Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania ukraina, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania ukraina, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 lutego 2022

Co się dzieje pod Mozyrem na Białorusi?

Popieram działania radnych PiS, którzy zażądali od władz miasta zawieszenia stosunków partnerskich z Mozyrem. 

Sytuacja stała się dramatyczna od czasu wybuchu wojny 24 lutego 2022 roku jesteśmy w bardzo ciężkim położeniu w Europie Środkowo-Wschodniej. Uważam, że należy się spodziewać, iż państwo ukraińskie załamie się w najbliższym czasie [aktualizacja: Ukraina broni się, dzięki męstwu swojego żołnierza, ale też dzięki przebudzeniu Zachodu (przez polskiego Premiera), który wspomaga Ukrainę materiałowo. Jest szansa, że Kijów przetrwa, a Rosja przegra tę wojnę]. Ukraina została pozostawiona sama sobie, podobnie jak Polska w 1939 roku - choć my byliśmy wtedy w sojuszach wojskowych. Obecnie Ukraińcy są atakowani także z terenów Białorusi. Na Twitterze znalazłem bardzo niepokojące zdjęcie - obrazujące jak z obrzeży chojnickiego miasta partnerskiego, czyli z Mozyra wystrzeliwane są w kierunku Ukrainy rakiety balistyczne! Stąd popieram stanowisko wygłoszone przez Zdzisława Januszewskiego, który stwierdził, że Chojnice wspierają agresora Łukaszenkę i Putina, współpracując z Mozyrem. Oczywiście klub radnych Finstera pt. Program 2023 sprzeciwia się zerwaniu stosunków z Mozyrem. Tęsknią za paradami białoruskiej milicji? 

Kilkukrotnie w przeszłości krytykowałem związki partnerskie z Mozyrem. Głównie dlatego, że nie ma tam żadenej samorządności i demokracji i kontakty chojnickich notabli z tymi pseudo samorządowcami z Białorusi były uwłaczające dla godności chojniczan. Rozumiem ideę partnerstwa, chęć wspierania się, itd. Jednak w warunkach białoruskich nie ma żadnej wolności, ani żadnej samorządności, a chojniccy samorządowcy jeździli tam oglądać - być może przypadkiem - parady białoruskiej milicji - co również jest uwłaczające. Czy warto było utrzymywać te relacje, tylko po to, aby burmistrz miał gdzie wyjechać z radnymi? 

Poniżej przedstawiam dowód na to, że w trybie natychmiastowym Miasto Chojnice powinno zerwać relacje z białoruskim Mozyrem. Precz z białoruską dyktaturą Łukaszenki! 




Dziś (27.02.2022) opublikowano film na Twitterze na którym można zobaczyć jak spod Mozyra wystrzeliwane są rakiety balistyczne Iskander - w tym samym czasie, kiedy Rosjanie i Białorusini udali się na rozmowy na granicę z Ukrainą, aby negocjować. Żadnych lekcji z historii nie wyciągnięto, z Rosją walczącą nie ma negocjacji - Rosja negocjuje tylko w dwóch przypadkach - jak jest na kolanach, albo jak wygrywa. Obecnie jest w natarciu i wszelkie negocjacje to dezinformacja i element gry wojennej. Teraz to Chojnice są już w centrum międzynarodowego skandalu. Finsterowi i jego radnym proponowano, aby zerwali stosunki z Mozyrem, nie zrobili tego. A warto było podjąć rozsądną decyzję: https://twitter.com/nexta_tv/status/1497957138647375876?t=8h0CFwqdbg9-Tl5FfQjsKw&s=04&fbclid=IwAR3irIzDPyjV6w0nYmBcjG0U815HeVMHV-Q-kE7dTPiK8XwYdFSsp68E0f4

O sprawie informują już wszystkie media w Polsce i na świecie: https://www.pap.pl/aktualnosci/news%2C1095077%2Crosja-wystrzelila-rakiety-iskander-z-terytorium-bialorusi-w-kierunku

W mojej opinii, historycy mogą uznać datę 24 lutego 2022 roku za początek III wojny światowej. 


czwartek, 13 kwietnia 2017

Co z ruskimi "doktoratami"?


Dlaczego pośrednio? Dlatego, że uważam casus Finstera za drobny element poważnego zjawiska. Stąd cieszy mnie to, że poseł na Sejm RP Dorota Arciszewska-Mielewczyk złożyła interpelację do ministra nauki i szkolnictwa wyższego wicepremiera Jarosława Gowina w sprawie uznawalności w Polsce stopni i tytułów naukowych, które przywieziono do Polski z ZSRS i Federacji Rosyjskiej oraz były republik w latach 1972-2014. Obecny stan wymaga poważnej rozwagi i regulacji prawnej. Można być chyba zgodnym, że bez nostryfikacji na polskiej uczelni, stopnie i tytuły z ZSRS nie odpowiadają żadnym polskimi i zachodnim normom. Wystarczy przyjrzeć się tym rzekomym "doktoratom", która można dosłownie uznać ze "sklejone", a liczba przypisów w nich oscylująca wokół 40, drobna bibliografia z kilkudziesięcioma tytułami i brak stosowania norm i ususów, stawia pod znakiem zapytania zagadnienie - czy państwo polskie stać na wpuszczanie w świat nauki przedstawicieli takiej "jakości". No i jak to się ma do rzeczywistego kosztu, nakładów i wysiłków osób, które rzeczywiście poświęciły się nauce? Czas tę sprawę wyjaśnić i liczę na to, że jest to dobry krok. Działanie to nie jest dyktowane niczym innym, jak dbałością o jakość nauki oraz o warunku równych szans dla wszystkich Polaków, którzy niestety zderzają się często w wielu sferach życia z nieuczciwymi praktykami tych, którzy posiadają władzę i pieniądze. 

Pod tym adresem znajduje się treść interpelacji we wskazanej sprawie, a poniżej wstawiłem skopiowany ze stron sejmowych tekst tej interpelacji. 

Interpelacja nr 11323

do ministra nauki i szkolnictwa wyższego
w sprawie uznawania przez Rzeczpospolitą Polską stopni i tytułów naukowych przywiezionych do Polski w latach 1972-2004 z ZSRS na podstawie tzw. konwencji praskiej
Zgłaszający: Dorota Arciszewska-Mielewczyk
Data wpływu: 21-03-2017
Szanowny Panie Ministrze,
składam na Pańskie ręce interpelację w sprawie aktów prawnych dotyczących uznawania wykształcenia, stricte zaś w przedmiocie uznawania stopni i tytułów naukowych przywiezionych do Polski w latach 1972-2004 z ZSRS na podstawie tzw. Konwencji Praskiej.
W 1972 r. rząd Polskiej Republiki Ludowej podpisał z władzami Związku Socjalistycznych Republik Sowieckich tzw. Konwencję o wzajemnym uznawaniu równoważności dokumentów ukończenia szkół średnich, szkół średnich zawodowych oraz szkół wyższych, a także dokumentów o nadawaniu stopni i tytułów naukowych, sporządzona w Pradze dnia 7 czerwca 1972 r. Konwencja ta nazywana jest w polskim środowisku naukowym Konwencją Praską i stała się synonimem braku jakości i rzetelności u osób, które do Polski przywiozły swoje stopnie i tytuły naukowe z byłych republik ZSRS. Obecnie konwencja ta już nie obowiązuje od 2004 r. Konwencja Praska została wypowiedziana przez Rząd Rzeczypospolitej Polskiej z dniem 6 sierpnia 2004 r. na podstawie Dokumentu Wypowiedzenia Konwencji o wzajemnym uznawaniu równoważności dokumentów ukończenia szkół średnich, szkół średnich zawodowych i szkół wyższych, a także dokumentów o nadawaniu stopni i tytułów naukowych, sporządzonej w Pradze dnia 7 czerwca 1972 r. Z powyższego dokumentu wynikało, według wykładni prawa polskiego, że w Polsce nie można uznawać świadectw, dyplomów, stopni i tytułów naukowych, które zostały uzyskane na podstawie Konwencji Praskiej. Oznacza to, że po wejściu w życie Dokumentu Wypowiedzenia Konwencji, wszystkie świadectwa, dyplomy, stopnie i tytuły naukowe zdobyte na terenie ZSRS tracą w Polsce swoją ważność. Niestety, w Polsce, w rzeczywistości życia naukowego i społecznego niewiele się zmieniło od czasu wypowiedzenia przez Polskę Konwencji Praskiej w 2004 r. Dotąd bowiem automatycznie i domyślnie – zupełnie bezprawnie – na polskich uczelniach, w szkołach wyższych, zatrudnia się osoby ze stopniami i tytułami naukowymi zdobytymi w ZSRS i uznanymi w PRL i w RP na podstawie Konwencji Praskiej w latach 1972-2004. Osoby, które legitymują się takimi stopniami i tytułami naukowymi, a nigdy w Polsce nie przeszły procesu nostryfikacji w polskiej jednostce naukowo – badawczej, uprawnionej do nadawania takiego stopnia lub tytułu naukowego, winny być zobligowane do przejścia polskiej procedury nostryfikacji, czyli do złożenia wymaganych prawem egzaminów oraz przejścia procedury związanej z otwarciem przewodu doktorskiego bądź habilitacyjnego, zgodnie z wymogami, jakie obowiązywały w Polsce w roku w którym osoby te uzyskały swój stopień bądź tytuł naukowy w ZSRS. W innym razie wszystkie takie osoby powinny być pozbawione prawa do posługiwania się w sferze publicznej stopniami i tytułami naukowymi, które zostały w PRL i w RP uznane wcześniej na podstawie Konwencji Praskiej.
W trosce o jakość nauczania polskich studentów, mając na względzie prace, które Pan Minister Jarosław Gowin prowadzi wraz z polskich środowiskiem naukowców nad reformą szkolnictwa wyższego i procedur nadawania stopni i tytułów naukowych, proszę o uwzględnienie konieczności uregulowania w Polsce statusu osób ze stopniami i tytułami naukowymi zdobytymi w ZSRS w okresie obowiązywania Konwencji Praskiej. Obecny stan, czyli zatrudnianie na polskich uczelniach oraz ciche przyzwolenie na posługiwanie się w sferze publicznej stopniami i tytułami naukowymi zdobytymi, a często po prostu kupionymi, w ZSRS, a które nie były nigdy nostryfikowane na polskich uczelniach negatywnie rzutuje na stan polskiej nauki w odczuciu środowisk naukowych, jak i w moim własnym. Poza charakterem interwencyjnym w powyższej sprawie, pragnę jeszcze skierować do Pana Ministra następujące pytania:
- Jakiej liczby zatrudnionych w polskich szkołach wyższych dotyczy opisane przeze mnie zjawisko? Ilu więc zatrudniamy doktorów i doktorów habilitowanych oraz profesorów, którzy przywieźli do Polski swoje wątpliwe stopnie i tytuły?
- Czy Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego już reagowało w powyższej sprawie?
Łączę wyrazy szacunku,
Dorota Arciszewska-Mielewczyk
Poseł na Sejm RP

AKTUALIZACJA:

Złożono odpowiedź na interpelację Pani Poseł Doroty Arciszewskiej-Mielewczyk. Wyjaśnia ona stan prawny, potwierdza, że osoby posługujące się stopniami i tytułami zdobytymi w ZSRS nie przechodziły nostryfikacji na polskich uczelniach, bo nie musiały wg Konwencji Praskiej. Problem jednak nie znika, choć jasnym jestem, że z latami zniknie zupełnie. Jak się okazuje ponad 500 osób pracuje w polskiej nauce, osób, które uzyskały stopień lub tytuł w ZSRS i na tej podstawie posługują się tytułem w Polsce. Okazuje się, że to ok. 0,5% zatrudnionych osób w polskiej nauce. Dużo? Mało? Nie wiem, jeśli wszyscy mieli "doktorat" na poziomie pracy Arseniusza Finstera, to wydaje mi się, że to bardzo wiele...Zapraszam do zapoznania się z odpowiedzią na interpelację, wklejam ją poniżej:

Odpowiedź na interpelację nr 11323

w sprawie uznawania przez Rzeczpospolitą Polską stopni i tytułów naukowych przywiezionych do Polski w latach 1972-2004 z ZSRS na podstawie tzw. konwencji praskiej
Odpowiadający: sekretarz stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego Aleksander Bobko
Warszawa, 19-04-2017
Szanowny Panie Marszałku,
w odpowiedzi na interpelację Pani Poseł na Sejm RP Doroty Arciszewskiej-Mielewczyk w sprawie uznawania przez Rzeczpospolitą Polską stopni i tytułów naukowych przywiezionych do Polski w latach 1972-2004 z ZSRR na podstawie tzw. konwencji praskiej (nr 11323), uprzejmie przekazuję poniższe informacje odnoszące się do poszczególnych, zadanych w interpelacji pytań.
Ad. 1. Zgodnie z informacjami zawartymi w Zintegrowanym Systemie Informacji o Nauce i Szkolnictwie Wyższym POL-on i przekazanymi do Ministerstwa, po dokonanej analizie, przez Ośrodek Przetwarzania Informacji-Państwowy Instytut Badawczy, liczba aktualnie zatrudnionych nauczycieli akademickich i pracowników naukowych w szkołach wyższych, instytutach Polskiej Akademii Nauk oraz instytutach badawczych, którzy uzyskali stopień lub tytuł naukowy w Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich lub w republikach poradzieckich (Armenia, Azerbejdżan, Białoruś, Estonia, Gruzja, Kazachstan, Kirgistan, Litwa, Łotwa, Mołdawia, Rosja, Tadżykistan, Turkmenistan, Ukraina, Uzbekistan) od dnia 7 czerwca 1972 r. do dnia 6 sierpnia 2004 r. wynosi 542 osoby. Liczba powyższa stanowi w przybliżeniu 0,44% wszystkich zatrudnionych nauczycieli akademickich i pracowników naukowych (123 538 osób) - zgodnie z danymi zawartymi w Zintegrowanym Systemie Informacji o Nauce i Szkolnictwie Wyższym POL-on, według stanu na dzień 10 kwietnia 2017 r.
Ad. 2. Na podstawie art. I ust. 3 Konwencji o wzajemnym uznawaniu równoważności dokumentów ukończenia szkół średnich, szkół średnich zawodowych i szkół wyższych, a także dokumentów o nadawaniu stopni naukowych i tytułów naukowych, sporządzonej w Pradze w dniu 7 czerwca 1972 roku (dalej: Konwencja Praska) uznaje się za równoważne dokumenty o nadaniu stopni lub tytułów naukowych według wymienionych w Konwencji poziomów kwalifikacyjnych i zgodnie z obowiązującym w danym kraju ustawodawstwem. Konwencja Praska wypowiedziana została w dniu 12 stycznia 2004 r., ze skutkiem od dnia 6 sierpnia 2004 r., zgodnie z art. V Konwencji. Dokument wypowiedzenia nie odnosi się do kwestii związanych z uznawaniem dokumentów o wykształceniu. Zgodnie z zasadą praw nabytych Polska ma obowiązek uznawania na podstawie bilateralnych lub wielostronnych umów międzynarodowych dokumentów o wykształceniu lub nadaniu stopni naukowych uzyskanych w okresie, gdy pozostawała stroną takiej umowy.
Wobec powyższego wszystkie dokumenty, które zostały wydane w okresie obowiązywania Konwencji Praskiej i spełniają określone w niej warunki, są nadal uznawane za równoważne z ich polskimi odpowiednikami. Posiadacze stopni i tytułów naukowych objętych postanowieniami Konwencji praskiej mogą posługiwać się polskim odpowiednikiem uzyskanego stopnia lub tytułu naukowego i na gruncie prawa polskiego traktowani są na równi z osobami, które stopień lub tytuł naukowy uzyskały w Polsce.
W odniesieniu do możliwości odebrania praw przysługujących osobom legitymującym się dokumentami, do których mają zastosowanie postanowienia Konwencji praskiej należy podkreślić, iż w myśl zasady nieretroaktywności prawa (Lex retro non agit) skuteczne wypowiedzenie umowy przerywa wszystkie zobowiązania o charakterze ciągłym, nie powoduje jednak skutków retroaktywnych i nie narusza stworzonego na podstawie umowy stanu prawnego, czy też praw nabytych postanowieniami umowy. Zasada praw nabytych stanowi uznaną zasadę prawa międzynarodowego. Do wspomnianych kwestii odnosi się również art. 70 ust. 1bKonwencji wiedeńskiej o prawie traktatów, który stanowi, że „jeżeli traktat inaczej nie postanawia lub strony inaczej się nie umówią, wygaśnięcie traktatu na podstawie jego postanowień lub zgodnie z niniejszą konwencją nie wpływa na żadne prawa lub obowiązki ani na sytuację prawną stron, powstałe wskutek wykonywania traktatu przed jego wygaśnięciem”.
Z poważaniem

środa, 19 listopada 2014

Powtórzyć wybory!

Na to co się dzieje z PKW, na to co się dzieje w państwie, w województwach i na szczeblu samorządowym odpowiedzią nie może być smaczne konsumowanie zwycięstwa przez układ władzy, bo władza te wybory z PiS przegrała o sejmiki (dlatego tak długo trwa liczenie głosów)? W samorządach lokalnych byłe towarzystwo SB i układowcy otrzymali bardzo niskie poparcie społeczne.

Nie będę insynuował sensacyjnych scenariuszy. Niemniej oczywistym już się staje, że czas domagać się powtórzenia wyborów. Fakty na to wskazują. Wybory należy przeprowadzić ponownie, gdyż te które się odbyły były kompromitacją aparatu państwowego zobowiązanego do przeprowadzania sprawnego głosowania. Ile wreszcie dostaliśmy głosów? Kogo wybraliśmy? Do dziś dnia nie doczekałem się publikacji list z wynikami do Rady Miejskiej w Chojnicach. Nie znamy nawet dokładnie frekwencji, nie wiemy ile było głosów nieważnych. Wszystkie wyniki w przybliżeniu, cząstkowe, rozsiane po różnych mediach. Czy to są wybory prowadzone przez państwo polskie, w których o wynikach "oficjalnych" dowiadujemy się poprzez media??? Czy PKW jeszcze istnieje? Czy kontroluje jeszcze to co się dzieje? A może za tydzień będą inne wyniki? Może w Chojnicach wygrał PSL? A może burmistrzem jednak jest Pan Brunka?

Jeśli wybory nie zostaną powtórzone, to nowe władze tymi, które się odbyły w atmosferze chaosu, nie będą w stanie zdobyć legitymacji do rządzenia. Ich trwanie u władzy będzie ciągle podważane. Przerażające jest to, że Ukraina była w stanie przeprowadzić sprawnie wybory pozostając w otwartym konflikcie zbrojnym. Do tego w momencie w którym część jej terytorium została zajęta przez wrogów. Co takiego dzieje się w Polsce, że nie można przeprowadzić sprawnie wyborów? Co takiego się dzieje, że jednego dnia wybory w woj. świętokrzyskim wygrywa PiS, a następnego dnia wyniki wskazują na PSL, które rzekomo zdobyło ponad 50% głosów? Czy ktoś jeszcze wierzy w te dane? Czy ktoś daje wiarę ustaleniom PKW? 

Wybory samorządowe należy powtórzyć i to jeszcze w tym roku w ciągu max. dwóch tygodni.


niedziela, 9 marca 2014

Ukraina bez Putina!

W Warszawie przed Ambasadą Rosyjską odbyła się manifestacja poparcia dla ruchu wolnościowego na Ukrainie. Podczas manifestacji przemawiali między innymi zastępca Samoobrony Majdanu Andrzej Garbow. Swoje poparcie dla Ukrainy, wyrazili też: Piotr Duda, przewodniczący NSZZ "Solidarność" oraz Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny "Gazety Polskiej". 

Pamiętajmy o tym co dzieje się na Ukrainie. Interesujmy się sprawami za naszą wschodnią granicą i budujmy nacisk społeczny na rządzących, aby angażowali się w politykę wschodnią. To co dziś dzieje się na Ukrainie, jest zapowiedzią bardzo złowieszczego scenariusza. 

Na proteście można było usłyszeć, o tym jak Berkut wystrzelił 15 pocisków zapalających w budynek w którym mieścił się szpital obrońców Majdanu. Rzeczywiście doświadczenia Ukraińców są już iście wojenne i niestety na otwartą konfrontację z Rosją muszą się przygotowywać. Pomimo obecnego spadku temperatury zdarzeń bardzo uprawdopodobnione nadal są najczarniejsze scenariusze, również te uwzględniające wybuch wojny światowej. 

Na razie wyrażajmy otwarcie swoje poparcie, może społeczność międzynarodowa jest w stanie zmobilizować się na tyle, aby zmienić bieg zdarzeń?









czwartek, 20 lutego 2014

Ukraina - będzie eskalacja?

Miesiąc temu w poście pod tytułem "Ukraina - i co dalej?" napisałem, że dojdzie do pacyfikacji, a wystąpienia na Majdanie skończą się rzezią. Nie ma dla politologa nic gorszego jak przewidzieć takie zdarzenia. Wolałbym się po prostu mylić. Całość tekstu sprzed miesiąca pod tym linkiem: http://polityka-chojnice.blogspot.com/search?q=ukraina . 

Co się stało na Ukrainie i co będzie się działo?

Przede wszystkim protesty wybuchły na bazie gospodarczej, kiedy okazało się, że Janukowycz nie podpisze umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską, potem dopiero zaczęły się pojawiać postulaty polityczne,kiedy opozycja zaczęła być traktowana na Majdanie pałkami. Kiedy Janukowycz wpadł na pomysł sprzedania Rosji ukraińskich długów myślał, że osiągnął sukces, a Majdan w radości za tani gaz rozpierzchnie się do domów, ale było już za późno, pies raz uderzony nie zapomina o ciosach, które otrzymał, a władza traktuje Ukraińców jak zwierzęta niestety. 

Kiedy konflikt narastał i pojawiły się ofiary śmiertelne protestujący do swych postulatów włączyli wezwania do zmiany konstytucji na której zbudowany jest ukraiński system prezydencki, te zmiany miały być w kierunku ustanowienia ustroju opartego o system parlamentarno - gabinetowy z mniejszą rolą prezydenta. Gdy już sporządzono stosowane propozycje zmian do konstytucji, przewodniczący ukraińskiego parlamentu nie zgodził się na ich przyjęcie i walki wybuchły ze zdwojoną siłą na nowo...

Według analityków Ośrodka Studiów Wschodnich jedyny teraz scenariusz, który ograniczałby możliwość eskalacji konfliktu to ustąpienie Janukowycza. Wydaje mi się, że to nie jest jedyny scenariusz, a ustąpienie Janukowycza nie ma już nic na celu. Ustępować mógł miesiąc temu, teraz jest za późno. Ukraińcy zrozumieli, że muszą przebudować całą strukturę państwa w którym zbyt wielka władza spoczywa w prezydenckich rękach, a nikt przecież nie ma gwarancji,że następny prezydent nie będzie jeszcze większym despotą jak obecny przy takim systemie politycznym w jakim funkcjonuje Ukraina. 

Za kulisami sporu na linii obywatele - władza na Ukrainie jest też, jak w każdej rewolucji, podłoże materialne, nie chciałbym być tutaj wyznawcą materializmu historycznego jako siły napędowej dziejów, ale ciężko nie zauważyć instrumentów Doktryny Szoku o której pisała Naomi Klein. Wielcy oligarchowie ukraińscy, ale też wielki kapitał zachodni przede wszystkim stawiają na wolny rynek w ujęciu doktryny neoliberalnej ze szkoły Friedmana. Konflikt więc rozgrywa się na dwóch płaszczyznach - obywatelskiej i ekonomicznej, czyli w sferze emancypacji politycznej i gospodarczej (gospodarczej w rozumieniu neoliberałów). Ukraińcy chcą po prostu godnie żyć, a że jasnym jest, iż poziom życia jest największy w krajach, które cieszą się największymi swobodami politycznymi to zaczęli walczyć o prawa polityczne. 

Przypuszczam, że dojdzie do dalszej eskalacji konfliktu, a przypadek Syrii, gdzie Asad morduje od lat jest tylko świadectwem w jak wielką inercję wpadł cały Zachód. Nie chciałbym być złym wieszczem, ale od Bałtyku do Morza Czerwonego istnieje dziś strefa konfliktu o niezwykłej od dziesiątków lat intesywności, która przeniesie się i do Europy. Państwa - pionki - takie jak Ukraina, Syria są rozgrywane przez bloki państw skupionych wokół USA i Rosji. 

Naturalnym jest, że "wielkim" tego świata chodzi o wdrożenie kapitalizmu i westernizacji życia w tym paśmie państw. Ukraina przeżywa Doktrynę Szoku w skali początkowej, jeśli konflikt utrzyma się w granicach Ukrainy bez oficjalnego zaangażowania sił zewnętrznych to należy się spodziewać scenariusza podobnego do tego znanego z okresu polskiej transformacji, przy dużo wyższej liczbie zabitych. Jeśli będzie ingerencja sił zewnętrznych (a podobno już jest w jakimś stopniu), to możemy się spodziewać konfliktu na skalę wykraczająca poza Ukrainę, a na pewno angażującą siły spoza Ukrainy w działania wojskowe. W wymiarze ekonomicznym efekt scenariusza pierwszego będzie taki, że Ukrainę będą czekać neoliberalne reformy bez rozliczania dzisiejszych zajść, w drugim scenariuszu Ukraina stanie się Bałkanami z lat 90 - tych zaraz przy granicy z Polską co też doprowadzi do destabilizacji sytuacji politycznej w Europie. 

Najgorsze jest to, że padły ofiary śmiertelne - zastrzelone przez siły rządowe, czego Europa Środkowa nie widziała od pół wieku, tutaj nie ma już dla nikogo kroku wstecz, a perspektywa przyszłości jest na tyle wyrazista, że rządzącym w Polsce proponowałbym poważne działania zmierzające do ochrony naszego życia na wypadek...wojny. Jest to niestety efekt nie tylko starć państw ze wspomnianych bloków, ale też niejako reperkusja kryzysu ekonomicznego, który trawi świat od 2008 roku. Taki jest neoliberalizm, albo wchłania kolejne rynki Doktryną Szoku, albo następuje implozja systemu. Właśnie obserwujemy jak neoliberalizm walczy o przetrwanie.Z drugiej strony wiadomo, że Rosja też walczy o przetrwanie swej polityki neoimperialnej.

I jeszcze jedno, żadnego podziału Ukrainy nie będzie.

czwartek, 23 stycznia 2014

Sworzeń geopolityczny

Dlaczego sprawy na Ukrainie są tak ważne dla Polski?

Wagę istnienia niepodległej Ukrainy dla bezpieczeństwa państwa polskiego widzieli liczni przedstawiciele polskich środowisk intelektualnych. Wspomnieć szczególnie należy środowisko paryskiej "Kultury" i legendarną postać Jerzego Giedroycia. Jednym z tych intelektualistów polskich, którzy mieli realny wpływ na politykę hegemona światowej sceny politycznej (USA) jest Zbigniew Brzeziński, który w 1997 roku tak pisał o sprawie Ukrainy:

"Jeżeli jednak Moskwa ponownie zdobędzie władzę nad Ukrainą, wraz z pięćdziesięcioma dwoma milionami [dziś - 45,5 mln] jej obywateli, ogromnymi bogactwami naturalnymi oraz dostępem do Morza Czarnego, automatycznie odzyska możliwość stania się potężnym imperium spinającym Europę i Azję. Utrata niepodległości przez Ukrainę miałaby natychmiastowe konsekwencje dla Europy Środkowej, przekształcając Polskę w sworzeń geopolityczny na wschodniej granicy zjednoczonej Europy". 

Czym jest ten sworzeń geopolityczny?To w ujęciu geopolitycznym państwa, które stają się istotnie ważne dla graczy geostrategicznych (jak Rosja, USA, Chiny) przez wzgląd na swoje położenie geograficzne. Niemniej państwo takie staje się "teatrem wzmożonych działań politycznych" różnych sił, dominujących w skali globalnej. Takim państwem jest dziś Ukraina. Jeśli wpadnie w wór rosyjski całkowicie, a Ukraińcy stracą nadzieję na samodzielność i niepodległość, wielka gra przeniesie się...do Polski.

Dlatego nam - Polakom, nie warto czekać. W każdy możliwy sposób musimy wspierać protestujących na Majdanie. Jeśli to niemożliwe dla większości z nas, aby na Majdan się udać, to chociaż wykazujemy zainteresowanie - bardzo dla nas istotną kwestią. Nie tylko z punktu widzenia wielkiej polityki, ale też naszej lodówki. Bo jeśli padnie Ukraina, jeśli ponownie znajdzie się w całkowitej sferze wpływów Rosji to będzie to miało poważne skutki gospodarcze dla Polski. Będzie w bliskiej perspektywie oznaczać naturalny wzrost wydatków na zbrojenia, podobne ograniczenia sfery wolności obywatelskich jakie wdrażane są na Ukrainie. Po prostu państwa dążąc do konfrontacji z siłami zewnętrznymi i/lub wewnętrznymi budują system spójności i wykluczają szeroko pojęty pluralizm.

Ukraina jest dla Polski naprawdę ważna, chodzi o naszą przyszłość. Choć i Ukraińcom należy życzyć wybicia się na pełną niezależność tak od Moskwy jak i od wpływów zakulisowych kapitału zachodniego. Niemniej życzę im zbliżenia z Europą, uczestnictwa w Unii, i otwartych granic. Aby to mogło się dokonać, Majdan musi przetrwać, a idee Majdanu muszą zwyciężyć nad marionetkami z Moskwy!

środa, 22 stycznia 2014

Ukraina - i co dalej?

Zdarzenia na Majdanie, powodują, że wracam do pytania: "Dokąd zmierza Świat"?


To co się dzieje na Majdanie to dosłownie powstanie, a wiadomo czym się powstania kończą. Rzezią, czasami dosłowną, czasami "tylko" polityczną.O ile Pomarańczowa Rewolucja niosła w 2004 roku za sobą wielkie nadzieje, a moi koledzy ze studiów wyjeżdżali, namawiając i mnie, do Kijowa o tyle teraz widać wyraźnie, że to co się dzieje na Majdanie nie ma z Pomarańczową Rewolucją nic wspólnego. Przypuszczam, że nie będzie konsensusu, a wszelkie środki dialogu wyczerpane zostały po obu stronach. Co przykro stwierdzić, Europa zostawiła Ukraińców samych sobie, USA też. Jedynie Rosja jest blisko Ukrainy -tej rządowej, kierującej dyktatem. 

Co z tego wyniknie? Chyba już tylko pacyfikacja. Jedyny sposób to jechać na Majdan, stawić się tam w obronie ideałów - wolności, demokracji. Kiedy jednak żarty się skończyły i okazuje się, że to jest obywatelskie powstanie, a nie kolejny polityczny happening spod brytyjskiego parlamentu, chętnych do wyjazdu zaczyna brakować. 

Wszyscy wkoło pukają się w czoło - na słowa o wyjeździe na Ukrainę. Mi się niestety wydaje,że bierna postawa spowoduje to co zawsze w takich sytuacjach, fala przemocy i niepokojów przetoczy się przez kolejne kraje w ciągu najbliższych lat. System na Ukrainie natomiast, będzie czystej postaci dyktaturą, która schroni się przed sankcjami w objęcia Moskwy. Ukraina wraca do dawnego Pana. Kiedy padnie Ukraina, padnie i Polska...Wtedy będzie można jechać protestować do Warszawy, bo tam będzie niedługo Majdan.

Wielcy polscy geopolitycy i myślicie polityczni, byli zgodni co do znaczenia istnienia niepodległej Ukrainy dla suwerenności Polski. Jest ono kluczowe(oczywiście możemy zacząć dyskusję o znaczeniu kapitału w perspektywie którego zanika pojęcie suwerenności państwowej w globalizującym się świecie) dla istnienia Polski. Jednak aparat przymusu jest nadal w rękach państw, administracja również. Wojsko, policja, wszelkie inne ograny i instytucje bezpieczeństwa pozostają w rękach państwa. Powtarzam, padnie Ukraina, padnie też i Polska. Niewielu przyzna rację, ale na Majdanie Ukraińcy walczą nie tylko za demokrację na Ukrainie.