czwartek, 23 lipca 2026

Moje DNA

Czynię ten wpis, chcąc zachęcić mieszkańców Chojnic do poszukiwania swoich korzeni, nie tylko poprzez poszukiwanie wiedzy o swoim drzewie genealogicznym, ale i sięgając głębiej, aniżeli pozwala na to genealogia. 

Od dzieciństwa borykałem się z takim prozaicznym pytaniem - skąd pochodzę? Czy jestem po prostu chojniczaninem, Marcinem Wałdochem z Chojnic z dziada - pradziada, czy może moi przodkowie przybyli do Chojnic, a może w ogóle nie byli Polakami? Te, zdawałoby się, dziecinne pytania powracały. Wydaje mi się, że każdy w jakimś momencie swojego życia mierzy się z takimi pytaniami. Z czasem, dowiadywałem się o swoich korzeniach coraz więcej i więcej. 

Myślę, że jakieś 15 lat temu byłem już całkowicie przekonany, albo świadomy swojego pochodzenia, które jest przynajmniej od kilkuset lat polskie-pomorskie, kaszubskie, ale i w jakiejś mierze niemieckie. Choć ta domieszka niemieckiej krwi i tak wiąże się z Chojnicami i moimi przodkami o nazwiskach Bartmann i Dobrindt, którzy zamieszkiwali Chojnice jeszcze w czasach przedrozbiorowych (przed 1772 r.). Zarówno ze strony mojej mamy, jak i mojego taty mam też korzenie w rodzinach, które, co dziś brzmi górnolotnie - uznać można za szlacheckie, były to rodziny Aubracht Prądzyńskich z majątku w Bralewnicy (po linii taty) oraz z majątku Orlikowskich z Orlika, a następnie z Czyczków. Z czasem doszedłem też do etymologii swojego nazwiska, ale o tym napiszę może innym razem. W każdym razie w moim drzewie genealogicznym występują, za ostatnie 200-300 lat, takie nazwiska jak: Szczepański, Rekowski, Lepak, Czarnowski, Prądzyński, Stanke, Kiedrowski, Piekarski, Pestka, Bartmann, Dobrindt, Kołatka, Schultz, Weltrowski, Ostrowski, Rożek, Orlikowski, Kózka vel Koska, Bruski, Krysik, Kloskowski, Schefler, Gierszewski, Sikorski, Porzewski, Gromowski, Ostrowski, Kowalik, Łukowicz, i oczywiście Wałdoch. Wszystkie te rodziny żyły w Chojnicach lub bliskiej okolicy Chojnic. 

Natomiast dziś, chciałbym też przedstawić swój "wachlarz" etniczny oraz wyniki badania DNA z MyHeritage - przybliżone pochodzenie etniczne. Każdemu czytającemu ten post, polecam takie badania, jakie oferuje MyHeritage czy inne firmy, badające pochodzenie etniczne. Dodam, że takie badania, dzięki możliwości ściągnięcia "raw data" swoje DNA, można wykorzystać w celach medycznych, ale i poszerzonych badań etniczno-genealogicznych. Jest wiele baz, które analizują DNA pod bardzo różnymi względami i można się o sobie wiele dowiedzieć. 

Niektórzy, być może uznają takie dane za kwestie prywatne, ja postrzegam takie stanowisko jako błąd i barierę do badań i refleksji nad nami samymi. Chciałbym, żeby takie badania i ich wyniki publikowała jak największa liczba chojniczan i do tego zachęcam. Pomogłoby to bardzo stworzyć profil etniczny chojniczan i stworzyłoby bazę i podstawę do dalszych badań, w tym ciekawych badań historycznych. 

Mnie moje wyniki zaskoczyły (skąd te geny Bałtów, Bałkańczyków Duńczyków, Holendrów, czy skąd to pokrewieństwo genetyczne?), podobnie jak zdobywanie wiedzy o moich korzeniach z ostatnich wieków. Żyjąc w Polsce, państwie, którego ziemie są skrwawione przez tak liczne wojny, które się tutaj przetoczyły ciężko jest utrzymać tożsamość, ale też i wiedzę o naszych korzeniach, które przepadała często wraz z członkami rodzin, wspomnieniami, opowieściami czy zaginionymi dokumentami. Dlatego uważam, takie dociekania za bardzo istotne dla naszego zrozumienia procesów historycznych, naszej tożsamości i jej budowania. 

Na koniec dodam, że jestem dumny z bycia Pomorzaninem z tak głębokimi korzeniami lokalnymi. Wzmacnia to moje poczucie tożsamości lokalnej, regionalnej, ale i narodowej. Jednocześnie jest to fascynujący instrument do poznawania historii poprzez losy własnej rodziny i naszych przodków, co może się nieco wymykać ogólnie znanej i akceptowalnej narracji historycznej. 

Jeśli zrobiliście podobne badania, opracowaliście swoje drzewa genealogiczne, chcecie o tym porozmawiać, wymienić się wiedzą, refleksjami czy spostrzeżeniami, zachęcam do kontaktu - szczególnie jeśli jesteście z Chojnic lub macie chojnickie korzenie. 





Pod tym linkiem można zapoznać się z moim drzewem genealogicznym, które zaprezentowane jest w formie "wachlarza" genealogicznego. Jego przygotowanie zawdzięczam jednej konkretnej osobie, która wykonała go dla mnie przy moim niewielkim udziale, za co pozostaję wdzięczny. 




piątek, 19 czerwca 2026

Upolitycznianie sowieckich gwałtów

Ostatnio, od kilku tygodni, zastanawia mnie inicjatywa ustawienia pomnika zamordowanej przez Sowietów w 1945 r. siostrze Adelgund, franciszkance. Nie dziwi mnie to, że z inicjatywą wystąpił Aleksander Mrówczyński poseł PiS. Szkoda tylko, że ten sam poseł nigdy nie protestował protestował i nie wysyłał listów do Finstera w sprawie burmistrzowskiej czołobitności wobec tych samych czerwonoarmistów, którzy siostrę Adelgund zamordowali. 

Myślę, że pod kątem moralnym, etycznym, bo może nie ideowym, Panowie Mrówczyński i Finster powinni w przyszłości stworzyć sobie wspólną platformę wyborczą. Dobrze się dogadują od wielu, wielu lat. 

Mnie natomiast bardzo boli inny fakt, jak można z siostry Adelgund Tumińskiej, zamordowanej przez Sowietów tworzyć symbol pamięci o gwałtach na prawie 2 tysiącach kobiet w 1945 r. na ziemi chojnickiej? Dlaczego mamy mieć obraz siostry zakonnej, a gdzie jest pamięć o matkach, ciotkach, babkach, siostrach, które były seryjnie gwałcone i mordowane w chojnickich piwnicach? Czy te kobiety nie poniosły ofiary? Czy wszystkie były katoliczkami, żeby to siostra Adelgund stawała się teraz ich symbole w przestrzeni publicznej? I czego ma być to symbol? Cierpienia kobiet, czy w domyśle cierpienia i ofiar Kościoła katolickiego? Bo wydaje mi się, że raczej kreuje się obraz cierpiącego Kościoła, co też jest prawdą, ale wyłuskane i ukazane oddzielnie od kontekstu, zmienia prawdę historyczną. Siostra Adelgund była jedną z około 2 tysięcy zgwałconych i zamordowanych kobiet na naszym terenie. 

Uważam, że potrzebujemy pomnika wszystkich zgwałconych i zamordowanych przez Sowietów kobiet w Chojnicach. Wywyższanie w tej krzywdzie siostry Adelgund jest zaprzeczeniem faktów historycznych, redukcjonizmem i próbą zbijania kapitału politycznego na najbardziej wyrazistej ofierze w odbiorze opinii publicznej. Natomiast takie postawienie spraw, jest kontynuacją wypaczonej polityki historycznej naszego miasta, które nie podchodzi z otwartością i rozumem do doświadczeń historycznych lokalnej wspólnoty. W mojej ocenie, wynika to w dużej mierze z faktu naszej struktury demograficznej - dziś przedwojenni chojniczanie, to znakomita mniejszość naszego miasta. Dlatego tak łatwo jest manipulować władzy lokalnej pamięcią i zbijać jeszcze kapitał polityczny na tej manipulacji. 

Świetny materiał pt. "Trauma i tabu" o tragedii kobiet, która rozegrała się zimą 1945 r. nakręcił redaktor Tomasz  Słomczyński. Proponuję się z nim zapoznać: https://youtu.be/YlXatdghUXI?si=99BuVJQ9yr0FoYgK



sobota, 13 czerwca 2026

Chojnicki Budżet Urzędniczy

 



Wraz z Jerzym Erdmanem oraz Wojciechem Czapiewskim zdecydowaliśmy się na petycję w sprawie budżetów obywatelskich (zrzut z pisma poniżej). Dlaczego?


Budżet obywatelski to w Chojnicach jeden z najgorzej wykonanych projektów lokalnej władzy, ale też i najbardziej obrazowo oddający to, jak bardzo władza te przeinacza znaczenie słów, pojęć i praktyk, na swój użytek. Jak to może być, że budżet obywatelski stał się w Chojnicach budżetem urzędniczym? Śpieszę wyjaśnić o co chodzi. Otóż, do Chojnickiego Budżetu nieObywatelskiego swoje zgłoszenia kierują urzędnicy miejscy. Władza chojnicka, jak zawsze sofistycznie sprawna, twierdzi, że każdemu obywatelowi przysługuje takie prawe. Problem w tym, że ci szczególni obywatele - czyli urzędnicy - kierują do ChBO wnioski o przyznanie finansowania na zadania, które winna wypełniać gmina miejska Chojnice, ale na pewno nie z budżetu obywatelskiego. To po prostu robienie z ludzi idiotów. 










Teraz przyjrzyjmy się liście podmiotów występujących o finansowanie w ramach ChBO na 2027 r.




Pracownica Miejskiej Biblioteki występuje o finansowanie na projekt (zapewne czytelniczy, czy promujący czytelnictwo) - "Kryminalny marzec". To nic, że biblioteka w której pracuje ma coraz wyższy budżet - z kasy miejskiej. Czy to dyrektor Zientkowski zmusił do ubiegania się o środki z ChBO na działania, które powinny być realizowane z budżetu biblioteki? 

Pracownik Miejskiej Biblioteki Publicznej Zientkowski występuje o finansowanie projektu: "Orbity Titiusa. Matematyczna harmonia planet" - dyrektor biblioteki chce pieniędzy na projekt, który mógłby realizować z kasy biblioteki - ale co tam, logika jest taka: "jest budżet obywatelski, to złożę projekt i moi koledzy i koleżanki z pracy zamiast przeznaczyć środki na wsparcie działań obywateli, wesprą moje urzędnicze i germanofilskie dążenia". To jest taki brak etyki, rozumu i zwykłej przyzwoitości, że tylko Zientkowski mógł tego dokonać bez mrugnięcia okiem. 

Agnieszka Lewińska - jak rozumiem do niedawna radna, a obecnie dyrektorka MOPS w Chojnicach - kolejna urzędniczka z pomysłem na nowoczesny plac zabaw! Szkoda tylko, że Pani Lewińska to kolejna osoba z lokalnego układu władzy. 

Kuriozalne jest także występowanie do ChBO o środki na inwestycje dla MKS Chojniczanka. Mało milionów miasto przyznało klubowi bez pozornych konkursów? Teraz jeszcze klub chce okradać zwykłych obywateli z pieniędzy na projekty obywatelskie?

Sytuacja ChBO nie była lepsza rok wcześniej, czyli w 2025 r., na liście projektów, które uzyskały wtedy rekomendację do finansowania w ramach ChBO, były także projekty zgłaszane pośrednio lub bezpośrednio nie tylko przez Miejską Bibliotekę Publiczną, ale nawet przez samo Miasto, jak przywołany w naszej petycji Modrak i rozbudowa jego infrastruktury z pieniędzy ChBO! Natomiast negatywnie były oceniane projekty rzeczywiście obywatelskie - jak renowacja parowozu na stacji PKP, akcja "Zdrowe zęby dla dzieci w Chojnicach" i wiele innych obywatelskich inicjatyw (więcej: https://miastochojnice.pl/wp-content/uploads/2025/05/Lista-zweryfikowanych-projektow.pdf ). 

W mojej ocenie, obecna formuła ChBO, to kolejny pas transmisyjny władzy - ma służyć do wyprowadzania pieniędzy publicznych przez urzędników na cele, które wzmacniają ich wizerunek, działania, ale nie mają one nic wspólnego z sferą obywatelską. 

Takich praktyk władzy nie można tolerować, a obecny konkurs w ramach ChBO, powinien zostać natychmiast anulowany, podobnie jak całe ChBO w obecnej formule, która umożliwia korupcyjne praktyki władzy, stojące w sprzeczności z definicją i ogólnie przyjętym rozumieniem pojęcia "budżet obywatelski". 

Jak tak dalej pójdzie, to za rok komitet Finster i Kopczyńskiego wystąpią w ramach budżetu obywatelskiego o finansowanie swojej kampanii wyborczej, i oczywiście komisja przyzna im środki, bo to też obywatele...pierwszej kategorii! 

Podziwiam tych obywateli, którzy poświęcają swój czas, na pisanie projektów, które i tak nie mają szans na otrzymanie finansowania, bo są obywatelskie, a ci obywatele są obywatelami bez związków z władzą, zatem obywatelami drugiej kategorii. 

Skończmy tę farsę! 

wtorek, 19 maja 2026

Albo wielkość, albo upadek

W związku z trendami, które obserwujemy, szczególnie dotyczącymi kwestii demografii - starzenia się społeczeństwa, ale i braku dzietności dla miast takich jak Chojnice, przy założeniu, że nadal będzie trwał odpływ młodych ludzi do wielkich ośrodków miejskich czeka totalna zagłada. Oczywiśćie, nie piszę tu o wizji likwidacji miasta, ale przez "totalną zagładę" rozumiem utratę funkcji miasta średniego i przerodzenie się Chojnic w zupełnie nieistotne miasteczko, co nastąpić może w niedługim czasie 25-50 lat. Lekko szacować można, że miasto w tym czasie straci około 10-15 tys. mieszkańców, co postawi nas w gronie miast po prostu małych. 

Lokalna władza nie robi nic, aby ratować nasze miasto. Burmistrz zajmuje się sobą i udziałem w wojnie na inwektywy z Kaczmarkiem. Obaj siebie warci. 

Sprawę trzeba zatem postawić jasno - na razie oczywiście tylko publicystycznie - ale wyraźnie. Albo do 2050 roku staniemy się miastem ponad 50 tysięcznym z ambicją miasta, które wejdzie na pułap ponad 100 tysięcy mieszkańców - albo nas nie ma. Nie liczymy się. 

Jest to śmiały projekt. Niektórzy powiedzą - fatasmagoria, może i utopia. Jednak wystarczy może powiedzieć tyle, że kiedyś miasta budowana na ... bagnach, a dziś są wielkimi ośrodkami jak Gdańsk. Wizję należy przekuć w działanie. 

Chojnice urbanistycznie są obecnie zamknięte - i należy dążyć do poszerzenia granic miasta, ale nie poprzez likwidację gminy wiejskiej, ale poprzez włączanie terenów wiejskich w obszar miejski. Nie może się to dokonywać kosztem natury - zatem jedyny kierunek jaki widzę, to wyjście za południową obwodnicę i projektowanie miasta na terenach po linii od Nieżywięcia przez Nieżychowice-Angowice-Lichnowy-Granowo-Racławki-Nowa Cerkiew. 

Jeśli nie zrozumiemy - cywilizacyjnego wręcz, wyzwania przed jakim stoimy - bycia miastem większym, prężnym i takim które przejmie część usług, które dziś dla Chojnic oferują - Gdańsk, Bydgoszczy i Słupsk, to staniemy się mikroskansenem. Miasto musi zrobić wszystko, aby rosnąć, inaczej będzie się zwijać. 

Na razie grzęźniemy w małych kłótniach, którymi czynimy każdego dnia wielkie kroki ku przepaści. 

wtorek, 27 stycznia 2026

Na łyżwach fajnie jest...ale w Człuchowie

W Chojnicach z przytupem wylano, po miesiącu mrozów (wcześniej władza miejska nie była przecież pewna, czy zamarzające kałuże od miesiąca to nie jest czasami jakaś zasadzka kontrrewolucyjna), dużą kałużę na bulodromie w Parku 1000 - lecia.  


Przypomnę, że władze Chojnic od dekad mierzą się ze swoją niekompetencją w prowadzeniu/instalacji/budowie lodowiska w Chojnicach. Wiele o tym pisałem w minionych latach, pisałem o tym tutaj .


Dlatego w tym roku postanowiłem pojechać do Człuchowa i sprawdzić, jak tam się jeździ na łyżwach. Niby to miasto jest trzy razy mniejsze, a chyba od dekady potrafi utrzymać kryte lodowisko! I rzeczywiście, lodowisko ładnie utrzymane, na miejscu są też do wypożyczenia łyżwy - w godzinach otwarcia lodowiska i łyżwy - przyznać muszę też niezłe! W mojej opinii, stawia to władze Chojnic w bardzo kiepskim świetle...Do tego lodowisko, które proponuje się chojniczanom w Parku 1000 - lecia, jest po prostu jawnym żartem - według mnie, to zwykłe "kartoflisko lodowe", a nie lodowisko, i to w smogu! 


Poniżej kilka zdjęć z lodowiska w Człuchowie, a dalej zdjęcie z profilu Pana Krzysztofa Dziadczyka, na którym widać jakim "kartofliskiem" jest niekryte lodowisko na bulodromie chojnickim. Pan Dziadczyk też napisał, że nie wie czy z tej aktywności jest więcej pożytku czy strat - bo smog jest straszny. 






I zdjęcie z chojnickiego "lodowiska-kartofliska" z profilu Pana Dziadczyka:





piątek, 23 stycznia 2026

Spokojny plan w Sworach

 

Zapraszamy! 


Tym razem wraz z Fundacją Zawierucha, zawitamy do Dużych Sworów, zapraszamy na godz. 16.00. Będziemy opowiadać o arcyważnych sprawach bezpieczeństwa, ale też będziemy prezentować praktyczne sposoby przygotowania się na sytuacje kryzysowe. 







piątek, 2 stycznia 2026

Fałszywy bożek

Od wielu lat w przestrzeni publicznej Chojnic promowany jest przez układ chojnicki, w tym i Przemysława Zientkowskiego Johann Daniel Titius. Promotorzy tej postaci uznają, go za oświeconego męża nauki, tytana intelektu, który przyczynił się do rozwoju nauki, a szczególnie astronomii i podobno fizyki. 

Są to po prostu brednie. Zacznę od tego co najważniejsze - czyli od koronnego dowodu na to, że Titius zapisał się w nauce jako odkrywca. Ma o tym świadczyć tzw. reguła czy prawo Titiusa-Bodego. 

Reguła ta, stworzono a w 1766 roku dotyczyła szacowania odległości pomiędzy planetami a słońcem, oczywiście w układzie słonecznym. Okazała się ona jednak zupełnie błędna i nieprzydatna dla nauki. Całe osiągniecie Titiusa polegało więc na tym, że dokonał pewnych założeń co do układu słonecznego, a nie bazował w nich ani na prawach fizyki, ani poprawnie na matematyce. Uważa się, że to co "odkrył" Titius, to nie jest w żadnej mierze wynikiem działania naukowego, a jedynie swoistą koincydencją założeń, a tym samym uzyskaniu i tak błędnego wyniku dotyczącego odległości planet od słońca. Ponadto reguła Titiusa nie zgadza się też dla innych układów w kosmosie i jest fundamentalnie błędna, a jego "odkrycie" było i jest dla nauki zupełnie bezużyteczne. 

To tyle o tym "chojnickim Koperniku". 

Teraz może warto napisać słów kilka o ideowo-moralnych podstawach promowania Titiusa. O ile oczywiście nauka nie zna granic i narodowości, o tyle też trzeba być świadomym, że jest to tylko piękne założenie. Titius miał tyle wspólnego z Chojnicami, że urodził się tutaj w niemieckiej rodzinie, był Niemcem, ale znakomitą większość swego życia spędził w Niemczech - w Wittenberdze i innych miastach niemieckich. Co więcej, jak napisałem powyżej, niczym się w nauce nie zapisał, poza błędnymi założeniami i fałszywą teorią. Reszta jego działalności naukowej, to czysta taksonomia, którą pałało się wielu. 

W Chojnicach jednak Titius stał się odkryciem duetu Brunka-Zientkowski, tak jakby nikt o tym "chojnickim Koperniku" nie słyszał w przeszłości. Był to idealny kandydat na patrona chojnickiej nauki w wydaniu ludzi takich jak Finster, Zientkowski czy nawet Brunka. Idealny, bo zgadzający się z ich ideologią i interpretacją historii - Chojnic jako miasta niemieckiego, miasta pogranicza, miasta wielokulturowego i miasta które rzekomo ma wiele do zawdzięczenia prusko-niemieckiej kulturze. Dlatego dalsze hołubienie Titiusa jest niebezpieczne i każdy powinien być przestrzegany przed tą "naukową ofensywą i propagandą" w wydaniu układu miejskiego i Przemysława Zientkowskiego, która chcąc nie chcąc, wpisuje się w niemiecką propagandę. 

Mamy w historii Polski i wśród Polaków wielu wybitnych naukowców, którzy zasługują na to, aby być patronami chojnickiej nauki. Wystarczy chcieć wybrać postać godną naśladowania. Nie jest nią bowiem Titius - Niemiec, twórca fałszywej teorii naukowej. Dalsze promowanie Titiusa za publiczne pieniądze, z podatktów Polaków - chojniczan, to wpisywanie się w niemiecką narrację historyczną i swoista zdrada interesów polskich. Rozdawanie Medali Titiusa i próba promowania się przy tym Zientkowskiego i Finstera, to dosłowna groteska, w której odmówiłem udziału. Ale czego możemy się spodziewać po Zientkowskim, usłużnym urzędniku Finstera, który z zelocką zaciekłością atakuje w lokalnej gadzinówce i mediach społecznościowych Romana Dmowskiego. 

Skończmy z fałszywymi bożkami! I wywyższaniem pruskiego pachołka, który swoją pozycję zawdzięczał po prostu jak każdy wtedy profesor - wiernopoddańczej pozycji wobec króla Prus. Tych samych Prus, które w 1772 r. dokonując I rozbioru Polski i zajmują Chojnice, wyrywając je z organizmu I RP.