piątek, 4 marca 2016

Plastelina ideologiczna

Długa droga Arseniusza Finstera do władzy, zaczęła się kiedy był młodym chłopakiem za wszelką cenę dążącym do władzy. 

Rozpoczynał swoją przygodę, próbując pozyskać sobie środowiska "Solidarności" w których szukał wsparcia swoich ambicji. Nie znalazł tam wsparcia, przeszedł na stronę komunistów chojnickich, którzy promowali młodego człowieka wierząc, że na dziesiątki lat zapewni im w Chojnicach "parasol ochronny" i będzie strażnikiem ich interesów - różnie pojmowanych.

Choć należał do Sojuszu Lewicy Demokratycznej (SLD) i jako kandydat tej partii startował z Koalicyjnego Komitetu Wyborczego Sojuszu Lewicy Demokratycznej - Unii Pracy na fotel burmistrza Chojnic w 2002 r.. Wygrał wybory, bo SLD, partia postkomunistów była wtedy w Polsce na fali i miała władzę w kraju. Nie przeszkadzało Arseniuszowi Finsterowi, to, że SLD i AWS "Solidarność" to dwa różne bieguny. Szukał swojej drogi i zaplecza politycznego w Chojnicach okazalo się, że postkomuniści lepiej potrafili wykorzystać jego cechy osobiste dla zabezpieczenia swoich interesów politycznych.

Kiedy spada popularność SLD, Arseniusz Finster odcina się od partii, dzięki której zawdzięczał swoje pierwsze wyborcze zwycięstwo w 2002 r. w wyścigu o urząd burmistrza. W mojej opinii zawdzięczał SLD i wynikającym z tego znajomościom z władzą państwową znacznie więcej, ale o tym jeszcze napiszę w najbliższym czasie. W niejasnych warunkach politycznych zdecydował się startować, jako kandydat "niezależny" tworząc komitet wyborców, który jednak pozbywając się metki SLD rekrutował swych kandydatów w znacznej mierze z obozu postkomunistycznego. Na listach wyborczych nie brakowało komunistów z krwi i kości. Arek Finster był już "ich człowiekiem". 

Na fali popularności Platformy Obywatelskiej (PO), zaczęło następować postępujące zbliżenie z tą formacją chojnickiego burmistrza. Zaczął popierać kandydatów do Sejmu RP z list PO, a nawet jego koledzy przenikali do struktur partii i stawali się kandydatami na różne szczeble życia samorządowego. Bliskość z PO przerodziła się w ideę zawłaszczenia, Arek Finster wyobrażał sobie że PO jest już w jego rękach na lokalnej scenie w 2010 r., kiedy jednak trzaskając mu przed nosem drzwiami, pozbawił go złudzeń Pan "tik-tak", czyli Sławomir Nowak, odmawiając Finsterowi takich wpływów w PO, jakich ten się spodziewał po swoim koalicjancie w Radzie Miejskiej. Od tamtego momentu, była to miłość z przymusu. Entuzjastycznie rozdmuchiwana w okresie wizyt Marszałka i potem Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego z którym Finster nawet siadał na jednej ławeczce, nie zważając w ogóle, że idee Komorowskiego nie mieściły się w perspektywie jego niedawnych sojuszników z...SLD. Ważne, że był u władzy. 

W 2015 r. Arseniusz Finster przeliczył się, pełen nawyków arogancji i wręcz pogardy dla środowisk niepodległościowych, a bliski sowietofilstwu, zlekceważył wizytę w Chojnicach przyszłego Prezydenta RP dra Andrzeja Dudy, a w kampanii wyborczej do Sejmu RP popełnił kolejny błąd i biegał z materiałami wyborczymi PO po chojnickim rynku, licząc, że zachowa swoje wpływy w partii władzy, która jednak zmuszona została przez wyborców do przejścia do opozycji. Nie ograniczył się jednak do popierania PO, ale wystąpił jako zagorzały aktywista partyjny, atakując posłów PiS za rzekome nieprawidłowe parkowanie w czasie Prezydenta RP Andrzeja Dudy w Chojnicach. 

Teraz po swych przejściach i wieloletnich przepoczwarzeniach Arseniusz Finster, jak przystało na "plastelinę ideologiczną", chce się rzucić w ręce PiS, abyśmy mu ukształtowali choćby na kilka lat kręgosłup tak, aby przystawał do wizji rzeczywistości, jaką promuje PiS. Nie dostrzega jednak ogromnego problemu, jakim jest sam On. Nikt Arseniusza Finstera w PiS już nie potrzebuje, nie potrzebują Go też Chojnice. Dał się poznać, jako nieugięty autokrata, satrapa i sabadryta, który poświęcał swe życia publiczne i czas na kierowanie propagandą pogardy wobec ludzi opozycji. Wykorzystywał w tym celu wszelkie dostępne mu środki. Niczym nie różnił się w tym od najlepszych propagatorów systemu III RP szczebla krajowego, czasami nawet ich przerastał. Z takimi ludźmi PiS postanowił walczyć, aby ludzie którzy byli w swych postawach antydemokratyczni usunąć z życia publicznego. Arseniusz Finster nie otrzyma od PiS najmniejszego kredytu zaufania. Sam się przypiął po 2002 r. do grona postkomunistów i sowieckiej interpretacji historii i dziejów. Z tym piętnem i czołobitnością wobec wrogów Polski w nowej rzeczywistości politycznej dla Arseniusza Finstera nie ma miejsca, przynajmniej nie na stanowisku burmistrza. Jeśli jeszcze brać pod wzgląd bezkarną działalność Jego wieloletnich siłowników, która wcześniej czy później zostanie ukazana i rozliczona, PiS będzie ostatnim w Polsce środowiskiem chętnym do rozmowy z burmistrzem, który nie potrafił reagować na zło, któremu wręcz firmował. Nawet plastelina ma ograniczoną datę ważności.

Można byłoby stwierdzić, że Arseniusz Finster, to zwyczajny karierowicz. Nie jest tak, bo to karierowicz niezwykły, podający się za burmistrza wszystkich chojniczan zawsze występuje w interesie wąskiej grupy interesu, najczęściej związanego z interesami tych, którzy są przy władzy na szczeblu państwowym. Nie ma to ani nic wspólnego z samorządnością, ani z demokracją lokalną.

Dotychczasowe praktyki Finstera - dzielenie środowisk, wygrywanie jednych przeciw drugim, są dla nas zbyt widoczne i znane, żeby ktoś miał się po raz kolejny wciągnąć w gry politycznej "gospodarza, a nie polityka" Arseniusza Finstera. Game Over!

czwartek, 3 marca 2016

Kauzyperdzi

Jest takie określenie na kiepskiego lekarza - konował, na prawnika - kauzyperda.

Własnie powiatowi i policyjni kauzyperdzi ukazali nam w jaki sposób pojmują prawo.

W 2015 r. kiedy rejestrowałem w imieniu Stowarzyszenia Arcana Historii Marsz Pamięci Żołnierzy Wyklętych, to robiłem to mniej więcej w takim samym terminie, jak obecnie. Czyli ok. 2-3 tygodnie przed marszem. Na marsz dostałem w ostatnim momencie zgodę, zarówno z Policji, jak i ze starostwa powiatowego. W tym roku rejestracji marszu odmówiono. Co więcej, na Policji poinformowano mnie, że KPP w Chojnicach nie może w sprawie marszu nic zrobić, ale w zeszłym roku Kartę Uzgodnień naszego marszu podpisano pod koniec lutego na chojnickiej komendzie Policji.

W tym roku, choć działałem tak samo, jako w roku ubiegłym starosta chojnicki i Policja odmówili nam rejestracji marszu. Dlaczego w zeszłym roku wydano zgodę? Dlaczego w zeszłym roku dostałem z Policji podpis zastępcy komendanta KPP Chojnice Tomasza Kąkolewskiego w dniu 17 lutego 2016 r., a w tym roku odmówiono mi rejestracji Marszu? Czy w zeszłym roku władze liczyły na kompromitację naszego środowiska, na to, że przyjdą przysłowiowe "trzy osoby na krzyż"? Przyszło ponad 200 osób, więc w tym roku władza lokalna po prostu obawiał się popularności tego przedsięwzięcia. Zabrakło dobrej woli. Nie ma przepisu, który by uniemożliwiał rejestrację marszu nawet 3 dni przed jego zgłoszeniem. O tym dokładnie chojnicka władza wie. Jeśli natomiast w zeszłym roku zgodę wydano, a wnioski wpłynęły poniżej 30 dni przed rozpoczęciem Marszu, to pytaniem jest to, czy złamano prawo, czy nie?

W każdym razie, marszu nie będzie. Dziękuję chojnickiej Policji i staroście Stanisławowi.









środa, 2 marca 2016

Brak samodzielności

W Chojnicach zaistniał lata temu poważny problem, który utrwalony został praktykami władzy przez lata następujące.

Radni miejscy tak uzależnili się od majątku komunalnego, że wszystko czego "dokonali", wiązało się najczęściej z wykorzystaniem zasobów miejskich. W mieście nawet nie funkcjonuje zbyt wiele niezależnych organizacji pozarządowych, bo te które coś wydają na przykład, to robią to za pieniądze miejskie. Tylko z tym wiąże się poważny problem prawny, gdyż radni miejscy uzyskują w ten sposób korzyści, które nie zawsze muszą oznaczać materialny zysk. Możliwość publikacji swoich prac, czy możliwość wyjazdów lub ewentualnie inne formy promocji swojej osoby czy zyskiwania dorobku w związku z zasiadaniem w Radzie Miejskiej i  jednoczesną "pracą społeczną" dzięki środkom publicznym tworzy jawny konflikt interesów w lokalnej wspólnocie. Nasi radni niestety tego nie rozumieją. Uważają, że są uprawnieni do tego, żeby jednocześnie odbierać dietę, decydować we własnych sprawach i do tego bogacić się lub budować sobie dorobek życia z wykorzystaniem mienia komunalnego o którym przecież już decydować obiektywnie nie mogą. W Czersku właśnie wygasza się mandat pewnej radnej, która tych zasad nie chce zrozumieć. Prawdopodobnie do wygaszenia kolejnych mandatów radnych dojdzie wkrótce, ale tym razem odbywać się to będzie w Chojnicach, wśród członków Wysokiej Rady Miejskiej Chojnic, którzy w swym uzależnieniu politycznym od burmistrza, to co publiczne zatarli z tym, co prywatne. 

poniedziałek, 29 lutego 2016

Protegowany 2

W swoich oświadczeniach majątkowych Mariusz Paluch za 2014 r. do tego stopnia poświadczał nieprawdę, że aż do Urzędy Miejskiego w oświadczeniu wpisał, że zgromadził środki pieniężne w kwocie 10.000 zł, ale w tym samym dniu składając oświadczenie majątkowego w Starostwie Powiatowym w Chojnicach wpisał, że żadnych środków nie zgromadził. Kolejne dowód poświadczania nieprawdy przez Mariusza Palucha. Oświadczenia dostępne są na stronach BIP Urzędu Miejskiego w Chojnicach i Starostwa Powiatowego w Chojnicach - linki podałem w poprzednim poście. 

sobota, 27 lutego 2016

Protegowany

Mariusz Paluch - protegowany, jeden z najbardziej ekscentrycznych siłowników Finstera, który wsławił się w Chojnicach pomysłami nie z tej ziemi. Przypomnę, ulubieniec Finstera, lansował budowę piramidy w Chojnicach, chciał bić rekordy Guinessa w różnych idiotycznych konkurencjach. Jego pozornie kwiecisty język, jest tak erudycyjny, jak jego wypowiedzi w lokalnych mediach, między innymi w komentarzach, gdzie zwykł pisać "CAPS LOCKIEM". To są jednak moje subiektywne oceny, gorzej prezentują się obiektywne fakty dotyczące działalności publicznej radnego Mariusza Palucha. Jego uwielbienie dla Finstera i tych praktyk władzy mają znamiona idolatrii.

Mariusz Paluch, prezes Centrum Park Sp. z o. o. od chwili powołania spółki do życia, wsławił się wieloma bon-motami. 

Ostatnio burmistrzowski protegowany, podobnie, jak jego pryncypał nie potrafią przedstawić rejestru wyjazdów za korzystanie z publicznego środka lokomocji, czyli samochodu, jaki Centrum Park Sp. z o. o. kupił jakiś czas temu i którego naprędce się pozbył: http://chojnice24.pl/artykul/21790/rekontrola-na-basenie/ .

Nie jest to jednak jedyna wątpliwa sprawa, bo na długiej liście znaków zapytania jest i pozycja najnowsza, właśnie postanowiłem złożyć zawiadomienie do Prokuratury Rejonowej w Chojnicach w sprawie podejrzewanego przeze mnie poświadczenia nieprawdy w Oświadczeniu majątkowym Mariusza Palucha. Sprawa jest o tyle specyficzna, że Mariusz Paluch składa Oświadczenie majątkowe zarówno do Urzędu Miejskiego (z tego tytułu, że jest prezesem Centrum Park Sp. z o. o.), jak i do Starostwa Powiatowego (bo jest członkiem zarządu powiatu). I według mnie, te dwa Oświadczenia są rozbieżne. Chodzi o Oświadczenia majątkowe z 2014 r. W jednym z nich, tym złożonym do powiatu Mariusz Paluch wykazuje, że jest członkiem rady nadzorczej Gminnego Przedsiębiorstwa Komunalnego Sp. z o. o. w Konarzynach, ale w oświadczeniu z 2014 r., które złożył w Urzędzie Miejskim w Chojnicach nie wykazał tego źródła przychodu/dochodu. W mojej opinii jest to przestępstwo polegające na poświadczaniu nieprawdy. Korekty, jak wynika z dokumentów zamieszczonych na stronach urzędowych Mariusz Paluch nie zdołał zrobić i na korektę już czas minął...Liczę na to, że wymiar sprawiedliwości podejmie tę sprawę, która jest ewidentnym przypadkiem niejasności wokół Mariusza Palucha, członka Komitetu Wyborczego Wyborców Arseniusza Finstera i szefa ostatniej kampanii wyborczej Arseniusza Finstera. 

Oświadczenia majątkowe Mariusza Palucha z 2014 r. online:

Urząd Miejski w Chojnicach: http://bip.miastochojnice.pl/50.html

Starostwo Powiatowe w Chojnicach: http://bip.powiatchojnice.pl/Article/id,1739.html

Rada nadzorcza spółki w Konarzynach: http://bip.konarzyny.pl/Article/get/id,16047.html




środa, 24 lutego 2016

Partnerstwo miast

W moim przekonaniu Chojnice w ramach ruchu partnerstwa miast, pomijają jeden istotny wątek życia społecznego. Otóż nic nie mówi się o Polakach - o Polonii w tych miastach parnerskich z którymi nawiązujemy stosunki, a to uważam za poważne zaniedbanie. Przez pryzmat tego problemu dostrzegam też dość zaskakujący dobór partnerów do współpacy, bo ciężko mi dociec jakie interesy łączą nas z niektórymi miastami partnerskimi. 

Chciałbym w związku z tym zaproponować, aby Chojnice nawiązały stosunki partnerskie z miastami w trzech następujących państwach: Irlandia, Wielka Brytania (Anglia, Szkocja) oraz USA. Szczególnie z partnerstwa z miastami w Irlandii i Wielkiej Brytanii pożytków może być wiele, biorąc pod wzgląd, jak wielki jest to rynek pracy dla emigrantów ziemi chojnickiej. 

Spośród wielu miast, jakie znam w Anglii, to zaproponowałbym do wyboru: Nottingham, Lincoln, Bristol, Southampton, ale myślę, że nasi emigranci mogą też zaproponować wiele innych miast i coś w Chojnicach wybierzemy. Najpierw więc, zająłbym się tworzeniem relacji z miastem angielskim. Tam gro naszych ziomków jest. Warto tę inicjatywę podjąć, do czego zachęcam Burmistrza Miasta Chojnice. 

wtorek, 23 lutego 2016

Skarga do ZUS-u

Wygląda na to, że nie ma co kierować skarg na chojnickich radnych, burmistrza itd. do Rady Miejskiej, ani do przewodniczącego, bo tą są ciała połączone w chojnickim systemie władzy i krzywdy sobie nie zrobią. Mieszkańcom natomiast wmawiają, licząc na ludzką ciemnotę, że "na radnego siły nie ma". Mi też tak przewodniczący Rady Miejskiej Mirosław Janowski odpowiedział, że na zachowanie Marka Bony nie ma się co skarżyć i choć jest nieprzykładne, to radnych oceniają wyborcy. Jest to wierutna bzdura i hołdowanie fałszywej interpretacji prawa na użytek pewnych gremiów. Właściwa interpretacja jest taka, że na radnego skargę składa się do wojewody, podobnie jak na organ uchwałodawczy. Przykładem na to, że na radnego składa się skargę do wojewody jest skarga na Mirosława Janowskiego skierowana do wojewody pomorskiego w sprawie wygaszenia mu mandatu w związku z tym, że prowadzi działalność z wykorzystaniem mienia miejskiego w naszej ocenie. 

Postawa radnych z Komitetu Wyborczego Wyborców Arseniusza Finstera zmusza do dość żartobliwej relfeksji. Wkrótce skargi na burmistrza, albo radnych będę słał do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, bo przypuszczam, że ta instytucja będzie wiedziała, co z nimi zrobić w oparciu o zapisy Kodeksu postępowania administracyjne i wyśle je do właściwego organu, czego nie potrafią zrobić władze Miasta Chojnice. Zachowanie "drużyny Finstera", to taki łabędzi śpiew...

poniedziałek, 22 lutego 2016

Gospodarz. Nie polityk

Dzień dobry :) Na wspaniały humor z rana:


Niezłomni w Chojnicach

"NIEZŁOMNI WYKLĘCI 1944-1963" Plenerowa wystawa w formie banerów poświęcona Żołnierzom Niezłomnym - przybliżająca sylwetki polskich bohaterów, którym po wielu latach przywracany jest należny szacunek i pamięć. Wystawa ta zostanie nam użyczona przez Stowarzyszenie Traugutt z Pruszcza Gdańskiego i zagości na chojnickim Starym Rynku w okresie 1-7 marca 2016. Wystawa w Chojnicach znajdzie się dzięki Sławomirowi Sawickiemu (Sławko Start Sawicki). Dziękujemy Sławkowi i kolegom z Pruszcza Gdańskiego! Poniżej kilka zdjęć wystawy z Pruszcza Gdańskiego.






Sytuowanie

Zauważyliście tę niesamowita umiejętność władz lokalnych do "sytuowania polityki"? W procesie prowadzonej przez siebie depolityzacji, wiec szerokiego frontu zniechęcają do brania udziału w życiu społecznym i politycznym,  jednym z narzędzi władz jest sytuowanie. Dzięki posiadanej nad opozycją przewadze instytucjonalne dokonuje się sytuowania zdarzeń, czyli ich umiejscowiania w czasie i przestrzeni w odpowiednim kontekście. Stąd wielokrotnie obserwowaliśmy w przeszłości, jak dyskredytowano w oczach opinii publicznej przeciwników politycznych Arseniusza Finstera. 

W ten sposób postąpiono z: Mariuszem Janikiem (którego burmistrz nazwał w telewizji klaunem); Marzenną Osowicką z której zrobiono osobę niezrównoważoną (wychodziła przez okno, co nagłośniono i nadano odpowiednią narrację); Andrzeja Mielke (którego oskarżono o czyny nieobyczajne na basenie miejskim); Piotra Pawlickiego (któremu ktoś skutecznie pomógł stracić dobre imię); Piotra Puchalskiego (który był redaktorem "Kuriera Chojnickiego" i stracił wszystko, co miał); Mariusza Brunkę (którego się teraz skutecznie kryminalizuje w mediach chojnickich); Radka Sawickiego (którego burmistrz zaatakował słownie publicznie na jednej z imprez w Hoteliku Piast); Kamila Kaczmarka (którego skutecznie skryminalizowano za próby "otwarcia" samorządu - patrz Straż Miejska i walka o publikację umów cywilno-prawnych) i wiele, wiele innych osób, które stanęły na drodze chojnickiej władzy. 

Opozycji odmawia się prawa do korzystania z miejsc publicznych - nam (SAH) odmówiono sali obrad w ratuszu na promocję Słowa Młodych w 2010 r. Jeśli szykuje się jakąś debatę, to jedynie sytuowaną, wiec w odpowiednim gronie, ustawieniu, przekazie medialnym itd. Sytuuje się też ludzi opozycji zarówno na konferencjach prasowych, jak i w pismach o randze ogólnej wysyłanych do mediów z urzędu jako "oświadczenia", które są przykładem urzędnicze samowolki i jawnej walki politycznej z opozycją metodami urzędniczymi.

Sytuowanie łączy się też z "upupianiem", czyli nakładaniem etykiet na określone osobowości. Ten jest "ekscentryk", tamten "oszołom", inny to "sadzonka" lub "suchy korzeń", albo "chuligan". Raz przyklepaną etykietkę dzięki sytuowaniu ciężko ściągnąć przez lata. Celem sytuowania jest całkowita dyskredytacja przeciwników politycznych. Zamiast wikłać się w ciężkie i być może społecznie owocne dyskusje z opozycją, władza w swych postkomunistycznych metodach prowadzi skutecznie proces wyjałowiania opozycji. I dotyczy to niestety każdej sfery życia ludzi z opozycji, nie tylko tutaj mowa o telefonach do pracodawców, próby wyniszczania były podejmowane w każdej sferze życia. 

Dlatego mam prośbę, abyśmy jednak zaczęli rozmawiać i dyskutować, otwarcie rywalizować o sympatię obywateli, mieszkańców naszego miasta i powiatu, bo taka jest istota demokracji, że zaufanie społeczne zyskuje się dobrymi działaniami, a nie czarną propagandą. W tym postkumunistycznym środowisku, brak jest akceptacji dla demokracji. 


niedziela, 21 lutego 2016

Siłownik z amnezją?

Jak się można przekonać radny miejski z Komitetu Wyborczego Wyborców Arseniusza Finstera, przewodniczący Komisji Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej (http://www.miastochojnice.pl/?a=2&id=1&id_osoba=20 ) i były członek Ochotniczych Rezerw Milicji Obywatelskiej  (ORMO) Antoni Szlanga w wywiadzie dla portalu chojniczanin.pl, stwierdza: "Studia ukończyłem na Wydziale Nauk Społecznych Akademii Nauk Społecznych w Warszawie". Treść wywiadu z radnym: http://www.chojniczanin.pl/wywiad-z-radnym-antoni-szlanga/ .


Problem jednak w tym, że na wskazanej komunistycznej uczelni, nie było w jej strukturze takiego tworu, jak Wydział Nauk Społecznych, była to przez długi czas uczelnia jednowydziałowa. Poza tym, w latach 1984-1990 funkcjonowała Akademia Nauk Społecznych Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, a nie Akademia Nauk Społecznych (ta funkcjonowała kilka miesięcy w 1990 r).

Struktura uczelni składała się zaledwie z instytutów, a uczelnia była jednowydziałowa. Miała też dwie filie - w Katowicach i w Bydgoszczy. Z mojej wiedzy wynika, że radny Antoni Szlanga ukończył Wieczorowy Uniwersytet Marksizmu i Leninizmu, a wiedzę uzupełniał na studiach z ideologii komunistycznej w zamiejscowej placówce Akademii Nauk Społecznych PZPR Warszawa w Bydgoszczy, którą ukończył w 1985 r. W książce Franciszka Pabicha Mały leksykon chojnicki z 1987 r. Antoni Szlanga podpisał się, jako "politolog". Znając zaledwie jedną ideologię, powinien był raczej podpisać się, jako "ideolog", ale takie były czasy, że "zachodniej nauki" w tym i myśli polskiej, nie dopuszczano do głosu socjalizując do Marksizmu, takie serwilistyczne wobec Moskwy jednostki. Należy podkreślić, że kiedy Antoni Szlanga kończył czerwoną akademię w 1985 r., nie było takiej uczelni, jak Akademia Nauk Społecznych (ta powstała na krótko w 1990 r.), była jedynie Akademia Nauk Społecznych PZPR i to PZPR jest wielce znaczące, bo to była kuźnia komunistycznych elit politycznych. Nie była to uczelnia politycznie obojętna, a raczej środowisko w którym kształcono i indoktrynowano przyszłych baronów komunistycznych.

Nie chodzi mi o to, aby po raz kolejny wyciągać to, że Antoni Szlanga był w ORMO o czym nigdy nie poinformował opinii publicznej, ale raczej  o to, że starzy komuniści i osoby z nimi współpracujące mają jakąś amnezję, dziś przedstawiają się jako demokraci i zwolennicy wolności i swobód obywatelskich. Niestety nie dostrzegają tego, że są siłownikami układu postkomunistycznego, który opanował Chojnice, a ten układ postkomunistyczny, to są pewne praktyki, przyzwyczajenia, mechanizmy, które przez dziesiątki lat przed 1990 r. zdążyły tym ludziom wejść w nawyk. I w tym kontekście, chylę czoła przed zmarłym Markiem Czajką, który przyznał się do współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa PRL. 

Brak autentycznej dekomunizacji, powoduje problem dla trwania demokracji, bo postawy postkomunistyczne nie licują z wartościami demokracji liberalnej, dlatego w sferze lokalnej, demokracji w Polsce jeszcze długo nie zaznamy. Oczywiście nie trwamy w komunie, ale wszystko co widzimy to fasadowość - fasadowa samorządność, fasadowa wolność słowa, fasadowa zgoda na rywalizację polityczną i fasadowa Rada Miejska, podporządkowana woli burmistrza. Niestety, fasadowy jest też w jakiejś mierze trójpodział władzy, bo wszystkie nitki i tak prowadzą do ratusza.

Wracając do Antoniego Szlangi, warto przypomnieć, że jego wola współpracy z reżimem komunistycznym była dogłębna, to był człowiek, który żył z przynależności do partii, to był funkcjonariusz systemu opresji i uczestniczył w tym aktywnie z własnej woli. Dlatego mam dziś prawo o tym pisać, nie chcę uderzać w Pana Antoniego Szlangę, żądam tylko, abyście przestali okłamywać chojniczan i przedstawiać im rzeczywistość, której nie ma, bo to manipulacja. Powiedzcie wprost, kim jesteście i do czego zmierzacie, dajcie obywatelom szansę na wybór na podstawie rozeznania waszych rzeczywistych proweniencji politycznych. Jak nazwać inaczej taką postawę, jak "polityczna amnezja"? Dla mnie, to jest właśnie "polityczna amnezja", jednego z Finsterowych siłowników.

W związku z wypowiedziami Antoniego Szlangi, wysłałem zapytanie do Urzędu Miejskiego w Chojnicach o kopie dokumentów potwierdzających wykształcenie Pana Antoniego Szlangi, radnego miejskiego w Chojnicach, być może pozwoli mi to zrewidować dotychczasową i wyżej zaprezentowaną wiedzę. Bez wątpienia, jest to sprawa publiczna.

Tymczasem zapraszam do lektury poniższego dokumentu - prośby Antoniego Szlangi o przyjęcie do ORMO:





czwartek, 18 lutego 2016

Kwiatki burmistrza

Wracam do tematu finansowania kampanii wyborczej Arseniusza Finstera z 2014 r., a szczególnie do osób zaangażowanych w działalność gospodarczą w mieście i finansujących kampanie burmistrza.

Jak wcześniej pisałem/pisaliśmy, są firmy, które otrzymały pomoc publiczną (w różnej postaci), których właściciele, czy też członkowie rodzin właścicieli łożyli na kampanię wyborczą Arseniusza Finstera. Jak się okazuje, są też firmy, które wygrywają przetargi publiczne w Chojnicach, a których właściciele i pracownicy sponsorowali kampanię wyborczą urzędującego burmistrza. 

W tej sytuacji zastanawiające jest finansowanie kampanii wyborczej Arseniusza Finstera przez właściciela i pracownika firmy Marbruk Sp. z o. o. z Charzyków. Zarówno właściciel tej firmy, jak i główna księgowa w 2014 r. wpłacili na Komitet Wyborczy Wyborców Arseniusza Finstera 2500 zł.

Na spotkaniu komisji budżetowej Rady Miejskiej w Chojnicach z 16.02.2016 r.  burmistrz Arseniusz Finster wystąpił w roli, którą oceniam bardzo krytycznie. Opowiadając o tym, że jest kwota w budżecie na 4, 2 mln złotych na "pakiet ulic". Informuje na komisji, że "najniższą kwotę złożyła firma Marbruk z Charzyków 3.650,171 mln, do przetargu przystąpiło 6 firm [...] i też dobra wiadomość dla nas tutaj, bo mamy oszczędność przeszło 500 tys. złotych". Zapis z posiedzenia komisji: 

I tutaj jest pewna niespodzianka, bowiem Ustawa o zamówieniach publicznych została znowelizowana i już nie tylko cena jest najważniejsza. W przetargu, którego warunki możecie tutaj poznać: http://www.miastochojnice.pl/?a=153&id=6301, cena to było 90 wagi oferty, 5 okres gwarancji na oświetlenie łącznie z oprawami, 5 okres gwarancji na roboty budowlane.

Strona kontaktowa firmy, gdzie możecie Państwo zapytać, dlaczego firma, która bierze udział w przetargach publicznych w Chojnicach, finansuje kampanię wyborczą urzędującego burmistrza:


W tej sprawie możecie Państwo wysłać także zapytanie do burmistrza Miasta Chojnice:

burmistrz@miastochojnice.pl


Prawo nie zabrania finansowania kampanii wyborczych przez firmy, które biorą udział w przetargach publicznych. Natomiast takie praktyki, nie sprzyjają przejrzystości życia gospodarczego. Sponsorowanie bowiem kampanii przez firmę, która wygrywa (i to zgodnie z literą prawa) przetarg publiczny, rozstrzygany przez organ gminy, który jednocześnie był kandydatem, którego finansowano w kampanii, może budzić poważne pytania. Dlatego, konieczne są zmiany w prawie, aby wykluczyć takie praktyki. 

środa, 17 lutego 2016

Rejestr do remontu

Miejski rejestr umówi cywilno-prawnych wymaga chyba porządnej przebudowy. Burmistrz powinien być zawstydzony tym, jak prowadzą takie rejestry inne miasta w Polsce.

Przykładem niech będzie Słupsk:


przede wszystkim Urząd Miejski w Słupsku podaje kopię umowy, czego chojnicki Urząd nie podaje. Poza tym w sensie dostępu - na stronie Urzędu Miejskiego w Słupsku mamy dostępn online, natomiast do podstawowych danych na stronie Urzędu Miejskiego w Chojnicach potrzebujemy pakiety Office, czy każdy posiada taki pakiet? 

Proszę przyjrzeć się chojnickiemu rejestrowi i porównać go z tym słupskim:


Poza tym, martwi mnie też aktualizacja danych w chojnickim rejestrze umów cywilno-prawnych. Otóż są wydarzenia, które obsługują firmy, ale nie znajduję potwierdzenia w rejestrze. Przykład - chojnice.com - więc portal Pana Duraja obsługuje relacje z Sesji Rady Miejskiej, ale nie wiem na jakiej podstawie działo się to w styczniu? Umowy nie znajduję w rejestrze.

Uważam, że dostęp do informacji publicznej, a publikowanie rejestru jest elementem dostępu do informacji publicznej, jest wyrazem realizacji praw człowieka i w tym zakresie Urząd Miejski w Chojnicach oraz burmistrz Arseniusz Finster, mają poważne tyły w porównaniu do innych miast w Polsce.

Chojnicka bezpieka 1945-1990

O chojnickiej bezpiece w latach 1945-1990, opowiedział zebranym, gość Arcan Historii, dr Marek Szymaniak z IPN Oddział Gdańsk, Delegatura w Bydgoszczy. Spotkanie odbyło się we Wszechnicy Chojnickiej przy ul. Wysokiej 3. Bardzo dziękujemy za udostępnienie nam sali na wykład władzom Miejskiej Biblioteki Publicznej w Chojnicach.

Wykładowca zgromadził sporą rzeszę chojniczan, ciekawych poznać osobowości chojnickiej bezpieki z okresu, kiedy Polska była satelitą ZSRR. 

Dzięki uprzejmości Chojnice.TV można się zapoznać z zapisem części wykładu dra Szymaniaka, zapraszam;

http://chojnice.tv/wideo-2228-Wielu_chojniczan_zainteresowa%C5%82_wyk%C5%82ad_o_historii_chojnickiej_bezpieki



wtorek, 16 lutego 2016

Polityczne perpetuum mobile

Stworzenie perpetuum mobile, było wyzwaniem dla ludzi przeszłości, marzyli o takiej maszynie, która raz wprawiona w ruch, nigdy nie wymagałaby już zewnętrznej energii, konserwacji, itd. Po prostu "kręciłaby się wiecznie". 

Myślę, że o takim politycznym perpetuum mobile, zamarzył kiedyś, jako mały chłopiec Arseniusz Finster, który swe dziecinne marzenia chyba realizuje w życiu dorosłym.

Pisałem i pisaliśmy już o sprawie finansowania komitetu wyborczego Arseniusza Finstera, przez członków rodzin właścicieli różnych firm chojnickich (i były to listy niepełne!). 

Dziś chciałbym się skupić na czymś, co nazywam naszym chojnickim politycznym perpetuum mobilie Arka Finstera, czyli na udziale prezesów miejskich spółek i dyrektorów instytucji publicznych w kampanii wyborczej Arseniusza Finstera. Prezesi, dbając zapewne o kontynuację swych niedokończonych prac i dzieł (podobnie, jak to zawsze i burmistrz motywuje każdorazowy start w wyborach), postanowili niejednokrotnie współfinansować kampanię wyborczą Arseniusza Finstera (czasami też startując z jego komitetu, czy to do Rady Miejskiej, czy to do Rady Powiatu), aby później móc odbierać "żenująco niskie" (jak o zarobkach Mariusza Palucha powiedział w 2014 r. jego pryncypał burmistrz) pensje. Jest to więc perpetuum mobile, każdy - każdemu pomaga, bo wiadomo, że to małe miasto i trzeba się trzymać razem, a Arek Finster potrzebuje dla swojego systemu władzy, który cieszy się niskim poparciem społecznym wsparcia siłowników. I tak:

w 2014 r. na Komitet Wyborczy Wyborców Arseniusza Finstera wpłacili:

- Wojciech Adamowicz, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy wpłacił 700 zł  (kandydat do Rady Miejskiej);
- Andrzej Gąsiorowski, dyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie, wpłacił 830 zł (kandydat do Rady Miejskiej);
- Jacek Domozych, dyrektor Wydziału Budowlano-Inwestycyjnego Urzędu Miejskiego w Chojnicach, wpłacił 830 zł;
- Mariusz Paluch, prezes Centrum Park Sp. z o.o., wpłacił 1400 zł (kandydat do Rady Powiatu);
- Zbigniew Odyja, prezez ZGM Chojnice wpłacił 1000 zł;
- Tomasz Kleman, 200 zł - tutaj nie mam pewności, co do pisowni nazwiska, prezes Miejskich Wodociągów to Tomasz Klemann czy Tomasz Kleman, więc sprawa jest do wyjaśnienia, bo co innego jest w BIP miejskim - Klemann, a co innego w sprawozdaniu finansowym komitetu - Kleman.
- Jarosław Słomiński - prezes Chojnickiego Towarzystwa Budownictwa Społecznego Sp. z o. o., wpłacił 1000 zł;
- Leszek Bona - dyrektor szpitala w Chojnicach, wpłacił 1000 zł;
- Agnieszka Kortast-Koczur - dyrektor Ośrodka Profilaktyki Rodzinnej, wpłaca 700 zł;


Oprócz tego na liście wpłacających są też inne nazwiska członków rodzin, związanych z miejskimi spółkami.

Jak to się dzieje, że prezesom miejskich spółek  i innym wysokim urzędnikom zależy na tym, aby Arseniusz Finster i jego komitet wygrali wybory samorządowe?

Wygląda na to, że gdyby moimi kolegami i koleżankami byli prezesi i dyrektorzy miejskich spółek i innych instytucji publicznych, miałbym środki na to, aby zorganizować, taką kampanię wyborczą, z takim rozmachem, jak to zrobił Arseniusz Finster. Niestety, nie mam takich kolegów, ale mogę zawsze obiecać tym samym ludziom, którzy wpłacają na komitet Arseniusza Finstera, że kiedy my wygramy wybory, to oni zachowają stanowiska, a do tego nawet dostaną podwyżkę. Czy wtedy, wpłacą na komitet wyborczy Arseniusza Finstera, czy na komitet wyborczy Marcina Wałdocha, jak myślicie?

System siłowników i swoistego perpetuum mobile jest tak prosty w działaniu, a tak mało osób poza Arkiem Finsterem potrafi pewne zależności wyzyskać. Ludzie u władzy - chcą władzy i pieniędzy, Arek Finster daje im i władzę i pieniądze, dlatego oni popierają Arka i dają jego komitetowi pieniądze na to, aby wygrali kampanię. I tak działa "drużyna Finstera", która w chrześcijańskim duchu żyjąc, prowadzi do sytuacji w której każdy - każdemu daje i wszyscy zyskują. Istna komuna :)