czwartek, 29 grudnia 2016

Na posiedzeniu Rady Społecznej Szpitala w Chojnicach

Zanim odbyło się 28 grudnia posiedzenie Rady Społecznej Szpitala Specjalistycznego w Chojnicach, to 2 grudnia 2016 r. miałem spotkanie z Dyrekcją szpitala i kierownikami niektórych szpitalnych pionów. 

2 grudnia interesowały mnie przede wszystkim: kwestia nowego rezonansu dla szpitala; telewizja szpitalna; informatyzacja systemu do obsługi szpitalnych kolejek; tzw. nadwykonania. Podczas tego spotkania zaproponowałem, aby pacjentów informować mailami i SMS o czekających ich wizytach - dla przypomnienia i uniknięcia straty miejsc w kolejce. 

Wśród tych zagadnień sprawa rezonansu, o czym powiedziałem Panu Dyrektorowi Leszkowi Bonnie, wydaje mi się być w jakiejś mierze rodzącą konflikt interesów przez wzgląd na to, że rezonans dostarcza firma w której wiceprezesem jest żona Pana Bonny. W kwestii szpitalnej telewizji na ten moment nie ma dobrych rozwiązań - odbiorniki należą do firmy zewnętrznej i ich demontaż pozbawi pacjentów możliwości oglądania telewizji. Szpital oczywiście nie ma środków na zakup we własnym zakresie 250 odbiorników TV. Wątpliwości moje budzi natomiast system pobierania opłat za telewizję w szpitalu, tę sprawę jeszcze będę się starał wyjaśnić. W mojej opinii lepiej byłoby, gdyby szpital miał swoje odbiorniki za które nie pobierałby opłat, ale skąd wziąć środki na zakup telewizorów? Informatyzacja systemu kolejek nie jest problemem, jak się okazuje, trzeba by tylko znaleźć środki na zwiększenie mocy serwerów, ogólnie rozbudowę mocy archiwizacji danych, ale jednocześnie wskazuje się, że problem kolejek tkwi poza rejestracją - tzn. za mało pieniędzy na wykonywanie zabiegów i operacji, za mało też jest po prostu lekarzy - tak zrozumiałem przekazane mi informacje. W skrócie szpital ma za mało środków. Kwestia nadwykonań została mi bliżej przedstawiona na spotkaniu 28 grudnia. Po spotkaniu 2 grudnia podjąłem działania zmierzające do uzyskania od Pana wojewody pomorskiego środków na nowy ambulans dla Zespołu Specjalistycznego Ratownictwa Medycznego chojnickiego szpitala. W tej sprawie pismo do wojewody pomorskiego skierowali: dyrektor szpitala, poseł na Sejm RP Dorota Arciszewska-Mielewczyk. Trzymajmy kciuki za nowy ambulans dla Chojnic!

Przed spotkaniem 28 grudnia, dostałem Plan Rzeczowo - Finansowy szpitala na I półrocze 2017 r. Niestety ten plan był wybrakowany - dostałem co drugą stronę. Dopiero ok. 2,5 h przed spotkaniem otrzymałem mailowo cały plan, co pozwoliło na pobieżną analizę. Podczas głosowania nad tym planem w ramach Rady Społecznej (Uchwała nr 6/2016), wstrzymałem się od głosu. 

Interesowały mnie takie zagadnienia jak:

1. Koszty pracy lekarza w trakcie świątecznej opieki zdrowotnej.
2. Brak wykazania składników kosztów "Pozostałych" na kwotę 200 tys. zł. 
3. Koszty środków czystości 270 tys. na I półrocze 2017 wobec negatywnych wypowiedzi medialnych o stanie czystości w szpitalu.
4. Liczba lekarzy, którzy będąc zatrudnionymi na umowę o pracę posiada jednocześnie kontrakty ze szpitalem.
5. Koszty mieszkania służbowego.
6. Renty i odszkodowania z tytułu błędów lekarskich.
7. Nagrody jubileuszowe dla pracowników za I półrocze ćwierć miliona (tego pytania nie zdążyłem już zadać).
8. Kwestia likwidacji dyspozytorni w Chojnicach.
9. Kwestia opłaty 7 tys. za wykonanie bilansu szpitala. 
10. Czy szpital zamierza wystąpić o zwolnienie od podatku od nieruchomości do Burmistrza Miasta Chojnice (310 tys. rocznie)?
11. Czy szpital ponosi opłaty za zanieczyszczenia środowiska przez spalarnię szpitalną?
12. Czy prawdą są informacje o projekcie likwidacji kuchni szpitalnej?
13. Kwestie kolejek do poradni specjalistycznych.
14. Średnie zarobki lekarzy specjalistów w chojnickim szpitalu.

W ramach wolnych wniosków wystąpiłem z wnioskiem o zwrócenie się dyrekcji szpitala do Burmistrza Miasta Chojnice o umorzenie podatku od nieruchomości dla szpitala w związku z ciężką sytuacją materialną chojnickiej jednostki lecznictwa. 


Odpowiedzi na moje pytania i zapis posiedzenia Rady Społecznej, będzie w całości dostępny dzięki Chojnice.tv. Zaraz kiedy pojawi się w sieci ten zapis, to zamieszczę go także na moim blogu, tam znajdziecie Państwo pełne odpowiedzi na moje pytania oraz dużo dodatkowych informacji od Dyrekcji i członków Rady oraz pracowników szpitala. 


Materiały video z posiedzenia Rady Społecznej:

http://www.chojnice.tv/wideo-2933-Szpital_w_czerwcu_2017_rozpocznie_rozbudow%C4%99_Oddzia%C5%82u_Ratunkowego

http://www.chojnice.tv/wideo-2932-Ordynator_K.Winiarek_-_%60Na_ortopedii_nie_brakuje_lekarzy%60

czwartek, 22 grudnia 2016

Kontrmanifestacja odwołana

Szanowni Państwo!

Dziś w imieniu Zarządu Stowarzyszenia Arcana Historii zgłosiłem naszą jutrzejszą manifestację, jako zgromadzenie publiczne.Śpieszę jednak poinformować, że nie dojdzie ona do skutku. Zarówno w gronie Arcan Historii, jak i po sygnałach od naszych zwolenników, podjęliśmy decyzję, aby odwołać kontrmanifestację do "Strajku Obywatelskiego", który organizują członkowie Platformy Obywatelskiej w dniu jutrzejszym.

Za taką decyzją stoi przeświadczenie o dużej wadze Świąt Bożego Narodzenia w naszym życiu. Wiele też pojawiło się takich komentarzy w Internecie, aby w okresie świątecznym nie eskalować konfliktu. Powinien być to czas spokoju i radości. Dlatego odstępujemy od woli wyrażania naszych zapatrywań politycznych w przededniu Wigilii. Uważamy, że jest to czas pojednania i w tym duchu życzymy Wszystkim Państwu, również tym, którzy jutro pójdą na "Strajk Obywatelski" - Zdrowych Spokojnych i Radosnych Świąt Bożego Narodzenia!

W imieniu Zarządu Stowarzyszenia Arcana Historii
Marcin Wałdoch

środa, 21 grudnia 2016

Kontrmanifestacja w Chojnicach

W związku z zapowiadanym "Strajkiem obywatelskim" (http://chojnice24.pl/artykul/23942/strajk-obywatelski-w-chojnicach/#comments), informuję, że jako prezes Stowarzyszenia Arcan Historii organizuję tego dnia w tym samym miejscu kontrmanifestację - która będzie manifestacją poparcia dla rządów PiS!

W piątek o godz. 16.00, 23 grudnia spotykamy się na Starym Rynku, mile widziane banery i plakaty prorządowe!

Zakryjmy KODZIARZY CZAPKAMI!

poniedziałek, 28 listopada 2016

Władza rozwidlona

Dochodzi do coraz bardziej obserwowalnego rozwidlenia władzy lokalnej - widocznego, bo uwydatnionego, choć sam proces ma swoją historię jeszcze u zarania dziejów chojnickiej samorządności.

Funkcjonują więc dwie sfery - pozorna, iluzoryczna - związana z literą prawa i konstrukcją życia samorządowego w ramach porządku ustrojowego RP oraz - rzeczywista i formalnie nieobecna - nieformalnych kontaktów w których zapadają rzeczywiste decyzje dotyczące lokalnej wspólnoty przy wsparciu, słuszenie nazwanej  - mechanicznej większości w organach gminy.

Rzeczywista sfera władzy

Nieformalne kontakty, klientelizm, nepotyzm, kolesiostwo, a nawet kleptokracja, dobrze znane przywary społeczności o niskiej kulturze politycznej zdominowały Chojnice. Jaskrawym przykładem jest przypadek Mariusza Palucha. Cóż może grozić Paluchowi pod rządami Arseniusza Finstera, nawet gdyby wykazał się już skrajną niekompetencją? Otóż przewiduję, że jedyna groźba to karuzela stanowisk - prezesem w każdym razie będzie dopóki rządy dzierżyć będzie Finster. Tego lub innego basenu, ale zawsze prezesem na publicznym utrzymaniu. Oznacza to, że proces decyzyjny, nie leży wcale tam, gdzie wskazał go ustawodawca, ale przy wykorzystaniu pewnych luk i słabości prawa polskiego (stąd od lat piszę o "finsteryzacji prawa"), układ polityczny Arseniusza Finstera zbudował sieć władzy opartą o relacje nieformalne. Przecież żaden szanujący się burmistrz - który nie szukał by w takiej układance wsparcia swoich kampanii wyborczych - nie dopuściłby do sytuacji w której właściciele firm ubiegających się o pomoc publiczną finasowali jego kampanię wyborczą. Taka sytuacja musi bowiem wznosić uzasadnione obawy i podejrzenia, co do transparentności władzy publicznej na szczeblu lokalnym. 

Niestety aspekt polityczny jest tylko wierzchołkiem niskiej kultury chojnickich włodarzy, głębiej leżą sprawy gospodarcze, a przy nich - uzależnianie jednostek, rodzin, a nawet grup społecznych od swej łaski bądź niełaski w zamian za poparcie polityczne, jakie od tych podmiotów uzyskują w czasie wyborów. Podsumowując ten krótki wywód należy zaznaczyć, że cała chojnicka układanka prowadzona przy pomocy "siłowników Finstera" jest tak rozpisana, aby oszukać demokratyczne zasady rywalizacji politycznej. Przecież w Chojnicach nikt nie odważy się wesprzeć finansowo komitetów opozycyjnych - bo jak usłyszałem u jednego z przedsiębiorców - który zresztą wpłacał na komitet wyborczy Finstera - "nie dostanę żadnych zleceń i będę miał problemy". Oznacza to, że lokalna społeczność w imię dość skromnego, ale jakoś tam pewnego bytu, zgodziła się pospołem na tyranię Finstera i jego siłowników w różnych sferach życia publicznego. Dlatego obserwujemy - prywatyzację sektora usług medycznych, patologię sądownictwa, uległość prokuratury i podatność jej na sugestie władzy oraz dość kelnerskie usługi ze strony Policji (przynajmniej do niedawna). Splot wszystkich nici znajduje się w osobie naszego lokalnego satrapy - Arseniusza Finstera, który w drodze prawie dwudziestoletnich rządów stał się "samotnym tyranem" otoczonym grupą stetryczałych istot żądnych orderów, odznaczeń i poklasku, pomimo swych dość już niepewnych usług na rzecz lokalnej społeczności. 

W Chojnicach jest już jak na Kubie - w skali Polski jest to miejsce egzotyczne z dwóch przyczyn - miasto jest pięknie położone i ma ogromny potencjał, ale po transformacji ustrojowej i ogromnych nadziejach lokalnej społeczności zostały jedynie puste domostwa i rodziny w Niemczech, Wielkiej Brytanii czy innych rejonach świata, a to co dzieje się w sferze publicznej nie mieści się w głowie żadnemu z obserwatorów. Czy będziemy czekali aż Finster odejdzie, jak Castro? Czy jako lokalna wspólnota wreszcie zdobędziemy się na racjonalny wybór służący nie tylko garstce "beneficjentów splendoru", ale i całej naszej społeczności?

Potrzebujemy radykalnych zmian władzy politycznej w Chojnicach. Bez tego czeka nas postępująca marginalizacja, bo już teraz jako społeczność nie jesteśmy w stanie sprostać dość oczywistym wyzwaniom współczesności. Nie może być tak, że największe interesy w mieście robią na majątku publicznym - mąż z żoną, szwagier ze szwagrem i dwaj koledzy od wódy, zapiekanek i choinek. Skończmy z tym przy okazji najbliższych wyborów! Przecież notorycznie jesteśmy nie tylko wprowadzani w błąd, ale i okłamywani, zarówno przez burmistrza Chojnic, jak i przez zestaw jego siłowników. Zbudowali sobie, korzystając z ogromnej autonomii samorządów w Polsce, takie małe feudalne państewko w którym wszystkie formalnie istniejące instytucje traktują z pełną ostentacją całkowicie fasadowo!

sobota, 26 listopada 2016

Kto finansuje Finstera?

Poniżej przedstawiam dwie listy z Państwowej Komisji Wyborczej - osób, które finansowały kampanię wyborczą komitetu Arseniusza Finstera w latach 2010 i 2014, są to kopie dokumentów urzędowych - element sprawozdania finansowego komitetów Finstera ze wskazanych lat. Obie listy wykazują dwie specyficzne cechy: a) nie wszyscy, którzy byli kandydatami komitetu wyborczego Arseniusza Finstera wpłacali na kampanię (za co więc ją organizowali)?; b) wśród osób, które wpłacały na komitet Arseniusza Finstera są osoby, które wpłacały znaczne kwoty i nigdy nie startowały w wyborach (są za to pracownikami chojnickich firm, które otrzymują zlecenia publiczne, lub są pracownikami spółek miejskich). Pozostawiam tę nagą prawdę refleksji Czytelników...Uważam, że takie informacje powinny być upubliczniane, a nie chowane w szufladach. Jeśli nie mamy wiedzy o tym, kto finansuje działania polityczne Finstera, to nie mamy tak naprawdę żadnej wiedzy o tym, co dzieje się w Chojnicach.

AKTUALIZACJA: Mariusz Paluch w 2010 r. startował z komitetu "Razem dla Powiatu", który nie był komitetem Arseniusza Finstera, ale formą komitetu koalicyjnego, dlatego nie ma Mariusza Palucha na liście z 2010 r. Natomiast w 2014 r. Mariusz Paluch startował już do powiatu z komitetu Arseniusza Finstera.  

1. Lista osób, które wpłaciły na Komitet Arseniusza Finstera w 2010 r. 


2. Lista osób, które wpłaciły na komitet wyborczy Arseniusza Finstera w 2014 r. 



piątek, 25 listopada 2016

Pudrowanie trupa dwugłowego

Dziś ludzie lokalnej władzy pokazali, jak rozumieją "manifestacje" i "ruchy społeczne".

Zorganizowana przez Projekt Chojnicka Samorządność manifestacja przeciwko rządom Mariusza Palucha w Centrum Parch Chojnice skończyła się zderzeniem z grupą spędzonego na życzenie władzy motłochu - ludzi agresywnych i wulgarnych. To nie była kontrmanifestacja, to było publiczne pudrowanie politycznego trupa, jaki jest obecnie bezwładnie unoszący się na powierzchni chojnickiego oceanu absurdu tandem koleżków Finster-Paluch. 

Przy tej okazji zwrócę Państwa uwagę na ważny fakt. Jeśli Park popada w kłopoty finansowe, to o udzieleniu pomocy częstokroć decydował osobiście Arseniusz Finster - na przykład umarzając Paluchowi jako prezesowi Centrum Park Chojnice podatki od nieruchomości stanowiące własność spółki. Kto powołuje na stanowisko prezesa Parku? No też koleżka Mariuszka, czyli Areczek. I tak dwaj koledzy od kilkunastu lat gwarantują sobie wzajemnie wsparcie polityczne. 

Ciekawe tylko, jak to jest, że taki działacz jak Paluch w 2010 roku nie wpłacił na komitet wyborczy Finstera z którego startował, ani złotówki...- AKTUALIZACJA: Mariusz Paluch w 2010 r. startował z komitetu koalicyjnego "RAZEM DLA POWIATU". Stąd nie ma jego nazwiska na liście wpłat na komitet Arseniusza Finstera. 

Koledzy jednak skończyli się w oczach opinii publicznej żenującą akcją, inicjowaną srebrnikami - gdzie ludzi z PChS nazwano "śmieciami". To są własnie zwolennicy Finstera i Palucha, ludzie, którzy uważają nas - obywateli pragnących wyrazić swoją opinię za "śmieci". 

Żałuję, że nie zdołałem być na proteście, chciałem wywołać do odpowiedzi prezesa "Incydent Kałowy". 

sobota, 19 listopada 2016

Czy warto protestować?

Dojrzewa we mnie myśl, aby zorganizować protest przeciwko sposobowi zarządzania parkiem wodnym przez Mariusza Palucha. Jak pokazały protesty przeciwko: likwidacji ostatniego przedszkola samorządowego w Chojnicach oraz przeciwko organizacji dla "elit" imprez w baszcie Jutrzenki Trzebiatowskiego, protesty są potrzebne, zasadne i stawiane na nich postulaty w dłuższej perspektywie są realizowane, pomimo doraźnego oporu władzy miejskiej wobec postulatów społecznych.

Przecież Arseniusz Finster, który tak bardzo promował likwidację ostatniego przedszkola samorządowego i przekształcenie go w placówkę prywatną dziś publicznie zapowiada, że miasto chce otworzyć...przedszkole samorządowe. W 2011 r. zapowiadałem, że ta "prywatyzacja" jest wadliwa prawnie, mówiłem jakie to przyniesie problemy dla polityki miejskiej, dla funkcjonowania miasta.

Dlatego uważam, że sytuacja obecnie dojrzała na tyle, aby zebrać się i zrobić protest przeciwko Mariuszowi Paluchowi, za odwołaniem go przez Arseniusza Finstera ze stanowiska. Lista "grzechów" tego "prezesa" jest bardzo długa w odniesieniu do zarządzanej przez niego spółki Centrum Park. Postulat więc jest oczywisty: odwołać Palucha i pod takim hasłem mam zamiar zorganizować protest. Sprawy wokół "basenu" mają już skandaliczne oblicze. 

czwartek, 17 listopada 2016

NOBO dylematy

Dziś czytam w "Gazie Pomorskiej" (http://www.pomorska.pl/wiadomosci/chojnice/a/rezonans-ze-szpitala-zezlomowany-na-badanie-trzeba-wyjechac,11468230/), że zezłomowano rezonans z chojnickiego szpitala. To nie wszystko, to byłoby normalne, bo przecież urządzenia mają określoną żywotność. No ale, jak czytam, że wiceprezesem firmy, która rezonans ma obsługiwać jest żona obecnego dyrektora szpitala, to już mówię wprost, to jest konflikt interesów. 

Rodzina Państwa Bonna zdaje się w efektywny sposób opanowała sektor usług medycznych w Chojnicach. Nie jest to żadne oskarżenie, ale stwierdzenie faktów. Można powiedzieć, że w ich "konsorcjum" brakuje jeszcze tylko domu pogrzebowego...

Możemy na taką sytuację patrzeć krzywym okiem, ale takie są reguły wolnego rynku, kapitał lubi akumulację. Jednak z etyczno-moralnego punktu widzenia i przez wzgląd na kulturę współżycia społecznego, myślę, że albo dyrektor Leszek Bonna winien zrezygnować z pełnionej funkcji, albo firmy jego żony winny wycofać się z usług dla chojnickiej placówki. 

Myślę, że wiele praktyk władz szpitala rozwinęło się w dość dowolnych kierunkach,bowiem Rada Społeczna jest i była traktowana przez powiat, jak i przez same władze szpitala, jako zło konieczne. Nikt na poważnie tego ciała dotąd nie traktował i nie respektował. Takie odnoszę wrażenie.

niedziela, 13 listopada 2016

Tylko strach

Szczególnie jest dla mnie irytujace powszechne i potoczne narzekanie na społeczną bierność. Ludzie - obywatele, są więc bierni, wycofani, apatyczni. Powtarzają to zarówno elity władzy, jak i elity gospodarcze w Polsce. Ciekawe tylko, że nie zadają sobie pytań o przyczyny tej społecznej niechęci do wychodzenia poza ognisko domowe. Barier zapewne można znaleźć wiele, ale społeczne zaangażowanie zawsze dzieliło społeczeństwo na obywateli i idiotów. Może w dobie politycznej poprawności warto ten fakt podkreślać, że brak zaangażowania to esencja idiotyzmu. Proste komunikaty, choć niewygodne, to często trafiają na podatny grunt. 

Jak mawiał znany człowiek - jeśli nie interesujesz się polityką, ona zainteresuje się tobą. Mam powodu, aby na razie tylko podejrzewać, ale są to podejrzenia podparte już pewnymi ustaleniami, że bierność społeczna, to nie tylko niska frekwencja, ale to też wyjałowienie społeczeństwa. Spada bowiem w drastycznym tempie liczba osób, które przykładowo chcą angażować się w politykę. Wzrasta poczucie jakiegoś społecznego zagrożenia, publicznie mówi się o wojnie, co było niespotykane kilka lat temu. 

Przechodząc na podwórko lokalne, jestem coraz bardziej świadom, że jedyny czynnik zdolny zaktywizować społeczeństwo to strach. Obserwuję co stało się po wykryciu bakterii na chojnickim basenie - pospolite ruszenie w internecie, setki krytycznych wpisów. Niestety, na co dzień Polacy nie interesują się, w znakomitej większości, przestrzenią poza swoim domem/rodziną. Chyba, że mówimy o serialach hurtowo pożeranych przez konsumpcyjne jednostki. Narzekam? Nie, zaraz szukam przyczyn. Bariery są od dawna oczywiste, ale publicznie wstyd politykom o nich mówić. Bieda, brak wykształcenia, wiedzy, niska świadomość polityczna, wyalienowanie. Dekady zapóźnień cywilizacyjnych Polski. W sumie stan, na który się narzeka, ale który pozwala reprodukować rzeczywistość w nieskończoność. Gdzie się podziała idea postępu, innowacji? 

Oczekiwałbym od elit politycznych zaangażowania na rzecz umożliwienia szerokiej partycypacji społecznej w procesach decyzyjnych, na zachęcaniu do zabierania głosu. Od obywateli natomiast trzeba oczekiwać odwagi, upewniać ich w konieczności zajmowania stanowiska w sprawach publicznych i politycznych - bo te sprawy dotyczą nas wszystkich. 

Po prostu nie bądźmy idiotami, którzy odzywają się tylko w sytuacji powodowanej lękiem i strachem, bo jest to już moment graniczny w którym nie można odwrócić biegu zdarzeń. O to właśnie Polacy walczyli, aby móc współrządzić, aby móc dokonywać autoekspresji. Jeśli, szczególnie na poziomie lokalnym, zamykamy usta, nie odzywamy się, to jesteśmy tchórzami, a za nasze tchórzostwo zapłacą nasze dzieci. Niestety demokracja również wymaga poświęceń i bohaterstwa, które wiąże się z aktywnym obywatelstwem. Życie odpowiedzialne nie polega na konsumpcji, ideologii turystyki i życia próżniaczego. Bez uczestnictwa w życiu lokalnej wspólnoty, bez fundacji, stowarzyszeń - niezależnych - przegramy wysiłek przeszłych pokoleń, zryw "Solidarności"...Po prostu, nie czekajmy na strach i lęk.

wtorek, 8 listopada 2016

Stypendiów nie będzie

Na ten moment prezentuję odpowiedź Burmistrza Chojnic na mój wniosek do Rady Miejskiej o uruchomienie stypendiów dla doktorantów pod nazwą "Naukowy Tur". Oczywiście zaznaczam od razu, że z taką interpretacją nie zgadzam się, nie znam takiej interpretacji i uważam ją za finsteryzację prawa. Szerzej do sprawy odniosę się wkrótce i przedstawię swoje argumenty. W mojej opinii nie stypendium jest ważne, bądź problematyczne dla Finstera, ale problem stanowi osoba inicjatora. W związku z tym będę musiał co lepsze pomysły przekazywać przez osoby trzecie i się do nich nie przyznawać, tak aby one miały szansę uzyskania poparcia lokalnej władzy. Bardzo żałuję takiej twardogłowej postawy.




wtorek, 1 listopada 2016

Chojnice w programie Mieszkanie Plus

W najbliższym czasie złożę do władz Chojnic wniosek o rozważenie możliwości przystąpienia Chojnic do programu Mieszkanie Plus, który jest elementem Narodowego Programu Mieszkaniowego. 

Władze miasta będą mogły wskazać grunt pod budowę mieszkań w programie, a mieszkańcy otrzymają szansę na mieszkania czynszowe, gdzie opłaty za metr będą wynosić od 10 do 20 zł. 

Kluczowym elementem programu jest wykorzystanie gruntów publicznych pod budownictwo mieszkaniowe. Celem programu jest zwiększenie w Polsce średniej liczby mieszkań przypadających na 1000 mieszkańców. W Polsce ta średnia wynosi 363 mieszkania na 1000 obywateli. 

Natomiast w Chojnicach liczba mieszkań na 1000 mieszkańców była jeszcze niższa, jak średnia w Polsce i wynosiła zaledwie 319 mieszkań za 2010 r. 

Dlatego proponuję, aby władze Miasta wystąpiły do Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa z wnioskiem o przystąpienie Chojnic do Narodowego Programu Mieszkaniowego w programie Mieszkanie Plus.  W tym względzie warto też wskazać, że miasto może przekazać teren pod budowę z własności miejskich pod budowę tych mieszkań.

Myślę, że w związku z taką okazją, jaka się nadarza, aby zwiększyć liczbę mieszkań w Chojnicach nie warto władzom Miasta zwlekać z podjęciem decyzji. 

sobota, 29 października 2016

Po posiedzeniu Rady Społecznej: szpitalna telewizja

W czwartek tj. 27.10.2016 odbyła się sesja Rady Społecznej Szpitala Specjalistycznego im. J. K. Łukowicza w Chojnicach.

Na posiedzeniu poruszono szereg zagadnień, również bardzo poważnych, które jednak mają mieć swoją kontynuację, dlatego skupię się najpierw na przekazaniu Państwu informacji na temat, który mnie nurtuje od lat, a który poruszyłem. Do poważniejszych zagadnień wrócę w przyszłości, jak będę miał już pełen pakiet informacji. 

Każdy z nas, kto był w polskich szpitala, a w chojnickim w szczególności, zetknął się z zjawiskiem telewizji "na monety". Płaci się więc za oglądnie TV w miejscu, gdzie opłat nie powinno się ponosić. Przecież szpital jest utrzymywany z pieniędzy publicznych i choć jako placówka lecznicza nie musi dostarczać takich usług, to w mojej opinii nie może też na takich usługach zarabiać. 

W Chojnicach sprawa wygląda tak, że jak mnie ustnie poinformowano, telewizorów jest 200, nie należą one do szpitala, ani do powiatu, ale do firmy zewnętrznej. Na warunkach przewidzianych w umowie firma ta gwarantuje szpitalowi część uzdziałów w "zysku" z istnienia tej "telewizyjnej infrastruktury". Niestety, co zaszokowało mnie po spotkaniu, to to, że telewizory są własnością firmy, która zajmuje się...pompami ciepła, energią słoneczną, systemami grzewczymi... - jak wynika z oficjalnej witryny tej firmy. 

Nie wiem co Państwo o tym myślicie, ale obiecuję, że dostarczę opinii publicznej pełen pakiet informacji na temat tego niesamowitego zjawiska "telewizorów na monety". 

Są oczywiscie poważniejsze problemy i zagadnienia, ale choć zostały poruszone, to dopóki nie będę miał całościowej wiedzy nie chcę budować Państwu jakiegoś niepełnego, albo co gorsza fałszywego obrazu działalności chojnickiego szpitala. Do telewizorów na pewno wrócę - na ten moment mogę ujawnić moje stanowisko - szpital nie może zarabiać na ich obecności, bo to podnosi przecież koszty korzystania z tego medium dla pacjentów. 

W mojej opinii sytuacja jest ogólnie dość poważna, jeśli uwzglednimy to, że szpitala rzeczywiście wykazuje milionowe straty - za które obarcza się magicznym hasłem "nadwykonania" władze państwa, to myślę, że bystry czytelnik rozumie istotę problemu...

czwartek, 27 października 2016

Przeciw manipulacji

Poruszyłem jakiś czas temu (tutaj: http://polityka-chojnice.blogspot.com/2016/09/manipulacje-dekomunizacja.html) brak zrozumienia u chojnickich radnych intencji ustawodawcy w sprawach zmiany nazw ulic. Sprawa jest dosyć poważna, a w moim odczucia nosiła znamiona manipulacji. Dlatego w sprawie wypowiedział się IPN w Gdańsku. Całość korespondencji w tej sprawie prezentuję poniżej. Jest to bardzo interesująca lektura, po której ciężko będzie komuś robić sobie żarty z prawa. W Chojnicach temat dotyczył przede wszystkim ulicy 14 Lutego. 




sobota, 22 października 2016

Zamiast lodowiska - badania zanieczyszczeń powietrza

Nie od dziś wiadomo, że powietrze w Chojnicach świeże nie jest. Natomiast zagadką pozostaje chyba dla nas rzeczywisty stan jego zanieczyszczenia. O ile sprawę pewnie w jakimś zakresie monitorują władze wojewódzkie - ich odpowiednie służby, to wiem z zapytań o informację publiczną, że takie badania na szeroką skalę są bardzo kosztowne i z tego co ustaliłem cykl roczny takich badań to koszt ok. 400 tys. złotych.

W kontekście dużej liczby zachorowań na raka, w tym i w odwołaniu do głównych przyczyn zgonu w Polsce, warto chyba się wysilić i wydać te 400 tys. złotych, aby zbadać rzeczywisty stan zanieczyszczenia powietrza w Chojnicach i przede wszystkim wskazać substancje, które wpływają na to zanieczyszczenie. 

Takie działanie wydaje mi się dużo bardziej racjonalne, aniżeli wyrzucenie przez miasto setek tysięcy złotych na lodowisko w centrum miasta. Do czego mają się jeszcze dokładać według woli jednych - inni. Dlatego proponuję, żebyśmy sobie łyżwy odpuścili, czyli tym samym pomysł budowy lodowiska, bo nie dość, że władze miejskie nie radzą sobie z miejskim basenem, to jeszcze dołożymy im kłopotu. Wierzę, że ich nieporadność i partactwo jest tak daleko posunięte, że gdyby tym lodowiskiem zarządzał słynny Prezes i jego pryncypał, to nawet może ktoś tam utonąć, na tym...sztucznym lodowisku.

Zdrowie i dobrobyt mieszkańców są najważniejszymi przesłankami stojącymi za moją propozycją, która staje się w ten sposób alternatywą dla budowy lodowiska. Zamiast lodowiska - przeznaczmy pieniądze - nawet te osiedlowe, choćby za jeden rok budżetowy, własnie na badanie stanu powietrza w Chojnicach. Może się okazać, że ratujemy życie sobie i swoim rodzinom, a na łyżwy wybierzmy się już z przekonaniem, że nie wdychamy śmiercionośnych pyłów.

środa, 19 października 2016

Zaprośmy inwestora

Pomysł, abyśmy za pieniądze z tzw. budżetów osiedlowych budowali lodowisko w centrum miasta jest w mojej ocenie nietrafiony. Poza tym, że podważa to ideę budżetów w formie w jakiej zostały zaprojektowane, to odrywa się w ten sposób też środki od osiedli, czyli z miejsc, gdzie te środki miały trafić, aby poprawić w jakiejś mierze jakość życia na osiedlach. 

Dla inicjatorów tego pomysłu - budowy lodowiska - mam wspaniałą radę, aby założyli spółkę i potraktowali to jako własne przedsięwzięcie. Skoro twierdzą, że jest to tak ważne i potrzebne zadanie dla gminy miejskiej, to może udowodnią jego zasadność choćby w aspekcie ekonomicznym?

Według mnie to lodowisko będzie niczym więcej, jak kolejnym miejskim basenem o innym stanie skupienia, czyli przysłowiowa studnia bez dna na środki publiczne. Wyobrażam też sobie, że trafi pod zarządzanie chojnickiego prezesa nr 1, który wykazuje się od lat w Centrum Parku. 

Miasto nie miało środków, aby utrzymywać przedszkole samorządowe - co przecież jest obowiązkiem gminy (który gminy sprytnie obchodzą), ale będzie wydawać ogromne pieniądze na basen? Przecież to jest bardzo niepoważne podejście i szkoda nawet czasu na dalszą dyskusję nad tą fantasmagorią. 

Natomiast, jeśli jest to pomysł ekonomicznie uzasadniony, to proponuję, aby to lodowisko postawiła firma prywatna, miasto z tego co obserwuję na pewno wykaże się pomocą biurokratyczną. W odniesieniu do przykładu sąsiednich miast, gdzie są podobno lodowiska, to odpowiem tak, naśladownictwo niejednego doprowadziło do zguby. Poza tym istnieje w ekonomii teoria przewagi komparatywnej - która jak uważam, ma przełożenie na wymiar lokalny. To znaczy, jedno miasto jest dobre w jednym obszarze, kolejne w innym, itd. To doprowadza do wzmacniania gospodarki i wiązania usług w których dana miejscowość uzyskuje przewagę, bez sensu jest w takich przypadkach marnować środki na naśladownictwo za grube pieniądze. Idźmy dalej bez oglądania się na innych. Twórzmy nowe, lepsze i wcale niekoniecznie "wypoczynkowe" rozwiązania. 

wtorek, 18 października 2016

Chojnicki Budżet Obywatelski (ChBO)

Wiadomym dla mnie było od samego początku, że budżety "obywatelskie" Finstera, to będzie po prostu efemeryda, o czym zresztą burmistrzowi powiedziałem na spotkaniu wyborczym do władz zarządu Osiedla nr 10 w Chojnicach w 2015 r.

Niestety, ale ten pomysł i koncepcja znalazła poparcie również w niektórych przedstawicielach tzw. chojnickiej opozycji. Dlatego burmistrz czuł, że może ten gniot przepchać przez Radę Miejską. Obecnie doszło już do tego, że w zasadzie na polecenie jego kolego Mariusza Brunki, Finster organizuje spotkania z przedstawicielami zarządów osiedli i próbuje w jakiś taki sposób bawić się w ambasadora pomysłów Brunki, abyśmy wszyscy z budżetów "osiedlowych" łożyli na poroniony pomysł krytego lodowiska za pieniądze "osiedlowe". 

Oznacza to, że idea Finstera o budżecie "obywatelskim" całkowicie się już wypaliła. Dlatego mam nową propozycję, abyśmy podeszli do tematu poważnie i fachowo. 

Dlatego należy stworzyć odrębną uchwałę o Chojnickim Budżecie Obywatelskim, stworzyć odpowiednią platformę cyfrową do obsługi tego projektu, a władze miasta powinny zrobić wszystko, aby każdy mieszkaniec dowiedział się o budżecie obywatelskim. Szczególnie jest też ważne uwolnienie budżetów obywatelskich od jednostek pomocnicznych - czyli osiedli - ich zebrań i zarządów, bo ten model jest konfliktogenny i nie sprawdza się. Raczej powinniśmy iść w kierunku skrajnej indywidualizacji zgłaszanych pomysłów, które po uzyskaniu odpowiedniej oceny winny być zwyczajnie poddawane procedurze losowania według ustalonych wcześniej kryteriów. Znaczy to tyle, że musimy doprowadzić do maksymalnej informatyzacji procesu, wyzyskania możliwości marketingowych miasta dla promocji pomysłu i wprowadzania zasady indywidualnego zgłaszania pomysłów. 

W tym względzie nie może być racjonalnych zarzutów o brak logistycznych możliwości przyjmowania wszystkich możliwości, bo one są. Miasto może z łatwością odrzucać wnioski na przykład o budowę UFO osiedlowego. Powinniśmy więc zakasać rękawy i naciskać na władze miejskie, aby zmieniły całkowicie formułę, która i tak upada pod własnym ciężarem niedoróbek i manipulacji.

piątek, 14 października 2016

Lokalna rzeczywistość polityczna

Utyskiwanie, narzekanie, afront. Tak się patrzy od zawsze na politykę, a na polityków wiesza się przysłowiowe psy i koty. Spada zaufanie do polityków, uważa się, ze kradną na potęgę, stanowiska traktują w perspektywie partykularnych interesów. Jeszcze gorzej jest na poziomie lokalnym, gdzie mówi się już dosłownie o politycznych mafiach, które opanowały wraz ze swymi rodzinami w drodze nepotyzmu nie tylko fotele prezesowskie, ale i średnie szczeble lokalnej administracji. 

Zastanówmy się więc, czy ten stan rzeczy można zmienić? 

W Polsce ok 92% obywateli NIGDY nie myślało nawet o tym, żeby startować w wyborach!!! Czy możecie to sobie wyobrazić? 

Dlatego wciąż myślę o powołaniu w Chojnicach Akademii Samorządowców, w której osoby, które chcą zostać radnymi miejskimi, gminnymi, powiatowymi poznawałyby sprawy polityczne i prawne dotyczące funkcjonowaina samorządu i polityki lokalnej. Niestety na razie nie znajduję na to czasu. 

Obecnie negatywne zjawiska o których wyżej napisałem dominują przestrzeń publiczną. Trzeba sobie bowiem zdać sprawę, że już dziś można powiedzieć, kto będzie startował do Rady Miejskiej, kto będzie startował do fotelu burmistrza, bo tak bardzo został "zabetonowany" lokalny układ polityczny. Oznacza to, że krwiobieg polityczny Chojnic zamarł, a rzeczywista społeczna i polityczna aktywność w mieście jest bliska zeru. 

Musimy to wspólnie zmienić! Bez zwiększonej aktywności politycznej, bez większej liczby kandydatów w wyborach samorządowych nie uda się to. Nie można dopuścić do sytuacji w której w w okręgach wyborczych będzie wystawiany jeden lub dwóch kandydatów na podstawie zakulisowych uzgodnień politycznych, bo to już będzie apogeum manipulacji demokracją i społeczeństwem. Żeby się temu przeciwstawić należy przygotować jak największą liczbę obywateli do działalności politycznej, samorządowej i publicznej. W lokalnych warunkach może się to odbyć tylko poprzez organizację nieodpłatnych szkoleń w ramach Akademii Samorządowców. Być może taką inicjatywę uda się podjąć jeszcze przed najbliższymi wyborami. Być może po prostu pod hasłem: "Zostań radnym"! Myślę, że ludzie nie startują do rad, bo widzą kilka barier - przede wszystkim bariera wiedzy, bariera kosztowa, bariery społeczne i kulturowe. Te wszystkie bariery możemy wspólnie przezwyciężyć i wyzwolić potężną energię społeczną, która przełoży się na barwną rywalizację wyborczą!

czwartek, 13 października 2016

Marne grosze zamiast warzywniaka

Ponownie wracam do sprawy wyrugowanego z Placu Piastowskiego przez władze miejskie Chojnic warzywniaka. Po pierwsze, do dziś nie ma na Placu Piastowskim śladów choćby zapowiadanej inwestycji - przypomnę, argumentem za likwidacją warzywniaka na Placu Piastowskim był argument wskazujący, że przy Placu Piastowskim powstanie nowoczesny pawilon handlowy z warzywniakiem. Tej inwestycji, tego inwestora, tak forsowanego przez miasto, nie widać niestety. Mieszkańcom zlikwidowano dostęp do warzyw i owoców, które nie pochodziły z marketów. 

Zamiast warzywniaka, który nie tylko pełnił funkcję komercyjną - punktu handlowego, ale i społeczną, bo integrował mieszkańców dwóch pobliskich osiedli, mamy obecnie płatny parking. O ile dzięki mojej interwencji obywatele nie płacą za parkowanie w soboty, to muszą płacić za parkowanie aut na Placu Piastowskim od kwietnia w dni robocze. 

Zastanawiałem się, ile też miasto zarobiło od kwietnia na tym parkingu i okazuje się, że miasto uzyskało bardzo mizerny przychód. Od 1 kwietnia do 16 września 2016 r. do na parkingu pobrano opłaty w wysokości 4945,50 zł (z parkomatów), czyli przez pół roku, bez dwóch tygodni, uzyskano przychód rzędu 800 zł miesięcznie. Na parkingu jest 61 miejsc, jeśli mnie wiedza nie myli, za godzinę postoju płaci się złotówkę na tym parkingu. Oznacza to, że średnio w miesiącu miejsce parkingowe na tym parkingu jest zajęte przez ... 13 godzin! Jest to żałosny rezultat. 

Próbując ustalić, jakie ekonomiczne uzasadnienie dla Miasta, miało wprowadzenie strefy płatnego parkowania na Placu Piastowskim, zapytałem o to, jakiej wartości opłaty targowe Miasto uzyskiwało z tego Placu. Niestety nie uzyskałem takiej odpowiedzi, bo Miasto - jak twierdzą urzędnicy, nie prowadzi "odrębnej ewidencji w zakresie poboru wysokości opłaty targowej na Placu Piastowskim". Przypuszczam jednak, że Miasto uzyskiwało więcej, aniżeli 800 zł miesięcznie z tytułu opłat od działalności warzywniaka na Placu Piastowskim. 

Najciekawsze jest natomiast to, że Miasto pod obecną władzą miejską, nie potrafiło wypracować żadnego prospołecznego wariantu modernizacji Placu Piastowskiego, który pełniłby też funkcje handlowe i społeczne, ale zainwestowano w modernizację blisko 1 milion złotych w przebudowę Placu Piastowskiego (987 tysięcy złotych wg wyników przetargu). Przy założeniu, że nadal miesięcznie Miasto będzie uzyskiwać 800 zł z parkomatów, to już za ok. 100 lat inwestycja na Placu Piastowskim zwróci się Miastu...ale do tego czasu prawdopodobnie nic się tam nie zmieni. 



środa, 12 października 2016

Przy Radzie Społecznej chojnickiego szpitala

Drodzy Czytelnicy, 

ponieważ zostałem przedstawicielem wojewody pomorskiego przy Radzie Społecznej Szpitala Specjalistycznego im. J. K. Łukowicza w Chojnicach, chciałbym zaprosić wszystkich korzystających z usług chojnickiego szpitala do kontaktu ze mną, szczególnie w przypadku pojawiających się i uciążliwych problemów. Zarówno mam na myśli uwagi, co do funkcjonowania szpitala, jak i ewentualne uwagi wobec postaw i zachowań personelu medycznego tej placówki. 

Jedną z ról Rady Społecznej, której jestem członkiem, jest ropatrywanie właśnie skargi i wniosków. Być może macie Państwo jakieś pomysły dla szpitala, być może jakieś spostrzeżenia. W związku z tym podaję do publicznej wiadomości swój e-mail: marcin.waldoch@gmail.com oraz numer telefonu: 883970833. Wszystkie sprawy traktuję poważnie i staram się pomóc w ich załatwieniu. 

Dotąd odebrałem już kilka sygnałów, ponawia się jeden: kolejki do lekarzy, kolejki na badania, kolejki które uwłaczają ludzkiej godności. 

Dlatego napisałem już do Parlamentarnego Zespołu ds. Cyfryzacji Szpitali i Placówek Medycznych, w sprawie przedstawienia mi możliwości włączenia chojnickiej placówki medycznej do programu cyfryzacji lecznictwa, co może znacząco ulżyć korzystającym z usług szpitala. Nikt nie ma chyba wątpliwości, że Internet może przyśpieszyć tempo kolejek i wygodniej będzie się rejestrować na przykład z domu przed komputerem, jak w samym szpitalu. Nie wiem, czy to będzie mozliwe, czy nie, ale mam nadzieję wkrótce się dowiem i poinformuję o sprawie Dyrektora i pozostałych członków Rady Społecznej. 

Spodziewam się, że wkrótce dowiem się, jaki jest termin pierwszego, dla mnie, posiedzenia Rady Społecznej. Liczba spraw, które czekają na rozpatrzenie narasta...

wtorek, 11 października 2016

Czym są prawybory?

W Chojnicach wprowadziłem do przestrzeni publicznej ideę organizowania prawyborów. Pierwszy raz organizowałem je w ramach Stowarzyszenia Arcana Historii w 2007 r. 

Wtedy jeszcze nie przyszło mi do głowy, że prawybory można organizować bez wiedzy o kandydatach, czy też komitetach wyborczych. Panowie z założonego przeze mnie PChS nauczyli mnie w tym roku, czym jest szczyt doby postmodernizmu. Parafrazując słowa jednego z kluczowych filozofów, mogę podać credo ich obecnego działania - nic nie jest prawdą, wszystko wolno! Tym ukierunkowani zorganizowali w ostatnią sobotę nic innego, jak właśnie prawybory w Chojnicach.

Jako propagator tej idei w Chojnicach, jako jej ojciec w naszym mieście, odczuwam potężny dysonans poznawczy. Prawybory mają za zadanie zwiększenie udziału obywateli w wyborach, bliższe zapoznanie się wyborców z kandydatami, przybliżenie wyborcom programów wyborczych, wstępne rozeznanie wyników wyborów. Czym mogą być prawybory 3 lata przed wyborami?

Z pewnością stają się one, zakładając dobrą wolę organizatorów, nadal elementem wzmacniania społecznej partycypacji w procesie wyborczym, ale zakładając złą wolę, są one po prostu manipulacją opinią publiczną.

Ponieważ wykształciłem w sobie zmysł krytyczny, to przedstawię czarną wizję. Prawybory w których uczestniczy, jako asystujący organizatorom łamacz kręgosłupa demokracji lokalnej, czyli nie kto inny, jak Arseniusz Finster, to dowód na pogrążenie idei prawyborów. Czy Panowie koledzy i koleżanki z PChS, zapomnieli już, jak Finster odstraszał od urny wyborczej w czasie referendum o odwołanie Straży Miejskiej? Czy zapomnieli o jego braku zgody na rywalizację wyborczą? Czy zapomnieli z kim publicznie się pokazują? Kogo władzę i osobę legitymizują swoją postawą w przestrzeni publicznej? Czy nie krzyczeli jeszcze niedawno - "Finster satrapa"? Jeśli natomiast przyjrzeć się efektom prawyborów - nikły udział i wygrane Nowczesnej i PO, które zdobyły łącznie ok. 60% głosów, to naprawdę potężny cios w Dobrą Zmianę. 

Szkoda, że organizacja którą zakładałem, przekształciła się w Projekt Chojnickich Cyników. Nie akceptuję takich postaw, są one psuciem dobrej roboty społecznej, jaką wykonuje mnóstwo innych ludzi. Nie idźcie tą drogą. 

Wyniki podane przez PChS postaram się zweryfikować poprzez wykonanie własnych badań, na reprezentatywnej liczbie mieszkańców Chojnic. Dziś tylko wierzę, bo nie wiem tego, że te wyniki nie oddają rzeczywistego poparcia społecznego dla partii politycznych w mieście. Żałuję też, że PChS zatracił swój dawny, tak rześki, rozum obywatelski. Taka działalność w zamyśle prowadząca do aktywizacji społeczeństwa, ma jednak zbyt wysokie koszty, będące wynikiem braku społecznej...odpowiedzialności. 

niedziela, 2 października 2016

Wniosek o Naukowego Tura

Parę dni temu obiecałem wniosek o uruchomienie "Naukowego Tura", czyli stypendium dla chojniczan - doktorantów.

Wniosek wysłałem do Rady Miejskiej w Chojnicach, poniżej przedstawiam jego treść:

Rada Miejska w Chojnicach


Wniosek o uruchomienie programu stypendialnego dla doktorantów pod nazwą „Naukowy Tur”

W związku z planowanym przez Urząd Miejski w Chojnicach konkursem na tzw. stypendia w zakresie kultury, chciałbym zwrócić uwagę władzom Miasta Chojnice, szczególnie Radzie Miejskiej Chojnic, na wielką rolę cywilizacyjną doktorantów, który wywodzą się z Chojnic. Doktoranci – chojniczanie, których liczbę szacuję obecnie na 50 osób, to element około 40 tysięcznej rzeszy doktorantów polskich uczelni. Ludzie ci będą w przyszłości wyznaczać kierunki rozwoju nauki, ale też staną się „turami” cywilizacyjnego postępu, być może też w wymiarze naszej lokalnej wspólnoty. Należy rozważyć możliwość utworzenia programu stypendialnego pod nazwą „Naukowy Tur”, w którym przydzielano by stypendia w dwóch kategoriach: za wybitne osiągniecia naukowe; oraz w związku z ciężkim położeniem materialnym doktorantów chojnickich bez względu na to, czy studiują w Polsce czy poza jej granicami. Wartość stypendiów winna wynieść 1 tysiąc złotych polskich, przyznawane powinny być na okres 12 miesięcy dla co najmniej 2 doktorantów w każdej z kategorii stypendium. Do konkursu winni być dopuszczeni tylko i wyłącznie chojniczanie.

Ustanowienie takiego stypendium przez władze Miasta będzie wyrazem wysokich aspiracji cywilizacyjnych Chojnic, bowiem na Pomorzu Miasta tej wielkości nie wspomagają doktorantów, a zaznaczyć trzeba, że trzeci stopień studiów, jakim są studia doktoranckie jest uwieńczeniem drogi adeptów nauki, którzy na studiach doktoranckich poznają meandry swych dyscyplin naukowych i w wyniku procesu badawczego wytwarzają nową wiedzę, której prezentacją stają się ich dysertacje doktorskie. Niestety, jak ukazują statystyki w Polsce nadal marnuje się potencjał wielu zdolnych i młodych osób, ponieważ nie uzyskują oni żadnego wsparcia finansowego i albo porzucają studia doktoranckie, albo przez wzgląd na konieczność podejmowania pracy zarobkowej na studia doktoranckich nie są w stanie wykonać odpowiednich badań i nie piszą w efekcie swej rozprawy.  Wyrazem tego stanu są liczby, zaledwie 26% osób, które ukończyły studia doktorancie w zakresie nauk humanistycznych i społecznych broni swój doktorat i uzyskuje stopień naukowy, jak wykazał ostatni raport NIK. Wiąże się to z trudnościami bytowymi, na jakie narażeni są polscy doktoranci. Stąd mój wniosek do członków Wysokiej Rady, który kieruję z nadzieją, że znajdą się środki na wspomożenie aspiracji obywateli Miasta Chojnice. Takie wsparcie nie będzie z pewnością bez korzyści dla Miasta, bowiem doktoranci w swoich życiorysach naukowych, podobnie jak i już doktorzy nauk, zamieszczają informacje o stypendiach z których korzystali, i tym faktem będą się mogli legitymować przez całe życie, stając się ambasadorami Chojnic w świecie. 

czwartek, 29 września 2016

Praca za milczenie?

Do dziś nie dowierzałem, temu co się stało. 

Mariusz Janik na swojej stronie internetowej opublikował materiały, które wskazują, że Arseniusz Finster Burmistrz Miasta Chojnice podpisał dokument w którym osoba występująca do niego, po odbytej wcześniej z nim rozmowie, zgadza się na przyjęcie pracy w zamian za zaprzestanie kierowania wniosków o informację publiczną do Urzędu Miejskiego w Chojnicach.

Nie jest w zasadzie istotne, kim była ta osoba, która wystosowała wniosek do Burmistrza. Ważne jest, że jest to obywatel, który swoją postawą w opinii władzy był obywatelem uciążliwym, bo kierował dużą liczbę zapytań o informację publiczną. W tej sytuacji, jak można wnioskować z przedstawionych materiałów, Arseniusz Finster postanowił "wyciszyć" obywatela gwarantując mu podjęcie pracy. Kilka dni po rozmowie "pionizującej" Burmistrza z obywatelem Chojnic, Arseniusz Finster podpisuje dokument świadczący o tym, że rozmowa w której nakłaniał obywatela do zaprzestania jego działalności miała rzeczywiście miejsce. Jeśli to nie jest skandal, to zapytam co nim jest?

Dlaczego temat od kilku dni pozostaje chojnickim "tabu"? W mojej opinii jest to sprawa, którą powinny zając się organy ścigania. Jeśli bowiem, Burmistrz 40 tysięcznego miasta potrafi wezwać do siebie na rozmowę obywatela miasta, aby pod groźbą wskazanych represji żądać od niego zaprzestania działalności, to mamy do czynienia z łamaniem prawa. 

Okoliczności tego zajścia powinny wyjaśnić organy ścigania. Dodatkowo, w mojej ocenie, Burmistrz, który skompromitował się w oczach opinii publicznej z pewnością znacząco naraził się sam na utratę zaufania publicznego koniecznego dla pełnienia urzędu, dlatego powinien z niego ustąpić. 

Link do materiałów/dokumentów opublikowanych przez Mariusza Janika: http://mariuszjanik.com/sprzedajnosc-finster/

niedziela, 25 września 2016

Sezon na nowotwór!

NIE SPALACJE ODPADÓW!!! TO JEST APEL DO MIESZKAŃCÓW, NIE TYLKO NASZEGO OSIEDLA, ALE DO WSZYSTKICH MIESZKAŃCÓW MIASTA!
Spalanie odpadów jest przede wszystkim niezgodne z prawem! Według Ustawy z dnia 14 grudnia 2013 r. o odpadach, ten kto spala odpady w piecach centralnego ogrzewania podlega karze ograniczenia wolności, albo grzywny!
Poza tym, ten kto spala odpady naraża siebie i swoją rodzinę na zachorowania na raka różnego typu, zwielokrotnia szansę zapadnięcie na nowotwory o setki razy.
Proszę się zapoznać z przybliżonymi efektami spalania odpadów:
W związku ze spalaniem odpadów w piecach i kotłach domowych co roku w okresie jesienno-zimowym pogarsza
się jakość powietrza w naszej Gminie.
Spalanie odpadów w paleniskach domowych odbywa się w niskich temperaturach (200-700o
C) i towarzyszy mu
emisja do atmosfery wielu zanieczyszczeń –pyłów i związków, takich jak: nieorganiczne związki chloru,
nieorganiczne związki fluoru, tlenki azotu ((NO i NO2), dwutlenek siarki (SO2), tlenek węgla (CO)- czad, drobny pył
zawierający związki metali ciężkich (zwłaszcza toksycznego ołowiu i kadmu). Ich szkodliwość dla naszego zdrowia
jest szczególnie duża ponieważ są one emitowane z tzw. źródeł niskiej emisji. Kominy domów znajdują się na
niedużej wysokości, co uniemożliwia wyniesienia zanieczyszczeń na duże odległości i ich rozproszenie przez
wiatr. Skutkiem tego jest wzrost zanieczyszczeń w powietrzu w naszym najbliższym otoczeniu. Stężenia
zanieczyszczeń wydobywających się z domowych kominów wielokrotnie przewyższają dopuszczalne stężenie tych
substancji powietrzu.
Spalenie 1 kg poliuretanów, występujących m.in. w gąbkach, uszczelkach czy podeszwach po spaleniu daje 30 do
50 litrów cyjanowodoru, czyli tzw. kwasu pruskiego, a więc jednej z najsilniejszych trucizn. Przy spalaniu 1 kg
odpadów polichlorku winylu - popularnego PCV, z którego wykonane są wykładziny, butelki, otoczki kabli, folie,
powstaje aż 280 litrów chlorowodoru, który w połączeniu z parą wodną tworzy kwas solny. Podczas spalania
odpadów w paleniskach domowych jest emitowanych ponad 700 razy więcej dioksyn niż podczas spalania
odpadów w profesjonalnej spalarni.
Spalane w domowych piecach śmieci powodują osadzanie tzw. sadzy mokrej w przewodach kominowych, którą
bardzo trudno usunąć a jej nadmiar może spowodować zapalenie się przewodu kominowego bądź nawet pożar
domu.
Paląc w piecu odpadami szkodzimy przede wszystkim sobie , najbliższej rodzinie i sąsiadom.
Pamiętajmy, że podczas spalania odpadów wytwarzają się silnie trujące związki chemiczne powodujące wiele
ciężkich a nawet śmiertelnych chorób. Astma, alergie to najczystsze konsekwencje jakie ponosi organizm z
powodu wdychania zanieczyszczonego powietrza.

Tekst o efektach spalania pochodzi z ulotki opracowanej przez Gminę Proszowicie i znajdującej się na tej stronie: http://www.proszowice.pl/…/pliki/aktua…/ulotka_1_2_3-1-1.pdf

sobota, 24 września 2016

Wolność słowa na cenzurowanym

27 września odbędzie się kolejna niejawna rozprawa sądowa, którą wytoczył mi Arseniusz Finster z art. 212 Kodeksu karnego. Pomimo tego, że apelowałem listami otwartymi do burmistrza Finstera o zniesienie niejawności, to nadal wszystko co dzieje się na sali sądowej jest objęte tajemnicą. Burmistrz bowiem nie chce zniesienia niejawności procesu, który dotyczy spraw publicznych i co ważniejsze publicznych pieniędzy. 

Dlatego apeluję do mieszkańców Chojnic, aby pilnie przyglądali się sygnałom medialnym, które będą docierały z korytarzy sądowych. W mojej ocenie cały proces to pieniaczenie Finstera i próby kneblowania ust opozycji. Za ujawnianie faktów, pozyskanych w sposób zgodny z prawem, nikt nie może być ani karany, ani nawet sądzony! Godzi to bowiem w fundamenty praw człowieka i obywatela. Nie mówiąc już o tym, że cały ten proces jest tylko i wyłącznie politycznie motywowany, bo burmistrz próbuje od lat zrobić wszystko co w jego mocy, aby zdyskredytować mnie publicznie. W mojej ocenie, Finster obawia się wariantu w którym będę jego jedynym kontrkandydatem do fotelu burmistrza Chojnic. I przyznam mu rację, to są słuszne obawy! 


Podaję link do mojego artykułu, który dla Finstera stał się podstawą wystosowania przeciwko mnie prywatnego aktu oskarżenia do chojnickiego sądu: 

piątek, 23 września 2016

Naukowy Tur

W Chojnicach mają wystartować stypendia dla ludzi kultury. Zastanawiam się, czy nie warto iść o krok dalej i wesprzeć tych, którzy będą w przyszłości nadawali ton polskiej nauce. Ten temat powinny rozpatrzyć władze miasta. Postuluję stworzenie funduszu stypendialnego dla doktorantów z Chojnic, których, jak szacuję, może być na uczelniach w Polsce i za granicą około 50. Taki fundusz i stypendium prowadzone przez władze miejskie mogłyby zostać nazwane "Naukowym Turem", lub po prostu "Tur". Skojarzenia z Chojnicami byłyby oczywiste. Prowadzenie stypendium dla doktorantów z Chojnic byłoby zarówno wielką pomocą dla młodych adeptów nauki o wciąż pustych kieszeniach, jak i świetną promocją miasta. Podkreślić trzeba, że takie stypendium byłoby świadectwem wysokich aspiracji Miasta Chojnice. Nie ma bowiem innych miast na Pomorzu, które oferują takie stypendia doktorantom. Wiem, że stypendia dla doktorantów oferuje obecni jedynie marszałek województwa, ale nie mam w tej mierze pełnego rozeznania. Proszę mnie poprawić, jeśli się mylę. 

Stypendium takie powinno być udzielane w dwóch kategoriach: dla osób znajdujących się okresowo w ciężkiej sytuacji materialnej oraz dla tych doktorantów, którzy osiągają bardzo wysokie wyniki, czego świadectwem są ich publikacje, konferencje, nominacje i przyznane nagrody. 

Myślę, że Chojnice stać na 4-6 takich stypendiów rocznie, każde powiedzmy na kwotę choćby 1000 zł miesięcznie przez okres 12 miesięcy. Warto o tym pomyśleć na poważnie. Tacy doktoranci, wdzięczni Miastu Chojnice, nie zapomną w przyszłości o swoim rodzinnym mieście. W tej sprawie skieruję do władz Miasta odpowiedni wniosek, być może zostanie poważnie potraktowany i zainicjuje dyskusje w tej sprawie. Jeśli w przyszłości będę miał realny wpływ na decyzje władz Miasta, to z pewnością taki fundusz utworzę. 

wtorek, 20 września 2016

Będą siatki, walczę o chodnik

Kilka tygodni temu, w okresie wakacyjnym wysłałem serię pism do Urzędu Miejskiego w Chojnicach, aby podwyższono siatki na Orliku na Osiedlu Kolejarz. Poza tym, walczę o budowę chodnika lub utwardzenie ścieżki biegnącej przez plac w centrum Osiedla Kolejarz. Na razie nie ma pewności czy ten chodnik powstanie, ale być może zostanie zrealizowany w ramach tzw. budżetu obywatelskiego (który oczywiście obywatelski niestety nie jest). O postępie spraw będę informował. 

niedziela, 18 września 2016

Chojnicka afera reprywatyzacyjna

Nie tylko Warszawa ma problemy z nieruchomościami.

Zapewne wiele osób zastanawia się, jak to jest, że Finster i jego klub przepychają budżet, który następnie korygują w ciągu roku, bo nie wykonuje się planu sprzedaży mienia komunalnego, a Burmistrz z rozbrajającą szczerością ujawnia, że tak się "planuje na górkę", żeby "zbilansować wydatki"? Jednocześnie w mediach chojnickich można przeczytać, że "dobrze sprzedają się działki na Metalowcu", "dobrze pod osiedle Trapezowe". Sprawę mieszkań komunalnych w Chojnicach jeszcze podejmę, na razie skupmy się na tym, co przynosi "dochód" Miastu, czyli działki na wspomnianych osiedlach.

Warto więc przypomnieć, jak doszło do przekształcenia własności gruntów pod działkami na Osiedlu Metalowiec, według mnie jest to poważna afera, która powinna zostać wyjaśniona, aby ujawnić, komu rzeczywiście zależało na likwidacji dotychczasowej formy własności. Polecam artykuł, który ujawnia zawiłości tego procesu i tworzy wielce kontrowersyjny obraz:


Dlaczego nazywam to reprywatyzacją? To również wkrótce wyjaśnię. Na razie warto zdać sobie sprawę, że sprzedaż nieruchomości Miasto na terenach Metalowca i za Metalowcem zarobić może ok. 30 milionów złotych (te tereny mają łącznie ok. 35,5 h, jak dowiedziałem się z artykułu do którego linkuję powyżej). Dlatego nazywam to aferę, wyrugowano Polski Związek Działkowców, aby uzyskać dla Miasta bardzo dogodne źródło przychodu. 

sobota, 17 września 2016

Manipulacje dekomunizacją

Ponownie, jak to wiele razy w dziejach Polski bywało, obserwujemy, jak pewne środowiska ideologicznie związane raczej z interesami dalekimi od polskiej racji stanu, starają się ocalić swój kręgosłup polityczny w przestrzeni publicznej. 

Wiadomo, że w życie weszła tzw. ustawa dekomunizacyjna. Dlatego mam propozycję, abyśmy nie manipulowali - to apel do radnych z komitetu Finstera - zapisami ustawy. 

Dowiedzieć się bowiem można z chojnice.com: http://www.chojnice.com/wiadomosci/teksty/Ulica-14-lutego-z-dopiskiem-1945/17105#respond , że dwójka radnych z tego komitetu, proponuje zamienić nazwę ulicy 14 Lutego na ... 14 Lutego 1945. Moi drodzy Czytelnicy, to nie jest żart! Takie ma plany komitet Finstera. I tak ma wyglądać dekomunizacja w Chojnicach. To są czcze życzenia.

Gwarantuję, że nazwa 14 lutego zginie dzięki ustawie dekomunizacyjnej z przestrzeni publicznej Chojnic. Na pewno nie będziemy w Chojnicach więcej czcili daty (i to z doprecyzowaniem do 1945 roku!), zwycięstwa jednego totalitaryzmu (komunizmu - stalinizmu), nad drugim (nazizmem-hitleryzmem). Porachunki totalitaryzmów zostawmy na kartach historii, a w przestrzeni publicznej uwolnijmy się od upiorów przeszłości. W dziejach Polski jest dość chlubnych dat, które możemy uczcić na tej ulicy. Poza tym, nie zgadzam się, aby datą 14 lutego 1945 roku przypominać chojniczanom o: grabieży, zabójstwach członków rodzin, gwałtach, wywózkach na Ural, katowaniu i represjach oraz niszczeniu mienia przez Sowietów w Chojnicach.

Nie będzie w Chojnicach ulicy 14 lutego, ani 14 lutego 1945 roku. Nie dlatego, że ja się nie zgadzam i protestuję, ale dlatego, iż prawo tak stanowi. Manipulowania ustawą też nie przejdzie. Narzucony przez Sowietów Komunizm upadł, a miejsce jego czczenia może być jedynie w przydomowych kapliczkach finsterowców. 


piątek, 16 września 2016

Potrzebne szersze zainteresowanie

Jestem coraz bardziej przekonany, że Chojnice potrzebują swoich dziejów napisanych w języku angielskim. Współczesna lingua franca, może zapewnić nam bardzo wiele korzyści. Oczywiście to nie może być tylko broszura, jakie dotąd wydawano w języku angielskim o naszym mieście. To powinna być książka z prawdziwego zdarzenia, ukazująca rzeczywisty obraz zawiłych dziejów naszego miasta. Być może, kiedyś, takowa pozycja powstanie, na pewno będę orędownikiem takiej idei. 

czwartek, 15 września 2016

Zerowa wiarygodność

Redaktor naczelny "Czasu Chojnic" po raz kolejny daje dowód braku wiarygodności podawanych przez siebie informacji. 

W nowym numerze tygodnika znajdziecie artykuł o tym, że zostałem wskazany przez Pana wojewodę pomorskiego, jako przedstawiciel wojewody przy Radzie Społecznej Szpitala Specjalistycznego w Chojnicach. 

Niestety Pan Michał Rytlewski twierdzi w "Czasie Chojnic", że jestem asystentem społecznym Joanny Arciszewskiej-Mielewczyk. Przyznam, przeczytałem to kilka razy, aby się upewnić, że mnie zmysły nie wprowadzają w błąd. Pozostaję jednak w niedowierzaniu, jak redaktor największego tygodnika w powiecie, może pisać takie nieprawdy i przekłamania? Kim jest owa Joanna Arciszewska-Mielewczyk i czemu ma służyć przekręcanie imienia posłanki? 

Do całej treści artykułu odniosę się wprost: oczywista manipulacja opinią publiczną, z jaką się nie spotkałem nigdzie w mediach. Wypowiedzi osób, które dawały swój głos do innych mediów miały dla mnie zupełnie inny wydźwięk - czułem pełną chęć współpracy, po artykule Rytlewskiego czuję wręcz atmosferę wrogości, którą mam nadzieję przełamiemy poprzez realną współpracę bez względu na podziały polityczne. Jeśli tak ma wyglądać dziennikarska robota w Chojnicach, to jestem zdania, że to jest uczestnictwo w polityce, a nie praca dziennikarska. Przede wszystkim zaś nie rozumiem braku rzetelności dziennikarskiej u Michała Rytlewskiego. Joanna Arciszewska-Mielewczyk, to na pewno nie poseł Dorota Arciszewska-Mielewczyk i na pewno nie jestem asystentem żadnej Joanny. Do "Czasu Chojnic" wysłałem prośbę o sprostowanie tego błędu w następnym wydaniu tygodnika. 

Pomimo tego, że w Chojnicach są środowiska, którym zależy na "sianiu wiatru", to ja osobiście zapewniam, że liczą się dla mnie najbardziej ludzie, mieszkańcy i Chojnice, i z pełną odpowiedzialnością przyjmuję każdą pracę społeczną dla dobra mieszkańców. Nastawiam się na WSPÓŁPRACĘ i godne reprezentowanie Pana wojewody oraz ochronę interesów chojnickiej placówki i obywateli. 

Po artykule Rytlewskiego rozumiem, że poza rzeczywistymi problemami, będzie się też trzeba mierzyć z tymi wyimaginowanymi przez ludzi, którym zależy na zamieszaniu i "dorabianiu gęby". Skoro idą tą drogą, to na początku powinni jednak podawać prawdziwe informacje, a nie wprowadzać czytelników w błąd. Dla mnie polityczne pisarstwo Michała Rytlewskiego ma zerową wiarygodność, a "Czas Chojnic" to taki tygodnik "skandalisty", poziom lokalnego "Faktu". Chociaż "Fakt" ma jednak większą wiarygodność w moich oczach.

piątek, 9 września 2016

Niby w mieście, a jednak na wsi

Dziś w "Gazecie Pomorskiej" można przeczytać, o swoistej "wojnie o mieszkańców", którą toczy miasto Chojnice z gminą wiejską Chojnice. 

Logika konfliktu wcale mnie nie zaskakuje. Wójt z Burmistrzem walczą na różnych polach, o inwestorów również, a teraz nasila się przeciąganie liny o mieszkańców. Obliczem tej walki są działki budowlane, Chojnice pod rządami Burmistrza zatracają swój miejski charakter i stają się niczym innym, jak "wsią w mieście". Dlatego, tak trudno miastu wygrać konkurencję z gminą wiejską. Miasto ma swoje atuty, których ratusz nie wykorzystuje, do tych atutów należy budownictwo mieszkaniowe wielorodzinne, które w Chojnicach leży odłogiem. TBS nie zaspokoi popytu na nowe mieszkania, a warunki tam proponowane jednak skłaniają mieszkańców do życia na wsi, nie w mieście. Chojnice zatracają tym samym charakter miasta, a stają się "ogrodami działkowymi". Przecież większość terenów budownictwa mieszkaniowego zajmują w Chojnicach już domki jednorodzinne. Nie buduje się, ze sporadycznymi wyjątkami, prawdziwych kamienic w sercu miasta, a od lat 70. XX w. praktycznie nie powstała żadna dzielnica typowo miejska w Chojnicach(można się spierać o początki Osiedla Rzepakowe, czy jak wola inni Pogodne). Budujemy masowo domki jednorodzinne, a to powoduje zajmowanie coraz większej powierzchni (bo dziś działka 500 metrów kwadratowych nikogo nie zadowala). Tym samym zaczyna brakować ziemi w mieście, między innymi pod inwestycje. W tle tego konfliktu z gminą wiejską Burmistrz jest aktorem w wielu przedziwnych spektaklach, jak w tym, który toczy się nadal wokół działek "Metalowiec". Przecież wiadomo, że namawiano mieszkańców do rozbudowy altan, a chwilę potem gmina wystąpiła do sądu z zarzutem, iż działkowcy i PZD łamią własny statut - bo dokonuje się tam samowoli budowlanej (do której władze zachęcały!), żeby odebrać związkowi działkowców tę ziemię i przyległe do ogródków 15 hektarów. Teraz zaczynam rozumieć, tę "spekulację działkami". Jednak jest to droga donikąd. Jeśli z gminą wiejską będzie się walczyć jej własnymi narzędziami - czyli ziemią, której w mieście jest po prostu mniej, to miasto tę walkę przegra (no i przegrywa już od lat). Wygrać mieszkańców można jedynie świadomym kształtowaniem przestrzeni miejskiej i tworzeniem w mieście infrastruktury charakterystycznej dla miasta, a nie dla wsi. 

Chojnice potrzebują poważnej wizji rozwoju budownictwa komunalnego, tworzenia nowych osiedli miejskich, a nie ciągłej rozbudowy przedmieść, które (o zgrozo!), mają jeszcze coraz częściej za swe sąsiedztwo zakłady przemysłowe (przecież koło Osiedla Kolejarz projektuje się powstanie wielkiego zakładu przemysłowego) -pewnie dlatego Burmistrz mieszka w powiecie człuchowskim, na tzw. Zielonych Wzgórzach. Wszystko to oznacza, że nie ma, pomimo ciągłych zapewnień istnienia strategii rozwoju, żadnej spójnej wizji rozwoju miasta (sam Burmistrz porzucił miasto w którym widocznie nie znalazł już żadnej atrakcyjnej lokacji). Co gorsza na konflikt z gminą o mieszkańców, nakładają się coraz bardziej dla mnie niezrozumiałe i partykularne interesy ludzi władzy i grup z nią związanych. 

środa, 7 września 2016

Co za kino!

Od kilku lat wiadomym było, że ChDK (obecnie ChCK), będzie wymagał nowej siedziby. Podejścia były różne, pamiętamy Balturium. Niestety, pomimo wydatku ok. 500 tys. zł na projekt Balturium, Miasto nie zadbało o choćby koncepcyjne rozwiązanie na wypadek remontu lub wyburzenia starej sali kinowej. Nie wiem, czy ok. 5 lat, to za mało czasu, aby znaleźć odpowiednie miejsce w Chojnicach na kino tymczasowe? 

W ten sposób przez rok kina nie będzie, albo będzie jakaś jego namiastka, bo znowu, jak to w Chojnicach, problem rozwiązuje się poprzez rzucanie różnych protez ad hoc. 

Deficyt sal kinowych w regionie jest potężny. Kina nie ma w Człuchowie, Tucholi, ani w Sępólnie Krajeńskim. Dodając teraz do tego Chojnice okazuje się, że 4 powiaty w regionie pozbawione będą czynnego kina. Jeśli dobrze liczę, to potencjalne wydatki na kino mieszkańców w liczbie ok. 250 tys. pozostaną na rok w kieszeniach naszych ziomków. Niektórzy pewnie pozwolą sobie na wyjazd, od czasu do czasu, do Gdańska lub Bydgoszczy, ale brak kina będzie odczuwalny. Szkoda, że pozwala się na takie zaniedbania. Skoro x gmin, potrafiło złożyć się na wspólne wysypisko śmieci, to może czas złożyć się na porządne kino w Chojnicach?

piątek, 2 września 2016

Zmarnowana szansa

Było o zmarnowanych pieniądzach, teraz "słowo" o zmarnowanych szansach, pewnie nie o wszystkich, ale o jednej dużej wagi.

Od wielu dekad trwają debaty o tym, gdzie też zaczęła się II wojna światowa. Sprawę tę, nieco przez przypadek ustaliliśmy wraz z Andrzejem Lorbieckim pisząc Chojnice 1939, okazuje się bowiem, że wojna wybuchła w Chojnicach o godzinie 4.23. Niemcy wydali swym wojskom rozkaz do ataku na 4.45 1 września 1939, ale na wielu odcinkach frontu prowadzono ataki wyprzedzające, zarówno żeby wykorzystać element zaskoczenia, jak też dla zdobycia dogodnych pozycji dla wojsk. Wiadomo, że do Chojnic na stację kolejową wjechał pociąg pancerny, podstawiony podstępem w miejsce pociągu pośpiesznego relacji Berlin-Królewiec. To właśnie z tego pociągu wyskoczyli żołnierze niemieccy, którzy o 4.23 zaczęli walkę w Chojnicach. Był to przykład wykorzystania przez Niemców polskiej lojalności w dochowywaniu umów międzynarodowych, bo Polacy zapewnili Niemcom prawo wjazdu tego pociągu na stację w Chojnicach. Pociąg ten o 4.15 przejeżdżał w kierunku Chojnic ze stacji Wierzchowo (Firchau) o czym niemiecki dyżurny ruchu poinformował polską stronę. Niemcy wjechali do Chojnic na peron 2 stacji i opanowali na kilka godzin dworzec. 

Niewykorzystaną, zmarnowaną wręcz przez władze lokalne szansą na promocję miasta jest przemilczenie tych ustaleń. Gdybyśmy bowiem potrafili dobrze promować tę prawdę, to Chojnice byłby obecne jako miejsce wybuchu II wojny światowej w historiografii nie tylko polskiej, ale i światowej. Z pewnością nie ma co marzyć o przeniesieniu do Chojnic uroczystości z Westerplatte, nawet nie byłbym zwolennikiem takich pomysłów, ale uważam, że o godzinie 4.23 na chojnickim dworcu każdego 1 września należy prowadzić uroczystości przypominające ten ważny moment w dziejach narodu, który też symbolizuje silne związki Chojnic z ojczyzną. Nie będzie to jednak możliwe przy biernej postawie władz miasta i powiatu. Dlatego jeśli zmieni się władza w Chojnicach, to powinniśmy też pomyśleć o przywróceniu należnego miejsca Chojnicom w historii Polski, a uroczystości na chojnickim dworcu powinny być tak ważne, jak te na Westerplatte.

Niestety chojnicka władza, tylko dlatego, że Wałdoch o czymś pisze, pomija ważne zagadnienia i spycha je na margines. Szkoda, to szkodzi nie mi, ale naszemu miastu. 

Polecam mój artykuł o wybuchu II wojny światowej w Chojnicach: http://pl.blastingnews.com/felietony/2016/09/nieznane-fakty-ii-wojna-swiatowa-wybuchla-w-chojnicach-o-godzinie-4-23-001093319.html .

sobota, 27 sierpnia 2016

"Polscy kombatanci" i sowieckie braterstwo broni

W Chojnicach istnieje Koło Miejsko-Gminne Związku Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych, jest to przepoczwarzona forma dawnego komunistycznego Związku Bojowników o Wolność i Demokrację (ZBoWiD). Trzeba rozumieć, kto był członkiem ZBoWiD, a byli to byli UB-ecy, żołnierze Ludowego Wojska Polskiego, którzy walczyli z Żołnierzami Wyklętymi. Ogólnie rzesza "obrońców władzy ludowej". Tym też jest nadal Związek Kombatantów RP, gdzie poza zmianą szyldu, niewiele się zmieniło od czasu ZBoWiD. Szefami ZBoWiD, byli między innymi tacy emerytowani wojskowi jak gen. Józef Kamiński, odpowiedzialny za pacyfikację robotników w Poznaniu w 1956 r. czy też masakry na Wybrzeżu w 1970 r. 

Obecnie, a musiałem spojrzeć w kalendarze, żeby się upewnić, czy aby na pewno nie cofnąłem się w czasie o jakieś 40 lat, chojniccy "zbowidowcy", nadal nawiązują do swojej "chlubnej karty". Od kolegi otrzymałem zdjęcia, jak to przed kilkoma dniami dosłownie (czyli sierpień 2016 r.), chojniccy "kombatanci" oddawali cześć i chwałę Sowietom w Bornym Sulinowie, dawnej bazie wojsk sowieckich w Polsce, pozostawiając tam wiązanki z szarfami. Pytam więc, gdzie ci "zbowidowcy" byli, kiedy w ostatnią drogę odprowadzano ppłk. Zygmunta Szendzielarza w Warszawie, gdzie są ci "kombatanci RP", kiedy trzeba uhonorować ofiary katów komunistycznych, gdzie są, kiedy wspominamy najazd Sowietów w 1939 r. Wtedy ich nie ma, ale podobnie, jak nasz chojnicki burmistrz, są wyznawcami historii pisanej w Moskwie. Podkreślę, nie mam nic przeciwko osobistym, różnorakim, poglądom, ale składanie, takich hołdów grupowo i w imieniu "RP" jest chyba znaczącym nadużyciem symboli. Jeśli leżący tam "Iwan", był towarzyszem broni chojnickich "zbowidowców", to naprawdę ciekawe w jaki sposób zginął w 1946 r. i jaki był ich wspólny szlak bojowy? Czy razem z nimi ganiał po pomorskich lasach za oddziałami mjr. "Łupaszki"? Czy razem utrwalali sowiecką okupację nad Polską? Czy razem bronili "władzy ludowej"? ZBoWiD dawny, to siedlisko osób bardzo mocno ideologicznie związanych jednak z dawnym ustrojem i ciężko jest mi się pogodzić, że składają polskie wstęgi w Bornym Sulinowie, które jest symbolem sowieckiej okupacji nad Polską. Przypominam sobie też dokładnie, że ci ludzie towarzyszą miejskim władzom w różnych uroczystościach, co jest chyba naturalne, skoro ta władza miejska oddaje pokłony czerwonej gwieździe. Te środowiska się nawzajem uzupełniają, mają wspólny korzeń ideologiczny. Z pewnością ciężko im się żyje z myślą, że Polska wybiła się na niepodległość...być może dziś czują się więźniami politycznymi RP...Doprawdy nie wiem, jak można się uważać, za "kombatanta RP", jeśli się walczyło przeciwko niepodległości Polski ramię w ramię z Sowietami. Jeśli ten związek zajmuje budynki będące własnością komunalną w mieście, to powinien je w najbliższym czasie opuścić. W Chojnicach Sowietom usługi przestaliśmy świadczyć w 1993 r., kiedy ostatni żołnierze radzieccy opuszczali Polskę, dziwne, że nie zabrali ze sobą towarzyszy broni tych "kombatantów RP" ze ZBoWiD.





czwartek, 25 sierpnia 2016

Zmarnowane miliony

Oczywiście, ta lista jest dłuższa, ale to są sprawy bezdyskusyjnie wskazywane, jako te które przyczyniły się do marnowania publicznych środków w mieście:

1. Balturium - projekt nowego centrum kultury w Chojnicach, który pomimo poświęcenia mu około 500 tys. złotych poszedł do szuflady, bo nie osiągnięto nim zakładanego celu, czyli uzyskania dofinansowania.

2. Projekt na przedszkole na os. Kaszubskim - projekt z czasów, kiedy w mieście jeszcze gościła racjonalność. Planowano zbudować przedszkole na os. Kaszybskim w tym celu zlecono projekt, który powstał, zapłacono za niego, ale nigdy z niego nie skorzystano, bo zamiast tego w Chojnicach, znaną i pokrętną logiką, zaczęto prywatyzować wszystkie przedszkola. Kosztów tego projektu jeszcze nie znam, ale spróbuję go ustalić.

3. Przyłącze energetyczne na Osiedlu Kolejarz - w 2010 r. zapowiedziano nagle w okresie zimowym, że powstanie na jednym z boisk Orlik w Chojnicach tzw. Biały Orlik, czyli lodowisko. Miasto pośpiesznie zainwestowało ok. 25 tys. złotych w specjalne przyłącze energetyczne i odśnieżanie boiska, ale już o lodowisku zapomniano, Biały Orlik nigdy nie powstał, łącza w przewidzianym celu nigdy nie wykorzystano. Wydano 25 tysięcy, ale jednocześnie odmówiono mieszkańcom sąsiadujących z Orlikiem domów jednorodzinnych podwyższenia ogrodzenia boiska Orlik przez wzgląd na...brak środków na ten cel.

4. Wykonanie koncepcji drogowej wokół byłej fabryki mebli - pamiętacie szumne zapowiedzi o nowej galerii (jedna z licznych koncepcji Burmistrza Chojnic) na terenach Chojnickiej Fabryki Mebli pomiędzy ulicami Towarową i Gdańską? Niestety, nic z tego nie wyszło, choć burmistrz Finster udzielił umorzenia podatków od nieruchomości spółce, która miała się zając budową galerii na kwotę ok. 750 tys. złotych!!! Miasto zaś wykonało projekt koncepcji drogowej dla tego miejsca. Do tego osoba, która była lokalnym rzecznikiem spółki Gabi (która miała tam budować galerię), stanęła chwilę później do przetargu o miejskie przedszkole, co skończyło się ogólnym skandalem. Faworyzowany w prasie przez Finstera kandydat do prowadzenia byłego przedszkola samorządowego nr 9, okazał się być nieuczciwym człowiekiem, który według doniesień prasowych zlecił kradzież własnego auta...

Czy naprawdę chcemy takich Chojnic, gdzie miliony złotych "idą bokiem", jak przyjęło się potocznie mówić, tylko przez brak wiedzy i umiejętności lokalnych samorządowców? Dobra zmiana - dobrze pojęta - musi także zawitać do Chojnic. Niestety wydaje mi się, że o wielu innych skandalach opinia publiczna po prostu nie wie i tylko determinacja jednostek może doprowadzić do ich ujawnienia. 


wtorek, 23 sierpnia 2016

Świadomość miasta

Problem tożsamości współczesnego człowieka wiąże się z wieloma czynnikami związanymi z globalizacją. Można winę za świadomościowe wykorzenianie się jednostek, składać na barki choćby neoliberalizmu, konsumeryzmu, swoistego oportunizmu, ale też chęci wiązania się ludzi z tym, co "na fali", a może i postępującej nadal amerykanizacji życia.

Jednak, to wybór samoświadomościowy jest determinujący, wobec tego co się dzieje w świecie. Możemy przecież uznać, że jednak dla nas miasto, jest przestrzenią z której nie tylko korzystamy, żyjemy w niej, ale też i aktywnie ją rozwijamy i ubogacamy. Do tego potrzeba swoistego przeniesienia energii życiowej. Dlatego warto, abyśmy przykładali więcej wagi do atrybutów identyfikacji z przestrzenią miejską.

Z przekonaniem można stwierdzić, że w promieniu 70 km od Chojnic nie ma drugiego ośrodka miejskiego z takim potencjałem, z taką historią i z takimi możliwościami rozwoju. Niestety wiele osób z Chojnic wyemigrowało i ubogacają życie innych ośrodków miejskich. Upatruję przyczyny tego stanu rzeczy w prozaicznej może konstatacji o braku świadomości miasta, jako jednym z czynników, które przyczyniają się do porzucania grodu tura.

Dlatego, od lat próbuję przekonać różne środowiska do konieczności wprowadzenia do szkół chojnickich, ale podobnie może się stać przecież w innych regionach czy miastach, przedmiotów związanych z nauczaniem historii regionalnej i lokalnej oraz wiedzy o regionie, tylko w ten sposób może się udać umocnić tkankę społeczną na poziomie lokalnych społeczności. Jaki bowiem jest stan świadomości chojniczan o roli Chojnic w II RP przed wybuchem II wojny światowej, co wiedzą o procesie stalinizacji miasta, co o sprawach nacjonalizacji i przejmowania majątków przez komunistów na ziemi chojnickiej, a co o działalności opozycji demokratycznej w mieście w okresie PRL. W większości narracja medialna odnosząca się do przełomowych zdarzeń dotyczy tego, co wydarzyło się na szczeblu państwa, ale rzadko mówi się o wysiłku milionów ludzi na prowincji o ich życiu codziennym.

W Chojnicach problem dbałości o pamięć o historii najnowszej jest doskonale znany. Sprawę próbowali podjąć historycy - nauczyciele i niektórzy radni miejscy, jak Leszek Pepliński. Niestety bezskutecznie. O sprawie pisały też lokalne media, a wnioski o braku w Chojnicach choćby miejsca w muzeum z ekspozycją o historii najnowszej są, jak najbardziej słuszne. Warto się z jednym takim tekstem zapoznać:
http://www.chojnice.com/wiadomosci/teksty/Najnowsza-historia-na-cenzurowanym/2083

W bliskiej przyszłości, być może, uda się wdrożyć plan takiego nauczania do chojnickich szkół. Nie stanie się to jednak za obecnej ekipy władzy, bo w niej nie ma woli na takie działania, zresztą doskonale znają już te propozycje i dotąd nie podjęli żadnych działań z tym związanych. Pobudzenie świadomości mieszkańców o ich mieście i jego historii jest warunkiem rzeczywistego rozkwitu życia gospodarczego i kulturalnego w naszym mieście. Jednym z wielu, ale w mojej ocenie bardzo ważnym. 

Dziedzictwo Sierpnia '80

Często spotykałem się z potocznym rozumieniem wydarzeń Sierpnia '80. Jeśli było potoczne, to często tej potoczności towarzyszyła również stereotypowość. Niska była świadomość wkładu chojnickich środowisk w rozwój i działalność nowego ruchu społecznego "Solidarność", dlatego w 2015 r. napisałem książkę, przy wydatnym wsparciu i życzliwości dawnych działaczy "Solidarności" udało się ją nawet wydać w 2015 r. 

Z całością książki można się zapoznać pod podanym niżej linkiem, a dziś warto wspomnieć, że właśnie 23 sierpnia 1980 r. po raz pierwszy w Sierpniu '80 pracy odmawiają robotnicy WKS "Mostostal" w Chojnicach:

Strona książki na Facebooku:https://web.facebook.com/O-chojnicki-karnawale-Solidarno%C5%9Bci-294973424198590/?pnref=story

Całość książki online: https://www.academia.edu/15053791/O_chojnickim_karnawale_Solidarno%C5%9Bci_._Kszta%C5%82towanie_si%C4%99_i_rola_nowego_ruchu_spo%C5%82ecznego_w_warunkach_lokalnych_1980-1981_M._Wa%C5%82doch_Chojnice_2015_ss._265