwujemy nie różnią się od tych sprzed roku czy dwóch tym samym oczywistym jest, że rządzący zgadzają się na taką formę manifestacji przynależności ideologicznej (warto się zastanowić dlaczego)?; 5. Mamy poważny problem z wyznaczeniem granic tolerancji, również dla form ekspresji niechęci/nienawiści wobec opozycyjnych stanowisk - w tym względzie potrzeba po prostu zmiany w kulturze politycznej. Perspektywa liberalna nie wystarcza, to na jej bazie "wolno" ścierać się w sposób jaki obserwujemy;; 6. Brak bezpieczeństwa indywidualnego w polskiej rzeczywistości przejawia się na chęć przynależności, więc i na wzrost atrakcyjności ideologii, które cementują poczucie przynależności grupowej; 7. Kto przynależy do grupy ten zaczyna konstruować swą tożsamość w oparciu o priorytety, zasady i wartości grupy zbudowanej na strukturze ideologicznej. Na zakończenie - brałem udział w poprzednich Marszach Niepodległości. Udziału w nich nie wezmę już nigdy. Nie dlatego, że nie podoba mi się, że spalili komuś tęczę, nie dlatego, że policja traktuje tłum gazem, nie dlatego,że rzucają w siebie brukiem, ale przede wszytkim dlatego,że nikt tam nie robi tego z własnej woli. To jest zbiorowe poddawanie się cudzym myślom i priorytetom. Bądźmy wreszcie wolnymi ludźmi! Wyzwólmy siebie z ideologii, które władały nami! Niech każdy zacznie używać swego rozumu, zanim odda swą wolność w cudze ręce. Ja swoją na chwilę zdeponowałem gdzieś, po tej chwili depozyt odebrałem i go już nikomu nie powierzę!

Cieszę się, że PiS odciął się od tego Marszu, że w jakiejś mierze wyszedł poza konflikt ideologiczny, który skutkuje rzucaniem w siebie brukiem.